Napisane przez: torlin | 06/04/2009

Na przyjęciu u Rzepichy

norblin

Jan Piotr Norblin de la Gourdaine, „Wybór Piasta na króla” , akwaforta

Pisze nasz kochany Gall Anonim: „Skoro więc urządzono zwyczajową ucztę i pod dostatkiem przyrządzono wszystkiego, goście owi postrzygli chłopca i nadali mu imię Siemowita na wróżbę przyszłych losów”. Ja jestem człowiekiem, który chciałby być w konkretnych momentach historii tylko po to, aby wiedzieć. Zastanówmy się, co mogło stać na stole u Rzepichy, a dokładniej mówiąc co Rzepicha miała do dyspozycji, aby tę biesiadę przygotować.

Czego na pewno nie miała: kartofli, pomidorów, papryki, fasoli, ryżu, kalafiorów, kukurydzy, sałaty, owoców cytrusowych, żółtego sera, bakalii, cukru, pieprzu, kawy, czekolady, wina i wódki.

A co na pewno miała: z mięs dziczyznę, wieprzowinę i ptactwo (z okazji wielkiego święta być może była i wołowina, ale to było duże poświęcenie – krowy były oszczędzane ze względu na pożywne mleko, a wołów używano jako zwierzęta pociągowe do orki), smalec, ryby, grzyby, twaróg, śmietanę, masło, już wspomniane mleko, jaja, olej lniany, mąkę pszenną i żytnią, kaszę pszenną, jęczmienną i gryczaną, mak, miód (do jedzenia i picia), proso, kapustę, buraki, ogórki, groch, cebulę, marchew, bób, soczewicę, a z owoców jabłka, śliwki, wiśnie, czereśnie, gruszki, dzikie owoce leśne, przyprawy, a do picia obok miodu piwo. Umiano też już robić wędliny, a takim niespotykanym dzisiaj napitkiem był napój sporządzany ze sfermentowanych owoców, kwasu chlebowego i ściąganego bezpośrednio z drzew soku brzozowego i klonowego.

Ja jestem z zamiłowania kuchcik i przysięgam Wam, że z tych składników zrobię całkiem „grzeczne” (jak mawiał Zagłoba) przyjęcie i nawet się nie domyślicie, że jest to z produktów IX-wiecznych.

Reklamy

Responses

  1. Nie wiem, czy jakiś produkt dotrwał do dziś z IX w. ale nawet jeśli, to obawiam się, że może brzydko pachnieć 🙄

  2. Głodnym się można zrobic, znaczy smakowity ten tekst.
    W sumie choć rzeczy, których nie było, by mi tam brakowało.
    No bo wiosna, a tu człek sałatki z fetą by nie miał czy pomidorów z mozarellą, o winie nie wspominając.
    Ni do wietnamskiej knajpy wybrać się nie mogli.
    Jednak współczesność ma swoje zalety:)

  3. Plus rzepa w odmianach kilku naówczas już znana… A przy kucharzeniu bacz Wasze jakich przypraw Ci używać wypadnie, byś tu jakiej myłki anachronicznej nie uczynił:))
    Kłaniam nisko:)

  4. Zakładając, że Piast dość bogaty był i dostatnio żył 😉

    Swoją drogą, wbrew sugestiom Norblina Piast nigdy królem nie został 😉 (Oczywiście, z tym nie zgodzą się kibice Piasta Gliwice 😛 )

  5. „przysięgam Wam, że z tych składników zrobię całkiem „przystojne” (jak mawiał Zagłoba) przyjęcie i nawet się nie domyślicie, że jest to z produktów IX-wiecznych.”

    OK Torlinie, to kiedy robisz tę imprezkę? 😉

  6. Ja jestem człowiekiem, który chciałby być w konkretnych momentach historii tylko po to, aby wiedzieć.

    I to jest sedno wpisu, ciapciaki…

  7. Tak się zastanawiam, jak każdemu z Was osobno coś napisać. No, ale spróbuję:
    Hoko!
    Masz rację, a jeżeli nie będzie nieświeże, to będzie ciut za twarde 😀
    Grzesiu!
    I wódeczki bym się napił, ale to jest późniejszy wynalazek, chyba XII wieczny – chociaż spirytus wymyślili Arabowie w X wieku (ale to dalej nie jest IX).
    Mam straszne wyrzuty sumienia wobec Ciebie.
    Wachmistrzu!
    Moim zdaniem (do weryfikacji przez Ciebie) mogła używać: czosnek, koper, anyż, kolendrę, miętę, kminek, gorczycę, jałowiec i lebiodkę. Używano jako przyprawy również rzeczy rzadko dzisiaj służące jako przyprawa, np. liście dębu i wiśni (dzisiaj właściwie używane czasami jako wsad do ogórków).
    PAKu!
    Zaręczam Ci, że już wtedy na pewno funkcjonowała starodawna polska mentalność „zastaw się, a postaw się”. Zabili pewnie jedynego swojego woła.
    A wiesz o tym, że podwarszawski Piastów nosi tę nazwę dopiero od 1926 roku? Mieszkańcy sami sobie zmienili nazwę.
    Quake’u!
    To jest moim marzeniem od dawna, ale mieszkamy w tak odległych częściach Polski, Europy i Świata… Panu Piotrowi Adamczewskiemu i Dorocie Szwarcman się udało.
    Pozwoliłem sobie zmienić we wpisie i w cytacie Quake’a słowo „przystojny” na „grzeczny”, bo mnie się pomyliło, a Wachmistrz z grzeczności nie zwrócił mi uwagi na błąd.

  8. Najpierw napisałem, a później chciałem zrobić. Tymczasem komentarza Quake’a za nic Łotrpress nie dał edytować.
    W ogóle od pewnego czasu coś dziwnego dzieje się „na zapleczu”. Na przykład podgląd „wizualny” a „HTML” niczym się nie różnią, ja muszę sam wprowadzać znaczniki. Bez sensu.

  9. Nazwy i Imiona oznaczone (*) należy natychmiast sprawdzać w Wiki.
    …………………
    To wszystko półprawda, bo prawda jest zakryta za zasłoną dymną z kadzącego kaganka oświaty, który zasłania przyrodzone przyrodzenie prapiastowskie.
    Stara Baśń, Gerard Labuda i Anonim to apokryfy zwodnicze i mordercze jak zagadki Rżanej Baby* o żelaznych zębach.
    Bo to było tak.
    Pewien mincerz z Toledo, Abraham ibn Jakub pod koniec 4561 roku od stworzenia świata popadł w konflikt klasowo erotyczny ze swym pracodawcą uwodząc mu córkę Fatimę. W wyniku tego konfliktu uwożąc głowę i 2000 grzywien karolińskich* srebra oddalił się karawaną ku Karolingom*.
    Najpierw ukrywał się w pirenejskiej wiosce Torla, ale wnet, kiedy przypuszczał, że pogoń i niebezpieczeństwo ustały ze wstrętem opuścił góralską dziurę i na wschód ku wolności podążył. Zawiódł się jednak. Gdziekolwiek osiadł na dłużej u Karolingów tam zaraz zaczynali pojawiać się dziwni ludzie z hiszpańskim akcentem z takim samym nożem.
    Unosił, więc głowę i srebro coraz dalej na wschód aż dotarł do ówczesnego jądra ciemności bagnistego lasu, którym władał Popiel II* Chwost. Żaden szpieg tu go już nie gonił, a ostatni, który go dopadł jeszcze przed Odrą niejaki Ibrahim ibn Jakub* zgodził się za połowę srebra zawieść do Toledo wieść, że ściganego już niema wśród żywych, a jemu Ibrahimowi udało się odzyskać tylko ćwierć uwiezionego srebra.
    Ledwie Abraham przekroczył Odrę zrozumiał, że równie dobrze mógłby całe srebro oddać Ibrahimowi.
    Okazało się ono w puszczy nieprzydatne. Nikt tego nie chciał. „Żelaza” i „Żelaza” domagali się i kmiecie, i żupany. Co któremu trochę srebra pokazał to ten kupę gęsią albo i zajęczą z ziemi podnosił i do srebra wrzucał mówiąc: „Idź kupo ku kupie”. Pozostawało mu z germańska i grzecznie odpowiedzieć: „Habdank”*.
    -Trzeba ich do gospodarki pieniężnej przyuczyć, a najlepiej przez kacyka Popiela.- pomyślał.
    Zaczął, więc Kacykowi tłumaczyć zalety gospodarki pieniężnej, prosto jak się dało w Leshon Knaan*, którego się wraz z Germańskim jeszcze przed Odrą nauczył.
    Nic z tego. Popiel zaczął mętnie cytować świętego szaleńca Kołokołodka, co goły wkoło chramu latał niekąpany i wołał: „Oko za Okę, Ząb za Zębę, Ryb za Rybę, Kogut za Kurę, Rzepa za Rzepichę, Bób za Bobinę, Ryj za Szynkę bo inaczej Ziemia ruszy, Słonce stanie, sczeźniecie Polanie!!!”
    -Jaka wartość mierzona wagą srebra? – Wybałuszał ślepia Popiel – „Coś” ma być za „Cośkę”!
    Rozmowy w sprawie wprowadzenia Brakteatów* Leśnych przeciągały się. I na nic zdało się kuszenie Kacyka pięknym stemplem z pawiem obiedzonym napisem: POPL DUKUS nad pawiem i ABRAHAM HJE BRACHA (Abraham, niech się stanie błogosławieństwem) pod pawiem.
    – Pawiem to mam nie zaimponujesz ty syjonisto iberyjski – opędzał się zawzięty Kac nad Kacykami.
    Czas mijał. Srebro bezużytecznie tezauryzowało aseksualnie w ziemi nie mnożąc się jak drożdże.
    Nuda gorsza niż w Torli!
    Ale trzeba wam wiedzieć, że Kac Kacyków Popiel był nie tylko głupi. Był także zły.
    Miał chrapke na Sacrum. Sacrum nazywało się Rzepicha. Była to taka barbarzyńska młoda westalka. Mieszkała w szopie obrośniętej w koło łopianem*. Kiedy łopiany owocowały rzepami, westalkę obowiązywała wstrzemięźliwość. Łopiany rosły tak gęsto i wysoko że nawet goły nie miał szans . Zawsze jakiś rzep po drodze tam albo i z powrotem do grzesznika się przyczepiał. Nawet Popielowi nie było wolno. Przygłup Kokołodko obsesyjnie pożądający nawet w porze dojrzewania rzepów by swą teorię wymiany towarów i usług realizować w praktyce i błędnie liczący na swą goliznę wycieczkę do Rzepicznej Szopy kastracją zapłacił.
    Popiel z Abrahamem wspinali się na dąb i z opuszczonego orlego gniazda oglądali Rzeichę kiedy ona świadoma że ją podglądają, zdejmowała giezło i kładła je dla dezynsekcji na mrowisku. Potem tarzała się w trawie pohukując przeciągle.
    Nawet w tak poufałym położeniu jak wspólny voyeuryzm interesu ubić się z Kacykiem nie dało. Teoria Kokołodki Kastrata żyła swoim życiem w umyśle władcy.
    Nie bacząc na los Praekonomisty Abraham znalazł drogę do Sacrum. Zamówił u miejscowego kołodzieja szczudła wyższe nad wszystkie łopiany i nocą począł Rzepichę odwiedzac. Cuda w Szopie się działy, tak tam cudowali pospołu.
    Nie wiedział jednak ze w pewna księżycowa noc, Kokołodko zawistny, zobaczy go na tle Miesiąca. Kokolodko swoim rozumem pojął ze Abraham to czarownik i do Rzepchy fruwa. Szczudła w biednej głowie kastrata się nie miesciły.
    Oczywiście Kastrat doniósł co widział, do Kaca Kacyków, ale się zawiodl. Czarodzieja nie wykatrowano. Nie uczyniono tego, bo Popiel miał swoje plany. Najpierw dla bezpieczeństwa Kokołodce wyrwano język, a potem poruszył temat z Abrahamem.
    – Wiem. – Powiedzial.
    Ledwie Abraham pomyślał:
    – A co ty możesz wiedzieć baranie?
    – O twoich nocnych lotach do Szopy. – Uslyszał. Poczuł trwogę i drzenie. Popiel okrutnik wyczekał chwilę tak by Abraham pojął grozę sytuacji.
    -Ale ja nic nie powiem jeśli zrobisz co zechce. Jest taki kraj na wschodzie daleko – ciągnął – gdzie taki proszek robią co góry przenosi.
    Abraham przytaknął bo wiedział z ojczyzny ze jak silniejszy mówi ze „góra przyszła do Mahometa” to przyszła i juz.
    – Pójdziesz tam i taki proszek przywieziesz albo nauczysz się robić i mi zrobisz.
    – Po co? – Zapytał Mincerz.
    – Tyniec* Walgierzowi Dalemu* chce rozwalic. Marzanny mi się zachciało jak Rzepicha taka latawica.
    – A jak pójdę i nie wrócę? – Zapytał Abraham.
    -To srebro w bagnie utopie. Czekam 7 lat potem Marzanna moja, albo topimy „skarby”. Ha, ha! – Podkreślił powagę swych słów.
    Cóż było robić? Poszedł Mincerz proszku cudownego szukac. Długo by opowiadać co widzał i przeżył. Tu dość jednak powiedzieć ze u mnicha taoisty terminował. Od mnicha dowiedział się ze yin i yang to, to samo, albo nawet i nie to samo, ale jedno jest. Jak np. Rzep i Rzepicha, Ryj i Szynka, Chłop i Baba, razem pomieszane.

    Proszek też nauczył się mieszac. Ile saletry, ile siarki ile czerni węglowej z wiezbiny. Wrócił na czas, ale nie w czas. Ledwie granice krainy bagien przekroczył pojmali go i związali i królem obwołali.
    Okazało się ze jurny Popiel chciał wejść między niejakiego Myszkę i Myszyce, tak jakby między yin i yang. Myszko z Myszycą łachudrę obili tak, ze zaniedlugo zmarł w mekach.
    Prawda była zaś taka, ze mimo starań, zmarł w stanie dziewiczym i nie zostawił potomka. Obrać nowego Kacyka wypadało, tyle ze nikt do wyborów głowy nie miał.
    Postanowiono ze pierwszy który rano granice opola* przekroczy Kacykiem zostanie.
    Na naszego Mincerza padło, tyle ze on Kacykiem być nie chciał. Lepszy interes miał w głowie. Ale oni nic, tylko Abraham I i Abraham I. Poprosił czas do namysłu żeby się zastanowić jak odmówić by nie obrazic.
    Nic nie wymyślił przez trzy dni. Na koniec kołodziej, ten co szczudła zbudował ,za topór chwycił do Abrahama podbiegł i zawołał ubije jak się nie zgodzi.
    -Patrzcie jaki dzielny i rezolutny ten kołodziej, jak mu tam…? Piast! – Zawołał Mincerz. – Jego Kacykiem ogłoscie.
    Pomyśleli, pogadali i tak zrobili. Piast został władca bagien. Zaproszony do Piasta do chałupy Abraham, mężem Rzepichy go znalazł i ojcem siedmioletniego syna.
    Bo to było tak: Jak pamiętamy o szczudłach nikt nie wiedział inny tylko Piast. Wiedział jak ich użyć. Uzyl.Rzepicha okazała się natychmiast brzemienna. Jasnym było, ze jak urodzi w 9 miesięcy po kwitnieniu łopianu, dziecko jest dziecięciem Swarożyca a Rzepicha ma prawo wybrać kogo chce za meza. Wybrała co znała, Piasta.
    Popatrzył Abraham na chłopca, potem na Rzepiche. Patrzyli sobie w oczy długo.
    – Dobrze wam tam było? – spytala.
    -Dobrze.
    Siedmiolatka postanowiono podstrzyc w Tyńcu i zaręczyć go tam, od razu, z Marzenką córką Wdałego i Marzanny.
    Zabawy trwały dwa tygodnie. Abraham coś z bednarzami i szewcami krakowskimi zmajstrował i pod koniec święta ze wzgórza wawelskiego coś takiego puścili co on Abraham widział w Dalekim Kraju.
    Była to rura z desek, obręczami wzmocniona, turzymi skórami obita, ze straszna paszczą ale, straszniejszym jeszcze ogonem. Rurę Abraham do tego czasu Abrahamem Prochownikiem zwany , pierwszy po Popielu wchadca trzydniowy, proszkiem cudownym wypełnił. Smokiem potwora nazwał.
    Pod Wawelem rurę odpalili. Zagwizdało, dupnęło i poleciała wysoko nad Dębniki potem w dół ku Tyńcowi i kiedy już w gości i grodzisko walnąć miała zakręciła w prawo wzniosła się nieco, zawróciła i we wzgórze jedno takie walnęła. Zadymiło.
    Jeszcze spod ziemi syknęło, zakurzyło i Kopiec Kościuszki usypało. Jeszcze dziś czasem dymi, ku pamięci zjednoczenia Wiślan i Polan.
    Kiedy Abraham Prochownik zaczął namawiać Piasta by z odzyskanego srebra bić monetę usłyszał: „Ty to już swoje zrobiłes. Aż za wiele. Monet naradzie tu nie bedzie. Trzeba mnozyc, ale inaczej. Niech Kobietom brzuchy rosną nie nam sakiewik.”.Taki był prokreacyjny.
    Zabrał więc A. Prochownik swoje srebro na Krym do Chersonezu Taurydzkiego odszedł.
    Dynastia Piastów panowała długo i szczesliwie. Szkoda Piastow.

  10. Acha! Jeśli ktoś by nie znał legendy o Prochowniku to proszę:

    http://newsgroups.derkeiler.com/Archive/Soc/soc.culture.polish/2008-04/msg02838.html

  11. Piękne. Cudne. Wspaniałe. Brak mi słów. Wielkie, Wielkie Dzięki za powyższe opowiadanie. Masz talent.

  12. Dziekuje.

  13. Torlinie, wielekroć mówiłam to samo!
    Edwarze, Ty się nie marnuj, Ty twórz!
    Jestem zachwycona! 😆

  14. Edwarze!
    Wsadziło Cię nawet nie do oczekujących, ale do spamu. Drugi komentarz o tej samej treści pozwoliłem sobie usunąć. Pozdro. Dzięki

  15. O rety! Dopiero dziś tu zajrzałam i jaka piękna niespodzianka! Wpis Torlina ciekawy, jak zwykle, ale dana 1 przeszedł samego siebie!!!
    Wzdłuż i wszerz. 😆

  16. Torlinie,
    nie przepuszczę, czekam 😉

  17. Fascynujące. I wpis kulinarno-historyczny i magiczno-literacka interpretacja dziejów najwcześniejszych pod spodem. Dana – to piękne co Ci wyszło. Proponuję wprowadzić do spisu lektur nadobowiązkowych.

  18. Telemachu
    Nie ma tam magii nawet (nie napiszę ” za grosz”, bo za wiele srebra) za mysią skórkę. Wszystko ma racjonalne wyjaśnienie i uzasadnienie.
    Tylko Kokołodko myśli magicznie.
    I co ma z tego?
    Ukłony

  19. cieplych,milych(jak mozna to rodzinnych)Swiat

    zycze Wam 😀

  20. Dana, to w takim razie do obowiązkowych.
    Odkłony przedświąteczne
    T

  21. Dobrej Wielkiej Nocy wszystkim
    dana 1

  22. Hej!!
    A wiecie coś o miłości Rzepichy i Piasta?? Potrzebuje szybko informacji ale nie mogę znaleźc prosze o pomoc!!!

  23. Jedynym źródłem jest Gall Anonim, a tam na ten temat ani słowa. Chyba że będziemy wnioskować po tym, że wszystko robili razem. 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: