Napisane przez: torlin | 16/08/2008

Wieszczę koniec naszego świata

Oczywiście nie jutro, nie za tydzień, miesiąc czy 10 lat. Ale cywilizacja europejska zaczyna chylić się ku upadkowi. Zaczyna być w takim samym miejscu jak Polska pod Kircholmem, jak Wielka Orda w momencie śmierci Ugedeja, jak Cesarstwo Rzymskie za czasów Aureliana. Jeszcze jest potęgą, jeszcze większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z nadciągającego niebezpieczeństwa, ale to jest moment, w którym Aurelian buduje mury obronne wokół Rzymu, aby powstrzymać plemiona barbarzyńskie. Do czego to doszło – barbarzyńcy u wrót Rzymu. „Jak doszło? Sami do tego doprowadziliście”.

Dawniej do tego trzeba było 200 – 400 lat, teraz wystarczy 50. Ja nie dożyję, ale moje dzieci i wnuki… To, co dla nas jest tak bardzo cenne: wolność osobista, prawo posiadania, prawo do swobodnych wypowiedzi, sprawiedliwych sądów etc. – jest nierozerwalnie związane z naszą kulturą. Przez wszystkie ostatnie lata wydawało się, że ten nasz kanon kultury zostanie zaszczepiony na całym świecie. W większości państw świata zaczęto przeprowadzać wybory demokratyczne, świat się unormował, olbrzymi wpływ na cały świat miała turystyka. I wszystkim wydawało się, że jest to nieprzerwany proces, że wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. I raptem na naszych oczach to się kończy, a pierwszą jaskółką zmian, która ówcześnie mnie zaszokowała, były wybory w Algierii.

Ja już pisałem wielokrotnie o tym, ale powtórzę – Islamska Partia szła do wyborów pod hasłem likwidacji demokracji i przekształcenia kraju w państwo islamskie. Jak pozostali zaczęli protestować, przywódcy tej partii odpowiedzieli, że to jest demokratyczny wybór, ludność się wypowie i skoro oni są zwolennikami demokracji, to powinni się podporządkować decyzji większości. Bo na tym polega demokracja – kpili. Drugim symptomem było wybudowanie hotelu przez Chile na Antarktydzie, mimo podpisanych porozumień, że Antarktyda będzie krainą wspólną wszystkich państw ją badających, Chile to zlekceważyło. No bo kto niby miał to państwo ukarać?

I na naszych oczach coraz więcej państw ignoruje nie tylko normy międzynarodowe, ale wręcz umowy przez siebie podpisane. Rosja niszczy Czeczenię, usiłuje zająć połowę Arktyki i no i kto jej co zrobi? Chiny zajmują Tybet i przejmuje się protestami? Te działania podobają się coraz większej ilości władców, zobaczcie Wenezuelę, Boliwię, Białoruś, Nigerię, Sudan. I zaraz popłyną następne i tu będzie problem, bo to są olbrzymy: Brazylia, Indonezja, Pakistan, Egipt, Meksyk, RPA, że o Iranie nie wspomnę. I właściwie cała nadzieja jest w Japonii, Korei i Indiach, jeżeli i tam nastąpi odejście od demokracji, to nasz świat zawali się w gruzy. I ja się boję, że demokracja typu chińsko – rosyjskiego będzie dominować na świecie i będzie wręcz obowiązkowa.

No bo co zrobić Rosji, jeżeli ona nie chce przepuszczać przez Cieśninę Pilawską? A co by powiedziała, gdyby Turcy zrobili to samo z Bosforem? A Duńczycy z cieśninami?

Dlatego jestem takim zwolennikiem:

1. mocniejszego związania państw unijnych w jeden organizm,

2. żeby wielkie państwa Zachodu przestały mieć nogi z galarety,

3. ściślejszego związania Europy ze Stanami Zjednoczonymi (z włączeniem ich do Unii włącznie),

4. popierania Stanów Zjednoczonych we wszystkim, co robią.

Europejskim problemem nr 1 jest pacyfizm. „Kochajmy ludzi, wąchajmy kwiatki” – to przypomina mi czasy Aureliana, pełny sybarytyzm, zadowolenie z życia, uczty, przepych, luksus. Oni też nie lubili ludzi mówiących: „Wy się tak pławicie w zbytku i luksusie, a hordy barbarzyńców stoją u naszych granic”. „Może i tak” – odpowiadali, „ale to nie za naszego życia. My chcemy żyć w szczęściu i pokoju, po nas choćby potop”.y, zachowujący się jak widzowie w teatrze, grzecznie stojący na skałkach i czekający na swoje słowami, ale

Reklamy

Responses

  1. Torlinie;

    ad. 1) Pełna zgoda, pisałem o tym wielokorotnie, nie będę się powtarzał

    ad. 2) Podobnież, ale z zastrzeżeniami, które wyjaśnię w odniesieniu do p. 4

    ad. 3) „bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz…”. Póki co, to nie chce tego chyba żadna ze stron; co gorsza, pogłębianie Unii bywa przedstawiane – zarówno przez jej zwolenników jak i przeciwników – jako przeciwieństwo wzmacniania więzi transatlantyckich

    ad. 4) Tu się oczywiście w pełni zgodzić nie mogę. Przykładowo, mój stosunek do reakcji amerykanskiej na 11.09. jest ambiwalentny; w skrócie ująłbym go w nastepujący sposób: Afganistan tak, Irak nie. Powodów do zmiecenia z powierzchni ziemi Talibów było aż nadto przed Zamachem, gdyż był to jeden z najbardziej totalitarnych i ohydnych reżimów w historii, w swoim wandaliźmie przypominający Pol Pota albo Hitlera (vide posągi Buddy, sytuacja kobiet, pomysł „oznakowania” hinduistów – możnaby takie przykłady mnożyć). Natomiast atakując Irak, amerykanie zniszczyli reżim wprawdzie wysoce niesympatyczny, ale jednak nastawiony defensywnie i – przede wszystkim – świecki. Co więcej, rozciągnęli swoje wojska po całym globie, nie będąc w stanie efektywnie reagować na nowo powstałe kryzysy (Gruzja może tu być przykładem). W dodatku wzmocnili nastroje pacyfistyczne (niekiedy przechodzące w histerię) w wielu krajach zachodnich, w tym takjże wśród niowych członków UE. Innymi słowy, obiektywnie osłabili tym samym ducha walki świata zachodniego.

    Z w/w względów uważam, że nie należy Amerykanów wspierać bezmyślnie, gdyż za ich ewentualne błędy płacą wszyscy.

    Zaznaczam, że z uwagi na młody mwiek jestem żywotnie zainteresowany stanem świata za lat, powiezmy, 30 🙂

    Pozdrawiam

    Geograf

  2. Generalnie – tak. Tylko ja bym nie przesadzał z tym zagrożeniem.
    Lęki oparte są na założeniu że rozwój np. Chin będzie przebiegał logarytmicznie w górę.
    Myślę że niebawem czekają poważne kryzysy.
    Rosja taką jaką jest nie ma specjalnie dobrych perspektyw rozwojowych jej struktura własności,
    to co produkuje, funkcjonowanie prawa, itd.
    Przyjdzie jej chyba zwinąć Kamczatkę pod siebie i pokazać Centralno azjatycki brzuszek.
    Tak powinniśmy zabiegać o integrację Europy a Europy z Ameryką ale także z Ameryką Południową
    w miarę możliwości. Ja jakoś oddechu konkurencji co goni nasz peleton nie czuję. Nauczyłem się tego z obserwacji Japonii która miała zdystansować świat do końca XX wieku.
    I co? Całkiem normalna zadyszka.

  3. Torlin pisze: „popierania Stanów Zjednoczonych we wszystkim, co robią”.

    Ciekawe.

    Geograf wspomniał o tym, że dzielny naród amerykański „zmiótł z powierzchni ziemi Talibów (…), gdyż był to jeden z najbardziej totalitarnych i ohydnych reżimów w historii”.

    Nie przeszkadzało to jednak dzielnemu narodowi amerykańskiemu wspierać Talibów w walce z Rosjanami.

    Bo moralność amerykańska polega na przyjęciu, że to, co korzystne dla Ameryki, jest moralne. To pragmatyczne podejście, które może uratować Europę, ale z wartościami naszej cywilizacji nie ma nic wspólnego.

    Zatem poświęcimy Europę, żeby ją uratować. 😦

  4. Ale dlaczego wprowadzasz na swój blag politykę???
    :O

  5. @ TesTeq:

    Owszem, Amerykanie wspierali Talibów nie tylko w czasie wojny z ZSRR, ale nawet później, gdy ci przejęli już władzę (bo ich panowanie nad Afganistanem zdawalo się zapewniać jaki taki spokój i pozwalało snuć plany budowy gazociągu z Turkmenii do Pakistanu). Podobnie, wspierali de facto Czerwonych Khmerów (bo Kambodża byla antywietnamska, ergo prochinska, ergo antyradziecka, więc i proamerykańska). Ale ten cyznim USA w niczym nie zmienia oceny tamtych reżimów.

    Piszesz że „poświęcimy Europę żeby ją uratować”. Nie wiem, jak to rozumieć. Jeśli obawiasz się że trzeba pewne zasady zawiesić po to by bronić systemu w ramach którego one funkcjonują – to trudno, być może trzeba. Warto przy tym rozważyć, o jakie zasady chodzi. Nie sądzę np. by pacyfizm prezentowany przez zachodnioeuropejska lewicę wynikał z głębokich przekonań moralnych – bardziej z mieszaniny lęku, antyamerykańskich fobii i intelektualnego lenistwa.

    Piszesz też że „moralność amerykańska polega na przyjęciu że to co dobre dla Ameryki jest moralne”. Zapewne masz rację, ale krytykując taką postawę, nie należy popadać w jej odwrotność i twierdzić że to co dla Amerykanów dobre, jest niemoralne. Oczywiście, Europa powinna różnić się z Ameryką w ocenie np. zagrożeń ekologicznych czy pewnych aspektów handlu światowego, a także metod działania wobec krajów spoza naszego kręgu cywilizacyjnego. Ale będą to zawsze różnice drugorzędne wobec zasadniczego sporu, jaki świat zachodni wiedzie z Chinami, Rosją, krajami arabskimi czy Iranem, a który sięga bardzo głęboko, do samej koncpecji państwa i czlowieka, roli religii, pojęcia wolności, itd.

    Pozdrawiam

    Geograf

  6. @Geograf: Zgadzam się z Twoją interpretacją mojego komentarza i uzupełnieniami. Moim celem było przedstawienie argumentów dowodzących, że postulat Tolina: „popierania Stanów Zjednoczonych we wszystkim, co robią” jest zbyt daleko posunięty.

  7. „Europejskim problemem nr 1 jest pacyfizm.”

    Do 1945 roku problemem Europy był wojowniczy militaryzm. Skutki wszyscy znamy, na szczęście tylko z podręczników historii. Przejście z militaryzmu i wojowniczości do „pacyfizmu” zaowocowało Europą bez wojen na następne prawie 40 lat, a jeśli uznać wojnę w ex-Jugosławii za konflikt w pewnym sensie wewnętrzny, to okres bez konfliktów międzynarodowych w Europie trwał jeszcze dłużej.

    No dobrze, można wymienić napięcia między Grecją a Turcją, w tym konflikt cypryjski, wojnę „dorszowa”, ale to chyba naprawdę wszystko, z czym borykała się „pacyfistyczna” Europa powojenna.

    Ale czy Europa jest aż tak „pacyfistyczna”, żeby pacyfizm stanowił problem nr 1 ?

    Nie wydaje mi sie. W powojennej historii państwa europejskie zwielokrotnię angażowały się konflikty swiatowe. Z pamięci można wymienić udział państw europejskich w paru lokalnych wojenkach, głównie w Afryce, od Egiptu począwszy, poprzez Kongo czy Sahel (pogranicze między Czadem, Nigrem i Libia), a skończywszy na dość spektakularnej wojnie z Argentyną o Farklandy.
    O ile konflikty w Afryce rozgrywają głównie byle metropolie kolonialne (francuscy spadochroniarze są w tym nie do pobicia), o tyle wojna farklandzka była w sumie jedyną wojną z prawdziwego zdarzenia, w jakiej uczestniczyło państwo europejskie ery post-II WS.

    Oczywiście jest jeszcze wojna z Irakiem w 1990 roku i europejski w niej udział nie koniecznie świadczy o tym, że pacyfizm stanowi problem numer 1 w Europie. Jednak i w tym przypadku układ zdarzeń poprzedzających inwazję na Irak dał koalicji wystarczającą legitymację polityczną i prawną, co różni ten konflikt od wojny z 2003, do której Europa już się nie paliła (poza niektórymi krajami, a więc znowu: jak to jest z tym zgeneralizowanym „pacyfizmem” europejskim ?)

    Być może z europejskiego myślenia wyparowała koncepcja wojny prewencyjnej, tak bliska aktualnej doktrynie amerykańskiej. I dlatego wydaje mi się, że jeśli Amerykanie chcą robić po swojemu porządki na świecie, to nie sądzę, że Europa powinna iść za Amerykanami, popierając ich „we wszystkim, co robią.”

    Na koniec: nie wiem, co jest takiego złego w pacyfizmie europejskim i w niechęci do zbrojnego angażowania się w konflikty, zwłaszcza w konflikty daleko od granic Europy. Pacyfizm to dość rozsądna postawa życiową, a niechęć do walki nie oznacza bynajmniej, że Europa odziera siebie samą z możliwości obrony przez zagrożeniami. Póki co NATO wciąż istnieje, nawet Francja powoli wraca do zintegrowanych struktur obronnych Europy i Paktu, wydatki na zbrojenia są wciąż wysokie w krajach europejskich. Myślę, że słowo „obronne” jest kluczem do zrozumienia postawy europejskiej, która dla Ciebie Torlinie jest problemem numer 1, a dla mnie właściwą pozycją wobec postępujących agresywnie i „prewencyjnie” Stanów Zjednoczonych.

    A zatem „God bess America !”

    Ale niech nadal dzieli nas Atlantyk !

    Pozdrawiam

  8. Wiesz, że los wieszczów był marny?;)
    Europa to Europa. Jednak. Rosja jest państwem azjatyckim, które usiłuje wpływać na Stary Kontynent, ale mentalnie i ustrojowo należy do Azji.
    USA mają nasz odległy ląd głęboko w… poza nimi jesteśmy i pozostaniemy. Kulturowo też. Sfera ich zainteresowań leży w Amerykach(wszystkich), ewentualnie w Azji.
    Jesteśmy dziećmi wykołysanymi w kolebce antyku – i to odróżnia kulturę Europy od innych kultur. Mocniej zintegrowana UE? Jak najbardziej, ale ona się i tak musi zintegrować, nie ma wyjścia. Wygrać możemy potencjałem intelektualnym, w końcu to tutaj rodzą się nowe trendy, tu powstają najbardziej znaczące dzieła literackie, filmy, tu żyją i rozwijają się sztuki plastyczne. Warunkiem sine qua non jest jednak docenienie – przede wszystkim finansowe – uczonych i twórców, żeby powstrzymać ich odpływ za ocean. Warunkiem jest”niezamerykanizowanie się” naszej kultury. Nie chodzi mi o to, żeby nie doceniać różnorodności, zadzierać nosa – ale o to, żeby podkreślać naszą odrębność.
    Wcale nie chę popierać USA we wszystkim, co robią – i uważam, że napisałeś to prowokacyjnie. Czuję zresztą ironię w Twoim tekście. Popieranie USA to przyzwolenie na interwencje wojskowe w tych krajach, w których jest ropa czy inne cholerstwo. Jakoś nie stanęli w obronie wyrzynających się w pień Hutu czy innych afrykańskich plemion. Palcem nie kiwną, kiedy dojdzie do rozlewu krwi w Sri Lance. Purytańska moralność dziwnie jakoś ogranicza się do wyra i popierania tych działań, które pozwolą obywatelom USA się bogacić.
    Strasznie nieporządnie piszę, potem może jakoś poukładam argumenty, Wielki Prowokatorze…

  9. @ Jacobsky:

    sądzę, że problem pacyfizmu dotyczy nie tyle rządów, co społeczeństw i elit intelektualnych krajów europejskich (rządów tylko o tyle, że polityka sondażowa stała się smutnym standardem europejskich demokracji). To czemu ja np. się sprzeciwiam, to nie pacyfizm będący postawą krytyczną względem militaryzmu, ale pacyfizm urastający do rangi nowej religii i popadanie w antywojenną histerię.

    Czy militaryzm był problemem Europy przed rokiem 1945? Jeśi idzie o Zachód, to dotyczył on jedynie Niemiec (fakt, że w stopniu monstrualnym), natomiast pozostałym krajom wyraźnie „nie stało woli walki”. Gdyby było inaczej, może nie świętowano by w Polsce rocznicy Powstania. Militaryzm faktycznie kwitł w Europie przed I wojną światową i zebrał straszliwe żniwo; współczesny pacyfizm powstał w reakcji na te absurdalne dożynki. Ale dzialalność pacyfistów zachodnioeuropejskich w późnych latach ’30-tych była tak wybitnie szkodliwa, że nie dziwi mnie szczera nienawiść wybitnych przedstawicieli polskiej inteligencji do, na przykład, H. G. Wellsa.

    Wniosek z tego jak dla mnie jest taki, że skoro sytuacja polityczna nie chce dostosować się do racjonalnych paradygmatów, to paradygmaty winny ulec zmianie. Co nie oznacza, że Europa potrzebuje Busha; może się jednak okazać że będzie potrzebować nowego Churchilla, i dobrze by taki się w odpowiedniej chwili pojawił.

    Pozdrawiam

    Geograf

  10. Geograf,

    problem w tym, że pacyfizm również nie jest obcy elitom amerykanskim. To ich postawa przyczyniła się do zakończenia wojny w Wietnamie. A z wcześniejszych czasów wystarczy przypomnieć sobie ile trzeba było najpierw gadania, a potem ofiar, żeby wyrwać USA z izolacjonizmu, który de facto był przejawem niechęci do udziału w wojnie, już wtedy trwającej za Oceanem, a więc w pewnym sensie był on także postawą pacyfistyczną, choć wynikającą z innych przesłanek.

    Dzisiejszej Ameryki nie należy postrzegać jako monolitycznego bloku zjednoczonego wokół goodbelsow dla Ameryki i supportów dla amerykańskich wojsk (czytaj: troopów) w Iraku. W tej chwili zdecydowana większość Amerykanów chce wycofania się w Iraku, chce uspokojenia wojowniczej do tej pory polityki amerykanskiej. Być może sprzyjają temu stagflacja i recesja, ale efekt jest ten sam: w tej chwili, w amerykańskiej opinii publicznej nie ma zbyt wiele miejsca na nową retorykę wojenną i na nową wyprawę przeciwko nowemu wrogowi. Pacyfiści ? Kto wie ?

    Postawa antywojenne jest dla mnie jak najbardziej do zaakceptowania i sam wyznaje pogląd, że w dzisiejszych czasach wojna jest smutnym zdarzeniem, którego powinno się unikać dokąd tylko jest to możliwe.

    Pozdrawiam.

  11. Ja jak zwykle nie komentuję wypowiedzi moich Gości, każdy ma prawo mieć swoją opinię na ten temat (dziękuję Defendo, Geografowi, Tes Teqowi, Jacobskiemu i Edwarowi), ale chcę nawiązać do dwóch zdań Dany1.
    Nie uważam tej notki za „polityczną”, ona jest związana z polityką, dotyczy polityki, ale nie jest „polityczna”, staram się ująć sprawę globalnie.
    I drugie Twoje zdanie – „że przesadzam”, sądzę jednak, że nasza kultura rozsadzona zostanie zarówno przez czynniki zewnętrzne, o których pisałem, jak i wewnętrzne (napływ obcych kulturowo imigrantów w ilościach nieabsorpcyjnych).

  12. Zgoda na twój 4-punktowy plan pod jednym warunkiem: punkt drugi warunkiem realizacji pozostałych. Bez tego nie ma co mówić o podmiotowości Unii, która niestety jest w rękach dwóch decydentów: Niemcy i Francja. Dla reszty przewidziana jest rola statystów i klakierów.
    Te wizję Polski jako klakiera popiera Tusk, natomiast Kaczyński widzi nas jako podmiot polityki europejskiej.
    Polecam wywiad z prof. Wieczorkiewiczem w Newsweeku: http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=28709&Strona=1

  13. Eee taaam…
    To na pewno nie będzie koniec naszego świata.
    Jeśli już, to co najwyżej koniec świata jaki znamy 😉

    wolność osobista, prawo posiadania, prawo do swobodnych wypowiedzi, sprawiedliwych sądów etc.

    Doskonale pamiętam czasy, gdy w tym kraju było tego dużo mniej niż dzisiaj.
    A wcale nie jestem taki stary.

    Pozdrawiam
    Radecki

  14. Popieram Geografa. Bo widzisz Torlinie, piszesz że ‚cywilizacja europejska zaczyna się chylić ku upadkowi’. Gdzie?

    Jako przykład schyłku pokazujesz wybory w Algierii. Owszem — „cywilizacja europejska” nie jest uniwersalnym modelem, który się wszystkim podoba. On się nawet nie wszystkim podoba w Polsce, w Europie, czy Stanach. Czego więc oczekujemy od Algierii? I jaki wpływ na wybory w Algierii ma europejski pacyfizm? Że jakbyśmy tam wysłali wojska, to islamiści siedzieli by cicho, co byłoby realizacją wartości wolnego słowa?

    Nie chcę mówić, że nie widzę zagrożeń, ale:

    1) Wartości o których piszesz to kwestia kultury, a nie natury. Tego się trzeba uczyć, do tego trzeba dojrzewać. I wreszcie — nie można tego kojarzyć ze znienawidzonym wrogiem, a głównie takie były korzenie islamizmu — z obcymi wartościami, które wcale dla zwykłych obywateli nie oznaczały wolności, kojarzono przemoc i upokorzenie. Wiara Amerykanów, że można kogoś podbić, obalić jakiegoś dyktatora i tam zakwitnie demokracja jest — delikatnie mówiąc — ułudą.

    2) Największy mój punkt sprzeciwu, to właśnie ‚popieranie we wszystkim USA’. Jeśli USA przywrócą tortury (a takie pomysły tam sondowano), to mamy je także przywrócić? Zresztą mamy przykład ‚na czasie’ — wojnę w Gruzji. Rosja naśladowała USA. Podobało się? Mnie nie, ale tak wygląda naśladownictwo ‚europejskiej cywilizacji’ (w wersji amerykańskiej) w dzisiejszym świecie. Tak właśnie karykaturalnie odbiera się Zachód. Tymczasem dajesz receptę na to, by odbierano go jeszcze bardziej karykaturalnie.

    3) Właściwie to rozwijając punkt 2 — te wartości, o których piszesz są podważane także u nas. Pomysłami z torturami, łatwością w sięganiu po rozwiązania zbrojne zamiast dyplomatycznych, poszukiwaniem ‚twardego człowieka’ do roli przywódcy — to wszystko dla mnie jest wyrazem kryzysu cywilizacji europejskiej. To, a nie Algieria, Rosja, czy Chiny.

    W podsumowaniu… Uważam, że więcej dla ‚cywilizacji europejskiej’ robi Hollywood niż NATO 😉 Uśmieszek nie ma sugerować braku powagi, a raczej świadomość wypowiadania rzeczy nieco prowokującej. Bo ‚wartości europejskich’ nie da się nieść na karabinach. Algieria tu była dobrym przykładem państwa, gdzie demokrację w stylu zachodnim próbowały przez wiele lat narzucić elity (głównie wojskowe). I nic nie zdziałali. (Zresztą i odwrotnie, bo przecież mamy przykład narzucania realnego socjalizmu.) Tym co pociąga w Zachodzie może być bogactwo, bezpieczeństwo, pewien ‚luz’, czyli ‚amerykański’ (lub europejski) styl życia — to wszystko co pokazuje Hollywood. Jeśli chcemy postępów cywilizacji europejskiej, to musimy innych uwieść, a nie podbić.

  15. Torlinie, przeczuwałem koniec świata już 25 listopada 2006 roku!
    http://druidh.wordpress.com/2006/11/25/nieodmiennie-%e2%80%93-koniec-swiata/

    Może masz to samo co ja. 😀

  16. Torlinie, z tym popieraniem USA we wszystkim to pojechałeś.
    Dla mnie trochę to bez sensu.
    Tak jak wojna w Iraku, jak poprawiła ona bezpieczeństwo Polski i świata (fakt, poprawiła samego Iraku, ale np. Amerykanie odpuścili przez to Afganistan i teraz tam dostaja ,,bęcki” a talibowie sa silniejsi coraz)

    A czy cywilizacja europejska się chyli ku upadkowi?
    Wątpię.
    A pacyfizm?
    Jak dla mnie ponad 60 lat pokoju w Europie to duża wartość i w pewien sposó to wynika z pacyfizmu, tak jak i kontrola by USA nie robiły tego co Rosja czy Chiny też jest po częsci sprawowana poprzez pacyfistów/demokratów/,,lewaków”/itd

    A o pacyfizmie, bardzo ciekawa dyskusja toczyła (i się w sumie jeszcze toczy u mnie)

    http://tekstowisko.com/tecumseh/55788.html

    Nie wiem, czy czytałeś, więc polecam.

    pzdr

  17. Witam. Autor tekstu BARDZO mnie zdziwił, gdyż jego rozwiązania przytoczone na problemy o których wspomina (muszę się zgodzić, faktycznie Europa ma takowe, ale USA obecnie przędzie jeszcze gorzej, tyle, że ma więcej rezerw finansowych, etc) WŁAŚNIE JE TWORZĄ!

    Przejdźmy do rzeczy:

    „1. mocniejszego związania państw unijnych w jeden organizm,”

    Poprzez wprowadzanie eurosocjalizmu tylko zwiększa się nasza przepaść do systemu politycznego, który panuje w USA (kapitalizm i to o co chyba szanownemu autorowi chodzi, skoro tak wychwala Stany), tak więc występuje tutaj błąd logiczny.

    „2. żeby wielkie państwa Zachodu przestały mieć nogi z galarety”

    Tu popieram, przydała by im się większa stanowczość.

    3. ściślejszego związania Europy ze Stanami Zjednoczonymi (z włączeniem ich do Unii włącznie),

    Jak już mówiłem – w różnorodności siła. Zarówno parlamentarzyści UE jak i politycy ONZ to banda kretynów, którzy nic nie robią, a dostają za to astronomiczne pieniądze. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Państwo globalne to najgorsze co się może przytrafić – utrata suwerenności krajów.

    Im większa się robi UE, tym miększe te nogi z galarety – taka prawda, bo to właśnie UE promuje „tolerancję” na islam, etc. Tak więc to nie rozwiązałoby problemu, tylko go powiększyło.

    4. popierania Stanów Zjednoczonych we wszystkim, co robią.

    Tutaj nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Na prawdę, nie będę komentować, gdyż podobnie głupiego stwierdzenia nie czytałem chyba od roku.

    Ale streszczając: autor skarży się na islamizację Europy, tak :> ?

    No to co powie na temat ZACHOWANIA NATO Z WOLI USA W KOSOWIE, GDY WSPIERAJĄC MUZUŁMAŃSKICH ALBAŃCZYKÓW ZNISZCZYLI DOSZCZĘTNIE SERBIĘ, ZDRUZGOTALI BOMBARDOWANIAMI PONAD 700 SZKÓŁ, MIEJSCA PRACY, DROGI, SZPITALE, WSZYSTKO DOSZCZĘTNIE ZNISZCZONE! BOMBARDOWANIA DZIEŃ I NOC! A teraz jakby tego było mało, uznali niepodległość Kosowa KTÓRE ZAWSZE BYŁO SERBSKIE! Co to ma być, Albania #2?

    Super wspaniałe wsparcie dla Europy! Poza tym niech ktoś jakieś wymieni (po 1945 r.), bo jak na razie to MY wspieramy ich w Afganistanie i Iraku!

    Tak, tak. USA robi na dwa fronty. W swojej polityce międzynarodowej z jednej strony jest najlepszym sojusznikiem Izraela i robi czystki jego – kłopotliwym dla niego – sąsiadom, z drugiej żeby załagodzić gniew muzułmanów wspierało ich w Kosowie, wspiera w Czeczenii (Rosja jest bardzo groźnym rywalem USA, więc choć to muzułmanie – wspierają). W Afganistanie też wspierali, gdy talibowie strzelali do ruskich.

    To, że islamiści tak nienawidzą amerykanów jest tylko i wyłącznie winą działania Stanów. Jako przykład podam wpakowanie się do Iraku za kadencji starego Busha, ale nie, nie mogli dokończyć roboty – wszak gdyby to zrobili, to Iran (największy wróg Iraku) stałby się zbyt silny. Należało więc opuścić wtedy Irak i zostawić Husseina, któremu właśnie USA pomogło dojść do władzy.

    Lista dyktatorów/kryminalistów wspieranych (w przypadku dyktatorów głównie w dojściu do władzy) przez Stany jest spora – Hussein, Bin-Laden, etc. Wszystko tylko dla tego, żeby w zamian za swoje stołki i wsparcie, byli przychylni stanom w kontraktach, etc.

    Chamy dostały jednak za swoje, gdy okazało się, że nad częścią z nich nie są w stanie zapanować.

    A w Iranie w trakcie wojny domowej WSPIERALI OBYDWIE STRONY SPRZEDAJĄC IM BROŃ I INNE „AKCESORIA”! Właśnie to jest USA, właśnie dla tego Irańczycy ich tak nie znoszą, choć kiedy srajatollahy przejmowały im władzę w kraju, mieli Stany za potencjalnych zbawców, jak my Napoleona (zanim się o owej dwulicowości dowiedzieli).

    Osobiście zupełnie mnie nie obchodzi reszta Europy i sytuacja w Stanach, tylko sytuacja w Polsce. Skoro już mamy z nimi sojusz – powinniśmy go mieć, gdyż i tak lepszego sojusznika nie ma (rosja, chiny – zbrodniarz za zbrodniarzem, totalna bantytierka). Ale nie musimy się z nimi zgadzać w sprawie ich działań międzynarodowych, to chyba jasne :>

    Tyle w tym temacie, mam nadzieję, że wyjaśniłem kilka spraw.

  18. Pomijając fakt, że owy pacyfizm, którego tak nie lubi autor zrodził się w latach 60 w USA, tutaj jest najlepszy przykład decyzji Stanów w sprawach międzynarodowych – zadecydowanie o oddaniu Polski komuchom na pożarcie ;/

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_ja%C5%82ta%C5%84ska

    Nigdy im tego nie wybaczę.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: