Napisane przez: torlin | 07/09/2008

Freddie i Montreux

Notka ta troszkę została stworzona przez skojarzenie, Rilke połączył mi się z Montreux, a to miasto z kolei z Freddim Mercurym. Wiele czasu artysta spędzał w Montreux, gdzie zespół Queen nagrywał w swoim Mountain Studios. Mieszkał wtedy w położonym nad jeziorem genewskim domu, który z powodu dużej ilości łabędzi w pobliżu nazywano „The Cygnets”, a żartobliwie „Duckingham Palace”. Pod koniec życia w tym szwajcarskim mieście wokalista kupił apartament na dachu budynku „La Tourelle”, ale nie zdążył go urządzić.

Ci z moich komentatorów, którzy czytają moje notki od dawna wiedzą, że dla mnie naprawdę największe zespoły młodzieżowe były w drugiej połowie lat 60. i na samym początku lat 70. Później jedynie niektóre zasługiwały – moim zdaniem – na to miano, zaliczam do tych największych Nirvanę i Guns N’ Ross, ale przede wszystkim właśnie Queenów. Jego wspaniały głos, świetne poruszanie się po scenie (ja wiem, że trochę … biseksualne), a jeden z jego utworów „Bohemians rapsody” zaliczam do pierwszej piątki najlepszych utworów wszechczasów (nie potrafię się przyzwyczaić do pisania tego słowa osobno).

W Montreux na Place du Marché stoi pomnik Mercury’ego autorstwa czeskiej rzeźbiarki Ireny Sedleckiej urodzonej w Pilźnie, a okładka albumu „Queen Made in Heaven” wydanego po śmierci Mercury’ego przedstawia tę właśnie rzeźbę. Pomnik robi wrażenie i jest autentyczną ciekawostką tego miasta.

Advertisements

Responses

  1. Przepraszam za podwójne „Bohemians rapsody”, ale i tak męczyłem się z notką. Bez przerwy zanikał mi Internet.

  2. Freddie Mercury był muzykiem genialnym.
    W historii muzyki pop (nie lubię tego określenia, ale co zrobić) jest to ewenement na miarę wielkości takich artystów, jak choćby Presley czy The Beatles.
    Czyli ludzi niepowtarzalnych i nie do zastąpienia.

    * * *

    Niekoniecznie muszę to robić, ale wspomnę też coś na temat jego biseksualizmu (który był w nim obecny – moim zdaniem – nie „troszkę”, a raczej „na całego”:).
    W przeciwieństwie do wielu innych homoseksualistów, czy też biseksualistów, Freddie zdołał w zdumiewający sposób łączyć w sobie męską atrakcję (istotę męskości) z „kobiecą” wrażliwością (istotą kobiecości). Może właśnie dlatego był takim pewnym – pełnym człowiekiem na scenie.
    I zdołał sie ustrzec tego, co niekiedy razi mnie u innych ludzi z przenikającą się płciowością i niejednostronnie określonym seksualizmem – coś, co bym brzydko nazwał ckliwością, rozmamłaniem i pretensjonalnością cioty.
    (Sorry za tą nieeleganckość!)

    * * *

    PS. Pozwolę sobie jeszcze dorzucić swoje „trzy grosze” a propos „najlepszych utworów Wszechczasów”.
    A wiec listę „kawałków”, które zakotwiczyły się w mojej świadomości gdzieś w połowie lat 70-tych – kiedy mialem lat kilkanaście.
    Jest to lista sporządzona ad hoc – taki trochę strumień świadomości, więc na pewno jest ona niepełna, wybrakowana, tudzież nie wolna od błędów (proszę więc o wyrozumiałość).
    I bardzo subiektywna…
    Wszystkie te utwory mają jednakże jedną cechę wspólną: swego czasu mnie wręcz nockoutowały, a i dzisiaj potrafią jeszcze nieźle mną potrząsnąć 🙂
    (Oczywiąście zawężają się do rocka końca lat 60-tych i pierwszej połowy lat 70-tych.)
    Pozdrawiam!

    * * *
    Pink Floyd – „Time”, „Money”, „Wish You Werere Here”

    Led Zeppelin – „Stairway to Heaven”, „Kashmir”, „Rock’n’Roll”

    Deeep Purple – „Child in Time”

    Uriah Heap – „July Morning”

    King Cromson – „On the Court of the Crimson King”

    The Doors – „Riders on the Storm”
    „Light My Fire”

    Dire Straits – „Sultans of Swing”, „Telegraph Road”, „Brothers in Arms”

    Procol Harum – „Whiter Shade of Pale”

    Santana – „Samba Pa Ti”, „Europa”, „Black Magic Woman”

    Eric Clapton – „Layla”, „I Shot the Sheriff”

    Jimi Hendrix – „Hey Joe”, „All Along the Watchtower”

    Joe Cocker – „With a Little Help From My Friends” (wersja z Woodstock)

    Carole Simon – „You’re So Vain”

    Wilson Picket – „Hey Jude”

    The Rolling Stones – „Angie”, „Paint it Black”

    Bob Dylan – „Knokin’ On The Heaven’s Door”

    Budgie – „Breadfan”

    Black Sabbath – „Paranoid”

    Janis Joplin – „Cry Baby”, „Piece of My Heart”, „Summertime”

    The Moody Blues – „Nights in Wihite Satin”

    Cream – „Crossroads”, „White Room”

    Emerson, Lake & Palmer – „Lucky man”

  3. O czywiście miało być:
    tę nieeleganckość
    a jeszcze lepiej:
    ten brak elegancji :))

  4. Logosie Amicusie!
    Strasznie Ci jestem wdzięczny za komentarz, muszę mieć trochę czasu, aby się ustosunkować. Ale tak ad hoc, tylko przeglądając:
    1. w Zeppelinach wycofałbym „Rock’n’Roll”, a wstawiłbym pozostałe moje ukochane przeboje: „Since I’ve been loving You” oraz „Whole lotta love”,
    2. w King Crimson dodałbym „Epitaph”,
    3. w Procol Harum uwielbiam obok wymienionego „Conquistador”,
    4. no wiesz, w Stonsach nie zaznaczyć ich największego przeboju wszechczasów: „(I Can’t Get No) Satisfaction, a ja na drugim miejscu dałbym „Honky Tonk Women”,
    5. brakuje mi Ten Years After z ich „I’m Go Home” w wersji z Woodstock,
    6. któryś z przebojów Creedence Clearwater Revival,
    7. „In-A-Gadda-Da-Vida” Iron Butterfly,
    8. Fleetwood Mac (w męskim składzie) np. „Albatross”, „Man of the World”, „Oh Well”, „The Green Manalishi” lub „Black Magic Woman”,
    9. „Chicago „25 Or 6 To 4”

  5. Torlinie, oczywiście „Whole Lotta Love” zamiast „Rock’n’Roll” – myślałem o tym kawałku, wpisałem inny…
    Oczywiście „Epitaph”, oczywiście „I’m Going Home” (jak ja to mogłem pominąć! :))
    Jak mogłem przeoczyć Iron Butherfly!
    Fleetwood Mc!
    Można jeszcze z powodzeniem dorzucić choćby „Proud Mary”, „Ain’t No Sunshine”, „Wild Thing”, „Locomotion”…

    Ale jest jeszcze Jethro Tull, Thin Lizzy, UFO, Marillion, Rainbow, Genesis, Nazareth, T-Rex, The Allman Brothers Band, Animals („The Sun of the Rising Sun” – przecież!)
    Dalej: The Eagles, Supertramp, Yes, Whitesnake, Robin Trower, John Mayall, Bad Company, Focus…

    Wygląda na to, że ta lista powinna być znacznie dłuższa.
    (A mówimy tylko o rocku… z pochyłością w kierunku pop. Nie ruszamy tu ani rdzennego bluesa, ani jazzu :))
    I nie piszemy o czysto popowych piosenkach, wśród którch znaleźć można perełki w wykonaniu choćby Simona i Garfunkela, Eltona Johna, Bee Gees czy Roda Stewarta.

    Ach… Znowu krew zaczęła szybciej krążyć w moich żyłach ! :))

  6. Logosie Amicusie!
    Zawiesza mi się Internet, czuję, że dopiero jutro po południu cokolwiek napiszę. Ale bądź taki miły, zajrzyj do dawnej dyskusji u mnie jeszcze w Interii
    http://torla.blog.interia.pl/?id=1000485
    Serdecznie Cię pozdrawiam

  7. Freddie M. – jak najbardziej, ale generalnie trzymam sie z daleka od zestawien „10 the best…”

    Miłej zabawy.

  8. Torlinie! Autentyczny szacun (jak mówi młodzież) za wspomnienie „Since I’ve been loving you” – prawdziwy klejnot w dorobku Led Zeppelin.

    I jeszcze jedno: „Bohemian Rhapsody”. 🙂

  9. Torlinie! Coś dla Ciebie na temat tego belzebuba Freddiego 🙂 z dzisiejszej Gazety:

    „W rozdziale ‚Muzyka, ale jaka?’ czytamy razem, że Mick Jagger i Freddy Mercury przedstawiali się jako personifikacja diabła, a nazwa grupy AC/DC oznacza „Antychryst/Śmierć dla Chrystusa”. Każdy fan zespołu wie, że litery te oznaczają prąd stały/prąd zmienny.”

    Całość tu: http://wyborcza.pl/1,75248,5666294,Smiech_na_sali__katechetycznej_.html

    Ludzka głupota nie zna granic!

  10. Jeśli Queen to oczywiście Missisipi Queen 😉

  11. Nie chciałbym być nieuprzejmy ale z tym Place du Marche to nie do końca tak. Pomnik postawiony został od nadbrzeżnej strony Quai de la Rouvenaz, co prawda obok zaraz ale jednak różnica. Stoi sobie parę metrów od wody i wpatruje się w odległą Genewę. Sympatyczne miejsce to Montreaux.

  12. Hm, w ten sam dzień napislaiśmy o tym samym zespole:)
    telepatia jakaś czy co?
    A Queen- to w skrócie MMM czyli moja muzyczna miłość.
    Ale wbrew pozormi nie ,,Bohemian Rhapsod”, utworem wszechczasów jest ,,Innuendo”.
    I tyle.
    Nie ma tu miejsca na kompromis.
    A poza tym jeszcze mnóstwo ich utworów uwielbiam.

    A te listy twoje i lgosa amicusa też genialne, choć pewnie wszystkiego z nich nie znam czy lubię inne utwory, ale ogólnie też moje ulubione to w większości.

    pzdr

  13. Telemachu!
    Ależ ja się nie gniewam za poprawki. Pamięć jest ułomna.
    Grzesiu!
    Ja od dawna zauważyłem, że mamy bardzo wiele wspólnego ze sobą.
    Do wszystkich!
    Mam straszne problemy z Internetem. Wybaczcie wszyscy, że się nie wpisuję do Waszych blogów.
    Tes Tequ!
    Dzięki

  14. Właśnie przeczytałem, że 3 płyty Queen znalazły się w pierwszej trzydziestce „najbardziej gejowskich płyt wszech czasów”:

    http://tiny.pl/8c81

    Te medialne rankingi robią się coraz dziwniejsze…

  15. Jak zobaczyłem Bitelsów na setnej pozycji, to wybuchnąłem śmiechem. I to „Klub Samotnych Serc Sierżanta Peppera”. Ty to czytasz strony – Quake’u!!!

  16. Ja chyba najbardziej lubię album Day at the Races… Choć oczywiście w wypadku Queen ciężko dokonywać jakichkolwiek wyborów.

  17. Grzesiu,
    coś w tym jest…
    „Innuendo” jest cholernie oryginalne!
    Może dlatego nie zdobyło takiej popularności.
    „Bohemian Rhapsody” jest bardziej konwencjonalna, ale przecież… jakże wspaniała!
    Kicz, który eksploduje jak arcydzieło!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: