Napisane przez: torlin | 17/04/2008

Pragmatyk czy zdrajca?

Julian Fałat „Polowanie w Nieświeżu”

I znowu musimy się wziąć za ciężki temat. Nie ma lekko. Nie ma to tamto.

Od dawna w blogach par excellence politycznych spotyka się dyskusję na temat postępowania wobec zaborców (i innych nacji gnębiących nasz naród) Wielkich Polaków. Wspaniałym przyczynkiem do tego tematu była dla mnie książka „Między romantyzmem a pragmatyzmem” Tadeusza Bodio. Jest prawdą, że od ponad 200 lat polska psychohistoria zawiera dwa podstawowe, będące ze sobą w permanentnym konflikcie, sposoby myślenia o polityce, „dwa odmienne podejścia do problemów polityki, dwa różne style myślenia, przeżywania i działania politycznego: romantyczny i pozytywistyczny”. I nie chodzi mi tutaj o Romantyzm jako prąd ideowy występujący w literaturze i sztuce, ale o sposób spoglądania politycznego.

Dla romantyków najważniejszym było z jednej strony państwo, z jego narodem, językiem, kulturą, religią, zwyczajami; z drugiej zaś uważali, że cała polityka wobec zaborców musi opierać się na niewzruszonych zasadach etycznych, Polacy powinni działać w sposób światły, sprawiedliwy, nie idąc na żadne moralne kompromisy. Pragmatycy mieli inne zdanie na ten temat, uważali, że najważniejsza jest praca organiczna, u podstaw, aby rozwijać kraj trzeba iść na współpracę ze światłymi przedstawicielami wielkich mocarstw. Romantycy wywoływali kolejne powstania, najczęściej w najmniej korzystnym momencie, pragmatycy po kolejnej klęsce usiłowali podnieść kraj z upadku.

Najczęściej przywoływanymi nazwiskami pragmatyków są: Adam Jerzy Czartoryski, przyjaciel cara Aleksandra I i minister spraw zagranicznych Rosji, Franciszek Ksawery Drucki – Lubecki, Agenor Gołuchowski jako minister spraw wewnętrznych, a przedtem Alfred Józef Potocki jako premier Austro – Węgier, a także Stanisław Koźmian - w latach 1869-1870 poseł do Sejmu Krajowego i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Wszyscy wymienieni starali się poprawiać los Polaków idąc na współpracę z władzami zaborczymi.

I można powiedzieć, że dyskusja pomiędzy romantykami (choćbyśmy mieli zginąć – żadnych rozmów) a pragmatykami (trzeba się z ciemiężycielem jakoś dogadać i poczekać na dobry moment) toczy się do dnia dzisiejszego. Jedynym wyjątkiem jest właściwie okres okupacji hitlerowskiej, gdzie pragmatyków nie było. Ale w tym wyjątku znowu jest wyjątek dotyczący Powstania Warszawskiego, który romantycy chcieli koniecznie wywołać, a pragmatycy krzyczeli, że to tylko niepotrzebnie wykrwawi naród polski, a nie da żadnych efektów.

Niemniej trzeba jeszcze raz podkreślić, że idee romantyzmu miały olbrzymi, niekwestionowany wpływ na rozbudzenie świadomości narodowej, utrzymania języka polskiego, zrozumienie sytuacji polskiego chłopa, ugruntowanie ważności norm etycznych w świadomości narodu. Osiągnięcia pragmatyków są też imponujące: rozwój przedsiębiorczości, przemysłu, handlu, instytucji finansowych, wydawnictw.

Bohaterem mojej notki jest Julian Fałat, wspaniały malarz, podróżnik, profesor, otoczony wielkim szacunkiem i poważaniem. Ale…

W 1866 roku Julian Fałat, będąc nadwornym malarzem od polowań księcia Antoniego Radziwiłła, poznaje w Nieświeżu Księcia Pruskiego Wilhelma. Ten zachwycony malarskimi zdolnościami Polaka zabiera go do siebie i nasz bohater przez 10 lat pozostaje w świcie ostatniego niemieckiego cesarza i króla Prus, Wilhelma II Hohenzollerna. Dzięki przyjacielskiej postawie cesarza Fałat zorganizował dwie wystawy w Berlinie malarstwa polskiego, w 1891 i 1896 roku, a w 1893 otrzymał nominację na członka berlińskiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Przyjaźń z cesarzem Wilhelmem nie przeszkodziła Fałatowi otrzymać nominacji na Dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie po śmierci Matejki (i śmierci Rodakowskiego, który był już zaakceptowany), a po uzyskaniu niepodległości w 1921 roku zostać dyrektorem Departamentu Sztuki, pozostałości po zlikwidowanym Ministerstwie Sztuki i Kultury, w gabinecie Antoniego Ponikowskiego.

To, że Fałat był pragmatykiem, a nie romantykiem, i nie wysadził w powietrze cesarza, a miał niejedną okazję, to wiemy. Ale czy był człowiekiem, z którego możemy być dumni, czy też był zdrajcą?

Anegdota

Na wyraźne życzenie cesarza Fałat zaczął malować scenę myśliwską z Schorfheide, na wstępnym szkicu widać było Wilhelma II leżącego na ziemi za wywróconym drzewem, podkradającego się do grupy jeleni. Po zwróceniu uwagi przez marszałka Linkera, „że nie wypada Jego Wysokości malować w takiej pozycji” Fałat poszedł ze skargą do cesarza. Ten natychmiast zapłacił za jeszcze nienamalowany obraz i zwrócił się do polskiego malarza: „Jeżeli pan zechce, to mogę usiąść, aby pozować, mogę się nawet położyć”. Fałat powiedział, że skończy bez pozowania. Kilka dni później, podczas rannego polowania, malarz dostaje wiadomość od cesarskiego strzelca, że ma natychmiast zameldować się u władcy. Po dojściu na miejsce Fałat zobaczył cesarza leżącego za wzgórkiem, który krył go przed jeleniem, i usłyszał ciche: „Jetzt können Sie ruhig Ihr Bild vollenden und allen Leuten sagen, dass der Kaiser Aller Deutschen auf der Jagd auch der Erde Liege kann” (Teraz może Pan swój obraz spokojnie wykończyć i wszystkim ludziom powiedzieć, że cesarz Wszystkich Niemców może także na polowaniu leżeć na ziemi”.


Odpowiedzi

  1. Nieśwież?
    A bo zwierza w lasach okolicznych bylo tyle ze czesto sie zdarzalo z zajac pogoni wilczej umykajac sam do ogniska wpadal, a sobole od ciasnoty z drzew spadaly wczepiajac sie gajowym w kolnierze.
    Mies z ubitej na polowaniu zwierzyny zjesc sie nie dalo nawet za czasow Panie Kochanku. A lodowek i zamrazarek nie bylo!!!

  2. Jako mały chłopiec bywałem w Bystrej, gdzie Fałat bywał, i która lansował. Jest tam (chyba wciąż) muzeum Fałata, a jedna z dwóch ulic nosi jego imię. Nigdy nie miałem z nim więc problemów — Fałat był więc ‘OK’. Zastrzeżenia mogłem mieć do jego sztuki, bo przecież byli więksi; ale o tym dowiedziałem się później.

    PS. Chodzi mi po głowie takie pytanie, na ile w odbiorze postaci liczą się argumenty, a na ile taka wyuczona postawa, że kogoś, jeszcze jako dziecko poznało się jako osobę dobrą (albo złą) i ta postawa pozostaje na całe życie, nawet gdy poznawane fakty mówią coś innego?

  3. Dana1!
    Były. Wyrąbywano na wiosnę lód ze stawu i wrzucano do specjalnej piwnicy. I w tym lodzie trzymano mięso.
    Paku!
    Masz oczywiście rację, ale gdy chodzi o postać, do której nie mamy stosunku emocjonalnego, to możemy wtedy trochę na jej temat podywagować.

  4. To ja się opowiem trochę niesfornie za jedną z tradycji:
    Lepszy żywy tchórz, niż martwy bohater.
    :D

    Myślę też, że nie należy idei pragmatycznej wiązać tylko z osiągnięciami w sferze gospodarczej. Pragmatyzm niesie ze sobą i pewien zestaw wartości etycznych i może (mógł) pomagać w utrzymaniu języka polskiego.
    Rozbudzenie świadomości narodowej i sytuacja chłopów to były sprawy ważne sprawy dla tamtej epoki i każdy z krajów jakoś przez to przechodził.
    To za co nie lubię romantyzmu to mitologizacja historii (to właśnie przez romantyków uczymy się w szkole na historii kompleksów, które potem leczymy mitami) oraz opłakane skutki romantyzmu zastosowanego w praktyce.

    Nie chcę deprecjonować poświęcenia ludzi którzy ginęli walcząc o niepodległość (z resztą i pragmatycy zapewne chwytali za broń) ale w z perspektywy XXI wieku pragmatyzm wydaje mi się zdecydowanie lepszy w skutkach.

    No, ale łatwo się pisze takie zdania siedząc przed komputerem w wolnej Polsce. :)

  5. Dru!
    Podpisuję się pod każdym Twoim słowem.
    Ale książka pasjonująca! Naprawdę!

  6. Torlin
    To po co tyle przypraw do miesa dawali?
    Dru
    Podpisuje sie pod zdaniem ostatnim.
    Pragmatyk to bardzo czesto romantyk co przezyl.
    Tacy byli najbardziej efektywni.
    Trzeba docenic jak wielkie ojczyzna dawala szanse by przezyc PRZYGODE. Do kolonii nie trzeba bylo jezdzic, na morza sie puszczac czy za dziewczetami po okolicy latac.
    A srodowisko przy KORowskie?
    Taternik przy alpiniscie. Pragmatycy raczej wtedy polowali. Fałaty! :D

  7. Dana1!
    Proszę Cię, jesteś nielogiczny. Piszesz: “Mięs z ubitej na polowaniu zwierzyny zjeść sie nie dało nawet za czasów Panie Kochanku. A lodówek i zamrażarek nie było!!!”. Toż tu nie ma ani słowa o podpsutym mięsie.
    Bo “dało się zjeść” i “lodówki były”. Wolniej, bo wolniej, ale mięso się psuło i trzeba było dodawać wiele przypraw, żeby można było je zjeść.
    Ale najczęściej robiono po prostu polowania, i to czasami 2 razy dziennie, tzw. łowy poranne i popołudniowe.

  8. Wiecie, że mam mniej jak 10 km do muzeum Fałata. Chyba się tam wybiorę w weekend.
    Zawsze wydawał mi się kolejnym malarzem. A tu proszę pragmatyczny bohater. :D

    I w książkę się zaopatrzę jak nie zapomnę.

  9. To dlaczego Nieswiez? :)

  10. O ile taki Konieczny mialby lepiej u Wilhelma II Hohenzollerna. Lezacego trudno klasc.

  11. To mi trochę przypomina nieśmiertelny temat: Wokulski – romantyk czy pozytywista? :)

  12. “Wokulski – romantyk czy pozytywista?”

    Mam lepszy pruski temat:
    Izabela, Tyszkiewicz czy Braunek?

  13. Quek’u!
    Wspaniale, że poruszyłeś ten temat. Świetnie uwidacznia różnicę pomiędzy dwoma znaczeniami tego słowa. Wokulski jako człowiek był romantykiem, tak to słowo rozumie większość Polaków. Ale w znaczeniu, które zaproponował Bodio, był pragmatykiem, dorobił się na handlu bronią w Cesarstwie Rosyjskim.
    Dana1!
    Znów mnie zaatakują feministki. Zdecydowanie Tyszkiewicz, Braunek ma niesłychanie (jak dla mnie) prostacką urodę i nie nadaje się do tej roli. Chociaż musiałem ostatnio zmienić zdanie, widzę, że Braunek jak dobre wino, szlachetnieje pod wpływem czasu.Obejrzawszy ją w “Tulipanach” doszedłem do wniosku, że teraz już mogłaby zagrać hrabinę Joannę Karolową.

  14. A pamietasz jak Janusz Glowacki recenzujac obsade Potopu powiedzial:
    “Dziwie sie ze w roli Olenki obsadzono bergmanowskiego aktora Maxa von Sydow.”
    A dzis? Masz racje!!!

  15. Ja mialem prawo tak napisac bo wygladam jak Urban skrzyzowany z Sokratesem. Nie wiem czy ty Torlinie miales takie prawo.

  16. Ja usiłuję często bywać u swojej wnuczki, aby na mój widok nie wybuchała płaczem. Facet w okularach, łysy pośrodku i do tego z hiszpańską bródką. Zgroza. :D
    A za uśmiech (a nie płacz) pozwalam sobie ściągać okulary.
    Miłość wymaga poświęceń.

  17. To mamy prawo wybrzydzac. OK :D

  18. Coś ten “ciężki temat” rozpuścił się w polowaniach… oj dolo nasza dolo…

  19. Ale wracajac do Nieświeża to chyba bylo tam cos na rzeczy z konserwantami. Ordynacja miala chyba wypracowane solidne i pewne technologie.
    Ostatecznie to tam pojechal Marszalek po konserwe.

  20. Zabory zaborami, a żyć trzeba było. I również pewnie myśleć o przyszłości. Niektórzy myśleli egoistycznie o przyszłości własnej/własnego klucza majątkowego, inni patrzyli, nawet jeśli poprzez powyższy pryzmat, ale w kierunku tzw. interesu narodowego.

    Dziś bawimy się w oceny postaw sprzed półtora wieku. Czy to ma sens ? Sami również (w większości) przeżyliśmy spory kawał naszego życia w sytuacji nie tyle zaboru, ile w poczuciu niepełnej wolności, gdzie sporo gestów, uznawanych powszechnie za normalne, mogło być i jest nawet dziś postrzegane jako kolaboracja z …

    Generalnie męczy mnie już ten temat, podobnie jak jak sceny z polowań z konmi i z fornalami biegającymi w nagonce. Męczy mnie prawdopodobnie dlatego, że część Qeubekow również rozumuje podobnymi kategoriami “kolaborant – patriota” itp. Zupełny absurd w dzisiejszych czasach i w kontekście quebecko-kanadyjskim, ale fakt istnienia tego absurdu świadczy raz jeszcze o bliskości mentalnej między Polakami i Quebekami. Temat na osobną dyskusję.

    Ale cóż, zarówno temat i jak i te sceny to ciągle ważny element tzw. świadomości zbiorej.

    Mam nadzieję, że przynajmniej temat zostanie w końcu wyparty przez ważniejsze zagadnienia.

    Pozdrowienia.

  21. Jacobsky
    Czasy sie zmieniaja ale, nadal pozostaje problem gdzie biegnie granica poza ktora czlowiek (?), obywatel (?) ma praw do oporu. Moze ma obowiazek oporu?
    Granica poza ktora wladze mozna okreslic jako tyrana. Co wolno? Co ma sie obowiazek przeciwko tyranowi uczynic?
    Czy wolno wymuszac na innych postawy opozycyjne?
    Itd itp.

  22. dana1,

    jedynie wojna wymusza na wszystkich “postawy opozycyjne”, czyli aktywny, prawem usankcjonowany udział w wysiłkach mających na celu obronę oraz odzyskanie niepodleglosci.

    Stan wojny, jeśli zakończony kapitulacja zdejmuje z obywateli przegranego państwa obowiązek aktywnego uczestnictwa w dalszej walce, w działaniach opozycji, itp. Wymuszanie postaw opozycyjnych jest więc nadużyciem ze strony wymuszajacych.

    Myślę, że każdy jest opozycjonista na miarę swego charakteru, odwagi, konfliktów wewnętrznych, itp. I dlatego po ustaniu sytuacji wymuszającej istnienie opozycji ważne jest uhonorowanie tych, którzy aktywnie działali i ryzykowali, ale bez ostracyzmu wobec tych, którzy bierniej przyjmowali swój los.

    Co zrobić z kolaborantami ?

    Nie wiem. Ocenić indywidualnie zakres wyrządzonych szkód i wyciągać konsekwencje najpierw wobec zachowań kryminalnych, ale być ostrożnym w ocenach moralnych ?

    Trudna sprawa….
    Pozdrowienia

  23. Jacobsky!
    Ja się nie kłócę. Podrzuć mi tematy tych “ważniejszych spraw”.

  24. Prawo to jedna sprawa, moralność (potocznie) to sprawa inna. Czy człowiek ma obowiązek bronic tyranii?
    Szerzej, czy człowiek nie łamie zasad moralnych słuchając złego prawa?
    W jakim momencie słusznym jest napaść na statek z herbatą? Kiedy jest słusznym rozpędzić demonstrację rozwścieczonych tkaczy nie z powodu prawa czy instrukcji a w imię ładu?
    Oczywiście że to jest trudne, ale nie jest nieaktualne.

  25. W Nowoczesności to rozstanie i rozdźwięk miedzy prawem suwerena i prawem moralnym ujawnił się
    w okopach I wojny, II wojna doprowadziła do rozwodu. Pozostaje pytanie jak dalej? Oczywiście, że nie wszędzie i zawsze występuje ono w formie ostrej. Myślę, że tego pytania lekceważyć nie WOLNO :(
    I tak mamy szczęście, że jesteśmy z kręgu kultury zachodnio – europejskiej, w której jeszcze w Średniowieczu zaszło coś autorytet władzy oddzieliło od autorytetu moralnego. W innych kręgach kulturowych jest z tym trochę trudniej.
    Ale to już inna historia. Może to wylezie przy innej Torlinowej okazji

  26. Orlinie,

    Ja też się nie kłóce. To przecież Twój blog, a więc nie mi dyktować, o czym piszesz na nim. Wyraziłem moja prywatna opinie nie tyle o samym temacie, ile o doborze przykładów z historii, i o epoce historycznej jako takiej.

    Poruszony przez Ciebie temat jest i zawsze będzie aktualny, i jako tło dyskusji zawsze będzie on żył własnym życiem. Jednak dyskusja o postawach z XIX-go wieku jako przyczynek do podtrzymania aktualności tej tematyki już mnie przerast. Dylemat ujęty we wpisie Quake’a to dobry temat na wypracowanie z liceum. I nie dlatego, że dylemat się zdezaktualizował, ale dlatego, że kontekst, postacie oraz postawiony wybór (romantyk czy pozytywista) po prostu nieznośnie tracają myszką i szkolniactwiem. Takie jest moje zdanie, szczególnie ze XIX wiek w polskim wydaniu to nie jest epoka, która rajcuje mnie najbardziej.

    Spory na temat Fałata czy XIX-wiecznych polskich arystokratów w służbie państw zaborczych to dobry temat dla witryn dyskusyjnych prawicy, takich jak prawica.net, gdzie prawdziwi patrioci udowadniają zaprzaństwo jednych, patriotyzm drugich, ale wszystko to kręci się dokoła postaci i kontekstów już dawno nieistniejących.

    Dziś Polska i Polacy mają zupełnie inne wyzwania, którymi muszą sprostać. Osobiście pragnę gorąco, żeby dylemat postaw Polaków wobec tyranii, niewoli czy okupanta stał się raz na zawsze dyskusja akademicka, i żeby został “wypłukany” z kanonu polskiej świadomości zbiorowej.

    Cenie sobie fakt, że urodziłem się w epoce, która oszczędziła mi konieczności dokonywania dramatycznych wyborów. Nie uważam PRL-u jako czegoś, co doświadczyło mnie do głębi, aczkolwiek przypominam sobie niektórych romantyków, którym po stanie wojennym odbiło do cna i żądali nie tylko od siebie, ale i od swego otoczenia niezłomności, gotowości, itp ponad zwykły, poczciwy, bierny opór. Chwała im za to pierwsze, ale właśnie druga część ich postawy pełną była referencji do zaborów i sytuacji z tamtej epoki, kultywując ten toksyczny romantyzm polski, i przeszczepiając go z tkanki historycznej na tkankę, gdy tymczasem sytuacja wcale nie wymagała tak drastycznego podejścia do zagadnienia. Moje prywatne wybory było dużo mniej dramatyczne, bo taka była moja prywatna ocena sytuacji, tak więc nie wiele miałem wspólnego z walecznymi z tamtych lat.

    Jak widać, nie wiele mam również wspólnego z romantykami, czy to polskimi, czy quebeckimi, bo tego typu romantyzm jest dla mnie zjawiskiem toksycznym, nie produkującym nic dobrego jeśli nadużywany przy każdej okazji. Uważam, że lepiej zostawić sobie romantyzm na naprawdę ciężkie przypadłości historyczne.

    Przede wszystkim z uwagi na katastrofalne skutki uboczne i na spustoszenia w świadomości, jakich romantyzm dokonuje.

    Pisz o czym chcesz, Torlinie. Mam nadzieję, że nie zabronisz mi jednak komentować na swój sposób Twoich tekstów.

    Pozdrowienia.

  27. Torlinie,

    sorry, ale polonizator przekręcił Twoj nick, co przeoczyłem.

  28. Ja na maturze pisałem, czy dzisiejsze czasy bardziej wymagają romantyków, czy ‘pozytywistów’. Stawiałem na pozytywistów (uważam, że każde czasy ich wymagają ;) choć rzeczywiście mieliśmy akurat skręt na organizowanie biznesu dla dobra kraju ;) ). Co poniekąd potwierdza tezę o szkolności, ale niestety, oba wzorce są u nas wciąż żywe…

  29. ja od tych tematów też staram się być trochę z boku …. jestem z pokolenia, które czynnie doświadczyło okres solidarnościowy …. przeżyłam osobiście te wszystkie rozterki i mam podobne zdanie w tej sprawie jak Jacobsky … niebezpiecznych romantyków było wielu a pragmatycy byli czasami bezmyślnie nazywani zdrajcami …

    jedno mogę powiedzieć, że warto było być po tej właściwej stronie i mieć dobry zyciorys (mimo przykrych przeżyć) tylko po to by moje dzieci miały dobry kręgosłup moralny …. dziś na szczęście nie muszą niczego udowadniać i mogą uczciwie cieszyć się z życia …

  30. ho ho Torlinie przekroczyłeś 50 tys “zaglądaczy” … gratulacje, blog się robi popularny … :)

  31. Jolinku!
    Dzięki!
    Jacobsky!
    Nie chcę u siebie w blogu współczesnych kłótni politycznych, to tylko bąknę, że cały współczesny konflikt w Polsce jest właśnie między romantykami a pragmatykami.

  32. Torlinie,

    moim zdaniem nadeszła pora, zeby linia podziału przebiegała gdzieś indziej niż między “romantykami” i “pragmatykami”. To po prostu archaiczny podział.

    Pozdrawiam

    PS. Po co się kłócić ? Wystarczy spierać się, mieć różnorodne opinie. W tym cała przyjemność…

  33. To nie sztuka zabic kruka ale sztuka bardzo świeża goła d… siąść na jeża.

    A nam sie udalo. Nam, to znaczy Polakom. Udala nam sie sztuka zrobienia z pragmatyka glownego romantyka, co prawda przy jego pomocy ale zawsze.
    Mickiewicz byl romantykiem jako pisarz. Byl “romantykiem” w pogladach na poznanie, byl przeciwnikiem poznego oswiecenia.
    Ale czy byl romantykiem politycznym?

    Mlody Mickiewicz to pozytywista , gdyby uzycie tego slowa w kontekscie pierwszej polowy XIX wieku nie bylo anachronizmem. Pozytywista bo “pozytywistyczny” charakter mialy organizacje za ktore poszedl siedziec.
    Ze tajne? ;)
    Tajne bo moda na masonerie i jej nasladowcow. Cele i formy dzialania pozytywistyczne.

    Konrad Walenrod to biblia pragmatyzmu, do dzis naduzywana do obrzydzenia.
    Nie romanse z wielkopolankami powstrzymaly go od udzialu w powstaniu. Nie wierzyl w jego sukces ale presja spoleczna, oczekiwania. Wyszlo jak wyszlo.
    A potem. Nie kopie sie przegranych!!!
    Zreszta zbyt wiele chwaly powstania nie ma u niego. Jest za to dramat mlodych “pozytywistow” na ktorych napadla tyrania- Dziady.
    Towianizm? To przecierz ideologia przeciwna walce zbrojnej i przemocy.
    Modlitwy za cara. Doskonalenie duchowe i moralne droga do wyzwolenia.
    Tak, w ostatnim okresie zycia popadl w romantyzm. Moim zdaniem byl to gest rozpaczy przegranego pragmatyka. Na przemyslowca czy kupca sie nie nadawal.
    Wspolnym wysilkiem pokolen ulepilismy go na politycznego romantyka.

  34. [...] Original post by torlin [...]


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie