Napisane przez: torlin | 24/06/2009

Mówią wieki

kwadrans

Powyższy napis wycięty z reklamówki.

Zaprowadziłem swoją kosiarkę do trawy do sąsiada celem naprawy, na drugi dzień spotkawszy go pytam: „No i jak znalazłeś moją kosiarkę?”. Na to on roześmiał się i odpowiedział: „jak to znalazłem! To przecież ty ją do mnie przyprowadziłeś”.

Poczułem, że młodzież nie rozumie dawnych powiedzeń. Ale ja wiem, że nie zatrzymamy rozwoju języka, słowa zmieniają – czasami diametralnie – swoje znaczenia, sposób odmiany, niektóre neologizmy giną, inne się rodzą. Język się zmienia przez wieki i na naszych oczach. Giną wyrazy i powstają nowe, zmieniają znaczenia, zawężają je i rozszerzają. I nic na to nie można poradzić. Moja babcia mówiła „kwadrans na czwartą”, moja mama “kwadrans po trzeciej”, ja “piętnaście po trzeciej”, a moje dzieci mówią “piętnasta piętnaście”. I co zrobić? Trzeba pochować stare i przyzwyczaić się do nowego. Na tym przykładzie widać, że młodzież wyrazowi “kwadrans” już wykopała grób i będzie stawiać płytę z napisem: “Tak się kiedyś mówiło”. Jesteśmy bez szans z potęgą języka, możemy najwyżej stworzyć sobie jakiś skansen. Obok „kwadransa” strasznie żal mi „stryja”, napisałem kiedyś na ten temat osobną notkę.

Kto z młodych zna wyraz “spolegliwy” jako “taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać?, a nie “taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym”? Kto zna prawidłowe znaczenie słowa “pasjonat”? Właściwie istnieje jedynie jako synonim słowa “hobbysta”. Jeszcze “oportunista” trzyma się dzielnie, chociaż coraz częściej słychać to słowo w znaczeniu “człowiek uparty, wiecznie nie zgadzający się”. A „sensat”? „Człowiek uwielbiający sensacje” czy też „przesadnie poważny, silący się na uczoność”? A jak rozumiecie słowo “dywagacje”? To są “długie, rozwlekłe rozważania, zwykle odbiegające od tematu”, czy też synonim “dłuższej wypowiedzi właśnie … na temat”?
Ale jest kilka rzeczy ogromnie mnie denerwujących:

  1. mówienie „tą dziewczynę, „tą drogę” zamiast „tę dziewczynę, „tę drogę”,
  2. nieodmienianie miesięcy, jak słyszę „dwudziesty czwarty październik” piana mi występuje na usta (kłania się Łotrpress),
  3. nadużywanie opisowego słowa „który”. Według nowej mody powinienem napisać: „Ale jest kilka rzeczy, które mnie ogromnie denerwują”, „widzę uczniów, którzy zbierają znaczki”, a przecież można: „widzę uczniów zbierających znaczki”, a są czasami ta kurioza, jak: „widzę zeszyt, który jest czerwony”.
  4. Nieumiejętność odmiany liczb, poproście znajomych, aby przeczytali na głos zdanie: „Do szkoły chodzi 265 uczniów”. Powodzenia.

W mojej rodzinie istniał wyraz, którego nie mogę spotkać w słownikach i nikt inny go nie zna. Mówię o rozdzieleniu znaczeniowym wyrazów syty i sytny. Wg mojej rodziny syty mógł być tylko ten, kto spożył posiłek (człowiek, zwierzę). Obiad mógł być tylko sytny, jak ktoś się pomylił i powiedział: “Ależ Pani zrobiła syty obiad”, moja babcia się pytała, czy zdaniem tego Pana obiad się najadł.

Ja też mam słabości, namiętnie mówię „meczy” zamiast „meczów” – tak mi lepiej brzmi. I nie mogę się przyzwyczaić, że wyraz „wszechczasów” pisze się osobno. Ale kto dziś mówi: “Muszę pozmywać statki”, „zapoznany poeta”? I mam pytanie – zagadkę – w jakim zdaniu zwrot „czwarty październik” będzie najzupełniej prawidłowy?

Advertisements

Responses

  1. witaj !!!

    mam wlasnie przerwe obiadowa(posilkowa,pauze,
    jak wolisz?) najedzony jestem(syty),leniwy

    1 i 3 powszechne

    jak i przyszlem,poszlem: tak to juz bywa!

    lasuchuje wiec dalej 😀

  2. Rysberlinie?
    To miało być „łasuchuję”?

  3. Torlinie,oczywiscie 😳

    pora nauczyc sie stawiac ,,,,,,,,,,,,

    przy a,e,l,s,c 🙂

  4. A kto jeszcze mówi „ubrać buty” albo swetr?
    A kto prócz mnie słyszał takie piękne powiedzenie; „ja byłam usiadłszy… przyszedłszy… choć ty usiadłszy płacz!”
    Tak mawiała babcia mojej sąsiadki spod Wilna. Ale ona jeszcze przędła na kołowrotku…

  5. Rysberlinie!
    To nie było żadne czepianie się, jedynie informacja. Ja sobie wyobrażam, gdybym musiał stosować niemieckie znaki nie mając zamienników, toż pisanie w blogach zamieniłoby się w koszmar, ja np. takie nazwiska jak „Hübner” czy „Brückner” mam zapisane osobno w notatniku, aby ich wiecznie nie tworzyć. Edwar i Jacobsky to wprowadzili taki „polonizator”, ale jego też trzeba pilnować.
    Nelu!
    Polszczyzna Wschodnia jest uznawana za najpiękniejszą nie tylko składniowo. Ona ma to coś, czego brakuje mi w wielu polskich tekstach. Melodii języka. Polski język ma swoją melodię, słowa muszą następować w takiej kolejności, jak „wieki” na piszącym (mówiącym) wymuszają.

  6. O, Torlinie, moją tematyke poruszyłeś:), znaczy o języku to ja czytać, gadać, pisac i słuchać lubiem:)

    TĘ notkę o stryju pamietam, z tego co się orientuję, to i w innych językach to słowo zanikło (w niem np. der Onkel wyparł der Oheim)
    Zresztą pamiętam jak się ze starych książek uczyłem niemieckiego, to formułka na zkaończenie listu (urocza zresztą) „Hochachtungsvoll” była uznawana za właściwą, teraz sam uczę, że przestarzała jest i w listach oficjalnych piszemy „Mit freundlichen Gruessen”)

    A co do denerwujących zwrotów ja nie trawię zdrobnień (te cholerne „pieniążki” choćby, brrrr!!!!!), proszę panią” i punktu drugiego z twojej notki.

    Co do stanów jedzeniowych:) to moja mama ma zwyczaj mówić, że kasza albo cokolwiek innego były/są głodne, co niemożebnie wkurza moją siostrę.

    Nelo, poprawnie to raczej „sweter”, nie „swetr”

    Pozdrówka.

  7. Słowa kwadrans jeszcze czasem używam.

    2. nieodmienianie miesięcy, jak słyszę „dwudziesty czwarty październik” piana mi występuje na usta (kłania się Łotrpress),

    Łotrpress działa według reguł, które są uproszczone 😉
    (No dobrze, przetestowałem jak brzmi w tym miejscu wyraz który.)
    Najłatwiej w ten sposób przetłumaczyć sposób określania daty z angielskiego. Da się to co prawda zrobić dobrze, ale żeby taką możliwość wprowadzić, zapewne twórcy Łotrpressa musieliby używać języka, w którym odmienia się nazwy miesięcy.

    3. nadużywanie opisowego słowa „który”.
    Nie przeszkadza mi to, chociaż przykład z komentarza do punktu 2 wydał mi się niezgrabny. Czasem w głowie układam sobie zdanie, które mówię — słowo który daje czas nad zastanowieniem się nad sformułowaniem drugiej części.

    A teraz zadanie.
    Jak każdej jesieni wychodził z parasolem na główną ulicę uzdrowiska. Mija już czwarty październik — pomyślał — odkąd spotkaliśmy się ostatni raz.

  8. Brawo PAKU – tak jest!!! I jakie piękne zdanie, dziękuję.

  9. Grzesiu!!! osłabiłeś mnie…
    Jeżeli już się czepiać, to Nelu a nie Nelo, a ten „swetr” to ja słyszałam wielokrotnie od znajomych zza Buga. Sama przenigdy bym tak nie powiedziała, tak samo, jak nigdy nie „ubierałam” sukienki, ani butów. Z lat młodości pamiętam jeszcze półbuty – tyrolki, albo meszty. Określenia dziś zupełnie niespotykane.

  10. Zatem jako skansenu dozorca protestacyję składam przeciw grobów kopaniu i tablic opisanych stawianiu! Pewno, że język, a osobliwie mowa rzeką płynąc potoczystą i nieokiełznaną co i rusz nowego czego przyniesie, stare zaś zmiecie i durny, kto by przeciw żywiołowi stawał… Przecie przyjąć nowe, nie znaczy zaraz starego grzebać! Przeciwnie: to oblig nasz, by przodków mowę potomności konserwować i przechować. Skądże bowiem oni swoich będą czerpać korzeni, jeśli naszego starania nie stanie? Tedy na to, by kapitulacyją sine bellum czynić nie masz zgody! Nie lza tak i myśleć nawet!
    Kłaniam nisko:)

  11. Nelu, „o ubieraniu sukienki” mawia moja żona i jej rodzina, a ja się wtedy pytam, w co ta sukienka ma być ubrana. Na ile się orientuję, nie jest to archaizm, tylko zwykły błąd językowy.
    Szkoda natomiast, że nie mówi się już: „wdziać ubranie” i „wzuć buty”. Zawsze mnie fascynowało bogactwo takich precyzyjnych rozróżnień w dawnej polszczyźnie. Na przykład poród nazywał się odmiennie w zależności od gatunku zwierzęcia: suka się szczeniła, kotka kociła, krowa cieliła itp. Albo to, że innych czasowników używało się w odniesieniu do ludzi, a innych do zwierząt. Pies dawniej nie jadł. On żarł. Nie umierał, lecz zdychał (a ryba zasypiała). Papuga nie mówiła, mogła tylko gadać.
    Stryj to pół biedy. Ale kto dziś pamięta, co to takiego świekra albo szurzy?

  12. Lupin – to „ubieranie” sukienki, to ze Lwowa. Ci z Wilna tak nie mawiali. A lwowiacy, nawet z tzw „dobrych domów” Z PIANINEM! tak właśnie powszechnie mówili, że o „ta joj” nie wspomnę. 😉

  13. A kto to jątrewka?

  14. Żona brata, a nawiasem to z tego i „jątrzyć” się wiedzie…:) A skoro WMPani mnie jątrwią, to ja o szurzego i dziewierza zagadnę?:)
    Kłaniam nisko:)

  15. No to ja się już lepiej przyznam, że nie tylko wzuwam i zzuwam, ale w dodatku trzewiki, sukienkę, a jakże, ubieram a kurtkę wdziewam i w dodatku cukrzę lub cukruję herbatę (to ostatnie to trochę nieprawda, bo jako namiętny herbaciarz od urodzenia pijam gorzką 😀 ) a od onegdajów i innych takich u mnie gęsto. Poza tym jeszcze niedawno miałam stryja, zmywam statki i czytuję zapoznanych poetów. W te wszystkie dziwności wyposażył mnie dom rodzinny, nawiasem mówiąc, kresowy i w dodatku w sprawach dotyczących języka purystyczny.
    Ja te wszystkie kresowe wdzięki konserwuję z wielkim pietyzmem, bo uważam je za czarujące i wzbogacające dzisiejszą polszczyznę. Ale z używaniem niektórych form w internecie miewam kłopoty, bo mój program korygujący ich nie honoruje i tak na przykład w zdaniu : ciasto, którym się właśnie opycham „samam” upiekła lub sama „żem” upiekła, wyrazy ujęte w cudzysłów są podkreślone na czerwono.
    A za „tą dziewczynę” skłonna jestem brać się do bicia! 😆

  16. Dzięki. Patrząc na godzinę komentarza można powiedzieć, że ludzie spać po nocach nie mogą 😀

  17. „szczury” – chudy, ciasny, szczupły, smukły!
    Szczury, cienki, glista, konop…
    Maluczkim a szczurym dowcipem…
    ;
    „dziewierz” – brat męża, zswagier…
    ;
    Dla jasności; zajrzałam do „Podręcznego słownika dawnej polszczyzny” Stefana Reczka.
    Kiedyś u niego zdawałam scs!!! koszmar – ale ocena „dobra”!

  18. pak4 pisze: „Najłatwiej w ten sposób przetłumaczyć sposób określania daty z angielskiego. Da się to co prawda zrobić dobrze, ale żeby taką możliwość wprowadzić, zapewne twórcy Łotrpressa musieliby używać języka, w którym odmienia się nazwy miesięcy.”

    Leniuszki albo nieuki i tyle. Najedź kursorem na zegarek w Windows i zobaczysz porawną formę – 25 czerwca 2009. Wystarczy chcieć.

  19. Nela: „to ubieranie sukienki, to ze Lwowa.”
    .
    To by się zgadzało. Matka mojej żony jest rodem ze Lwowa. Nie wiem, czy mieli pianino, ale rodzina profesorska.
    Czyli to regionalizm, ale mnie irytuje, bo sprzeczny z logiką języka, a na to jestem zawodowo wyczulony.

  20. Szurzy (nie szczury:), a czasem i szurza w nominativie to brat żony…
    Kłaniam nisko:)

  21. Język się istotnie zmienia. Część zmian uchodzi uwadze jego użytkowników. Sprawa zaczyna się komplikować w momencie gdy przeoczymy, np. przez długą nieobecność w kraju, zmianę paradygmatu poprawności. Wówczas purysta zostaje nagle postrzegany jako dziwak, zwolennik archaizmów lub po prostu ktoś, kto z niezrozumiałych powodów się czepia.

    Zdumiewające jest jednak – jak szybko zmiany mogą nabrać normatywnego charakteru.
    Zdarzyło mi się niegdyś, że po 10 latach spędzonych poza obszarem „codziennej polszczyzny” wróciłem i wziąłem udział w dyskusji. Był to koszmar. Nagle jakaś paniusia zaczęła opowiadać coś na temat relacji w rodzinie. Z jakiegoś niepojętego dla mnie powodu unikała mówienia o związkach rodzinnych i o stosunkach łączących poszczególne osoby. Relacja to dla mnie sprawozdanie. Np. relacja z podróży po Azji. Co sprawiło, że nagle spolszczone „ralations” wyparły z szybkością światła polskie odpowiedniki – czort wie. Ale nikomu to z moim wyjatkiem nie przeszkadzało.

  22. Telemach 13:12

    masz racje szybkosc zmian zdumiewa tez mnie

    i to nie tylko niszowe slangi grupowe,lecz jezyk
    „literacki” szczegolnie

    🙂

  23. Torlinie,

    jako reprezentant młodzieży musze się pochwalić, że bronię kwadransa, chociaż zdarza się, że równieśnicy proszą o przetłumaczenie z polskiego (czy może raczej: prasłowiańskiego) na nasze 🙂

    Z powyższego wynika jasno, że jestem anachronistą (nie mylić z anarchistą, jak czynią niektórzy), choć z przydaniem mi takiej łatki bywa problem, jako że słowo „anachroniczny”, samo do anachronicznych zaczyna się zaliczać 🙂

    Pozdrawiam

    Geograf

  24. Dzięki wszystkim za wpisy, pracowałem dzisiaj od 6.30 do 20 i jestem z lekka padnięty. Do jutra. Dobranoc.

  25. Lupin – Z tym pianinem, to autentyczne! Mama jednego z moich kolegów, opowiadając o kimś z dawnych znajomych powiedziała to, co zapamiętałam na długo; „ona była z porządnego domu, z pianinem”…
    Dla mnie było to dziwne, bo pianino w domu było, brat na nim grał zapamiętale, ale ja nie uważałam, że to jakieś wyróżnienie 😉

  26. No dobra,
    to czym różni się polszczyzna od włoszczyzny?

  27. Nelu, ja mam dom z pianinem, ale nikt nie gra…

  28. Obecność pianina, szczególnie w XIX wieku, była synonimem tzw. dobrego domu. Było to pokazanie, że młodzież kierowana jest również w kierunku wyższej kultury. W podobnym tonie można by powiedzieć: „w tym domu odbywały się recytacje”, lub występowała „znana pieśniarka operowa”.
    Zeenie!
    Tym samym czym gżegżółka od wężymordu 😀

  29. W moim domu, który(uwielbiam to słowo) niestety nie miał chyba żadnych tradycji, funkcjonowało, przyniesione skądś przez moją siostrę, przepiękne słowo „szoszon” na określenie, kogoś posiadającego długie włosy, które właśnie wytarł sobie po umyciu.

    Neologizm o mikrozasięgu. 😉

  30. dru: Szoszoni to szczep indiański zamieszkały (być może nadal) na północnym zachodzie USA. Czyżby to stąd?

  31. Przed wielu laty dziwiłem się, gdy babcia mówiła ZDMUCHNIJ ŚWIATŁO.
    Dziś wiem, że całe życie niemalże znała tylko światło z lampy naftowej, które się zdmuchiwało. Światło elektryczne zawitało do niej w 1967 roku, gdy miała niemalże 80 lat.

  32. A ja Sadoqu nigdy nie mogłem zrozumieć swojej Babci mówiącej (która mówiła) „ścisz gaz” zamiast „zmniejsz gaz” albo „przykręć gaz”.

  33. Sprawdzam poprawienie czasu

  34. Lupinie, i mnie ciekawi skąd ów „szoszon” się wziął. Może od odgłosu jaki wydaje wycieranie włosów ręcznikiem. 🙂

  35. Świetna notka, a komentarze pod nią równie interesujące. Pozdrawiam współpurystę. ; )

  36. Witam Cię Tg.

  37. Ponownie zresztą, znamy się już z notki o sponsoringu i od tamtego czasu wciąż uprawiam „lurkerstwo”. : )

  38. Spóźniłem się, ech te zaległości, ale dorzycę swoje:

    Był to już czwarty październik, jaki spędzał z Lolą nad morzem, ale pierwszy tak słoneczny i pogodny.

    Mogę sobie jednak teoretycznie wyobrazić inną sytuację, w której „czwarty październik” byłby poprawny. W wielu kulturach na określenie roku używa się nazwy pór roku, a więc: czwarta zima, piąta jego wiosna. Gdyby w jakiejś kulturze stosowano nazwę miesiąca jako synonim lub zastępnik słowa „rok”, to tłumacząc tekst literacki moglibyśmy użyć takiej konstrukcji.

  39. Witam Cię Jurgi w swoim blogu. Masz rację.

  40. Ja jeszcze nie lubię powiedzenia stosowanego nagminnie,które przypomniało mi sie w trakcie czytania a brzmi ono „tu i teraz” jest jeszcze kilka powiedzonek,czasami używania powiedzenia „niestety” w znaczeniu odwrotnym. A co do godzinyi tych kwadransów to myśle ze to z stosowania w „dobrych domach” jezyka Francuskiego >we Francji jeszce dzis jak pamietam uzywają terminu g.20 i 3 kwadranse dla okreslenia 9 za minut 15.
    mocno spóźniony wpis.
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: