Napisane przez: torlin | 23/02/2009

Jean-Jacques Annaud

walkaoogien
Każdy ma swoich ulubionych aktorów, reżyserów, piosenkarzy czy autorów, ale najczęściej mniej więcej wiemy, czego możemy się po nich spodziewać. Bardzo rzadko nas zaskakują. Tymczasem jest reżyser francuski zaskakujący mnie za każdym razem, nakręca filmy tak różne i tak świetne, że jestem nim oczarowany. Jest nim Jean-Jacques Annaud. Pierwszy raz w życiu usłyszałem o nim będąc na filmie „Czarne i białe w kolorze”, ale naprawdę zachwyciła mnie „Walka o ogień”. Opowieść o trójce wysłanników plemienia przemierzający prehistoryczny świat w poszukiwaniu płomienia ma niesłychaną wprost siłę i perfekcyjną reżyserię. A zaimponował mi też reżyser tym, że podczas całego filmu nie pada właściwie ani jedno słowo.
name_der_rose_der
I pamiętam jak dziś, że zastanawiałem się, czym mnie Annaud zaskoczy. I zrobił to paskuda, nakręcił „Imię róży”. Według mnie „Imię róży” to wyjątkowy w historii kina przypadek, gdzie zarówno książka jak i jej ekranizacja należą do arcydzieł w swoim gatunku. I każda z nich jest właściwie inna, film nie jest dosłowną ekranizacją, dosyć znacznie się różni. Mocną stroną książki jest doskonałe powiązanie akcji z opisem średniowiecznej rzeczywistości, pełnym historycznych dygresji, co pozwala lepiej zrozumieć opisywaną historię. Takie podejście w przypadku filmu nie sprawdziłoby się. Film oddaje więc klimat średniowiecznego klasztoru poprzez realizm zdjęć i dbałość o zgodność z historycznymi realiami (np. czarne świnie – w średniowieczu nie wyhodowano jeszcze różowych świnek które dziś znamy).
l_ours
Zawsze miałem słabość do książek Londona, Coopera, Curwooda. Ale to, co zrobił Annaud z „Władcą skalnej doliny” przeszło moje oczekiwanie. Cudowna, pełna humoru i – powiedziałbym – romantyczna historia przyjaźni małego, osieroconego niedźwiadka ze starym zgorzkniałym samcem była tak ślicznie nakręcona, że film ten wielokrotnie oglądałem z wielką przyjemnością.
kochanek
A później był „Kochanek” i znowu zaskoczenie. Film jakby pochodzący z ręki Wielkich – Felliniego, Bertolucciego, Pasoliniego, Antonioniego czy Viscontiego. A jeszcze później „Siedem lat w Tybecie” I „Wróg u bram”.
kashmir
Jest niesamowity.

Advertisements

Responses

  1. Ulubionym bym go nie nazwał, ale podzielam Twoje oceny: filmy dobrze zrobione, nawet bardzo dobrze…

  2. To i ja potwierdzę, że bardzo dobry z niego reżyser. Zaskakująco dużą ilość jego filmów oglądnąłem. Wszystkie mi się na swój sposób podobały i do głowy by mi nie przyszło, że zrobił je ten sam człowiek. 🙂

  3. No właśnie — czy bardzo dobry nie wiem. Ale potrafi robić rzeczy bardzo różne. To nieczęsta umiejętność, zwykle artysta ma swoją działkę w niej trwa.

  4. Czyli generalnie zgadzacie się ze mną. Bardzo się cieszę (bo ja się czeszę byle czym 😀 ). Typowa wymowa warszawska, wiecznie Krakusy się ze mnie śmieją. Ale ja wychowany na Skarpie (z dużej litery), o czym jużże wspominaliśmy z Edwarem Daną, mający kolegów na Zajęczej, Cichej, Dobrej czy z Topiel (wszystko uliczki na Powiślu), potrafiłem mówić w dzieciństwie gwarą warszawską. I czasami się zapominam i wychodzi ze mnie „z buraczkamy” 😀

  5. Jest jeszcze inny reżyser, który tak lubił bawić się różnymi konwencjami, tematami, poetyką… Z jeszcze bardziej arcydzielnym rezultatem.
    To Stanley Kubrick.

    PS. Podzielam Twoje zauroczenie J. J. Annaudem Torlinie, a raczej… jego filmami 🙂

  6. dzien dobry !!!!!

    dwa pierwsze znam,”imie rozy”rewelacja (niemiecki

    dubbing slaby)

    producentem „imie rozy”jest Bernd Eichinger:

    „dom duchow”,”perfum”,”upadek” poza „upadek”
    polecam

    pozdrawiam 😀

  7. Hm, ja się w nim zakochałem dzięki „Czarnemu i białemu w kolorze”. Zaimponowało mi jak można u uśmiechem i bez patosu zrobić film o bezsensie wojny.

    A tak na marginesie: kto dziś jeszcze pamięta Curwooda? Ja się na nim wychowałem zaczytując go jako 12-latek na śmierć aż się rozsypał.
    Pamiętam jaki byłem rozczarowany gdy chciałem kupić synowi ale nie spotkałem go nigdzie poza Polską w księgarniach.

  8. Rysberlinie!
    nie wiem, czy wiesz, że oryginalny tytuł tego filmu brzmi: „Der Name der Rose”.
    Telemachu!
    Ja mam swoje najukochańsze książki, do nich należy „Bellew Zawierucha” Londona i książki Curwooda „Łowcy wilków” i Łowcy złota”. Ale – jak pisze Wiki – polscy czytelnicy, dzięki tłumaczce Halinie Borowikowej występującej pod pseudonimem literackim „Jerzy Marlicz”, mogli jako jedyni na świecie poznać kontynuację przygód bohaterów „Łowców wilków” i „Łowców złota” w książce „Łowcy przygód”.

  9. Podpisuję się pod komentarzem dru’, tzn. nie byłem świadom, że te wszystkie filmy nakręcił jeden człowiek 🙂

  10. dzien dobry !!!!!!!!!

    Torlinie,wiem niemiecki jest tez moim dominujacym

    jezykiem.

    Curwooda z” dodatkiem ” polykalem

  11. mam prawie wszystko w swojej domowej filmotece
    niestety (co mnie smuci) nigdy nie widziałem Czarnego i białego…
    nawet nie słyszałem
    czas nadrobić :o)

  12. Witam Cię serdecznie Brzuchomówco 😀 , przepraszam za przetrzymanie w Czyśćcu, ale dopiero co wróciłem do domu.
    http://www.filmweb.pl/f4776/Czarne+i+bia%C5%82e+w+kolorze,1976


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: