
Polska ambasada w Baku (zdjęcie).
Nawarstwiło się w ostatnim okresie trochę spraw dotyczących polskich placówek za granicą. I to w różnych miejscach na świecie. Nie chciałbym tych w końcu ważnych spraw pozostawiać bez komentarza, ale proszę swych interlokutorów o wyrozumiałość, do wielu rzeczy sięgam pamięcią, a ona bywa zawodna (niezawodna demencja starcza – o czym to ja pisałem?). Polska praktyka w tym względzie jest wspaniałym pokazem wachlarza możliwości, od udowadniania, że jesteśmy supermocarstwem, po kompletną kompromitację. Na początek Stany Zjednoczone, tam mamy (mieliśmy) podwójny problem: sam budynek ambasady i dom na rezydencję dla naszego ambasadora.
Jeżeli chodzi o rezydencję ambasadora w Stanach Zjednoczonych, to jestem całkowicie za Radkiem Sikorskim, Polska na kupnie budynku zrobiła dobry interes. „Polski MSZ kupił w Waszyngtonie elegancką rezydencję dla ambasadora. Jadąc do pracy, nowa sekretarz stanu USA Hillary Clinton będzie mijać polską flagę.

3041 Whitehaven Street to – jak przekonuje rzecznik MSZ Piotr Paszkowski – adres wprost wymarzony. Dwa domy dalej znajduje się stołeczna rezydencja byłego prezydenta Billa Clintona i (…) sekretarz stanu Hilary Clinton. Niedaleko jest też rezydencja wiceprezydenta USA, a także ambasady Wielkiej Brytanii, Danii i kilku innych krajów. Transakcję sfinalizowano pod koniec listopada. Dom kosztował polskiego podatnika 9 mln 550 tys. dol. To sporo, ale dom został wystawiony za 10 mln dol., a porównywalne oferty konkurencyjne były jeszcze droższe. MSZ jest przekonany, że dom kupiono w najlepszym momencie, bo z powodu kryzysu ceny domów w USA spadły średnio o 16 proc. Whitehaven Street leży w tzw. waszyngtońskim centrum ambasad, blisko jednej z głównych arterii stolicy. Co ważniejsze – ma miejsce na parking i ogród, w którym będzie można urządzać ważne dla prowadzenia dyplomacji przyjęcia ogrodowe. Słabością obecnej rezydencji jest właśnie brak parkingu oraz niezbyt korzystnie położony – na ostrym stoku – ogród.
Posiadłość przy Whitehaven Street to ceglany, trzypiętrowy dom z poddaszem o powierzchni 875 m kw. Jest także basen i mała szklarnia. Wybudowany w 1927 r. przez znanego kolekcjonera sztuki i filantropa Paula Mellona w charakterystycznym dla Waszyngtonu stylu gregoriańskim. Ma dziesięć pokoi, salę balową, siedem łazienek i stylową bibliotekę. Na wyższe kondygnacje można dostać się windą. Ambasador będzie mógł przyjmować gości także na tarasie zbudowanym z tych samych materiałów, które wykorzystano do budowy tarasu w Ogrodzie Różanym w Białym Domu. MSZ kupił dom od Nicholasa Brady’ego, sekretarza skarbu w administracji George’a Busha seniora. Brady kupił dom w 1995 r. za 3,8 mln dol.”.
Nasz problem z ambasadą polską w Waszyngtonie polega na tym, że MSZ od wielu lat zastanawia się nad kupnem lub budową nowej ambasady w USA. Ta obecna, pochodząca jeszcze sprzed wojny, jest za mała. Polscy dyplomaci są rozrzuceni po mieście – oddzielnie działają konsulat i ataszat wojskowy, biuro radcy handlowego, sama ambasada. Tylko cały dowcip polega na tym, że Polska jest właścicielką wspaniałego terenu przy ulicy Tilden (jak chcecie zobaczyć mapę Waszyngtonu – to tu, po kliknięciu na zdjęcie można ją zobaczyć) i mogłaby zbudować cały kompleks, obejmujący wszystkie departamenty ambasady, to znaczy ambasadę polityczną i attachaty wojskowy i ekonomiczny.
Ale z tym budowaniem to Polsce nie wychodzi. W Berlinie trudno wymarzyć sobie lepszą lokalizację na polską placówkę, z budynku Unter den Linden 74 w kilka minut dotrzeć można na piechotę do Bramy Brandenburskiej. W pobliżu znajdują się ambasady najważniejszych mocarstw – Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji i USA, a także przedstawicielstwo UE, codziennie przechodzą tą drogą tysiące turystów z całego świata, urzędnicy licznych ministerstw, posłowie Bundestagu, ich goście. O historii naszych poczynań poczytajcie sobie tu. Wydawało się, że jak do władzy dojdzie Radek Sikorski, to sprawa ruszy z kopyta. Tymczasem nasz minister zaczął się kopać z koniem, na jego zdanie, że „polska ambasada będzie przykładem polskiej myśli architektonicznej” władze Berlina szybko odpowiedziały, że „nie życzą sobie w centrum architektonicznej ekstrawagancji” i przypominają, że „lokalny plan zagospodarowania przestrzennego dokładnie określa wysokość, kształt dachu, a nawet rozkład okien”. (Och, jak mi się marzy, aby warszawskie władze samorządowe narzucił taki reżim!!!~).
Od wzniosłości do upadku. Od rezydencji ambasadora w Waszyngtonie do budynku przy Unter der Linden. Od przepięknego budynku do pięknie odrestaurowanej alei Unter der Linden z jedną koszmarną dziurą, tam, gdzie powinna być polska ambasada. I raptem ta Polska zwariowała. W okresie świątecznym na fasadzie zrujnowanego pałacu wisiał baner z życzeniami świątecznymi, a na wiosnę pojawią się plansze przypominające 20. rocznicę 1989 roku z wielkim napisem „Zaczęło się w Gdańsku”. A jak pomyślę, że za rok tak będzie propagowany Międzynarodowy Rok Szopenowski, a za dwa lata polska prezydencja w Unii. Co tu z tym zrobić?
Dobrze, że skończyła się awantura prasowa w sprawie polskiej ambasady w Moskwie. Jeszcze w styczniu Newsweek pisał: „strona rosyjska coraz głośniej zaczęła mówić o zakończeniu dzierżawy stojącego w centrum Moskwy budynku ambasady RP. Polska miałaby przenieść placówkę do mniej prestiżowej dzielnicy:. Ale na szczęście w numerze z 1.II. 2009 r. Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ pisze: „budynek i działka posiadane przez Ambasadę RP w Moskwie zostały przekazane Polsce na zasadzie bezterminowego i bezpłatnego użytkowania”. Ale czy to oznacza, że nie jesteśmy właścicielami tej działki? Ot – ciekawostka przyrodnicza!

Pięknie rozwiązano problem polskiej placówki w Wilnie. Jak pisze “Tygodnik Wileńszczyzny”: „Nabyty dla nowej siedziby ambasady budynek przy ulicy Świętojańskiej 3, tuż obok kościoła św. Jana, w XVI w. należał do rodziny Wołłowiczów. Zaś od 1628 r. do drugiej połowy XVIII w. pałac był w rękach możnego rodu Paców, którzy przebudowali go na barokową rezydencję. W 1783 r. kupił go kanclerz litewski Aleksander Sapieha i przebudował w stylu klasycystycznym. Po II wojnie światowej mieściły się tu urzędy telefoniczne i telegraficzne. Dwukondygnacyjny, o ogólnej powierzchni 2500 m kw. gmach posiada salę reprezentacyjną wielkości 300 m kw. i obszerny dziedziniec wewnętrzny. Pod jego dachem wkrótce rozlokują się ambasada i konsulat generalny RP oraz Instytut Polski w Wilnie. Po przeprowadzce pomieszczenia ambasady przy ul. Smelio zostaną przekazane dla Filii Uniwersytetu w Białymstoku”. Wołłowiczowie, Pacowie, Sapiehowie – kawał polskiej historii.
Od wzniosłości do śmieszności. Oto cała Polska, cała ona.
Fajna chatka w tym Baku
Przez: Hoko w 05/02/2009
o 16:56
Nie, żebym się czepiał, ale w dobie możliwej szybkiej łączności televideomailowej ambasady mają mniejsze znaczenie. Funkcjonują właściwie dlatego, że każda władza lubi od czasu do czasu opieprzyć żywego człowieka osobiście
Przez: zeen w 05/02/2009
o 17:07
@Torlin: dobrze, że nie dałeś fotki naszej ambasady w Moskwie – mogłaby się przyśnić w nocy
@zeen:
Przez: Quake w 05/02/2009
o 19:10
nie znam historii polskich ambasad tu czy tam
ale w berlinie powinna stac tutaj
http://maps.google.de/maps?hl=de&tab=wl
z braku pieniedzy(?)stoi tylko ruina budynku
1a berlinski adres
serce berlina
wstyd
pozdrowienia
Przez: rysberlin w 05/02/2009
o 21:20
google adres,
unten der linden 62 berlin
http://maps.google.de/maps?hl=de&tab=wl
Przez: rysberlin w 05/02/2009
o 21:24
cos zle robie
do szkoly wracam
przepraszam
Przez: rysberlin w 05/02/2009
o 21:25
Hoko!
I potrafimy mieć cuś ładnego.
Zeenie!
Wbrew pozorom ambasady są potrzebne, przede wszystkim na działania nieformalne, rozmowy przygotowawcze, pilnowanie naszego interesu. Ale również ze względów prestiżowych. I dlatego uważam decyzję Tuska o likwidacji ambasady w Ułan Bator za wysoce niefortunną.
Quake’u!
Nie miałem zamiaru
Chciałem dać zdjęcie ruiny ambasady polskiej w Berlinie, ale mam tylko zdjęcie papierowe, a mój skaner nie działa.
Rysberlinie!
Nie da się skopiować adresu, ja napisałem w Google Maps “Unter der Linden Berlin” i mi wyszło.
Przez: Torlin w 05/02/2009
o 23:44
Wart pałac Paca, a Pac pałaca
Obawiam się, że w związku z kryzysem i cięciami budżetowymi (które z pewnościa nie ominą MSZ-u) nic sie niestety w sprawie Berlina nie ruszy, a jeszcze grożą nam cięcia w Ameryce Południowej, Afryce i na Dalekim Wschodzie
pozdrawiam
Geograf
Przez: Geograf w 06/02/2009
o 09:52
Drogi Geografie!
To nie o ten pałac chodzi, w przysłowiu chodziło o pałac w Dowspudzie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dowspuda
Przez: Torlin w 06/02/2009
o 11:49
Hm, ciekawa historia z tym pałacem. Ten zachowany fragment, gdyby go wyjąć z otoczenia, mógłby śmiało stać gdzieś na przedmieśiach Bombaju
Przez: Geograf w 06/02/2009
o 13:59
http://maps.google.de/maps?f=q&source=s_q&hl=de&geocode=&q=berlin+unter+der+linden+62&sll=51.151786,10.415039&sspn=20.919278,57.128906&ie=UTF8&t=h&z=16
Przez: rysberlin w 06/02/2009
o 20:39
Torlinie,przepraszam za wczorajszy chaos i literowki
postaram sie poprawic
Przez: rysberlin w 06/02/2009
o 20:43