Chciałbym sobie powspominać. Ale chciałbym również przerwać bajkę, bo autorzy wyraźnie nie mają na nią pomysłu. I po trzecie – to naprawdę nie będzie notka o malarstwie, ona jest tylko inspiracją. I po czwarte – ja już opisywałem tę historię kilka lat temu w blogu u Pana Piotra Adamczewskiego.
Przez całe lata 70. włóczyłem się po Demoludach, kończąc zawsze na Bułgarii. To jest cudowny kraj, pełen słońca, zapachów, zabytków, cudownych mieszkańców. Włóczyliśmy się po całym kraju, po górach, wsiach, małych miasteczkach. Żeby zrozumieć tę moją historię, muszę powiedzieć dwa zdania o geografii Bułgarii. Układ gór jest u nich równoleżnikowy i człowiek lądujący w Sofii pojedzie na wybrzeże południową częścią przez Płowdiw, a nie będzie się pchał na północ w góry. A tam, z dala od szlaków turystycznych, leży Wielkie Tyrnowo, dawna stolica Bułgarii, miasto całe uznane za zabytek klasy „0”. Strasznie chciałem je zobaczyć.

Postanowiliśmy pojechać szlakiem najwybitniejszego bułgarskiego malarza ikon Zacharija Zografa, więc najpierw trafiliśmy do Trojanu, aby obejrzeć m.in. Ikonę przedstawiającą Cyryla i Metodego (patrz zdjęcie), a później po zwiedzeniu Wielkiego Tyrnowa pojechaliśmy już wieczorem do Preobrażeńskiego Monastyru, leżącego 5 kilometrów od Tyrnowa, a zawierającego mnóstwo ikon Zografa. I spotkała mnie (nas) niespodzianka, którą będziemy pamiętać do końca życia. Nasze dysputy z oprowadzającym nas mnichem przyciągnęły innych braci. Brama została zamknięta, minął już czas zwiedzania, a nam było mało. Mnisi zachwyceni, że tyle wiemy jako Polacy o monastyrach, ikonach i Zografie zaprosili nas na wino. Weszliśmy na górę, a później na duży taras z drewnianymi stołami i ławami. Było całkowicie ciemno. Gospodarze chyba świadomie nie powiedzieli nam, że tuż nad naszymi głowami jest ażurowa konstrukcja, z której zwisały dorodne kiście winogron na wysokości głowy. Oczywiście pierwszą rzeczą było po ciemku pacnięcie nosem w winogrona i … śmiech braci. Trzeba było iść zygzakiem omijając krwawe bomby. Siedzieliśmy później chyba ze cztery godziny, piliśmy wino, śmieliśmy się, rozmawialiśmy o rzeczach wielkich, o świecie, jak i małych, zadawali mi pytania, na które nie umiałem odpowiedzieć (Jakich znam polskich malarzy malujących Święte Obrazy). W oddali widać było tylko odblask miasta.

Dostaliśmy nocleg w pojedynczych celach, a rano śniadanie. Później zaprosili nas do biblioteki, dotykałem bezcennych rękopisów i inkunabułów. Dopytywałem się staruszka - bibliotekarza, czy nie ma czegoś o Państwie Wiślan, mogli być w Wiślicy. marzyło mi się, że zostanę odkrywcą nieznanego dotąd źródła historycznego polskiej historii. Ale niestety stwierdził, że nie natrafił dotąd na nic, co byłoby związane z historią Polski. I tak nie zostałem odkrywcą.
Minęło od tego czasu 25 lat, a ja ten taras pamiętam jak dzisiaj.
Categories: