Napisane przez: torlin | 03/04/2008

75-lecie zakupu ważnego zeszytu

Lwów, lata 30, Plac Akademicki. Kawiarnia Szkocka po prawej, Cafe Roma po lewej, oddzielone od siebie ulicą Freta.

Kocham anegdoty, zbieram ich mnóstwo, pokazują one wielkich ludzi w normalnych, banalnych sytuacjach. A dzisiaj zmobilizowała mnie Nela przekazując mi link o nowej książce o Stefanie Banachu. Jaki to jest wspaniały obiekt anegdotyczny.

Drogi Nasz Matematyk, jako typowy profesor, prowadził „dzikie” życie, nie odżywiał się prawidłowo, ciągle nie miał pieniędzy, przesiadywał godzinami w kawiarniach, a swoje pomysły matematyczne zapisywał na skrawkach papieru, serwetkach i na … – ale to za chwilę.

Na początku Panowie Matematycy przesiadywali w latach 20. w położonych w pobliżu Uniwersytetu kawiarniach, najpierw w Cafe Roma przy Placu Akademickim we Lwowie, a ponieważ Nasz Rodak (i nie tylko on) miał coraz większe kłopoty z uregulowaniem zaległych rachunków w tym lokalu całe towarzystwo przeniosło się do … sąsiedniej kawiarni – „Szkockiej”. “Szkocka” była zawsze lokalem o najbardziej niejednolitej publiczności spośród wszystkich kawiarń lwowskich: profesorowie uniwersytetu i zakochane pary, stare plotkarki i samotni czytelnicy gazet, bibliofile i bilardziści, żydowska inteligencja i studenci z pobliskiego Domu Akademickiego, wszystkie stany i sfery, klasy i rasy, wyznania i upodobania żyły tu zgodnie.

Wielką zaletą tej kawiarni było serwowanie znakomitych ciastek, a także… marmurowe blaty stolików, na których można było szybko pisać, i co ważniejsze, szybko z nich ścierać. Stolik najważniejszy należał do Stefana Ba­nacha, Hugona Steinhausa, Stanisława Ulama, Władysława Orlicza, Antoniego Łomnickiego i Stanisława Mazura. Rezultaty dyskusji zapisywano ołówkiem chemicznym na blatach stolików i następnego dnia uczestnicy dyskusji zjawiali się z karteczkami w ręku i już na trzeźwo próbowali odcyfrować swoje wczorajsze gryzmoły i uporządkować je w logiczną całość. Trzeba stwierdzić z żalem, że wiele cennych osiągnięć Banacha i jego uczniów przepadło z wielką szkodą dla nauki polskiej, wskutek braku staranności u adeptów tej szkoły, przede wszystkim zaś samego Banacha. Zresztą, gdyby nie pomoc asystentów i przyjaciół, chyba żadna praca Banacha nie dotarłaby do drukarni, tak nieporządną szatą zewnętrzną się odznaczały. Pewnej jesieni “sesja matematyczna” w kawiarni przeciągnęła się do… wczesnych godzin przedpołudniowych, a jej rezultatem był dowód pewnego twierdzenia z teorii przestrzeni Banacha. Niestety, rozumowania nie udało się odtworzyć, szczęśliwi uczestnicy “sesji” zapisali go chemicznym ołówkiem na blacie stołu, który starannie zmyła niczego nieświadoma sprzątaczka.

Toteż wielką zasługą żony Banacha, Łucji Banachowej, było zakupienie zeszytu w twardej okładce i powierzenie go płatniczemu “Kawiarni Szkockiej” z poleceniem wydawania go na życzenie każdemu matematykowi. I w tym roku mija 75 lat od tego wydarzenia.

W ciągu kilku lat powstała z tego zeszytu tak zwana dziś “Księga Szkocka”, zawierająca zbiór problemów, jakie matematycy przebywający we Lwowie stawiali sobie nawzajem (a zarazem i całemu światu) wraz z ich rozwiązaniami. Każdy, kto stawiał problem, fundował nagrodę dla odkrywcy rozwiązania. Nagrody były różne – mała kawa, butelka wina, podróż do Genewy na szwajcarską potrawę, lub żywa gęś. Wszystkie problemy zapisane w Księdze można znaleźć tu (na samym dole).

Mentorem, a zarazem największym przyjacielem Banacha był Hugo Steinhaus, starszy od niego o 5 lat, należący do mojej kolekcji „prawdziwych Polaków”, celny aforysta, z najpiękniejszym: „Mędrzec widzi w lustrze głupca, głupiec przeciwnie” i najsłynniejszym: „Moim największym odkryciem matematycznym jest Stefan Banach”. I to właśnie Hugo Steinhaus po wojnie przepisał ręcznie (dokładnie słowo po słowie!) księgę i w 1956 roku wysłał tę kopię do Los Alamos, do Stanisława Ulama. Ten księgę przetłumaczył, po czym skopiował w 300 egzemplarzach (na własny koszt) i te kopie rozesłał do przyjaciół oraz rozmaitych uniwersytetów w różnych krajach. Książka stała się słynną i wielu matematyków prosiło Ulama o dalsze kopie. Próśb tych było w ciągu kolejnych lat tak wiele, że w Los Alamos zdecydowano o następnym wydaniu w 1977 roku, a dwa lata później, w maju 1979 w North Texas State University odbyła się “Scottish Book Conference”. Przedstawiona na Międzynarodowym Kongresie Matematycznym w Edynburgu w 1958 r. wywołała zrozumiałą sensację wśród Szkotów, nie orientujących się, że jej związek ze Szkocją jest właściwie żaden.

Jak słynna była to Księga świadczy fakt, że gdy w dn. 6 listopada 1936 r. Stanisław Mazur postawił problem nr 153 i ufundował za jego rozwiązanie jako nagrodę gęś, to szwedzki matematyk Per Enflö, który to zagadnienie rozwiązał w 1972 roku, przyjechał specjalnie do Warszawy, aby odebrać nagrodę.

Nową Księgę Szkocką prowadził Hugo Steinhaus w latach 1946 – 1958 we Wrocławiu. I pomyśleć, że dzisiaj przedstawiciel Europejskiej Rady Badań przy Komisji Europejskiej w sprawie powołania Europejskiego Instytutu Technologicznego mówi: „Wrocław ma dużą szansę, bo ma informatykę, która wiele zawdzięcza Steinhausowi i tradycji Kawiarni Szkockiej”.

Najwspanialsze anegdoty związane z osobą Stefana Banacha

Banach nie znosił dostosowywać się do formalnych procedur akademickich, więc gdy zarzucono mu, że będąc znany na całym świecie ze swoich osiągnięć naukowych nie ma doktoratu, to zaproponowano mu zdawanie egzaminu –Banach jednak odmówił. Więc jego koledzy wymyślili podstęp. Na samą pracę doktorską wzięli niepublikowaną publikację Banacha, a egzamin… Banach był entuzjastą dyskusji naukowych, w związku z tym, jak usłyszał, że jest grupa osób, która chce przedyskutować z nim szereg problemów, niesłychanie się zapalił. Po przybyciu na spotkanie z tą grupą z zapałem odpowiadał na wszystkie pytania i bardzo był zdziwiony, gdy następnego dnia się dowiedział, że właśnie zdał egzamin doktorski.

Tuż przed wybuchem wojny do Banacha do Lwowa przyjechał John von Neumann, aby nakłonić go do emigracji do USA. Miał ze sobą czek, podpisany przez Norberta Wienera, na którym tenże postawił tylko jedną cyfrę: „1”, a Banach miał dopisać za tą „1” tyle zer, ile tylko zechce. A ten odpowiedział spokojnie, że nie zna liczby zer, które by mu zrekompensowały Polskę, Lwów i Kawiarnię Szkocką.

Kiedy indziej Stanisław Mazur postawił problem, a Hermann Auerbach postanowił nad nim pomyśleć i go rozwiązać. Aby uczynić to zadanie bardziej interesującym Mazur postanowił ufundować za rozwiązanie butelkę wina. Na to Auerbach: “A, w takim razie ja rezygnuję. Mnie wino szkodzi”.

Podczas odbywającego się w 1983 roku w Warszawie Międzynarodowego Kongresu Matematyków kilku matematyków z zagranicy zobaczyło na tramwaju napis „Banacha”. Koniecznie chcieli tę ulicę zobaczyć, pojechali więc tym tramwajem, a gdy dojechali na pętlę, zobaczyli tam sporej wielkości niezabudowany teren. Stwierdzili wówczas zgodnie, że nie jest to “ulica Banacha”, a raczej “przestrzeń Banacha”.

Ale się rozpisałem – wybaczcie!


Odpowiedzi

  1. Towarzyszu Torlin !

    Wybaczamy i prosimy o wybaczenie….

    … bo wpis w istocie dlugi.

    Ale na szczescie – interesujacy :)

    Pozdrowienia

  2. Jest wiele zbeznosci w legendzie Banacha z legenda Wittgensteina.
    Mysle jednak ze Banach byl bardziej “praktyczny” i bardzej “przyziemny” od Wittgensteina. I chwala Bogu.
    Szkoda ze nie poszedl na wojne walczyc za Cesarza na froncie wloskim i nie dostal sie do wloskiej niewoli.
    Tam na pewno odnalezli by sie z Wittgensteinem.
    Bylo by wtedy jeszcze wiecej do opowiadania.

  3. Wpis istotnie ciekawy.
    Ciekawe jest także to, że wiele pomysłów na rozwiązywanie różnych problemów jak również na dzieła sztuki, powstawało nie pracowniach a w przedziwnych miejscach….
    I to się nie zmieniło
    :)

  4. Czy coś się stało?

  5. Nic :D

  6. No to ulga :lol:

  7. Ale Łotrpres dziś działa, niech go licho…

  8. Torlinie, wierz lub nie ale przeczytałem tytuł i pierwsze zdanie i już wiedziałem, że będzie o Banachu :D Na studiach przez dwa lata mieszkałem w jednym pokoju z matematykiem – nasłuchałem się o nim całkiem sporo :)

  9. bardzo ciekawy wpis … a matematyk jak artysta można by rzec :)

  10. Lubię ten aforyzm Steinhausa: “Ignoranci są wszechstronni”.
    Notka wcale nie za długa. Do diabła! Kiedy ma się coś interesującego do powiedzenia, nie można tego kondensować, bo grozi to kompletnym bełkotem, niezrozumiałym dla otoczenia. Próbowałam więc wiem. Możesz chyba liczyć na czytelników, którzy potrafią strawić tekst dłuższy niż sms? Jeśli nie mogą – niech nie czytają.
    Nota bene – jak wspaniale, że większość wrocławiaków wie nieco o Steinhausie, przynajmniej ci, z którymi się stykam :)

  11. Hugo Steinhaus Wspomnienia i zapiski

    Wydawca : Uniwersytet Wrocławski
    ISBN : 83-89247-06-2
    i wczesniejsze wydanie Aneksu

    Bardzo polecam.

  12. W blogu zrobiło się cicho. Może, dlatego że dla wielu jego uczestników (oczywiście na pewno nie wszystkich) matematyka ze stoika w Szwajcarskiej to jeszcze gorzej niż magia.
    Jest obowiązek podziwiać i głośno nad nią ochać, ale w przeciwieństwie do iluzjonisty, który po paru kombinacjach wydobywa z kapelusza na oczach publiki królika żywego i jadalnego (miałem zaszczyt jeść królika z kapelusza).
    Matematyczne króliki, choć matematyk jest czarujący, zostają w norce z długim podziemnym korytarzem i niewiadomo, kiedy i gdzie wylezą na światło dnia.

  13. dana matematyka to tylko tło …. :) a dyskusja może być prowadzona na wielu płaszczyznach … mnie np. interesowało zawsze jak matematyczny umysł postrzega i tworzy dzieła artystyczne …. z matmą sobie dobrze radziła to tak a propos … :) … w weekendy jest zawsze trochę ciszej, sama niedługo wybywam z domku ….

    miłego weekendu … :)

  14. Ja nawet poszłam do Szkockiej, jak byłam we Lwowie z dziesięć lat temu… ale genius loci się ulotnił. Jakieś ohydne obrusiki, piwosze… ech… Może od tego czasu coś się zmieniło, nie wiem.

  15. Doro
    Geniusz się ulotnił z tego miejsca we Lwowie. To prawda. Nie wiem jak jest dziś, ale jakaś atrapa na pewno powróci. Tak jak ponoć do W-wy ma wrócić Kameralna.
    Kto zresztą chodzi do Michalika w Krakowie?
    Dzisiejsza Piwnica pod Baranami to Zombie.
    Ale legendy będą fruwać i zostawiać ślady nieoczekiwane.
    Np. takie.
    W dalekim od PL uniwersytecie pewien cudzoziemski student polonistyki pisał jak Marek Hłasko nawiązuje w swej prozie do tradycji narodowej. Uzasadnił swą tezę w sposób brawurowy i świadczący o oczytaniu.
    “Pawie pióra to ważny symbol polskiej literatury i malarstwa. Ostatecznie i na trwałe weszły pawie do polskiej kultury przez “Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Marek Hłasko pisze:
    “Wychodząc z Kameralnej puściłem pawia.”
    Będzie Kameralna w W-wie tak jak Szkocka we Lwowie, ale Geniusz już dawno wyparował.

  16. Z przykrością stwierdzam, że dopóki nie nauczę się wstawiać zdjęć do swojego blogu – zawieszam jego działalność. Jak go słusznie nazwał zeen Łotrpress znowu zmienił zasady, nie wiem, nie umiem umieszczać zdjęć ani innych obiektów. I nie mówię o zdjęciach, które mają odnośniki do innych stron, bo mnie to nie interesuje, ponieważ gdy ten ktoś zdjęcie zlikwiduje u siebie, to u mnie będzie pustka. Chcę to zdjęcie mieć u siebie na serwerze. Nie ma adresu wysyłanego zdjęcia, a po naciśnięciu “zielonego drzewka” pokazuje mi się pustka czyli “wielkie nic”.
    Może ktoś potrafi mi pomóc? Pisałem do Hoko, ale mi nie odpisał. Jacobsky – Ty piszesz w WordPressie, może Ty mi wytłumaczysz, co ja mam zrobić?

  17. Świetny wpis. Odkurza stare dzieje i przybliża atmosferę najbardziej magicznego, genialnego z miast.
    Czytałam z wielką przyjemnością.

  18. Torlinie chętnie pomogę. Niech dojdę tylko do siebie. Parę dni i jestem zdrów.
    Jolinku do artystów Banachów dopisałbym również Jolkę, tez z Lęborka.

  19. arkadius wrócił cały i zdrowy … :) i dowcip mu się wyostrzył … :D ….

  20. Mamy kilka nowych komputerów do nazwania i padło na ‘matematyków’. Pierwsze nazwisko, które nam przyszło do głowy to właśnie Banach. Ale i tak zaczęliśmy od Talesa.

    PS. Miałem się zameldować z terminem wizyty w Warszawie. Otóż będę w środę, ale ‘gospodarze’ wyraźnie planują dużo zajęć i nie wiem, ile będę miał ‘wolnego’.

  21. Arkadiusu!
    Dzięki, już coś usiłuję sam wykombinować, jeszcze mi nie przechodzą zdjęcia, ale światełko w tunelu już jest (a to były światła najeżdżającego pociągu :D ).
    PAKu!
    Jeżeli się zdecydujesz spotkać, to Ci wyślę swój numer komórkowy e-mailem, tylko mnie zawiadom chociaż dzień wcześniej.

  22. Mag!
    Dzięki za wpadnięcie i miłe słowa!

  23. Torlinie:

    przeprasza, ze nie odpisywalem, ale mamy nareszcie prawdziwa wiosne, slonce swieci, robi sie cieplo, snieg topnieje w oczach (na oczach rowniez…), a wiec siedzenie przez komputerem mniej wciaga.

    Tym nie mniej:

    - najpierw zaladuj zdjecia na serwer. W tej chwili, na stronie “Dodaj wpis” , zaraz pod okienkiem, gdzie wpisuje sie tytul wpisu znajduje sie pakiet pt. “Add media” Kliknij na pierwsza ikonke po napisie (prostokat z mniejszym, ciemnym prostokatem wewnatrz). Wyswietli sie dialog, gdzie wybierasz zrodlo obrazka. Moze go zaladowac (Choose files to upload) albo, ponizej, wpisac adres url obrazka, opis, ustawienie na stronie. Tak zaladowany obrazek znajduje sie na serwerze.

    Poniewaz moje obrazki uzywam jednorazowo, a wiec kiedy po zaladowaniu do serwera wyswietla sie adres url obrazka. Robie copy tego adresu, i potem, kiedy wywolam komende wklejenia obrazka do tekstu, w okienko adresu robie “paste” . Poniewaz moje obrazki ida zazwyczaj pod tekstem, a wiec operacje zwiazane z zaladowaniem obrazka i jego wklejeniem w tekst robie na samym koncu przygotowywania wpisu.

    Przyznam, ze ten aspekt mogl byc lepiej rozwiazany w WordPress’ie, ale coz, darowanemu koniowi…

    Z pewnoscia istnieje latwiejsza metoda.

    W kazdym razie. Menu Administracja daje dostep do foldera Media Library, i ta wyswietla wszystkie posiadane przez Ciebie obrazki w serwerze. Uzywajac Media library mozesz wydobyc adres danego obrazka (klikajac na obrazek – wyswietli sie osobnym okienku przegladarki i stamtad mozesz wziasc jego adres) i wkleic go w tekst metoda jak wyzej: przez strone edycji tekstu.

    Tyle wiem.

    Mam nadzieje, ze do czego sie przyda.

    Pozdrawiam.

    Jacobsky

  24. Niniejszym oświadczam, że nie jestem autorem Łotrpresa, przeczytałem to na blogu komisarza Fomy i bardzo mi się spodobało :)

  25. Torlinie chyba zrobisz jakiś wpis …. zdjęcia wkleisz jak się “naumiesz”

    pozdrawiam wszystkich słoneczkowo …. )

  26. zeen, cieszy mnie to, i to jak, że ty nie taki duży Łotr.

  27. [...] Oddać sprawiedliwość Komerskiemu, bo do tak przyziemnych spraw się nie ogranicza. Przeglądam to wszystko, robię zestawienia i nanoszę na wykres. Innych też. Może jakaś ogólna tendencja się ujawni. O szczególną będzie trudno, bo jak chciałem zrobić analizę wieloczynnikową z powiązaniami relacyjnymi, wyszła mi na wykresie przestrzeń Kałasznikowa i nie mam pojęcia, co z tym dalej począć. Żeby chociaż przestrzeń Banacha. [...]

  28. Słyszałem niedawno, jak pewna młoda osoba lat ok. 12 opowiadała swojej koleżance, jak to nauczycielka w szkole mówiła o pewnym “wielkim matematyku, który w czasie wojny karmił wszy” (w 99,9% chodziło o Banacha, bo to znana historia Jego losów wojennych), i na to ta dziewczynka – jak dalej opowiadała- “tak pękała ze śmiechu, że aż spadła pod krzesło!” Niezłego uszanowania doczekał się Wielki Uczony u przedstawicielki młodszego pokolenia! Może gdyby posłuchał von Neumanna i wyjechał do Stanów, to pewnie ta dziewuszka byłaby zachwycona i uważałaby Go za “gościa!”, który się potrafił ustawić w życiu! Ale w dużej mierze winna jest Pani Nauczycielka, która nie przedstawiła w należyty sposób tragicznej sytuacji wielkiego matematyka w trudnym czasie wojny. Dobrze zatem, że powstaje ta książka, która powinna przybliżyć młodemu pokoleniu wielkość i tragizm postaci Stefana Banacha. Ale dom i szkoła też powinny coś robić w tej mierze, aby takie postawy, jak opisana, były jak najrzadsze!

  29. Witam Cię Jantarze 44 b. serdecznie w swoich progach.
    A tak całkiem na luzie – słuchaj – może to i dobrze, że tak reagują? Może to oni są normalni, a nie my?


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie