Napisane przez: torlin | 23/07/2009

Zastrzeżony Breslau

Breslau

Zdjęcie stąd.

Dzielę się z Wami swoimi wątpliwościami, sprawami mnie bulwersującymi, często z powodu niezrozumienia motywacji, którymi kierują się ludzie w swoich działaniach. Ostatnio nie rozumiem sprawy „Breslau”.

Dla wszystkich, którzy nie wiedzą, o co chodzi. Marek Krajewski jest znakomitym autorem powieści kryminalnych, dziejących się przed wojną w niemieckim Wrocławiu (tytułowym Breslau), których bohaterem jest radca kryminalny Eberhard Mock.  Wspaniale przeprowadzona intryga, szczególnie ślicznie pokazane tło obyczajowe ówczesnego Breslau – w każdym razie Mock stał się znakiem firmowym Krajewskiego. Czytałem wszystkie jego książki i byłem zachwycony.

I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że Marek Krajewski napadł na Andrzeja Ziemiańskiego za „literackie kłusownictwo”. Andrzej Ziemiański jest również znanym autorem (chociaż nie tak znanym jak Krajewski), ale specjalizował się raczej w opowiadaniach s-f i fantasy, nigdy zaś w powieściach parakryminalnych. I raptem w listopadzie 2008 roku ukazuje się w Wydawnictwie „Fabryka Słów” książka właśnie Andrzeja Ziemiańskiego pt. „Breslau forever”, rzecz się dzieje w powojennym Wrocławiu, ale cała sprawa prowadzona przez inspektora Staszewskiego ciągnie się od lat 30. XX wieku i całe fragmenty powieści opisują przedwojenny Breslau. Marek Krajewski wyjaśnia Ziemiańskiemu, że w zarzutach: „chodzi (mu) o trzy elementy, występujące łącznie w jednej powieści A. Ziemiańskiego „Breslau forever”. Są to mianowicie: toponim „Breslau” w tytule, miejsce akcji, i dominanta fabularna, jaką jest zagadka kryminalna. Ta triada była dotąd kojarzona wyłącznie z moją twórczością. Każda z sześciu moich powieści (napisanych samodzielnie) jest kryminałem, każda (oprócz „Głowy Minotaura”) ma „Breslau” w tytule i akcja każdej z nich rozgrywa się (całkowicie lub częściowo) w niemieckim Wrocławiu. Takie wykroiłem sobie poletko literackie, oryginalnie je nazwałem i pięciokrotnie – by pozostać tym razem przy metaforyce rolniczej – zbierałem z niego raz większy, raz mniejszy plon”.

Ja potrafię zrozumieć zatroskanie autora, ale tak się głośno zastanawiam, czy wolno coś takiego zastrzec, ja nie mówię formalnie, bo to jest niemożliwe, ale moralnie. Gdyby Ziemiański użył nazwisko Mocka – to co innego. Czy ja nie mam prawa napisać kryminałka dziejącego się przed wojną we Wrocławiu i nazwać go – na przykład – „Czarna noc w Breslau”?

Marek Krajewski dalej pisze: „Nie zastrzegłem mojej triady. Nie wykupiłem patentu na podgatunek, jakim jest wrocławski retrokryminał z niemieckim toponimem „Breslau” w tytule. Nie mogłem i nie mogę zatem nikomu niczego zabronić. Proszę wybaczyć, ale nie mogę również milczeć, jeśli ktoś jednocześnie wykorzystuje trzy charakterystyczne cechy mojej twórczości, które – nie każde z osobna, podkreślam, lecz wzięte razem – kojarzą się na rynku książki wyłącznie z moją twórczością: po pierwsze – zagadka kryminalna, po drugie – miejsce akcji w przedwojennym Wrocławiu, po trzecie i najważniejsze – charakterystyczny tytuł cyklu z niemieckim toponimem „Breslau”. Wykorzystanie wszystkich tych trzech elementów łącznie w jednym utworze, bez poinformowania tego, kto uczynił z tych elementów swoją rozpoznawalną differentia specifica, odbieram z niesmakiem i nazywam literackim kłusownictwem.”.

Skutkiem tego sporu jest zastrzeżenie nazwiska bohatera książek Eberharda Mocka, jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe, ale jest irracjonalne w kontekście sporu. Dlaczego Krajewski raptem zastrzega sobie prawo do tego imienia i nazwiska? Przecież Ziemiański go nie wykorzystał. Krajewski wyjaśnia: „nazwisko „Eberhard Mock” jest zastrzeżonym znakiem towarowym na rozlicznych polach eksploatacji i nikt nie może go użyć bez mojej zgody, np. w nazwie lokalu czy hotelu. A co było tym impulsem? Pośrednio tytuł książki „Breslau forever” Andrzeja Ziemiańskiego. I za to jestem wdzięczny mojemu koledze po piórze”. A ja raptem pomyślałem sobie, że to może chodzić rzeczywiście o nazwę hotelu i tantiemy z tym związane. „Czterogwiazdkowy hotel „Eberhard Mock” zaprasza serdecznie wszystkich Gości. Tylko u nas poczujecie przedwojenną atmosferę Breslau”. A może ja jestem zbyt okrutny?

Advertisements

Responses

  1. Torlin.

    Nie jestem znawcą, praw autorskich,ale trąci to jednak plagiatem.Mimo to nikomu chyba nie mozna zabronić używania nazwy Breslau i epoki,ale już formy (kryminał),bo gdyby to byl np.romans to zupełnie co innego ale tylko zmiana nazwiska bohatera to uważam ze wykorzystywanie popularności książek zarzucającego.I to świadczy żle oZiemiańskim
    Pozdrawiam

  2. W całej rozciągłej ości zgadzam się z przedmówcą. Dla zachowania przyjaznej atmosfery, zgadzam się także z zamówcą.

  3. Drogi Zeen, no to masz köopot. Bo ja z przedmówcą się zupełnie nie zgadzam. Z paru względów:

    1. To że ktoś idzie śladami Krajewskiego po prostu go i jego rękodzieło nobilituje. Gdyby Dashiell Hammeth szarpał się t Chandlerem odebralibyśmy to jako absurdalne mimo że sytuacja jest nieomal identyczna. Gdyby Ross MacDonald musiał się wstydzić że kopiuje Chandlera – podobnie. Sytuacja jest identyczna. Miejsce, charakter gatunku literackiego i postać samotnego prywatnego detektywa. Dla Hammetha był to powód do dumy że inni idą jego śladem.

    2. Miejsca starczy dla wszystkich

    3. Prawdziwym problemem byłaby pozycja o tytule „Śmierć w Krakau”. Z Eberhardem Mockiem jako oddelegowanym w 1941 roku organizatorem policji kryminalnej w GG 😉

  4. Zdzisławie i zeenie!
    Dzięki!
    Telemachu!
    No to dałeś zagwozdkę tym punktem trzecim (mówimy o okresie, w którym to imię i nazwisko nie było zastrzeżone).

  5. Rozumiem Krajewskiego, ale (jak dla mnie) przesadził. Fakt, to co zrobił, z tytułem, ma swoje miejsce na rynku księgarskim w Polsce. Za tym idą pewne pieniądze.

    Ale:
    1) nie ma Mocka,
    2) Krajewski wyrobił sobie nazwisko, chyba bardziej niż nazwisko jego bohatera,
    3) każdy z elementów triady jest dość popularny, tu nie ma sięgania po coś dziwnego,
    4) odwołanie się do miejsca i czasu nie jest znowu takie niezwykłe.

  6. Telemachu,
    Z tą nobilitacją to trochę naciągane,bo jednak czytelnik nie wnika kto I-y a kto 2-gi.My teraz wiemy bo napisał o tym Torlin
    Ja kiedyś czytałem taki okupacyjny romans ( we Francji) bohaterka nowoczesna hrabina korzystając ze w je zamku stacjonują oficerowie niemieccy i wszyscy ja znają przewozi na rowerze meldunki konspiracyjne i tego typy przesyłki,juz nie pamiętam co jeszcze i kto jej doręcza .Nie jest to wazne tylko rzecz w tym ze w innej powieści juz typowym romansie przewożne były listy milosne i cos tam jeszcze między kochankami począwsz od rekwizytów typu rower sposób ukrycia i inne tego typy akcesoria nawet pewien typ naracji był uzywany. rezultat ksiązke okupacyjna nie dokończyłem bo uznalem ze to plagiat nie wnikałem kto z kogo.
    Pozdrawiam

  7. Ja nie wiem, o co Krajewski robi raban. Napisał świetne książki o mieście, które kocham i mieszkałam swego czasu – i znam na tyle, że „chodzę” po Szklanym Domu, gdzie odbywa sie akcja … i tak dalej.
    Co to w ogóle znaczy – zastrzec sobie prawo autorskie do… no właśnie, do czego, do pisania kryminałów o miescie Breslau czy jakimkolwiek innym mieście?
    Nie czytałam tego drugiego autora, ale naprawdę dziwię się Krajewskiemu – dobry, uznany autor powinien byc ponad takie rozgrywki…
    To komentarz na szybko, bo nadal jestem w rozbiegach .
    Dawno tu nie byłam… żałuję, niby nic nie robię, a czasu coraz mniej na wszystko

  8. Zdzisławie, jaki plagiat na litość boską? Czytałeś? Ja jeszcze nie i chyba nie przeczytam. Krajewski nie ma jednak wyłączności ani na miejsce akcji ani na gatunek literacki. Moje wątpliwości budzi użycie niemieckiej nazwy miasta w tytule, faktycznie był to znak firmowy Krajewskiego, naśladownictwo nosi znamiona marketingowego podczepienia się pod sukces kolegi – jednak potrafię wymienić przynajmniej 10 autorów kryminałów używających w tytule notorycznie skrótu LA i nikt nie wpadłby na pomysł aby posądzać ich o plagiat.
    Ja tam sobie mogę wyobrazić cały kryminalny podgatunek literacki dziejący się w Breslau – i na zdrowie autorom. Każdy z nich może być inny. Starczy dla wszystkich bez szarpaniny. Dobre zostanie.

  9. Telemachu
    Też nie czytałem i tez chyba nie przeczytam.
    Pisałem tylko o odczuciach czytelnika przyszłego.On się nie będzie zastanawiał kto, kogo naśladuje. jeżeli czytał jedną a w drugiej ma podobne rekwizyty to uzna za naśladownictwo (już nie nadużywam słowa plagiat ) a każde naśladownictwo w książkach jest „zabójcze dla książki” bo w filmie już tak nie jest inna aktorka( ładniejsza) więcej pokazuje inne dekoracje. A używanie LA to skrót który w USA (bo o to Ci chyba chodzi jest nagminny) .Ja nie oceniam ja tak po prostu uważam. autorzy przy tworzeniu powieści też posługują sie jakimś schematem.Absolutnie nie jestem krytykiem.

  10. Telemach-u
    W tej naszej rozmowie blogowej pominęliśmy najistotniejszy argument. Talent piszącego i chyba ten talent literacki roztrzygnie ostatecznie co sie czyta
    Pozdrawiam

  11. Zgadzam się z PAK-iem, Krajewski zdecydowanie przesadził.

  12. tak sie sklada, ze po raz pierwszy w 100 procentach wiem co autor mial na mysli. autor bloga. z trzech powodow:
    1. mieszkalam dziesieciolecie ponad we Wrocławiu, Vroclove, czy tam Breslau. zwal jak zwal. i kocham to miasto, ten glupi zarzut jest nie na miejscu zupelnie.
    2. czytalam wszystko Ziemianskiego i choc czasem serwuje momenty ciezkie do przebrniecia, to chetnie siegam po nastepne w znoju tworzone powiesci jego.
    3. czytalam pana Krajewskiego i choc wchodzilo przecietnie dobrze (czasem trzeba bylo popic), to po lekturze nie zostalo mi w pamieci nic procz tytulu. a raczej samego Breslau. No pamietam ze byl tez jakis Mock.

    I teraz pan Krajewski sobie zastrzega, ze Breslau tylko jego jest? Poletko literackie? ze jak ja sobie na blogu napisze, ze do Breslau jade wyjasnic tajemnice smierci mojego chau-chau i wynajmuje w tej sprawie detektywa to tez mnie zbanuje? wykorzystuje wszakze wszystkie watki. no niech ten pan nie przesadza, stracilam resztki szacunku.
    Ziemka za to bede bronic , za „Achaje”, za „Toy Wars” chociazby, za swietne postacie kobiece, za erotomanie i poczucie humoru. Krajewski na tym samym smetnym charakterze jedzie cala serie, dlatego tak sie cietrzewi.
    Jade do Breslau we srode, sprawdze atmosfere na miejscu;)

  13. Alicjo!
    Dzięki za odwiedziny. Ja zawsze będę pamiętać, że byłaś moją pierwszą komentatorką w mojej historii blogowej. Wpadaj, jesteś zawsze bardzo mile widziana.
    ShyJo!
    Krajewski i Ziemiański to byli dotychczas całkowicie różni autorzy, których nawet trudno było porównać, chociaż dla mnie – powtarzam – dla mnie – Krajewski był lepszy. Bardzo cenię w autorach umiejętność budowy tła. Mam nadzieję, że zdasz sprawozdanie z miasta Breslau. Nie byłem w tym mieście od czasów komunistycznych i słyszałem, że jest nie do poznania.
    Paku i Quake’u!
    Zgadzam się z Wami.
    Zdzisławie i Telemachu!
    To właśnie jest tak – naśladownictwo, ale nie plagiat. Co zrobiliby biedni Popiel, Rozwadowski czy Kossak, gdyby Matejko zastrzegł sobie Bitwę pod Grunwaldem na wielkim płótnie.

  14. Zdzisławie: absolutnie nie masz racji.
    1) Czy każda powieść kryminalna z detektywem amatorem, tocząca się w Londynie będzie plagiatem z Conan-Doyle’owego Sherlocka Holmesa? Bo do tego sprowadzi się postawa pana Krajewskiego, którą popierasz.
    2) Wypadałoby się przed taką wypowiedzią zapoznać z tematem. Opowiadania Ziemiańskiego czytywalem od dawna (dla mnie to on jest autorem bardziej znanym, mam na myśli współczesne jego teksty, bo tych z lat 80. nie pamiętam) i motyw Wrocławia i jego historii pojawia się od samych początków jego historii. Generalnie Wrocław i historia (również przedwojenna) to dwa główne motywy twórczości Ziemiańskiego (a także czterech innych wrocławskich autorów s-f, ba, piszących nawet wspólnie pod pseudonimem Kareta Wrocławski). Motywy zagadek kryminalnych też pojawiały się przynajmniej w co drugim utworze Ziemiańskiego. Dość logiczne, że w pewnym momencie te motywy się połączyły w całość. Dziwię się, że nie wcześniej.
    Samej powieści Breslau Forever nie czytałem w całości, ale wnioskując z zajawki (pierwszych rozdziałów), jaką opublikowała NF, to nie jest to nawet stricte kryminał, a połączenie motywu śledztwa z s-f i horrorem.

    Pan Krajewski jak dla mnie najwyraźniej śmiertelnie boi się konkurencji. A strach często powoduje agresję na oślep. Krótko mówiąc: Krajewski upadł na głowę i można go tylko wyśmiać.

  15. Jurgi!
    A ja na odwrót, znam go z dawnych lat, ostatnio nie czytałem. A tak w ogóle to zauważyłem, że nie mam czasu czegokolwiek czytać, mam stos czasopism czekających na chociaż pobieżne przejrzenie. Zaczynam odstawać.

  16. Krótko móiąc – Łódka Bols!

  17. Rozumiem jakby nazwa Breslau była fikcyjna jak np Hogwart, ktory dorobił się znaczka TM. Jak dla mnie Krajewski marzy o pozycji quasi monopolisty 😉

  18. To chyba przewrazliwienie…

  19. Torlinie (niechcący napisało mi się „Trolinie”, co mogłoby być obraźliwe, jakie te klawiaturowe literówki bywają zdradliwe…), jeśli nie czytałeś nowych rzeczy Ziemiańskiego, to polecam. Ma naprawdę doskonałem pióro i w niesztampowy sposób sięga do motywów historycznych. To w sumie zwykle bardziej historie niesamowite niż s-f. „Bomba Heisenberga” (sięgający po motyw rzeczywistości równoległych), czy „Zapach szkła” (horror zaczynający się w PRL a trwający do dziś), to znakomite kawałki.
    Jak jeszcze kupowałem miesięcznyk „Science Fiction” (=jak miałem czas czytać) to byłem na bieżąco z jego opowiadaniami, w tej chwili niestety też już nie.

  20. Torlin
    Pozwolisz,ze nie na temat,ale już mnie trochę znudził. Kto lepszy i czy plagiat czy nie. Więc nie na temat ale ,mieszczacy sie w ramach blogu.

    W ramach penetracji nie cudzysłowie, ale dosłownie przeglądam Twój blog i coraz bardziej mi sie podoba. W historii Z zaciekawieniem przeczytalem,o tych działaniach w zorganizowanej jednostce Tatarów w wojsku i o walce w obronie jednak juz nie przybranej ale faktycznie Ojczyzny.Będąc we Włoszech i pod Monte Casino na cmentarzu znalazłem kilka grobów z półksiężycem spotkałem też i gwiazdy Dawidowe.Gwiazdy uznalem za coś oczywistego żydzi byli znałem ich ,ale póksięzyc? Myślałem ze to przypadek.Zawiłe te losy i Polski i Polaków,wniosek historii trzeba sie uczyć od nowa .Nie pamiętam czy to Ty napisałeś ze II rzeczpospolita to zmierzchła przeszłość i nie bardzo Cie interesowała. ale jakie ona ma bogactwo.T nie byl tylko konflikt Polsko Ukrainki była tez współżycie.I te nazwy wojskowe typu husaria ja uważam jak najbardziej celowe nawiązują do tradycji Państwa nie darmo I dyw.Gen Maczka miała emblematy husarskie.
    I właśnie jednostki wojskowe mogą i powinny na mundurach galowych nosić emblematy formacji wojska Rzeczpospolitej bez podziału na I II czy III, tylko z jest jedna
    Ta wypowiedz kieruje też do Wachmistrza bo widać ze jest znawcą Komentarz do zmierzenia rzeki był „cycuś”
    Pozdrawiam

  21. Jurgi!
    Solennie obiecuję, że się wezmę.
    Zdzisławie!
    Dziękuję za miłe słowa. Masz we wszystkim rację. Nie, to nie ja, nie mogłem tak napisać, bo bardzo interesuje mnie II RP i z jej ekonomii pisałem pracę magisterską.
    A że już nudno? Trudno, nowa notka będzie 26.07.

  22. Torlin
    poczekamy do jutra na nowy wpis,jest czas na poczytanie innych treści w „rozdziałach”,trafiłem na Korzeniowskiego(Conrada) i tez nie należałem do Jego wielbicieli ale chętnie w pewnym okresie czytałem.I ja nie wiem czy odmiennie i „odkrywczo” widzę temat,ale tak to widzę.Niektórzy za kanwę lubienia czegos lub nie lubią brzmienie języka lub bardzo prozaicznie jak to sie sprzeda. Widział ze tworzenie w jezyku olskim spotka wiele problemów a angielski? juz wtedy był bardzo rozpowszechniony od Ameryki przez Anglię po Australię>Ważne jak myślał czy po Polsku> jak wspomniał jeden z dyskutantów,po zdobyciu Nazwiska myślał o powrocie do Polski i nie były mu obce sprawy Polskie.A w tym czasie sprawa narodowości nie była tak eksponowana jak obecnie i penie emigrując był traktowany jako obywatel zaborcy> A ja znam takich polaków którzy po pobycie w jakimś kraju nagle tracą akcent polski słownictwo i nagle Anglikami czy Amerykanami. Utrzymałem sie chyba w temacie literackim czyli w aktualnym blogu
    Pozdrawiam

  23. No proszę, a ja już myślałem, że „Głową Minotaura” Krajewski w końcu odetnie się od tytułów z użyciem Breslau. Kolejna powieść z Mockiem zapewne do tej tradycji powróci. Proponuję może „Achtung Breslau!”, choć nie wiem czy co do słówka „Achtung” nie ma jakichś zastrzeżeń ze strony zespołu U2. Mogłoby wyjść na to, że się Krajewski podczepia pod ich sukces z 1991 roku 😉

  24. Touché! 😀

    Torlinie, ekonomia II RP mówisz? To wydaje mi się bardzo ciekawy temat po przeczytaniu o tym kilku artykułów w Studiu Opinii. Bardzo ciekawy, choć z ekonomią nie mam w sumie nic wspólnego.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: