Napisane przez: torlin | 01/08/2011

Gry i zabawy ludu polskiego

Zdjęcie STĄD

I znowu (jaki ja jestem beznadziejny) wspomagać się będę dwoma artykułami z Gazety Wyborczej, a temat jest jak najbardziej na czasie – wakacje, urlopy, spędzanie wolnego czasu. Trochę angielskich nazw (Tes Teq będzie zachwycony, nareszcie jest normalnie ;)), trochę marzeń, trochę zdziwień. Jak to u mnie.

Pierwszy mimo wszystko mnie zaszokował, jak pomyślę o swojej pracy. Coś takiego u mnie nie byłoby możliwe. Artykuł nosi tytuł „Rozszyfrować sabbatical”, napisany został przez Bartosza Sendrowicza i w całości (niedużej) jest do przeczytania TU. Ja daję podstawowe fragmenty:

„Który pracownik nie marzy o tym, by na pewnym etapie kariery rzucić wszystko i udać się np. w wymarzoną podróż dookoła świata? Okazję do zrealizowania takich planów daje sabbatical – trwający od 3 do nawet 12 miesięcy urlop, traktowany jako mechanizm obronny przed wypaleniem zawodowym. Ojczyzną tego typu urlopów są Stany Zjednoczone. Dziś już co piąty amerykański pracodawca oferuje długi, często płatny sabbatical. – Z założenia przerwa ta ma przynieść korzyści także firmie – mówi Marta Nowicka, trener międzykulturowy i sabbatical coach z firmy Global Competence. Tłumaczy, że od osób, które wróciły z sabbaticali pracodawcy oczekują zwiększonej motywacji i wykorzystania świeżo zdobytych doświadczeń w pracy.

W naszym kraju firmy oferujące ten rodzaj odpoczynku można policzyć niemal na palcach jednej ręki. Na ogół są to oddziały zagranicznych potentatów. Sabbatical to bowiem produkt uszyty na miarę prężnych gospodarek kapitalistycznych, których ważnym ogniwem są gigantyczne korporacje. Dlatego na polskim rynku pracy, zdominowanym przez małe i średnie przedsiębiorstwa, dostęp do tego rodzaju urlopów jest ciągle mały. Szansą na upowszechnienie sabbaticali w Polsce jest zmieniające się nastawienie do pracy oraz większe oczekiwania młodych pracowników dążących do równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Zdaniem Nowickiej, urlopy typu sabbatical to również jeden z aspektów podnoszących konkurencyjność danego pracodawcy”.

Moja praca i tak jest idealna, bo każe wziąć cały przysługujący urlop. Pamiętam, jak pracowałem w MŚP, to z tym były zawsze problemy: „Dwa tygodnie to świat i ludzie, nie dam panu więcej urlopu”. A tu 12-miesięczny płatny urlop w sabbaticalu. Czuję się wypalony. TU link do opisu angielskiej Wikipedii, bo w polskiej jeszcze nie ma takiego hasła.

Drugą zabawą jest geocaching, ta zabawa jest w Polsce coraz popularniejsza, przeczytać o niej można albo w artykule Gazety Wyborczej Moniki Witkowskiej „Nowocześni poszukiwacze skarbów” (w Internecie nie znalazłem tego artykułu, w zastępstwie daję link do blogu Moniki z  wpisem pt. „Poszukiwanie skarbów z GPSem” – TU) lub w polskiej Wiki (TU). Oto najcelniejsze fragmenty:
Idea geocachingu zdobywa coraz więcej fanów. To rodzaj gry na wolnym powietrzu, będącej połączeniem zabawy w szukanie skarbów i zawodów na orientację. Świetny pomysł na wakacje, na weekend albo nawet – przerwę w pracy

W geocaching (czytaj: geokeszing) bawić się można niezależnie od wieku i kondycji (niepełnosprawni również mają pole do popisu). Polskie tłumaczenie to „szukanie skarbów”, a choć według niektórych brzmi to nieco infantylnie, w pełni oddaje sens zabawy. Wizerunek geocachingowca dobrze charakteryzuje przesłanie twórców portalu Geocaching Polska, którzy o swojej stronie piszą: „Dedykujemy ją osobom otwartym, życzliwym, ciekawym świata i lubiącym aktywnie spędzać wolny czas”. Fakt, bawiąc się w geocaching przebywamy na świeżym powietrzu, dowiadujemy się ciekawych informacji, poznajemy miejsca  o których nie wyczytamy w przewodnikach. Początki geocachingu to rok 2000, kiedy Amerykanie odkodowali wysyłane przez satelitę sygnały, przez co każdy śmiertelnik mógł odczytać przekazywane na odbiornik GPS współrzędne.

Zasady są proste. W komputerze, na specjalnych stronach poświęconych geocaschingowi, wybieramy sobie skarb (w polskim żargonie: kesz) który chcemy odszukać, po czym notujemy jego opis oraz współrzędne geograficzne albo – lepiej – w prosty sposób wgrywamy te dane na GPSa. Na tym kończy się wirtualna część zabawy. Następny etap wymaga poszukiwań rzeczywistych, w terenie. Skarb to ukryty w ziemi, w dziupli drzewa, w załomie skały, albo gdzie się tylko da, szczelny pojemnik, do którego dołączony jest tak zwany log book, gdzie wpisują się szczęśliwi znaleźcy (dodatkowo mogą oni potem wpisać swoje wrażenia w internetowym opisie skrzynki). Wielkość pojemnika może być dowolna – czasem jest on naprawdę miniaturowy, czasem ma postać wielkiej skrzyni. Zwykle w keszu są jakieś upominki (maskotki, drobne zabawki), które można zabrać, zostawiając w zamian coś swojego, podobnej wartości. Wyjątkiem są kesze wędrujące (tak zwane travel bug`i czy geo-krety), to jest drobiazgi, których przywłaszczać nie można. Zabiera się jedynie po to, by przenieść do innego miejsca, odnotowując ten fakt w stosownym miejscu w Internecie (można dzięki temu śledzić podróż takiego przedmiotu, niekiedy po całym świecie). Liczy się uczciwość i kultura, nikt nikogo bowiem nie kontroluje, ale żeby zabawa miała sens, ważne jest przestrzeganie ustalonego kodeksu, opisanego na portalach geocachingowych . Na wszelki wypadek lepiej nie afiszować się z szukaniem czy ukrywaniem skrzynek – aby ustrzec je przed pospolitymi wandalami, o ich istnieniu wiedzą zwykle tylko osoby zaangażowane w poszukiwania.

Więcej można przeczytać w linkach przeze mnie podanych. Naprawdę, nasza rzeczywistość coraz bardziej mi się podoba.


Responses

  1. O sabbatical usłyszałem jakiś czas temu. Znajomy ksiądz ze Stanów się na taki urlop wybiera. Teraz dzięki Tobie wiem, jak przełożyć na nasze ideę tego urlopu. Dziękuję :)

    O geocachingu słyszę po raz pierwszy. Jednakże amerykańskie dzieci od dawien dawna bawią się w coś, co oparte jest na podobnych zasadach jak te, które opisałeś… SCAVENGER HUNT albo TREASURE HUNT, czyli właśnie POSZUKIWANIE SKARBÓW.
    Najstarsi w rodzinie ukrywają jakąś drobnostkę gdzieś w domu albo ogrodzie i zostawiają młodszym poszukiwaczom na samoprzylepnych karteczkach wskazówki stopniowo prowadzące do tego ukrytego „skarbu”. Zawsze jest przy tym dużo śmiechu i zdrowej rywalizacji…

    Pozdrawiam!

  2. Po pierwsze w USA nikt nawet nie marzy o 26 dniach urlopu (5 tygodni i 1 dzień), o nadgodzinach i innych tego typu wybrykach.

    Po drugie odnoszę wrażenie, że nie każdy ma prawo do 12-miesięcznego urlopu – są to raczej przedstawiciele kasty wybitnych pracowników, których można określić mianem „niezastąpionych filarów biznesu” – oni mogą żądać i będzie im dane.

    Wniosek: należy zostać „niezastąpionym filarem biznesu” :!:

  3. Celtusie!
    Też słyszałem o takiej zabawie. Pzdr
    Tes Tequ!
    No ja tak przypuszczam, że wszyscy nie dostaliby takiego urlopu. W Polsce wystarczyłoby przypilnować, aby prywatni drobni przedsiębiorcy dawali urlopu tyle, ile się należy. Pzdr.

  4. W Niemczech, jakiś czas temu, przysługiwały w niektórych zawodach roczne urlopy płatne. Nie wiem czy utrzymał się ten przywilej. W każdym razie mój znajomu pracujący w psychicznie wyczerpującej robocie w pomocy społecznej skorzystał z tego dobrodziejstwa. Wybrał się w wyprawę przez całą Azję Centralną. Z Mongolii odbił do Australii, potem wrocił znów do Mongolii i w końcu dotarł do Chin. Tam mu się spodobało i został. Ma jakieś knajpy i chyba jest szczęśliwy. Tak więc taki urlop pozwala uporządkowac sobie życie.
    Z tego co czytałem propozycja takich urlopów, którą złożył rząd przyjęta została sceptycznie przez pracowników. Po porostu obawiają się, że po roku nie mieliby gdzie wrócić. A nie każdy jak mój znajomy ma ochotę szukać szczęścia gdzieś w świecie.

  5. Taki urlop u nas mają nauczyciele. To się zwie „roczny płatny urlop dla poratowania zdrowia”. Ja niestety takiego przywileju nie miałam. W ogóle nie miałam jakiegokolwiek przywileju w całym okresie pracy a nawet wprost przeciwnie. Odpracowywałam za matki na urlopach macierzyńskich, albo też za ich bardzo częste „chorobowe”, kiedy dzieci już podrosły.
    Jakby to było pięknie dostać jakieś pieniądze, pozwalające zwiedzić kawał albo choć kawałeczek świata :(
    No ale praca głupich lubi – co jako mądrość ludową polecam Torlinowi :D
    A wczorajszy koncert BARDZO UDANY!

  6. Nelu!
    Fascynuje Cię widzę od lat muzyka żydowska – mnie nie bardzo – jeszcze muzyka klezmerska ujdzie w tłoku.
    Kartku!
    Zostałbym gdzieś. Pod warunkiem, żebym się zakochał.

  7. „Już lato swym kwiatom motylki śle…
    Torlin! Torlin! Torlin!… zakochaj się” ;)

    A co do muzyki… ta i cóż ty zrobisz, kiedy to taki muzykalny naród :lol:

  8. Torlinie, pisałeś kiedyś o pustyni błędowskiej – ciekawe uzupełnienie

    http://naukowy.blog.polityka.pl/2011/08/01/na-lonie-natury-nieco-zrenaturyzowanej/

  9. Przypomniały mi się nasze „podchody” z dzieciństwa…
    (zwane niekiedy „strzałkami” :) )

  10. Nelu!
    Chciałbym, ale jakoś nie wychodzi. Może się za zbyt młodymi rozglądam? ;)
    Kartko!
    Strasznie Ci dziękuję za link, o tym pisałem tu

    http://torlin.wordpress.com/2011/05/23/dylemat-ekologow-%E2%80%93-karczowanie-lasu-w-celu-ratowania-przyrody/

    I bardzo dobrze, że się zdecydowali.
    Logosie!
    Też się bawiłem. Wiesz, twierdzę, że brak harcerstwa (lub podobnych form aktywizacji młodzieży) jest tragiczny dla ich fizyczności, postrzegania przyrody czy więzi międzyludzkich. Ja Stany bardziej znam w filmów niż z autopsji (w życiu nie byłem), ale wydaje mi się, że tam tego rodzaju formy skautingu (oooooooooo! wyraz z -ing ;) są bardziej popularne.

  11. Torlin :D
    Oglądając się za taką młodziutką, pomyśl sobie, że ona zechce za rok – dwa mieć z tobą dzieci :lol:
    Do odważnych świat należy :!:


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: