
Zapomniana wokalistka, zapomniany gitarzysta, zapomniany zespół. Tak te wszystkie wspomnienia dotyczące dziewcząt z Enerdowa nastroiły mnie romantycznie i nostalgicznie, że zacząłem wspominać moje młode lata, ideały, które mnie fascynowały. Jak to wszystko wiązało się jedno z drugim: pogląd na świat, muzyka, wygląd zewnętrzny. Ja już kiedyś pisałem na ten temat, że moje wejście w świat dorosłych związane było z chyba najciekawszym fragmentem historii powojennej świata: ruchem młodzieżowym z 1968 roku i muzyką tego okresu.
Dzisiaj każdy zna Janis Joplin, o mnóstwie wokalistek się pamięta, tymczasem czy polskiej młodzieży niestroniącej od muzyki z przełomu lat 60. i 70. mówi coś imię i nazwisko Grace Slick? A przecież kiedyś była uważana za jedną z największych wokalistek świata, porównywano ją właśnie z Janis, miała wspaniały głos, była tak niezależną i wolną kobietą, że ściągało na nią to wielokrotnie mnóstwo kłopotów. Na całym świecie ludzie, którym bliskie były ideały dzieci – kwiatów ubóstwiali Grace Slick i jej Jefferson Airplane.
Po pewnym czasie Jefferson się rozwiązał i na jego miejsce powstał Jefferson Starship, gdzie Grace była główną wokalistką, ale poszła w kierunku komercji i dla mnie to nie jest najciekawszy fragment jej biografii.

Paul Kantner i Jack Casady
Zupełnie inaczej jest ze współpracą jej z Paulem Kantnerem, zapomnianym gitarzystą, kompozytorem i autorem tekstów (słyszałem, że piękne, ale dostępne tylko w angielszczyźnie), tam zresztą sytuacja jest zagmatwana. Ona niby śpiewała nie w zespole Jefferson Starship, a dla niego, a zespół tylko grał dla Paula – bez vodki nie razbierjosz. Daję Wam link do ich wspaniałego utworu „Blows Against the Empire” – zobaczcie, co to była za potęga. I ta gitara. I ten głos.
Posłuchajcie koniecznie tego, to jest cudowne. Jak kiedyś napisał zeen, zawijam się w kwiecistą sukienkę dziewczyny i zaczynam wyć z nostalgii i tęsknoty
Categories: