Napisane przez: torlin | 07/11/2007

Wędrówka górska a ubezpieczenie

Torlin w drodze na Hocheck 2.651 m, północny wierzchołek Watzmana (Niemcy – Berchtesgaden)

Jest to jeden z problemów nierozwiązywalnych przez ostatnie 18 lat, ani nie chcemy wprowadzić rozwiązań zachodnich, ani nie chcemy wypracować własnych. Na Zachodzie i w wielu innych krajach (dla Polaków ważne – również na Słowacji) wyjście w wysokie góry musi być powiązane z ubezpieczeniem, dlatego że akcja ratunkowa z helikopterem w roli głównej jest rujnująca finanse osób nieposiadających takowegoż. U naszych południowych sąsiadów najniższa polisa „ubezpieczenia górskiego” dla typowego turysty wędrującego szlakami kosztuje od 10 do 20 koron słowackich dziennie (czyli mniej więcej 1 – 2 zł). Na Zachodzie ludzie wiedzą o tym i nikt przy zdrowych zmysłach nie wybierze się w wysokie góry bez ubezpieczenia. Oprócz tego Słowacy na zimę zamykają wszystkie szlaki prowadzące powyżej schronisk.

U nas w Polsce nie tylko, że się nie zamyka szlaków, ale też akcje ratunkowe są za darmo. Od lat mówi się albo o odpłatnościach akcji ratunkowych (szczególnie z udziałem helikoptera) i rozpropagowaniem ubezpieczeń górskich w całym społeczeństwie, albo – co moim zdaniem jest równie dobrym rozwiązaniem – wprowadzenie ubezpieczenia zbiorowego wliczonego w cenę biletu, szczególnie do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ciekawy wywiad. Ta dyskusja, którą w szczątkowej formie przedstawię poniżej, trwa już lata, dotyczy nie tylko ubezpieczeń, ale i wielu innych spraw (zapinanie pasów), ogólnie można ją nazwać sporem pomiędzy liberalizmem (więcej wolności, lecz i więcej odpowiedzialności) a centralizmem (ludzi trzeba zmusić do prawidłowych zachowań).

– Nie może tak być, że ludzie nieodpowiedzialni idą w wysokie góry, szczególnie zimą, Goprowcy narażają życie, aby uratować idiotę, a ten ma wszystko za darmo. Każdy musi mieć ubezpieczenie.

– A jak nie ma, to co? Nie będzie się ratować jego życia?

– Ratować – tak, ale później niech buli.

– Ratowanie życia w Polsce jest darmowe.

– To trzeba góry zamknąć jak Słowacy.

– To jest ograniczenie wolności osobistej.

– To niech ma ubezpieczenie.

– A jak mu się coś stanie na Babiej Górze lub w Bieszczadach, to już mu nie pomogą? Gdzie jest ta granica, kiedy ubezpieczenie górskie działa, a kiedy nie?

Wszyscy związani z ubezpieczeniami mają ten straszny problem. Ludzie uważają, że im się należy. I co najgorsze, Państwo wielokrotnie działa w ten sposób, że ich w tym utwierdza. Dla przykładu – słynne zdanie Cimoszewicza „Trzeba było się ubezpieczyć” do powodzian. Jaki to skandal był, jak on śmiał coś takiego powiedzieć. Ostatnio Kaczyński też pognębił ideę ubezpieczeń – po trąbie powietrznej ci którzy byli ubezpieczeni (głównie w PZU) dostali wypłaty z zakładu, a ci, co nie byli ubezpieczeni dostali zapewnienie od premiera, że dostaną taką samą kwotę odszkodowania od państwa. To po co się ubezpieczać?

Identyczny socjalizm jest w wielu innych sprawach. Jazda w pasach. Ja na przykład uważam, że pasy powinny być dobrowolne, a człowiek jeżdżący bez pasów powinien być dodatkowo ubezpieczony. Ale wyobraźcie sobie rodzinę człowieka, który jest poszkodowany sam z własnej winy i leży w szpitalu bez ubezpieczenia, a szpital chce go wywalić? Jeden wielki wrzask – jak można człowieka potrzebującego pomocy wyrzucać. To samo jest z OC. My nie chcemy, żeby było obowiązkowe. Zgoda, tylko że ofierze wypadku drogowego z twojej winy to ty będziesz płacił rentę do końca życia, nie państwo. A mieszkania za złotówkę? Dla przykładu na drugim piętrze mieszka kobieta, która za swoje mieszkanie ma jeszcze do spłacenia 20.000 zł, a na pierwszym inna kobieta, która dostała takie samo mieszkanie za złotówkę. I się śmieje z tamtej. I mówi, że jest głupia.

Reasumując. W duszy jestem liberałem, powinno być wszystko wolno, lecz każdy człowiek odpowiada za swoje czyny i nie ma przeproś. W rzeczywistości jestem centralistą – nasze społeczeństwo – niestety – trzeba zmuszać do odpowiednich zachowań. I to jest końcowa, bardzo smutna konstatacja. Homo Sovieticus.


Responses

  1. W Stanach każdy wie, że sam powinien zadbać o swoje interesy, bo nikt inny za niego tego nie zrobi. Wiedzą to nawet imigranci z Polski. Ale u siebie w kraju wolą żyć w błogiej beztrosce. Zaiste dziwny to kraj – może jakieś żyły wodne płyną pod powierzchnią naszej ziemi ojczystej?

  2. Torlin pisze „W rzeczywistości jestem centralistą” …. ale takie poglądy nie zabraniają rozsądnie myślący … 🙂 …. ten problem z ubezpieczeniami (nie tylko wypraw górskich) …. to pewnego rodzaju „polskie cwaniactwo” … lub wiara w dobrą komitywę z Bogiem ….. 🙂 …

  3. Dobre sobie… mi to musieliby dopłacić (i to grubo) ażebym miał się mordować pod taką górę… 🙂

  4. Torlinie
    zaraz nasylam tu na ciebie Pawla de Coochynckovo
    nie zebym sie z toba nie zgadzal, zgadzam sie zupelnie, ale zeby byla dyskusja.

    „A jak mu się coś stanie na Babiej Górze lub w Bieszczadach…” w Swietokrzyskich i w Beskidzie Niskim dodam.
    Tez powinno obowiazywac ubezpieczenie.

  5. Torlinie. Liberałowie mówią przede wszystkim, że wszystko powinno być czyjeś. Gdy już dokładnie ustalą co jest czyje to okazuje się, że o wolności nie ma już co gadać. 🙂

    Sam mam wątpliwości, ale bronił bym zdania, iż płacimy przecież składkę na ubezpieczenie społeczne z której takie rzeczy powinny być pokrywane.
    Ważne jest też określenie kosztów o jakich mówimy.
    I edukacja społeczeństwa, że zima na wysokości 2000m różni się nieco od zimy na Marszałkowskiej.

  6. Już jestem, nasłany przez Edwara. Otóż uważam, że ten problem z ratowaniem ludzi w górach jest sztuczny. Podsyca go jedynie spektakularność górskich wypadków i rozgłos, jaki one uzyskują.
    Czym różni się to zasadniczo od ratowania ich na Marszałkowskiej, w Puszczy Białowieskiej czy na jeziorze Śniardwy? Jedynie wyższymi potencjalnie kosztami. Jeżeli ktoś przez własną głupotę topi się na środku jeziora, to jakoś nie słychać żądań, żeby sam zapłacił za benzynę dla motorówki WOPR. Dlaczego więc góry mają być na specjalnych prawach? Sądzę, że w góry, zwłaszcza w miejsca niebezpieczne, chodzi o wiele mniej lekkomyślnych idiotów niż kąpie się i żegluje po Mazurach. A nikt nie postuluje wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla wodniaków.
    Sprawa druga: co to są góry? Czy jak idę na przechadzkę do Strążyskiej to też powinienem się ubezpieczyć? A jak wspinam się na Magurę Małastowską (poniżej 800 m npm.) czy powiedzmy nawet, na Wielką Raczę? Piekielnie trudno byłoby określić zakres obowiązywania tego obowiązkowego ubezpieczenia, żeby nie popaść w śmieszność.
    Po trzecie wreszcie: koszty. Przy każdej dyskusji na ten temat wypływa sprawa tego piekielnie kosztownego śmigłowca. Tymczasem w większej części przypadków jego użycie nie jest konieczne, tzn. nie służy ratowaniu życia, a jedynie oszczędzeniu ofierze cierpienia, a GOPR-owcom wysiłku. Osobiście mogę zadeklarować, że jeśli złamię nogę na Czerwonych Wierchach, to proszę mnie transportować tradycyjną metodą. Za dniówkę czterech ratowników z wózkiem alpejskim gotów jestem nawet w razie czego zapłacić.

  7. Dru!
    Da liegt der Hund begraben. Musi być jakiś podział pomiędzy zwykły wypadkiem, lekkomyślnością, chwilowym zagubieniem z jednej strony, a świadomym działaniem – powiedziałbym – długotrwałym – z drugiej. Jak ktoś idzie po ciemku skakać do glinianki na główkę – nie pójdzie najpierw szukać zakładu ubezpieczeń. Ale jeżeli facet się rozbija podczas nielegalnych wyścigów samochodowych lub jadąc motocyklem 250 km/h Puławską – to dlaczego całe społeczeństwo ma za to płacić?
    O tym właśnie jest ta notka. Bardzo trudno jest to rozdzielić, skakanie z gałęzi na zasadzie, kto skoczy z wyżej położonej, a pływanie tratwą po Bagnach Biebrzańskich. Dlatego proponowałbym najpierw zająć się Tatrzańskim Parkiem Narodowym i w tym miejscu rozpocząć edukację społeczeństwa

  8. Witam Cię Pawle w moim blogu!
    Moją odpowiedź właściwie zawarłem powyżej w odpowiedzi dla Dru’! Jestem przeciwnikiem tezy „należy mi się to od Państwa”, a zwolennikiem, że każdy sam jest kowalem swojego losu. Ja wiem, że jest to trudno rozdzielić, dlatego proponuję rozpocząć od spraw ekstremalnych, np. wycieczka szkolna w zimie na Rysy (wyjście w zimie w góry powyżej schronisk).
    Pawle! Ty chodzisz po górach? Ile czasu zajmuje Ci schodzenie z Czerwonych Wierchów, obojętne, czy do Kir, Strążyskiej czy do Kuźnic? Wyobrażasz sobie, ile to trwałoby, gdyby sprowadzano Cię ze spuchniętą kostką? Pzdr

  9. Liberalizm
    Sądzę, że niepotrzebnie uważasz sie za centrystę, a nie pełnego liberała. Liberalizm to przecież inaczej wolność gdzie obowiązuje maksyma “Wolność twojej pięści jest ograniczona bliskością mojego nosa”. Dałeś m.in. przykład obowiązkowego OC. Ale przecież ubezpieczenie takie nie jest po to, aby „na siłę” ulżyć sprawcy w ewentualnym płaceniu odszkodowań i tym samym ograniczyć jego prawo decydowania w tym względzie, tylko aby zabezpieczyć interesy poszkodowanego na wypadek, gdyby sprawca okazał się niewypłacalny. Przykłady można by mnożyć. Nie bójmy się mówić, że jesteśmy liberałami tylko dlatego, że niejaki JKM w gruncie rzeczy doprowadził do wypaczenia tego pojęcia.
    Góry
    Na temat ubezpieczeń w zasadzie zgadzam się z Tobą. Chciałbym natomiast pociągnąć poruszony przez Ciebie problem nieodpowiedzialnych turystów. A jest to problem ogromny i co gorsza naprawdę nie widzę sposobu jego rozwiązania. A leży mi on wyjątkowo na sercu, bo co rusz padam ofiarą takich osób. Na razie w przenośni, ale w przyszłości to kto wie. Chodzi mi o trudne szlaki w wysokich partiach gór. Niejednokrotnie bylem na długo blokowany przez takich „turystów”, niejednokrotnie narażałem własną skórę obchodząc ich obejściami trudniejszymi i pozbawionymi zabezpieczeń. A jak potrafią oni blokować trasy, to choćby przypadek zejścia ze Świnicy w kierunku Zawratu. Jest tam taki odcinek prawie pionowo w dół. Gdy tam się pojawiłem z dołu usłyszałem błagania, abym poczekał bo oni już czekają godzinę, aż schodzące jeszcze „sieroty” odblokują ten odcinek. Oceniłem sytuację i zdecydowałem się jednak schodzić. Dosłownie w kilka minut byłem na dole zanim jeszcze moi poprzednicy zeszli z tego odcinka. Tym razem miałem szczęście. Ale niejednokrotnie byłem w sytuacji tych czekających na dole. No i co robić z takimi turystami, którzy pchają się na trudne trasy, nie mając do tego przygotowania?

  10. „Wyobrażasz sobie, ile to trwałoby, gdyby sprowadzano Cię ze spuchniętą kostką?”
    .
    Oczywiście, że sobie wyobrażam. Przyjemne by to nie było, ale o ileż tańsze! Nota bene GOPR istnieje od 1908 roku, a pierwsze użytkowe śmigłowce pojawiły się po II wojnie światowej.
    .
    Tego rodzaju argumenty są typowe dla naszej współczesnej cywilizacji funkcjonującej w myśl hasła: maksimum satysfakcji, minimum wysiłku i ryzyka. A mnie akurat szczególną satysfakcję sprawia wędrowanie po takich miejscach, w których – gdyby mi się coś stało – pomoc nadejdzie następnego dnia, jeśli w ogóle nadejdzie. Co nie znaczy, że jestem jednym z typów uzależnionych od adrenaliny. W końcu prawdopodobieństwo, że w pełni sprawny mężczyzna podczas zwykłej wędrówki górskiej (nie mówię tu o wspinaczce) ulegnie poważnemu wypadkowi, wymagającemu szybkiej i fachowej pomocy, jest raczej niewielkie.
    .
    Nie zrozum mnie źle. Nie mam nic przeciwko temu, żeby przy okazji płacenia za wstęp do TPN ściągnięto ze mnie dodatkowe dwa czy nawet pięć złotych na GOPR. Choć szanse na to są małe, bo w Tatrach nie bywam.
    Natomiast miałbym bardzo wiele przeciwko obowiązkowemu ubezpieczaniu turystów górskich w ogóle, na podobieństwo samochodowego OC. Argumenty wyłożyłem w poprzednim wpisie. Nawiasem mówiąc, jak wyobrażasz sobie egzekwowanie takiego nakazu?

  11. Andrzeju, na blokujące szlaki ofermy ubezpieczenie przecież nie pomoże. Jeżeli odrzucamy możliwość „uekskluzywnienia” dostępu do pewnych szlaków (np. tylko dla ludzi z określonymi uprawnieniami turystycznymi lub prowadzonych przez przewodników), to wyjście jest jedno: ograniczać ruch. Nie wiem, czy w Tatrach to się już stosuje, ale w wielu miejscach na świecie tak: na daną trasę jednego dnia może wejść tylko określona liczba osób, kto przyjdzie za późno – odchodzi z kwitkiem.

  12. Torlinie,
    Tak dla rozgrzewki rozwiąż na początek problem wysokości. Skoro tu jestem to pomogę. Do podanych przez Ciebie 2.651m dodaj jeszcze 2648.349m i to jest `dokładnie`, uwielbiam to określenie, tyle ile wynosi wysokość Hochecku 2651m. Reszta należy do innych.

  13. Witam Cię bardzo serdecznie Andrzeju w moim blogu!
    To jest temat szeroki jak Ocean Atlantycki, a źródło leży jeszcze w wolności szlacheckiej, zaborach, okupacji i PRLu. Polacy lekce sobie ważą wszystkie zalecenia. Stale słyszę; „Eee tam! Ja nie pójdę?” W Alpach mapy mają dokładnie oznaczone trudności szlaków i nikt nie pójdzie na trasę trudniejszą, jeżeli nie czuje się na siłach. Sami odpowiadają za swoje czyny „Ja tam nie pójdę, bo ten typ trasy jest dla mnie za trudny”. Masz przykład Dolomitów, żaden turysta nie pójdzie na via ferraty bez pasa biodrowego i kasku, a czasami przy trudniejszej trasie i z liną (ale nie w celach wspinaczkowych, tylko asekuracyjnych). A Polacy? „Ja nie przejdę? Mnie to jest niepotrzebne”
    A jest i dodatkowy smaczek w tym wszystkim. Taki nadmiar turystów niedoświadczonych powoduje, że cięższe trasy są przeładowane żelastwem, nie ma właściwie naturalnej wspinaczki. Góry, szczególnie niemieckie, mają tylko tyle ułatwień, ile jest niezbędnie konieczne.
    Ale miejmy nadzieję, że otwarcie granic spowoduje, że rzesza naszych miłośników gór trochę rozleje się w Europie (m.in. łatwość przechodzenia w dowolnym miejscu na stronę słowacką) i może nabiorą trochę górskiej ogłady. Ja jestem optymistą, lubię ludzi spotykanych na szlakach w Polskich Tatrach, są coraz lepiej ubrani, mają lepsze obuwie, zaczynają planować swoje wyprawy. Idzie to chyba wszystko w dobrym kierunku.

  14. Arkadiusu!
    Tak szczerze mówiąc nie złapałem, o co chodzi. Wysokość wziąłem z „Kompass Wanderkarte” „Berchtesgadener Land – Chiemgauer Alpen”. Zajrzałem również do Wiki i tam jest to samo
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Hocheck
    Niemcy traktują ten szczyt jako jeden z trójki Watzmanna (ku mojemu zdziwieniu szczyt Kl. Watzmann, ani Watzmann Kinder – nie). Szliśmy wtedy ze schroniska Watzmann Hütte do Wimbachgrieshütte

  15. Pawle
    ale ja nie uważam, że ubezpieczenie pomoże na „zawalidrogi”. Ja tylko zasygnalizowałem problem. To ograniczanie ruchu na szlakach też nie rozwiązuje problemu niedzielnych turystów, ono ma raczej na celu ograniczenie rozdeptywania szlaków. To już większy sens ma wprowadzenie od tego roku takich rozwiązań jak jednokierunkowy ruch na Orlej Perci. Obowiązkowe prowadzenie przez przewodników też jest do kitu, ale te uprawnienia do chodzenia po niektórych szlakach to mi wciąż chodzą po głowie. Tylko jak to zrobić, aby nie doszło do wynaturzeń w tym względzie? Na razie pozostają tylko półśrodki, takie jak zamiast na Rysy to na Przełęcz pod Chłopkiem, szlak pusty, a wrażenia podobne.

  16. Torlinie
    też liczę na stronę słowacką. Do tej pory, aż serce się krajało chodząc zwłaszcza po zachodniej stronie Tatr i nie mogąc przekraczać granicy.

  17. ‚;/p[-0er

  18. Podobne wrażenia na PpCh i Rysy od polskiej strony? 😮 Pierwsze to wspaniała ścieżka, chyba najlepsza ze znakowanych po polskiej strony. Drugie: nuda, ciemności, monotonia. Ale ‚Rysy’ – to działa, jeśli ktoś wcześniej nie szedł od południa.

    Co do ubezpieczeń górskich: jestem przeciw. Ze względów praktycznych (rozróżnienia, ściągalność). Ale też dlatego, że w przeciwnym razie wszystkich zwolenników sportu i rekreacji należałoby do tego skłonić (proszę popatrzyć po klinikach ortopedycznych). To, co zabiorę ze wspólnej kiesy, jeśli mi się, nie daj Boże, coś przydarzy w górach – cukrzyk, zawałowiec, otyły, itd. zabierają w sobie swoisty sposób.
    Ale jestem za maksymalnie szerokim pozyskiwaniem środków na ratownictwo górskie (bilety do TPN, surowe kary na szlakach…), za prawem pozwalającym ścigać skrajną bezmyślność i wystawianie innych na niebezpieczeństwo, za zamykaniem Tatr powyżej schronisk zimą dla wędrówek pieszych (za wyjątkiem osób z uprawnieniami taternickimi)
    I przede wszystkim za edukacją – górska kindersztuba (z całą szeroką obudową) ukryła się w świstaczej jamie przed ostatnią nawałą pewnego typu turysty 😉 ale ten etos istnieje i trzeba go przenieść w lepsze czasy 😉

  19. Słuchajcie, coś niesamowitego. Kotka mi przeszła po klawiaturze i sama wysłała.

  20. Andrzeju!
    Kojarzy mi się taka scena z Karkonoszy. Idąc ze Śnieżki do Przełęczy Okraj czerwonym szlakiem mija się widoczne z prawej strony czeskie schronisko Jelénka . Nie jest ono przy samej ścieżce, jakieś 100 metrów na południe. Pomiędzy szlakiem idącym granią a schroniskiem stali czescy WOPowcy i pilnowali, aby Polacy nie poszli na piwo do schroniska.
    Na pytanie dlaczego tłumaczyli, że to jest nielegalne przejście granicy i musimy pójść na Przełęcz Okraj, tam jest przejście i wspiąć się do schroniska abarotno.
    Jak mówiliśmy, że to jest bez sensu, skoro już tu stoją, mówili, że takie są przepisy.
    Niech żyje Schengen!

  21. Polaków dyskusje na te tematy zwykle są zafiksowane na Tatrach. Ja Tatry już dawno spisałem na straty. Może w nie jeszcze pójdę, żeby pokazać córce, jak trochę podrośnie, ale dla własnej przyjemności nie. Odrzuca mnie konieczność kłaniania się co sto metrów kolejnemu spotkanemu turyście, choćby był najbardziej wyrobiony górsko i kulturalny.
    Z trochę innej górskiej beczki. Niepokoi mnie przyjmowana za oczywistość idea „wszystko wszędzie dla wszystkich”. Czyli: jeśli są gdzieś ładne góry, to trzeba je udostępnić szerokiej publiczności – wybudować dobre drogi i hotele, wyznakować szlaki, urządzić przy nich miejsca odpoczynku z wiatami i ławeczkami, a na zimę – wyciągi narciarskie. Rozumiem, że jest to w interesie miejscowej ludności, ale ten interes nie powinien być wartością absolutną. Niech sobie narciarze mają swoje ośrodki, ale wypadałoby coś zostawić tym, którzy mają odmienne potrzeby, a nie są wcale mało liczni.
    Istniał przed laty szlachetny, acz utopijny projekt utworzenia w Bieszczadach „rezerwatu turystyki kwalifikowanej” – dużego obszaru, na terenie którego nie tworzono by żadnej infrastruktury turystycznej, poza zupełnie elementarną (sklepy z zaopatrzeniem, komunikacja wyłącznie zbiorowa wzdłuż Obwodnicy i ewentualnie schroniska w paru kluczowych punktach). Nawet bez szlaków znakowanych, za to z możliwością biwakowania na dziko bez strachu przed leśniczym. Wątpię, by w Polsce było jeszcze miejsce na takie przedsięwzięcia, a żal. Na szczęście takim rezerwatem jest – jak na razie – większa część Karpat ukraińskich i rumuńskich.

  22. o . nieważne, zapomnij

  23. A awionetka w Wiśle zdaje się jak leżała, tak leży. Bo nie wiadomo kto ma zapłacić za jej wydobycie. I mimo, że rodzina pilota już od razu zadeklarowała, że te 20k wyłoży.

  24. Arkadiusowi chodziło o to, że jego zdaniem tysięcy nie oddziela się od setek za pomocą kropki i w związku z tym, stosując anglosaską notację napisałeś, iż wspinasz się na szczyt o wysokości niecałych 3 metrów.

    O ile się nie mylę w wielu krajach nie ma powszechnego obowiązku ubezpieczania się od wypadków, jednak jest bezwzględny obowiązek zwrotu kosztów akcji ratunkowej, jeśli wypadek wydarzył się z winy poszkodowanego. Nie ma zmiłuj – komornik zabiera samochód i telewizor, jeśli turysta nie był przezorny i zawsze ubezpieczony).

  25. A ciekawe jak jest w Szwajcarii? …

  26. Jolinku!
    Szczerze mówiąc nie wiem, jak wykupywałem, to na cały okres bez podziału na państwa. Na stronie poświęconej Szwajcarii (i to w dwóch miejscach) znalazłem taki zapis; „Nie należy zbaczać z wyznaczonych szlaków i zawsze informować hotel lub kemping o planowanej wyprawie (w przypadku podjęcia akcji ratunkowej turysta musi się liczyć z bardzo wysokimi kosztami)”.
    To nie jest tak dokładnie, bo po Alpach można chodzić bez szlaków (z wyjątkiem parków narodowych), ale kiedy sobie łazisz tak od niechcenia, nie daj Boże, żeby Ci się coś przytrafiło.
    Arkadiusie i Tes Tequ!
    Nareszcie zrozumiałem. Wszystko jest ok. 🙂

  27. W Szwajcarii są owczarki, które ratują turystów zasypanych lawinami częstując ich gorzałką. 🙂

  28. Tes Tequ!
    A nie myślałeś przypadkiem o bernardynach, a nie o owczarkach? Pzdr

  29. Wszystkie koty po gorzałce wyglądają podobnie. 🙂

  30. ja to pytałam o to czy są jakieś przepisy regulujące sprawy ubezpieczenia w Szwajcarii? … bo z tego co piszesz Torlinie wynika, że nie wlicza się takich wypadków w ubezpieczenie zdrowotne ….

    Gorzałka nie jednemu uratowała życie w nagłym wypadku … 🙂

  31. Zamiast ratować zasypanych, to te w pijanym widzie chodzą po komputerach i same wysyłają komentarze. 🙂

  32. „[W niektórych krajach] jest bezwzględny obowiązek zwrotu kosztów akcji ratunkowej, jeśli wypadek wydarzył się z winy poszkodowanego. Nie ma zmiłuj – komornik zabiera samochód i telewizor, jeśli turysta nie był przezorny i zawsze ubezpieczony).”
    .
    To mi się już zupełnie nie podoba. Po pierwsze, co to znaczy „z winy poszkodowanego”? Kto i na jakiej podstawie o tej winie rozstrzyga? Po drugie, takie rozwiązanie może się ewentualnie sprawdzać wśród zdyscyplinowanych narodów germańskich, ale w przypadku Polaków skutek będzie jeden: ludzie będą bali się wzywać pomocy, żeby nie zabulić.
    Pamiętam, że kiedyś chciano dołożyć tatrzańskim GOPR-owcom obowiązek pilnowania, by turyści przestrzegali przepisów parkowych, na podobieństwo słowackiej Horskej Slużby. GOPR stawił wtedy opór, argumentując, że ludzie zaczną się bać ratowników, jak boją policji.

  33. I w tym, Pawle, jest cały problem. Albo – albo. Są dwa wyjścia. Albo zezwalamy na chodzenie, dokąd się chce, pływanie swobodne w jeziorze, wypływanie na żaglówkach bez uprawnień, wyścigi samochodowe – ale wtedy wszyscy muszą mieć indywidualne ubezpieczenia; albo zabraniamy wychodzić w wysokie góry w zimę powyżej schronisk, oznaczamy zakazami szlaki niebezpieczne, wprowadzamy zakaz swobodnego pływania poza terenami przeznaczonymi do kąpieli (tak było za komuny, ale nikt tego nie przestrzegał), zakaz wypływania żaglówką bez stopnia żeglarskiego, a jedna osoba musi mieć sternika.
    Albo – albo. Nie można zjeść ciastka i go mieć. Dlaczego reszta społeczeństwa ma za to wszystko płacić?

  34. Paweł Luboński pisze: „Po pierwsze, co to znaczy ‚z winy poszkodowanego’?”

    O tym rozstrzyga policja i/lub sąd. A określanie winnego wypadku drogowego (to znaczy tej osoby, z której ubezpieczenia są pokrywane koszty naprawy) nie budzi Twoich wątpliwości? W przypadku wypadków w górach przykładem „winy” poszkodowanego jest niestosowanie się do przepisów i zaleceń – schodzenie z wyznaczonych szlaków, ignorowanie ostrzeżeń o zagrożeniu lawinowym itp. Nie wydaje mi się to wszystko takie skomplikowane.

  35. Torlinie,
    To powiedz, dlaczego można bez dodatkowego ubezpieczenia włóczyć się nocą po pijaku ruchliwą szosą i w razie czego złego karetka przyjeżdża? Myślę, że tego typu wypadki są wielokrotnie liczniejsze niż wszystkie wypadki „turystyczne”, w górach, na wodzie i na równinie razem wzięte i kosztują podatnika o wiele więcej.
    Można też wskazać cały szereg innych nieodpowiedzialnych ludzkich zachowań, które owocują nieszczęśliwymi wypadkami, których koszty ponosi całe społeczeństwo. Zresztą nie tylko nieodpowiedzialnych, ale po prostu związanych z nieco podwyższonym ryzykiem. Można by na przykład żądać, by ubezpieczali się rowerzyści, którzy chcą jeździć bez kasku (ja na przykład w życiu tego nie miałem na głowie, a jeżdżę dużo). Dlaczego mielibyśmy wyróżniać akurat nieszczęsnych turystów górskich?
    Państwo nie może zachowywać się jak komercyjna firma ubezpieczeniowa, która precyzyjnie kalkuluje szanse, że przeżyję następne dwadzieścia lat, wypytując mnie o uprawiane sporty, wielkość spożycia alkoholu, przebyte choroby, i na tej podstawie wylicza mi stawkę ubezpieczenia na życie!
    Powtórzę to, co napisałem na początku dyskusji: problem jest sztuczny. To jest tak, jak z samolotami: komunikacja lotnicza jest bezpieczniejsza niż jazda samochodem, ale jak się raz na kilka lat rozbije samolot, to wszystkie gazety o tym piszą, a o tym, że codziennie w wypadkach samochodowych ginie po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, to są tylko małe wzmianki w prasie lokalnej. No i ludzie boją się latać.
    Podobnie – jak z rzadka zdarzy się większa tragedia w górach, to cały naród dyskutuje, co robić, żeby się to nie powtórzyło. Przy czym większość narodu o górach nie ma pojęcia.
    Podsumowując: uważam, że ratownictwo górskie (i wodne, i jaskiniowe itp.) powinno być finansowane z budżetu, podobnie jak inne służby ratunkowe, choćby straż pożarna. Nie sądzę, by było to dla tego budżetu jakimś szczególnym obciążeniem.

  36. TesTeq:
    Jeżeli ktoś padł ofiarą wypadku, bo naruszał przepisy, na przykład wszedł na szlak zamknięty dla ruchu, to sprawa jest jasna. Ale jeśli żadnych przepisów nie naruszył, tylko po prostu zachował się lekkomyślnie? Nie ma przepisu zabraniającego chodzić po górach w miejskich półbutach. Czy więc jeśli ktoś zrobi sobie krzywdę z powodu niewłaściwego obuwia, to sąd będzie powoływał rzeczoznawcę obuwnika, żeby rozstrzygnąć o winie?
    A jeśli ktoś po prostu źle ocenił swoje siły albo podjął pewne ryzyko, bez którego, jak wiadomo, nie ma zabawy – to też jest winien i ma płacić?
    A co do przytoczonego przez ciebie porównania z wypadkiem drogowym: o ile się nie mylę, od sprawcy takiego wypadku nie żąda się aby pokrył koszty przyjazdu karetki pogotowia i swojego własnego leczenia. Chodzi tylko o to, czyj ubezpieczyciel ma pokryć szkody materialne. No i ewentualnie o sprawę karną.

  37. Ależ Pawle, ten mój wpis był właśnie po to, abyśmy sobie podyskutowali, mając różne zdania na ten temat. I dobrze, że się różnimy, bo i nudno byłoby, i blog mniej ciekawy. Tak, to się chociaż coś dzieje. A przecież nie chodzi o to, aby drugą stronę za wszelką cenę przekonać do swoich racji. Każda dyskusja właściwie jest przedstawieniem argumentów obu stron.
    A ogólnie mówiąc – moim marzeniem jest moment, w którym Polacy wezmą bardziej w swoje ręce odpowiedzialność za własne czyny, nauczą się przewidywać konsekwencje i mniej będą myśleć o wszystkim: „państwo ma dać, bo mi się należy”.

  38. Torlinie,
    Nasze państwo jest zdziercą. Jeśli zawinisz mu, wykończy Cię finansowo, a jak samo zawini, to nic nie jesteś w stanie mu zrobić. Dopóki tego nie zmienimy, nie mówmy o odpowiedzialności, bo ona dotyczy obywatela i w równym stopniu jego państwa.
    Najpierw państwo z moich podatków wybudowało przestrzeń publiczną, z której wszyscy korzystali. Teraz to państwo ową przestrzeń mnie udostępnia za opłatą – to ja takie państwo…..
    Pozdrawiam

  39. Piszesz zeenie „a jak samo zawini, to nic nie jesteś w stanie mu zrobić”. No, na szczęście jest Bruksela i Strasburg.

  40. Ale zanim tam wygrasz to szlag Cię trafia tysiące razy….
    No i co to za państwo, z którym musisz się procesować….

  41. O kruca, ja dopiero skojarzyłem, że ten Hochecek to szczyt mojego imienia 🙂 W zasadzie powinno być „Hokecek”, ale może być i Hochecek, po góralsku się „ch” na „k” wymieni i będzie gites 😀

  42. Radosc mi sprawia Torlinie ze u ciebie tlok.
    Mysle ze szczegolna odpowiedzialnosc ciazy na nas, co po gorach chodza jak wy Pawel i ty, czy chadzaja jak ja.
    Juz w wieku no…takim jakim jest.. okazalem sie ustepliwym durniem.
    Kilka lat temu z przyjacielem podziemnym wybralismy sie w na kilka dni do Zatwarnicy.
    Osrodek jak Osrodek. Woda, wspomnienia i ploty polityczne ze szczebla. Jeszcze troche, a biale myszy mialy by co w naszych duszach robic. Aby przerwac ,zorganizowalem „wyprawe” na Rawke Wielka. Nie, nie marsz z Zatwarnicy. Ho, ho.
    Podjazd do Ustrzyk Gornych kawalek szosa i w gore. Przyjaciel byl wyposazony jak na cepra czy raczej cepa warszawskiego przystalo. TENISOWKI schodzone jak Unia Demokratyczna i po takowych przejsciach.
    Blotniste bieszczadzkie sciezki pokonywal klnac rownie silnie jak dawniej klal na PRL. Stawal sie przy tym coraz bardziej czerwony. Ubabranego w blocie dowloklem na szczyt. A na szczycie mgla,
    Gruzinski Optyk. WRONA w sercach i na umysle.
    Schodzil jak zwierze, na czworakach. Juz na szosie jednak, oderwal sie ode mnie. Pognal w strone Ustrzyk Gornych. Kiedy tam dojsc zdazylem Przyjaciel juz oproznial rozrobiona w soku pomaranczowym cwiartke, taka sama czekala na mnie. Jesienia Przyjaciel mial zawal. Zyje.
    Ja zostalem ukarany dotkliwiej. W drodze powrotnej odwiedzilem sanocka Ciotke, juz nie zyjaca dzis 90 latke, wieloletnia i zasluzona przewodniczke bieszczadzka. Opowiedzialem to samo co wam. W ciotke wstapil Diabel Przewodnik.
    Nazwala mnie idiota, gowniarzem i …..
    znajac moj wrodzony wstret do pisania kazala
    500* napisac dlugopisem:
    „Ja glupi (tu imie) nigdy nie wezme w gory innych idiotow”
    Pisalem jak dlugo Ciotka nie zasnela, zasypiala czesto i szybko. Po przebudzeniu nie pamietala.

  43. A jaką radość sprawia dopiero mnie!!! 335 wejść jednego dnia!!! Mnóstwo komentarzy!!! Wszystkie fantastyczne!!!
    Ale już kolejny raz przekonałem się, że jak myślę, że notka będzie dla innych interesująca, okazuje się być umiarkowanie ciepła, jak myślę (jak tym razem), że nic z tego nie będzie – to Stadion Dziesięciolecia podczas meczu lekkoatletycznego Polska – USA. Wszystkim wielkie dzięki 🙂
    Edwarze! Ta piękna i pouczająca historyjka – jest jeszcze jednym dowodem na to, że zawsze należy być odpowiednio ubrany do konkretnych warunków, inaczej na deptak w Ciechocinku, inaczej na Wielką Raczę. Ja tam przyznaję szczerze, że na wszystkie długie trasy, nawet w terenie lekko podgórskim, zabieram buty górskie trzymające kostkę. Po prostu się przyzwyczaiłem.

  44. Torlinie,
    sprawa jest prosta. Taka notka jak ta jest po prostu dla każdego i każdy jest w stanie się wypowiedzieć. A jak się wypowie to co jakiś czas powraca zobaczyć jaki był oddźwięk jego komentarza i ewentualnie wziąć dalszy udział w dyskusji. Stąd dużo komentarzy i dużo wejść.
    U Ciebie natomiast przeważają notki rzekłbym dość specjalistyczne, co nie znaczy, że nie są ciekawe. W takiej sytuacji – ja przynajmniej – ograniczam sie do przeczytania, gdyż biorąc pod uwagę poziom i wyrobienie dyskutantów nie mam naprawdę nic do powiedzenia. Sądzę, że wielu też tak robi stąd komentarzy i wejść jest mniej.

  45. A wracając do argumentacji Pawła w kwestii ubezpieczeń. Muszę przyznać, że prawie mnie przekonał. Prawie gdyż jest jedno ale. Paweł swój wywód zakończył konkluzją:
    „Podsumowując: uważam, że ratownictwo górskie (i wodne, i jaskiniowe itp.) powinno być finansowane z budżetu”
    I ja się z tym zgadzam. Ale problem jest w tym, że państwo ma to po prostu gdzieś. A ratownictwo górskie opiera się na pasjonatach – ochotnikach, którzy żebrzą o fundusze gdzie tylko się da. I wracamy do punktu wyjścia. Skoro państwo sprawę olewa, to trzeba jednak szukać funduszy gdzie indziej. Wątpliwą bowiem będzie dla mnie satysfakcją, gdy – nie daj Boże – będę gdzieś w górach umierał ze świadomością, ze to na skutek nie wywiązania się państwa ze swych obowiązków.

  46. Proponuję by do posła wysłać petycję z prośbą o przygotowanie uchwały w sprawie …. 🙂 …. trzeba zbadać jak inne kraje to robią …. przygotować projekt i fruuuuu do Sejmu … 🙂 trzeba sprawę Panowie wziąć w swoje ręce …. 🙂

    ps. ho ho rekord za rekordem …. 🙂

  47. Paweł Luboński pisze: „o ile się nie mylę, od sprawcy takiego wypadku nie żąda się aby pokrył koszty przyjazdu karetki pogotowia i swojego własnego leczenia.”

    Jeszcze nie, ale właśnie na to pójdą środki ze wzrastającej, obowiązkowej składki OC (ustawa Religi).

  48. Andrzeju,
    Z ratownictwem górskim to nie całkiem tak. Po pierwsze, dostaje jednak środki budżetowe, tyle że nie wystarczające na wszystkie potrzeby. Po drugie, trzon GOPR i zwłaszcza TOPR stanowią ratownicy zawodowi, wspomagani przez ochotników, którzy pensji nie dostają, ale diety za udział w dyżurach i akcjach tak. Nie jest to więc mimo wszystko grono pasjonatów – tak było u zarania. Teraz jest to regularna służba, ujęta w wyraźne ramy instytucjonalne.
    .
    Torlinie,
    Nie dokończyliśmy dyskusji. Może zechcesz zająć stanowisko w sprawie, którą postawiłem wcześniej. Powtórzę w skrócie:
    .
    Można wskazać cały szereg ludzkich zachowań związanych z podwyższonym ryzykiem, co owocuje dodatkowymi kosztami ponoszonymi przez wszystkich podatników. Można by na przykład żądać, by ubezpieczali się dodatkowo rowerzyści, którzy chcą jeździć bez kasku. Można żądać, by ubezpieczali się palacze albo ludzie chodzący zimą bez szalika. Dlaczego mielibyśmy wyróżniać akurat nieszczęsnych turystów górskich?
    Pytanie zasadnicze (na które nie znajduję odpowiedzi) brzmi: jak daleko państwo powinno posuwać się w tego rodzaju opiekuńczej polityce? Z jednej strony jest to sposób stymulowania postaw rozsądnych i odpowiedzialnych, z drugiej jednak niewątpliwe ograniczenie wolności – bo uderzamy po kieszeni nie tylko lekkomyślnych gówniarzy, ale także ludzi, którzy w pełni świadomie chcą podejmować ryzyko.

  49. Paweł Luboński pyta: „Pytanie zasadnicze (na które nie znajduję odpowiedzi) brzmi: jak daleko państwo powinno posuwać się w tego rodzaju opiekuńczej polityce?”

    Może zatem rozstrzygniemy, do czego służy państwo. Czy do dystrybucji dochodu narodowego w taki sposób, że to, co wypracują mądrzy i zaradni jest przekazywane ryzykantom i bezmyślnym?

    Jeśli chcesz z premedytacją podejmować ryzyko, to rób to na swój, a nie na mój koszt. Jeśli jesteś ofiarą nieszczęśliwego wypadku, będę ci spieszył z pomocą, ale jeśli specjalnie narażasz się na utratę życia i zdrowia, to dlaczego Torlin lub ja mielibyśmy płacić za Twoje leczenie? Równie dobrze mógłbyś żądać, żebyśmy opłacili Twój pobyt w Egipcie, bo chcesz sobie ekstremalnie ponurkować.

    Czy naprawdę wykupienie polisy za parę złotych jest takie trudne?

  50. Pawle!
    Jest kilka spraw. Najważniejsze, to są moje intencje napisania tej notki. Ja to tak widzę. To jest lekkie prowokowanie do dyskusji i jestem pewien, że nie osiągniemy żadnego kompromisu. Na podstawę (zgodnym z moim oglądem) odpowiedział Ci Tes Teq. Mnie się wydaje, że Ty całą sprawę za wszelką cenę chcesz doprowadzić ad absurdum.
    Tymczasem moje stanowisko jest jasne. Są ekstremalne przygody, które powinny być wyłączone z powszechnego ubezpieczenia, tak jak są wyłączone: alpinizm, żeglarstwo morskie. Do takich należą według mnie bardzo trudne trasy w Tatrach, wyprawy zimowe ponad schroniska, wspinaczka skałkowa, speleologia, szybkie jeżdżenie samochodem. To nie są normalne zachowania, one z góry przewidują wzrost adrenaliny.
    Jazda na rowerze bez kasku czy topienie się na jeziorze nie należy do elementów sportów tego typu. Właściwie narciarstwo również. Ale wyprawa na Rysy w środku zimy powinna być albo zabroniona, albo ubezpieczona. Ja mówię o ekstremach, Ty to za wszelką cenę sprowadzasz do normalnych czynności, które wykonuje tysiące, jeżeli nie miliony osób.
    A jeżeli chodzi o Polskie Tatry, to albo trzeba zacząć nauczać społeczeństwo prawidłowych odruchów przy wyprawie po najtrudniejszych trasach, albo żądać zwrotu pieniędzy za akcje.
    Ale mimo różnic pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

  51. TesTeq,
    ale Paweł bardzo sensownie to wyjaśnił. Czy aby na pewno udający się w wysokie Tatry doświadczony turysta bardziej narażał sie na utratę życia niż pijak idący nocą środkiem jezdni? Jeśli więc zmusić turystę do dodatkowego ubezpieczenia, to co z tym pijakiem?

  52. Tes,
    Żeby to było parę groszy…
    Do tego towarzystwa ubezpieczeniowe robią klientów na szaro na każdym kroku. Ubezpieczasz się od pożaru, ale jak do niego dojdzie, to nic nie dostajesz. Dlaczego? Bo w pakiecie jest regulamin pożaru nie ujęty w umowie a obowiązujący, do którego enigmatycznie nawiązuje jeden z punktów umowy. W tymże regulaminie stoi, że pożar jest wtedy gdy wywoła go Brzęczyszczykiewicz Grzegorz lat 23 i nikt inny. A tu trafiło się zwarcie i dym…. A towarzystwo u. mówi – twoja wina żeś o instalację nie dbał, używał wadliwych urządzeń.
    Ucywilizujmy najpierw nasze instytucje i organizacje, wtedy pogadamy.

  53. zeenie!
    Masz dużo racji. jak wyjeżdżałem w 2000 roku w Alpy, to chciałem ubezpieczyć się w PZU. W wyłączeniach było „swobodne wspinanie się po skałkach”. Nikt nie umiał mi wytłumaczyć, czy jeżeli ja idę szlakiem i wspinam się po skałkach, to wypadek jest wyłączony z ubezpieczenia czy nie.
    Wyobraź sobie, musieli zadzwonić do reasekuratora, który kazał mi wpisać odręczną adnotację, że zobowiązuję się wspinać po skałkach tylko należących do znakowanych szlaków.
    Czytać warunki umowy!

  54. Nie znam sie na wyczynowym chodzeniu po gorach, ale z reguly robia to zawodowcy lub zapaleni amatorzy oraz zawodowcy. Taka ekspedycja na Mont Everest czy K2 to nie przechadzka na Giewont. To przedsiewziecie organizowane miesiacami, i za tym przedsiewzieciem stoja czesto sponsorzy. Dlaczego nie obciazyc sponsorow obowiazkiem Nie ubezpieczenia zawodowej wyprawy od kosztow akcji ratowniczej ?

    Pomysl ten naszedl mnie po historii ze swiata regat zawodowych. Kilka lat temu, w regatach dookola Antarktydy zaginal jacht z zeglarzem z Montralu, Jerry Ruffs mu bylo, czy jakos tak. W akcji poszukiwawczej braly udzial ekipy ratownicze z krajow bezposrednio operujacych w basenie wokol Antarktydy, ale nie znaleziono ani jachtu, ani zeglarza. POszukiwania trwaly dobre kilka tygodni.

    Zaciekawilo mnie ile kosztuje takie latanie w kolko i w kwadracie samolotow, helikopterow, patrolowanie przez straz przybrzezna itp. Ja rozumiem solidarnosc ludzi morza, i ze nie mozna odmowic nikomu pomocy. Oczywiscie, ze trzeba pomagac. Tylko ze jesli ktos sie pcha sam z siebie, z nadmiaru adrenaliny na wzburzone morze na koncu swiata, to co zrobic z tym fantem ? Czy to to samo, co zaginiony kuter z rybakami, ktorzy zyja z morza ? Ale byc moze to samo.

    Nie mniej….. kazdy z wielkich jachtow bioracych udzial w Wielkich Regatach o Wielka Satysfakcje Ze Zmierzenia Sie Z Samym Soba ma na kadlubie, na zaglach, na kazdym niemal szocie i na strojach zalogi kolekcje logo sponsorow. Z reguly sa to wielkie firmy, ktore stac na udzial w pokazowce, bo tak nalezy traktowac regaty. O ironio ! Czesto sponsorami sa firmy ubezpieczeniowe (np. AXA) ! Dlaczego nie poprosic sponsorow o wykupienie dodatkowej polisy ubezpieczeniowej od ewentualnych kosztow akcji ratynkowej zalogi, ktora sie sponsoruje ?

    Podobnie moze byc w gorach. Dlaczeo nie poprosic sponsorow wielkich wypraw na dachy swiata o wykup ubezieczenia od kosztow ewentualnej akcji ratunkowej ?

    Jazda na motocyklu w niedzielne populudnie to w 95% zajecie dla przyjemnosci. Aby wyruszyc na droge trzeba sie wyposazyc, zarejestrowac i UBEZPIECZYC. Nikt nie idzie na Hochneck do pracy, a nawet jesli, to – wzorem motocyklisty – powinien sie ubezpieczyc.

  55. Schengen nie w Tatrach

    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4653294.html

  56. Andrzej pyta: „to co z tym pijakiem?”

    Otóż każdy, powtarzam KAŻDY wypadek, w którym brała udział osoba pijana powinien być kwalifikowany jako wypadek z jej winy. Skończmy z pomrocznością jasną i głupkowatymi tłumaczeniami, że na skutek zamroczenia alkoholowego ktoś miał ograniczoną możliwość rozpoznawania swoich czynów. To nie jest okoliczność łagodząca! To okoliczność obciążająca!

    W Polsce panuje duża tolerancja dla pijaków, która dla mnie jest nie do zaakceptowania.

  57. TesTeq:
    .
    „Jeśli specjalnie narażasz się na utratę życia i zdrowia, to dlaczego Torlin lub ja mielibyśmy płacić za Twoje leczenie? Równie dobrze mógłbyś żądać, żebyśmy opłacili Twój pobyt w Egipcie, bo chcesz sobie ekstremalnie ponurkować.”
    .
    Nie „specjalnie się narażam”, tylko podejmuję zajęcia w jakimś stopniu zwiększające ryzyko wypadku, choć w jakim, trudno ocenić. Ja przez trzydzieści lat intensywnego włóczenia się po rozmaitych górach ani razu nie korzystałem z pomocy służb ratowniczych, i o ile pamiętam, może ze dwa-trzy razy znalazłem się w sytuacji prawdziwego zagrożenia (więc na razie do mnie nie dołożyłeś).
    Nie podoba mi się takie buchalteryjne podejście do ratowania zdrowia i życia ludzkiego – jakby to był zwykły produkt rynkowy. Ja bym mógł z kolei zapytać, dlaczego mam dokładać do leczenia raka płuc u faceta, który nałogowo pali, mimo że nawet na pudełku papierosów ma napisane, że to szkodzi zdrowiu.
    Powtórzę po raz kolejny: ludzie sami szkodzą sobie na n rozmaitych sposobów, a koszty akcji ratowniczych w górach to jest kropelka w morzu wydatków na ochronę zdrowia i bezpieczeństwa obywateli.
    Rozważanie, kiedy człowiekowi należy się ratowanie życia, a kiedy ma sam za to zapłacić, to niebezpieczny i niesympatyczny sposób myślenia.
    Logiczniejsze byłoby rozwiązanie skrajnie liberalne: każdy sam odpowiada za siebie, sam ubezpiecza się lub nie ubezpiecza, i jeśli robi coś, czego jego polisa nie uwzględnia, to niech ma pretensje do siebie. Tylko że to musiałoby obejmować wszystkie dziedziny życia, a nie tylko góry. Nie chciałbym żyć w takim świecie.
    Być może mógłbym przyznać rację Torlinowi, który proponuje, by jedynie pewne ekstremalne odmiany sportu i turystyki wymagały dodatkowego ubezpieczenia. Przewiduję jednak zasadnicze trudności w zdefiniowaniu tego ekstremalizmu. Choćby dlatego, że – na moje wyczucie – wypadki górskie rzadziej zdarzają się „ekstremalistom”, którzy na ogół posiadają odpowiednie kwalifikacje, a częściej ignorantom, którzy nie robią niczego ekstremalnego, tylko na przykład nie zdają sobie sprawy z tego, jak szybko w górach potrafi zmienić się pogoda, i nie potrafią posługiwać się mapą.
    Chętnie więc najpierw zapoznałbym się ze statystyką wypadków, ich przyczyn i związanych z nimi kosztów.

  58. Dana
    tak mi się wydaje, że Słowacy mogą sobie tylko pokłapać. Jeśli chodzi o okres od 1 listopada do 15 czerwca to jest całkiem inna sprawa, ale próba nie otwierania granic poza tym okresem szybko spotka się ze zdecydowaną reakcją Brukseli. No chyba, że władze słowackie zdecydują się na likwidację szlaków turystycznych, ale wtedy to sami Słowacy się wściekną.

  59. TesTeq,
    Ale nadal nie mam odpowiedzi na swoje pytanie. Dlaczego nie ma być obowiązkowego ubezpieczenia dla pijaków, skoro mają być dla turystów górskich. Poza tym pijak to tylko pojedynczy przykład, a co z nieoświetlonymi pieszymi na drogach, a co z deskorolkowcami, a co z rowerzystami uprawiającymi jazdę ekstremalną. Przykłady można by mnożyć bez końca, po to żeby w końcu dojść do wniosku, że naprawdę nie ma żadnego powodu, aby spośród ogromnej rzeszy ryzykantów wyróżniać obowiązkowym ubezpieczeniem akurat turystów chodzących po górach. Zwłaszcza, że jak Paweł słusznie zauważył wypadkowość wśród nich wcale nie jest tak duża.

  60. Paweł Luboński pisze: „Logiczniejsze byłoby rozwiązanie skrajnie liberalne: każdy sam odpowiada za siebie, sam ubezpiecza się lub nie ubezpiecza, i jeśli robi coś, czego jego polisa nie uwzględnia, to niech ma pretensje do siebie. Tylko że to musiałoby obejmować wszystkie dziedziny życia, a nie tylko góry. Nie chciałbym żyć w takim świecie.”

    Tak. To byłoby najlogiczniejsze rozwiązanie, jednak większość ludzi nie stać na wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Wolą, żeby ktoś inny wyciągał ich z każdej opresji, w którą się ładują.

  61. Andrzej pisze: „Ale nadal nie mam odpowiedzi na swoje pytanie. Dlaczego nie ma być obowiązkowego ubezpieczenia dla pijaków”

    Ależ ja nie jestem zwolennikiem obowiązkowych ubezpieczeń, tylko obowiązkowej odpowiedzialności finansowej za swoje czyny.

    Jedną z metod uchronienia ludzi przed bankructwami z powodu własnej głupoty jest wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń.

    I powiedzmy sobie szczerze – system podatkowy wraz z systemem ubezpieczeń społecznych też jest formą obowiązkowego ubezpieczenia przez nieszczęściem (chorobą, pożarem, bandytami, terroryzmem, agresją innego państwa itd.)

  62. Fajne widoki.

  63. Witam Cię Adwokacie w swoim blogu. Miło jest przeczytać takie zdanie. Rejon Berchtesgaden jest rzadko odwiedzany przez Polaków, a przecież to tak blisko Salzburga. A jest cudny, ma przepiękne, bardzo trudne trasy turystyczne po górach, baseny termalne, jaskinie, wąwozy, jezioro 18-kilometrowej długości, po którym pływają statki.

  64. Trzeba trochę postudiować zasady a potem już z górki…Dla ciekawych: zachęcam do odwiedzenia moich stron internetowych o ubezpieczeniach ubezpieczenia hestia , hestia warszawa , ubezpieczenia warszawa oraz motoryzacji auto testy
    Zapraszam

  65. Witam Pana Krzysztofa Świerczyńskiego i zainteresowanych odsyłam na odnośne strony. Naprawdę, przy wyjazdach w góry poza teren Naszej Ukochanej Rzeczypospolitej warto wykupić ubezpieczenie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: