Napisane przez: torlin | 15/02/2009

Moja prywatna historia saksofonu.

benny_carter

Benny Carter

W 1999 roku musieliśmy uciec z Alp z powodu apokaliptycznych wprost opadów deszczu – oczywiście do Włoch. Najpierw zainstalowaliśmy się w naszym ulubionym Sirmione nad jeziorem Garda, a później zwiedzając kolejno Weronę, Vicenzę i Padwę dojechaliśmy do miejscowości Mira, skierowani tam na camping przez przydrożny (przyautostradowy) oddział informacji turystycznej. Otóż właśnie z tej miejscowości jeździły autobusy za (przeliczone na polskie złote) 3,50 do Wenecji. Następnego dnia załadowaliśmy się rano do autokarów i po przyjeździe na Piazzale Roma dogadaliśmy się z kierowcą, że to on właśnie będzie wracać ostatnim kursem o 10 (22) i że będzie murowanie na nas czekać. Postanowiliśmy się zgubić w Wenecji, ale za nic nam to nie wychodziło. O 16 wylądowaliśmy na Placu Św. Marka i po zwiedzeniu wspólnym Katedry postanowiliśmy się rozdzielić i spotkać się o w pół do dziesiątej przed Katedrą. Ja poszedłem oglądać Pałac Dożów, a później postanowiłem pójść na kawę. I w tym momencie…

I w tym momencie przed lokal wywieziony został na kółkach fortepian, wyszło dwóch panów i zaczął się najbardziej niezwykły koncert jazzowy w moim życiu – na fortepian i saksofon tenorowy. Ponieważ dłużej nie wypadało siedzieć przy samej kawie przeniosłem się na kamienne ławy, klnąc niewygodę. A oni grali, i grali. Zapaliły się światła, turyści opuścili plac, a oni jakby tego nie zauważali. Dopiero Marcin siłą mnie stamtąd wyciągnął.

Tak jak w rocku najbardziej uwielbiam solówki gitarowe i perkusyjne, tak w jazzie fortepianowe i saksofonowe.

W jazzie najbardziej popularne są saksofony altowe, tenorowe i barytonowe, a spośród tych trzech to najpopularniejszy jest tenorowy, a o najsłodszym brzmieniu altowy. Ponieważ świetnie wiecie, że jestem wielbicielem dawnych orkiestr jazzowych i muzyki z lat 30., 40. i 50., to przykłady będą właśnie z tego okresu.

W latach 30. wśród alcistów ton nadawała „Wielka Trójka”: Johnny Hodges, Benny Carter i Wille Smith. Na początek Johnny Hodges, zaprzyjaźnijcie się z nim „na kilka minut”. Johnny najbardziej jest znany z orkiestry Duke’a Ellingtona, ale tam jest mało zauważalny. W innej orkiestrze – Counta Basiego – prym wiódł drugi z nich – Benny Carter. Cudowny Starszy Pan, posłuchajcie go podczas koncertu w Wiedniu jak gra na saksofonie altowym „Vine Street Rumble” z Dougiem Lawrence na saksofonie tenorowym. Trzecim wielkim alcistą jest Willie Smith. Szukałem jego wspaniałej solówki „Blues In the Night” w orkiestrze Jimmiego Lunceforda, znalazłem jedynie „Jazznocracy” z 1934 roku.

Ale chyba najwspanialszym z instrumentów obok fortepianu jest saksofon tenorowy. A wśród wykonawców przede wszystkim Coleman Hawkins – ja dałem kiedyś link u Dory na Jego wspaniałe wykonanie utworu George’a Gershwina „The Man I Love”, ale ktoś usunął ten utwór z Youtube. W takim razie proponuję „Balladę” wykonywaną wspólnie z Charlie Parkerem. Drugim z wielkich był Chu Berry i tak samo – jak w wypadku Smitha – chciałem znaleźć “I don’t stand a ghost of a chance” w wykonaniu Chu Berry’ego z orkiestrą Caba Callowaya, a znalazłem tenorowy saksofon Harolda Landa.

Jednak trzeba przyznać, że po Colemanie Hawkinsie największym spośród tenorowców był Lester Young, natrafiłem na perełeczkę króciutką „Billie Holiday and Lester Young”. Ostatnim z wielkich był Gene Ammons, szukałem jego gry z moją ulubioną Dinah Washington, ale nie znalazłem – pozostał wspólny występ z Billym Eckstine „Rhythm in a riff” z 1946 roku.

Najmniej popularny jest saksofon barytonowy, spośród wykonawców najbardziej lubię Gerry’ego Mulligana, proponuję Jego „ Bernie’s Tune” z 1956 roku.

A na końcu żart.

Ps. Anegdota

Gene Ammons wybił sie z początkiem lat 50. dzięki tzw. „battles”, ulubionym wówczas pojedynkom muzycznym między dwoma muzykami grającymi na takim samym istrumencie. G. Ammons staczał je z tenorzystą Sonny Stittem, ale ponieważ posiadał najpotężniejszy sound tenorowy – zdaniem Iry Gitlera (najsłynniejszego chyba krytyka jazzowego) „tak wielkim jak dom, 15 – pietrowy dom towarowy” – to ciągle wygrywał.

Reklamy

Responses

  1. ciekawostka prawnicza: Jerzy Stępień (były prezes TK) jest saksofonistą altowym 😎

  2. Nawet nie chcę myśłeć co by to było, jak każdy by ogłosił swoją prywatną historię… 🙂
    Od tych oficjalnych łeb urywa, a co dopiero prywatne…
    😆

  3. Ja jeszcze nie spotkałem saksofonisty nie będącego neurotykiem. Nigdy nie zapomnę koncertu Jana Garbarka który wynosił swe niezliczone saksofony na scenę własnoręcznie, własnoręcznie je poustawiał na stojakach i po koncercie własnoręcznie je po koleji pakował i wynosił do garderoby.
    Gdy ktoś chciał mu pomóc wpadł w histerię.

  4. Quake’u!
    To ciekawe. Nie wiedziałem.
    Zeenie!
    Nie lubisz takiego tekstu: „Opowiem Ci swoją historię…”. Może gdybym był piękną blondynką…
    Telemachu!
    A muzycy rockowi są inni?

  5. Prywatna historia…
    Słuchałem, nie zawsze dobrowolnie, koncertów Jerzego Stępnia. Opowiedzieć więcej się nie da bo to blog a polityczny, ale bywało zabawnie że ha!

  6. Ja tam wolę trombkę 🙂

  7. Torlinie, wybaczam. Nie ma ludzi bez wad…
    😆

  8. Po zastanowieniu: zdecydowanie nie!

  9. Torlinie – czy teraz strona wygląda już znośnie?

  10. gospodarzu polecam

  11. i to

    pozdrawiam 😀

  12. Wiesz Rysberlinie, to jest piękne, ale ten dawny jazz, z lat 30., 40. i 50. miał swój smaczek, swój urok, radość z gry, wygłup. Dla mnie stary jazz i nowoczesny to tak jak porównanie płyty winylowej i kompaktu.
    Telochu!
    Zaraz zajrzę i u Ciebie odpowiem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: