Napisane przez: torlin | 05/03/2008

Polskie „Kresy”

Juliusz Kossak – „Mohort prezentujący stadninę ks. Józefowi Poniatowskiemu”

Fascynującą jest wprost sprawą, jaką karierę wśród rdzennych Polaków zrobiło słowo „kresy”. Prześledzenie samej nazwy jest zajęciem pasjonującym, ale nawet początkujący etymolog domyśla się, że pochodzi ona od słowa „Kreis”, w dawnej niemczyźnie oznaczającego właśnie kres, linię, granicę. W I Rzeczypospolitej nie używało się tego słowa w dzisiejszym zrozumieniu, słowo „kresy” oznaczało albo „stójki” czyli „warty”, albo „pocztę wojskową”. Pierwszym człowiekiem, który użył słowo „kresy” w naszym dzisiejszym, nostalgicznym znaczeniu, był Wincenty Pol. W pisanym od 1840 do 1852 roku, a wydanym w 1854 „rapsodzie rycerskim” „Mohort” poeta pisał:

„Z dawnych wieków tak w Polsce bywało,
Że te chorągwie, co na Rusi stały,
Starzejąc w służbie i idąc za chwałą,
Więcej hetmanów niż królów słuchały.
Był to akt wiary każdego szlachcica
Na Ukrainie, że już po Kościele
Nie ma jak hetman na rycerstwa czele,
Że nic świętszego w Polsce jak granica!
A strzec granicy – to rycerska sprawa!
Więc też na kresach o to dbano mało,
Co się tam z królem i na sejmach działo,
Byle rycerska nie cierpiała sprawa.”

Ponieważ bał się, że jego czytelnicy nie zrozumieją neologizmu, objaśnił w przypisach:

„Kędy na kresach wojska narodowe
Od ujścia Rosi począwszy już stało,
Sześć chorągwi lekkich strzegło pogranicza.”

Ale wyraz ten był wcześniej w obiegu. Zdaniem wielu interesujących się tym tematem Pol „ściągnął” go od Ksawerego Krasickiego, bratanka Ignacego, od którego dzierżawił Kalenicę. To właśnie Ksawery w długie bieszczadzkie wieczory snuł opowieści przy kominku o latach spędzonych na Dzikich Polach, a wtórował mu Kazimierz Ostaszewski z Zarszyna, który 25 lat służył pod Mohortem. Obydwaj stale używali swoich wojskowych określeń: „ukraińskie kresy”, „służyć na kresach”, „stanica na kresach” i Pol po prostu od nich ściągnął ich ulubiony zwrot.

U Pola Kresy to jest linia stacjonowania chorągwi strzegących granicy pomiędzy Dnieprem a Dniestrem, od Kudaku i Kamieńca na południe. Stały one w stanicach i tzw. „lukach”, którędy można było przeprawiać się przez granicę, okolicy pilnowały „stójki”, w razie niebezpieczeństwa zapalano wici (beczki z dziegciem) na górujących nad okolicą kopcach mogilnych, a na strażnicach uderzano w dzwony tzw. królewskie.

„Mohort” zachwycił wszystkich, słowa uznania padały z ust Krasińskiego, Fredry, Goszczyńskiego, Ujejskiego, Kraszewskiego, a Sienkiewicz powiedział: „postać Mohorta jest posągiem tego, co w tradycji było dobrym, a posągiem tak wspaniałym, że trudno oderwać od niego oczu”. Widać zresztą świetnie powinowactwo literackie obu pisarzy.

Kresy to właściwie jedyna nazwa w polszczyźnie, stanowiąca równoznacznik nazwy geograficznej, obejmującej kilka krain i obszarów etnicznych, uznanych jednak za fragment polskiej swojskości. Słowo „Kresy” jest wyrazem magicznym, nostalgicznym, budzącym wzruszenie, ale również refleksje historiozoficzne nad osobliwymi dziejami naszego narodu i państwa, to słowo jest jednocześnie „realnością” i „mitem”.

„Nie tyle grozą, jak raczej dozorem
Stała chorągiew – bo Mohort był wzorem
Wojskowej służby – i kto pod nim służył,
Służbę pokochał i nią się nie nużył,
I mimo wiedzy nabierał spokoju,
Powagi, hartu i serca do boju.”

Staropolskie przekonanie o jedności terytorialnej całej Rzeczypospolitej stało się jednym z najważniejszych składników późniejszych wyobrażeń o Kresach jako nierozerwalnym elemencie państwowości polskiej. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że „Mohort” Pola stał się tylko „podzwonnym dla Kresów”, istniejących już tylko w naszej pamięci. Śmierć Mohorta jako ostatniego kresowego rycerza (pod Boruszkowicami podczas wojny polsko-rosyjskiej, gdzie w dn. 14 czerwca 1792 roku z Rosjanami starł się Józef Poniatowski) była epickim symbolem końca tamtego rycersko – kresowego świata, a tak naprawdę końcem całej epoki w polskim życiu.

I piękną sprawą jest fakt rozdzielenia się tego słowa w II Rzeczypospolitej na dwa nurty: „mityczny” i „realny”. Nurt „mityczny” już omawialiśmy:

„Nad sinym Bohem leży wieś w dolinie,
Na wzgórzu domek – szlachecki dom stary…”.

Ale powstał nurt nowy, „realny”, pod słowem „Kresy” zaczęto również rozumieć „kres państwa polskiego”, czyli województwa lwowskie, nowogródzkie, poleskie, stanisławowskie, tarnopolskie, wileńskie czy wołyńskie. Polskie Ultima Thule.

„Ostatnia stacja. Odtąd tylko koniem.
Oślizła droga jak srebrna płotka
W mgieł siwej matni, a wóz nasz po niej,
Aby chłód i noc, i ciemność spotkać.”

To Jan Huszcza. A Józef Czechowicz „Przez kresy”? Absolutnie cudowny:

monotonnie koń głowę unosi
grzywa spływa raz po raz rytmem
koła koła
zioła

terkocąc senne półżycie
drożyną leśną łąkową
dołom dołem
polem

nad wieczorem o rżyska zawadza
księżyc ciemny czerwony
wołam
złoty kołacz

nic nie ma nawet snu tylko kół skrzyp
mgława noc jawa rozlewna
wołani kołacz złoty
wołam koła dołem polem kołacz złoty

I raptem po II Wojnie Światowej sytuacja się powtórzyła. „Kresy” pozostały mitem: Kaduk, porohy, stepy, ale powstały również „Kresy realne”: Bieszczady, Grabarka, Bohoniki i Kruszyniany. A bieszczadzkie rzeki stały się symbolicznym przypomnieniem szumu Prutu czy Czeremoszu.

A Kazimiera Iłłakowiczówna?

„Chcę być koniecznie nazwany!
Jesteś nieznany.
Tak, lecz me miano, skoro je wymówisz,
Podobne będzie jasnemu błyskowi,
Wywiedzie mnie z niebytu
W którym mnie zostawia moja własna pamięć.
Jesteś spod Krasławia, nic więcej nie powiem.”

A Krasław leży we wschodniej Łotwie!

A wszystko to skojarzyło mi się, jak oglądałem w telewizji fantastyczny reportaż o staraniach ihumenii Ludmiły odbudowy po pożarze i rozbudowy Grabarki. Oprowadzająca używała non – stop określenia: „my na Kresach”, „u nas na Kresach”.

To ja pojadę na Pragę, na „warszawskie Kresy”.

About these ads

Responses

  1. Mimo, ze cala moja rodzina pochodzi z „kresow” (Lwow), to chyba we mnie wygubily sie geny kresowe. Nie mam absolutnie zadnego ciagu do „kresow” i wszystko, co laczy sie z „kresami”: romantyczna legenda oraz twarda rzeczywistosc – wszystko to zupelnie mnie nie rajcuje.

    Osobiscie uwazam, ze jednym z najwiekszych dramatow w historii Polski bylo polaczenie z Litwa i wepchniecie w ten sposob Polski na orbite zainteresowania sie tym, co dzis nazywamy „kresami”, i jeszcze dalej. Miraz, jakim byla POlska od morza do morza jest tragicznym przykladem hiepertrofii terytorium panstwowogo, nad ktorym stracono praktycznie przecz biorac kontrole administracyjna. Polska Obojga narodow „rozlazla” sie na wschod, przez co zaprzepascila szanse zapanowania nad tym, co bylo nam blizsze i strategicznie bardziej przydatne, np. Pomorze czy Prusy. Byc moze dlatego „Trylogie” omijalem szerokim lukiem (za wyjatkiem tej w wykonaniu ELP. Torlinie :) ).

    Wiem, ze pewnym sensie powtarzam Jasienice, czy nawet Konecznego, ktorego kiedys przyszlo mi czytac, ale co zrobic: akceptuje taka wykladnie historii, wykladnie, ktorej historia przyznala po czesci racje.

    Nie, „kresy” zupelnie do mnie nie docieraja, choc powinny, bo moj Ojciec zyl swoimi „kresami” i pielegnowal pamiatki, tradycje itp. Na jedno, na co moj Ojciec nie dal sie zlapac, to tania odwetowosc, jaka czesto towarzyszy wspominkom kresowiackim (np. msze da powrot Lwowa do Polski, i tym podobne glupoty). Kiedy po smierci Ojca przekopywalem sie przez Jego lwowskie archiwa, zadna czula nutka nie zagrala, zadne jekniecie nie wydobylo sie z duszy, jekniecie, ktore mogloby oznaczac, ze gdzies tam, we mnie, w srodku siedzi gen kresowy. Nawet te „ukrainizmy” jezykowe bardziej mnie irytuja niz rozczulaja.

    Dzieki za ciekawy wpis.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  2. To jest Jacobsky temat na zupełnie inne opowiadanie. Ja, uwielbiając Jasienicę, i mając wszystkie jego książki od najmłodszych lat, zawsze miałem do niego pretensję, że nie lubił Jagiellonów. Ta jego miłość do Piastów i niechęć do drugiej z kolei dynastii wychodziła wszystkimi porami. Okres Jagiellonów to jest olbrzymi wzrost znaczenia Polski.
    I z przykrością mówię, że piszesz nieprawdę – sorry – nie gniewaj się. Piszesz: „stracono praktycznie rzecz biorąc kontrolę administracyjną” – nieprawda. W całej Polsce była administracja, sądy, wojewodowie, kasztelani. Polska była skomplikowanie podzielona na Ziemie, ale miała własne prawo (zresztą też skomplikowane). Wydaje mi się, że piszesz o Dzikich Polach, ale w takim razie nie wolno Ci w ten sposób uogólniać.
    Jacobsky! Piszesz: „zapanowania nad tym, co było nam bliższe i strategicznie bardziej przydatne, np. Pomorze czy Prusy”. Co rozumiesz pod słowem Pomorze? Bo jeżeli chodzi o Pomorze Królewskie, to właśnie odbili je Jagiellonowie, gdy Piastowie stracili. Pomorze Zachodnie nigdy właściwie nie było polskie, bądźmy szczerzy, odrobinkę za czasów Mieszka I i Bolesława Krzywoustego. O czym my, Drogi Jacobsky, mówimy. Jeżeli chodzi o Prusy, to przypominam Ci, że odzyskaliśmy Prusy Królewskie z Warmią, a reszta była lennem Polski. Obciążanie Unii tym, co się stało 300 lat później jest lekkim nadużyciem (unia z Brandenburgią).
    „której historia przyznała po części rację” – ale tylko po części. Jest mnóstwo historyków twierdzących, że to właśnie Unia była motorem postępu i rozwoju Polski. Ona istniała tak silnie w świadomości ludzkiej, że słychać to było i w XX wieku.
    Dzięki za miłe słowa.

  3. Torlinie,

    oczywiscie, ze gdzies tam sie myle, czasem do faktow, czasem co do ich interpretacji. Moim zdaniem cecha generalna polityki post-piastowskiej byl jednak odwrot od ziem zachodnich na rzecz ziem wschodnich, choc oczywiscie – jak piszesz – nie byl to odwrot zmasowany. Nie mniej, jako tendencja, w takim swietle trzeba widziec polityke jagiellonska.

    Kiedy studiowalem historie prawa i ustroju polskiego, to moj profesor zwracal wlasnie uwage na niedowlad administracji w rozdetej ponad norme RP Obojga Narodow. Co z tego, zze byli wojedowodwie i kasztelanowie, skoro sytuacja polityczna i uklad sil paralizowal czesto funkcjonowanie aministracji, zwlaszcza ze ustroj RP szlacheckiej raczej gral do reki tendencjom odsrodkowym ? MOim zdaniem na jedno wychodzi na jedno z punktu widzenia funkcjonowania panstwa.

    Czy Unia byla moterem postepu ? POwtorze za Jasienica: ozenek cywilizaycjnie rozwinietej Polski post-piastowskiej (panstwowosc, rozwoj miast itp) z niedorozwinieta cywilizacyjnie Litwa (gospodarka oparta na lupiestwie i klanach rodowych) stawiala obydwu partnerow w odleglosci ok. 300 lat rozwoju jeden od drugiego.

    Pozdrawiam.

  4. Ośmielę się uzupełnić Torlina.
    W dorzeczu Wisły nie było miejsca na dwa dynamiczne nowe państwa. Było albo albo.
    Albo Korona Polska albo Krzyżacy/Prusy. Korona nie była w stanie uzyskać samodzielnie przewagi.
    Tylko jakoś zintegrowana z Litworusią Polska mogła sobie na to pozwolić i tylko dzięki temu
    możliwy był I rozbiór Prus.

  5. Nie twierdze, ze nie myle sie, zwlaszcza w ocenach faktow historycznych, wydaje mi sie jednak, ze – pomimo okazjonalnych posuniec – Polska post-piastowska odchodzila od ziem zachodnich w kierunku wschodnim, i to bylo trzonem polityki polskiej tamtych czasow.

    Druga sprawa: pamietam z wykladow historii panstwa i prawa polskiego, ze prowadzacy wyklady akcentowal niedowlad fukcjonowania (niekoniecznie samego rozwoju) administracji w rozdetej ponad norme RP Obojga Narodow. Co z tego, ze byli wojewodowie,kasztelanowie i sady, skoro w rzeczywistosci system nie funkcjonowal – co wiecej: stawial zrozumialy opor wobec wszelkich zmian, o czym swiadcza ciagle wysilki (ciagle nieudane) majace na celu zreformowanie polskiej panstwowosci. oraz ciagle pusty skarb krolewski. Na tyle jeszcze pamietam z tych wykladow.

    Mnie najbardziej zastanawia ten „motor postepu”, o ktorym pisze Torlin. Wedlug Jasienicy, ktorego trudno jest tutaj streszczac, przepasc cywilizacyjna, jaka dzielila owczesna Polske od owczesnej Litwy, mierzona latami, wynosila jakies 300 do 400 lat. Polska miala okrzepla panstwowosc i funkcjonowala na zasadach panstwa wspolczesnego, Litwa zas stala na poziomie nie wiele wyzszym od wspolnot plemiennych oraz funkcjonowala wedlug zasad rzadzacych ekonomia lupieżcza. Polska miala wizje panstowowsci, i choc jaj realizowala z lepszym czy gorszym rezultatem, to jednak, patrzac na tamte czasy pod katem obrony polskiej racji stanu, nie wiele mozna zarzucic pod tym wzgledem Piastom i ich polityce dynastycznej. Nie wiem, kto w tej sytuacji skorzystal i z czego. Raz jeszcze powtorze za Jasienica: to Polska wywindowala cywilizacyjnie Litwe, zas Litwa nie dala Polsce nic lub niewiele. Oczywiscie dala „kresy”.

    Prawdopodonie, miedzy innymi dzieki rozdetemu systemowi latyfundiow kresowych na „kresach”, udalo sie zahamowac w RP Obojga Narodow rozwoj spoleczny takim, jakim byl on mozliwy np w panstwach i w ksiestwach niemieckich. System feudalny utrzymal sie przeciez na ziemiach polskich do polowy XIX-go wieku, o ile pamietam, i te ziemie wlasnie obejmowaly w wiekszosci „kresy”.

    jak widac, wyznaje historiozofie krytyczna wobec unii z Litwa oraz reperkusji tego zwiazku. Nic na to nie poradze, taka wizja historii jest mi duzo blizsza. To wlasnie miedzy innymi Jasienica otworzyl mi oczy na polska historie, ktora do tamtego momentu postrzegalem kultowo, od morza do morza, itp.

  6. Znowu nie mogę się z Tobą zgodzić. Ale najpierw zastrzeżenia. Jestem wielbicielem Piastów, uważam, że znakomicie odrobili swoją lekcję. Nie marzę i nie myślę o „Polsce od morza do morza”, bo nigdy takiej nie było, ani nikt w I Rzeczypospolitej o tym nie myślał – to jest wymysł XIX-wieczny.
    „Reformy i pusty skarb królewski” nie miał nic do administracji. To była Rzeczypospolita Szlachecka i ona o tym decydowała. Jacobsky – piszesz, że studiowałeś historię prawa polskiego, to wiesz, jak wyglądały sądy, sejmiki szlacheckie. To jest podglebie polskiej demokracji.
    Co do „motoru postępu” – dawna Litwa to nie jest terytorialnie dzisiejsza Litwa, to jest zdobywanie Nowogrodu Wielkiego, Smoleńska, to było Wilno. Zresztą wschód to nie tylko Litwa, ale również Ruś (Lwów, Kijów).
    „Zahamowanie rozwoju społecznego” – sprawa jest bardziej skomplikowana. Do tego doprowadził wzrost liczby ludności w Europie, odbudowującej się liczbowo po „czarnej śmierci”, stąd popyt na zboże i wzrost cen na nie. I najwięcej zboża nie produkowały latyfundia wschodnie, tylko nasza poczciwa Rzeczypospolita, która spławiała swoje zboże do Gdańska. Polska stała się zapleczem żywnościowym Europy i dobrze na tym zarabiała.
    Ja Jasienicę naprawdę bardzo lubię, ale on w stylu swoich poglądów przypomina mi Wildsteina – tylko ja mam rację i moje obsesje stają się faktami.
    A teraz sobie wyobraź – Litwa najeżdża bez przerwy Polskę, nie ma Unii, po pewnym czasie Ruś jest zdobyta przez Moskwę albo Węgry, Litwę zajmują Krzyżacy, my usiłujemy odzyskać Gdańsk, Śląsk, rozpoczyna się wojna z Czechami i Brandenburgią, po drugiej stronie mamy Krzyżaków, ściśnięci między Drezdenkiem i Bugiem. Małe państwo z samymi wrogami dookoła. Rozbiory byłyby w 1550 roku :D

  7. Torlinie,

    ja moge sobie wiele rzeczy wyobrazic. Rowniez Polske bez bagazu w postaci WKsL jako elementu panstwowosci polskiej. Nie mam z tym zadnych klopotow i dla mnie taka domniemana Polska jest w pelni zywotna. Jednak historii nie da sie zmienic. Gdzies w zagrzebanych tam faktach leza przyczyny chwaly i mizerii Polski, w tym chwaly i mizerii kresowej. Kwesta optyki widzenia: ja widze szklanke do polowy pusta, Ty – do polowy pelna. Moja jest pusta, bo, jak wspomnialem wyzej, kresy nie maja dla mnie zadnej wartosci sentymentalnej, wiec nie zaluje, ze odpadly.

    Pozdrawiam.

    PS. Jeszcze nie spotkalem historyka, ktory by nie udowadnial, ze to tylko on ma racje :)

  8. @Jacobsky: Historii nie da się zmienić, ale można ją zinterpretować. :-)

  9. Hmm. Chwaly i mizerii kresowej? OK.
    Ze strukturami politycznymi jest jak z ludzmi,
    najbardziej dla ich zdrowia szkodliwe jest zycie.
    Polska bez Litworusi? Nawet nie musimy fantazjowac. Wiemy ze za Jagiellonow Korona wyrabala sobie(?) korytarz do morza. Stawiam pytajnik bo udzial w tym wyrbaniu ogromny mialy niemieckie kulturowo miasta pruskie. One chcialy byc „kresami” Korony. Niewielu historografow opisuje ten fakt i jego skutki na ten sposob ale oczywistym jest ze po sfederowaniu Prus Krolewskich z Korona stolica gospodarcza PL stal sie Gdansk. To Gdansk i miasta Pruskie nadaly rytm i forme zyciu gospodarczemu Korony. To ich dzialanie przeksztalcilo PL w demokracje plantatorska to dla nich i z pozytkiem dla plantatorow formowaly sie folwarki spychajac chlopstwo do stanu nieomal niewolniczego. Oczywiscie nie nalezy plakac nad losem „niewolnikow” folwark podnosil efektywnosc rolnictwa i wytwazal zywnosc takze dla miejscowej konsumpcji. (Wagowo wiekszosc zjadano na miejscu).
    Mnie idzie o to ze jesli juz sie bawimy w oceny i szukanie przyczyn „polskiej choroby” to wydaje mi sie ze rola gospodarcza kresow pruskich miala decydujace znaczenie dla „degradacji” Koronnego systemu polityczego. Zaznaczam ze uzywam okreslen „degeneracja”, „polska choroba” tylko na czas tej dyskusji. Wolal bym powiedziec „zmiana”, „nadanie formy”.
    Chce takze przypomniec ze zwiazek PL i Litwy byl do czasu Unii Lubelskiej dosc luzny. Czesto mamy okresy separacji, oddzielnych wladcow. Ustroj polityczny obu krajow i jego podstawy byly odmienne.
    Oczywiscie wiazac sie z Litwa Panowie Malopolscy
    realizowali swoj program ekspansji na wschod.
    Tylko o jaka ekspansje szlo geograficznie?
    Szlo o stabilizacje i uspokojenie kresow. Ale jakich kresow?
    Za czasow Andegawenow i pierwszych Jagiellonow szlo o relatywne pustki doskonale nadajace sie do zagospodarowania. Szlo o niszczona najazdami Litwinow wschodnia sandomierszczynie czyli to co stalo sie 1474 wojewodztwem lubelskim. Prawda jest ze cywilizacja dlugo, na polnoc od ujscia Sanu, konczyla sie na Wisle. Dopiero po okresie pokojowej koegzystencji z Litwa, „Terytorium lubelskie” zostalo przeksztalcone w pelnoprawny „Stan” Korony ktory efektywnie wzial udzial w Gdanskiej przygodzie dorzecza Wisly. PL nie stala sie Lombardia polnocy ani nawet zakarpackimi Czechami ale przygoda Polski jako europejskiej Brazylii tez byla warta przezycia i jest warta opowiesci.

    PS
    Torlinie. Mysle ze nieslusznie pakujesz do jednego worka Lwow, czyli Rus Czerwona i Kijow. W czasie kiedy wchodzily(osobno) w PL orbite te osrodki to byly rozne swiaty.

  10. No i zeszło na znaczenie kresów dla biegu dziejów Polski…

    Nie, oczywiście, to dobry temat. Tyle, że chyba nie o nim było na początku.

    Nie jestem kresowiakiem, ani nie mam przodków kresowiaków. Cała legenda kresów jest mi obca. Oczywiście wiem, że istnieje, bo to i owo czytałem. Ale właśnie w tym co czytałem było zbyt wiele legendy, by nie nabrać jeszcze większego dystansu.

  11. Nieomal patologicznym przykladem traktowania mitu Kresow byly reakcje na Cywinska ktora w „Bozej podszewce” potraktowala Kresu troche inaczej niz Orzeszkowa.

  12. A Praga to nie kresy. To środek Azji :-(

  13. Doro
    Tak mowili wiedenczycy o Pradze Czeskiej.
    Francuzi to mieli trudniej bo za Pirenejami nie bylo Azji. Mowili wiec Hiszpania. Starczylo za wszystko – brud, smrod i ubostwo!!!

  14. Mozna tez kochac miejsce i gardzic tymi ktorzy tam zyja.
    Taki Byron ktory zakochal sie w urodzie podlizbonskiej Sintry (zawsze pisal Cintra)
    pisal:
    „Why, Nature, waste thy wonders on such men?”
    Wiec Doro lubisz Prage czy wolisz jej mieszkancow?

  15. Jakby tu powiedzieć… ja sie tam urodziłam i wychowałam, więc to taka Hassliebe. Widzę uroki, widze degenerację, widzę dzisiejsze snobizmy i próby uczynienia z Pragi rezerwatu (patrz film pod tym właśnie tytułem), które wkurzają mnie maksymalnie, bo obok tych snobów jest i degrengolada totalna, reprodukowanie się biedy, złodziejstwa, pijaństwa. Uciekłam stamtąd, miałam dość. Moja siostra została, więc siłą rzeczy muszę mówić, że lubię przynajmniej niektórych mieszkańców Pragi ;-)

  16. dana1,

    jesli juz, to dla ludzi najbardziej szkodliwe jest zycie ponad wlasne mozliwosci oraz na przekor wlasnym potrzebom podstawowym. I w tym swietle, patrzac globalnie, nie przekonuje mnie to, ze „kresy” byly dla Polski zywotnia potrzeba, szczegolnie te daleko wysuniete na wschod.

  17. Praga
    Dla mnie to troche zycia. Z dziwnych powodow w okolicach Jagiellonskej (nie na, a w okolicy) spedzalem tam czasem tygodnie. Bylo plugawie ale jakos tak milo. Wiem tamtej Pragi juz pewnie prawie nie ma. Czy to szkoda? Chyba nie, tak jak nie szkoda ze Kresy juz nie nasze.

  18. Jacobsky
    I ja nie chce cie do tego namawiac. Ja tylko prezentuje alternatywne spojrzenie na droge do „upadku”. Czynie to nawet nie jako twierdzenie ale jako eksperyment myslowy.
    pozdro

  19. Doro!
    Jakie to szczęście, że to Ty powiedziałaś. Bałbym się to napisać. Ale tak, jak promieniuje Unia na resztę Europy, miejmy nadzieję, że te enklawy będą promieniować na resztę Pragi. Pzdr.
    Ależ Jacobsky, przecież tego nikt nie mówi. Ale jest to pewnego rodzaju fenomen, więc bez zbędnego przyklejania do niego większych znaczeń, można się chociaż zastanowić. Przecież to był temat mojej notki, starsza Pani, siostra prawosławna, w stosunku do Garbatki używa ciągle słów „bo u nas na Kresach”. I to jest fascynujące, żywotność tego określenia.

  20. Torlinie,

    zywotnosc jest zaiste fascynujaca, zwlaszcza ze przed wojna Garbatka (jesli mowa o prawoslawnym sanktuarium na Podlasiu) lezala tak naprawde blizej centrum Polski, niz na jej kresach.

    Tak naprawde, to gdzie lezal geograficzny srodek przedwojennej Polski ? Pytam, bo nie wiem.

    Pozdraiwam.

  21. Nie tam, ale COP nie smieszylo anachronizmem.

  22. Jacobsky!
    Ja zupełnie nie rozumiem, co się dzieje. Już drugi raz Twój komentarz ląduje w poczekalni. Ja Cię bardzo przepraszam, ale to nie moja wina.
    Wziąłem sobie mapę przedwojenną i linijkę i wyszło mi, że gdzieś koło Siedlec

  23. Przecie to dwa kroki do Prus Wschodnich?

  24. Punkt siedlecki wyszedł mi z przecięcia dwóch prostych: ze Święcian do Cieszyna i z Gdyni do Tarnopola.
    Dana1!
    Wierz mi, przy tak nieregularnym kształcie każdy będzie miał rację, i każdy nie będzie jej miał.

  25. Kresy?
    Czy ktoś z was wie jaki procent mieszkańców Poznania w roku 1914 mówił w domu po Polaku?
    Pytam najpoważniej bo nie mogę znaleść tej informacji.

  26. po polsku oczywiscie


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: