Napisane przez: torlin | 26/08/2009

Słowa – “wielki twórca” – w odpowiedzi zeenowi

deep_purple_in_rock

Po raz pierwszy w historii tego blogu moją odpowiedź na konkretny komentarz robię w formie wpisu (nowej notki). Po prostu nie mogę twierdzeń zeena zostawić bez komentarza. Ja szczerze mówiąc jestem zdziwiony i sympatycznie zaskoczony, że mój komentator po raz pierwszy chyba odszedł od dowcipnych wpisów na rzecz rzeczowości.

Jeżeli chodzi o pierwsze zdanie Twojego komentarza na temat sztampy i pomieszania nie wiem, czy zauważyłeś, że wpis nie dotyczył bezpośrednio Beatlesów, a nieodpartego wrażenia wszystkich ludzi mających swoje lata i pamiętających związek Johna i Yoko, że to ona zniszczyła zespół. I ta niezmienna 40-letnia pamięć ludzi była bohaterką mojego wpisu, a zarzut jego emocjonalności pozostawiam bez komentarza.

Jeżeli chodzi o „największy zespół” – język polski stawia czasami dość duże wymagania skojarzeniowe, ja nie mówiłem, że jest on najlepszym zespołem, a największym. Żaden inny zespół, również ci wymienieni przez Ciebie, nie są wstanie zrobić listy przebojów złożonych z 50 pozycji. A taka lista może być stworzona przez każdego z nas, ja przed napisaniem tej notki sobie potrenowałem i 35 utworów słynnych na cały świat zrzuciłem z długopisu w 3 i pół minuty. Spróbuj to zrobić z jakimkolwiek innym zespołem, łącznie z Rollingstonsami, Warwick Bacharacha ma słynnych jedenaście piosenek (dla mnie), Kingsi pięć, Chłopcy z plaży też. Może większymi hiciorami byli Creedensi, których z pamięci potrafiłbym wymienić z piętnaście, ale kudy im do Bitelsów. Powtarzam, nie było większego zespołu pod względem tworzenia wspaniałych hitów znanych na cały świat.

Jeżeli chodzi o spis inspiracji – przecież ta Twoja lista jest od Sasa do lasa, ja zdaję sobie sprawę, że byli to wielcy artyści, ale napisać, że tak specyficzni wykonawcy jak James Brown i Frank Zappa byli inspiratorami muzyki Bitelsów jest olbrzymią przesadą, popełniłbym ten sam błąd, gdybym napisał, że fakt pisania piosenek przez Bitelsów dla Rolling Stonsów była potwierdzeniem inspiracji i wtórności Toczących się Kamieni. Ciekawie (przy innym temacie) o tym pisze Gazeta Wyborcza. Ja mógłbym sporo wymienić absolutnego nowatorstwa Bitelsów, ograniczę się jedynie do kilku przykładów:

–  film „Noc po ciężkim dniu” jest uznawany za pierwszy prawdziwy film muzyczny w historii kina,

– album „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band sklasyfikowany został w 2003 roku przez magazyn Rolling Stone na 1. miejscu w rankingu „500 najlepszych albumów wszech czasów”,

– muzyka hinduska, używanie nowych instrumentów, brzmień,

– jako dowcip mój – pierwsi nosili długie włosy

Nawet fan innego zespołu potrafi to docenić – pisze: „1. W muzyce zawsze szukałem czegoś nowego i zaskakującego. Wielu zespołom zdarzały się genialne utwory, kilku z nich – pojedyncze płyty (np. Santon Warriors, Kasabian czy Kula Shaker), bardzo nielicznym – kilka płyt (Led Zeppelin – 4, Pink Floyd – 5, Black Sabbath – 2 itd.). Jednak żadnemu od czasów The Beatles nie zdarzyło się, żeby wszystkie kolejne single i albumy były znakomite, kompletnie różne (każdy następny album The Prodigy jest jakby nagrany przez inny zespół), co świadczy o bezprecedensowym rozwoju. Słuchając od 10 lat ich kolejnych kawałków czuję, jakbym śledził jakąś niezwykłą opowieść, która nie wiadomo dokąd prowadzi.”. A inny pisze „Bitelsi i John Lennon to jest mega galaktyka, ich muzyka jest jak nie z tej ziemi. Każdy utwór różni się od innego – inni wykonawcy po jakimś czasie ciągle powtarzali się – muzyka The Beatles ma w sobie to coś”.

I co najważniejsze, nie są oni moim najulubieńszym zespołem, uważam bohaterów mojego wpisu za coś nadzwyczajnego, ale nie jest to muzyka, którą lubię najbardziej, mam dwa zespoły, które uważam za najważniejsze w historii muzyki młodzieżowej: Led Zeppelin i EL&P, a za najlepszą płytę wszechczasów uważam „Deep Purple in Rock” z nieśmiertelnym „Child in Time”.

Zdziwiłem się, że wymieniłeś Steve’a Winwooda, dla mnie jest on wtórny wobec Claptona. Ale powtarzam, żaden zespół w historii nie wyprodukował takiej ilości przebojów jak Wielka Czwórka.

Droga ShyJo!

Ja po raz pierwszy zrozumiałem, czym są Doorsi we współczesnym świecie, gdy siedziałem w pewnej firmie u głównej księgowej w Piotrkowie Trybunalskim, gdy przyszedł do niej jej 17-letni syn. Ponieważ mama poszła szukać jakiś dokumentów zaczęliśmy rozmawiać i jak się domyślasz powiedział, że dla niego największym zespołem są właśnie oni. Świadczy o tym również fakt olbrzymiej ilości wizyt na cmentarzu Père-Lachaise. Ja ich bardzo lubię, ale moim największym hitem jest „Riders on the Storm”. Ale też po zastanowieniu wymienię z 15 ich hiciorów i Schluß. Nie dam rady więcej.

Ale bardzo dziękuję za komentarze, dzięki Wam ten blog żyje. A moje wpisy – zeenie – zawsze będą emocjonalne, bo inaczej zawsze wyczujecie fałsz.

Reklamy

Responses

  1. …”po raz pierwszy chyba odszedł od dowcipnych wpisów na rzecz rzeczowości.”
    Torlinie tniesz rzeczywistości dowcip jako ten gorliwy pasterz trzebi kozła na capa, byka na woła, ogiera na wałacha.

  2. Myślę, że Yoko Ono była tylko impulsem, który sprowokował Johna Lennona do rozstania się z Paulem McCartneyem. Być może nawet szukał podświadomie takiego impulsu. Buntownikowi na dłuższą metę nie było po drodze z „grzecznym chłopcem śpiewającym o miłości”.

  3. Sorry ,że wkraczam nie w mój teren 😉

    ale faktycznie Yoko Ono zapisała się w pamięci jako ta, co przyczyniała się do tego ,że zespół przestał istnieć 😦 ileż to obelg pod Jej adresem nawrzucali angielscy dziennikarze muzyczni i nie tylko;)

    Do tej pory czyta się o tym w obyczajowych książkach opisujących tamte czasy , no i współczesne też 😉

    .Ja natomiast Yoko Ono zapamiętałam, a raczej moja mama jako pierwszą osobę która miała miniówę na sobie!?!….

    Zaraz po ich ślubie w TVP była jakaś migawka w ówczesnym dzienniku, jak wsiadają do samolotu !…

    ;)))

  4. Jula!
    Każdy teren jest Twój, i za każdy Twój komentarz dziękuję. Pozdrawiam – miłego dnia.
    Tes Tequ!
    Ależ oczywiście, to nie podlega dyskusji.

  5. Torlinie, witam, nie mam co komentować, bo strasznie kompletny tówj tekst, znaczy podoba mi się strasznie.
    A i dzięki za link do tekstu z „GW”, bo teraz sobie słucham dzięki tamtemu tekstowi „happy together” The Tutles, znalem, ale strasznie dawno nie słuchałem, cudowne to jest:)

    A z zespółow najważniejszych m,oim zdaniem to warto wymienić: Queen, The Doors, Betalesów oczywiście, w sumie pierwsze miejsce, z cięższej muzy Black Sabbath.

    No a z późniejszych i mrocznych klimatów i bardziej osobiście, bez Joy Division, dead can dance, The Cure i Lacrimosy to jakoś uboższe by moje życie było:)

    A już za dwa dni jadę na Lacrimosę:), I’m happy, but not togehther:), alone

    Pozdrowka.

  6. Torlinie,
    Znów odniosę się tylko do szczegółów, bo całość by zajęła zbyt dużo miejsca.
    Pisałem nie o sztampie a o stereotypach. Doskonale wiem, co było głównym wątkiem. Odniosłem się do jednego w zasadzie stwierdzenia, mógłbym przerzucać się z Tobą na takie uwagi, tylko po co? I nie czynię Ci zarzutu z emocjonalności, wręcz przeciwnie, uważam, że tekst z „temperaturą” jest ciekawszy. Przejdę do rzeczy:
    Wspomniani przeze mnie artyści byli wymieniani przez samych Beatlesów jako inspirujący. Swego czasu uważnie czytałem wszelkie wywiady i materiały dotyczące interesujących mnie solistów i zespołów, ba, wycinałem sobie z gazet np. Romana Waschko ze „Sztandaru Młodych”. Użyłeś określenia „od sasa do lasa” jako argumentu obalającego wymienioną listę inspiratorów. I tu popełniasz podwójny błąd: pierwszy, że to lista prawdziwa, drugi, że rozrzut stylistyczny artystów niczego nie dowodzi. Inspiracje czerpiemy wszyscy z wielu źródeł i niekoniecznie wiązać się muszą z kierunkiem naszych zainteresowań.
    Teraz będzie gorzej, bo przypisujesz Beatlesom nowatorstwo tam, gdzie go za diabła nie było….
    „- film „Noc po ciężkim dniu” jest uznawany za pierwszy prawdziwy film muzyczny w historii kina,”
    Przez kogo?
    Przed tym filmem było tyle innych, że aż strach, iż o nich zapomniałeś. Ograniczę się do kilku przykładów :
    Śpiewak jazzbandu – początek dźwięku w filmie i jednocześnie film muzyczny z kilkunastoma zaledwie zdaniami „mówionymi” – rok 1927
    Świat się śmieje – dla równowagi – przynajmniej na początku – musical radziecki.
    Kilka filmów z Judy Garland i Fredem Astairem – jak najbardziej muzyczne.
    Amerykanin w Paryżu, Gigi, Oklahoma, Parasolki z Cherbourga, West Side Story –
    to wszystko są filmy uznawane za muzyczne. Gdzie zatem leży nowatorstwo Beatlesów?
    Bo jeśli chodzi o filmy zawierające tzw. muzykę młodzieżową, to też nie byli pierwsi, pamiętaj choć o Presleyu.
    Jeżeli już przypisywać im zasługi w filmie, to należą się one raczej Richardowi Lesterowi….
    „- album „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band sklasyfikowany został w 2003 roku przez magazyn Rolling Stone na 1. miejscu w rankingu “500 najlepszych albumów wszech czasów”,
    Gdzie tu nowatorstwo? Chyba, że nie chodzi Ci o to, że jest na liście, a o zawartość muzyczną albumu – nowatorstwo w tym przypadku jest do uznania, gdyż to chyba pierwszy tzw. koncept album w historii rocka. Także w warstwie muzycznej skłonny jestem przyznać, że świeże dla rocka elementy tam były.
    Sprostuję rzecz jeszcze jedną: To Steve Winwood był inspiratorem Claptona nie odwrotnie!
    Szerokie zainteresowania, penetracja muzyczna Afryki, niesamowity talent kompozytorski i wokalny, świetne pomysły – to jego byli Traffic i Blind Faith – nic dziwnego, że miał wpływ na wielu. Clapton w tym czasie był najszybszą gitarą Anglii (Alvin Lee przyszedł później) i uznanym białym bluesmanem, fakt, że bardzo zdolnym i potrafiącym czerpać z różnych źródeł. Jednym z nich był właśnie Winwood. To jego styl słychać w wielu piosenkach Claptona.
    Na tym kończę, protokół podpisuję i zamykam gębę.

  7. Prezent (sympatyczny) dla zeena na zgodę.

    Ps. Ale znowu nie mogę wytrzymać z jednym zdaniem: „To Steve Winwood był inspiratorem Claptona nie odwrotnie!”
    Clapton jest po pierwsze starszy, i zawsze miał inny styl. Doskonałym przykładem na poparcie mojej tezy jest fakt nagrania płyty w 1966 roku „What’s Shakin” z sesji nagraniowej grupy The Powerhouse, skleconej przez Jacka Bruce’a z siebie, Claptona i Winwooda. Ponieważ to Bruce rządził tym towarzystwem, to zrezygnował z Winwooda, wziął Bakera i założył zespół The Cream. Do dzisiaj śmieją się, że założył zespół po linii najmniejszego oporu, gdyż cała trójka wygrała plebiscyt na najlepszego muzyka na świecie w poszczególnych instrumentach pisma „Melody Marker”. Ja mam w swoich archiwach wypowiedź Claptona na ten temat, i przyznaje się do podpatrywania Roberta Johnsona, Alberta Kinga, B. B. Kinga i Chucka Berry’ego.
    Też podpisuję protokół i daję spokój.

  8. dziekuje Torlinie za slowo dla Shyji! poczulam sie szczegolnie mile wyrozniona:)) mysle, ze jako fani dobrej muzyki doskonale sie rozumiemy;) jesli chodzi o Doorsow jeszcze, to uwazam ze absolutnie kazdy ich album jest genialny, kazdy jest inny od poprzedniego i oczywiscie „riders on the storm” to klasyka rocka. oczywiscie slowa te dyktuje mi fanatyzm muzyczny;P piekna dyskusja, Torlinie! pozdrawiam serdecznie!

  9. Ja mam jeszcze jedną piosenkę, którą strasznie lubię

  10. ale powiedz, ze w wykonaniu Jima! bo „zrobil” ja rowniez David Bowie i Marylin Manson, a oryginalnie slowa naleza jeszcze do kogos innego…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: