Posted by: torlin | luty 15, 2008

Makabryczny ciąg skojarzeń czyli myślowy danse macabre

Początek nie jest makabryczny. Z wielkim zadowoleniem witam rozwój blogów swoich przyjaciół internetowych, ich wpisy są coraz ciekawsze i zachwycają poziomem. Ale szczególne brawa należą się Dru’ za ostatnią notkę, z tym że temat poruszany jest nie do ogarnięcia. Z braku czasu nie mogłem uczestniczyć w dyskusji, bo komentarz winien mieć objętość pracy doktorskiej. Punktem wyjścia moich rozważań (więc i kolejnych skojarzeń) był moment Wielkiego Wybuchu, który spowodował Stwórca. Tak sobie pomyślałem: wywołał nieprawdopodobną eksplozję, powstały tryliony galaktyk, gwiazdozbiorów, a nasza matematyka nie ma chyba określeń na ilość powstałych planet, gwiazd, księżyców czy ton gruzu kosmicznego. I raptem przewidział, że gdzieś na krańcach Wszechświata, w mało liczącej się galaktyce „Droga Mleczna”, przy małej gwieździe na 3 planecie budować będzie swoją przyszłość Lud Wybrany (mówię o ludzkości). I przewidział, że trzeba ostrzec ich, aby nie pożądał żony swojego bliźniego, nie pragnął domu swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego. I wszystko to głosił człowiek jeżdżący na osiołku wśród kamienistych wzgórz.

I tak sobie pomyślałem, że jeżeli naprawdę Wybuch spowodował Stwórca, to spojrzawszy na swój czyn i jego nieprawdopodobne skutki, machnął ręką i powiedział: „Ale narobiłem. Pójdzie to na rozkurz”. A więc świat zmierza ku nieuchronnej katastrofie. A jak tak, to wziąłem sobie do poczytania i pooglądania małą książeczkę o Hansie Holbeinie. Widok tańczących kościotrupów, ludzi obejmujących Śmierć, kosy jako narzędzia, działa strasznie na moją wyobraźnię.

Jak książeczkę odłożyłem, zacząłem się zastanawiać, czy Holbein rysował pod wpływem epidemii dżumy pustoszącej Europę w XIV wieku, a ta tragedia wprowadziła nowe dwa skojarzenia. Po pierwsze, bez epidemii nie byłoby jednego z największych dzieł literackich świata: „Dekameronu” Boccaccia, po drugie – dlaczego w gruncie rzeczy choroba pustosząca wszystkie kraje dookoła Polski jej w gruncie rzeczy nie dotknęła. Dużo czytałem na ten temat i specjaliści nie są zgodni, dlaczego nasz kraj został tak uprzywilejowany. Jedna z propozycji jest na pewno bliska sercu Hoko: otóż niektórzy twierdzą, że na Zachodzie koty były traktowane jako Diabelskie Zwierzęta i palono je na stosie i prześladowano. Polacy zaś kochają te mruczące ssaki.

Jak wyszedłem z niezadżumionej Polski moja myśl powędrowała do „Rozmów Polikarpa ze śmiercią”. Czy ten utwór powstał też pod wpływem dżumy?

A może ja powinienem przestać myśleć i kombinować, i zająć się czymś pożytecznym?

Edycja tekstu pod wpływem komentarzy Jacobski’ego i Wachmistrza

 


Responses

Ja bym tam poszła na nie kombinowanie, od myślenia to nie zwalnia, a zająć się czymś pożytecznym zawsze można. Proponuję sweterek na drutach własnemi ręcami :)
Swiat i tak zmierza ku nieuchronnej katastrofie od wybuchu, wszyscy nam o tym mówią. Pożyjemy, zobaczymy :)

Torlin pisze: “I tak sobie pomyślałem, że jeżeli naprawdę Wybuch spowodował Stwórca, to spojrzawszy na swój czyn i jego nieprawdopodobne skutki, machnął ręką i powiedział: ‘Ale narobiłem. Pójdzie to na rozkurz’.

Nie wiem, czy machnął ręką. Taki wielki wybuch mógł urwać mu obie ręce tak, jak ostatnio jednemu doktorantowi na WAT-cie. Ciekawe też, czy zrobił ten wybuch celowo, czy też nasz wszechświat powstał na skutek jego nieostrożności.

Jaki znowu wybuch? Przecie w maszynie cyfrowej można będzie niedługo zasymulować (czyli defacto “stworzyć” ;) i jakieś zyjątka, i ich genezę - która nigdy nie miała miejsca, ale z punktu widzenia tych żyjątek będzie wyglądało, jakby “to” się tak właśnie odbyło. “Stwórca” jest mało prawdopodobny, ale jeśli by miał być, to tworzył w jakimś “świecie wirtualnym”, bo tylko taki daje rzeczywiste możliwości.

Jak Bóg zobaczył jaki musi zapłacić podatek od darowizny, za to że dał ludziom w użytkowanie Ziemię, to się przeraził i przestał eksperymentować :)

A tak poważnie: matematyka potrafi dużo, a wszechświat nie jest aż taki wielki… Na pewno słowo by się znalazło. No, może parę słów.

Dlaczego Polskę dżuma ominęła — nie wiem. Może coś związanego z gęstością zaludnienia? W końcu to nie jest tak, że dżuma Polskę okrążyła, raczej oparła się na południowej i zachodniej granicy.

Co do wpływów dżumy później — podobno jej epidemie były czymś normalnym w Europie do XVII-XVIII wieku. Pierwsza była największa (bo i nowa choroba, i globalne oziębienie), ale potem się powtarzały i ludzie ze śmiercią byli ‘za pan brat’, że tak się wyrażę, zerkając na obrazek.

Hoko:
To się chyba już od dawna daje zrobić… Tylko po co? Nie lepiej projektować żywe, biologiczne żyjątka? W końcu nauka idzie w tym kierunku.

PS. Ja rozumiem, profesor Corcoran… Ale czy nie lepiej tworzyć na swoim poziomie, zamiast na niższym?

PAK pisze: “Jak Bóg zobaczył jaki musi zapłacić podatek od darowizny, za to że dał ludziom w użytkowanie Ziemię, to się przeraził i przestał eksperymentować”

Bo przeoczył jednomiesięczny termin zgłoszenia darowizny w Urzędzie Skarbowym. Gdyby tego terminu dotrzymał, to w myśl ostatniej nowelizacji prawa nie musiałby płacić podatku.

PAK pisze: “To się chyba już od dawna daje zrobić”

Raczej nie. Nie ma jeszcze tak potężnych komputerów.

TesTeq: pamiętam ilustracje z wyników takich eksperymentów, to znaczy zasymulowanych żyjątek, które wyewoluowały ze żyjątek prostych. Jeśli to Cię nie zadowala (ani Hoko), to znaczy, że symulacja była nie dość dokładna, ale w takim razie mam pytanie, czy symulacja kiedykolwiek będzie dość dokładna, podobnie jak nasza znajomość biologii.

PAK pisze: “czy symulacja kiedykolwiek będzie dość dokładna, podobnie jak nasza znajomość biologii.”

Odpowiedź wydaje się być dosyć oczywista. Nie da się zasymulować całego wszechświata komputerem, który jest elementem tego wszechświata, ponieważ komputer ten musiałby być potężniejszy od samego siebie.

Natomiast wierzę, że da się stworzyć tak silne komputery, do których będzie można przenieść świadomość poszczególnych ludzi.

PAK,
na razie to się nie bardzo daje zrobć - nawet w formie najprostszej, pojedynczej sztucznej inteligencji. A tu mowa o całym wirtualnym uniwersum “zaludnionym” takimi inteligencjami”.

I to wcale nie musi być tworzenie na poziomie “niższym” - nie widzę przeszkód, by ten świat był nawet bardziej skomplikowany od naszego. W fizyczności czegoś takiego pewnie nie da się zrobić.

A “żywe biologczne żyjątka”… podejrzewam, że niedługo słowo “biologiczny” może zatracić swój sens, bo ta biologia będzie na wszystkich frontach jakoś tam protezowana i uzupełniana technologiami niebiologicznymi. Ale tak czy siak jesteśmy tu ograniczeni tym, co w ogóle jest możliwe do zrobienia w “naszym” świecie (a więc, w najdalszej perspektywie, prawami fizyki), zaś w świecie wirtualnym możemy i prawa fizyki projektować.

Poprawiłem tytuł na bardziej adekwatny do mojego pokręconego trybu myślenia

-> Alicjo,
czy wiesz może jak na drutach zrobić sweter w serek i w gustowne dzwonki ? :)

-> Torlin,
ech, wykonałam taki potężny wysiłek intelektualny, żeby wchłonąć ostatni wpis Dru’, wszystkie komentarze, żeby znowu w rezultacie skonstatować to jako Bożą prowokację,

a przecież wystarcza uśmiech na pasku :)

pozdrawiam, iv

Ja tak jak Alicja sobie na drutach porobię … :)

To jest umiejętność zachowania spokoju. Tutaj cywilizacja się wali, a dziewczęta robią sobie na drutach, jak gdyby nigdy nic.
Malwinko!
Ale wpis Dru’ dobry.
Tes Tequ!
Tworząc wybuch wcześniej się pewnie odsunął.
Hoko!
Ja Tobie o kotach, a Ty nic. A mówiąc o protezowaniu nie masz racji, to dalej będzie biologia. Będziemy sobie sami produkować np. ucho, jak nam odpadnie, albo Wołodyjowski nam odetnie.
PAKu!
Mnie z tą matematyką chodziło mi o to, że na tak wielkie wielkości nie ma nazw. Bo matematycznie oczywiście, że można wszystko zapisać - np. 262.144 do 2.097.152 potęgi.
Do wszystkich!
Ale właściwie to dlaczego w Polsce nie było prawie dżumy, jak była w Niemczech, Rosji i Szwecji?

W Polsce nie było dżumy, bo w Polsce mieszka Neo ;)
Póki w Polsce mieszka Neo, cywilizacja się nie zawali, więc spokojnie można jeszcze pomalować paznokcie, tipsy, czy co tam kto lubi ;)

Jeżeli chodzi o chirurgię plastyczną to ja zacznę od lepienia nosa pewnemu Pinokiu, ;)
Choć nie wiem, czy nie lepiej założyć od razu małą manufakturkę z takimi nosami…

A tak w ogóle, to pamięć będzie można wczytywać na dużo dynamiczniejsze i trwalsze, nośniki niż mózg, a nowe ciałka będzie się piło w płynnej postaci, i one od wewnątrz będą się asymilowały i wypierały stare komórki, które będą się złuszczały jak po peelingu ;)
To taki przedwczesny prezent na Nieistniejące (haha) Święto Kobiet :)

Dlaczego w Polsce nie bylo dzumy ?

No bo my jestesmy Narodem Wybranym, nad ktorym czuwa Opatrznosc, ktorej trzeba wystawic swiatynie, nas chroni czterdziesci i cztery, a wiec niby czemu mialaby nas zdziesiatkowac dzuma.

Jednym slowem: dlatego ominal nas ekspress 15:10 do dzumy, ze jestesmy Polakami.

Pozdrawiam.

Prosze Torlinie,

oto, co wykopalem z Internetu w odpowiedzi na Twoje pytanie:

Zacytuję nieocenioną dr Jowitę Jaglę

Pierwsze polskie wzmianki o zarazie pochodzą już z XI wieku i XII wieku, jednak pod tym pojęciem należy raczej widzieć epidemie popularnej wówczas ospy i grypy . Dżuma pojawiła się na naszych ziemiach po raz pierwszy w Gdańsku w 1348 roku, gdzie dostała się najprawdopodobniej drogą morską z Niemiec. Rok później opanowała już całe Pomorze, Prusy, Kraków z Małopolską i Wielkopolskę a do końca XIV wieku dała znać o sobie jeszcze w 1363, 1370-72 i 1383 roku . Wiek XV przyniósł następne, szczególnie uciążliwe epidemie dżumy: w roku 1413 na terenie Śląska, w latach 1425-1427 w Wielkopolsce, w latach 1425,1451-1452, 1474 i 1482 na obszarze Małopolski, w latach 1427,1450 i 1464 na Pomorzu i w 1466 roku na Mazowszu . Wiek XVI również nie należał do wolnych od epidemii, już na początku w 1508 roku zaraza opanowała ponownie Kraków, w 1512 roku Podole, a w 1514 roku zaatakowała Prusy. W 1522 roku dosięgła Śląsk, w latach 1525 – 1526 nawiedziła Prusy i Wielkopolskę, w 1530 roku była już na Litwie, w 1534 roku ponownie w Prusach, w 1543 roku w Wielkopolsce, w 1543 roku w Krakowie, a w 1555 roku na obszarze Śląska i Małopolski. W 1556 roku dokuczyła prawie całej ludności Polski. W okolicach 1564 roku skupiła się już tylko na Pomorzu. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na rok 1572, wtedy bowiem miała miejsce najstraszliwsza dla Polski zaraza w dziejach, która objęła cały kraj wraz z Litwą, Rusią i Prusami. Zaraza ta trwała tylko do 1573 roku mimo tego wywołała ogromne straty w ludziach (warto zaznaczyć, że w samym tylko Wilnie zmarło z jej powodu 20 tysięcy ludzi, a w Toruniu 10 tysięcy). O „szczególności” tego czasu świadczą dzisiaj ówczesne kroniki, w których pisano:” ludzie w mieście, we wsiach i po drogach pomarli jako bydło leżeli, niektóre matki swe własne dzieci jedli” . Żniwo XVI wieku zakończyła dżuma dopiero w 1585 roku pojawiając się na Śląsku . Późniejsze XVII-te i XVIII-te stulecia również miały „swoje własne, kameralne” epidemie, które z dużym upodobaniem atakowały miasta i większe skupiska ludzi m.in. Warszawę, Gdańsk, Lwów czy Lublin . Ostatnim spektakularnym aktem „morowego powietrza” na naszych ziemiach była wielka epidemia, która narodziła się w Azji a wędrując przez Konstantynopol i europejską część Turcji dotarła do Polski w 1702 roku i nie opuszczała polskich ziem przez okrągłe 10 lat . J. T y s z k i e w i c z zauważył, że w przebiegu najbardziej znaczących epidemii na naszych ziemiach istniała pewna geograficzna prawidłowość „zarazy przeniesione z zachodu Europy wybuchały nad Bałtykiem (Gdańsk, Prusy), potem szerzyły się na Pomorzu i w Wielkopolsce, aby sięgnąć potem Małopolski i Śląska. Później przerzucały się na Litwę i Ruś” . Z powyższego opisu widać, że dżuma należała w Polsce, tak jak i w innych krajach Europy do chorób towarzyszących nieustannie pokoleniom żyjącym kolejno w XIV, XV, XVI, XVII i XVIII wieku.

I może jeszcze wybiórcza bibliografia:

J. T y s z k i e w i c z, Ludzie i przyroda w Polsce średniowiecznej, Warszawa 1983,

J. J a n k o w s k i, Epidemiologia historyczna polskiego średniowiecza, Wrocław 1990

A. K a r p i ń s k i, Biedota miejska wobec zaraz i innych klęsk żywiołowych w Warszawie w latach 1526-1655, Rocznik Warszawski, XVI, 1981

M. H o r n, Epidemie chorób zakaźnych na Rusi Czerwonej w latach 1600-1647, Studia Historyczne, R.XI, Z.I, 1968

E. S i e ń k o w s k i, Dżuma w Gdańsku w 1709 roku. Studium z dziejów epidemiologii, Archiwum Historii Medycyny, XXXIII, 1970,

B. T u c h m a n, Odległe zwierciadło czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie, przeł. M i A. Michejdow, Katowice 1993

inna odpowiedz:

Dżuma jak wiadomo należała do chorób zakaźnych, odzwierzęcych. Wywoływały ją bakterie, których nosicielami były przede wszystkim szczury (zwłaszcza szczur czarny – „mus rattus” ) a także wiewiórki, susły i bobaki. Na ludzi przenosiły ją zarażone od szczurów pchły, ale tylko z gatunku „xenopsylla cheopsis” - ze względu na to, że one jako jedyne pasły się zarówno na ludziach jak i naszych “braciach mniejszych”.

Zanik zarazy (albo raczej jej bardzo powolne wygasanie), nie był spowodowany jakąś gigantyczną poprawą higieny życia, czy też znalezieniem “super leku” - ale faktem, że w Europie pojawił się szczur szary, „mus decumanus”, który po pierwsze nie był faworyzowany przez „xenopsilla cheopsis”, po drugie jako silniejszy i bardziej odporny na choroby łatwo wyparł swojego czarnego kuzyna.

Dlatego też mała skala dżumy w Polsce, była chyba spowodowana właśnie małym “zaszczurzeniem” naszych małych “miast”. Kiedy u nas miasta zaczęły w końcy należycie “puchnąć mieszkańcami” i ogólnie się rozwijać - dobre warunki rozwoju dla gryzoni sprowadziły do nas gatunek dominujący w eoropie - czyli właśnie szczura szarego. Czyli kiedy w przyrodzie dominował szczur czarny (a więc ten, który zarażał dżumą), Polskie miasta nie były dla niego Ziemią Obiecaną, a kiedy z kolei nasze miasta stały się w końcu godne jego “inwazji” - szczur szary już się zdążył pozbyć swojej konkurencji

Hoko:
Było o zwierzątkach, a teraz jest o sztucznej inteligencji — więc ja się pytam, mają być zwierzęta i ewolucja, czy inteligencja? To dwa różne cele :)

Tak poważnie, to czasami słyszę, że się chce zbudować komputer, który by oddawał mózg kota (kota, wyobraź sobie!), ale ciągle tylko o tym słyszę… Może dlatego, że sam sztuczną inteligencją się nie zajmuję… Zresztą z tego co widzę, to cała zabawa przeniosła się w rejony użytkowe, gdzie poszczególne metody i rozwiązania mają służyć do rozwiązywania problemów ludzi, a nie ‘myśleć’ o niebieskich migdałach.

Jakobsky:
Czasami wymienia się dużą częstotliwość występowania zaraz w Krakowie jako przyczynę przeniesienia stolicy do Warszawy. (Faktycznego przeniesienia centrum władzy, bo stolicę to przeniesiono o wiele później… ;)

Mości Jacobsky mię od sprostowań wyręczył (nawiasem arcywybornie-pod wrażeniem solidności pozostaję i kłaniam pokornie:), bom przyznam zdziwiony tem, że ktosi nas za oszczędzonych mniemał… Dodajmyż k’temu, że lata zarazy się na Śląsku wybornie z rejzami husyckiemi zbiegły, gdzie i owi, co mogli to przynieśli, a i trupy po polach i gościńcach leżące swoje czyniły…
Kłaniam nisko :)

w Warszawie słoneczko, trochę śniegu i mały mrozik … tylko wiatr mógłby być mniejszy …. miłego weekendu … :D

Jolinku!
Jaki mały mrozik? Ja słyszałem wyraźnie w TVN, jak zapowiadała to ta Kenijka, że będzie w dzień siarczysty mróz (- 1 st. C) :D
Jacobsky! Wachmistrzu!
Ja naprawdę zastanawiam się, czy ja umiem pisać po polsku, bo przecież trudno w krótkiej notce bez przerwy robić zastrzeżenia. Przecież z treści wyraźnie wynika, że ja mówię o wieku XIV, o Czarnej Śmierci, która tak spustoszyła Europę. Nie róbcie ze mnie proszę naiwnego, który nie wie, że w Polsce była dżuma, ale nas dotknęły późniejsze zarazy. Przypominam, że wojny husyckie to jest wiek XV, a nie XIV, i - taki drobiazg - Śląsk to nie Polska (wtedy), tylko Czechy. Zastanawia mnie w dalszym ciągu, dlaczego ta jedna z pierwszych, najstraszliwsza, najtragiczniejsza, ominęła w gruncie rzeczy Polskę (mówię o zarazie 1347-1351).
PAKu!
Do mnie jednak najbardziej przemawia najprostszy argument, że po prostu Warszawa była bardziej w centrum, a przy poziomie dawnych dróg (szczególnie późnej jesieni, w zimie i wczesną wiosną) to była do Krakowa bardzo długa droga.

Zarazkowi, MosPanie nie rzekniesz, że tu granica i nie lza mu za kordon iść, tedy przy kim Śląsko naonczas było de nomine, rzecz to mało w tem znaczna… Jeszli Waść o tej konkretnej piszesz zarazie, to poczęła się ona na Krymie, gdzie Tatarowie tameczni genueńczyków w Kaffie (teodozja dzisiejsza) obległszy, przez mury onym łby pomarłych swoich miotali, by obrońców wygubić. Genueńczykowie przerażeni na korabie siadłszy ku domom swoim popłynęli, ani świadomi, że już zarazę niosą. Niechybnie się owa zaraza najwięcej po szlakach handlowych (a i pielgrzymich) rozchodziła najwięcej, temuż w Polszcze najsamprzód była w Gdańsku, co nawiasem wybornie ukazuje jak skąpe nasze były ówcześne ze światem kontakty. Wtóre czego bym tu i wskazać pragnął, że jako w XI już wieku biskup Arnoldus nakazał Walonom i Flamandczykom by w czas zarazy więcej piwo niźli wodę pili, niechybnie wielu od zarażenia ratując, przez co go za świętego miano, tak u nas nikogo do piwa picia namawiać extraordynaryjnie nie było potrzeby:))
Kłaniam nisko :)

Torlinie,

nikt nie robi z Ciebie naiwnego. Pytasz o wiek XIV ?

“Dżuma pojawiła się na naszych ziemiach po raz pierwszy w Gdańsku w 1348 roku, gdzie dostała się najprawdopodobniej drogą morską z Niemiec. Rok później opanowała już całe Pomorze, Prusy, Kraków z Małopolską i Wielkopolskę”

Mysle, ze biorac pod uwage owczesna mobilnosc populacji, jej gestosc oraz inne parametry epoki, mowa jest ciagle o tej samej epidemii dzumy.

Pozdrawiam.

Jacobsky! Wachmistrzu!
Edytowałem powyższy tekst dodając mapkę z Wikipedii. To była słynna i zastanawiająca sprawa, dlaczego ta właśnie epidemia, najgorsza w historii Europy, nie zabiła Polski. Pod Waszym wpływem zacząłem szukać linków, z Wiki macie na górze, ciekawa dyskusja jest na ten temat w poważnym portalu historycy.org
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=9804&pid=81278&mode=threaded&show=&st=&#entry81278

Torlinie,

dokladnie z tego blogu sciagnalem moje cytaty.

Osobiscie najmniej dociera do mnie argument o skutecznej kontroli na granicach. Trzeba wziasc poprawke na tamte czasy, kiedy to administracja granic byla raczej prymitywna, a znajomosc mikrobiologii oraz zapobigania epidemiom - zadna. Owszem, latwo bylo zamknac miasto w obrebie murow i zastosowac w ten sposob kwarantanne, niz zamurowac cale panstwo, ktore wtedy ciagle bylo jeszcze drewniane ;)

Czem mi o tem dłużej dumać przychodzi, k’temu mię przywiedło, żeśmy najpewniej za obronę własną niedostępność mieli… Owoż, by się zaraza rozprzestrzeniła, trza tych peregrynujących, co ją roznoszą, zatem ludzi, luboż na korabiach szczury. Aliści jeśli peregrynacyja trwa nadto długo, to ów kupiec czy pątnik zemrze w drodze, nim ku celowi przeznaczenia dotrze, ergo…nie zarazi nikogo. Przy tem na szlakach lądowych nie szczury tę zarazę roznoszą, a w Europie Zachodniej ówcześnej lwia handlu część się tąż drogą odbywała… Temuż u nas najpierwszy Gdańsk zadżumiony, ku któremu zarazę przywlec było łacno, aliści nie tak już łacno ją w głąb kraju ekspediować… Toć przecie przeciw nurtowi Vistuli przyszło szkuty ciągnąć, a wiedzieć nam z czasów późniejszych, że to i po trzykroć czasu wydłużało… Nie wykluczę ja zatem, że i flisowie zarażeni, pomarli sami w drodze, nim kogo gdzie zarazić zdążyli…
Kłaniam nisko :)

A na dowód pośredni mam następujące argumenty. W Europie zaraza zabiła 1/3 mieszkańców, były takie okręgi w Anglii, Francji, czy Niemczech, gdzie “czarna śmierć” zabiła 80 % mieszkańców, całe tereny zostały wyludnione. Tymczasem w najnowszej “Historii Polski” Henryka Samsonowicza, jak i w 4-tomowej “HP” tzw. szkoły krakowskiej o dżumie w Polsce ani słowa. Jakby jej w ogóle nie było, Kazimierz tylko boryka się ze Śląskiem, Karolem, książętami śląskimi, wyprawia się na Ruś i na Litwę.
Ale zastanawiająca przyczyna pozostaje. Tobie nie odpowiada pilnowanie granic, mnie dowód słabego zaludnienia, bo Ruś była jeszcze gorzej zaludniona niż Polska, a zaraza ją objęła.
Mimo wszystko nieprzepuszczanie w ogóle nikogo przez granicę jest jakimś sposobem. Przypominam Ci, że jak Rzymianie podbili Dację w II wieku i zajęli Sermisegetuzę, stolicę Daków, to zrównali ją z ziemią i przez 150 lat patrole rzymskie pilnowały, aby nikt bliżej niż 20 kilometrów do tego miejsca się nie zbliżał.

Tyle że Ruś swej zarazy miała ode źródła…od Tatarów, a Zachód ją “importował” przez Genuę, temuż nas to minęło…

Polska oraz ziemie przylegle miala chyba wystarczajaco rozlegly system powiazan handlowych, a wiec zaraza mogla tym kanalem dotrzec z zewnatrz (patrz: przyklad z Gdanskiem).

Bardziej dociera do mnie argument ze szczurami.

A moze to od picia miodu ?

Warzenie piwa wymaga duzych ilosci jeczmienia, chmielu, a wiec szczury moga buszowac w spichrzach, gdy tymczasem produkcja miodu pitnego nie produkuje takich mozliwosci…

Do bardzo prawdopodobnego tłumaczenia Jakobsky’ego dodam, że w Polsce zabudowa wiejska była bardziej rozproszona, a szczury w Europie muszą żyć przez część roku wyłącznie w zbudowaniach ludzkich. Szczur śniady - Rattus rattus pochodzi z Egiptu lub Żyznego Półksiężyca, skąd rozprzestrzenił się wraz z pierwszymi rolnikami, natomiast wędrowny - R. norwegicus wywodzi się prawdopodobnie z Indii, przywlekły go powracające wojska Aleksandra Macedońskiego. Z Norwegią ma tyle wspólnego, że stamtąd w średniowieczu dostał się na statkach do Anglii i tam w 1769 r. dostał nazwę naukową. W 1821 r. Gray oddzielił szczury od myszy jako odrębny rodzaj. W Polsce żyją oba gatunki, ale w nieco innych siedliskach - w miastach prawie wyłącznie sz. wędrowny, w mniejszych miejscowościach zamieszkuje piwnice i kanały, natomiast strychy, poddasza, szopy i zabudowania wiejskie najczęściej szczur śniady.

O dobroczynności spożywania piwa pisałżem jeno w tem kontekście, gdy tego ZAMIAST picia wody czyniono, która w czasach zarazy rzadko kiedy wolna była od zarazków, nawet jeśli trupy nie trafiały do rzek, to trafiały tam nieczystości fekalne…

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kota! :D

Hoko Tobie też wszystkiego pięknego … :D co Twoje kotki dostały w prezencie?

a dana gdzie się zapodział? ….

Jolinek
Nie wywołuj dzika z lasu.

temat jakiś makabryczny to Twój dana komentarz powinien tu być …. :)

Dzikom też wszystkiego najlepszego - i kotom oczywiście :)

zeen
Ku chwale Dziczyzny obywatelu generale!!!

“Potrzeba ludzi pcha do zbrodni
A głód wywabia wilki z boru.”
Śpiewał poeta. Proszę bardzo Jolinku. Wspominam:
Siedziałem ci ja z mym Panem i Dobrodziejem w cieniu krużganka na przedmieściu handlowym Paryża czekając niecierpliwie na naszą conocną collation. Zachodzące słońce nie docierało do naszego kąta. Zarysy malowidła, którego wymowy i przesłania, jako zwolennik feudalnej nierówności społecznej nie cierpiałem były ledwie widoczne. Wiedzcie, bowiem że utopie śmiertelnych ich tęsknota za równością budzi u nas wstręt przyprawiający o mdłości. Ludzie, kiedy wreszcie zaznają równości staja się niesmaczni. Powielanie paskudztwa ze ściany pod krużgankiem nie było jeszcze rozpowszechnione wiec i brzydactwa na świecie była mniej. To sprawa następnego pokolenia.
Nadchodząca noc była pełna obietnic.
Nasz informator wywodzący się z kręgów bliskich prawa i sprawiedliwości doniósł, że oto zostaje zwolnionym z więzienia Chatelet ważny członek układu nomenklaturowego (podopieczny kanonika!!!) i wiodąca postać gangu Muszelników. Już od południa prostytutki z okolic parafii św. Germana z Auxerrois przybrały odświętne szaty, a najpiękniej ubrała się Małgocha. Grabarze z widoczną troską o higienę zamietli z kurzu i błota deski przerzucone na rowami pełnymi zwłok z ostatnich tygodni. Zadbali także o skropienie ich wapnem. Smrodu ubyło a wystraszone roje much znikły w stronie kramów rybnych.
Jestem abstynentem i nie cierpię pornografii oszczędzę, więc wam opisu tego, co odbyło się tej nocy na deskach nad rowami cmentarza Niewiniątek. Śpiewy i tańce trwały do późnej nocy. Potem też nie zaległa cisza. Radosny skrzyp desek wskazywał, że cmentarz żyje, że żywi radują się póki życia.
Kiedy wszystko ucichło było, w czym wybierać. Szczegóły mogłyby jednak biorąc pod uwagę, że blog czytają śmiertelni wzbudzić zgorszenie. Szyja Małgochy była miękka i dostęp dawała łatwy. Pamiętam lekki posmak chmielu (piwo niedawno spożyte), spod którego wyczułem klarowny zapach schnącej na burgundzkich łąkach trawy gdzie Małgośka została spłodzona. Mój Pan hrabia Nosferatu wybrał uwolnionego z więzienia magistra Sorbony.
-Poezja - powiedział ocierając usta rąbkiem małgosinej spódnicy.
Była noc czerwcowa 1463 roku. Puste naczynia zepchnęliśmy z deski. Do dziś nikt nie wiedział, co działo się po tej nocy z magistrem. Nikt nie wiedział gdzie zniknął ze swą Małgochą. Jesteście pierwsi.
Gdzie i kto umarł tamtej nocy wedle mej relacji? Że w Paryżu to wiadomo, ale gdzie?

Francois Villon

Tak zeen :D

Bardzo się cieszę, że moja praca stała się przyczyną do tak makabrycznego i jednocześnie poszerzającego wiedzę ciągu skojarzeń. :)

Ciekawa sprawa z tą dżumą, ale nie podjął bym się rozstrzygać, która z hipotez jest bardziej prawdopodobna.

Dru!
Jeszcze raz gratulacje za notkę.
Cieszę się, że przyszedłeś, bo już myślałem, że o mnie zapomniałeś. Tak jak Komerski o swoim blogu.

No co ty. Staram się czytać regularnie.
Tak jak pisałem z komentowaniem jest ciężko. Ale z postami staram się trzymać kontakt na bieżąco. :)

http://wiadomosci.onet.pl/1470157,1292,2,kioskart.html

[...] Original post by torlin [...]

Leave a response

Your response:

Categories