Napisane przez: torlin | 20/05/2009

Kontrowersje wokół Wielkich Zapór

dam05

zdjęcie stąd

Mimo, że mam takie same cele jak ekolodzy, ciągle natrafiam na barierę niezrozumienia z ich strony, kiedy czytam ich wynurzenia ciśnie mi się na usta słowo „demagodzy”. Nie wiem, czy macie to samo wrażenie, że środowisko to nauczyło się mówić tylko „nie” na wszystko, co jest proponowane w zmianie krajobrazu. „Nie” dla autostrad, „nie” dla linii kolejowych, elektrowni atomowych, tam, zakładów przemysłowych, linii przesyłowych, tras narciarskich. Tymczasem sprawa za każdym razem jest o wiele bardziej skomplikowana.

Wpadło mi w ręce (dzięki Gai) znakomite opracowanie – raport Światowej Komisji ds. Zapór (z ang. World Commission on Dams). WCD założona w maju 1998 roku jako jedna z nielicznych na świecie Komisji doprowadziła do sytuacji, że jej raport nie został zapomniany i do dzisiaj brany jest pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Komisja wykonała tytaniczną i benedyktyńską pracę, zbadała 1000 wielkich zapór w 79 krajach (na 45.000 istniejących) i doszła właściwie do wstrząsających wniosków. W większości wypadków Wielkie Zapory są źle zbudowane, negatywy ich istnienia przeważają nad pozytywami, dziesiątki milionów ludzi zostało wysiedlonych, większość z nich nie dostała rekompensaty, zapory miały fatalny wpływ na środowisko naturalne, Wielkie Zapory zaprojektowane w celu zapewnienia wody do nawodnień zwykle nie osiągnęły zakładanych celów, nie zwróciły kosztów budowy i były mniej rentowne pod względem ekonomicznym niż oczekiwano. Komisja podkreśliła również znaczenie fizycznej trwałości Wielkich Zapór w przyszłości, zapewnienie im bezpieczeństwa będzie wymagało dodatkowych inwestycji, problemem jest zamulanie i w konsekwencji utrata możliwości retencyjnych zbiorników, a także występuje nadmierne podnoszenie się poziomu wód gruntowych i zasolenia gruntów.

Teraz świat się rozszedł. W Indiach budowanych jest od 695 do 960 zapór (Indie nie mogą się doliczyć), w Chinach – 280, Turcji – 209, Korei Płd – 132, a tymczasem w Stanach Zjednoczonych – pod wpływem Raportu – rozpoczęto burzenie zapór. Brano pod uwagę przede wszystkim, które zapory przestały być użyteczne, których utrzymanie w bezpiecznym stanie jest zbyt kosztowne lub które powodują skutki uboczne nie do zaakceptowania według dzisiejszych wymagań. Póki co wycofywane są z eksploatacji zapory stare i małe, w samych Stanach zlikwidowano w ten sposób 500 zapór. Państwa te (a szczególnie USA i Francja) boją się skutków likwidacji Wielkich Zapór. I raptem ku zdziwieniu ekologów został wrzucony niespodziewanie kamyk do ich ogródka.

Przywracanie rzek do stanu pierwotnego umożliwiło odbudowę populacji ryb i odnowę procesów ekologii rzecznej, ale za to miało katastrofalny wpływ dla organizmów wodnych bytujących w dolnym odcinku rzeki poprzez raptowne napłynięcie osadów z dna zbiornika. I nie mniej niespodziewanie zaczęli protestować ludzie, którzy ulokowali swoje pieniądze na wybrzeżach zbiornika i rzeki poniżej zapory.

Zapory muszą być budowane w wielu państwach, tak jak np. w Hiszpanii, gdzie opady są bardzo zróżnicowane w różnych porach roku. Polska jest krajem upośledzonym pod względem hydrologicznym, przeciętne zasoby wód powierzchniowych wynoszą 61,3 mld m3/rok, tj. 1660 m3/ mieszkańca/ rok, a więc prawie trzykrotnie mniej niż średnia europejska, a więc należałoby zbudować nowe zapory zatrzymujące wodę w okresach powodziowych. W ciągu ostatniego wieku aż o 44 proc. zmniejszyła się powierzchnia jezior naturalnych w Polsce. Najszybciej znikały one w Wielkopolsce. Na początku XX wieku było tam ponad 11 tys. zbiorników wodnych, w 1940 r. ponad połowę mniej — około 5 tys., a dzisiaj tylko 2 tys. Znikają też mokradła i torfowiska i wpływ na to miała zarówno działalność człowieka, jak i rosnąca temperatura. Skończę już, bo mnie znienawidzicie, ja mogę tak jeszcze przez 80 stron.

Reklamy

Responses

  1. Proponuję wybudować w Polsce Wielką Zaporę Przeciwko Chamstwu.

  2. Tes litości…. o tej porze, no i jak piszesz „chamstwu”, no jak?!
    Może i dobrze…
    Wg mnie nie załuguje na wielką literę.

    A toś Torlinie zwrócił uwagę na jeden z ważniejszych problemów, o którym chyba zbyt mało czytałem. Dzięki.
    PS
    Nie wysilaj się – łatwo dajesz się nienawidzieć i bez 80 stron 😉

  3. 1) 80 stron? Ale jakich? Internetowych? 🙂

    2) Myślę, że problem z ekologami polega na tym, że oczekuje się od nich mądrych wyroków — ergo, stanowiska ‚sędziego’; oni zaś uparcie są prokuratorami w sprawach ekologii 🙂

    TesTeq:
    Obawiam się, że Wielka Zapora Przeciwko Chamstwu jednocześnie ograniczyłaby wolność wypowiedzi, umożliwiając łamanie praw człowieka i zasad ekologii, z przesiedleniami i katastrofami ekologicznymi włącznie — jak większość Wielkich Zapór 😉

  4. A ja Torlinie ucichłem w tych kwestiach. Od czasu gdy przyjaciel stojący na czele pewnej inicjatywy ekologicznej zaprosił mnie abym obejrzał bliskie otoczenie parku wiatraków. Pokazał mi ziemię pokrytą zwłokami ptaków. Poprosił abym posłuchał hałasu wyjących rotorów. I nie wyraził chęci dalszej rozmowy gdy zapytałem go o jego trzydziestoletnią wojnę na rzezcz energii odnawialnej.
    Trudno się w tym wszystkim połapać

  5. Możemy taką zaporę postawić, tylko co będzie, jak ją napierające chamstwo przerwie? 😦
    PAKu i Telemachu!
    Ja ciągle mówię, że ekologów trzeba słuchać i brać ich argumenty na poważnie pod uwagę, ale nie wykonywać wszystkiego, czego oni żądają.

  6. Sytuacja z bilansem wodnym jest tragiczna. Pomieszkuję na wielkopolskiej wsi i widzę corocznie stroskane miny rolników, którzy mimo bardzo dobrej kultury rolnej (z tego słynie/słynęła Wlkp.) mało albo i nic nie zbierają, bo cóż zrobią bez opadów?

  7. Jest jednak w zaporach i próbach zmiany biegu rzek cos diabelskiego. Tyle, że o tej diabelskości pamiętają tylko najstarsi dopóki mogą jeszcze pamiętać. No, bo na przykład jest sobie niedaleko na północ od Sanoka z biegiem Sanu takie miejsce jak Mrzygłód.
    Ludzie w tym Mrzygłodzie byli kiedyś – może jeszcze są – bardzo pobożni. Każdy racjonalista przyzna, że pobożność to zjawisko niepokojące, tym bardziej, jeśli dotyczy całego, ni to mateczka, ni to wsi.
    Bo pomyślmy:
    Chciałby, kto Mrzygłód przed zagładą uchronić i znaleźć dziesięciu sprawiedliwych, staje taki na Rynku i woła: ” Hop, hop”.
    I co się dzieje?
    Jeszcze echo od Gór Słonnych nie wróci a juz ma wkoło siebie nie dziesięciu, nie dwudziestu, nie trzydziestu, ale stu sprawiedliwych. Dlaczego tak szybko przybywają ci sprawiedliwi? Bogiem a prawdą, powiedzieć i nie zełgać, to chyba wabi ich ku Hophopowi ciekawość. Ciekawość nasilona przez nudę, bo od dziesiątków lat w Mrzygłodzie nic zrobić nie można, nic nowego zdarzyć sie nie może.
    A czemuż to zdarzyć sie nie może? Bo zabroniono.

    A było tak:
    Dawno temu, ale juz potem jak Jagiełło ustanowił tu, na Rusi Czerwonej, nad wijącym się Sanem, parafię rzymsko katolicka, pobożność tak sie tu nasiliła ze kłuła w oczy.

    Może lepiej jednak powiedzieć ze kłuła w ślepia?
    Tak w ślepia, bo idzie tu o ślepia diabelskie. Diabły władające ziemia za Sanem. Nie były to byle, jakie diabły, jakieś Boruty czy Rokity. To była piekielna elita. Byli to Azazel, Mastema i Lucyfer – elita. Zasiadła elita do rady i rada w radę, po radziecku, uradziły te belzebuby, żeby przegrodzić nurt Sanu ogromną skałą i jego wodami zgasić ognisko pobożności. Najbliższa taka skała to była jedna z Prządek, z tych, co jeszcze dziś straszą nad Krosnem przy zamku w Odrzykoniu.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Rezerwat_przyrody_Prz%C4%85dki

    Zaczekały diabły do wieczora, a kiedy się ściemniło poderwały się do lotu i poleciały. Poleciały po budulec. Już dobrze było ciemno, kiedy spuściły się na wzgórze w lesie koło Zamku Kamieniec.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Kamieniec

    Tam wydłubały diabelskimi pazurzyskami ogromniastą skałę z piaskowców ciężkowickich (a jakże na łatwiznę nie poszły), których wiek geologiczny określić s można, jako dolny eocen (55-35 mln. lat temu). Była to skała grubo-ławicowa, zlepieńcowata, szarożółta o spoiwie ilastym. Jednym słowem solidny grzyb skalny.

    http://www.parkikrosno.pl/parki/czarnorzecko-strzyzowski,park,krajobrazowy/rezerwat,przyrody,przadki/

    Wziął Lucyfer „grzyba” w pazury i jak łabędź mozolnie wzniósł się w noc. Za nim ruszyła eskorta -Azazel, Mastema.
    W przeczuciu zagłady mieszczańskie chałupy i szopy Mrzygłodu, a nawet kościółek z plebanią skurczyły się w sobie, a myszy i świerszcze ze stodół i szpar szparko poczęły uciekać ku Raczkowej. Byle dalej od Sanu.
    Nie wiedziały jednak diabły jednego. Nie wiedziały, że z ukrycia podglądała ich jedna Południca. Południce Czerwono Ruskie to istoty w istocie może i od diabła gorsze, ale diabłu bardzo wrogie.

    Wrogość ta datuje sie od czasu, kiedy diabły na tę ziemię przyszły z pierwszymi misjonarzami. Może jeszcze za Wielkomorawskich czasów. Diabły, bowiem rozpoczęły wielki ucisk całego przed chrześcijańskiego słowiańskiego Nadprzyrodzenia.
    Południce, Wodniki, Rusałki, Wiły, Topielec, Baby Leśne, a także Borowy, Dziad i Leszy zostały zapędzone do pańszczyzny w wymiarze 8 dni w tygodniu. 8 dni, bo tyle liczy tydzień diabelski, jako że Ósmego Dnia Stworzenia rozpoczął sie bunt Szatana.
    Osiem dni w tygodniu musiały teraz Południce zadawać napotkanym na polu ludziom głupie zagadki, a potem zabijać ich i kaleczyć. Co dzień musiały dusić śpiących żniwiarzy, molestować dziewuchy i mężatki, porywać dzieci, płoszyć konie, rozwalać snopki. Wszystko pod diabelską kontrolą jakości. Na rękach rosły im bąble i odciski od drągów, ożogów i cepów, którymi dręczyły swoje ofiary.
    Nie tak to za Pogaństwa było. Trzech parobków uduszonych na rok, do tego dwie kobity uwiedzione to była cała ich robota. Światowid i jego drużyna byli zadowoleni.
    A dziś? Tyraj i tyraj a diabły jeszcze usług, wiecie jakich, po robocie żądają. Przejadło się Południcą diabelskie panowanie. Po lasach się kryją z innymi stworami albo i same się przed pańszczyzną kryją.
    Taka to zbiegła Południca diabłów podpatrzyła. Pomyślała, że chyba jakieś wielkie świństwo planują. Świństwo jej nie wadziło, ale pomyślała czy czasem nie dałoby się diabłom zaszkodzić. Sama nie da rady, ale z pomocą….
    Świętowit nie pomoże, bo go dawno popy w Zbruczu utopiły. Wieki miną zanim go z rzeki wyjmą i w Krakowie w Więzieniu Św. Michała osadzą.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Archeologiczne_w_Krakowie

    – Raz kozie śmierć. – Pomyślała Południca. – Jest tu blisko Matka Boska z cudów słynąca. Wisłokiem do Haczowa przypłynęła i osiadła w Kościele swego Wniebowzięcia, który dzieli ze św. Michała Archaniołem.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Wniebowzi%C4%99cia_NMP_w_Haczowie

    – Ona to jedyna rada na diabła.

    http://www.pbase.com/smok53/image/88242610

    Jeszcze Lucyfer i jego eskadra nie zdążyli się na dobre oderwać do ziemi, kiedy Południca postać wiru powietrznego przybrała. Lecąc nisko nad ziemią Mała Trąba wyprzedziła eskadrę i przez szpary do kościoła się wcisnęła. Nie wiele musiała wyjaśniać. Sprawa była jasna ciemna zarazem.
    – Leć za nimi powiedziała Matka Boska do Archanioła.

    http://www.pbase.com/smok53/image/88548421

    Ledwie powiedziała już naszego Super Anioła w ołtarzu nie było. Pognał samotnie jak sanacyjny PZL 50 w pościgu za eskadrą Luftwaffe. Nie idzie tu o wartość bojową. Idzie o „dobro i zło”.

    ………………………………………..
    Szykuje się bitwa. My popatrzmy na resztę zdjęć.

    http://www.pbase.com/smok53/haczow_church_world_heritage_photography
    ……………………………………………….
    Kiedy zwiedzaliśmy kościół w Haczowie Diabły i Archanioł zdążyli dolecieć do Mrzygłodu. Tam diabły zaczęły krążyć nad okolicą. Św. Michał ukrył się w dzwonnicy kościoła pod wezwaniem Rozesłania Apostołów. Jego wrażliwe na podczerwień oczy śledziły szatańskie manewry. Trudno było zrozumieć ich zamiary. Nawet, kiedy Azazel i Mastema wylądowawszy na płyciźnie wbili w dno Sanu zapalone pochodnie a potem pośpiesznie się oddalili nie pojmował Archanioł, o co idzie. Dopiero, kiedy kontem podczerwonego oka dostrzegł, że Lucyfer pikuje z szybkością Junkersa Ju 88 tyle, że bezszelestnie ku pochodniom zrozumiał Archanioł intencję Złego. Było jednak za późno. Ani Superman, ani Superanioł by tu nie pomógł. Lucyfer był za blisko Sanu. Potop był tuż, tuż.
    Po co jednak dał Bóg rozum aniołom? Czy po to by się buntowali? Nie. Dał im go po to by sami potrafili rozwiązywać problemy związane z ochroną Świata przed Złym. Cofnął się Archanioł rozpędził swą moc nad przyrodzoną i jak głową w hełmie w dzwon nie walnie! Na rozkołysanie nie było czasu.
    Jedno uderzenie. Ale jakie uderzenie!!! Jaki hałas święty!!!
    Lucyfer szpony rozluźnił. Kamień nad kamieniami mu się wymsknął. Chciał jeszcze hitlerowiec sprawę diabelską ratować, kamień w locie przechwycić od spodu.
    Za późno.
    Runął razem z kamieniem po drugiej stronie Sanu. Kamień pogrzebał go tam gdzie teraz jest Diabla Góra. Zdawać by się mogło, że Lucyfer został pogrzebany na wieki.
    Może On i pogrzebany, ale swoje zrobić może. W latach trzydziestych ubiegłego wieku wysłał inż. Kwiatkowski innych młodszych inżynierów w te okolice COP projektować. Inżynierowie, jak to młodzi z dużych miast pikniki w niedziele zaczęli organizować. Miejscowe dziewczęta na nie wabili, a miejsce wybrali sobie na te pikniki też dziwne, Diablą Górę. Co się tam działo zostało tajemnicą spowiedzi. Może stare konfesjonały w kościele Rozesłania Apostołów pamiętają. Wiadomo jednak, że Lucyfer tam przez warstwy ziemi i kamieni fluidy swojej złości wydziela. Skażone tam środowisko.
    Inżynierowie odjechali. Kilka szybkich ślubów w miasteczku było, a potem przyszła wiadomość:
    W Nienadowej stanie zapora. Będzie prąd dla COP a Mrzygłód zostanie zalany. Nikt już od tamtej pory niczego tu nie postawi. Zostało jak było. I ładnie tam jest.

    „Do upadku miasteczka przyczyniła się wisząca nad nim od czasów międzywojennych groźba zalania doliny wodami Sanu, w związku z projektem utworzenia zapory w Niewistce. Plan, nawet niezrealizowany, okazał się zgubny dla rozwoju miejscowości. Nastąpiło zahamowanie wszelkich inicjatyw budowlanych, utrata praw miejskich i postępujące zubożenie mieszkańców. Paradoksalnie, ten utrzymywany w mocy przez dziesiątki lat zakaz rozbudowy ocalił jedyny w swoim rodzaju układ architektoniczny, tworząc z miasteczka swoisty żywy skansen.”

    http://www.mrzyglod.net/index.php?option=com_content&task=section&id=13&Itemid=80

    Po przeczytaniu o „skansenie” nachodzi mnie refleksja, że niech tam diabeł robi, co chce i tak zawsze wyjdzie to na dobre. Bo trzeba wam wiedzieć, że Matka Boska Haczowska, Południcę i wszystkie jej siostry w nagrodę w motyle o tej samej nazwie zmieniła. Zniosła im Matka Boska pańszczyznę.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%82udnice

    😀 😀 😀

  8. Oczywiście nie wolno wierzyć Polonizatorowi. Powinno być „Kątów”

    W całą zaś historyjke należy wierzyć. Wizytujący czasem tutejszy blog Arsen L. specjalista od regionu, świadkiem.

  9. 1295 słów.
    Ile brakuje do 80 stron?

  10. Edwarze!
    Jutro po południu napiszę komentarz – wybacz.

  11. jak dobrze(?),ze w latach schylkowego Gierka zabraklo pieniedzy na regulacje Wisly i Odry

    pozdrawiam 🙂

  12. @ TesTeq
    „Proponuję wybudować w Polsce Wielką Zaporę Przeciwko Chamstwu.”
    zgadzam sie.

    poza tym piekne zdjecie.

  13. Z innej beczki: Torlinie, w listopadzie Diana Krall wystąpi w Polsce – wybierasz się?

  14. Störungsquelle!
    Witam Cię serdecznie w moim blogu.
    Edwarze!
    Muszę Ci powiedzieć, że przewrotna jest Twoja opowieść, ale to nie plany inwestycyjne zniszczyły to miasteczko, ono zginęło o wiele wcześniej. A patrząc na zdjęcia „Rynku” mrzygłodzkiego człowiek dochodzi do porażających w swojej bezwzględności wniosków – szkoda, że tej zapory nie postawili, wpadaliby tu turyści,a tak to „jedyny w swoim rodzaju układ architektoniczny” nie obchodzi kota z kulawą nogą.
    Rysberlinie!
    Masz rację, ale ja tobym napisał „na regulacje Wisły i Bugu”, bo Odra przecież jest skanalizowana w dużej części (szczególnie po stronie niemieckiej).
    Quake”u!
    O jak ja bym chciał, Ty sobie nawet nie wyobrażasz. Jak puszczam sobie czasami płytę „Live in Paris” widzę, że jest ona zwierzęciem estradowym. Ale ostatnio w Sali Kongresowej najtańsze bilety kosztowały 300 złotych, trochę mnie nie stać na nie.

  15. W takim wypadku obiecuję, że zdam Ci relację z koncertu (dziś kupiłem bilet) 🙂

  16. Torlinie,byly myslalem plany „ucywilizowania”
    Odry jak Renu,ale co do Bugu masz racje

    ciekawa historia z D.Krall dzisiaj w wolnym od pracy
    dniu puszczalem „Live in Paris” i przenioslem sie do
    Youtuba w szukaniu egzotycznych nagran Krall
    mialem mily dzien

    pozdrowienia

  17. Quake’u!
    Cholercia, 200 zł za amfiteatr, ani nie będzie nic widać, ani dobrze słychać. Niestety, zdam się na Twoją relację. Ale jest jeszcze jedna sprawa, ja kolekcjonuję płyty Diany i mnie się – przykro to powiedzieć – nie podoba się jej ostatnia płyta „Quiet Nights”, a właśnie ją ma promować na koncertach we Wrocławiu, Warszawie i Zabrzu.
    Rysberlinie!
    Ja powiem Ci szczerze, poznałem Dianę Krall dość późno, bo pierwszym jej albumem, w którym się zakochałem, był „When I Look in Your Eyes”.
    Gdzieś czytałem, że Niemcy dawali nam pieniądze jako odszkodowanie popowodziowe, bylebyśmy nie regulowali prawej strony Odry (na odcinku granicznym).

  18. Torlinie
    Podejrzewam, że się na poruszonej problematyce znasz. Dlatego pozwolę sobie na zadanie ci pytania. O ile można przyjąć, iż rezygnacja z regulacji rzek (może nie wszystkich i nie wszędzie) była by w pożądaną to jak to się ma do ciągle jeszcze wydawanych decyzjach o zabudowie i inwestycjach na terenach zalewowych?
    Np. by zabezpieczyć Kraków przed kataklizmem pewne obszary gmin położonych nad Krakowem przeznaczone są do zalania przez otwarcie wałów ochronnych. Jeszcze kilka lat temu nadal na tych terenach powstawał domy mieszkalne. Nie wiem jak jest dzisiaj. Nie byłem tam od kilku lat. Jak ta sprawa – zezwoleń na inwestowanie- wygląda w Polsce dziś? W Polsce, bo nie podejrzewam byś się specjalnie zajmował Krakowem. Jak wygląda sytuacja zabudowy terenów zalewowych? Czy nadal wydaje się zezwolenia na budowę? Czy działa jakiś program (ogólno polski czy lokalny) wycofania się z ziemi będącej we władaniu rzek?
    Aby nie być do końca poważnym, co w moim wieku nie przystoi, pozwolę sobie zacytować a potem „zalinkować” wiadomość z Dubiecka 25 października 1850 roku:
    Z przyjemnością pospieszamy z udzieleniem wiadomości otrzymanych z Dubiecka (…), w dniu 25 października zawitał w nasze strony statek parowy „Kraków”, a na nim przybył Hr. A.Zamojski. Cóż za niepowszechne i miłe zdarzenie ujrzeć między nami Szanownego Męża, twórcę tego przedsięwzięcia. przybył on do nas w towarzystwie dwóch Synów, nadto Xięcia Leona Sapiehy, tegoż córki, syna, panów Gwalberta Pawlikowskiego i Włodzimierza Dzieduszyckiego (…) Na wiadomość o przybyciu statku cała ludność miasteczka i okoliczni ziemianie „wysypała się nad rzekę” dla powitania gości i okazania serdecznego uczucia Andrzejowi Zamojskiemu, winszując Mu spełnienia jego zamiarów (…) Zabawiwszy dla spóźnionego dnia pory, tylko godzinę, odpłynęli nasi goście nazad do Krasiczyna, na statku niezaładowanym wprawdzie ani zbożem ani towarami (…) W dwa dni później 27 października przybył Hr. Zamojski do miejscowości Torki powitany entuzjastycznie przez okoliczną ludność, dawnym staropolskim zwyczajem chlebem i solą oraz wieńcem uplecionym z wawrzynu i palmowych gałązek. Statek udekorowano flagami, a na poklad wniesiono kosze.”

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/zegluga/zegluga.html

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dubiecko

  19. Odpowiedź Edwarze jest podwójna. W Polsce nie ma prawnego zakazu budowania na terenach zalewowych, a świadomość tego faktu powoduje, że tereny te są niesłychanie intratne finansowo ze względu na niższą cenę. Aby wprowadzić ten zakaz potrzebne są plany zagospodarowania przestrzennego gmin i wydany zakaz przez starostę. Ale on ma również uprawnienia do zdjęcia tego zakazu.
    Ps. Dzięki za anegdotę. Ja się tak zastanawiam, skąd to „zauroczenie” polskich dawnych panów „miłością” ludu. Bardzo wyraźnie widać to było w trzytomowych pamiętnikach – zabij mnie, nie mogę sobie przypomnieć ani tytułu, ani autora. Twórca pamiętników był wielkim obszarnikiem na terenach dawnej Rzeczpospolitej (I tom – I W.Ś.), po wojnie był w Gdyni (II tom), a później kupił mnóstwo ziemi w Kaliskiem (tom III). Czy oni byli wszyscy na tyle ślepi, żeby nie widzieć prawdy?

  20. Ta wyprawa „Krakowem” po Sanie była by doskonałą osią scenariusza kostiumowej komedii historycznej.
    Dodaj do tego sceny przejscia przez komorę celną w Krzeszowie.

    Jest rok 1850. 1850 – 1846 = 4

  21. Gwoli sprawiedliwości.
    Zamojscy jednak trochę odbiegali od reszty.
    Andrzej Z. co prawda nie był ordynatem ale trzeba pamiętać że w 1850 w Ordynacji Zamojskiej nie było już pańszczyzny.

  22. Wyjątkowo dobry tekst, zalecam ludziom


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: