Napisane przez: torlin | 15/01/2008

Radość z przodka

Drzewo genealogiczne Kaczora Donalda.

Tośmy sobie poswawolili w poprzednim odcinku, czas zabrać się za poważne tematy. Od razu mówię, lekko nie będzie, szczególnie że ten wpis będzie chyba szedł w poprzek politycznej poprawności, chociaż ja będę zadawał pytania i podawał informacje, a nie udzielał na nie odpowiedzi. Tekst jest niestety prowokacyjny. Jak to pisze Wachmistrz we wstępie do swojego blogu: „Witaj w mych progach, jeno bacz, zali żeś dobrze trefił(-a), bo nie będzie Ci tu lekko, łacno i przyjemno… A to dla tey przyczyny, że nam tu nader światowymi sprawami zajmować się przyjdzie…”. I od razu podkreślam na samym początku: „Wiem doskonale, że te kwestie nie mają w dzisiejszych czasach żadnego znaczenia, a ważny jest konkretny człowiek, jego umiejętności, psychika, wykształcenie, zalety”. I każdy atak na mnie proszę poprzedzić przeczytaniem tego zdania. Ale moje pytanie nie może być pokryte milczeniem, bo przed nim nie można umknąć (oczywiście przed pytaniem, a nie milczeniem).

„Czy współczesny człowiek ma prawo być dumny ze swoich przodków, ze swojego pochodzenia?”

Bezpośrednio mnie dotyczące drzewo genealogiczne wyprowadza moich przodków na koniec XVIII wieku (ojciec, dziadek, pradziadek, prapradziadek itd.), wtedy to mój antenat przybył z Litwy do Królestwa (chociaż tę część Litwy raczej powinniśmy nazywać Rusią). Dokumenty ogólne mówią o moim nazwisku i herbie Ślepowron już w XV wieku na terenie Rusi, a jeden nawet w XIII. Drzewo to jest prowadzone przez iks pokoleń i nie jest wcale moją zasługą, że tyle wiem na ten temat. Raz nawet w swoim blogu w Interii z okazji 3 Maja postanowiłem zbadać jakikolwiek związek mojej rodziny z Sejmem Czteroletnim (trochę kombinacyjny). Moja praprababka nazywała się Wiktoria Kossobudzka, a jej mąż był bezpośrednim potomkiem Praksedy Kossobudzkiej, córki Cypriana Nakwaskiego, posła łęczyckiego na Sejm Wielki.

„Czy współczesny człowiek ma prawo być dumny ze swoich przodków, ze swojego pochodzenia?”

Jak byłem mały, to słyszałem od swojego starszego wiekiem krewnego, żebym pilnował tych spraw, żebym wiedział, że „nie wypadłem sroce spod ogona”. Ja, jako młody – zbuntowany (kto za młodu nie był socjalistą…) od razu odpalałem: „Że co, że jak ktoś nie ma herbu, to znaczy wypadł sroce…” i na tym się dyskusja kończyła. Później zacząłem dawać przykłady najpierw rodziny mojej mamy, a później żony, obydwie mieszczańskie do bólu zębów, z tym że moja to warszawska, a żony lwowska.

I zauważyłem prawidłowość, że jak ktoś ma co wspominać, to przechowuje dokumenty, wspomnienia (wręcz legendy), zdjęcia, bawi się w rysowanie drzewa genealogicznego, szuka bocznych odnóg rodziny. Kultywują to, co dla nich najważniejsze. Osoby niemające z kolei żadnych tego typu przodków usiłują cały ten proces zlekceważyć jako niegodny nowoczesnego człowieka współczesnego, uważają że każdy sam sobą coś reprezentuje, a takie coś to jest tylko strojenie się w cudze piórka i snobizm na „portret dziadka”.

Jeżeli sprawę doprowadzimy ad absurdum, to nie powinniśmy się cieszyć nawet z sukcesów własnego ojca, bo to jest też niezależny człowiek.

„Czy współczesny człowiek ma prawo być dumny ze swoich przodków, ze swojego pochodzenia i zwolennicy poprawności politycznej nie będą uważali tego za obelgę rzuconą im w twarz?”


Odpowiedzi

  1. Torlin pisze: “ja będę zadawał pytania i podawał informacje, a nie udzielał na nie odpowiedzi.”

    Z analiz prawnych wynika, że formułowanie opinii w formie pytań nie uwalnia autora od odpowiedzialności, więc na nic te zastrzeżenia. Jeśli najdrażliwsza osoba w Polsce poczuje się znieważona, to juz po Tobie.

    A co do przodków, to mój mi się podoba (tak, jak i tyłek :-) ).

  2. Za obelgę chyba nikt nie uzna, póki jest to prywatna duma, a nie na przykład klucz do awansu, czy (w wersji bardziej realistycznej) przyczynek do okazania pogardy komuś innemu.

    Pamiętam jak w sejmie kontraktowym miano wybrać jakiegoś marszałka, czy innego posła do jakiejś funkcji. I cała oracja na jego cześć sprowadzała się do tego, że ojciec i dziadek byli patriotami. O samym pośle zaś prawie nic. Zresztą wcale nie tak dawno mieliśmy inwazję ‘patriotów genetycznych’; a liczni posłowie odkrywali swoje szlacheckie pochodzenie mówiąc wszem i wobec, że są przez to lepsi i będą w sejmie kontynuwać tradycje demokracji szlacheckiej… Na mnie takie wypowiedzi robiły zawsze fatalne wrażenie i kwestie ‘pamięci przodków’ jedynie ośmieszały.

  3. Jakakolwiek pozycja spoleczna rodzicow jest automatycznie kluczem do jej dziedziczenia. Tak chyba jest w kazdym spoleczenstwie, niezaleznie od stopnia panujacej w nim egalitarnej hipokryzji.
    Co do dumy jednak, to bym z nia uwazal. Duma z przodkow podobnie jak duma narodowa niesie z soba pewne niebezpieczenstwo. Jesli jestesmy dumni z rodu z ktorego pochodzimy z narodu czy klasy w ktorych urodzilismy sie, to konsekwentnie powinnismy brac na siebie wszystkie wstydy jakie na rodzie, narodzie czy grupie spolecznej ciaza.
    Na zdrowy rozum jesli kwestionujemy odpowiedzialnosc zbiorowa powinnismy wystrzegac sie zbiorowej dumy. Jest to jednak tylko teoria. W praktyce “zabobonu dumy” uniknac sie nie da, zawsze jakies tego zabobonu elementy tkwia i beda w nas tkwily.

    PS. Torlinie a propos herbu Slepowron.
    Podobno w tym herbie nie kruk, a czarny golab pocztowy figuruje.
    Snilo mi sie? Moze gdzies czytalem?

  4. ja nie jestem za i nie jestem przeciw …. :)

    … sama nie doszukuję się przodków w celu dopieszczenia swojego ja …. a i nie mam zamiaru dołować się “wpadkami” rodziny …. :)

    … jest po stronie ojca rodzina, która takie poszukiwania skutecznie prowadzi … ale myślę, że robi to by się dowartościować bo tylko te dobre korzenie odkrywa …. :)

  5. O! O taką polemikę mi chodziło. Dzięki całej trójce.
    Dana1!
    Swój wizerunek mam u ojca, to nie mogę sprawdzić, ale zajrzałem tu
    http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Alepowron_%28herb_szlachecki%29
    i mnie się wydaje, że to jest kruk (chociaż mój – jak pamiętam – krzynkę się różni) (i kruk i herb). I teraz dopiero zobaczyłem ten spis nazwisk. Jestem.

  6. Jolinku!
    Napisałem “trójce”, a nie “czwórce”, bo w międzyczasie…
    W takim razie nadrabiam.

  7. Aleś wyjechał, Torlinie, z grzędą przodków…
    To juz sam Imć Pasek Jan Chryzostom wiela wspomina, jako to Panowie Litwa ani do Bellony, ani do spraw Minerwy głów nie mają. Leżą jeno spici, gdzie który padnie wedle płota, który gościńca, a inszy jeszcze u drzwi komory. Na sejmik własny zjechawszy, nie ma komu marszałkować, bo gowy puste, a do szabel i tumultu każden skory.
    Miło myśleć, że ma się antenatów, ze ho ho, bo może w genach coś zostało? Nie miło, jesli nic tam w pniu nie ma – pospolitość albo i pustka. Geneaogia odpowiada na zupełnie naturalną nam potrzebę identyfikacji i skłonnośc do pytania, skąd się wziąłem i gdzie idę. Ma więc ten Twój współczesny prawo byc sobie dumny i bagatelizować takie skłonności, jeśli we własnym pniu nic nie ma.
    Ciekawe, ze jak kto w hipnozie przypomina sobie swoje “życie przed życiem”, to zawsze był “kimsiem” – pigmejski sułatan, hinduski kardynał, inuicka księżna, ale nigdy biedny fellach, stary niewolnik czy tania, bo brzydka ulicznica. Dobre drzewko to projekcja marzeń?

  8. Cholerrrra! Zapomniałem jeszcze, że “boćwina” na nich mówił, bo to tchórze! Nie to co My, Sarmaty rdzennie koronne :)

  9. Zagadka na ktora sam natychmiast odpowiem.
    Czy “lepiej” kiedy rodzina figuruje w herbarzu czy w Liber chamorum Trepki?

    Nie ma roznicy. W obu wypadkach figurowanie swiadczy ze przodkowie byli ambitni i skuteczni.

    Ja na przyklad jestem szalenie dumny z linii moich niemieckich kolonistow.
    Oto wykrylem zrodlo XVI wieczne w ktorym moj przodek (zgadza sie nazwisko i miejsce – kolonisci z niemiec juz wtedy miewali nazwiska) zabil wspolnie ze swym bratem miejscowego proboszcza. Za co?
    Proboszcz “borsuczyl sie” z jego zona. Tak wiec nie wiem kto tak naprawde byl moim przodkiem. Po Zydowskiej mojej stronie o takich skandalach nie slychac, ale wiem ze wiele wedrowali, wiec i “panie” i “panowie” mieli sporo okazji.

  10. Zacznijmy od tego, że duma jest rodzajem emocji. Czy ma sens pytanie o prawomocność emocji? Co to miałoby znaczyć, że pan X. “miał prawo” zakochać się w pannie Y., a pan Z. “miał prawo” pogrążyć się w żałobie po śmierci ojca? Emocji się doznaje albo się ich nie doznaje. Można oczywiście zastanawiać się, czy czyjaś emocjonalna reakcja jest adekwatna do bodźców, które ją wywołały, ale nietrudno wykazać, że odpowiedź na to pytanie jest silnie uwarunkowana kulturowo: za czasów pana Paska duma z własnego rodu była normą; wtedy raczej pytano by, czy mamy prawo NIE CZUĆ dumy z dobrego urodzenia.
    Mnie, szczerze mówiąc, śmieszy, kiedy słyszę, jak ktoś mówi: “Jestem dumny, że jestem Polakiem”. Interpretowana dosłownie, wypowiedź taka implikuje bowiem, że bycie Polakiem z jakiegoś powodu jest lepsze czy bardziej wzniosłe niż bycie Słowakiem lub Ukraińcem. Że gdyby ten ktoś mógł wybierać, wybrałby właśnie polskość. To absurd, ale z drugiej strony sam przecież odczuwam satysfakcję, czytając o przewagach naszych przodków czy współczesnych.
    Myślę, że problem traci ostrość, jeśli postrzegać go właśnie w kategoriach satysfakcji, a nie dumy w ścisłym sensie. Nic w tym złego, że jest mi przyjemnie, kiedy ludzie, z którymi czuję się w jakiś sposób związany, odnoszą sukcesy, jest mi przyjemnie, że należę do rodu czy narodu o długich i bogatych tradycjach, ale nie powinno to w żaden sposób wpływać na moje mniemanie o sobie samym. I vice versa, jest mi przykro, jeśli słyszę o zbrodniach Polaków, ale nie mam powodu, by osobiście czuć się winnym.

    Paweł Luboński herbu Leszczyc
    ze szlacheckimi przodkami co najmniej od XVI wieku

  11. to ja jeszcze napiszę, że nie bardzo lubię jak ktoś mi “świeci” przed oczami swoim rodowodem bez powodu … ani w polityce ani w towarzyskich związkach …. bez powodu bo rozmowa jest np. o czymś innym a ktoś wyciąga, jak broń, swoje koligacje rodzinne …. zawsze mi się to kojarzy ze znajomym, który jak się przedstawiał to zaczynał magister … podpisywał się zawsze magister … był zły jak się do niego zwracane bez tytułu itd. …. zawsze byłam ciekawa czy żona w łóżku też mówiła do niego magister :) …. nie pytałam bo nie miał poczucia humoru … :)

  12. Magister!!!???
    Ja tez sluszalem jak pewiem umundurowany przedstawial sie innemu w liberii:
    Kapral Maciej Dupa!!!

  13. Wszystko jest kwestią zachowania zdrowych proporcji. Duma z przodków oczywiście TAK ale jednocześnie trzeba pamiętać, że dokonania naszych wstępnych nie mają (nie powinny mieć) zbyt wielkiego wpływu na ocenę naszych zachowań.

  14. Jak to, quakeblog, “nie mają (nie powinny mieć) zbyt wilekiego wpływu na ocenę naszych zachowań”?!
    Gdybyś mówił o naszych zachowaniach, postawach czy wyborach, to o k, ale wpływu na ocenę?! Jestem drań, lecz dziadek był w AK (UB), no to mniejszy (większy) ze mnie drań?

  15. Kazdy chyba ma potrzebe ekskluzywnosci, tyle ze przytoczone tu przyklady (herbowi i “magistry”) w PL sa malo ekskluzywne. Kaprale w wojsku.
    To przestaje pociagac kiedy co dziesiaty…
    niebawem doktorat stanie sie banalny jak dawniej “kierownik”. Pora szukac czegos nowego.

  16. @ Iżyk on styczeń 15, 2008 (12:39 pm): wydawało mi się że wyrażam się jasno…

    Dokonania (pozytywne i negatywne) przodków nie powinny decydować o ocenie konkretnej osoby. Każdy sam pracuje na swoje nazwisko.

  17. 1. Masz rację, quakeblog, wydawało Ci się ;)
    2. O, teraz jest już zupełnie jasno :)
    pozdrawiam

  18. Dana:
    .
    Ekskluzywność? To bardzo proste. Ostatnio zetknąłem się z kimś bardzo ekskluzywnym. Do furtki zadzwonił młody człowiek pytając, czy może sobie wziąć stary, nieużywany izolator od sieci telefonicznej, wiszący na ścianie domu. Okazał się kolekcjonerem izolatorów. Na oko rozpoznał firmę i rok produkcji eksponatu, ocenił go jako rzadki. Zapytałem go, czy wielu jest takich jak on. Odpowiedział, że w Polsce wie o jeszcze jednym, a w Europie jest kilkunastu. To mi dopiero ekskluzywność!

  19. Pawle
    To interesujace. Kto wie czy sie tym nie zajme.
    Bohater jednej z powiesci Jozefa Mackiewicza przekracza w czasie okupacji dawna granice miedzy miedzy PL a CCCP. Zgadnij po czym rozpoznaje ze jest juz po tamtej stronie?

    Poznaje to po izolatorach na slupach telefonicznych.
    Po “sanacyjnej stronie” byly biale ceramiczne po sowieckiej szklane zielone.
    Przyczynek do zbednej erudycji.

  20. Torlinie,

    nie mam przodkow, nie mam przyszlosci. Ktos mi powiedzial, ze istnieje tylko terazniejszosc.

    Moja zona byla mocno herbowa (Pomian), z palkami i z rodowodem siegajacym gdzies do poczatkow XIV-go wieku. W koligacje nawet nie wnikam, bo szybko sie przekonalem, ze kazdy nowo spotkany arystokrata polski, czy w kraju, czy tu, w Montrealu, to byl jakis daleki czy blizszy wuj czy ciotka mojej ex.

    Ja na to wszystko patrzylem z daleka, i z fascynacja, bo jam z ludu, z awansu spolecznego. Wscieklem sie tylko raz, kiedy ciotka mej bylej zony wziela moje nazwisko w obroty i szybko wyszukala mi herb. Cholewa. Czemu nie ? Odpowiedzialem grzecznie ciotce, ze to by nawet pasowalo do mojej rodziny. Dziadek byl szewcem-cholewkarzem we Lwowie i mial warsztat na Lyczkowskiej pod trojka. Ciotka juz mnie wiecej nie dreczyla pytaniami o pochodzenie. Pewnie juz nie zyje, choc klimat Riviery swietniej Jej sluzyl.

    Ale obok takich cudakow poznalem wspanialych ludzi, ktorych historii i opowiesci uwielbialem sluchac, z ktorymi wspanale sie rozmawialo, i ktorzy ujmowali swym sposobem zycia – elegancko prostym i skutecznym, z obiema stopami mocno na ziemi, pomimo ciezkich pioropuszy, a czasem i koron siedzacych na szczytach tarcz herbowych.

    Problem w tym, ze wiele rodzin zarowno moze byc dumne ze swoich przodkow, jak i chciec ich zmiesc dyskretnie pod dywan, czesto z powodow swietnie opisanych w szkolnych podrecznikach historii. Trzeba uwazac wiec z przeszloscia, bo w nieostroznych rekach moze ona wybuchnac komus prosto w twarz…

    Pozdrawiam Cie serdecznie.

  21. Chamy?
    Z czasow mego dziecinstwa i wczesnej mlodosci pamietam jak to w rodzince mojej inteligenckiej
    jako argumentu przeciw PRLowskiej elicie, zarowno lokalnej jak i ogolnokrajowej, uzywano zaklecia: “chamy”.
    Po 68 “szlachta” wzbogacila sie o nowych nobilitowanych, a “chamy” (niektore) otrzymaly nawet arystokratyczny tytul “volksdocenci”.
    Obecnie wedrujac po politycznych blogach obserwuje jak spadkobiercy nawet nie KPP czy PPR, ale banalnie wulgarnego PZPR “nobilituja sie”
    kategoryzujac Solidaruchow jako chamow.
    Wybacz Torlinie ten wtret w Twoim apolitycznym blogu, ale to o czym napisalem to nie polityka a raczej kulturowo antropologiczna obserwacja.

    Mialem za moich polskich czasow szefa ktory obnosil sie z herbem i ojcem oficerem ulanow jednoczesnie byl czerwony jak nadgnily bulgarski pomidor. Zniesmaczony zebraniami POP komentowal je (do mnie i podobnych): chamski sabat.
    “A to Polska wlasnie, Panno Mloda”.

  22. @Dana_1: Nie podobają mi żadne generalizacje. Uważam je za z gruntu fałszywe. W PZPR nie wszyscy zasługiwali na miano “chamów”, podobnie, jak nieprawdziwe jest twierdzenie, że w Solidarności nigdy nie było żadnego “chama”.

  23. Tak masz racje.
    Wyjasniam.
    Opisalem czesto wystepujacy w Polsce i w polskim jezyku opis przeciwnika. Model tego opisu.
    Zamiast stwierdzic np (jesli ktos byl przeciw): PRL to wymuszone na spoleczenstwie glupstwo podkreslano jej “chamski” rodowod.

    Ja nie pisze “jak bylo” czy jak “jest” ale jak o tym mowiono.
    Opis pojmowania swiata przez “Hotentotow” jest opisem prawdy wyznawanej przez Hotentotow, to opis z dziedziny antropologii kulturowej.
    Opisujacy nie identyfikuje sie z tym opisem.

  24. dana 1:
    W PRL owszem, pamiętam podobne głosy. Ale nie były one oficjalnie, bo oficjalnie było to ‘państwo chłopów i robotników’. Takie głosy to cecha ówczesnego ‘dwójmyślenia’.
    To wszystko prowadzi do dość dziwnej sytuacji, bo do pewnego stopnia szlachectwo dzisiaj w Polsce jest bardzo poprawne politycznie, absolutnie niepoprawne byłoby za to zadawanie pytania: “Czy posiadania herbowych przodków należy się wstydzić?”, jako powód wstydu podając kwestię pańszczyzny, czyli naszej, lokalnej odmiany niewolnictwa, i odwołując się do tej samej ideologii, która stoi za wypominaniem niewolnictwa krajom kolonialnym.
    Takie pytanie pachnie jednak u nas komunizmem.

  25. Pak4
    Zroc uwage na trwalosc “szlacheckiego”pojmowania swiata. Ze wszystkich mozliwych osi przeciwienstw nadal wybierana jest “cham kontra niecham”. To wydaje mi sie nawet wystepuje czescie niz os “madry glupi”, “uczciwy nieuczciwy”.

  26. “Antropologii” cd
    W srodowiskach w ktorych w PL sie poruszalem bylo modnym w latach 70 i 80 uchodzic za Zyda.
    OK, moda jak moda. Jeden z moich znajomych wykazywal nawet w tym aspekcie sklonnosci religijne. Wyjechalem, a potem Polska “Zmartwychwstala”. Czytam co znajomy w wolnej ale tej smalcem drukowanej prasie wypisuje. Odwiedzam Kraj i pytam osobnika na co mu “odbija”.
    A on na to ze: “My ze szlachty kurladzkiej”.
    Faktycznie. Nazwisko jak kto chce mozna dopasowac i tu, i tam.

  27. Zwracam uwagę, oczywiście!
    A czy ze szlachty kurlandzkiej nie był Dyzma? ‘Kurlandzki baron’ mi się jakoś przypomina ;)

    (Ale też wracam z pewnym wyrzutem sumienia, czy aby Torlina nie obrażamy, bo przecież widząc Jego nieśmiałość w zadanym pytaniu jestem ostatnią osobą, która chciałaby Mu przypisywać szlachecko-chamską wizje rzeczywistości.)

  28. E tam, nie wierze by Torlin nas o to podejrzewal.
    Torlin swoj chlop!!!

  29. Chłopaki – nigdy w życiu!
    Ja po prostu wziąłem się za ciężkie tematy, niepopularne, nikt nie chce ich zaczynać, bo łatwo je przestawić na konfrontacje mych i onych, białych i czarnych, dobrych i złych. To są sprawy, o których mogą rozmawiać jedynie ludzie widzący świat w palecie szarości, w swojej różnorodności. Nie PAKu, nie przejmuj się, ja nie widzę swiata ani złożonego z panów i chamów, ani nie widzę tej rzeczywistości jako mundurków chińskich – wszyscy jednakowi.
    I powiem Wam, że ciągle przymierzam się do najtrudniejszego tematu (obok mojego ateizmu) w tym blogu – to jest sprawa poprawności politycznej, stwora, do którego mam zamiar strzelać z dubeltówki, kiedykolwiek go poczuję. Ale przy tym temacie również szalenie łatwo wpaść jest w demagogię, a niektórzy nasi komentatorzy (w różnych blogach, nie mówię w moim) to uwielbiają.
    Ps. Ja film Rybkowskiego i Nowickiego uwielbiam, ale Nikuś tak był ze szlachty kurlandzkiej, jak ja jestem Marilyn Monroe.

  30. Po części chodzi też o to że można teraz sobie kupić takie szlachectwo ….
    już nie jest tak jak 60 … 80 lat temu, że wiadomo było kto Pan a kto Cham … wiadomo, że Panom nie zaświecisz tym w oczy ale czasami innym Chamom tak … Ci nie “Panowie” i nie “Chamy” mają do tego obojętny stosunek …. a w polityce farbowany Pan do niczego się nie nada … :)

  31. Bardziej mnie interesuje, co na herbie jest, niźli kto którym herbem się pieczętuje. Chcę więc sprostować – na herbach Korwin i pochodnych jest malowany kruk (Corvus corax), często z pierścieniem w dziobie, a na Ślepowronie właśnie ów ślepowron, (Nycticorax) z dodatkami, jest to średniej wielkości czapla, powinna mieć dziób dłuższy niż kruk. Nazwa herbu pochodzi od majątku Ślepowrony na Mazowszu, własności hetmana Warzęty który służył u księcia Konrada I, nadana w 1224 r. Sam ptak, zwany też nocnym krukiem odzywa się kracząc i oczywiście nie jest ślepy.
    Dodaję, że też mnie wkurza próba wprowadzania u nas ‘poprawności politycznej’ zamiast prawdy.

  32. Drogi Cyprianie, wiem tyle, co się dokopałem. Według mnie w herbie jest kruk, a nie ślepowron. Co do hetmana Warzęty, to moim zdaniem jest to mit rodu Korwinów.
    Polałeś moje serce miodem w sprawie “poprawności politycznej”, teraz z większym animuszem będę pisał tę trudną notkę.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie