
Początek nie jest makabryczny. Z wielkim zadowoleniem witam rozwój blogów swoich przyjaciół internetowych, ich wpisy są coraz ciekawsze i zachwycają poziomem. Ale szczególne brawa należą się Dru’ za ostatnią notkę, z tym że temat poruszany jest nie do ogarnięcia. Z braku czasu nie mogłem uczestniczyć w dyskusji, bo komentarz winien mieć objętość pracy doktorskiej. Punktem wyjścia moich rozważań (więc i kolejnych skojarzeń) był moment Wielkiego Wybuchu, który spowodował Stwórca. Tak sobie pomyślałem: wywołał nieprawdopodobną eksplozję, powstały tryliony galaktyk, gwiazdozbiorów, a nasza matematyka nie ma chyba określeń na ilość powstałych planet, gwiazd, księżyców czy ton gruzu kosmicznego. I raptem przewidział, że gdzieś na krańcach Wszechświata, w mało liczącej się galaktyce „Droga Mleczna”, przy małej gwieździe na 3 planecie budować będzie swoją przyszłość Lud Wybrany (mówię o ludzkości). I przewidział, że trzeba ostrzec ich, aby nie pożądał żony swojego bliźniego, nie pragnął domu swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego. I wszystko to głosił człowiek jeżdżący na osiołku wśród kamienistych wzgórz.
I tak sobie pomyślałem, że jeżeli naprawdę Wybuch spowodował Stwórca, to spojrzawszy na swój czyn i jego nieprawdopodobne skutki, machnął ręką i powiedział: „Ale narobiłem. Pójdzie to na rozkurz”. A więc świat zmierza ku nieuchronnej katastrofie. A jak tak, to wziąłem sobie do poczytania i pooglądania małą książeczkę o Hansie Holbeinie. Widok tańczących kościotrupów, ludzi obejmujących Śmierć, kosy jako narzędzia, działa strasznie na moją wyobraźnię.
Jak książeczkę odłożyłem, zacząłem się zastanawiać, czy Holbein rysował pod wpływem epidemii dżumy pustoszącej Europę w XIV wieku, a ta tragedia wprowadziła nowe dwa skojarzenia. Po pierwsze, bez epidemii nie byłoby jednego z największych dzieł literackich świata: „Dekameronu” Boccaccia, po drugie – dlaczego w gruncie rzeczy choroba pustosząca wszystkie kraje dookoła Polski jej w gruncie rzeczy nie dotknęła. Dużo czytałem na ten temat i specjaliści nie są zgodni, dlaczego nasz kraj został tak uprzywilejowany. Jedna z propozycji jest na pewno bliska sercu Hoko: otóż niektórzy twierdzą, że na Zachodzie koty były traktowane jako Diabelskie Zwierzęta i palono je na stosie i prześladowano. Polacy zaś kochają te mruczące ssaki.
Jak wyszedłem z niezadżumionej Polski moja myśl powędrowała do „Rozmów Polikarpa ze śmiercią”. Czy ten utwór powstał też pod wpływem dżumy?
A może ja powinienem przestać myśleć i kombinować, i zająć się czymś pożytecznym?
Edycja tekstu pod wpływem komentarzy Jacobski’ego i Wachmistrza

Categories: