Napisane przez: torlin | 17/05/2008

Talleyrand a sprawa polska

Kazimierz Rudzki jako Talleyrand w filmie Leonarda Buczkowskiego „Marysia i Napoleon”.

Dzisiaj, 17 maja, mija 170 lat od śmierci największego chyba w historii świata cynika, zdrajcy, spekulanta, łapówkarza, ale jednocześnie człowieka, który zrobił bardzo dużo dla Francji i umarł w bogactwie i zaszczytach. A mowa o słynnym dyplomacie francuskim z przełomu XVIII i XIX wieku, którego imię i nazwisko brzmi: Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord. Mistrz zdrady, intrygi i przekupstwa, człowiek, który zdradził i sprzedał z początku kościół katolicki na rzecz Rewolucji, następnie Rewolucję na rzecz Napoleona, potem Napoleona na rzecz Burbonów, wreszcie Burbonów na rzecz Orleanów – pozostawał ciągle nieodzownym doradcą, ministrem spraw zagranicznych i niemal przez całe swoje długie życie wydawał się kolejno nie do zastąpienia Konstytuancie, Napoleonowi, Burbonom, ponownie Napoleonowi w okresie Stu Dni, ponownie Burbonom i wreszcie Ludwikowi Filipowi. Zawsze wiedział, kiedy zdradzić, umiał przewidywać upadki królów i cesarzy.

Michel Delaporte – litografia satyryczna pt. „Reprezentant młodej Francji po złożeniu swojej piętnastej przysięgi”.

Ciekawa jest relacja pomiędzy Talleyrandem a sprawą polską. No cóż, z punktu widzenia naszego bohatera na początku Polska była przeszkodą, już w 1806 roku zaprotestował przeciwko przekraczaniu Odry uważając to „za naruszający równowagę europejską błąd o groźnych konsekwencjach” i starał się ograniczać „polskie szaleństwo cesarza”. Nie przeszkodziło to Talleyrandowi właśnie od Tylży zdradzać Napoleona i za łapówki donosić o wszystkim Aleksandrowi. Ale nasz bohater czuł się doskonale w swej roli. Napoleon w czasie zimy – w styczniu 1807 roku kwaterował w Warszawie i zlecił Talleyrandowi opracowanie projektu przywrócenia Polsce niepodległości, minister niezwłocznie zażądał od polskich magnatów czterech milionów złotych polskich. Ci zorganizowali składkę, zebrali śpiesznie 4 miliony i doręczyli je w terminie Talleyrandowi. Minister referując sprawę Napoleonowi mówił z głębokim przekonaniem o błędzie nie do darowania, który popełniła Francja pozwalając na rozbiory Polski, o opatrznościowej roli oraz obowiązku jego cesarskiej mości wskrzeszenia tego nieszczęsnego kraju. Jak Aleksander nie zgodził się na niepodległość Polski, ani o użycie słowa „Polska” w nazwie kraju – Talleyrand zwrócił te 4 miliony.

Był człowiekiem nieprawdopodobnie chytrym, umiejącym „wykiwać” wszystkich. Jeden władca okazał się większym cwaniakiem niż on. Aleksander. Talleyrand z nim jednym przegrywał wszystkie spotkania, a najważniejsza porażka właśnie dotyczyła Polski – na Kongresie Wiedeńskim. 3 i 23 października 1814 roku na prośbę ministra Aleksander przyjął go na dwóch audiencjach, w obydwu Talleyrand żądał wycofania wojsk rosyjskich z Polski i przywrócenia niepodległości Polsce i za każdym razem Aleksander patrzył na niego jako na szpiega rządu rosyjskiego o pseudonimie „Anna Iwanowa”, jak na człowieka, któremu dawał łapówki od 1808 do 1814 roku. Powtarzał: „jestem w Polsce, tam są moje wojska, niech ktoś mnie spróbuje stamtąd wyrzucić”. Sytuację uspokoił Czartoryski, który przybył do Talleyranda i oświadczył, że działa ręka w rękę z Aleksandrem, który obiecał stworzyć z Księstwa Warszawskiego Królestwo Polskie, z tym, że „król Polski” będzie w Polsce królem konstytucyjnym, pozostając jednocześnie absolutnym monarchą w Rosji. Słysząc to Talleyrand stwierdził, że wobec tego Francja wycofuje swój sprzeciw. A na samym końcu to Aleksander oszukał Czartoryskiego, bo jego odsunął na boczny tor, a na jego miejsce dał Zajączka.

Anegdota

Na spotkanie w sprawie Belgii zaprosił w 1830 roku do Londynu swoich kolegów po fachu z innych mocarstw Henry Temple, 3, wicehrabia Palmerston, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Talleyrand przyjechał na spotkanie z niejakim Montrondem i pilnie przysłuchiwał się, co ważnego mówi szef brytyjskiej dyplomacji i właściwie pierwsza osoba w rządzie. Jak tylko dowiadywał się o podjętych decyzjach lub orientował się co do wydarzeń, które będą znane dopiero nazajutrz – czym prędzej dawał ukradkiem Montrondowi odpowiednie zlecenia kupna lub sprzedaży, a ten pędził na giełdę, wykonywał zlecenie, błyskawicznie powracał i znów był gotów do powtórzenia tego manewru, w razie gdyby Talleyrandowi udało się wyłowić od Palmerstona jakieś pożyteczne, nikomu nieznane wiadomości. Palmerston jak się dowiedział o wyczynach pełnomocnego posła Francji wykrzyknął; „to zdumienie pozostanie mi na całe życie”, a w 4 lata później Talleyrand skarżył się Adelajdzie, siostrze Ludwika Filipa: „Coś się popsuło pomiędzy mną a lordem Palmerstonem, już się sobie wzajemnie nie podobamy”.

Reklamy

Responses

  1. To by było cudownie gdyby PL odzyskała niepodległość za łapówkę, a przynajmniej gdyby można ten fakt tak opisać.

  2. No!!!!!!!

  3. A tym, co dali, po Orderze.
    Jak by taki Order nazwać?
    Albo, ogromny obraz Matejki: Nad wieka mapą
    Imperiów krąg Postaci. W centrum Talleyrand w żółtych pończochach, a Nasi tną karabelami przekutymi na nożyczki wielką dziurę w mapie.
    Talleyrand waha się patrząc na Spiż i Orawę.
    Stary Góral zza placów Pańskich daje mu oscypka i widz prawie słyszy jak prosi: „Ostawcie Panoczku Orawsko przy Polsce. Prosim piknie”

  4. Cały zapłakany Ojciec Basi DAJE Talleyrandowi jak Ojczyznie posag córy. W prawym górnym rogu odwrócona o nas plecami Basia oddala się ku czworakom do wyrka Fornala, co ją bez posagu wziął.
    Ofiary Fornala pojąc nie możemy. Widzimy tylko plecy.

  5. A teraz z powagą. Okupacja niemiecka. Temat łapownictwa z tamtego okresu to sprawa, która powinna wejść na trwałe do pamięci historycznej.
    Ktoś, nie chce mi się w tej chwili sprawdzać, kto, powiedział, że o ile w okupowanej Holandii Niemcy mogli kontrolować każde jajo zniesione przez Holenderską kurę to w GG całe stada bydła przepędzane pod oknami żandarmów wymykały się kontroli. Był to pewnie skutek niższej cywilizacji, ale nie tylko.
    Z historii mojej rodziny znam przypadki ocalenia z Gestapo dzięki łapówce. To po aryjskiej stronie. Także ta część krwi Żydowskiej, co do mnie dotarła, dotarła dzięki łapówce. Nie jakieś opłacanie się polskim szmalcownikom ale pieniądze dla Niemieckich GG funkcjonariuszy.

  6. no ale facet był honorowy jak nie mógł nic załatwić to łapówkę oddawał …. 🙂

  7. Oczywiście łapówka dla człowieka wieku XVIII, jakim częściowo był nasz bohater to jednak coś innego niż łapówka w drugiej połowie XIX i potem.

  8. Wiecie, co!!!
    Jak ktoś z Was wie wiele o historii swojej rodziny nich (anonimowo przecież) opisze ROLĘ ŁAPOWKI
    dla przetrwania (?), zachowania pozycji społecznej (?) dla Polskich rodzin. Nie idzie o szczegóły, ale o świadomość faktu.

  9. z inspiracji dany1, anegdotycznie, aby potwierdzić fakt.

    Babka mojej ex, mocno weherbowana hrabina na dobrze prosperującym kluczu przedwojennym, nie stroniła od „upominków” tu i tam, bo dobrze zarządzanie majątkiem to jedno, ale realia, szczególnie ich strona kontraktowa – to drugie. Każdy brał, a wiec dawali ci, co musieli. W czasie wojny dworskie świnie szły do Gestapo za wypuszczenie fornali czy kuzynow.

    Jedynie Armia Czerwona była nieprzekupna. Sałdaty nie brali lapowek. Oni brali wszystko jak leci, co tylko dało się wziąć z pałacu, co i tak nie miało już większego znacznie w 1945 roku. Z wiadomych przyczyn.

    Jednak nawet po tej zagładzie majątku rodziny mojej ex, ludzie jednak przeżyli i kontynuowali życie (na swój sposób) w nowych realiach. Ponieważ Ruscy i reforma nie byli jednak w stanie zabrać wszystkiego, tak więc wiele „drobiazgów” zachowało się w rękach wywlaszczonych. Te „drobiazgi” (głównie „świnki” i „20-taki”) bez wątpienia ułatwiały życie w nowych realiach.

    I znowu: jak świnie dla Gestapo, tak „świnki” dla UB, tym razem bez dramatycznego kwiku, zmieniały właściciela w zamian za wypuszczenie z pierdla czy… z PRL-u.

    Jako społeczeństwo, jesteśmy przeżarci kulturą łapówkarstwa. Na szczęście nie jesteśmy jedynym narodem, który żyje z tym rakiem.

    Na szczęście w tym sensie, że w kupie raźniej…

    Pozdrowienia

  10. Łapówka a sprawa polska, no ładnie 😉

  11. Jutro napiszę więcej, ale Quake jak coś chcesz dodać do sprawy to z ciekawością czekam.

  12. Widzę że popsułem Torlinowi w blogu poruszając
    głupie sprawy. Już się zamykam.

  13. Dana1!
    Przestań, zawsze Ci mówiłem, że możesz sobie w moim blogu pisać swobodnie, na dowolne tematy.

  14. Dzięki. Ale wygląda na to że zabiłem temat. Milczą?

  15. dana bo dziś niedziela to zawsze mniej ludzi …. 🙂 po drugie ja np. nie piszę bo nie mam wiedzy o tym jak to u mnie w rodzinie było …sama też nie mam w życiorysie łapówek … nie dawałam bo nie umiem i nie musiałam …
    a nawiązując do wpisu Torlina to mnie się obecne łapówkarstwo kojarzy w polityce ze „sprzedażą” stanowisk a w biznesie z korupcją …. teraz skala jest większa bo wszyscy mogą być „Łapówkarzami” ….

  16. W sobotę i niedzielę zawsze są pustki. A i temat jest raczej do poczytania, a nie do dyskusji, tak że i nie oczekiwałem takiego szaleństwa, jak po maturach. Jak myślisz, dać zagadkę, czy one się wszystkim już znudziły? Wyciąłem pieska białego w duże, czarne łaty (lub czarnego w białe) z mojego ulubionego obrazu i zastanawiam się, czy go dać?
    Chyba za dużo napisałem, i Ty już pewnie wiesz.

  17. Torlinie
    Daj.
    Cześć niedzielny Jolineku!!!

  18. Miało lać, to siedzę przy komputerze, a ponieważ ciągle nie pada, to idę pobiegać po lesie. Może mnie nie zmoczy.

  19. Jolineku!!!(?)
    Jolinku oczywiście i przepraszam 😀

  20. Bo to we Wrocławiu leje od rana. Przemoczyłam jedne butki a jeszcze czeka mnie wyprawa na odłożone imieniny Zofii i znów przemoczę co się da. I jak się tu wystroić i przyozdobić, kiedy loki rozkręcone, buty mokre… Ech życie… 😦
    Piszę, aby zobaczyć, czy mi koloru przybyło?

  21. Niestety. Bladaczka. A wykasowałam to, co wpisałam w kratce Website… i nic.

  22. Moi Mili,
    niebem „cóś” najwyraźniej nadciąga – Torlin gotów nam zmoknąć, jako że ja w linii prostej mieszkam wcale nie tak daleko od Niego. Chociaż niczego pewnym być nie można, bo przedwczoraj lało jak z cebra u kuzynki, mieszkającej raptem pięć kilometrów ode mnie, a ja cieszyłam się pięknym błękitno-różowym zachodem słońca i bezchmurnym niebem.
    O łapówkach historia rodzinna nic nie wspomina. Z okresu IIWŚ i czasów stalinowskich smakowitych anegdot znam sporo, ale dotyczą one raczej wydarzeń bliskich cudów, niż wydobywania się z opresji drogą przekupstwa. Chociaż raz w grę mogły wchodzić pieniądze i to naprawdę duże. Sprawa dotyczyła kuzyna, profesora orientalisty, trochę dyplomaty, trochę obieżyświata, a napewno dużej klasy oryginała. Otóż mieszkając długo na bliskim wschodzie przeszedł on na mahometanizm i ożenił się z kobietą należącą do rodziny vicekróla Egiptu. Małżeństwo to bodajże za obopólną zgodą skończyło się rozwodem, ale dobre stosunki i kontakty z egipskimi krewnymi pozosytały. Kiedy podczas okupacji aresztowali go Niemcy i osadzili w Oświęcimiu Egipt interweniował z pozytywnym skutkiem. Czy ocaliły go pieniądze, czy niemieckie rachuby na jakieś ewentualne konkiety polityczne chyba nawet on sam nie wiedział. Zmarł w kilka lat po wojnie, o ile wiem jako zakonnik!
    pozdrawiam!

  23. Jolinku, Dana!
    Dzięki za życzenia zdrowia – napewno będzie lepiej! 🙂

  24. A ja wciąż jeszcze przy gotyku! Katedra Historii Architektury na mojej uczelni to był istny dom wariatów! Egzaminy co semestr i co semestr ta sama historia i histeria. Tysiące obiektów i miliony szczegółów do NARYSOWANIA Z PAMIĘCI, nie tylko daty powstania i umiejętność odróżniania gotyku francuskiego od angielskiego czy niemieckiego, czyli dobra znajomość tematu. Bogu dzięki i za to, że przy nim prawie nie ma nazwisk. Właśnie z egzaminu z gotyku wyleciałam z trzaskiem, choć byłam dobrze przygotowana. A wyleciałam za jakiś drobny element przypory Kościoła Mariackiego w Gdańsku! Przed poprawką przez kilka dni właściwie mieszkałam w gdańskich kościołach gotyckich i pasłam nimi oczy do oporu mobilizując pamięć wzrokową ile wlazło. Przed egzaminem z renesansu, ktory zdawałam po dłuższym pobycie w szpitalu, pani docent chcąc mnie widocznie podnieść na duchu, zapowiedziała, że pytania będą „na inteligencję”. Nabrałam otuchy…No i się nabrałam, bo już pierwsze pytanie brzmiało: jaki element zdobniczy znajduje się w lewym dolnym polu wschodniej ściany Kaplicy Zygmuntowskiej w Katedrze Wawelskiej? Następne pytania były również „na inteligencję”…Zdać, zdałam, ale od tamtej pory mam nieprzeparte wrażenie, że pani docent pod pojęciem inteligencji rozumiała coś zupełnie innego niż ja.
    W tej katedrze istniała instytucja tzw. mięsa armatniego. Byli to studenci, którzy dorobili się większej ilości niezaliczonych przedmiotów i mieli wszelkie szanse na repetowanie roku. To właśnie ci biedacy trafiali do profesora. Resztę, w tajemnicy przed nim, egzaminowali pozostali pracownicy katedry. Była to swoista akcja ratunkowa, bo profesor po prostu oblewał wszystkich! Miałam z nim raz przyjemność, kiedy wpadł na diaboliczny pomysł zrobienia pozaregulaminowego egzaminu z polskiej architektury drewnianej. Dziekan proszony o interwencję oświadczył nam bez ogródek, że mamy się poddać kaźni, bo on z prof.M. ma kłopoty znacznie większe od naszych. No i się zaczęło! Wchodziliśmy do gabinetu trójkami i każde z nas siadało przy osobnym stoliku. Jedna z koleżanek od razu usłyszała, że „przy tym stoliku jeszcze nikt nie zdał” i rzeczywiście w chwilę po tym, Bóg wie czemu, wyleciała. Druga, pośród innych, usłyszała pytanie: „ile chlebów mieści się w piecu chlebowym?” i przytomnie odpowiedziała, że to zależy od wielkości pieca i bochenka. Profesora z lekka zatkało i wypuścił ją z tróją. Dla mnie, być może lekko skonfundowany odważną odpowiedzią koleżanki, niczego specjalnego nie zdążył wymyślić, wstawił mi tróję i pomrukując obiecująco – „spotkamy się na murze”- łaskawie pozwolił mi się oddalić. No i dzięki Bogu już żeśmy się nie spotkali, bo on odszedł na emeryturę, a ja znalazlam się w szpitalu. Ale duch tego szalonego czlowieka w katedrze pozostał, tak że każdy kto zaliczył w niej serię egzaminów z historii architektury może spokojnie utrzymywać, że jest najprawdziwszym ZAWODOWCEM w tej dziedzinie.

  25. tak czułam, że Bars to zawodowiec …. 🙂 … a u mnie leje od 14 ale jest ciepło ….ostrzegali przed wichurami i tornado ale może się pomylili … 🙂

  26. Jeszcze troszeczkę o gotyku, jesli pozwolicie. Jest stylem bardzo bogatym w odmiany regionalne. Warto pogooglować i zobaczyć jak bardzo różnią się od siebie choćby kamienny gotyk Francji i ceglany gotyk północnej Europy. Albo gotyk angielski z jego charakterystycznym łukiem zwanym oślim grzbietem, ktory poza Anglią występuje raczej rzadko i gotyk włoski, który wygląda jakby gotykiem w ogóle nie był, ponieważ Włochom był on, podobnie jak wcześniejszy styl romański, duchowo czy kulturowo zupełnie obcy.
    Mnie ten styl fascynuje. Niektóre kościoły gotyckie są jak modlitwa – to właściwie strzeliste hymny do Boga. I dlatego nie dziwię się, że wiek XIX w poszukiwaniu czegoś świerzego, uduchowionego i romantycznego na chwilę neogotykiem do niego powrócił, choć wtórność tego stylu mi nie odpowiada. W neogotyku tkwi jakaś nieuczciwość, nieszczerość, wszystko jest nie tak, a najbardziej chyba brakuje właśnie tego wzlotu do nieba, tej modlitwy…
    Wracam do pracy.
    Pozdrowienia !

  27. Dana!
    Miałeś coś napisać, narobiłeś mi apetytu na jakąś smakowitą historię a tu nic?! Ot, tak sobie wszedłeś i wyszedłeś i co?! Ja tu paluszki sobie niemalże krwawię o klawiaturę, próbuję Was zanudzić na śmierć i nic w zamian nie dostanę? O, doloż ty moja, dolo!

  28. No to na drugą nóżkę, a może już na trzecią? Jeszcze jedna historyjka, w której nie bylo chyba pieniędzy, ale był za to bimber i wpędzenie Niemców w taki stupor, zgłupienie i zadziwienie, że wzięli i zwolnili.

    Otóż cała moja rodzina konspirowała ile wlezie już nawet nie pod nosem, lecz wręcz na nosie Niemcom, bo w budynku ministerstwa sprawiedliwości, w ktorym Niemcy umieścili swój Sondergericht. Rodzina znalazła się tam z koniecznosci i trochę przez przypadek, jako że już we wrześniu straciła własny dach nad glową. Dziadunio, któremu w Zaleszczykach kompletnie przeszla urzędowa subordynacja, stroskany o los żony i dziatek, pożegnał się byl z rządem i solennie obiecując zaopiekowanie się słuzbowym apartamentem kolegi ministra, zaopatrzony przez tegoż w stosowne, klucze, powrócił do W-wy. Na miejscu rodzinę odnalazł na gruzach tego co jeszcze niedawno było domem, zgarnął więc swoje kobiety i postanowił wprowadzić się do pozostawionego pod jego opieką mieszkania. Ponieważ zajął tylko skromną, służbową część lokalu i jako Galicjanin i absolwent austriackiej szkoly kadetów świetnie znał niemiecki, więc jakoś dogadał się z nowymi lokatorami gmachu i w lokalu pozostał. Mało pozostał – nocami korzystal także z części recepcyjnej, gdzie wraz z ukrywającym się u Dziadków pulkownikiem WP pędził bimber. Tenże krolewski napój slużył między innymi dokonywaniu drobnych aktów przekupstwa, czyli mamy jak najbardziej „cóś” na kształt i podobieństwo łapówki. No i jak już wspomnialam całe to towarzystwo tkwiło po uszy w konspiracji. Dziadunio – kontynuacja przedwojennej Dwojki, czyli wywiad, Babunia – tajne komplety, Ciotka – także Dwójka, wtyczka AK w szpitalu więziennym i specjalistka od tzw. odbić, ktore przygotowywała, że tak powiem, od srodka, oraz moja Mama BIP nieoficjalnie i RGO na oficjalną dokładkę. No i Ciocia wpadła. Gestapo przyszlo po nią i do domu i do pracy. Szczęściem w nieszczęściu było to, ze mieszkanie mialo dwa wejścia – przez portiernię z wachą i niestrzezone od kuchni. Wachmani mieli u Dziadzi długi wdzięczności z tytulu bezplatnej konsumpcji omówionego już bimbru, więc o nieoczekiwanej wizycie zdążyli Go powiadomić telefonicznie. W dodatku udalo im się pod jakimś pretekstem zatrzymać na chwilę gestapowców, tak że wszyscy z domu zdążyli uciec, uprzednio zatykając klozetkę nielegalnymi papierami, ktorych nie mogli zabrać, ale i pozostawić Niemcom nie mieli zamiaru. Rodzina poszła w rozsypkę, bo każde z nich miało przygotowane przytulisko w innym miejscu. Ciotka ciężko chora i półprzytomna z gorączki zdołała zaledwie wrzucić na pyjamę futerko i tak gustownie przystrojona ruszyła do kuzynów, u których mogła liczyć także na to, że przerzucą ją do Czarnieckiej Góry w górach Świętokrzyskich, gdzie w partyzantce siedzieli już liczni kuzyni i przyjaciele, a gdzie rodzina miała wlasny dom. Trzeba było tylko załatwić lewe papiery i przemalować jej wielce charakterystyczną popielato-płową czuprynę na kolor mniej rzucający się w oczy. Plany były niezłe, ale ich realizacja okazała się tragikomiczna. Farba, ponoć ciemnokasztanowa, na włosach cioci po spłukaniu mieniła się zielenią przechodzącą w fiolet, a lewe papiery zalatwiane na chybcika były tak lewe, że nawet największy idiota mógł się bez trudu zorientować, że doslownie nic w nich się nie zgadza. No, ale z W-wy trzeba bylo wiać jak najprędzej, bo Niemcy stawali na glowie, żeby Ciotkę znaleźć, wobec czego dwie moje Ciocie, bliższa i dalsza, wsiadły w pociąg i ruszyły w drogę. Gdy już bardzo niewiele dzieliło je od miejsca przeznaczenia, w wagonie pojawili się niemieccy bahnschutze i zaczęło się sprawdzanie dokumentów. Ciotka dalsza podala swoją kennkartę jako pierwsza. Na widok nazwiska, które w niej zobaczyli Niemcom odebralo mowę. Zapisane w niej bowiem było, ni mniej ni więcej, piękne, czysto niemieckie dwuczłonowe nazwisko poprzedzone jak najbardziej francuskim de. Wreszcie zaczęła się indagacja, która brzmiała mniej więcej tak : Sind Sie Reichsdeutsch? – Nein; Volksdeutsch? Nein!; Judin? – Nein; Sind Sie Polin? – Ja! Aber dass ist doch unmoeglich! Diese Name…Sie sind keine Polin!…Aber ja, ich bin…Also, gehen Sie mit uns! ( Pani jest Polką? Tak; Ależ to niemożliwe! To nazwisko… Pani nie jest Polką!… Ależ tak, jestem…Pani pójdzie z nami!) I tak to dalsza Ciotka została aresztowana, a bliższa nawet nie okazując swojego nędznego Aussweissu dojechała na miejsce. W kilka godzin później, zanim rodzina na dobre się zdenerwowala i rozpoczęłą poszukiwania, pojawiła się w domu i druga z Cioć, ktorą Niemcy puścili niemal natychmiast. Myślę, że musiała trafić na Austriaków, którzy nie mieli ochoty krzywdzić, bylo nie było, krajanki. A Cioci bliższej nawet w glowie nie postało, że te nędzne papiery będą jej służyć już do końca życia, bo nigdy się nie „ujawniła”, nawet wówczas, gdy już można to było zrobić bezpiecznie. Nie chciała sobie przysparzac klopotów i zawracać tym głowy !
    To też jakiś przyczynek do dyskusji o genetycznym patriotyzmie…

    Torlinku! To byłby niezły temat – co jest w tej naszej Polsce takiego, że ludzie asymilowali się w niej zawsze tak chętnie, szybko, łatwo i tak głęboko, że nawet dawali sie za tę swoją polskość, przecież nabytą, zabijać!?

    To sobie poszalałam, przepraszam! A wszystko przez to, że nie chce mi się pisać tego co powinnam, czyli dla chleba…
    Serdeczności dla wszystkich – 🙂

  29. Mój znaczek mi się podoba, choć Potomek twierdzi, że kolorek jest jakiś taki – wybaczcie – sraczkowaty! Pust’ budiet! mnie to nie przeszkadza. 🙂

  30. asymilowali się a my ze swoimi dogadać się nie możemy …. 😦
    lubię na dobranoc historyjki, które dobrze się kończą …. 🙂

  31. O! I znowu się spóźniłem na dyskusję. A temat taki ciekawy — łapówka a sprawa polska! 🙂

    Z pamiętników Talleyranda o Polsce:
    „ Pozostając podzielona, Polska nie będzie wcale unicestwiona na zawsze. Polacy, nie tworząc już społeczeństwa politycznego, zawsze będą tworzyć rodzinę. Nie będą już mieli jednej ojczyzny, ale będą mieli jeden język. Pozostaną więc zjednoczeni najmocniejszym i najtrwalszym ze wszystkich węzłów. Pod obcym panowaniem dojdą wieku męskiego, do którego dojść nie mogli przez dziewięć wieków niezawisłości, a chwila, gdy go dojdą, nie będzie odległa od tej, kiedy, wyswobodzeni, zwiążą się wszyscy z jednym centrum.”

    I o carze Aleksandrze — ech, ale zadufany w sobie (na potrzeby pamiętnika) jest Talleyrand:
    „[…], wiedział doskonale, co myślę o wspaniałomyślności jego charakteru, o jego dawnym liberalizmie i świeżej pobożności: potrzebował kogoś, kto by się na to nabierał, a je nie mogłem być kimś takim.”

  32. PAK trochę się pomylił bo zamiast „wieku męskiego” doczekaliśmy wieku „stetryczałego staruszka” z wszystkimi jego wadami ….

  33. Droga Jolinku!
    To nie PAK się pomylił, ale Talleyrand.
    Bars!
    Dzięki za wszystkie przypowieści. mam w związku z Twoimi komentarzami kilka uwag. Nawet się nie spodziewałem, że zagadką „katedralną” zrobię Ci tyle frajdy. Widzę, że tak samo jak ja lubisz przeprowadzać analizy i przeprowadzać proces myślowy.
    Jeżeli chodzi o gotyk, to jest to przepiękny styl architektoniczny. A ja chcę pojechać na wycieczkę do Broku, tam jest gotyk mazowiecki.
    O sprawie przyciągania obcokrajowców przez polską kulturę pisałem już wielokrotnie. jest to kłopot prowadzącego blog, czy pisać drugi raz to, co się napisało np. rok wcześniej. Bo ludzie, którzy są ze mną od dawna to świetnie znają, nowi wątpię, aby sięgali do tak dawnych notek. Może dawać linki?
    Nelu!
    Siedziałem w domu i czekałem na deszcz, który zgodnie z zapowiedziami miał padać obficie od rana. O 10 nie wytrzymałem, poleciałem, wróciłem na drugą, szczęśliwy, zadowolony, poszedłem do kuchni, pies zażądał wpuszczenia, patrzę, a on jest cały mokry. Lało jak z cebra.
    PAKu!
    Ale okazało się, że miał dużo racji. Musisz przyznać, że była to ciekawa postać.

  34. Niebezpiecznie zbliżamy się do spraw bieżącej polityki, co u Torlina nie uchodzi.
    Metafora wieku dojrzałego jak to metafora. Co to znaczy wiek dojrzały w odniesieniu do społeczności politycznej?
    Trafne jest spostrzeżenie o języku. Tyle, że to Francuz – Akademia itd.
    Chce tylko Talleyrandowi przypomnieć ze formowanie się Polskiego nowoczesnego społ. politycznego = powszechne prawo wyborcze rodziło się w mniejszych bólach wewnętrznych niż demokracja Francuzka. Bóle (ogromnie) zadawały czynniki zewnętrzne, które w pewnych okolicznościach stanowiły swoisty kaftan bezpieczeństwa.
    Nawet ten de Gaulle = Naczelnik

  35. Zagadka
    Kiedy kobiety w PL uzyskały prawa wyborcze?
    Porównaj z innymi krajami.

  36. Chyba w 1919? Dobrze pamiętam?

  37. W tym wypadku Wiki prawdę powie. Warto to wiedzieć.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_wyborcze_dla_kobiet

  38. wysłałem odpowiedz ale chyba wpadła w dołek

  39. No więc właściwie dobrze pamiętałem. Jeszcze dam Wam zagadkę malarską i koniec blogów, trzeba zabrać się do pracy.

  40. Torlin notka była do PAKa a nie, że On się pomylił … 🙂 … ale można było i tak zrozumieć … 🙂

    pozdrawiam 🙂

  41. O Talleyrandzie słyszałem oczywiście już dawniej, ale nigdy tak szczegółowo…i przyznam Ci się, że nawet go lubię 🙂 Gwiazda swoich czasów, jaśniejąca nie mniejszym blaskiem niż inne, choć o wiele lepiej znane 🙂

    Człowiek nieprzeciętny i w sensie pozytywnym i negatywnym…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: