Napisane przez: torlin | 11/01/2008

Jak można tego nie wiedzieć?

Jak nazywa się ten obraz i czyjego jest autorstwa? Nie wiecie? To wstyd. Jak można tego nie wiedzieć? Kulturalny człowiek takie rzeczy wie.

To jest obraz portugalskiego malarza José Malhoa (1855 – 1933) z 1909 roku, a tytuł tego dzieła brzmi: „Os Bêbados ou Festejando o S. Martinho”.

Przepraszam Cię Doro, że nawiążę do dyskusji z Tobą w blogu Hoko. To nie jest absolutnie aluzyjna notka, tylko niechcący dałaś mi temat na kolejną. A temat ten brzmi: „Jak to? To ty tego nie wiesz?”.

Sztuka, cała kultura, jest tak obszerna, że nie ma właściwie człowieka, który mógłby ją w całości poznać. Ludzie znają tę sztukę wycinkowo, najczęściej zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i słabościami kulturalnymi. Ludzie starszego pokolenia (co ja wygaduję w swoim wieku!) uważali, że jest pewien kanon wiadomości, który każdy kulturalny człowiek powinien posiadać. Jeżeli ktoś powie o Panu Jourdain i o kapciach, to na zasadzie błysku impuls powinien przekazać informację o Molierze (Telochu – błagam o litość!). Jak ktoś bąknie: „Toutes proportions gardees” lub „expressis verbis”, to każdy nawet nie znając francuskiego lub łaciny powinien natychmiast wiedzieć, co to znaczy.

I tu natrafiamy na mur. A jak ktoś czegoś nie wie? Ja muszę przyznać, że często łapię się na tym, że zastanawiam się, jak można nie wiedzieć, że Melilla jest enklawą hiszpańską w Afryce, a brat Józefa Piłsudskiego Bronisław zajmował się ludem Ajnów (i to na wyspie Hokkaido). A zaraz sobie powtarzam – a ty wszystko wiesz? Jak Ramzes w blogu Hoko napisał nazwisko „Raskolnikow” to mnie się skojarzyło tylko z Dostojewskim, ale nie z konkretnym utworem. Po prostu nie znoszę tego autora i wszystkie jego wielkie księgi jedynie wstępnie pozaczynałem. Jak w cytacie nie znajdę słów: „Bloom” i „Molly”, to nie będę wiedział, że to z „Ulissesa”, bo go czytałem 30 lat temu.

Czy można w ogóle określić, co człowiek uważający się za inteligentnego powinien znać? Jakie książki, jakich malarzy? A jakie rzeźby są ważne? Jeżeli już wspomniałem Dorę, to na myśl mi przychodzi muzyka poważna. Znam mnóstwo utworów, bardzo wiele lubię, a jak przychodzi do powiedzenia, z czego jest ten kawałek – ja jestem bezradny. Ja to świetnie znam, ale czy to jest z Brahmsa czy Schuberta? Mylą mi się kompozytorzy, utwory, nawet epoki. A co z rozróżnianiem gatunków win, ptaków, drzew, porcelany, kijów golfowych, metod malarskich? Ty tego nie wiesz?

I dochodzę do wniosku, że im więcej wiem, tym bardziej wiem, ile nie wiem (ale mi się to fajnie napisało, tak w stylu Grzesia). A już najgorzej jest z nowym trendem (ten trynd – pamiętacie?), człowiek kulturalny powinien mówić po angielsku. Ja tam a_capelli wybaczam fascynację, a Komerskiemu zawodowe przywiązanie, ale coraz większa ilość blogowych znajomych zaczyna bez opamiętania wstawiać, już nie tylko wyrazy, ale wręcz zwroty angielskie. I człowiek, tak jak bez pomocy przypisów tłumaczących nie dawał sobie rady z Paskiem ze względu na jego makaronizmy, tak teraz potrzebny jest tłumacz z angielskiego na polski.

W związku z moją notką opowiem Wam anegdotę, jak udało mi się przerobić powyższy temat na dowcip. Rzecz autentyczna. Jeździłem do Ostrowi Mazowieckiej na Prusa do Sądu Rejonowego i z braku miejsca często parkowaliśmy na ulicy Mieczkowskiego. Były to dwie małe uliczki, prawie osiedlowe. Po pewnym czasie w towarzystwie słuchałem dziennika i padła wiadomość o tragedii, jaka się rozegrała na rogu Prusa i Mieczkowskiego, zderzenie dwóch samochodów, dwa trupy, sześciu rannych. Ja na to: „Jak możliwe było takie zderzenie na tak małych uliczkach? Przecież to niemożliwe!”. „A ty skąd wiesz, jakie to są ulice?” A ja na to: „Jak można nie znać rogu Prusa i Mieczkowskiego w Ostrowi Mazowieckiej?”.

PS. Popróbowałem pobawić się w tłumacza, nie znając właściwie ani jednego słowa w danym języku. Ale liznąłem kiedyś trochę hiszpańskiego, a to jedna rodzina językowa. Zacząłem od słowa „Bêbados”, kojarzy mi się z hiszpańskim „beber” – „pić”, czyli „pijący” bądź „pijacy”. Następne są już prostsze – „festejo” to jest „święto”, „uroczystość”, „fiesta”. I tak mi się zdaje, że tytuł obrazu „Os Bêbados ou Festejando o S. Martinho” oznacza „Pijący w Święto (Fiestę) Świętego Marcina”. Zna ktoś portugalski?

PS 2. Oczywiście o tym malarzu, że nie wspomnę o obrazie, usłyszałem po raz pierwszy w życiu przygotowując tę notkę. Najpierw szukałem w Albanii, a później przerzuciłem się na drugi skraj kontynentu. I już słyszę kpiącą uwagę człowieka, który tego malarza lubi i ceni: „Ja nie rozumiem, jak można nie znać Malhoa?”


Responses

  1. Torlin pyta: „A co z rozróżnianiem gatunków win, ptaków, drzew, porcelany, kijów golfowych, metod malarskich? Ty tego nie wiesz?”

    Wiem:
    – wina dzielimy na czerwone i czarne, pardon, białe;
    – ptaki dzielimy na śpiewające i skrzeczące, latające i nie;
    – drzewa dzielimy na liściaste i iglaste, duże i małe;
    – porcelana dzieli się sama, jak spadnie ze stołu;
    – kije golfowe dzielimy na metalowe i bejsbolowe;
    – metody malarskie dzielimy na „pędzlem”, „wałkiem” i „szprejem”.

  2. Też się na tym czasem łapię. A najgorsze jest to poczucie, że właściwie to się powinno wiedzieć, bo się miało kontakt intensywny, może nawet fascynacje z 5-10 lat temu… I się nie pamięta.

    A właściwie to nie jest najgorsze… Najgorsze jest, że to zaczyna obejmować kwestie zawdowe. Podam przykład z własnego podwórka: w grupie z pracy, w piątkę, prowadzimy jeden przedmiot dla studentów na pobliskiej uczelni. Na koniec semestru robimy kolokwium — demokratycznie — każdy przygotowuje jedno pytanie ze swojego wykładu (powtarzam: w ramach jednego przedmiotu). Każdy zadaje pytanie PROSTE, takie, że ‚każdy zna odpowiedź’; bo przecież nie można dręczyć studentów. I kiedyś, gdy koledzy wybrali się na to kolokwium, a ja opracowawszy zadanie udałem się do biblioteki, gdzie odbieram od nich telefon:
    — PAK, słuchaj, bo studenci mają pytanie do twojego pytania — o co tu chodzi, i co to jest [tu padają fachowe terminy]; bo ja nic z niego nie rozumiem…
    No właśnie: my FACHOWCY, w ramach jednej dziedziny przestajemy rozumieć nawzwajem swoje pytania, choć dotyczą one rzeczy podstawowych… A od innych oczekujemy wiedzy…

  3. A ja z wiekiem zrozumiałam, że jak się nie wie to się pyta …. przestało mi się chcieć udawać mądrzejszą niż jestem …. tych, którzy są naprawdę „dobrze urodzeni” i „wysokiej kultury” i tak nie oszukam …. są dziedziny wiedzy, które znam dobrze, resztę znam ogólnie, wiem gdzie szukać …..

    miłego weekendu 😀

  4. Jak byłam jeszcze bardzo młodą osóbką (teraz już tylko młodą 😉 ), mojej mamie zdarzało się ze świętym oburzeniem pytać „Jak to?Nie wiesz tego???”, najczęściej chodziło o jakieś kwestie kulturowe („znany” reżyser, „znany” pisarz,itd.). Moja wiedza ogólna jest na niezłym poziomie, ale takie pytania zawsze były ciosem poniżej pasa – a można przecież zamiast tego zmotywować i zachęcić do zdobycia wiedzy…Niestety, mi również zdarza się jeszcze czasem potraktować kogoś takim „Jak to?”…

  5. a tytuł obrazu w wolnym tłumaczeniu „Pijani czyli świętowanie na Św. Marcina”.

  6. Nie zdajesz sobie sprawy Torlinie jak milo byc Panem Jourdain. czyli przezyc poznawczy orgazm.
    Dzieki.
    A bylo tak. Wiele lat temu w pewnym podlizbonskim miasteczku, nazwijmy go E. siadywalem ja sobie w knajpce. Byly to czasy kiedy jeszcze moglem byc atrakcja. Polak, choc nie z Polski a „na blekitnym paszporcie” ( jaki erudyta pamieta co to bylo?) byl jeszcze w Portugali atrakcja. Wiec byly zaczepki, pytania, sympatia i bezinteresowna chec tubylcow wprowadzenia w tajemna wiedze o Portugalii. Pamietam ze vis a vis mego stolika wysiala reprodukcja:

    Oberzysta wskazujac na reprodukcje
    – To Maria Severa. Najwieksza z wielkich fadystek.
    Umarla bo przejadla sie gołąbkami – mial na mysli ptactwo.
    – Jak zechcesz posluchac fado to wpadnij do naszego klubu. Noca z wtorku na srode jest Fado.

    Klub okazal sie klubem miejscowych oberzystow, rzemieslnikow i oryginalow. Turystow niewielu.
    I tak oto zostalem zainicjowany w fado. Do dzis nie wiedzialem ze bylo to pod reprodukcja José Malhoa.
    Muito obrigado Torlinie.

    PS

    Maria Severa nie zmarla z przejedzenia a na gruźlice . Ale to juz „erudycja inaczej”.

  7. a mnie zawsze będzie martwić jak ludzie inteligentni z dumą niemal przyznają się, że o naukach ścisłych to oni nie mają bladego pojęcia… tego to się żaden z humanistów (tak zwanych) wcale nie wstydzi…

  8. „I dochodzę do wniosku, że im więcej wiem, tym bardziej wiem, ile nie wiem (ale mi się to fajnie napisało, tak w stylu Grzesia)”
    Ależ jak można się tak obnażać?! „Wiem, że nic nie wiem” to nie żadna tam „Grzesia”, tylko sam Sokrates. Jak można wiedzieć gdzie leży Melilla, kojarzyć Bronka Pi-Sut-Tsu-Ki i mieć obcykane wszystkie rogi w Ostrowii, a nie znać Platona?! No jak… 😉
    Własnemu dziecięciu mówię – czytaj chłopie książki bo:
    1. Powód wzniosły – autor chce dialogu i mruga porozumiewawczo do do twej wiedzy. Jeśliś złapał, to odmrugnąłeś, a jeśli nie… On (znaczy autor) chciałby, aby wszyscy zwrotnie mrugali.
    2. Powód wzniosły inaczej – kiedyś bedzie ci się podobała jakaś laska, jak kiedyś twojemu staremu. Kiedyś, jak on, powiesz: „tu pisze”, a ona poprawi: „jest napisane”. Kiedyś laski i jej powabów pamiętał nie bedziesz, ale lekcję popamiętasz, więc lepiej idź z lekka juz przyuczony.
    Zdrówko, Torlinie i pamiętaj, ze to Platon. Pla-ton … 🙂

  9. ąćęłńóśźż
    Latem ubieglego roku okazalo sie ze moj GPS ma luke erudycyjną. Madame GPS „niewiedzialo sie” ze Ostrow Maz ma juz obwodnice i wyprowadzila mnie w pole. Wjechalem w miasto. Wnet okazalo sie ze utkwilem miedzy placem L.Warynskiego i placem ks. Anny Mazowieckiej. Ten zestaw tak silnie uderzyl mnie w pamiec ze i lączacą te place ulice Mieczkowskiego zapamietalem i ulica Prusa wrocilem ku swiatu.
    Torlin nie konfabuluje, jego erudycja jest zgodna z moja!!! Moge przysiegac!!!
    A przecie brakiem wiedzy lub wyobrazni w zapale narracyjnym moze popisac sie czasem niebyle kto. Oto co pisze w eseju „Błędy, których się nie widzi” Wiadomosci (londynskie) nr 512, 1956
    Jozef Mackiewicz:
    „Szczególnie nie mógł sobie Sienkiewicz poradzić z budową konia i jego długością. Oto fragment porwania księcia Bogusława: dwóch ludzi uchwyciło raptownie Bogusława pod ręce z boków i pędziło przodem w trzy konie rzędem, Kmicic zaś z tyłu, od czasu do czasu przytykając lufę krócicy między łopatki porwanego Bogusława, czyli środkowego jeźdźca w rzędzie. Jakim sposobem? W prostej linii Kmicic miałby następującą odległość: przednią część własnego konia, tylną połowę konia Bogusława, plus konieczny odstęp pomiędzy galopującymi jeden za drugim końmi. W ten sposób, ażeby dosięgnąć ze swego siodła pleców Bogusława, musiałby użyć raczej długiej piki, ale nie mógł tego uczynić w żaden fizyczny sposób przy pomocy krócicy, nawet o najdłuższej lufie.
    To samo zadanie z długością tułowia końskiego fatalnie rozwiązał Sienkiewicz w opisie walki z oddziałem szwedzkim w wąwozie podczas eskortowania Jana Kazimierza. Tekst mówi, że wąwóz był szeroki zaledwie na trzy konie w rzędzie. Kmicic z dwoma Kiemliczami po bokach wypełniał go całkowicie, walcząc kolejno tylko z trzema Szwedami od frontu. Natomiast stary Kiemlicz, który już się nie mieścił w rzędzie, wysuwał z tyłu pod łokciami walczących swój rapier i cofał go za każdym razem zbroczony krwią. Nonsens. Bo znowu: w prostej linii miałby przed sobą pół długości swego konia, całą długość konia poprzednika i wreszcie pół długości szwedzkiego konia, czyli dwie długości końskie, ażeby dosięgnąć Szweda. Nawet biorąc pod uwagę, że w walce konie przeciwników wzajemnie się o siebie zazębiają, nigdy długość rapiera jeźdźca jadącego z tyłu nie wystarczyłaby do takiej manipulacji!”

  10. Czepia się dana klasyka na cacie kucnąwszy. Chochlik nobliście „dłużycę” w „krucicę” zmienił, a ciemniak korektor poprawił błędne jego zdaniem słowo „raaaaapier” w rękopisie.
    Swego czasu potrzebowałem skopiować literacki opis afrykańskiej przyrody. No gdziezby, jak nie u mistrza. Wódkę stawiam, kto mi w „W pustyni i w puszczy” pół stroniczki opisu cięgiem spisanego pokaże.

  11. Iżyk
    JOZEF to nie Cat ale takze Mackiewicz. Jozef Mackiewicz to jeden z moich ulubionych PL prozaikow.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Mackiewicz

    Dana Jourdain sie klania.

  12. Torlinie,
    gratuluję. Świetny tekst. Odważnie wstąpiłeś na grunt, po którym boją się stąpać ludzie nawet nieźle oblatani. Dodam jeszcze do tego często wyrażaną wyższość rodaków wobec przedstawicieli innych nacji: jak to, to oni nie wiedzą gdzie leży Albania?
    Tylko u nas mógł się urodzić autor słynnego: na wymianie poglądów tracę – co, nie wiesz kto to?
    No wiesz?!
    🙂

  13. Wszystkim Wam strasznie dziękuję za komentarze, wszystkim razem i każdemu z osobna.
    Jolinku!
    Też Ci życzę miłego weekendu.
    Asiu!
    Dzięki za wpadnięcie i za tłumaczenie.
    A.dan.ti – to jest mój wstyd i moje rozgoryczenie. Mylę waty z woltami, a co mówić o sprawach poważniejszych.
    Drogi Iżyku, ja wiem, że to Sokrates, ale w ogóle nie wiem, o co chodzi z tym Platonem?. Jak się nie pogniewasz, to Torlin Jourdain napisze, że Ostrów Mazowiecka to jest ta Ostrów, więc jedzie się do Ostrowi, a nie Ostrowii 🙂
    dana1 – i wykrakałem. Jest wielbiciel Malhoa. Znacie ten dowcip: Przychodzi pijaniuteńki mąż do domu (pewnie ze Święta Św. Marcina) i mówi do żony: „Wykrakałaś”.
    zeenie – Torlin Jourdain Cię informuje, że Słonimski powiedział: „na wymianie poglądów zawsze tracę”, a nie „na wymianie poglądów tracę”. Zeenie, to Ty tego nie wiesz? 🙂
    A spośród tego rodzaju powiedzonek moim najulubieńszym z najulubieńszych jest Franza Kafki: „W sporze ja – świat – zawsze kibicuję światu”.
    Pak4 – masz całkowitą rację

  14. Izyk
    A co sądzisz o tym (z tego samego zrodla)
    z Gołubiewa o Bolesławie Chrobrym:
    „ludzie ścięli gałęzie lasu, podpalili, a te zapłonęły olbrzymim płomieniem. Akurat! Takie świeżo ścięte gałęzie na to żeby płonąć muszą dobre kilka miesięcy przedtem suszyć się na słońcu”

    Albo:

    „W „Martwych duszach” skrupulatnego Gogola, Cziczikow w drodze od Maniłowa zabłądził w deszcz i burzę, i dopiero o 2-ej w nocy dotarł do majątku Koroboczki położonej w dalekiej głuszy. Cóż się jednak dzieje nazajutrz? Cziczikow wstaje o dziesiątej. Myje się, ubiera i idzie na herbatę. Później kłóci się z gospodynią o sprzedaż «martwych dusz», aż biją na niego wszystkie poty. Sądząc z przebiegu rozmowy, nie mogło to trwać krócej niż godzinę. Później zasiada do pisania umowy. W tym czasie przygotowuje się obfite jadło. Cziczikow zasiada do stołu i zjada najróżniejsze watruszki, bliny i pierogi. Gdy wreszcie wyjeżdża, stwierdza, że droga jest podmokła wskutek wczorajszej burzy i koła grzęzną w błocie tak że bryczka z trudem się porusza. I… już w południe jest w karczmie na wielkim trakcie. Kiedy?! Na wszystko to razem łącznie z wydostaniem się z tej zapadłej głuszy, starczyło mu dwóch godzin od chwili przebudzenia?!…
    Dalej: był opis burzy z piorunami, później piękny opis zieleniejącego sadu u sknery Pluszkina. Ale nazajutrz, w mieście, Cziczikow wkłada szubę na niedźwiedziach i czapkę z nausznikami. I Maniłow też przychodzi do niego podobnie ubrany.”

  15. Torlinie, tę dyskusję z Dorą (i Jolinkiem) trochę naciągnąłeś, bo sedno sprawy było inne 😉
    Ale i tak kwestie z tego wpisu dotyczą, że tak powiem, spraw jakoś tam „codziennych”, a poza nimi jest jest jeszcze niezmierzony obszar rozmaitych nauk szczegółowych. W tej chwili trudno by znaleźć człoweka, który by się i w jednej dziedzinie do końca rozeznawał, każdy ma swój wycinek, swoją działkę. Zresztą na te sprawy „codzienne” też się to jakoś przekłada – kanonów już nie ma, bo różnorodność i wielorakość kulturowa jest zbyt duża i próba jakiegokolwiek szeregowania prowadzi nieuchronnie do wybiórczości i trywializacji. Jednocześnie sama zasadność wartościowania została poddana w wątpliwość i zrelatywizowana; coś co „trzeba wiedzieć” jest lokalne i doraźne, jutro może być to juz coś całkiem innego.

    Mnie osobiście najbardziej wnerwia, gdy sobie nie moge przypomnieć jakiego słowa – mimo ze mam go na końcu języka. Reszta jest już mniej istotna – wystarczy by wiedzieć jak i gdzie daną informację znaleźć.

  16. Torlinie
    Przecie ja napisalem ze nie wiedzialem do dzis kto Fado malowal. To ze juz wiem to twoja zasluga!!!

  17. Hoko!
    Ależ ja tę dyskusję traktowałem jedynie jako inspirację, a nie odwzorowanie.
    dana1!
    🙂 Ale mi tak lepiej brzmiało 🙂

  18. dana. Kiedy tak i nie Cat, to cofam 🙂
    Torlin. Chyba Broniewski – „Turbiny turkotem turkocą”, a na to expert – gdyby turbiny turkotem turkotały to trzebaby ewakuować pewnie z pół warszawy

  19. Torlinie,

    gratuluje zdrowego rozsadku i odpornosci na zle pojety „intelektualizm”, powodujacych u niektorych powazne zmiany somatyczne w postaci wybaluszania oczu i wystekiwania pytania „To ty tego nie wiesz ???”, okraszonego nieukrywana nagana lub conajmniej politowaniem wobec stanu okazanej niewiedzy.

    Pozdrawiam serdecznie.

  20. Spotkanie z erudytą, czyli jak okazałem się bastardem.
    Na jakiejś nudnej towarzyskiej „postojówie” spotkałem przed laty Paragwajczyka. Był przysadzisty, krzywonogi. Ciemną miał skórę. Był niezwykle mowny. Trajkotał. Trajkotał w języku nie swoim iberyjskim, ale w języku tubylców, ludzi o wysokiej tolerancji na błędy popełniane przez anglojęzycznych przybyszy za to z trudnością znoszący wymowę i błędy gramatyczne „Iberów” i Słowian. Tubylcy uciekali od niego jak od jakiegoś mosquito z Gran Chaco. Znieczulony juz dobrze trunkami, nie uciekłem.
    Słucham i uszom nie wierze, to co Mosquito nawija, to nic innego jak dobre streszczenie Ulicy Krokodyli, wiec sie przyznaję żem Polak. Nie rozumie. To ja mu ze Bruno Schulz to nie tylko Bruno, ale i polski pisarz. Nie wiedział, wiec chce wiedzieć jeszcze więcej. Jego zapis „GPS”kończył sie na Krakowie, mój już w Montevideo. U mnie za Montevideo jak nie dyktatura to pampasy w krwawe pasy, u niego za Krakowem była rozkoszna czerwona mgła. Oślepły z zachwytu opowiedział mi jak jest „u nas za Krakowem” w jego ukochanym CCCP: Jak to świadomy chłop bezklasowo kopuluje z robotnikiem i kolektywnie płodzą śmigłego Czekistę. Wkładają bachora do taczanki i aby bestię ukołysać popychają go w górę po odesskich schodach.
    To ja mu na to o Galicyjskim Kuwejcie juz za Szulca nieco wyeksploatowanym, o sprzyjającym dziwności trójkącie Drohobycz, Borysław, Truskawiec. O nielegalnych, płytkich wykopkach za ropa, ukrytych w piwnicach podmiejskich domków, o nagłych eksplozjach i wniebowstąpieniach, o deptaku w Truskawcu i wróblach na rynku w Drohobyczu. Tak tośmy sobie gadu-gadu, yerba nasza mać. Kiwał potakująco łbem.
    Nigdy go więcej nie spotkałem w naturze, ale… przeglądam kiedyś katalog pewnej biblioteki i….
    Znajome mi nazwisko iberyjskie i tytuł – „Spotkanie z Brunonem S”. Okazało sie, że to postmodernistyczny TEKST wydany własnym sumptem przez Mosquito. A w Tekście Kraków, Lwów, Truskawiec i Drohobycz, ale nie tylko. Bo, jakże by inaczej, w tym sosie musi być Papież, który był Wojtyłą i oczywiście ja, szczegółowo opisany – wypisz wymaluj ubrany jak ja na tamtym spotkaniu i opowiadający to, co Mosqito, z mego opowiadania pojął. Autor demaskuje „mnie” w tym TEKSCIE, jako nieślubne dziecię pewnej Wandy i Papieża. Przez Tekstu przebija radość i duma z naszego spotkania.

  21. zupełnie się zgadzam, że nie można wiedzieć wiele, już nawet nie pisze wszystkiego… a już na pewno mylenie wata i wolta nie jest dla mnie wyznacznikiem wiedzy. W naukach ścisłych chodzi o rozumienie, a nie wiedzę encyklopedyczną, której fragmenty się tu przewijają. Zresztą jest to znana szkolna bolączka – nauczyciel jak nie umie wytłumaczyć, albo zachęcić to każe się nauczyć na pamięć. No i pewnie stąd ten strach przed matematyką – bo i po co uczyć się na pamięć „tych hieroglifów”…

  22. a.dan.ti
    Racja. Tylko, że dostaliśmy wszyscy prawo głosu i tak często głosujemy na brednię. Myślę, że gdyby w społeczeństwach elementarna kultura „ścisła” była nieco wyższa i rozumienie, nie aż takich subtelności jak różnica miedzy Watem a Woltem, ale różnicy miedzy milionem a miliardem, czy rozumienie, co to jest procent i jak rozumieć diagram prezentujący dane statystyczne to nasze wybory były by może mniej głupie.
    …………..
    Czytanie nieco zagadkowych komentarzy może być inspirujące. Zachęca do sprawdzania u źródeł.
    Dzięki Torlinowi dowiedziałem się, kto jest autorem obrazu, który kiedyś silnie zaistniał dla mojej pamięci.

  23. a.dan.ti poruszyłaś zupełnie nowy temat … jak zachęcić do tego by się chciało wiedzieć więcej …

    To z reguły nasi rodzice, babcie, dziadkowie kładą podwaliny naszej wiedzy, potem dobry nauczyciel, ciekawi znajomi, ulubiony partner, … i albo ta osoba zachęcająca musi być dla nas autorytetem albo darzymy ją pozytywnymi uczuciami …

    A jak już się jest tak przygotowanym i gotowym egzemplarzem człowieka dorosłego można budować już samemu swoją wiedzę ….

    W tym pędzie cywilizacyjnym zaczyna nam brakować dobrego wychowania w domu (bo rodzice zarabiają na chlebek), szkoła taka sobie (bo nauczyciel stracił autorytet), znajomi mają mało czasu itd. …. jest tv i internet ale to droga na skróty i czasami źle wybieramy …. natomiast ambitni nadrabiają straty lecz jest to często bardzo selektywna wiedza zawodowo …

    temat szeroki ale ważny bo skutki odczuwamy wszyscy …. ilu ludzi nieradzi sobie dobrze ze swoją „niewiedzą” ….

  24. Dopiero doczytałem i…
    A niechże Cię, Torlinie, Ciebie i ten/tą Twój/Twoją Ostrów/Ostrowię dunder świśnie! Dopiero doczytałem. Ze mnie wybitny „Ortograf Bawarski” (slyszałeś o takim?) jest, a Ostrów Mazowiecka błąd ma w nazwie genetyczny. Tyle wiem, owa wyspa na popas pośród rozległych połaci puszcz, gdy Mazurzy z Mazowsza przenosili się na nowe ziemie, aby wreszcie mazurzyć na Mazurach, od początku była samcem, tylko psikus języka sprawił, że nie Mazowieckim. Zresztą to ja tu przychodzę po wiedzę i nie będę z Tobą polimeryzował, ponieważ w tym temacie jestem lajkonikiem. Dlatego podpisuję się nie z nazwiska, tylko „Iżyk”, żeby pozostać in coguto. No.
    Abyś na wymianie myśli zanadto nie stracił, to powiem, że wszystko co wiemy o Sokratesie pochodzi od Platona i Ksenofonta. Inne źródła pisane, na oczy go widzących, nie istnieją. Jeśli ktoś przy Tobie walnie, że był a) wegetarianinem, b) zdunem), c) namiętnie jeździł tramwajami, pytaj, czy to od P. czy K.?
    Tak nawiasem: „nie ten kłamie, kto to robi, ale ten, kto robi to nieudolnie”
    Za rzadko Cię odwiedzam.
    Zdrówko Wam wszystkim, a wódka czeka.

  25. Widzisz A.dan.ti, ja jednak bym rozdzielił z jednej strony matematykę, a z drugiej fizykę/chemię. To się nie pokrywa i ja tego jestem najlepszym przykładem. Uwielbiałem matematykę, nie miałem na uczelni żadnych problemów, do dzisiaj dla wprawy rozwiązuję zadania maturalne.
    Tylko przed chemią i fizyką uciekam, gdzie pieprz rośnie.

  26. W liceum miałem kolegę, Janusza G., którego zdrowe zasady życiowe niniejszym przytaczam:
    – niczym się nie przejmować,
    – dobrze się odżywiać,
    – zwalniać na zakrętach,
    – i zepsuć powietrze!
    zatem
    stosuję zasadę pierwszą, ważę 104 kg, prawa jazdy nie mam, a powietrze psuję, przytaczając myśl jakiegoś zapewne mądrego człowieka (może ktoś przypomni nazwisko):
    Czym większa wyspa naszych wiadomości – tym dłuższe wybrzeże nieznanego.

  27. No wiec o to chodzi:

    nie, zeby wiedziec obiektywnie jak najwiecej, ale zeby wiedziec tyle, ile potrzeba, zeby czuc sie z tym dobrze i byc szczesliwym. Oznacza to mniej wiecej to samo, o czym pisze Cyprian Vaxo:

    – nie przejmowac sie tym, ze nie wiem czegos, co wie Dora czy Hoko (nothing personal – to Torlin wywolal Was do tablicy);

    – nie przejmowac sie tym, ze ci, ktorym do szczescia potrzebne jest wiecej wiedzy niz nam traktuja nas jak ignorantow i wybaluszaja galy;

    i dalej – jak chce Cyprian Vaxo.

    Wszystko wiedziec ? Co za absurd ! Wiedzic tyle, ile potrzeba, zeby moc zrealizowac sie w zyciu (cokolwiek to oznacza) i byc w zgodzie z samym soba.

    Czego wszystkim zycze.

  28. ……. „Wiedzieć tyle, ile potrzeba, żeby moc zrealizować się w życiu (cokolwiek to oznacza) i być w zgodzie z samym sobą” …… podoba mi się taka postawa 🙂

  29. “Wiedzieć tyle, ile potrzeba, żeby moc zrealizować się w życiu (cokolwiek to oznacza) i być w zgodzie z samym sobą”
    .
    Ta sentencja nie zawiera żadnych praktycznych wskazówek. Być w zgodzie ze sobą – to może być postawa zarówno mędrca, jak i wielce zadowolonego z siebie durnia. Zapewne obaj są szczęśliwi. Ale to nie znaczy, że bycie zadowolonym z siebie durniem zasługuje na uznanie.

  30. Pawle!
    Cieszę się, że to Ty napisałeś.

  31. Jej… Jak zwykle wpadam do Torlina jak już wszystko zostało powiedziane 🙂

    Więc ja może tylko powiem, że osobiście, gdy spotykam się z pytaniem „Jak to? To ty tego nie wiesz?” To przytakuję, że nie wiem, wysłuchuję wyjaśnienia, a wewnętrznie w śrubkę mnie skręca, że nie wiedziałem i w miarę możliwości staram się nadrobić braki.
    Ale oczywiście są granice.

    Jakby mi fizyk kwantowy taką uwagę zrobił w odniesieniu do jakichś kwarków, mezonów czy t.p. to pomyślałbym, że może fizyk dobry, ale ponadto kretyn. Nie można przecież wymagać wiedzy zanadto specjalistycznej, bo ona jest specjalistyczna właśnie. To chyba jasne.

    Drugą granicą jest moje zainteresowanie. Nie czuję bólu z powodu mojej ignorancji w sprawie Melilli bo mnie ona nie interesuje. Natomiast wstyd mi, że nie wiem, jak się nazywa stolica Tanzanii, bo uważam, że jako tako wykształcony człowiek powinien znać stolice przynajmniej.

    A co do angielskiego, to ja się cieszę, że nie wszyscy go znają, bo nie miałbym co do garnka włożyć 🙂 – a poważniej to nie jest tak, że jego nieznajomość jest jakąś hańbą, ale jest teraz tak, że jego znajomość szalenie ułatwia życie.

  32. Paweł, Torlin można i tak pomyśleć …. jak się jest pesymistą …. dureń to też człowiek …. niech sobie żyje jak chce … 🙂 …. tu chyba tacy nie piszą …. 🙂

  33. Myślę, że Jacobsky nie postulował stawiania pomników zadowolonym durniom i Paweł doskonale to widzi, ale pogadać nie zaszkodzi 🙂

  34. Łatwość dostępu do nagromadzonej wiedzy i informacji czyni erudycje w tradycyjnym rozumieniu problematyczną. „Wiedzieć” możemy dzisiaj nieomal wszystko i nieomal natychmiast. Coraz rzadziej musimy wstawać od klawiatury by sięgnąć po słownik, encyklopedię czy biblię. Ściany w naszych domach czy mieszkaniach zasłonięte książkami, co do niedawna było miarą i symbolem statusu inteligenta stają się powoli równie śmieszne i anachroniczne jak kilimy z Madonną i Szablą (akceptuje te ostanie, jeśli wiszą w jakimś cudzysłowie i jakimś relatywizującym kontekście).
    Na marginesie, ideolodzy i praktycy IV Rzeczypospolitej śledząc „genetykę” współczesnej inteligencji polskiej gdyby byli w posiadaniu klasycznej erudycji mogli dokonać podziału kastowego na post KPP i post AK za pomocą inspekcji rodzinnych bibliotek i ściennych bibelotów. Bez trudności ustalam genetykę nowych znajomych w kraju. Starcza mi jeden rzut oka na ich siedlisko. Nie przysparzałoby wielkich trudności wyróżnienie kilku kast pośrednich w skali KPP – AK. Na szczęście Czwartacy to bałwany, choć czasem nawet Belwederskie.
    Banałem jest stwierdzenie, że erudycja na dziś to umiejętność wykorzystania źródeł. Erudycja klasyczna polegająca na zgromadzeniu w pamięci faktów była przydatną w czasach, kiedy funkcjonował salon, kawiarnia. Tam niezbędną była erudycja konwersacyjna, a nawet umiejętność cytowania ogromnych cudzych kawałów z pamięci. Dziś mamy problem nadmiaru i łatwości. Ogarnia nas lenistwo poznawcze. Oczywiście wolno każdemu pozostać z zadowoleniem w swojej muszelce i wytrzeszczać fizjologicznie gały na czułkach na prowokatora, na tego, który zaprasza Ślimaka na wycieczkę krajoznawczą. Jeśli decydujemy się na wypowiedz skierowaną do innych to czynimy to w jakimś celu. Na ogół tym celem jest jakaś forma samorealizacji, samorealizacji w oczach innych. Taką forma samorealizacji może być zaproszenie na spacer, na spacer po internetowym silva rerum. Formą zachęty do spaceru jest niedopowiedzenie, aluzja, prowokacja.
    W świecie Internetu zdziwienie „ty tego jeszcze nie wiesz?” graniczy ze śmiesznością. Zdziwione pytanie „ to tam jeszcze nie byłeś?” jest gestem przyjaźni i zaproszeniem by dzielić przeżycie, poznanie czegoś nowego, albo starego na nowo. Wędrówkę po współczesnej mega bibliotece można porównać do wędrówek po własnym mięście czy okolicy. W osłupienie wprawiają mnie znajomi i przyjaciele z Warszawy, którzy nie byli na Pradze czy w Łazienkach od kilku lat, opadają mi czułki z wybałuszonymi oczyma, kiedy córka przyjaciół, hoże 20letnie dziewczę z Wilanowa mówi, że nigdy nie była na Bielanach. Nie mieszkam w Polsce, ale jestem głęboko zawstydzony, że od kilkudziesięciu lat nie byłem w Nowej Hucie. Ostatnim razem pojechałem tam by robić dla prasy podziemnej reportaż z demonstracji i starć, nigdy z powodu wpadki w redakcji nieopublikowany. Dla mnie, więc Huta nadal „dymi”, czego bardzo, bardzo się wstydzę. Oczywiście ani ja ani nikt inny nie odwiedzimy całego świata, co najwyżej pokonamy kilkadziesiąt ścieżek czy szlaków. Najlepszą zachęta by wyjść na szlak jest opowieść kogoś, kto już na szlaku, kogoś, kto sugestywnie opowie o rozgałęzieniach i bocznych ścieżkach, które widział po drodze. Taka opowieść, zrobiona lepiej lub gorzej to współczesny popis erudycyjny. Kto wie czy nie rodzi się dziś nowa dziedzina sztuki(?), nauki(?) polegająca na komponowaniu bukietów i ciągów składających z linków kierujących nas w odpowiedniej kolejności ku różnym informacjom.
    A tak w ogóle to myślę sobie że zadowolenie z siebie i pogodzenie z sobą takim, jakim jestem nigdy mnie nie dotknie. Byłby to sygnał, że już mnie nie ma, albo jeszcze czegoś gorszego.

  35. Niedopatrzyłem. Nie sprawdziłem przed wysłaniem o czym napisaliście w ciągu ostatnich godzin.
    Przepraszam.

  36. bezmyślne zadowolenie z siebie to faktycznie czerwone światło dla ludzi myślących …. ale zgoda z samym sobą w postrzeganiu filozofii naszego życia to sukces nie porażka …. 🙂

    idę na proszony obiad, poczytam wieczorem co napiszecie … 😀

  37. Torlinie, ja bym fizykę od chemii też oddzielił, bo za tą drugą jakoś nie przepadałem 🙂

    Jacobsky, skoro piszesz „cokolwiek to oznacza”, to to najpewniej nic nie oznacza – kwestia wytrych służąca zapewnieniu dobrego samopoczucia. I w gruncie rzeczy to o to samopoczucie chyba wszystkim chodzi 🙂

  38. „Zgoda z samym sobą” w znaczeniu posiadania pozytywnego obrazu własnej osoby jest jak najbardziej wskazana. Natomiast z wypowiedzi Jacobsky’ego można wyczytać nieco inną postawę: jestem w porządku taki jaki jestem i nie muszę się starać być lepszy czy więcej wiedzieć. Mnie się to nie podoba.
    Wiele z tego, co wiem, wiem dlatego, że w jakimś momencie w przeszłości wyszło na jaw, że nie wiem, zrobiło mi się wstyd i postanowiłem się dowiedzieć. Moim zdaniem intelektualny snobizm to całkiem niezła motywacja do zdobywania wiedzy.

  39. Dana:
    .
    „Łatwość dostępu do nagromadzonej wiedzy i informacji czyni erudycję w tradycyjnym rozumieniu problematyczną.”
    .
    Nie wydaje mi się. Przynajmniej dopóki nie dysponujemy bezpośrednim, bezprzewodowym połączeniem mózg-internet. Nie wyobrażam sobie sensownej rozmowy o czymkolwiek z człowiekiem, który wprawdzie nic nie wie o świecie, ale jak trzeba, to zaraz kliknie parę razy i się dowie. Poza tym tradycyjna erudycja stanowi podkład warunkujący sprawne przyswajanie sobie i rozumienie szczegółowych informacji encyklopedycznych. Mogę nie pamiętać wzorów, które musiałem wkuwać w szkole na lekcjach fizyki czy chemii, ale ogólne pojęcie o tych dziedzinach mi zostało i w razie potrzeby jestem w stanie względnie niewielkim wysiłkiem wiedzę tę odświeżyć.

  40. Paweł
    Problematyzacja nie oznacza negacji. Rozmowa to nie pisemna wymiana myśli.
    Wspłczesny erudyta dla mnie to ktoś taki jak dawniej (i dziś) doswiadczony archiwista czy billiotekarz, który od razu wie gdzie co leży.

  41. Pochwala durnego samozadowolenia ?

    Wcale nie. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niz glupota.

    Osobiscie wole miec do czynienia z madrym czlowiekiem, ale nie takim, ktory uwaza siebie za moadrego, bo wie to i owo. Uchowaj Boze od wyedukowanych kretynow, nawet kretynow-erudytow, ktorzy nie potrafia niczego innego niz onanizowanie sie wlasna erudycja i wiedza, ale za grosz w nich madrosci.

    Wielu jest takich, ktorzy choc nie wiedza co to watt czy volt, to maja madrosc zyciowa taka, ze tylko pozadroscic jej niektorym bubkom w profesorskich togach.

    Nie, Pawle Lubonski, nie pomnik zadowolonym z siebie durniom, ale pochwala madrosci, bez wzgledu na postac, w jakiej ona sie manifestuje.

    A jesli nawet, to skoro ktos jest zadowolnym z siebie durniem, ale nieszkodliwym i przyjaznym, to co w tym zlego ? Taka osoba, roztaczajac wokol siebie aure samozadowolenia i prostoty zyciowej czesto sprawia, ze inny, drazeni nieznosnymi pytaniami egzystencjalnymi i napedzani niezaspokojonym pedem do wiedzy (wynikajacym czesto z wlasnej proznosci) zatrzymuja sie na chwile i, patrzac na durnia, zadaja sobie pytania na temat samych siebie. Nie wszyscy sobie zadaja te pytania ? Oczywiscie ! Jednak ci, co stronia od tych pytan tez powinni sie cieszyc, bo w koncu to na tle zadowolonych z siebie durniow maja okazje blyszczec …

    Cokolwiek to oznacza 😉

  42. Jacobsky:
    .
    Oczywiście erudycja i tzw. mądrość życiowa to dwie odmienne jakości i w niewielkim stopniu ze sobą skorelowane. Obie wszakże zasługują na uznanie, więc dziwią mnie trochę twoje mocne słowa pod adresem „wyedukowanych kretynów” i przeciwstawianie ich prostym ludziom niewiedzącym, co volt, a co wat. Taka niewiedza w dzisiejszym świecie nie jest może hańbiąca, ale nie jest też szczególnym powodem do dumy.
    Dla mnie pojęcie mądrości zawiera w sobie również wiedzę. Nie nazwę mądrym człowieka posiadającego znikomą wiedzę ogólną, nawet jeśli przejawia ową „mądrość życiową”, czyli po prostu wysoką sprawność w rozwiązywaniu powszednich problemów bytowych.
    Nawiasem mówiąc, stykałem się w życiu z idiotami profesorami, natomiast jakoś nie trafiłem na ludzi niewykształconych, a dysponujących głęboką mądrością. Być może gdzieś tacy są, ale podejrzewam, że jest to w znacznej mierze mit stworzony jeszcze przez XIX-wiecznych chłopomanów, szukających w ludzie „wielikoj siermiażnoj prawdy”.

  43. Ech tam, człowiek się czasem zakićka, wyjdzie nie to co chciał powiedzieć albo też nie zostanie pojęty tak jakby chciał. Wystarczy popuścić na zdrowy rozum.

  44. A propos przedmiotu rozmowy w salonie Torlina. Czas na zagadkę.
    Oto poniżej prezentuję spis lektur pewnego młodego człowieka, wtedy figury jakby wziętej z Gogola, ale potem ho, ho.
    A. Smith – Nauka ekonomii politycznej, 1811
    G. Dreves – Resultate der philosophierenden Vernunft, über die Natur des Vergnügens, der Schönheiten des Erhabenen, 1798
    K.H. Pölitz – Populäre Anthropologie, 1800
    L.H. von Jakob – Grundriss der empirischen Psychologie, 1814
    J.A Eberhard – Handbuch der Aestetik, 1814
    L. Domarion – Principes généraux de belles – letters, 1813
    Osobnik czytywał także czasopisma ;
    Journal für die Chemie und Physik.
    Dekada Polska. Pismo poświęcone ekonomii politycznej i prawu.
    KIM BYŁ CZYTELNIK?

  45. No dodrze, już dobrze…
    Dodaję że nie był to Śniadecki.

  46. Pawel Lubonski,

    winszuje, ze los obszedl sie z Toba laskawie usuwajac Ci z drogi wyedukowanych kretynow, erudytow – cymbalow i innych dyplomowanych, wielce utytulowanych abnegatow i glupcow, ktorzy w pelni zasluzyli sobie na te niewybredne epitety.

    Wielokroc bylem zaskoczony, jak wielka moze byc przepasc miedzy madroscia a wiedza. Chwala tym, ktorzy doza do jednej i do drugiej, zachowujac zdrowa rownowage miedzy obiema plaszczyznami intelektualnymi. Na swej drodze spotkalem ludzi, ktorzy z roznych przyczyn nie mogli doszlifowac roznic miedzy wattem a voltem, miedzy filozofia a filigranem czy genetyka i gotykiem, ale to nie przeszkadzalo im byc madrymi w sposob, jakiego pozazdroscic. XIX-to wieczny mit ? Nie, Pawle, rzeczywistosc przelomu XX i XXI-go wieku, szczegolnie w kraju, gdzie stykaja sie rozne kultury, style zycia i sposoby na zycie. Wiele mozna sie nauczyc od innych, w tym otrzec sie o madrosc podparta czyms wiecej niz wiedza formalna, czesto nawet nie przydatna do rozwiazania krzyzowki. Otrzec sie o madrosc podparta na przyklad doswiadczeniem, jakie osoby te nabyly w warunkach i w okolicznosciach, o ktorych Tobie czy mnie nigdy sie nie snilo.

    I nie zrozum mnie zle. Sam zyje z wiedzy bardzo formalnej, zyje z jej przekazywania mlodszym, i wiedza jest dla mnie wazna. Ale godze sie z faktem, ze wiedza to nie wszystko, ze wiedza to czesto za malo, zeby byc czlwowiekiem w pelni tego slowa.

  47. „Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać” (Cyceron)

    miłej niedzieli 😀

    Dana dla mnie za trudne … 😦

  48. Jaka piękna dyskusja się stworzyła. Wielkie dzięki za wspaniałe komentarze. Przyznaję szczerze Dana1 , że to jest za trudne. Przypuszczam na zasadzie a rebours, że był to znany człowiek „inaczej” czyli polityk, podróżnik, pisarz, ale nic nie mający wspólnego z technicznymi wynalazkami.

  49. Jacobsky, wybacz wścibskość, ale co to znaczy „człowiek w pełni tego słowa”? Bo coś mi się zdaje, że ganiąc erudytów sam popadasz w drugą skrajność – też przywiązania do słów i sformułowań, tyle że takich, których nie da się ujednoznacznić. „Mądrość życiowa”? Niestety, ale to pojęcie relatywne, dla każdego może znaczyć co innego.

  50. Torlinie
    Nie był to Śniadecki, a więc ….
    Mickiewicz Adam.

  51. Zróć uwagę Torlinie że twoja intuicja „polityk, podróżnik, pisarz” była niezwykle trafna.

  52. Tak de facto to ja niewiele wiem. Ostatnio dałem temu popis z expo w Breslau. Dziś już tez nie wiem, kto mi to wytknął. Ale jeśli już cokolwiek wiem to lubię wsadzić mordę w kubeł i pobulgotać. Niech się inni wymądrzają. Lepiej interesująco milczeć niż pleść z nimi trzy po trzy.
    A co lubię?
    Wspaniale bawię się natomiast puszczając wodze fantazji, nawet w przypadku, kiedy nic nie wiem albo niewiele.

    To piękne, popatrzeć na kogoś, kto patrzy na mnie jak na idiotę.

    Nie wiem również gdzie nie jeżdżą snoby a tam wybrałbym się wreszcie. Z tego, co klepie Jolinek to bywam tam gdzie i one.
    Dumam właśnie gdzie ruszyć w marcu > i tez nie wiem.

    Jolinku,
    Ty, jako expert nastukaj gdzie.
    Danke, to tyle. Jak na niedziele i tak za dużo.

    Nie wiem nawet czy to nie był jvg

  53. arkadius ja to żaden ekspert dla kogoś …. dla siebie to i owszem bo trochę się przyjaźnie ze sobą i odgaduje swoje zachcianki … 🙂

    polecam Maderę … nie byłam jeszcze ale mój dobry znajomy był i mnie zainspirował do wyjazdu …. może się wybiorę na jesieni … na marzec mam już malutkie plany ….

    życie jest kolorowe 😀

  54. Jak można tego nie wiedzieć?
    Tam snoby tez bywają. Wiesz co tam jadłem? Nigdzie indziej tego nie spotkałem. Podobno to regionalna potrawa. Gotowane banany z rybami, które pływały na głębokości 2000 m ppm. Tak to dwa km tyle tylko ze w dół.

  55. snoby są wszędzie – 🙂 się zgadzam z Tobą … w niektórych miejscach jest ich nasycenie większe … pojadę, zobaczę to będę wiedziała czy tam „zbyt snobistycznie” …. 🙂 snobowanie nie zawsze ma dla mnie znaczenie negatywne …. czasami jestem nieobiektywna …. taka mała snobka ze mnie … 😀

    też lubię popróbować jedzenia tubylcowego … ale z umiarem … ryby, banany zjadam to i razem mogę zjeść … 🙂 … zanotuję sobie by pamiętać o spróbowaniu … 🙂

  56. Hoko,

    pyt.1: czlowiek wielowymiarowy, a nie plaska plansza z dykty, na ktorej nadrukowala sie wiedza. Czlowiek wielowymiarowy, widziany w pleni nie zaleznie od jakiej strony na niego patrzec, widziany w pelni swej chwaly i rzucajacy cien swych niedoskonalosci.
    Wystarczy ?

    Tlumacz sobie „madrosc zyciowa” jak Ci wygodnie. Tak, na swoj wlasny uzytek.

    Na koniec; nie ganie erudytow. Ganie erudytow – idiotow, ktorzy bulemicznie pochlaniaja wiedze nie umiejec zrobic z niej uzytku, nie umiejacych rozmawiac bez ironii z tymi, ktorzy wiedza mniej od nich, choc to wlasnie na tle takich „maluczkich” wiedza blyszcza.

    Blyszcza, nie chcac czesto pamietac jednoczesnie, ze byc moze i oni, wielcy erudyci, stanowia tlo dla innych.

    Pozdrawiam.

  57. Cóż, niemniej istnieje coś takiego jak rdzeń danej kultury, jak jej kanon i podstawa. I pewne rzeczy po prostu kulturalny człowiek wie.

  58. Witam Cię Ergo, boję się tylko, że każdy będzie inaczej widział ten rdzeń, ten kanon.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Kategorie

%d blogerów lubi to: