Napisane przez: torlin | 14/08/2009

Terror fundamentalistów kulinarnych

Grzegorz Russak

Na moją złość złożyły się – ku mojemu zdziwieniu – dwie rzeczy, dyskusja u Daniela Passenta na temat knajp dla palących i artykuł tytułowy w nr 32 „Newsweeka” „Kto nas truje, kto nas krzepi”, poświęcony „Pierwszemu polskiemu rankingowi kulinarnych programów TV”. Ja bardzo rzadko w tym blogu bawię się w publicystykę, ale zawsze znajdzie się ta kropla, która przeleje czarę.

Dyskusja na temat polskiej i śródziemnomorskiej kuchni toczy się od dawna, każda ze stron ma swoje argumenty za i przeciw. Zwolennicy lekkiej kuchni Południa argumentują, że jest to kuchnia bardzo zdrowa, oparta na oliwie, owocach, warzywach i rybach, że ludzie np. we Włoszech rzadko chorują na serce i na nadciśnienie. Sympatycy polskiej kuchni też mają swoje argumenty – że my nie mieszkamy na Południu, u nas jest zupełnie inny klimat, ludzie tu żyjący nie mogą żyć przy pomocy sałaty i pomidorów, im bardziej na północ, tym bardziej potrzebna jest dieta tłuszczowa i mięsna.

I  wydawało się, że obydwie strony utrzymywały jakiś kompromis, ale tendencja do wychowywania społeczeństwa zgodnie z poglądami jednej strony zaczyna brać górę. Cały artykuł jest nafaszerowany jak wołowina słoniną tekstami „hołdowanie polskiej kuchni to podstawowy błąd telewizyjnych kucharzy”, „widzowie, którzy gotują według zasad polskiej kuchni ryzykują zdrowie”, „z powodu hołdowania polskiej kuchni”. Grzegorz Russak (na zdjęciu powyżej), Prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, wielki miłośnik rolnictwa ekologicznego, dostał największe baty, w punktacji wszystko minusowe aż do -24.

Ja uważam walkę z McDonaldami, Coca Colą za słuszną, są to puste kalorie pełne cukru, ale taka napaść na polską kuchnię istniejącą w końcu od wieków uważam za terror fundamentalistów kulinarnych. Jestm najlepszym przykładem, zawsze lubiłem taką kuchnię, robię sobie jajecznicę na słoninie lub boczku i jadam tylko masło – i mam BMI 21. Bo to zależy od konkretnego osobnika, od jego predyspozycji, uprawiania przez niego sportu. Ale dla nich najpiękniejszym dniem będzie chwila, w którym zakaże się produkcji boczku, golonki i masła. (…) (ostatnie zdanie zostało usunięte na słuszny wniosek Telemacha)

Reklamy

Responses

  1. Wszystko OK, Torlinie, tylko po co to ostatnie zdanie? Psuje wszystko. (Ostatnie zdanie zostało usunięte na słuszny wniosek Komentatora – dopisek Torlina)

    Kwestia krucjaty apostołów uszczęśliwiania ludzkości na modłę własnych wyobrażeń jest kwestią ciekawą. Większość powszechnych wyobrażeń o tym co jest zdrowe a co nie – oparta jest na żenujących błędach w myśleniu i lansowanych przez działy marketingowe stereotypach. I potem biorą się nagle niewiadomo skąd miliony otyłych grubasów z cukrzycą którzy przecież odżywiali się zawsze low cholesterol & light & shugar free.

    Ale tak już będzie. Zwyciężą Jezuici od dietetycznych przesądów. Wszędzie dotąd idąc ręka w rękę z marketingiem i ignorancją zwyciężyli.

    A żywność nie może być zdrowa. Ani chora. Niebezpieczny skrót myślowy.

  2. Się nie przejmuj i rób swoje
    A gdzieś tam niech toczą boje…
    A ja palę, piję, jem
    Oraz sypiam zdrowym snem!
    O!

  3. Fundamentalizm: tak, to dobre słowo. Czy to w religii, czy w polityce, ideologii, czy – jak się okazuje – w kuchni fundamentalizm jest zwyczajnym przeniesieniem myślenia typu: „nienawidzę niebieskiego. Więc niech inni też nie noszą niebieskiego. Zabronić niebieskiego!”.

  4. Lubię sałatę 🙂

    Ale, ale, o so chodzi?

    O to, że Newsweek opublikował tekst mocno ideologiczny o programach kulinarnych? A bo to Newsweek (Polska) jest Biblią, Alfą i Omegą, czy choćby Encyklopedią Britaniką? Jest tygodnikiem funkcjonującym na pluralistycznym rynku prasy 😉 Trudno mi oceniać poziom pod jakim obecnie jest tworzony, skoro zniechęciłem się po paru pierwszych numerach, ale przysługuje mu prawo publikowania artykułów stronniczych i wywołujących polemiki. I poniekąd korzystasz, Torlinie, z takiego samego prawa. Czy od razu należy mówić o terrorze? Może nawet nie o fundamentalizmie (w fundamentalizmie chodzi o to, że wybiera się jakiś ograniczony, ale za to trwały ‚fundament’ i wszystko do niego odnosi)? Tekst jest ideologiczny i kropka. O Newsweeku jakoś świadczy, ale o terroryzmie nie bardzo…

  5. Torlin.
    Mimo że nie czytałem tego artykułu ale lubie tez smaczne potrawy.I tez lobię jajecznice na boczku.
    Na temat,rodzaju pożywienia i tendencji określiłbym jako moda która się przyjmie lub nie i tak jak wszystko za klimatyzuje się lub nie.Ja osobiście kiedyś nie lubiłem ser camembert,obecnie bardzo lubię.
    Mój syn mieszka sporo ponad 25 lat we Francji i ma bliskiego kolegę (przyjaźnią się) właściciela restauracji z 3 * (to podobno wysoka ranga tej branży przy tym tenże właściciel jest kucharzem a zajada się polską kuchnią bigos zrazy zawijane z serem i ogórkiem kiszonym no i pierogi z grzybami.Zupa grzybowa nazwana przez dzieci Jego czarna zupa jest chyba ulubiona zupa dzieci.A to wcale nie jest północ Francji dawny delfinat ,sąsiad Prowansji .Między vienne a Orange czyli raczej południe Francji. A te wszystkie azjatyckie potrawy typu suszi to raczej moda snobistyczna.
    A artykuł i wypowiedzi sa na zamówienie.
    Pozdrawiam

  6. Kochanowskiego przypomnę:
    „Polak jeden jechawszy na naukę do Włoch , nie był tam jeno przez lato, a na zimę przyjechał zaś do domu: kiedy go Ojciec pytał, czemu tak rychło przyjechał: powiedział: że mię tam przez wszytko lato trawą karmiono, tak żem się bał, żeby mi w zimie siana nie dawano.”
    Kłaniam nisko:)

  7. Telemachu!
    Nie wiem, czy zauważyłeś, ostatnie zdanie na Twój wniosek zostało usunięte. Miałeś rację, mnie czasami ogarnia gorączka polemiczna. Pod całym Twym komentarzem się podpisuję.
    Zeenie!
    O to właśnie, mam te same zasady.
    Jurgi!
    I znowu moje słowa, całkowita racja.
    PAKu!
    A z Tobą całkowicie bym się nie zgodził. Artykuł jest doskonałym przykładem presji, jaką na cały naród wywierają – być może w jak najlepszych intencjach – lekarze i publicyści związani z leczeniem chorób otyłości, nadciśnienia, cukrzycy. Mnie denerwuje ten kaznodziejski ton. Muszę przyznać, że Newsweek jest ciekawym pismem i rzadko się w nim znajdują takie teksty. Ten bardziej pasowałby do „Wprost”.
    Zdzisławie!
    Bardzo dziękuję za ten przykład. Nikt mi nie chciał wierzyć, jak napisałem, że opowiadała mi Polka mieszkająca w pewnym miasteczku w Masywie Centralnym, że na tamtejszym targu pokazały się polskie pomidory. Okazało się, że były kupowane do specjalnych potraw jako główny składnik sosów, duszenia.
    Wachmistrzu!
    Jak my się denerwujemy, to co mieli powiedzieć dawni Polacy przyzwyczajeni do dużej ilości mięsiwa, tłuszczu, a wszystkie potrawy były pieczone.
    Reasumując, chodzi o to, że nie można zapominać o szerokości geograficznej, na której żyjemy. My musimy inaczej odżywiać się niż Włosi, co wcale nie oznacza, że nie powinniśmy więcej jadać warzyw, owoców, ryb czy zieleniny.

  8. witam!!!

    szkoda ostatniego zdania!!!!!

    emocje sa sila wpisow 🙂

    uwielbiam salate!!! 😳

    ale tez dobry schabowy(nie cieniutke Winer Schnitzel) ciezkostrawny bigos i wszystko co
    jest „niezdrowe” w jedzeniu 🙄

    pozdrawiam smakoszy 😀

  9. Rysberlinie!
    To ja metodą Pana Czesia: „Mam grać?” pytam „Mam usuwać?”
    Ja też sałatę uwielbiam, szczególnie taką brązową, karbowaną. A z jedzenia wszystko lubię, aż dziw, że jestem taki szczupły. Nie jadam w ogóle czerniny i nie przepadam za jedną rzeczą właściwie od dzieciństwa – za wątróbką. Pamiętam, że za młodych lat mówiłem, że „nie cierpię” (używałem wtedy takich określeń) obok wątróbki kurczaka z nadzieniem. Dopiero później okazało się, że Mama robiła nadzienie z wątróbki. I żeby była jasność, uwielbiam kuchnię śródziemnomorską, lekką, strawną, na oliwie. Ale nikt mnie nie odsunie od krupniku na dużym kawale mięsa na pęczaku o konsystencji takiej, że jak postawię pionowo drewnianą łyżkę, to ma tak stać i nie ma prawa opaść. Podejrzewam, że nie jest to potrawa śródziemnomorska. 😀

  10. Torlin.

    Jeszcze na temat kuchni francuskiej,wbrew pozorom nie jest ona taką lekkostrawna lub jak kto woli ,mało tłuszczu,wielokrotnie przyglądałem sie przygotowaniom,bardzo dużo,masła,szczególnie do pieczystego,na bagietke z masłem kawały sera camembert, to jeden kęs,tylko to I śniadanie to faktycznie mało jedzenia, kawa ,bagietka z dzemem3.4 kęsy i do drugiego śniadania około południa.Powiedzmy obiad;jakaś przystawka na zaostrzenie apetytu(ale wczesniej pastis) póżniej np. zupa cebulowa,zjedzona sprzątniete,talerze,postawiaja jakies miesa i nic wiecej (oczywiscie na stole bagietka króluje nie krojona łamie sie ja po kawałku) bagietka wyciera sie talerz do sucha i zjada,talerz suchy,podaja salatę np. ta nasza zielona pokropiona oliwa i jeszcze czymś np. jajko na twardo poszatkowane i to razem jako danie ,po tym czasami podają jeszcze raz mieso w sosie , ikartofle,oczywiście cały czas wino na stole zwykle czerwone i w karafce lub w dzbanku woda (zwykła kranówka) w zależności od ilości osób dorosłych na obiad idzie dwa wina rozcieńczone ta kranówka.A ciekawostka kartofle traktują jako jarzyna najwyżej dwa lub 3 na talerz. i na koniec ser osobno zamyka posiłek.Główny posiłek to wieczór rózna pora ale w godz. 18- 20.

  11. Dzięki Zdzisławie!
    Czytałem kiedyś taką książkę Mireille Guiliano “Francuzki nie tyją (Sekret jedzenia dla przyjemności)” Wydawnictwa “Albatros” z 2005 roku. Autorka właśnie pisze – jeść wszystko, ale się nie przejadać. I jeść rzeczy odpowiednie do szerokości geograficznej. W Normandii i Bretanii jada się coś innego niż w Prowansji czy Langwedocji.

  12. Torlin

    Mam też rodzinę w Normandii, msz racje jedza troche inne rzeczy przedewszystkiem mule i do tego calvados lub cos kolo tego bylem tam bardzo dawno i raczyli mnie własnie tym napitkiem moc chyba okolo 70 lub wiecej procent „oczy w słup” bo mnie nie uprzedzili i tylko patrzyli czekając na reakcje.
    Ale mule pod kielich fantazja.I wyciaga sie ją nie szczypczykami lecz skorupką ( bo to obraza dla mulii.
    Pozdrawiam

  13. Przez Francję przebiega granica między Europą masła i Europą oliwy, trudno więc jej kuchnię traktować jednolicie 🙂

    (Niektórzy nawet twierdzą, że to właśnie zwyczaje kulinarne przygotowały grunt pod reformację 🙂 Że niby w rejonach ‚maślanych’ o wiele większy problem sprawiały posty (nie wolno było wówczas w poście jeść masła, podczas gdy oliwy nie ograniczano) 😀 No i masłożercy się zreformowali 😉 )

    PS.
    Kiedyś czytałem książkę pewnego brytyjskiego chemika, który wszystko uprościł — jego zdaniem wszystko jest dla ludzi (i cukier i aspartan 😉 ), a liczy się umiar we wszystkim, oraz ogólny bilans kalorii spożywanych i zużywanych.

  14. Umrzeć na chorobę, która się nazywa życie? Czemu nie?
    Niestety dla własnego dobra wymyśliliśmy społeczną opiekę zdrowotną. Od tego czasu sąsiad ma prawo, (bo płaci) zaglądać tym, który z takiej opieki i w talerz i nawet do łóżka. Kto wie czy za lat 50 nie zechce w głosowaniu powszechnym ustalić granicy wieku, do jakiej należy się współ obywatelom życie.
    Kto płaci wymaga.

    Ale ja już jestem na tyle dojrzały że mnie to nie dotyczy. Uchacha!!!

  15. witaj Torlinie! na temat boczku i bigosu mam zdanie chlodne, jako, ze urodzilam sie chyba wegetarianka (czy raczej jaroszka, bo lubie ryby i owoce morza) i cale dziecinstwo cierpialam, gdy wmuszano mi mielone kotlety, rosol i inne paskudztwa (o flaczkach nie wspomne, udalo mi sie nigdy nie sprobowac, na sam widok dostawalam torsji). przestalam jesc mieso tak szybko jak moglam. po prostu nie lubie. mieszkam w Londynie, gdzie w kazdej niemalze dzielnicy mamy do wyboru kuchnie z czterech stron swiata. i tu nikt nie kloci sie o to, czyja kuchnia lepsza. i tak kazdy pojdzie tam gdzie lubi. ja tutaj dopiero doswiadczylam bogactwa smaków. lubie lekkie wloskie slataki i pizze, lubie hinduskie curry, pelne masla, tluszczu, smietanki i egzotycznych przypraw. sushi na stale zagoscilo w moim menu, lacznie z meksykanska tortilla i francuskimi malzami w winie. ostatnio probowalam potraw afrykanskich- nie jestem fanka, musze przyznac. nade wszystko jednak uwielbiam kuchnie polska! pierogi, golabki z grzybami, zalewajke, kapusniak i barszcz, kluski na parze, czyli tzw. buchty ze smietana i jagodami! surowki do obiadu(co w UK jest niespotykane, laczyc zimne z cieplym) fasolke szparagowa z maslem i tarta bulka, ogorki malosolne zjadam kilogramami! mniam!
    jakie to smutne, ze w Polsce wszyscy wszystkich krytykuja zamiast po prostu wymieniac sie doswiadczeniami! smak to rzecz gustu, a o gustach sie nie dyskutuje… moj angielski wspolokator patrzy na mnie dziwnie gdy robie sobie na sniadanie jajecznice na cebuli. ja natomiast patrze na niego jak na wariata, gdy pakuje sobie chipsy do kanapki. i to jest freedom! kazdy ma prawo jesc co lubi, podobnie jak kazdy ma prawo do robienia w zyciu tego, co mu sie podoba, lacznie ze zmarnowaniem go. Pozdrawiam! i sorry za slowotok, ale to mi sie czesto u Ciebie, Torlinie zdarza. mam nadzieje, ze nie na stale zaprzestales odwiedzania mnie!

  16. ShyJo!
    Ja każdego dnia wchodzę do wszystkich „swoich” blogów poprzez „Sage” i u Ciebie bywam codziennie. Tak się zdarzyło, że nie miałem pomysłu na komentarz przy wpisie o blogowaniu, a rumuński pisarz mi był obcy – i tak wyszła niespodziewanie moja przerwa w życiorysie. Ale nie omieszkam na pewno…
    Widzisz, Ty masz rację, to jest oczywista oczywistość – że polecę Klasykiem. Ale temat był inny – autentyczną nagonką na pewien styl jedzenia. Wszędzie widzą ci ludzie cholesterol, złe tłuszcze, tymczasem to naprawdę zależy od czynników osobniczych – jestem tego najlepszym przykładem. Jem wprawdzie straszną ilość warzyw, bo za nimi przepadam, ale jajecznica na słoninie lub na boczku jest sprawą u mnie całkowicie normalną. I wyniki cholesterolowe mam znakomite.
    Pisz jak najwięcej.
    Edwarze!
    To, że Państwo będzie coraz bardziej ingerować w nasze życie, to jest jak 2 x 2. Ale mnie martwi narastanie fali fundamentalizmu w Polsce – dla mnie takim przykładem jest (wprawdzie tylko propozycja) – zakaz palenia we własnym samochodzie.
    PAKu!
    To jest nieprawdopodobnie ciekawa propozycja historyczna – prawdziwy powód powstania Reformacji. Ale mi się to podoba – naprawdę.

  17. rozumiem, co masz na mysli, moze nieco rozpisalam sie troche obok;) mialam na mysli, ze niech kazdy je to, na co ma ochote, w granicach rozsadku. komu i czemu ma sluzyc ta nagonka? napewno nie naszemu zdrowiu! udowodniono juz przeciez, ze czlowiek jest najzdrowszy gdy je to, co mu smakuje. ja sie czuje nieustatniie naganiana do jedzenia miesa, a wyniki krwi mam dobre i anemia mi nie grozi! cholesterolu nie sprawdzalam:) milej niedzieli!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: