Napisane przez: torlin | 02/12/2012

WF u parkourowca

z10634455X,Chrzescijanska-Akademia-Parkour-przy-parafii-pw--Matki

Zdjęcie STĄD (a inna rzecz – „Chrześcijańska szkoła parkouru” – świat się wali).

Wyjątkowo udany piątkowy numer „Gazety Wyborczej”, i świetne WSPOMNIENIA Tadeusza Sobolewskiego o Zygmuncie Kałużyńskim, o próbie zmuszenia Googla do płacenia za pokazywane fragmenty artykułów w prasie, duży felieton Waldemara Kuczyńskiego na stały temat, o ekstremistach z Kreuz.net, o fatalnej komunikacji pomiędzy klientami a firmami będącymi dostawcami usług (pamiętacie REWELACYJNY KABARET z Maciejem Stuhrem? „Po wysłuchaniu dzieł wszystkich Szopena…” :D), o DŹWIGACH w Gdańsku i ARTYKUŁ o nasiennictwie (GMO). Ale dla mnie najbardzo interesujące były dwa artykuły poświęcone polskiej szkole. Pierwszy to jest WYWIAD z Michaelem Gove, ministrem edukacji Wielkiej Brytanii, sam tytuł „Polska szkoła to drugi Cud nad Wisłą” pokazuje, że chwalą nas. Ale jeszcze bardziej zainteresował mnie DRUGI, zatytułowany „Uwielbiam się ruszać, ale WF-u nie znoszę”.

I coś w tym jest. Pamiętam, że ja też nie lubiłem WF-u, ciągle tęskniliśmy, aby zagrać w nogę, tymczasem nauczyciel zmuszał nas do zabawy piłką lekarską, ciągle były jakieś wymyki i skakanie przez kozła. Nawet jak wychodziliśmy na boisko, to wszelkie lekcje dotyczyły nie moich dyscyplin. Śmieję się, że współczesne problemy nastolatków z tą lekcją ja przerabiałem 45 lat temu. Jak był bieg, to na 60 metrów, ja tymczasem poza szkołą już od 15 roku życia biegałem przełaje na 3,5 kilometra, a później na 5. Tak krótki dystans jak 60 m nigdy nie był moją specjalnością, mam od dzieciństwa figurę długodystansowca i lubię robić coś długo i wytrwale. Od początku szkoły podstawowej chodziłem do Pałacu Młodzieży na treningi pływackie, były to jednak nie treningi zawodowe, a raczej amatorskie, specjalizowałem się tam w długich dystansach, nie pamiętam, czy to było 200 czy 400 metrów. I pewnego razu, jak dopiero co wyszedłem z wody po wyścigu w czasie mistrzostw Warszawy tej kategorii wiekowej, trener kazał mi wskoczyć do wody i wystartować na 25 metrów. „Trenerze” – mówię – „niech się Pan zlituje”. A on na to, żebym tylko dopłynął, bo drużynie potrzebny jest jeden punkt za sam start, a ten, co miał startować, niedomaga.

I dzisiaj gimnazjaliści piszą:

- nie znoszę rozgrzewki,

- nie cierpię rozbierać się wśród koleżanek,

- nie lubię faceta od WF-u, to jest faszysta,

- nie lubię być spocona i nie móc się po WF-ie wykąpać,

- boję się o swoje paznokcie.

A równocześnie wszelkie prywatne miejsca rozwijające ciało kwitną, są pełne młodzieży. Nie mówię tu o  już tradycyjnych rozwiązaniach jak klub fitness, w których jest mnóstwo ludzi, ale dzisiaj młodzież kręcą treningi parkouru, freerunu, a także skałki, żonglerka, szkoły walki, motocykle, bardzo wielu z młodych ludzi biega. Każdy powinien rozwijać się we własnym tempie. Jakie są gimnazja – wszyscy wiedzą, albo się domyślają. Młodzież jest nieprawdopodobnie okrutna, za małe piersi (lub za duże), niepotrzebna fałdka albo niemodne majtki mogą doprowadzić do okrutnych żartów, wyśmiewania i chęci poniżenia.

Może odpuścić WF młodym ludziom aktywnym na innym polu, niech rozwijają się według własnych poglądów i chęci. Ja wiem, że propozycja jest kontrowersyjna, jak to zbadać, czy chodzą; co z młodzieżą ze wsi i malutkich miasteczek. Ale coś z tym trzeba zrobić, Bo większość ucieknie na roczne lekarskie zwolnienie od ćwiczeń. Wspaniałym podsumowaniem tego, co ja myślę na ten temat, jest cytat z wypowiedzi Pani Aleksandry Niedzielskiej, Dyrektora Ośrodka Promocji Zdrowia i Sprawności Dziecka w Gdańsku: „Atrakcyjność lekcji bardzo wpływa na nastawienie uczniów. To pokolenie jest wymagające. Żeby ich zachęcić, potrzebne są nowe formy ćwiczeń, te z poprzedniej epoki nie wystarczą”. Święte słowa, Pani Dobrodziejko.


Responses

  1. Torlinie

    Wydaje mi się, że trochę inaczej znamy Polskę.

    Piszesz:

    „co z młodzieżą ze wsi i malutkich miasteczek.”

    Miesiące letnie od kilku lat spędzam w Polsce na letnisku. Często też w różnych porach roku odwiedzam Polskę wielkomiejską (Kraków, Warszawa, Poznań, Lublin). Mam wielu znajomych i coś tam wiem o ich życiu.

    Idzie Ci o możliwość wyboru zastępczych w stosunku do szkolnego wf zajęć. Taka możliwość jest. Niestety jest ona ograniczona tylko do alternatywnych zajęć sportowych.

    Otóż z mojej obserwacji wynika, że wśród „miasteczek i wsi” tak jak leży moje letnisko takich możliwości jest w brud. Ba, rodzicom mieszkającym w miasteczkach i na wsiach łatwiej niż tym wielkomiejskim transportować dzieci na te zajęcia. Nie ma koszmarnych korków, nie ma przepychanki przez tłum pojazdów, nie ma kłopotów z parkingiem. Nie tylko zresztą o zajęcia sportowe idzie. To mogą być i są popularne zajęcia artystyczne, to są języki, a nawet (kuriozum) zabawy w magików.

    Uprzedzając argument, że to dla tych zamożnych odpowiadam, że pewna zamożność jest w tej sprawie potrzebna i w większych miastach.
    Moja obserwacja nie jest ograniczona do jednego regionu, do miasteczek, wsi i kurortów południowego pasa Galicji. To samo mogę powiedzieć o prowincjonalnym Mazowszu od Ostrów Maz. do Garwolina, to samo mogę powiedzieć o Wielkopolsce.

    Ta Polska prowincja daje ostatnio o wiele lepszą, jakość życia. Za nic nie żałuję wyzbycia się Polski wielkomiejskiej.

    Torlinie rozejrzyj się za jakąś Warką albo łowicką okolicą. A może Limanowa czy Ustrzyki Dolne?

  2. „Atrakcyjność lekcji bardzo wpływa na nastawienie uczniów. To pokolenie jest wymagające. Żeby ich zachęcić, potrzebne są nowe formy ćwiczeń, te z poprzedniej epoki nie wystarczą”. Święte słowa, Pani Dobrodziejko.

    Co racja, to racja, ale w pewnym sensie Pani Dobrodziejka stwierdza, że dzisiejsze pokolenie jest gorsze od nas, że młodym ludziom trzeba smarować tyłki miodem, żeby zaczęli coś robić. Ja myślę, że wystarczyłoby nie przeszkadzać.

  3. dana 1 pisze: rodzicom mieszkającym w miasteczkach i na wsiach łatwiej niż tym wielkomiejskim transportować dzieci na te zajęcia. Nie ma koszmarnych korków, nie ma przepychanki przez tłum pojazdów, nie ma kłopotów z parkingiem.

    Dziwne… Mieszkam w Warszawie i w zasięgu półgodzinnego spaceru/ dojazdu komunikacją miejską mam dwa baseny, dwa stadiony, korty tenisowe, hale sportowe, ogólnodostępne boiska szkolne i sale gimnastyczne, profesjonalną szkołę judo, siłownię i inne obiekty. Ludziom naprawdę poprzewracało się w głowach z tym samochodowym dowożeniem małych królewiąt.

  4. Zgoda TesTeq

    Nie trzeba koniecznie dowozić. W „mojej okolicy” do dwu basenów lezących w przeciwnych kierunkach dojazd komunikacją trwa ½ z częstotliwością, od co 30 min do godziny. To samo, jeśli idzie o inne zajęcia. Ale np. na zajęcia muzyczne to kilometr marszu.

    Gorzej z komunikacją jest późnym wieczorem. Wtedy trzeba królewięta odbierać po zajęciach, aby długo nie czekały na przystankach. Często zdarza mi się to robić w zastępstwie ich rodziców. Działają tam aktywnie spółki dojazdowe, w których rodzice kolejno wożą dzieci swoje i znajomych.

  5. Edwarze! Tes Tequ!
    Coś mi się psuje zdjęcie, ale ponieważ Łotrpress znowu coś wymyślił nowego właśnie w sprawie wstawiania zdjęć, to pewnikiem są jakieś ich kłopoty. Ale wracając do naszych wilczków:
    1. Mało znam Edwarze małe miasteczka i wsie, i dlatego tak powiedziałem (napisałem). Być może masz rację.
    2. Piszesz: „Ta Polska prowincja daje ostatnio o wiele lepszą, jakość życia. Za nic nie żałuję wyzbycia się Polski wielkomiejskiej”. W sumie tak jakbyś pisał o mnie, bo ja mam dwa w jednym, mieszkam na wsi w mieście.
    3. Piszesz Tes Tequ: „dzisiejsze pokolenie jest gorsze od nas, że młodym ludziom trzeba smarować tyłki miodem, żeby zaczęli coś robić”. Ale nie w tym problem. Mnie (i autorowi artykułu) chodziło o to, że ludzie mający inklinacje sportowe niepotrzebnie są wplątywani w rygor pruski ćwiczeń dla nich bez znaczenia. Tak jak ja w życiu nie potrafiłem zrobić wymyku, a stopień był za kozioł, wymyk i 60 metrów. Oni powinni trenować swoje i za to dostawać stopnie.
    4. Tak, trzeba smarować, aby ich tym zainteresować. Z niewolnika nie ma ucznia. Jeżeli chcemy, aby młodzież nie uciekała w zwolnienia z WF-u i nie tyła przed komputerem (telewizorem), musimy wzbudzić chęć bycia aktywnym. Boję się Tes Tequ, że jesteś przykładem dosyć pokaźnej ilości Polaków, którzy uważają, że jak oni czegoś nie potrzebują, to jest to do niczego niepotrzebne.
    5. Wieczorem sam woziłem (i rozwoziłem) – dla mnie podstawową sprawą było bezpieczeństwo „moich małych królewiąt”. A inna sprawa, że ze sportem nic nie mają wspólnego, to tylko dziadziuś cały czas w górach i w lesie.

  6. Rozgrzewka jest ważna.
    Ja bym Cię chętnie poparł — też nie lubiłem tego, że wszyscy byliśmy zrównywani do tego samego, choć sympatie sportowe były równe.
    Idealny system uwzględniałby możliwość wyboru grupy — a grupa uprawiałaby sport/aktywność ruchową*, z uwzględnieniem właściwej rozgrzewki, czy dodatkowego budowania mięśni,
    Tyle, że taki ideał jest drogi. Szkoły i bez tego mają problemy finansowe, a jeśli chodzi o WF także związane z infrastrukturą (sale, wyposażenie, kompetentni nauczyciele, itp.) — nie liczę, by to się dało przeprowadzić.


    *) Częściowo piszę to w reakcji na spotkaną grupę taneczną. Ludzie zaczynali od ‚potańczenia sobie’, a teraz regularnie uprawia ćwiczenia siłowe (nie licząc rozgrzewki, ćwiczeń rytmicznych, itp.). Dlaczego nie?

    PS.
    Piszecie o Warszawie. Ja też mam nieźle (w pół godziny osiągam: dwa stadiony piłkarskie, jedną halę sportową, jedną pływalnię, ze dwa kluby sztuk walki, jak dodam drugie pół godziny to dojdzie stadnina, a może nawet dwie), ale też mieszkam we względnie dużym miastem

  7. Torlinie, nie lubię pouczać, ale dla Ciebie tym razem zrobię wyjątek – proszę, ZAUWAŻ ostatnie zdanie z mojej wypowiedzi: Ja myślę, że wystarczyłoby nie przeszkadzać. Wielokrotnie spotkałem się z negatywną postawą nauczycieli, tłumiących sportowe inicjatywy młodzieży. Zawsze mieli bardzo „słuszne” argumenty. A wystarczyło, żeby po prostu nie przeszkadzali i czasem ruszyli tyłki ze swoich kanciap.

    Piszesz: Wieczorem sam woziłem (i rozwoziłem) – dla mnie podstawową sprawą było bezpieczeństwo „moich małych królewiąt”

    A ja sobie myślę, że strach ma wielkie oczy. Tragedie się zdarzają, to prawda, ale czy przypadkiem, Torlinie, nie naoglądałeś się wówczas za dużo TV, epatującej złem i występkiem?

  8. „Atrakcyjność lekcji bardzo wpływa na nastawienie uczniów. To pokolenie jest wymagające. Żeby ich zachęcić, potrzebne są nowe formy ćwiczeń, te z poprzedniej epoki nie wystarczą.”
    .
    To samo można powiedzieć dokładnie o każdym innym przedmiocie szkolnym. Mam wrażenie, że dotknęliśmy bardzo fundamentalnego zagadnienia: do czego nam właściwie potrzebna jest szkoła powszechna i jakie metody powinna stosować. Osobiście nie czuję się na siłach zabierać merytorycznego głosu w tej sprawie.
    Mam tylko wątpliwości, czy o sposobie i kierunkach nauczania powinny decydować preferencje dzieci i młodzieży, a także rodziców. Proponuję rozumowanie użyte powyżej do wychowania fizycznego przyłożyć chociażby do języka polskiego, a wówczas wyjdzie wyraźnie na jaw jego absurdalność. Oczywiście lekcje powinny być atrakcyjne, ale to nie znaczy przecież, że należy zrezygnować z „przerabiania” klasyki literatury, która uczniów nudzi, i zająć się modnymi w danym momencie komiksami.
    Torlinie, a z tym garnięciem się młodzieży do aktywności fizycznej, tyle że samodzielnie wybranej, to obawiam się, że nie jest tak słodko. Ci młodzi ludzie na skałkach czy w szkołach walki to jest przecież rzucająca się w oczy, ale znikoma mniejszość.

  9. @Paweł Luboński: Zgadzam się całkowicie. Istotą problemu jest: jak nauczyć cywilizacyjnych podstaw dzieciarnię rozpaskudzoną medialną sieczką i pokusami. Jak do niej trafić z przekazem, że Królowa Doda nie jest ważniejsza od Królowej Jadwigi, Elżbiety czy Wiktorii.

  10. @Paweł Luboński:
    Tyle, że ‚wychowanie fizyczne’ to bardzo pojemna kategoria. To tak, jakby nauczać w szkole ‚podstaw metodologii naukowej’, gdzie przykładem mogłaby być dowolna nauka przyrodnicza. Chyba tylko język polski jest podobnie pojemną kategorią, ale o ile nie oczekujemy (?), że każdy uczeń i uczennica będą potrafili zagrać w piłkę nożną, hokej, hokej na trawie, siatkówkę, koszyków, przebiec maraton (no dobrze, to dla licealistów) i nurkować; o tyle oczekujemy, że pozna choć trochę Mickiewicza, Słowackiego, Kochanowskiego, czy nawet Żeromskiego, albo, o zgrozo, Sienkiewicza. Wychowanie fizyczne nakierowane jest na rozwój, pozostałe przedmioty mają na celu także (a może przede wszystkim) udostępnienie pewnego kanonu wiedzy uważanego, za niezbędny w społeczeństwie.

    @temat:
    Właśnie czytam, jak można pięknie zastąpić WF na barbórkę :) Może by się ktoś tym poinspirował :P
    http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,12977245,Przez_barborke_zamiast_WF_u_karczma_piwna_i_striptiz.html

  11. pak4: „Wychowanie fizyczne nakierowane jest na rozwój,”
    .
    Toż właśnie o to chodzi. O wszechstronny rozwój fizyczny, a nie tylko rozwój określonej grupy mięśni czy określonych sprawności. Torlin zaś sugeruje, że należałoby młodzieży pozwolić na te rodzaje aktywności, do których ją akurat ciągnie. Za moich czasów oznaczałoby to (u chłopaków) nieustanne rżnięcie w nogę.

  12. Nie było mnie bardzo długo przy komputerze, toteż nie będę odpowiadał indywidualnie, bo to się mija z celem.
    Macie rację. Ja o tym wiem, ale mam argumenty na swoją obronę. Wychodzę z generalnej zasady: „lepiej jest mieć trochę, niż mieć iluzję całości (czyli dążenia do doskonałości)”. Dawni Polacy mówili: „lepiej jest mieć wróbla w garści, niż gołębia na dachu”. Tak, zgadza się, chodzi „o wszechstronny rozwój fizyczny, a nie tylko rozwój określonej grupy mięśni czy określonych sprawności”. Tylko co zrobić, kiedy młodzież tego nie chce? Nie chce rozbierać się wśród koleżanek, nie chce, gdy nie ma pryszniców, gdy zajęcia są nieciekawe, gdy WF-iarz jest sadystą lub podglądaczem (oglądaczem). Jak będziemy ich zmuszać, to uciekną w zwolnienia. Co lepsze?
    Identycznie jest z biologią. lekcje w lesie, na łące, więcej dałyby na zrozumienie wzajemnych powiązań gatunków, różnorodności przyrodniczej, szacunku dla przyrody, niż uczenie się o odnóżach jamochłonów czy kościach czaszki żaby.
    A z historią jest inaczej? Jeżeli nie pójdziemy w kierunku „uczłowieczenia” historii, wzajemnych relacji, anegdoty, pokazania dawnych bohaterów jako ludzi z krwi i kości, wszyscy od historii uciekną. Zaręczam Wam, że młodzież wolałaby napisać zbiorową pracę pt. „Przemiana bawidamka Poniatowskiego we wzór żołnierza i obywatela” niż „Opisz kampanię Poniatowskiego w Galicji, ze szczególnym uwzględnieniem Bitwy pod Raszynem”.

  13. @Paweł Luboński:
    Akurat piłkarz to „lekkoatleta ze zdolnością do kopania piłki” ;)
    Mam akurat kontakt z grupą taneczną i oni na serio ćwiczą — to nie są tylko ‚pląsy’ do muzyki, to jest intensywna rozgrzewka, to jest ćwiczenie ramion i rąk (rama!), czy mięśni brzucha, o banalnych nogach w tańcu nie wspomniawszy.
    Tu jest tylko taki „haczyk” — zaczyna się od prostego, a potem się rozwija, z wyjaśnieniem, że jeśli chcesz być w tym dobry, jeśli chcesz robić postępy, to musisz ćwiczyć.
    Gdy więc czytam marudzenie na rozgrzewkę, to się irytuję — rozgrzewka jest potrzebna, ale dobrze by łączyła się z wyczekiwaną przez młodzież aktywnością, tak samo inne ćwiczenia — treningi, choćby piłki nożnej, nie obejmują samego kopania piłki, ale się z nimi łączą.
    Główny problem widzę nie w jednostronności idei, ale w tym, że tak różnorodne zajęcia będzie trudno zorganizować — tu musiałby funkcjonować jakiś swoisty bon wydawany przez szkołę, którymi można opłacić zajęcia realizowane poza szkołą.

    @Torlin:
    „Zaręczam Wam, że młodzież wolałaby napisać zbiorową pracę pt. “Przemiana bawidamka Poniatowskiego we wzór żołnierza i obywatela” niż “Opisz kampanię Poniatowskiego w Galicji, ze szczególnym uwzględnieniem Bitwy pod Raszynem”.”
    Młodzież, w sensie uśredniona świadomość uczniów polskich szkół w wieku od 16 do 19 lat?
    Bo jak znam życie, to przynajmniej dużą część męskiej populacji w tym wieku bawidamkowie zupełnie nie interesują (no… chyba, że grają w piłkę :D ), a kampania wojenna i owszem, mogłaby zainteresować.

  14. Torlin: „A z historią jest inaczej? Jeżeli nie pójdziemy w kierunku uczłowieczenia historii, wzajemnych relacji, anegdoty, pokazania dawnych bohaterów jako ludzi z krwi i kości, wszyscy od historii uciekną.”
    .
    Dwie uwagi.
    Po pierwsze, wszyscy od historii już dawno uciekli. Nie pamiętam, czy to na twoim blogu pisałem kiedyś o moich doświadczeniach z egzaminów dla kandydatów na przewodników górskich sprzed prawie trzydziestu lat?
    Po drugie, program szkolny jest za mało pojemny, by upchnąć w nim anegdoty i pokazywanie postaci historycznych w zbliżeniu. Mogłoby to się udać tylko kosztem wiedzy ogólnej. Czyli na przykład młodzież wiedziałaby dużo o osobowości księcia Józefa, ale nie bardzo orientowałaby się, z kim i o co toczyły się wojny, w których uczestniczył.

  15. Paweł Luboński pisze: program szkolny jest za mało pojemny, by upchnąć w nim anegdoty i pokazywanie postaci historycznych w zbliżeniu.

    A tu się nie zgodzę z szanownym przedmówcą. Wychodząc od anegdoty można sprzedać wiedzę ogólną.

    Przykład?

    Zacząć lekcję historii bardzo najnowszej od pytania: „Czy wiecie, który przywódca na sesji ONZ zdjął but i jak oszalały tłukł nim w mównicę?” (tu nauczyciel sam zdejmuje but i tłucze nim w swoje biurko i poleca uczniom robić przez chwilę to samo, żeby poczuli, jak to jest). Tak zaczęty temat można rozwinąć w różnych kierunkach, zapoznając młodzież z ONZ, zimną wojną, dyktaturą w ZSRR itp.

  16. Ekstra. Sam bym pochodził na taki W-F.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: