Napisane przez: torlin | 07/07/2008

Rolnictwo ekstensywne

Wszystkim moim Wspaniałym Komentatorom świetnie wiadomo, że jestem obłędnym wielbicielem Unii Europejskiej, zwolennikiem jak największego zacieśniania związków między naszymi państwami, wprowadzania odpowiednich regulacji i budowanie narodu europejskiego. Ale jest jedna dziedzina, w której to powoli zaczyna mi być nie po drodze z Unią. Ja osobiście jestem przerażony tendencjami we Wspólnej Polityce Rolnej. Uważam, że powinniśmy stanąć po stronie Francji, broniącej gospodarstw rodzinnych, małych wytwórców i tej atmosfery charakterystycznej dla rolnictwa europejskiego.

Toczę zawzięte boje w blogach „Polityki” ze zwolennikami liberalizmu w rolnictwie i stopniowego ograniczania wpływu rządów na tę dziedzinę gospodarki. Rolnictwo, tak jak i kultura, powinny był wyłączone z „wyścigu dużych szczurów”, za wszelką cenę należy zachować dzisiejszą strukturę rolnictwa i nie można dopuścić do tworzenia wielkich kompleksów rolnych lub „fabryk” zwierzęcych. Przyszłe pokolenia nam tego nie wybaczą.

A szczególnie groźne są konsekwencje dla ptaków, tych wspaniałych naszych skrzydlatych towarzyszy naszego życia. Polska jest idealnym przykładem nowego kraju członkowskiego UE z wyjątkowym bogactwem gatunkowym ptaków i ekstensywnym rolnictwem. Zachowanie takiego stanu rzeczy nie służy tylko przyrodzie i, w szczególności, ptakom, a w równym stopniu chodzi o podtrzymanie zrównoważonego rozwoju rolnictwa jak i zapewnienie rolnikom udziału w WPR na uczciwych zasadach. Krajobraz rolniczy po wojnie w Niemczech musiał być podobny do polskiego. Wtedy było tam około 2 mln gospodarstw, czyli mniej więcej tyle co obecnie w u nas, a teraz jest tylko 400 tysięcy. Wspólna Polityka Rolna (Common Agritultural Policy – CAP) Unii Europejskiej jest niemalże katastrofą dla ptaków krajobrazu rolnego Europy. Zachęca ona rolników do intensyfikacji produkcji. Wyrazem intensyfikacji rolnej jest dążenie do zwiększania rozmiaru pól i tworzenie monokultur (działek zajętych przez jeden rodzaj upraw). To z kolei wiąże się ze wzrostem zużycia pestycydów, usuwaniem zarośli, krzaków i drzew, likwidowaniem niewielkich zbiorników śródpolnych, w wyniku czego, ptaki zostają pozbawione pokarmu, schronienia i miejsc lęgowych.

Badania przeprowadzone przez BirdLife International dowodzą, że przez ostatnie 30 lat populacja ptaków krajobrazu rolnego w krajach „piętnastki” spadła średnio o 30%, a populacja niektórych gatunków spadła nawet o 75%! Przyjrzyjmy się polskim łąkom tradycyjnie użytkowanym, można naliczyć na jednym arze aż 60 gatunków roślin, a przecież im więcej gatunków roślin, tym więcej gatunków owadów. Przecież wiele z nich potrzebuje do rozwoju całej masy różnych gatunków roślin. 51 proc. europejskich gatunków motyli zagrożonych wymarciem zamieszkuje właśnie łąki i pastwiska. A ptaki potrzebują owadów. Niektóre gatunki co prawda żywią się nasionami, ale owady to podstawowy pokarm piskląt. Nie ma roślin, nie ma owadów, nie ma ptaków. Kółko się zamyka.

To samo jest z produkcją zwierzęcą (ubojnią), serów, mleka, wędlin. Nie można dopuścić, aby w Polsce powstawały giganty, zatruwające okolicę. Głównym, ale jakże dla mnie demagogicznym argumentem zwolenników liberalizmu jest fakt, że żywność tradycyjnie wytwarzana jest droga. Ależ ja nie jestem przeciwnikiem zawodowych ubojni czy mleczarni, chodzi mi jedynie o to, aby nie mogły one pokonać i zlikwidować mniejszej (czasami bardzo malutkiej) konkurencji. Te pola rzepaku po horyzont, bez żadnej roślinki, drzewa, ptaków, zbiorników wodnych, miedzy, wierzb – mnie prześladują (aż poprawiłem zdjęcie z poprzedniej notki).

Czy nasza żywność jest droga? Nie kłócę się jedynie w sprawie wołowiny. Ale czy nasze warzywa, owoce, wyroby mleczarskie, piekarnicze są drogie? Jak mi facet sprzedał ostatnio łubiankę truskawek za 5 złotych, to mi się głupio zrobiło. Ktoś to musiał zasadzić, podlewać, pielić, zebrać, przewieźć, sprzedać.

Powinniśmy bronić naszego ekstensywnego rolnictwa, siatki pól, bogactwa ptaków. A ostatnie wiadomości nie są dobre, wzrost cen żywności powoduje, że zaczynają podnosić się głosy, że bariery i limity w produkcji rolniczej powinny zostać zniesione, gdyż wtedy rolnicy i państwo mogą więcej zarobić. I stanie się, bogaci plantatorzy zaczną wykupywać mniejsze gospodarstwa i będziemy mieli tak jak w Brazylii. Od Warszawy do Radomia jedno pole.

Advertisements

Responses

  1. Coś jest na rzeczy, bo i politycy ostatnio coraz więcej mówią o zagrożeniach, które opisałeś powyżej.
    Chyba z tydzień temu jadąc samochodem słyszałem audycję, w której europosłowie z różnych frakcji zgodnie oceniali zagrożenia dla ekosystemu zwłaszcza w kontekście przestawienia rolnictwa na produkcję pod potrzeby biopaliw. jeśli biopaliwa to duże połacie rzepaku etc. etc.
    Drugi problem, który podnieśli to taki, że unijna polityka dotacji niszczy rolnictwo w innych krajach i jest przyczyną upadku tego sektora w regionach, którym przez tanią żywność z Unii nie opłaca się produkować.
    Nie wnikając w szczegóły wydaje się, że nadmierny interwencjonizm w jakiekolwiek dziedziny życia niszczy naturalny układ autoregulacji i w dłuższej perspektywie miast pomóc jest przyczyną klęski.

  2. Torlinie,

    zgoda co do całości, tylko czy Francja faktycznie stoi na straży małych gospodarstw rodzinnych? Wiele najgorszych rozwiązań w ramach CAP powstało właśnie skutkiem francuskiego lobbingu. Ale jeśli opinia Francuzów w tej sprawie się zmienia, to bardzo dobrze.

    Po drugie, istnieją takie regiony Polski (vide moja ukochana Małopolska) gdzie komasacji nie sposób odkładać ad acta. Poza tym, utrzymanie różnorodności krajobrazowej zależy nie tyle od kwestii własności ziemi, ile tego co dany rolnik uprawia (może zachęty winny być kierowane właśnie w kierunku różnicowania upraw w ramach jednego, dużego gospodarstwa)?

    Pozdrawiam

    Geograf

  3. Torlinie jestem od dawna wielkim przekonanym zwolennikiem europejskiej idei, ale jednocześnie zagorzałym krytykiem tego biurokratycznego monstrum o nazwie EU.
    Moje motto: Simplify your life.
    Dlaczego komplikować skoro można całkiem prosto.
    W każdej jednej dziedzinie.

  4. Jakże pięknie trafiłeś Torlinie z tematem. Tak się składa, że mój ojciec jest sadownikiem i ma kilka hektarów sadu. Mieszkam i wiem dokładnie jak wygląda to „ekologiczne” rolnictwo. Radzę przejechać się po grójecczyźnie z otwartym oknem i powąchać jak „pachną” drzewa spryskane siarką w celu uchronienia drzewostanu od zarazy ogniowej.
    I tu przechodzimy do meritum: wyobrażasz sobie co by się stało gdyby sadownicy nie używali pestycydów i innych środków ochrony roślin? Po pierwsze Ci rolnicy mający po kilka hektarów umarliby z głodu, bo nie mieliby nawet za co posadzić nowych drzew. Po drugie jestem ciekaw, czy mając wybór kupiłbyś mały owoc z plamkami [które są naturalne], czy owoc duży, soczysty, wyglądający „zdrowo”. Przyznaj się, że kiedy kupujesz truskawki patrzysz głównie na rozmiar i kolor, a są one efektem w głównej mierze ochrony przed szkodnikami.

    Kolejna sprawa dotycząca wielkości areału jest sprawą trudną, bo w części muszę się z Tobą zgodzić, że kogoś kto posiada 300 hektarów ziemi nie można nazwać rolnikiem, bo jest przedsiębiorcą rolnym. W związku z tym należałoby go opodatkować tak samo jak przedsiębiorców, a nie jak rolnika, który ma problem jak związać koniec z końcem. Jak widzisz – jestem rozdarty pomiędzy wizją, którą tu przedstawiłeś, a wizją przymierającego głodem rolnika, któremu wymarzło 90% owoców, co zdarzyło się w zeszłym roku. Kilku moich sąsiadów z tego właśnie powodu się powiesiło nie mogąc zapewnić bytu swoim niepracującym żonom i dzieciom, a jak powszechnie wiadomo rodziny na wsi są z reguły wielodzietne.

    Jakie zatem proponuję rozwiązanie? Pośrednie. Z moich obserwacji wynika, że najkorzystniejsze dla rolnika i nie szkodzące otoczeniu jest sad/pole o wielkości ok. 40-50 hektarów. Starczy nałożyć większy podatek na tych, którzy mają więcej hektarów i po kłopocie. Do tego powinna dojść zmiana mentalności rolników [najtrudniejsza rzecz], nie potrafiących się przeciwstawić zmowom cenowym przetwórców owoców i warzyw, którzy najzwyczajniej w świecie spekulują na cenie, co uderza jeszcze bardziej po kieszeniach rolników i ich rodziny.

    „Jak mi facet sprzedał ostatnio łubiankę truskawek za 5 złotych, to mi się głupio zrobiło.”

    Poproszę namiary, bo u mnie koszt łubianki kształtuje się w okolicach 8-10 zł, a kupuję praktycznie „u producenta” [jednego czy drugiego].

  5. „Torlinie jestem od dawna wielkim przekonanym zwolennikiem europejskiej idei, ale jednocześnie zagorzałym krytykiem tego biurokratycznego monstrum o nazwie EU.”

    Jesteś za, a nawet przeciw?

  6. JJThompsonie!
    Ależ wbrew pozorom nie ma pomiędzy nami sporu. Sadownik pryska drzewa, jeżeli są one zgodne z normami żywnościowymi, to jest wszystko ok. Musi to robić. Ale on nie niszczy wszystkiego dookoła, nie doprowadza do sytuacji, w której w sadzie lub obok niego nie ma prawa rosnąć żadna roślinka. A powiększanie areałów ponad określoną konieczność do tego doprowadzi.
    Jeżeli chodzi o łubiankę, to u nas na bazarku na Wałbrzyskiej też chodzi 8 – 10 zł, przypuszczam, że był wieczór i facetowi nie chciało się stać. Ale mimo wszystko.
    Jeżeli chodzi o producentów rolnych to kłania się wielka polska polityka. Zarówno PSL jak i Samoobrona to są właśnie ci wielcy producenci i oni w życiu nie dopuszczą do zmian.

  7. „Sadownik pryska drzewa, jeżeli są one zgodne z normami żywnościowymi, to jest wszystko ok. Musi to robić. Ale on nie niszczy wszystkiego dookoła, nie doprowadza do sytuacji, w której w sadzie lub obok niego nie ma prawa rosnąć żadna roślinka.”

    Pryska się, pryska. I kosi trawę między drzewami żeby był większy dostęp, żeby chwasty nie zawadzały przy stawianiu drabiny. Te „chwasty” to między innymi rośliny chronione. To samo się tyczy ptaków [wielki problem szpaków] i np. kretów. Ba! Prawnie jest usankcjonowane, że rolnik może takiego zwierza ukatrupić jeśli zagraża uprawom. Nie ma w tym względzie zasadniczej różnicy pomiędzy stoma hektarami przedsiębiorstwa rolnego, a dwudziestoma pięciohektarowymi sadami. Różnica jest jedynie w tym, że przedsiębiorca może skupić się na jednym typie upraw, a rolnicy posiadający mały areał uprawiają zazwyczaj wszystko. W reformie rolnej [o ile taka by została wprowadzona] można by umieścić takie ograniczenie dla przedsiębiorców rolnych, że muszą różnicować uprawy. Wtedy i wilk będzie syty i owca cała.

    „Zarówno PSL jak i Samoobrona to są właśnie ci wielcy producenci i oni w życiu nie dopuszczą do zmian.”

    Owszem. Cieszy mnie jednak niezmiernie fakt, że były minister rolnictwa Artur Balazs z SKL-u nie ma takiego wpływu na decyzje polityczne jak za rządów AWS-u. Do tego dochodzi wywalony z PO Paweł Piskorski vel Leśnik.

  8. A myślałem, że chociaż w sieci sobie od malin odpocznę…

    Co do meritum to ja już chyba straciłem nadzieję, że cokolwiek można jeszcze uratować. Z Unią czy bez, nie ma to znaczenia, ludzi jest za dużo i tyle. Małe gospodarstwa też nie są specjalnym wyjściem – krzaki owszem, są, tylko że chłop je na wiosnę wypali… To, co dobre dla rolnika, bywa najczęściej niekorzystne dla przyrody – gdy nie bylismy w Uni, gdy nie było dopłat, wiele gruntów leżało odłogiem – znajdźcie teraz takie. A biopaliwa to będzie gwóźdź do trumny.

  9. „A biopaliwa to będzie gwóźdź do trumny.”

    No to przecież mówię – konia do wozu, ewentualnie babę i wiśta wio!

  10. (5:32 pm & 6:27 pm)

    Dużo klepania mało sensu

    Typisch polnisch bla bla bla

  11. Arkadiusu! Proszę Cię!
    Tutaj każdy ma prawo do wypowiadania się i nie chcę, abyś lekceważąco się o nich wypowiadał.

  12. @Torlinie, mam uwagę techniczną: przydałby się jakiś przycisk typu PLONK cobym mógł wrzucić tego Pana do killfile’a.

  13. @JJThompson: Tak jest! Na szafot z nim! Ośmielił się być znudzony Twoimi esejami. Mnie też proszę PLONKnij w killfile’a (cokolwiek by to znaczyło). Ja Cię PLONKał nie będę.

  14. Lunetariusie!
    Ja od wielu dni usiłuję wejść do Ciebie i napisać komentarz. Ciągle mi się nie udaje, bez przerwy ukazuje mi się napis Łotrpressu: „You need to sign in to wordpress.com to complete this process.
    You should use a bookmark or type in the address to do this. This page does not contain any links, to protect you from phishing”. Ponieważ ja nie znam angielskiego…

  15. Torlinie, piszesz, że „nie jestem przeciwnikiem zawodowych ubojni czy mleczarni, chodzi mi jedynie o to, aby nie mogły one pokonać i zlikwidować mniejszej (czasami bardzo malutkiej) konkurencji”.

    Tylko jak to zrobić – takż żeby nie dostać od UE po głowie za ograniczanie zasad konkurencji?

  16. @TesTeq Szanuję moich interlokutorów, ale wymagam również szacunku wobec siebie. Jeśli Arkadius ma ochotę pisać posty w stylu tych na Onecie [co samo w sobie jest typisch polnisch] to ja nie bronię, ale chciałbym mieć możliwość filtrowania wypowiedzi coby nie tracić czasu na czytanie śmieci.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: