Napisane przez: torlin | 04/09/2008

Balthus

Doszedłem do wniosku, że mój blog wypadł jak wóz z kolein, że odszedłem od swojego głównego celu prezentowania sztuki, która mi się podoba. Ach, gdzież są czasy szkła Tiffany’ego, rysunków Kostrzewskiego czy zapomnianego impresjonisty. I oto nadarzyła się okazja, niedawno minęła setna rocznica urodzin Balthazara Klossowskiego de Rola, zwanego popularnie Balthusem, a artysta ten wpasowuje mi się doskonale również w cykl o „prawdziwych Polakach”. Balthus był synem hrabiego Eryka Kłossowskiego herbu Rola i Elżbiety Doroty Spiro, pochodzenia żydowsko – rosyjskiego, zwaną Baladine, ale olbrzymi wpływ na rozwój intelektualny młodego Balthusa miał Rainer Maria Rilke, ukochany matki po jej rozwodzie z Kłossowskim. Balthus nie znał języka polskiego, czym rozczarował Jana Pawła II podczas audiencji w Watykanie, ale do końca życia myślał o Polsce i był dumny z kraju swojego pochodzenia. W naszym kraju był jeden jedyny raz, w 1998 roku, jak miał 90 lat, uczestniczył w uroczystości nadania mu doktoratu honoris causa przez Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Zamierzał wziąć ślub na Jasnej Górze ze swą młodszą o 30 lat japońską żoną Setsuko, ale przeszkodziła mu w tym śmierć. Miał z nią córkę Harumi. O twórczości artysty, którego obrazy do niedawna uzyskiwały najwyższe spośród żyjących malarzy ceny, pisali najwięksi humaniści i artyści minionego wieku, zwykle z nim zaprzyjaźnieni – Rainer Maria Rilke, Albert Camus, Antonin Artaud, Federico Fellini, John Rewald czy Jean Starobinsky.

Dla mnie malarstwo Balthusa składa się z trzech części, pierwszą z nich jest miejskie malarstwo pejzażowe, bliskie surrealizmowi. Jego najbardziej umiłowanym obrazem z tego okresu twórczości jest „Le Passage du Commerce – Saint – André” z 1952 roku,

Anegdota

Trzymetrowy obraz przedstawia tytułowy pasaż, paryską uliczkę odchodzącą od Placu Odéon, gdzie wrzało w czasie Rewolucji Francuskiej. Balthus miał pracownię niedaleko, na Cour de Rohan i zawsze ten pasaż robił na nim wielkie wrażenie. Na ścianie kamienicy u wylotu pasażu umieścił złoty klucz symbolizujący warsztat ślusarski produkujący gilotyny. To właśnie w tym pasażu pierwszy raz ją przetestowano, ścinając głowę owieczki (a na obrazie widzimy kudłatego pieska – baranka). Ciekawostką jest fakt, że na obrazie widać samego mistrza (idzie z bagietką), na trotuarze po prawej stronie siedzi jego brat Pierre, a starsza pani z laseczką to ich matka Baladine.

… ale najsłynniejsza jest „Ulica” z 1933 roku.

Drugą częścią jest malarstwo rodzajowe we wnętrzu, mnie najbardziej podoba się „Śniąca Teresa” z 1938 roku, z The Metropolita Museum of Art, oraz „Pacjent”.

I teraz nastąpi najbardziej kontrowersyjna część notki, zaczyn problemu mamy zarówno w „Ulicy”, jak i w „Śniętej Teresie” – jest to zafascynowanie malarza erotyzmem lolitek. Prowokacja była na początku jego artystycznej kariery zamierzoną strategią: „Skandal, jaki wywołała „LEKCJA GITARY, był zamierzony. Namalowałem i wystawiłem ten obraz po to, by wywołać skandal. Chciałem od razu zyskać sławę, choćby dlatego, że potrzebowałem pieniędzy”. Z drugiej strony, w wysmakowanym, przepełnionym tajemnicą malarstwie, opartym na mistrzowskim opanowaniu warsztatu, znakomitym rysunku, Balthus nigdy nie grzeszył jednoznaczną dosadnością. Przesycający jego obrazy pierwiastek erotyczny nie ociera się o pornografię, nawet nie zbliża się do niej, ale wielu zarzucało mu lolityzm. Odnosiło się to do bardzo wielu przedstawień młodych, rozmarzonych dziewcząt, których poza i mimika wskazują na stan psychicznego zawieszenia między snem a jawą, marzeniem i realnością. O źródłach tej fascynacji sam malarz mówi lakonicznie, ale wyraziście: „Miłość do młodziutkich dziewcząt nie przyszła z książek Lewisa Carolla. To wspomnienia z lat dzieciństwa i okresu młodzieńczego. To dziewczęta, które wtedy poznawałem. Z dzieciństwa i lat młodości stworzyłem sobie skarb, z którego czerpałem niejeden temat”. Pozwolą moi komentatorzy, że nie będę pokazywał niektórych obrazów, dam jedynie linki, niech każdy ogląda sobie na własną odpowiedzialność.

Słynnymi obrazami z tej serii jest „Rozebrana na krześle” (poniżej po lewej), „ODPOCZYWAJĄCA„, „DZIEWCZYNA Z KOTEM” i najsłynniejsze chyba „Piękne dni” (jeszcze niżej)

Dla mnie bardzo interesujący artysta.

Ps. Dla wielbicieli tematu normańskiego pochodzenia Piastów ciekawy link u Wachmistrza, przypominający dawne nasze spory.

http://wachmistrz.blog.onet.pl/2,ID340444093,RS1,index.html

Reklamy

Responses

  1. Na Zeusa Rozpustnika!!! Fala pruderii nas zalewa. Torlin obawia się zamieścić „Lekcję gitary” bezpośrednio w blogu.

    Chyba zmienię się w łabędzia. Niech mnie spróbują złapać.

  2. dana1: „Torlin obawia zamieścić ‚Lekcję gitary’ bezposrednio w blogu.”

    Takie czasy, takie czasy.

    Pewnie, w głębi duszy, sam chciałby malować roznegliżowane modelki… 🙂

  3. Straszne czasy TesTequ.

    Pisze do was z jakiejs ornitologicznej rudery.
    Złapali i trzymaja….

    O!!! Oprawca (chyba oprawica) nadchodzi. Chce mnie obrączkowac.!!!
    Nie!!!
    Precz z łapami zoofilu!!!

  4. Koty są? Są. A reszta…

  5. Reszta kryje sie w cienu.

  6. Wszystkie te koty jakieś takie grube. Toż to budowanie tendencyjnego obrazu kota.

    Uważam, że powinieneś te koty również powrzucać do linków.

    Jak zwykle nie rozumiem tego rodzaju malarstwa i poza próbami zaszokowania mnie nie widzę w tych obrazach nic ciekawego. Składam to na karb całkowitego zaniedbania mojej edukacji artystycznej. 🙂
    Roznegliżowana biurokracja… to by było dopiero…

    BTW ten obraz z dziewczynką układającą karty nazywa się z pewnością „Cierpliwość”, jeśli można zwrócić uwagę.

  7. “Skandal, jaki wywołała „LEKCJA GITARY”, był zamierzony. Namalowałem i wystawiłem ten obraz po to, by wywołać skandal. Chciałem od razu zyskać sławę, choćby dlatego, że potrzebowałem pieniędzy”
    rozumiem więc ze dzisiejszym Balthusem w III RP jest Doda? 😉

  8. To że Balthusa „kręciła” lolitkowata seksualność, to nie ulega wątpliwości.
    (To pewnie tym chciał nas Torlin sprowokować, ale nic z tego… Jak widzę większe poruszenie wzbudzają tu koty :))
    Mnie osobiście to nie bulwersuje – Balthus broni się choćby swoim fantastycznym warsztatem i wytrawnością znakomitego malarza.
    I chcę zauważyć, że bez pedofilnych upodobań Lewisa Carolla, nie mielibyśmy jego niezwykłej „Alicji w Krainie Czarów”); tudzież bez podobnych skłonności Korczaka – nie byłoby jego „Króla Maciusia” a nawet… kto to wie? – jego heroicznego (i desperackiego) wyboru podczas okupacji.
    To jest ten aksjologiczny paradoks: coś, co potencjalnie może być złem, okazuje się dobrem.

    A Balthusowi było o tyle łatwiej, że miał niesłychane wręcz znajomości i koneksje (czy wiecie, że na jego pogrzebie był obecny m.in. prezydent Francji i że zaśpiewał tam wtedy Bono?)

  9. Ten kot na obrazie „Dziewczyna z kotem” to faktycznie jakiś tygrys jest 😉

  10. Bardzo dziękuję wszystkim za wpisy, szczerze mówiąc nie miałem odwagi dać bezpośrednio obrazu „Lekcja gitary” w blogu.
    Co do kotów – zgoda, najlepszym ich malarzem nie był.
    Dru!
    Z moją angielszczyzną jest fatalnie. Obraz nosi tytuł „Patience” i zamiast sprawdzić, co to oznacza, to wymyśliłem „Pacjent” (bez sensu), ale mam wątpliwą przyjemność zwrócenia Ci uwagi, że przypuszczalnie Ty też nie masz racji, bo w internetowym słowniku w punkcie trzecim jest „Pasjans” i przypuszczalnie taki tytuł nosi obraz.
    http://portalwiedzy.onet.pl/tlumacz.html?qs=Patience&tr=ang-auto&x=41&y=8

  11. Koty? Koty i psy!

    (O samym Balthusie się nie wypowiadam… W jakiś sposób mnie pociąga — nie chodzi o lolitki nawet, chodzi o przestrzeń i swoistą ‚ciszę’ jego obrazów. Ale nie zgłębiłem tego tematu przyglądając się jego twórczości, choć od dawna chcę.)

  12. PAKu!
    Wiesz, jaki pośredni związek jest Balthusa z Witkacym? Obydwóch rodzice uważali akademickie wykształcenie za zbędne, uważali, że każdy samoistny talent powinien rozwijać się w sposób nieskrępowany i naturalny.

  13. Torlinie, biorąc pod uwagę jego sposób nazywania obrazów, faktycznie „Pasjans” jest tu jak najbardziej na miejscu.

    Z nieukrywaną dumą, po sugestii Paka, zobaczyłem ‚ciszę’ na obrazach. A więc się rozwijam… 😀

  14. Przecie ja absowet kilku fakultetów( chwała Bogu bez doktoratu) jestem przykładem idiotyzmu, jakim jest akademickie wykształcenie.
    Stracone lata. Wszystkiego dowiedziałem się sam.
    Autorytety, jakie spotkałem na Uniwersytetach nie bardzo wiedziały jak potraktować moją bibliografię.

  15. Właściwie jedyną przyjemnością studiowania w moich czsach była możliwość spotkania ciekawych ludzi. Zarówno rówieśników jaki i starszych. Trzeba było jednak unikać fakultetów = fabryka magisterek.

    Dyplom studiów akademickich dziś to odpowiednik polsko litewskiego szlachectwa.
    Boże jak wiele „gołoty”.

  16. Muszę Ci przyznać rację, ciężko było dostać się w moich czasach na studia, i mimo punktów za pochodzenie w przeważającej części dostawała się inteligencja.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: