Napisane przez: torlin | 12/06/2008

Infantylizacja czy komercjalizacja?

Zawsze cieszę się z wizyt u swojej wnuczki, poznaje mnie, cieszy się na mój widok. Ale ostatnio, jak wszedłem do jej pokoju, to powiem szczerze – zastygłem. Moja dziewięciomiesięczna wnuczka siedziała w pokoju otoczona morzem zabawek, wszystkie śliczne, różowe, „dające głos”, nowoczesne. Trudno się dziwić, babcia w Kanadzie, ojciec bez przerwy służbowo w Stanach. Każde naciśnięcie czegokolwiek powoduje, że jakaś słodka pani zaczyna słodkim głosem śpiewać słodkie piosenki angielskojęzyczne (bo zdaniem ojca Oli dziecko od dzieciństwa powinno mieć kontakt z językiem). I Ola, siedząca w środku, znudzona… Nie, mówię nieprawdę, nie znudzona, bo niesłychanie zainteresowana długopisem, który ściągnęła ze stolika nieopatrznie zostawiony tam przez mamę.

Scena druga – mój przyjaciel został zaproszony na komunię, uroczystość oficjalna oczywiście w restauracji i dramatyczne pytanie – co kupić „bohaterowi akcji”? Słuchaj, mówi do mnie, on wszystko ma, co ja mam mu dać – pieniądze? Komórkę ma, rower ma, komputer ma, iPoda ma, zegarka nie chce. Rodzice mówią, że mały lubi bionicle (dla niedostosowanych i nieprzystosowanych do rzeczywistości – jest to seria składanych robotów firmy Lego), ale kumpel wie, że Kacper ma już 15 kompletów. Ojciec małego mówi: „Nie przejmuj się, on się ucieszy, bo je bardzo lubi”. Każdy z nich kosztuje od 20 do 50 złotych i w rezultacie Kacper dostał na komunię 13 kompletów. I był zadowolony. Ja, jako dziadek wnuczki, będę musiał zaznajomić się z problemem o nazwie „W.I.T.C.H Czarodziejki”, a więc zabawkami, ubraniami, książkami, filmami w tym stylu. I wszystko oczywiście w różowym kolorze. Że nie wspomnę o koniku Pony, który zapewne będzie zbierany wcześniej (a jak anglistom podoba się nazwa „konik Pony”, jeszcze lepsza byłaby „kucyk Pony 😀 ).

My nie mieliśmy właściwie żadnych zabawek, chcieliśmy zapewnić naszym dzieciom radośniejsze dzieciństwo, ale też nie było łatwo, ponieważ moje dzieci urodziły się w 1979 i 1983 roku. Teraz one chcą zapewnić swoim jeszcze lepsze i … wydaje mi się, że świat przedobrzył. Zabrakło miejsca na marzenia posiadania czegoś, zbierania pieniędzy na wymarzony rower, przypomina mi się zbieranie makulatury, słoików, butelek (puszek to wtedy nie było). Całymi dniami chłopak latał za piłką po podwórku (samochodów tam też nie było), bramką był trzepak, a właściciel piłki był najważniejszą osobą na naszym terenie (w późniejszych latach ster „ważności” przejął właściciel płyt gramofonowych). Grało się w kapsle, „górala”, „zośkę”, robiło się wyścigi rowerowe.

Ja kiedyś zrobiłem eksperyment z moim synem, jak był bardzo mały i chcąc żonie udowodnić swoją teorię zaprowadziłem całą rodzinę do wielkiego sklepu z zabawkami i powiedziałem synowi, żeby wybrał sobie to co chce i ja mu to kupię. Żona zesztywniała, a syn spośród wszystkich zabawek wskazał na piłeczkę pingpongową, że na niej mu najbardziej zależy.

Ruch i marzenia.

Advertisements

Responses

  1. tak – przerażające jest topienie dzieci w morzu zabawek, które nie pozwalają na żadną inwencję, na odrobinę wyobraźni… ja się staram żeby Titek miał mało zabawek i żeby to były rzeczy dające mu pole do popisu. zresztą on i tak najbardziej lubi rzeczy codziennego użytku – na przykład uwielbia zamiatać! tak – ostatnio miotła wygrywa z dowolną, grającą, gadającą, kolorową zabawką…
    wydaje mi się zresztą, że dzieci same wybierają właściwe rzeczy i potrafią robić z nich niezwykły użytek ale niestety poprzez ciągłe posuwanie im zabawek „wszystkorobiących” niszczy się tą cudowną wyobraźnię, dobry gust, może nawet inteligencję. chociaż są fantastyczne zabawki rozwijające – zwykle bardzo proste! taki chociażby piesek BRIO: http://brio.knex.com/customer/product.php?productid=16879

  2. Stary pryk narzeka – taki winien być tytuł wpisu 😉
    Ale jak przyszedł czas mojej córci, to przywoziłem z Niemiec domki dla Barbie itp. itd. bo w tym czasie tam pracowałem. Odreagowuje nasze pokolenie lata posuchy i biedy, ot co.
    A te dwie acje w tytule będą zawsze i sprawą rodziców jest zadbać o jakość mózgów dzieciaków. Ale przyznasz, że uśmiechnięty pychol dzieciaka to rzecz z najwspanialszych 🙂

  3. moja wnuczka ma też pokój pełen zabawek …. 😀 … zabawki są używane okresowo (w zależności od potrzeb) i często spełniają rolę edukacyjną …. w rodzinie uzgadniamy z rodzicami co jest potrzebne …. ma to dobre strony bo zabawki nie powielają się, nie zagraca się pokoju, dziecko dostaje zabawki odpowiednie do wieku …. bywa, że się musimy z druga babcią dogadywać bo obie mamy taki sam pomysł … ostatnio „wygrałam” możliwość kupienia hulajnogi na imieniny wnuczki …. 😀 …. marzy o tym od 2 miesięcy i już się nie mogę doczekać na jej uśmiech …. a cieszy się tak ślicznie, że babcia Jola jest cała w skowronkach … 🙂

    fakt ludzie przesadzają nieraz z zabawkami i gadżetami ale tacy ludzie też w dorosłym życiu maja trudności z kupowaniem dla siebie ubrań lub mebli do do domu ….

  4. A.dan.ti!
    Masz całkowitą rację, ja podejrzewam, że więcej przyjemności daje kopanie puszki, podlewanie razem z mamą czy robienie ciasta. Bardzo słusznie piszą dwie profesorki – psycholożki: Anna Brzezińska i Janina Izdebska: „Dlaczego jedne dzieci łatwo łapią się na lep rynku, a inne nie? Bo marudzenie o rzeczy może być prośbą o kontakt. Dzieci zaniedbane emocjonalnie są łatwym łupem dla rynku. – To, czy dziecko wierzy reklamom, zależy od środowiska, w jakim wzrasta. Najwłaściwszą drogą nie jest izolowanie dziecka, lecz uczenie go, jak korzystać z tego, co oferuje rynek. Jeśli rodzina jest zdrowa, dzieci nauczą się rozumnie wybierać. A przez te wszystkie koniki Pony i bionicle trzeba przejść. Nie zabraniać, nie obśmiewać, ale mieć dystans i poczucie humoru”.
    Jolinku i zeenie!
    Muszę przyznać, że jak wejdę do pokoju, zobaczę ten uśmiech nr 10 i wyciągnięte rączki, to „staremu prykowi” serce mięknie jak wosk. Ale od początku świata dziadkowie są od rozpieszczania wnucząt, a to rodzice są od wychowywania.

  5. Z zabawkami jest tak, że faktycznie lepsze są te „wielofunkcyjne”, wielorazowego użytku, takie, których używa się do różnych zabaw. Niestety ja mam wrażenie, że koncerny produkują coraz więcej zabawek „zawsze niepełnych” – takich, do których trzeba dokupować kolejne części, albo całość traci powab, albo „zbyt ukonkretnionych”. Na przykład superpatelnia do smażenia brokułów dla Barbie. I te się nudzą, bo w końcu nawet Barbie nie jest taką kretynką, żeby na okrągło wcinać brokuły (choć dobre są) i po jedno-dwurazowym użyciu idzie w kąt.

    Ale tu chyba nie należy narzekać na świat, tylko na rodziców, którzy kupują bez głowy.

    I chyba i tak, najgorsza nawet zabawka, nie zrobi dziecku pod sufitem takiego spustoszenia jak TV.

  6. Za ostatnim posiadem Wolnej Kompanii Birbanckiej druh przywiózł „zośki” nalezionej w jakiem zakamarku po z górą ćwierćwieczu… Stare chłopy, a durne… anim baczyli tego, że tego w krzyżach łomie, a owemu kolano strzyka, ów zadyszki dostał, a tamten bez bryli na pół slepy… Gralim, póki słońce nie zaszło:)))
    Kłaniam nisko:)

  7. A ja sobie przypominam jaką świetną zabawką była dla mnie (gdy już potrafiłem pisać) maszyna do pisania. (No i w sumie mi zostało, skoro teraz klepię w klawiaturę.)

    Oczywiście były zabawki, rodzice mimo trudniejszych lat się starali. Ale poza modelami do sklejania (już myślałem, że mi przeszło… ale nie…), to najlepiej pamiętam właśnie zabawę z maszyną do pisania, ‚dorosłe’ książki z półki rodziców, jakoś skombinowaną lornetkę, rower oczywiście, piłkę z podpisami reprezentatów (niestety, grałem nią 😦 ). Czyli to, co zapewne zabawką było, ale nie taką klasyczną.


    Wspomniałem już o tym robieniu modeli. Otóż rzeczywiście, to była moja pasja. Mając naście lat przestałem. Jakoś były inne zajęcia, obowiązki, wchodzenie w świat komputerów. Ale gdy miałem okazje przejść obok sklepu modelarskiego to zerkałem. I w tym roku, przy takim przejściu, ustaliwszy sobie wcześniej górny limit wydatków kupiłem model do sklejania. I zrobiłem. I jakoś tę dawną posuchę (niby wszystko było, ale z prywatnego importu, czyli nie na kieszeń średnio zarabiających rodziców) zacząłęm odreagowywać 😉 Bo rozglądam się, co by tu jeszcze 😉 A parę takich niespełnionych fascynacji zostało.

    (I mam nadzieję, że mi przejdzie. Bo i czas to zajmuje, i pieniądze, mimo większej przystępności, wcale nie tak bardzo małe…)

  8. Wydaje mi się ze największą potrzebę, jaką dziecko posiada, to spotkanie z innymi dzieckami. I to często gęsto vater & mutter nie jest skumać, nie klepac już tu, by toto spełnić. Dzieje się tak z różnych przyczyn. Lepiej bachorki trzymać w fikcyjnym świecie laleczek i czarodziei.

    A real dostarcza w międzyczasie najlepszych przykładów. Weźmy sportowców np. Toć są to chlopaki godne do naśladowania. Opanowani spokojni i bohaterscy. Wprawdzie biegający swoimi ścieżkami, ale fantastycznie potrafiący współdziałać w grupie. Żadnego egoizmu. Potrafią porwać nie tylko jedna nacje. Ostatnio były na to dowody.

    Dobrze ze fajne babki stawiają na hulajnogi.

  9. Przeczytałem o łomie i przypomniało mi się, ze podobno w Polsce viagra źle się sprzedaje. A to z tej przyczyna ze Polacy nie maja miejsca w spodniach na drugi łom.

  10. to prawda, że dzieci najlepiej rozwijają się w zabawie z innymi dziećmi …. moja wnuczka poszła do przedszkola adaptacyjnego w wieku 2 lat (mimo, że mogła być w domu) …. to był bardzo dobry krok, bardzo się szybko rozwija, jest samodzielna …. wszystkim nam było ciężko, że takie małe dziecko oddajemy do „ludzi” ale zwyciężyło dobro dziecka i rozsadek ….

    u nas viagra nie jest potrzebna bo chłopaki sprawni jak zuchy …. 🙂 ….

  11. To był dobry krok tym bardziej ze nie nad przepaścią.

    Ten pierwszy łom to do włamywania.
    ale toto to nemecke

  12. Z ciekawszych zabawek to Q ma młotek. „Naprawia” nim wszystko, najchętniej szyby.

    Nie jestem wielbicielem nowoczesnych zabawek, ale widzę, że jak zagra i zaśpiewa to Q dłużej utrzymuje uwagę na przedmiocie.

    Z moich obserwacji wynika, że jednymi z ciekawszych „zabaw” dla dwuletniego Q jest życie dorosłych oraz nazywanie rzeczy. On przede wszystkim eksperymentuje na przedmiotach i bada jak się zachowują (rodzice też są obiektem eksperymentów), a nie bawi się zabawkami tak jak chcieli by producenci.
    W zasadzie to mam wrażenie, że on w ogóle się nie bawi. Raczej bada otoczenie. Wszystko sensowne i uporządkowane.

    Jak teraz analizuję, to mimowolnie nie zakupiliśmy mu jeszcze, żadnej zabawki „jednofunkcyjnej” (np. robota czy kucyka Pony). Choć ma tonę resorkowców (ja miałem 2 przez całe dzieciństwo), które głównie służą do noszenia w woreczku.
    Ciekawa sprawa.

  13. moja córka kupiła małej taki warsztat z młotkiem, śrubokrętem, śrubami itd. …. zabawka przemyślana pod względem edukacyjno-manualnej …. ale okazało się, że wnuczka wykazała zabawka takie sobie zainteresowanie … dopiero po 3 miesiącach w zabawie z kolegą odkryła uroki warsztatu i teraz często się bawi sama …. czasami przeceniamy nasze pociechy lub nie doceniamy …. 🙂

  14. ale teraz mam ładny znaczek 🙂 🙂 🙂 …..

  15. Zabawki… pamiętam, jak zachciało mi się sprawdzić, co jest w środku w pistolecie z odpustu – takim automatycznym i nitowanym, już się potem nie nadawał do niczego…

  16. A samochód – ciężarówkę – to mi furmanka przejechała…

  17. Taka prawda, Torlinie

    Mój znajomy ma syna w USA. Syn żonaty, oboje świetnie zarabiają, duży dom na przedmieściach Bostonu – no bajka ! I do tego troje dzieci, czyli wnucząt mego znajomego.

    W domu, w pomieszczeniu zwanym popularnie przez Polonię „basement” (czytaj: bejsment), czyli mówiąc po polsku – w piwnicy mieszkalnej dzieci mają do dyspozycji ogromny pokój wypełniony kupą plastikowego szmelcu z Toys’R Us, który to szmelc błyska, gra, i buczy, jak tylko go dotknąc.

    Mój znajomy jest projektantem (wzornictwo). Kiedyś, podczas kolejnego pobytu u wnucząt, przytargał do domu trzy ogromne pudła po sprzęcie GD i zrobił z nich domki dla wnuków. Wyciął okna, drobił coś na kształt drzwi, dorysował to i owo. Dzieciaki ocipiały do kwadratu ! Cały chiński plastik poszedł w kąt, a dzieciaki chciały spać tylko w kartonowych domkach – tak im się podobało.

    I ciągle pamiętają te domki, prosząc dziadka o jeszcze przy każdej niemal kolejnej wizycie.

    Pozdrawiam

  18. Możemy narzekać na to co się dzieje ale niewiele to zmieni. Czasy się zmieniają. Po prostu nikt teraz już nie ma ochoty np. grać w kapsle 😦

  19. Kapsle ?

    Eny tajm !

    Przesuwanki idą ? A linie ?

  20. grać w kapsle i na inne skakanki ma dużo dzieci ochotę … tylko niektórzy rodzice maja ambicję rozwijać dzieci na miarę 21 wieku …. biedne te dzieciaki …. włażenie na drzewo, gimnastyka na trzepaku, pływanie w rzeczce, gra w palanta, gra w klasy, chowanie sie w śmietniku, skakanka, guma, … to było życie … 🙂

  21. ale brzydko zaklęłam na ten karny … 😦

  22. Ja nie mogłem.

    Ech… miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

    Niemniej jest postęp. Po dwóch meczach ciągle mamy teoretyczne szanse na awans.
    Za cztery lata będziemy mieli pewnie awans w kieszeni… sędziowskiej.

  23. Pobieżnie przejrzałam wszystkie wpisy. Część przeczytałam dokładnie. I nie zauważyłam, by pojawił się temat książeczek – zabawek dla młodych, młodszych i najmłodszych. Mój syn był zafascynowany angielską książką o zwierzętach świata. Na okładce były przyciski – i rozlegał się odgłos jaki wydaje dany zwierzak. Księga przetrwała dzieciństwo syna – potem podobna fascynacja przydarzyła się córce.

  24. Natłok informacji, natłok zabawek.
    Przesyt w sumie.
    Dawne zabawy budziły kreatywność, dzisiejsze zabawki wywołują znudzenie i przystosowują dzieci dfo zycia w świecie, gdzie ciągle się chce coś nowego.
    A wielkie firmy i reklamodawcy zarabiają.

    pzdr

  25. @Jolinek: Jaki karny?
    @dru’: Jaki awans? Społeczny?

    @Torlin: Infantylizacja czy komercjalizacja? Debilizacja! Tytuł z amerykańskiej witryny internetowej:
    „American kids, dumber than dirt. Warning: The next generation might just be the biggest pile of idiots in U.S. history”
    „Amerykańskie dzieci, głupsze od brudu. Uwaga: Następne pokolenie może być największą kupą idiotów w historii USA”
    Ale dla mądrych jest nadzieja – w świecie idiotów mądrzy mogą bardzo dobrze prosperować.

  26. Allla!
    Witam Cię w swoim świecie wirtualnym, a ponieważ (zobaczyłem to dopiero dziś) założyłaś swój własny blog obiecuję jak Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima, że w chwili wolnej do Ciebie wpadnę
    Jolinku!
    Karny za spalonego – taka prawda. Tylko gdyby nam wcześniej nie uznał tego gola, to nasi może inaczej by grali.
    Tes Tequ i Grzesiu!
    Ot i cała prawda.

  27. Ciekawy wątek: ludzie – dzieci – rzeczy.
    Im mamy słabsze relacje z drugimi, a zwłaszcza dziećmi, próbujemy je zastąpić, czy w jakikolwiek zaznaczyć poprzez przedmioty. Znakomici eto zilustrowałeś w opisie tego, co otacza Twoją wnuczkę i kto tego dostarcza.
    Za pointę niech wystarczy długopis i piłeczka ping-pongowa.

  28. TesTeq: Jakie pytanie!? 😉

    Torlin. Co racja to racja. Trudno tylko zgadnąć czy byłby to mecz Boruc-Austria czy Roger-Austria.

    Jak na razie to my obydwa mecze przegraliśmy przed wejściem na boisko.

  29. Witam Cię serdecznie Lunetariusie i dziękuję.
    Wiesz Dru”, w wolnej chwili postanowiłem pooglądać sobie nazwy klubów, w których występują Niemcy, Chorwaci, Holendrzy, Szwedzi, a w jakich Polacy. Coś porażającego.

  30. A ja, jako przyszywana ciocia opiekuję się dzieciakami od 15-tu lat i mogę powiedzieć, że każde woli jakąś konkretną działalność – zbieranie kasztanów, jazdę na rowerze, bieganie do upadłego, Trzepak, czy włażenie na każdy pieniek w parku. Zabawki zalegające dziecinne pokoje są atrakcyjne na krótko. Dobry pomysł – od czasu do czasu spakować i schować część tych skarbów, aby po jakimś czasie oddać. Radości nie ma końca.
    A moja ostatnia podopieczna odda wszystkie zabawki a nawet grę komputerową, aby ze mną robić knedle, albo coś równie atrakcyjnego.
    Jak ona przy tym wygląda… lepiej nie mówić! Ale jest przeszczęśliwa. A knedle lepi całkiem szczelne!

  31. Muszę powiedzieć, że kuchnia jest niesłychanie atrakcyjna dla dzieci, również i chłopców. Zawsze dzieciaki pomagały mi w kuchni od maleńkości, odmierzały produkty, mieszały, przelewały, rozbijały jajka, smarowały brytfanki, ubijały pianę – bo robienie ciasta to jest największa atrakcja. Nigdy nie zwracałem uwagi, że rozleją, nie trafią, pobrudzą się. Właściwie to miałem jeden tylko kłopot, nie potrafiłem powstrzymać dzieciaków od wyjadania resztek z makutry – ja tłumaczyłem, że tam jest surowa mąka i że jest to niezdrowe, ale można gadać – słodkie i smaczne. I do tego można wyjadać palcem. Ale widok upapranej, szczęśliwej buzi wynagradzała wszystko.

  32. Cieszę się Torlinie, że nie wziąłeś mi za złe pryka 😉
    Sam takim jestem…

  33. Zeenie, przecież to było dobrotliwe, i z buziaczkiem. Wszystko jest Ok.

  34. Dzięki, bo niektórzy mogli coś pomyśleć 😉
    A na przyszłość: lubię Twojego bloga, Twoje opinie są mi bardzo często, może nawet w większości obce mentalnie, ale cenię Ciebie i Twoją uczciwość w prezentowaniu swoich poglądów. Jawisz mi się jako człowiek o jasnym obliczu: oto stoję przed Wami i dzielę się tym, co myślę o sprawie…
    I to o Tobie świadczy jak najlepiej.
    Szacuneczek (tak się ponoć obecnie pisze 🙂 )
    A po za tym, zwyczajnie Cię lubię 🙂

  35. zeen – zgredzie jeden 🙂 – teraz już się nie mówi „szacuneczek”. Z tego co słyszałem, to teraz mówi się „szacun” albo „respect” 😆

  36. Niech będzie: mam Cię stary pryku w szacunie i w respectie, a tego typa, co mnie zawrócił uwagę, mam w podobnych okolicach 🙂

  37. I wzajemnie, Mistrzu_z 😉

  38. Informuję uprzejmie Komentatora o nicku „Smok”, że usunąłem obydwa wpisy. Można się ze mną nie zgadzać, protestować przeciwko niektórym komentarzom, ale na zwulgaryzowanie mojego blogu nie pozwolę.
    I tak w moim blogu kwitnie cenzura, jak za najlepszych czasów „Mysiej” 😀

  39. wraca stare?

  40. No pewnie! Jestem Przewodniczącym Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Blogu Torlina. Ale o cenzurze wstrzymajcie się trochę, w następnym moim wpisie będzie jak znalazł.

  41. Torlinie,

    a moze opublikuj komentarze „smoka” w formie jak za panowania nieboszczki „o cenzurze” z lat 80-tych, pamietasz ?

    Z tym „[—-]” zamiast tekstu (potem było chyba przywołanie stosownego artykułu ustawy, ale tego już nie pamietam. Zresztą, z oficjalnych publikacji „karnawałowych”, to chyba tylko „Tygodnik Solidarność” bawił się we wstawianie „[—-]”.

    Ale może się myle.

  42. Jakobsky – jeszcze Słowo Powszechne! To się zaczynało tak, jakoś… Ustawa nr…….i t.d.
    Ale skoro Torlin smoka wytrapił, to niech on idzie na inne blogi. „Nie ma bramy – wejdą chamy!” mawiał stróż Popiołek. I miał rację. Starczy zajrzeć tam, gdzie gospodarz daje wolność każdemu, kto chce pisać… Ale czy wszyscy mają to czytać?

  43. Nela,

    masz racje.

  44. A „k..wy”, „d.py” i inne takie to wczoraj bez niczego na opolskim Kabaretonie latały. Wygląda Torlin, żeś świętszy od Telewizji z Misją. 😉

    Smok zwęszył trend. Od wczoraj już publicznie można…

    Swoją drogą to słaby ten Kabareton. Przy niektórych skeczach strach było jeść kolację.

  45. Dru’!
    Jam Święty Torlin Trwam z Misjom.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: