Napisane przez: torlin | 18/06/2009

Żyć pośród niepojętego

Conrad

W dzisiejszej notce zebrało się mnóstwo nurtów, dla których w ogóle prowadzę ten blog. Przecież dla mnie jednym z najważniejszych motywów jest szukanie „prawdziwych Polaków”, walka z mitami i ukazywanie wspaniałych obrazów (również filmowych). Conrad wspaniale się do tego nadaje, chociaż w pierwszym punkcie a rebours.

Nie mogę zrozumieć Polaków, że za wszelką cenę chcą zrobić z Conrada pisarza polskiego. Skoro anektujemy sporą liczbę obcokrajowców poprzez ich naturalizowanie, dlaczego protestujemy, kiedy to samo robią inne narody. Musimy sobie jasno powiedzieć, że Józef Konrad Korzeniowski nigdy nie byłby pisarzem polskim. Powiedział to jasno i wyraźnie, bez żadnych wątpliwości: „Gdybym nie pisał po angielsku, nie pisałbym wcale” – napisał we wspomnieniach. Tymczasem od stu lat Polacy mają to samo zdanie co Eliza Orzeszkowa: „Ten Pan, co po angielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie, o mało mię ataku nerwowego nie nabawił. Czułam, czytając o nim, taką rzecz śliską i niesmaczną, podłażącą mi pod gardło (…). Zdolność twórcza to sama korona rośliny, sam szczyt wieży, samo serce narodu. I ten kwiat, ten szczyt, to serce odbierać narodowi swemu i oddawać Anglosasom, którym ptasiego mleka nawet nie brakuje, dlatego, że drożej za nie płacą! Ależ o tym pomyśleć nawet niepodobna – bez wstydu”.

ApocalypseNow

Tymczasem zafascynowanie Conrada tym językiem można zrozumieć, podczas pracy w Marsylii musiał dostarczyć małą łódką pilota na pokład dużego statku angielskiego. Już po podpłynięciu usłyszał z góry: „look out there” i wzruszenie uderzyło mu do głowy, po raz pierwszy zwrócono się do niego „w języku mego tajnego wyboru, mej przyszłości, mych długich przyjaźni, najgłębszych przywiązań”.

Dla mnie jedną z najważniejszych książek w historii ludzkości jest „Jądro ciemności”, ale w tym wpisie traktuję ją bardzo szeroko. Jako cudowna książka, wspaniały film, jedna z najważniejszych scen filmowych w ogóle w historii kina („Cwałowanie Walkirii”) i cytat – super „I love the smell of napalm in the morning”. I do tego reżyser – miód, malina.

apocalypse650

Wyprawa do Konga w 1890 roku, pojedyncza, szalona, miała nieprawdopodobny wpływ na pisarza. 28 czerwca Conrad wyrusza z Matadi, miasta w zachodniej części Konga, leżącego na lewym brzegu rzeki o tej samej nazwie, około 130 km od jej ujścia do Oceanu Atlantyckiego – w ponad 300 kilometrową pieszą wędrówkę do Kinszasy; pływa po rzece od 3 sierpnia do 24 września, a 4 grudnia przybywa do Matadi w drodze powrotnej do Europy. W wyniku tej wyprawy Conrad zapadł na zdrowiu, zrezygnował z pływania, a sama podróż była dla niego wstrząsem moralnym, chociaż nie chodziło mu o kolonialny wyzysk.

Pisał po powrocie: „Nie mam nic ciekawego do powiedzenia. W miarę, jak się starzeję, robię się coraz głupszy. Nie potrafiłbym nawet zmyślić żadnych wiadomości”, a później „Na cokolwiek nie spojrzę – upadam na duchu – wszystko widzę na czarno. Nerwy mam kompletnie rozstrojone. Wegetuję. Nawet nie myślę, a więc nie istnieję”. Conrad tę książkę napisał błyskawicznie, jak gdyby od niechcenia, w trakcie pisania „Ocalenia”, od grudnia 1898 roku do 6 lutego 1899 r.

„To live in the midst of the incomprehensible”.

PS. A z czym kojarzy się Wam „Cwałowanie Walkirii” oprócz powyższej sceny? Mnie ze słynnym powiedzonkiem Woody’ego Allena: „Zawsze gdy słyszę Wagnera, mam ochotę najechać na Polskę”.

Advertisements

Responses

  1. Te nasze kompleksy ujawniają się także w „zawłaszczaniu” zawodników i drużyn sportowych. Mamy:
    – drużynę koszykarską Gortata (Orlando Magic);
    – drużyny hokejowe Czerkawskiego i Oliwy (nie pamiętam, jakie);
    – kiedyś zespół Jerzego Dudka (Liverpool);
    – teraz zespoły Boruca, Kuszczaka i innych, których nazwisk nie pomnę;
    – Łukasza Podolskiego i Mirosława Klose w reprezentacji Niemiec, bezczelnie strzelających nam bramki;
    – całe grono „polskich” tenisistek (nawet jest specjalna strona w Wikipedii temu poświęcona 🙂 ):
    — Monique Adamczak (Australia);
    — Angelique Kerber (Niemcy);
    — Tatjana Malek (Niemcy);
    — Alicia Molik (Australia);
    — Sabine Lisicki (Niemcy);
    — Caroline Wozniacki (Dania);
    — Aleksandra Wozniak (Kanada).

  2. Nie jestem pasjonatką twórczości Conrada, więc na temat się nie wypowiem.
    Ale poproszę o reakcję na mój wpis – pytanie
    12/06/2009
    o 06:36
    Jestem tym naprawdę zainteresowana.

  3. Widzisz, Torlinie, na mnie film Coppoli nie zrobił wrażenia, ściślej – zrobił złe wrażenie. Nie lubię epatowania okrucieństwem i przemocą, bardziej przemawia do mnie pokazana z bliska krzywda jednostki, niekoniecznie nawet krzywda fizyczna, niż powszechna pożoga i zwały ciał.
    A w pamięci utrwaliła mi się mi bynajmniej nie scena helikopterowa, tylko ujęcia z końcowej sekwencji filmu z drzewami w dżungli obwieszonymi trupami. Przy czym wówczas pierwszą moją refleksją było: Boże, jak to musi śmierdzieć w tym tropikalnym klimacie!
    To chyba kwestia typu wrażliwości, ale bardzo często oglądając nawet wybitne i bardzo chwalone produkcje amerykańskie nie potrafię wczuć się w motywacje i sposób myślenia bohaterów. Nie mam takich problemów z filmami europejskimi, szczególnie wschodnioeuropejskimi.

  4. Mnie się Walkirie kojarzą klasycznie, czyli chyba tak jak powinny : z Odynem i Walhallą…:)
    Co się Imci Korzoniowskiego tyczy, to rzeczy nie idzie pojmować tak prosto jakobyśmy tu widzę chcieli… Nie rzecz w języku w którym pisze, bo gdyby to mieć za selekcyi narzędzie, przyjdzie Fryczowi Modrzewskiemu polskości odmówić… W tem kwestyja kimże się autor czuł w duszy, a to zda się poza dyskursem wszelkim, skoro na stare lata do Polski zamierzał powrócić, tęgo za Polską gardłował, czyli też ściślej pióra natężał, że choćby sprawę Wilsonowskiej pożyczki z 1920 roku przypomnę… A względem Orzeszkowej, co podług mnie z tą jędzą wtórą, miernota nad miernotami, to idzie jeno proverbium o psach i karawanie przypomnieć. Przy tem jeśli owa to przed „Szansą” (czy jak kto woli „Grą losu”) pisała, to zwyczajnie zełgała, bo więcej jak pół żywota się Imć Korzeniowski z niedostatkiem borykał. Jeśli dobrze pomnę, to chciał nawet i dla tej przyczyny w łeb palnąć sobie…
    Kłaniam nisko:)

  5. Wagner kojarzy mi się głównie z realizacją jego dzieła przez Operę Wrocławską. Ogromna produkcja!
    A Walkirie – oczywiście z mitologią germańską.
    O ile bogowie – w tej mitologii – z własnej inicjatywy w życie ludzi się nie wtrącali(pierwszej party ludzi nie stworzyli, a znaleźli na brzegu morza; Ask i Embla otrzymali od Odyna oddech, od Lodura wygląd i rumieniec, Honor- ducha), o tyle walkirie ingerowały często.
    Walkiria to „wybierająca poległych”, żeby zaprowadzić ich do Walhalli. W mitach późniejszych ich związki z ludźmi są bliższe, mogą nawet wyjść za mąż za śmiertelnika.

    Nie uważam Conrada za pisarza „polskiego”, co nie przeszkadza mi go podziwiać. Jego wybór – jego prawo. Można w jego utworach tropić podskórną tkankę – polską – ale po co? To grozi nadinterpretacją. Jego cudzoziemskość sprawiła, że angielski traktował twórczo, wg angielskich językoznawców – uczynił wiele dla rozwoju tego języka. Malinowski swoje dzieła pisał też nie po polsku bynajmniej, ale „Dzienniki” już po polsku(aczkolwiek nie zamierzał ich publikować), niełatwo się uwolnić.
    O filmie Coppoli pisałam – wg mnie to ostatnia „opera filmowa”, wspaniała. A Brando gra tu genialnie. Nie widzę tu epatowania okrucieństwem, to nie „Pasja”. Przeciwnie – to dotknięcie jądra ciemności, które jest w każdym z nas.

  6. To dążenie do przyporządkowania jednego człowieka jednej konkretnej narodowości wydaje mi się praktycznie niewykonalne, a ideologicznie zgubne.
    Z perspektywy czasu nie widzę absolutnie żadnego powodu aby Conrad nie mógł być polakiem i anglikiem jednocześnie, nawet jeśli on sam się do tego nie przyznaje i nawet jeśli po polsku nie pisał.
    Samo „poczuwanie się do pewnego narodu” nie jest jeszcze dla mnie ostatecznym wyznacznikiem, że ktoś ma być uznany za człowieka tej narodowości właśnie.
    Wszak w życiu Conrada mogły być momenty w których Polakiem się czuł. I co z nimi? A co z tymi którzy nie czują się żadnej narodowości?

    Domagam się uznania Conrada za Polaka, bo czuję się dumny, iż w człowieku tej klasy płynie tak zwana polska krew. 😀

  7. „…czuję się dumny, iż w człowieku tej klasy płynie tak zwana polska krew”
    .
    A dla mnie to niepojęte. O ile ma podstawy duma ze zbiorowych osiągnięć narodu: z bogactwa kultury, chwalebnej historii czy sukcesów gospodarczych, to duma z tego, że wybitna jednostka była „tej samej krwi”, jawi mi się jako zjawisko irracjonalne. Bo jakaż w tym zasługa polskości, że Conrad był wybitnym pisarzem, a Curie-Skłodowska wybitną uczoną?

  8. U andsola pojawił się ostatnio ten wątek . Tichy przywołał listę wybitnych obywateli USA pochodzenia polskiego. Ot takich Polakoamerykan. Warto sobie to obejrzeć. Nasuwa cały szereg refleksji na temat kondycji emocjonalnej naszych rodaków.
    Przecudna zabawa.

  9. no coz, mnie Walkirie kojarza sie podobnie jak Wachmistrzowi, z Valhala, Thorem itd… Jesli cwaluja, to prawdopodobnie za przyzwoleniem Odyna. nie znam tworczosci Conrada, choc kiedys bardzo pragnelam przebrnac przez Ulissesa, jak na razie bez skutku, ale od czasow bardzo mlodych nie robilam drugiego podejscia. filmu nie ogladalam, bo nie lubie okrucienstwa i filmow wojennych. mysle, ze takie tematy, walka o terytorium, posiadanie wroga bardziej interesuja mezczyzn. no a ja akurat kobieta sie urodzilam:)
    co do „polskosci” Conrada; te kompleksy i roszczenia gnija gdzies w zakutych lepetynach Polakow niczym trupy w tropikalnej dzungli! Polacy w wiekszosci niechlubnej z jakiegos powodu darza zawiscia kazdego rodaka ktory osiagnal sukces poza granicami kraju. beda go mieszac z blotem ze wyjechal, nazywac nieudacznikiem, a jak juz bedzie wiadomo, ze zyskal slawne w nowym kraju i szerszym swiecie i kraj pochodzenia go malo obchodzi, to wszyscy zaczna sie domagac nagle by uznano go za Polaka i by deklarowal swe pochodzenie jasno i dobitnie. no bo jak tak mozna? jacys angole sobie go przywlaszczyli? niedoczekanie! tak mnie to zirytowalo w swietle dzisiejszych stosunkow emigracja kontra rodacy z PL. napisalam kontra, bo to wrogie obozy sa, do gardel by sobie skoczyli. tak sie zlozylo, ze jestem tzw”emigrantka” choc wole okreslenie obywatelka swiata, w koncu po to zabiegalismy o wstapienie do UE by moc sie swobodnie przemieszczac po swiecie. Niektorzy robili to wczesniej z duzym powodzeniem i chwala im za to. zboczylam troche z tematu… nie kontynuuje, bo mi juz i tak post z komentarza sie narodzil…

  10. Nelu!
    Przepraszam, że nie odpowiedziałem. Nie wiem. Zazwyczaj jest to powiązane z podaniem danego adresu, w tym wypadku widziałem w linku słowo „toorlin”, a nie „torlin”.
    Defendo!
    Mógłbym właściwie podpisać się pod tym, co napisałaś, ale… jest jedno „ale”. Ja nie lubię Wagnera, on jest dla mnie „za głośny”, za pompatyczny.
    ShyJo!
    Jak nigdy – nie mogę zgodzić się z częścią Twojej wypowiedzi. Nie można porównywać emigracji dawnej z dzisiejszą, żaden współczesny latarnik nie będzie płakał nad polską książką (pytanie zadane Polce w domu zagubionym w interiorze Tanzanii: „Tęskni pani za Polską?” – „dlaczego! Bywam dwa razy do roku”).
    Drugą sprawą jest przekroczenie niewidzialnej linii pomiędzy byciem „emigrantem” a „człowiekiem innej narodowości”. Gombrowicz był w Argentynie Polakiem, a nie Argentyńczykiem, a Cortazar urodzony w Brukseli (a zmarł we Francji) był Argentyńczykiem, a nie Francuzem. Tymczasem Conrad był Anglikiem pochodzenia polskiego.
    A wciąganie obcokrajowców do swojej narodowości nie jest charakterystyczne tylko dla Polaków, robi to mnóstwo narodowości. Kiedyś pisałem o Edwardzie Piekarskim, Polaku wywiezionym na Syberię http://torla.blog.interia.pl/?id=984588
    twórcy fundamentalnego dzieła pt. „Słownik Jakuckiego Języka”. I na koniec piszę: „I na koniec ciekawostka – oto notka z radzieckiej, dwudziestotomowej encyklopedii z 1975 roku: „Piekarskij, Edward Karlowicz, rosyjski językoznawca, etnograf i badacz folklorów (…) pisał również po polsku”.”
    Tes Tequ!
    A niech to będą Polki. Obejrzyj sobie niektóre:
    1. Monique Adamczak – http://www.budstikka.no/multimedia/archive/00031/15674_1_jpg_31617e.jpg,
    2. Alicia Molik – http://www.astsports.com.au/data/website/Image/Tennis/Australian%20Open%202007/Aust%20Open/Molik%20horiz%20for%20web.jpg
    3. Caroline Wozniacki – http://www.tecnocino.it/wp-galleryo/caroline-wozniacki/caroline_wozniacki.jpg,
    Lupinie!
    Trudno mi napisać komentarz. Może tak – nie ma obowiązku.
    Wachmistrzu!
    Generalnie masz rację, ale też nie przesadzajmy, Orzeszkowa nie była znowu takim dnem, była zupełnie innym typem osobowościowym – znasz sprawę Komitetu Noblowskiego?
    Dru’!
    Z tego punktu widzenia Conrad rzeczywiście był i Anglikiem i Polakiem równocześnie, nie mógł pisać w innym języku niż angielski, a jednocześnie cały czas związany był z Polską.
    Telemachu!
    Nie mogę wejść do tego Andsola. 😦

  11. Torlin – dzięki za odpowiedź. Zrozumiałam, że skoro gdzieś wpisałam swój adres, to system go pakuje wszędzie, gdzie popadnie. Szczerze mówiąc, nie podoba mi się to. Próbowałam te adresy kasować w miejscach, gdzie nie miałam i nie mam zamiaru się wpisywać ale to niewykonalne.
    Poddaję się.

  12. żeby mówić o polskości i angielskości pisarza nie można porównywać narodów jego dokonań i pragnień przywłaszczenia sobie wielkiego człowieka lecz odnaleźć w jego dziełach wrażliwość znamienną polskiej literaturze i taką ją pokochać tam też szukać patriotyzmu a poglądy zostawić autorowi

  13. Witam Cię Eryko w moim blogu. Na pewno masz rację, ale rozważania na ten temat są ciekawe same w sobie.

  14. dziękuję,że mnie witasz,choć ja na Twoim blogu jestem od dawna tylko nieaktywna;bardzo interesujący blog:)

  15. Widziałem parę realzacji (na DVD) Walkirii, choć trudno mi wśród nich wskazać dobrą jazdę Walkirii. Spotkałem jednak podejście wręcz szydercze do tych postaci, one już nie są takie jak w filmie.

    Conrad? Nie fascynował mnie, choć czytałem kiedyś piękny esej (ale już nie pamiętam kogo) o „Jądrze ciemności”.

  16. i zgadzam sie z Toba i nie, ale nie mam sily tu wykladac doglebnie swych przemyslen. najbardziej z Twego komentarza zaciekawil mnie Pan Piekarski, to nazwisko rodowe mojej mamy. Moj dziadek uwielbial odtwarzac rodzinne drzewo genealogiczne i szukac poszlak pokrewienstwa. w pewnym sensie dotarl nawet na dwor pierwszych krolow Polski… kto wie, moze i ten Piekarski nalezal do tego samego rodu…

  17. Nazwisko Piekarski jest trudne do obserwacji genealogicznej, gdyż jest bardzo popularne i powszechne.

  18. Parę walkirii zupełnie nie pasujących do tematu 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: