Napisane przez: torlin | 10/09/2008

Zagłoba

Juliusz Kossak „Zagłoba z małymi Skrzetuskimi”, 1885 r., reprodukcja z „Przeglądu Warszawskiego” z 1925 r.

Jak już pewnie zauważyliście uwielbiam śledzić „drugie dno” obrazów, sytuacji, filmów i powieści. Tak jak z przyjemnością usiłowałem rozgryźć autentyczne imiona i nazwiska osób umieszczonych np. na obrazie „Śniadanie wioślarzy”, tak śledzę również pierwowzory wielkich powieści. Na pierwszy ogień wziąłem moją ulubioną powieść awanturniczą „Trylogię”, a w tej z kolei na początek wybrałem polskiego Falstaffa – Jana Onufrego Zagłobę herbu Wczele. Ja wiem, że dla młodzieży ta powieść jest nudna i wcale nie chcą jej czytać, dla mnie to jest pasjonująca lektura, książkę mogę sobie otworzyć w dowolnym momencie.

Pierwowzorem postaci Zagłoby nie jest jedna osoba, ale aż … trzy. Napiszmy kilka słów o każdej z nich. Wbrew potocznej opinii najwięcej do postaci swojego bohatera Sienkiewicz wziął od swojego teścia Kazimierza Szestkiewicza. Był to typowy dawny szlachcic litewski, obdarzony ciętym dowcipem, jak pisał Czesław Jankowski w 1917 roku „z którego aż biło staropolszczyzną arcy nawet stylową, był dla Sienkiewicza istną kopalnią nie tylko szczegółów obyczajowych, lecz zwrotów mowy, koordynacji myśli, powiedzeń, a nawet całych dowcipów, przenoszonych żywcem do Trylogii”.

Drugą postacią Falstaffopodobną był słynny Rudolf Korwin Piotrowski, którego spotkał w 1876 roku w Ameryce Północnej. Przyjaciel Modrzejewskiej był typem szlachcica z czasów Paska, żywcem przeniesionym do przełomu XIX i XX wieku. Był naprawdę wielki (195 cm wzrostu), miał niepospolitą siłę, a jego dłoń była dwa razy większa niż dłoń przeciętnego człowieka. Sienkiewicz przepadał za jego towarzystwem, grał z nim w szachy i wyciągał z niego różne dykteryjki. Jak kapitan się zapalał, to łgał w żywe oczy. Również od Korwina Piotrowskiego, tego oryginała, pełnego łgarstwa artystycznego i szlacheckich przesądów – Sienkiewicz wziął niemało słynnych powiedzeń Zagłoby, jak np. „Boże, ty to słyszysz i nie grzmisz”.

Trzecim był redaktor Władysław Olendzki, do niego należy np. wyprowadzenie Zagłoby z beznadziejnej sytuacji, gdy leży w chlewie przywiązany do własnej szabli.

Jak mi się uda, to napiszę o innych pierwowzorach postaci z „Trylogii”.

Reklamy

Responses

  1. Torlinie
    Za wielki szok tematyczny! Zbiegło się u ciebie towarzystwo co lubi frytki, a ty im na drugie danie dajesz staropolski bigos.

    😀

  2. Powtórzę zdanie, Drogi Edwarze, napisane w maju 2007 roku jeszcze w blogu w Interii: „Staram się pisać w tym blogu, co mnie fascynuje, ciekawi, martwi, drażni, interesuje. Nie dogodzę wszystkim, ja o tym wiem. Mówi się trudno”.
    A dla osób, których to jednak zainteresuje – informuję, że wpadłem w tym momencie przypadkiem na świetny opis Rudolfa w blogu mojego kumpla Wachmistrza, aż z października 2006 roku
    http://wachmistrz.blog.onet.pl/2,ID143526317,index.html

  3. Torlinie. To byl zart.
    😉

  4. Bigos! I to jest myśl!

  5. No i kto teraz się przyzna, że lubi frytki? : )

    A mnie się to właśnie u Torlina podoba:
    co wpis to skok i szok!

  6. Torlinie, czyżbyś należał do wielbicieli talentu autora trylogii? Naszego niezapomnianego Quentina Tarrantino polskiej powieści historycznej? Pana Henryka który chcąc pokrzepić serca (co mu się szczęśliwie udało) przy okazji wyprodukwał mitologię która w zbiorowej świadomości naszych rodaków najpierw wyparła a potem zastąpiła prawdę historyczną? Nie spodziewałem się…

    A swoją drogą zdolna bestia z tego Sienkiewicza była.

  7. W gruncie rzeczy – i wbrew pozorom! – nasza fascynacja trylogią Sienkiewicza przypomina naszą fascynację, dajmy na to, rockiem naszej młodości.

    To nic że zostaniemy wyzwani od miłośników frytek czy bigosu.
    Ta fascynacja jest możliwa nie dzięki naszym zdolnościom intelektualnym, wysublimowanym smakom czy koneserstwu kultury wyższej, a dzięki pewnej nostalgii, sentymentalizmowi… dzięki temu co dawniej wiązano z atrybutami serca, (a o czym teraz nie wypada wręcz mówić, by się nie „kompromitować” w wysublimowanym towarzystwie).
    Jednym słowem – ta fascyncja jest czymś ponad-intelektualnym.

    Jakże latwo bowiem byłoby się nam rozprawioć z całą tą naiwnością (często wręcz głupotą) czasów Flower Power, z pewnym „prymitywizmem” granej wówczas muzyki…
    Jakże łatwo wytknąć Sienkiewiczowi wszystkie slabości trylogii, jej historyczną kiczowatość, omamianie maluczkich ludków i wciskanie im fantastycznych andronów…
    Wystarczy poczytać Gombrowicza, by się przekonać, iż można to zrobić w sposób bez mała genialny.

    Ale co sprawia, że takie rozprawy spływają po nas jak po kaczce woda?

    Bo nasza sympatia, przychylność, miłość sięga głębiej – i spoczywa na dnie naszego serca i duszy nie wymagając racjonalnych uprawnień.

  8. Komerski!
    jestem wielbicielem bigosu.
    Logos Amicusie!
    Miło mi, ale nie robię tego specjalnie. Jest to po prostu realizacja mojego marzenia z dzieciństwa i młodości – prowadzenie czasopisma poświęconego szeroko rozumianej kulturze
    Telemachu!
    Ja ją uwielbiam. Oczywiście świetnie wiem, jaka była prawda historyczna, ale wiem też, że np. „Ogniem i mieczem” jest romansem rycerskim opartym na antycznych zasadach gatunku (4 podstawowych elementach):
    1. miłość od pierwszego wejrzenia,
    2. rozdzielenie zakochanych,
    3. liczne przygody w międzyczasie,
    4. szczęśliwe zakończenie
    Pisarz zastosował więc klasyczny schemat, dobrze znany, sprawdzony i uwielbiany przez czytelników. Dla przestrzeni awanturniczej typowa jest egzotyka i przestrzeń, podróż uwzględniająca te dwa warunki staje się „drogą prób”, dobrze znaną z mitologii, folkloru i starego romansu, jest ona jednym z najważniejszych,odwiecznych archetypów fabularnych. A przy okazji wspaniale zarysowane postaci, humor.
    W „Potopie” schemat czteropunktowy się powtarza. Oczywiście w realizacji szczegóły różnią się zasadniczo, ale schemat to schemat. Kreując postać Kmicica autor zastosował motyw metamorfozy, znamy Jacka Soplicę, słyszeliśmy o Szawle. Itd.

  9. Logos Amicusie!
    Wpisałeś się w tzw. „międzyczasie”. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Dla mnie jednym z najważniejszych (i najbardziej kontrowersyjnych) powiedzeń jest stwierdzenie inżyniera Mamonia: „Ja lubię piosenki, które znam”. I to jest prawda, i dotyczy również książek, filmów, miejsc.

  10. Jakieś dwa lata dałem się namówić, by zarysować tłumaczenie akcji „Ogniem i mieczem” na realia dzikiego zachodu. Tylko trochę za mało bitwe z Indianami przegrali ci Amerykanie… 😦

  11. Top Indianie byli nasi?

  12. Bóg Zapłać za tę notę, Torlinie!:)) Balsamu żeś na serce me sterane wylał, tedy prawdziwie Ci się jakiego zacnego trójniaczka u mnie bukłaczek należy:))
    Kłaniam nisko:)

  13. „Jak mi się uda, to napiszę o innych pierwowzorach postaci z „Trylogii”.

    A dlaczego miałoby się nie udać? Liczę, że się uda 🙂

  14. Hoko:
    Wprost przeciwnie. Indianie byli Kozakami.
    (Ale nie było tam epizodu pisania listu do nikogo… No, może był, ale nie przez Indian…)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: