Napisane przez: torlin | 17/02/2009

Tysiącletnia Litwa i biskup – męczennik

350px-lietuvos_vardas_the_first_name_of_lithuania_in_writing_1009

Zaprzyjaźnione z nami państwo obchodzi w tym roku ważny jubileusz, tysiąclecie swojego istnienia. Można sobie oczywiście dyskutować, czy to właśnie jest ta data, ale tak jak w przypadku 966 – 1966 należy rozumieć to jako pewnego rodzaju datę umowną, tak i w tym przypadku możemy przyjąć. Otóż właśnie w 1009 roku w Kronikach Kwedlinburskich ukazała się pierwsza wzmianka o Litwie: „…Sanctus Bruno, qui cognominatur Bonifacius, archiepiscopus et monachus, 11. suae conversionis anno in confinio Rusciae et Lituae a paganis capite plexus, cum suis 18, 7. Id. Martii petiit coelos. Obiit Wigbertus Merseburgensis episcopus, cui successit Thiatmarus…” – o wyprawie Biskupa Brunona Bonifacego z Kwerfurtu, który na prośbę Bolesława Chrobrego poszedł z misją ewangelizacyjną do Prus w ślad za swoim wielkim poprzednikiem Wojciechem.

Należałoby się spytać, dlaczego nazwa ta ukazała się dopiero w 1009 roku? Dlaczego nie wcześniej? Ku mojemu zdziwieniu nie ma trudności w sformułowaniu odpowiedzi. Otóż dla współczesnych Prusy, Litwa i Jadźwingowie to jedność, a wielu kronikarzom ta trójka myliła się również z Rusią. Równolegle w stosunku do Annałów z pięknego saksońskiego miasta Kwedlinburga (nie mogę się przyzwyczaić do polskiej oficjalnej nazwy tego miasta – Quedlinburg) o tej wyprawie pisał również kolega szkolny biskupa – męczennika – Thietmar w swojej Kronice: „W dwunastym roku swego zbożnego, pustelniczego żywota podążył do Prus i Bożym nasieniem starał się użyźnić tamtejsze jałowe pola, lecz wobec wciąż wyrastających cierni nie przyszło mu łatwo uprawić ten ugór. Kiedy 14 lutego (nieprawda, Św. Bruno zginął 9 marca) głosił słowo Boże na granicy tego kraju i Rusi (Tunc in confinio predictae regionis et Rusciae cum predicaret), sprzeciwili się temu tubylcy, a gdy on dalej nauczał ewangelii, schwytali go i za to, że tak kochał Chrystusa, który jest głową Kościoła, odcięli głowy zarówno jemu, jako jagnię łagodnemu, jak jego osiemnastu towarzyszom”.

W jednym z rękopisów monachijskich, pochodzącym z klasztoru w Tegernsee, napisanym pod koniec XI wieku, zachowała się relacja o śmierci Brunona, której autor Wibert podaje się za jednego z pozostałych przy życiu towarzyszy misjonarza. Pisze on: „Ów zaś Bruno, kapłan i męczennik Chrystusowy zrzekłszy się biskupstwa, by nawracać na najświętszą wiarę chrześcijańską pogan, przemierzał Prusy z grupą sobie powierzoną, ze swymi kapelanami”.

Około roku 1040 wybitny teolog, pisarz i eremita Piotr Damiani napisał „Żywot św. Romualda” . Jeden z rozdziałów poświęcony jest św. Brunonowi Bonifacemu i jego męczeńskiej śmierci, a szczegółowszy fragment brzmi: „Gdy mąż czcigodny zjawił się u króla Russów i odważnie przykładał się do głoszenia słowa Bożego”. Naukowcy twierdzą, że Ruś pomyliła mu się z Prusami.

Tymczasem z listu biskupa do cesarza niemieckiego wynika wyraźnie, że udaje się on do Prus. Cała rzecz w tym, że wyruszył on z Łomży, w której w 1000 roku założył kościół parafialny, w kierunku na Kolno, a później na Pisz – czyli inaczej mówiąc na granicę Jaćwieży i Prus. Inną ciekawą rzeczą jest, że ten męczennik nie został w ogóle doceniony przez Polaków – co innego Wojciech. Ale „winien” temu był sam męczennik, nie dość, że używał dwóch imion – Thietmar nazywał go Brunonem (Bruno), a Św. Romuald, a za nim Piotr Damiani z klasztoru w Rawennie nazywali go Bonifacym i przez pół tysiąclecia nie było wiadomo, że to jest ta sama osoba. A po drugie nasz król wykupił ciało męczennika (gdybyśmy tylko wiedzieli od kogo?) i gdzieś go pochował, w związku z tym nie ma żadnych relikwii. A szkoda, bo był człowiekiem bardzo przyjaźnie nastawionym do Polaków. Jak chcecie sobie poczytać, to TU i TU.

A kochanej Litwie gratuluję jubileuszu

Reklamy

Responses

  1. Pierwszy link przestał chodzić, nie wiem dlaczego. Wszystko trzeba ręcznie przegrzebać na stronie przemyskiej
    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/prz_glow.html,
    a w Przemyślu dlatego, że jest to jedno z „podejrzanych” miast ewentualnego pochówku naszego bohatera.

  2. 1) Z tego co pamiętam Brunona samego ciągnęło do męczeństwa na wzór św. Wojciecha. Rolę Bolesława Chrobrego postrzega się więc raczej inaczej (on miał swoich świętych, bo i Pięciu Braci Męczenników; a Brunon to postać rzeczywiście dla ówczesnej Polski bardzo ważna).

    2) Za czasów męczeństwa Brunona trwała wojna. I nie było Ottona III, który zechciałby postać politycznie i propagandowo wykorzystać.

    3) Myślę, że nie tylko te pomyłki (z Polską też tak bywa ówczesną, tym bardziej, że w Czechach też Bolesław rządził) — ale także pewien stan etnicznej świadomości. W końcu ludy bałtyjskie trwały nad Bałtykiem dłużej niż Słowianie w Polsce. Trwali tam już za czasów rzymskich, gdy Rzymianie także obrzeża Bałtyku badali (choćby ze względu na bursztyn).

  3. Ja nie jestem do końca przekonany, czy Litwini jako naród (czy raczej państwo) są nam tak do końca przyjaźni. A tekst bardzo ciekawy.

  4. Tegernsee – tamże mój maluszek nie bardzo chciał podjechać pod górę… drałowałem pieszo 🙂

  5. PAKu!
    Ale zastanawiające jest, jak w życiu często spotyka się takie sytuacje, że dwóch właściwie równorzędnych ludzi po latach zupełnie inaczej są postrzegani. Jeden jest słynny i na ustach wszystkich, po drugim często zapada mrok zapomnienia. Identycznie jest z konkretnymi wydarzeniami – dla przykładu Bitwa pod Parkanami była większa i powodująca większe straty u Turków.
    Komerski!
    Dzięki. Staram się jak mogę.
    Moim zdaniem nie wynika to z zaszłości historycznych, jest to typowy konflikt wielkiego państwa z malutkim. Litwini boją się wielkości Polski. My oprócz tego nie zdajemy sobie sprawy, jaką siłę ma polska kultura, gdyby ją całkowicie wpuścić na Litwę, to byśmy zdominowali ją całkowicie.
    Zeenie!
    Ja też miałem taką przygodę, usiłowałem ówczesnym swoim samochodem Cinquecento siedemsetką przejechać Grossglockner Hochalpenstrasse, to jest 25-kilometrowy wjazd pod kątem 12 st. Przejechałem 12 i musiałem zawrócić.

  6. W ciekawy sposób weszli Litwinii do europejskiej historii – nie poprzez chrzest (z tym „poczekali” jeszcze niemal cztery wieki) a przez zabójstwo misjonarza. Wniosek z tego taki, że warunkiem sine qua non zaistnienia w świadomości zachodnioeuropejskiej było w owym czasie „mieć coś wspólnego z chrześcijaństwem”, a mniejsza o to co 🙂 Teraz chyba jest podobnie – wielu mieszkańców Zachodu nie ma być może pojęcia o istnieniu np. Belużów, ale za to o ich sąsiadach – Pusztunach – jest głośno od neimal 30 lat.

    To troche tak jak z kradzieżą roweru – nieważne, czy to Iksiński ukradł rower, czy też rower został skradziony Iksińskiemu – ważne, że Iksiński zamieszany jest w sprawe kradzieży roweru 🙂

    Pozdrawiam!

  7. Torlinie:
    Nawet notkę w podobnym temacie zamieściłem w ubiegłym roku 😉 Szło o bitwę koło Tassafaronga. Względnie bardziej znaną od bitew większych i bardziej decydujących.

    Geografie:
    Tak sobie to porównuję z Polską. Niektórzy twierdzą, że ‚Polska’ jako nazwa pojawiła się dopiero w żywocie św. Wojciecha spisanym w latach 999-1001*.

    (Co swoją drogą może tłumaczyć większy ‚sentyment’ Polaków od jego osoby, niż do Brunona z Kwerfurtu 😉 )


    *) Bo tam znajduje się najstarsze świadectwo wykorzystania takiego określenia na państwo Piastów.

  8. Geografie, podobnie jest (było?) z „polskimi” obozami koncentracyjnymi…

    Nam nasi politycy gwarantują pozostanie w świadomości europejskiej na długi czas.
    Śmiejemy się z Maćka Giertycha, że reaktywował Smoka Wawelskiego. A to sprytny zabieg marketingowy na zlecenie rządu. 😀

  9. @Geograf: przewrotne. W ten sposób można o wszystkim. Tylko po co?

  10. przepraszam cos innego

    chcialbym polecic Tobie i Twoim znajomym

    http://www.europeana.eu/portal/

    to na tyle 😀

  11. @ pak4: czytałem ciekawy artykuł (bodaj w „Polityce”) na temat tego, jak nazwa „Polonia” była jakoby celowo promowana przez Bolesława Chrobrego i że nie miała ona swojego źródła w słowie „pole”. Muszę przyznać, że to ciekawa hipoteza. Nb. nasz stały problem (myślenie „Poland” z Holland”) to i tak małe piwo w porównaniu z kłopotami Słowaków i Słoweńców 🙂

    @ telemach: Po co? Na pewno nie po to, by dopiec Litwinom. Chodzi mi po prostu o wskazanie na ograniczonośc horyzontu geograficznego ludzi Zachodu i wynikające z tego przykre niekiedy konsekwencje (vide wspomniane przez dru’ problemy z „Polish death camps”). Więc dopóki jakaś nacja czymś nie „błyśnie” (nieważne, in plus czy in minus), to będzie po prostu na świecie ignorowana. Jest to może mało odkrywczy wniosek, ale np. rezultaty badań naukowych mojego kolegi, piszącego doktorat o postrzeganiu geografii Europy Środkowej przez mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego, przechodzą wszelkie pojęcie. U nas jest pod tym względem jednak o wiele lepiej.

    Pozdrawiam!

  12. Geograf
    Czy ten kolega na ten temat juz opublikowal?
    Jestem zainteresowany.
    Tu NASTAPI juz chyba kiedys opowiedziana u torlina anegdota.
    Rzecz dzieje sie w Galicii (Hiszpania) 😀
    Rozmawian ze starym rybakiem. Na wiesc ze jestem z Polakiem rozpromienil sie i z duma zapodal ze wie o dwu wielkich polakach. Pierwszego wymienil oczywiscie JP II a jako drugiego „Wielkiego Pogramce Zydow, Adolfa Hitlera”. Jego wnuczka splonela rumiencem jakby byla nie galicyiska ale andaluzyjska roza.
    – Dziadku Polska to nie Austria – usilowala ratowac sprawe.
    – Dobrze wiem ze Austria lezy nad Baltykiem a Polska przy Alpach – odpowiedzial.
    Geografie. TO AUTENTYCZNA HISTORYJKA.

  13. @ dana1: wierzę! 😉 Co do pracy kolegi, to będzie się z tego tematu doktoryzował w IG UJ; prawdopodobny termin obrony – jesień tego roku. Nie wiem, czy wyjdzie toto w formie książkowej. Uchylę jendak rąbka tajemnicy: najciekawsze wyniki wyniki osiągnął w liceum na Teneryfie.

  14. Geografie:
    Przemysław Urbańczyk twierdzi, że od „pola” jednak. Jakiś niemiecki badacz (z pamięci nazwiska nie przypomnę sobie) sugerował, że od ‚polewania’ (w sensie — ochrzczenia). Poza tym obie wersje są dość podobne 🙂
    Co do promowania nazwy przez Bolesława Chrobrego — wybito monetę z taką nazwą, co trudno nie uznać za formę promowania (niezależnie od tego, na ile była ona wcześniej utrwalona).

  15. @Geograf: rozumiem i też pozdrawiam. A temat percepcji Polski i Polaków przez świat „zewnętrzny” jest tematem fascynującym. Zbieram od lat materiały z nadzieją aby zrobić z tego antologię i na razie jest to – obawiam się – zbyt szokujące aby nie skończyło się na linczu autora. Kubeł zimnej wody za kubłem.
    Ostatnią perłą były wynurzenia XIX-wieczenej Pani Favel Lee Mortimer na temat charakteru narodowego Polaków. Zrobiłem w spodnie czytając.

    Tak że jestem niebywale zainteresowany wynikami uzyskanymi przez Twego kolegę. W jaki sposób do tego doktoratu dotrzeć?

  16. Ja też z chęcią bym poczytał 😀

  17. Telemachu,

    czy chodzi o tę Panią Mortimer ?:

    http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=4698196

    Rzeczywiście wstrząsające. Ale ona nie pozostawiła suchej nitki na żadnej z opisywanych przez nią nacji, co oczywiście nie ma zasadniczego znaczenia dla poruszonego przez Ciebie problemu. Jest on interesujący szczególnie w kontekście naszych wyobrażeń na ten temat. Tylko dodałabym, że Pani Mortimer wnioskowała na podstawie lektur, a nie doświadczeń własnych.

  18. @ telemach & Torlin:
    kiedy cała rzecz się ukaże, poprosze kolegę o upublicznienie przynajmniej części wyników. Ale w przypadku doktoratów w naszym instytucie, zawsze istnieje szansa że całość zostanie wydana i będzie dostepna u nas w sprzedaży.

  19. W 1009 roku papieżem został Sergiusz IV, którego idee fixe była krucjata dla Jerozolimy odzyszczenia (na wiek niemal przed Urbanem II i synodem słynnem w Clermont!). Na jakiegoś kolejnego ubitego na końcu świata kandydata na męczennika musiał patrzeć zatem jak na co najmniej niepożądaną komplikację, zbytecznie wysiłek chrześcijańskiego świata rozpraszającą…
    Kłaniam nisko:)

  20. Drogi Wachmistrzu, tylko cały dowcip polega na tym, że w ówczesnym Kościele Katolickim to nie papieże decydowali o ogłoszeniu danej osoby świętym, nie przeprowadzano również procesów kanonizacyjnych. Wystarczyła decyzja biskupa.
    Do wszystkich pozostałych moich dyskutantów!
    A bywa i przeciwnie. Piękne popołudnie początku września 2004 r., podjeżdżamy pod dom w Mayrhofen z napisem „Zimmer frei”, wita nas kobieta ok. 50 i zaprasza nas do środka. Raptem z dala słyszę rozmowę jej z ojcem:
    – Tato, to Polacy.
    – To niedobrze.
    – Dlaczego niedobrze?
    – – cisza
    – Przecież ty w życiu nie byłeś w Polsce.
    – Byłem
    – Kiedy? Nigdy nie wyjeżdżałeś z Austrii.
    – Nieważne.

  21. Torlinie
    A ja sobie myślę ze to było tak:
    Ojciec ojca waszej gospodyni odbywał służbę w garnizonie przemyskim.
    Spodobała mu się córka kowala z Żurawicy.
    Chodził i chodził z sobą, aż przystaneli. Urodziła się z tego przystanku córka o czym Rudolf (tak mu było) dowiedział się dopiero we włoskiej niewoli z takiej chyba kartki:
    Pocztówka do włoskiej niewoli

    Po wojnie słał listy ale odpowiedzi nie bylo. Ożenił sie. Miał syna. Zmarł przed anschlussem, a w kilka miesięcy potem przyszedł list od przemyskiej córki.
    -Spadek!!!-

    Pomyślała wdowa. Żyła w leku do śmierci a synowi przykazała żeby żadnych Polaków do domu nie wpuszczał.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: