Napisane przez: torlin | 22/10/2009

Powstanie ze Stycznia

Wiosna_roku_1905

Są tematy, z którymi walczę w swoim umyśle od bardzo dawna, i nie daję sobie rady. Są one po prostu dla mnie zbyt trudne, zbyt skomplikowane, niejednoznaczne, a jednocześnie z ładunkiem tak strasznego smutku, że odsuwałem je zawsze na zasadzie „od siebie”. Takim problemem jest dla mnie Powstanie Styczniowe. I dzisiejsza notka jest to jednocześnie cykl moich ulubionych obrazów, walką z mitami i z cyklu „osobiste”. Mój własny umysłowy triumwirat.

Jedno z najgłupszych powstań w historii Polski, bez żadnych szans na zwycięstwo, bez jakiegokolwiek wsparcia, po katastrofie olbrzymia emigracja, zabieranie majątków szlachcie popierającej Powstanie. I prawie trzydziestoletni okres marazmu w głowach Polaków, dół psychiczny, z którego wyszło dopiero następne pokolenie. Ale w tym wszystkim jest trochę mitów. Na początek – brak jakiegokolwiek wsparcia.

Muszę przyznać, że mam kłopot z Wiki, już po raz n-ty, notki są dobrze zrobione, szczegółowo opisane i mało co można dodać.  W TYM LINKU należy przeczytać „Tło  międzynarodowe” i trzeba przyznać rację autorowi, że przywódcom Powstania udało się zainteresować sprawą Polski większość stolic europejskich i naprawdę mała brakowało, aby propozycje francuskie zostały przyjęte przez stronę rosyjską. To nie jest tak, że Polacy walczyli samotnie, bez jakiegokolwiek zainteresowania ze strony innych państw. Ale z drugiej strony trudno się im dziwić, że nie chcieli umierać „za Gdańsk”. Ja „za Porto” też nie chciałbym umierać.

Drugim mitem jest świadomość  Polaków, że Powstanie Styczniowe to jedynie szereg drobnych potyczek powstańczych. A to nieprawda, Polacy potrafili stworzyć Podziemne Państwo – anonimowe, tajne władze cieszyły się na terenach polskich powszechnym posłuchem i respektem, płacono Rządowi Narodowemu podatki, powstańcze sądy wydawały wyroki, istniała poczta i prasa, sprawnie nawet działała intendentura, powstańcy próbowali nawet stworzyć służbę zdrowia.

Teraz troszeczkę refleksji odautorskich. Pierwszą z nich jest legenda (niestety prawdziwa), że mojej rodzinie po Powstaniu odebrano majątek i moi przodkowie musieli zostać mieszczanami – inteligencją miejską. Paradoksem jest fakt, że ww. majątek z rąk cara za nieduże pieniądze wykupił przodek człowieka, którego niezmiernie cenię, darzę olbrzymią sympatią i który jest jednym z filarów demokratycznych w dzisiejszej Polsce. Ja świetnie wiem, że jest on tyle winien zaistniałej sytuacji jak ja, którego przodek głosował przeciwko Konstytucji 3 Maja.

Drugą refleksją jest smutek. Wiersze Słowackiego, proza Żeromskiego (i najstraszniejszy z najstraszniejszych – „Rozdziobią nas kruki i wrony” – po 45 latach dalej odczuwam niepokój po napisaniu tych słów”), malarstwo Grottgera.

Wolność widziałem w Warszawie
Co mówię to nie jest bajką
Pędziła po Marszałkowskiej
I wywijała nahajką.

Anonim

Jest wiele wspaniałych obrazów dotyczących Powstania, pokazuję jednak jeden z mniej znanych i co najciekawsze, mówiący nie o tym powstaniu. Ale co to w gruncie rzeczy za różnica. Na samej górze „Wiosna roku 1905” z 1906 roku z Muzeum Narodowego w Warszawie Stanisława Masłowskiego – tak, wiosna w Warszawie w Alejach Ujazdowskich. Bardzo mi się ten obraz podoba.

Nie chcę oceniać Powstania, mimo, że upłynęło 145 lat, nie umiem być obiektywny.

Advertisements

Responses

  1. Torlinie
    Reprodukcja tego obrazu przewijała się przez moje podręczniki historii już od podstawówki.

    „Ja „za Porto” też nie chciałbym umierać”
    Na to mamy NATO.

    Wiem, wiem, że niechętnie, ale jednak w razie zagrożenia Porto, Obywatel Torlin wyjdzie na ulice by wywrzeć nacisk na opieszałe Polskie władze, którym niespieszno by wypełnić obowiązek.
    😀

  2. Na ulicę Edwarze zawsze 😀

  3. Torlin: „Nie chcę oceniać Powstania, mimo, że upłynęło 145 lat, nie umiem być obiektywny.”

    Ja mam słabą pamięć, więc kiepsko pamiętam już tamte wydarzenia – stać mnie zatem na obiektywizm. 🙂

  4. Żeby oceniać powstanie trzeba by się zabawić (po amatorsku) historię kontrafaktyczną. To dopuszczana już przez wielu metoda histori eksperymentalnej (eksperyment myślowy),
    ale po co się rozpisywać. Jest Wiki

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_kontrafaktyczna

  5. Torlinie
    Nie traktuj tego, co napisze za chwile, jako twierdzeń schowanych za pytaniem. To nie będą pytania retoryczne.
    Czy Polska rzeczywiście wiele straciła skutkiem powstania styczniowego? Nie idzie mi tu o indywidualne czy rodzinne tragedie. Idzie mi o Kraj, jego gospodarczy i społeczny rozwój.
    A może wręcz zyskała? Może bez rewolucji wewnętrznej rękami obcymi przyspieszono jej (to znaczy Kongresówki) rozwój. Może niezamierzonym efektem powstania był skrywany mores, jakiego nabrała szlachta wobec reszty.
    Czy budowa kolei została znacząco zakłócona? Czy rozwój gospodarczy uległ poważnemu zahamowaniu lub deformacji?
    Czy emancypacja społeczna tych, których wtedy zwano ludem została w jakiś sposób opóźniona?
    Można z dużą pewnością powiedzieć, że nastąpiło osłabienie polskości w Zachodnich Guberniach Imperium. Ale tu pojawiają się następne pytania. Starczy.

  6. Ja to nazywam historią alternatywną i nie przypada mi do gustu sztuczny – moim zdaniem – podział nazewniczy.
    Ależ ja o tym pisałem, jest tyle samo argumentów za tak, jak i za nie. Na tak za najważniejsze uważam dwa fakty – Polacy wzięli się za pracę organiczną i dali spokój z powstaniami, efektem tego był bardzo szybki rozwój kraju, począwszy od lat 80., a po drugie szlachta skończyła z mitami XVIII-wiecznymi i zmieniła się – nazwijmy to – w inteligencję pracującą.
    Ale Edwarze – na nie można książkę napisać, poczytaj sobie wiersze Słowackiego i spojrzyj na obrazy Grottgera. To była trauma.
    Dlatego napisałem (z czego zakpił Tes Teq): „Nie chcę oceniać Powstania, mimo, że upłynęło 145 lat, nie umiem być obiektywny”.

  7. Słowacki to jednak po powstaniu nieco innym.
    Mniej więcej do śmierci Słowackiego Polska była jeszcze czymś obecnym nie tylko w świadomości zainteresowanego intelektualisty, ale w świadomości czytającego i myślącego Europejczyka.
    Powstanie styczniowe to dla mnie gest tonącego. Znikającego z świadomości współbraci w kulturze.

    Opiszę ci „rodzinną” scenę. 11 Listopada 1918 roku ustała europejska wojna domowa. Mój dziadek, że strony kądzieli jest współorganizatorem polskiego wojska we Włoszech, które potem będzie zwana Armią Hallera.
    Praca dla Ojczyzny pracą, ale chłopcy( stare byki ze stopniami oficerów I wojny) chcą rozrywki. Zwiedzają muzeum watykańskie. Wisiała tam wtedy i wisiała, kiedy ja tam byłem wersja Odsieczy Wiedeńskiej. Włoski przewodnik objaśnia grupie amerykańskich turystek, co to jest.
    – A kas to Polska? – Pytają młode panny i mężatki.
    Wyrywa się z polskiej grupy zupełnie sfrancuziały kapitan Radziwiłł obywatel Monaco, nie, dlatego że książę i Polak, ale dlatego że tylko on zna angielski ( nie znał polskiego, porozumiewali się po francusku) i nawija o 14 punktach Wilsona o Rzeczypospolitej rozebranej, ale już ubranej. A potem wskazuje na swój mundur i mundury kolegów (strawnie francuskie tylko pod pachą rogatywki)
    – To są Polacy.
    Co potem było nie wiem w szczegółach. Takich rzeczy dziadkowie w latach 50 wnukom nie opowiadali. Pamiętam tylko, że niektóre amerykanki znały francuski.

  8. Przepraszam Cię, z rozpędu pomyliłem się, ale właściwie wszystko to można sprowadzić i tak do jednego mianownika. I obraz powyższy również.

  9. Też z początku przyszło mi do łba, by się wyzłośliwić, ale zawstydziłem się. Poczekałem i dobrze: dana 1 skierował mnie na właściwe tory.
    Dzięki Wam obu.
    🙂

  10. Jest aspekt jeszcze jeden, o którem od lat się zbieram, by napisać… Otóż pomiędzy rokiem 1863 i scenami żywcem z Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony…” a latami 1918-21, gdzie mamy do czynienia z AUTENTYCZNYM ludowym zrywem w obronie Ojczyzny mamy niewiele ponad pół wieku… W dziejach narodów to ledwo chwila, a przecie gdzieś w tej chwili dokonany został trud na miarę Tytanów… Gdzieś ktoś i jakimś sposobem zdołał w zniewolonym kraju dotrzeć prawdziwie pod strzechy i przetłumaczyć kmiotkom, co w 1863 obdzierali trupy powstańców, a żywych wydawali kozakom, że jest dobro nadrzędne, za które warto nadstawić karku… Uproszczeniem tu byłoby to jednego składać Sienkiewicza, choć on tu niechybnie filarem… Ale czy by się bez powstania, a ściślej bez jego klęski wziął kto za tą na ugorze orkę?
    Kłaniam nisko:)

  11. Ja tę przemianę Polaków (mówię tylko o wieku XIX) pewnie też wiązałbym z upadkiem Powstania, acz – wydaje mi się – nie był to motyw przewodni, esencja zmian. Ja – tak w skrócie – wymieniłbym cztery podstawowe powody ww. przemian:
    1. uwłaszczenie chłopów w zaborze carskim, ale równolegle – upadek drobnych folwarków szlacheckich, które nie dając sobie rady z jej kapitalistyczną przebudową związaną z przejściem do pracy najemnej i zaopatrzenia się we własny inwentarz przed upadkiem ratowały się rabunkową wycinką lasów i parcelacją ziemi dworskiej na rzecz bogatszych chłopów.
    2. Rozwój przemysłu, powstanie pierwszych manufaktur, podkreślanie narodowości fabrykantów, i olbrzymi przepływ rezerw ludnościowych ze wsi do miasta. Ponieważ większość zatrudnionych (zresztą w strasznych warunkach) to byli Polacy, a fabrykantami byli Niemcy, Rosjanie, Żydzi i Austriacy, sprzyjało to mojemu punktowi trzeciemu i najważniejszemu. Ciężko było Polakowi – tylko ze względu na narodowość – założyć i prowadzić firmę rzemieślniczą, możliwości założenia spółdzielni, instytucji kredytowych, możliwości zdobycia kapitału.
    3. Działalność antypolska zaborców. Kulturkampf przyniósł Prusom – patrząc na to z dłuższej perspektywy – więcej szkody niż pożytku. To oni utworzyli polskie ruchy narodowo – nacjonalistyczne poprzez rugowanie języka polskiego ze szkół, urzędów, samorządu i sądownictwa, zmienianie polskich nazw geograficznych oraz imion i nazwisk osób narodowości polskiej. To przede wszystkim leżało u podstawy obudzenia się żywiołu chłopskiego pod względem narodowym. I występowało to powszechnie nawet na takich terenach, na których tego nie spodziewalibyśmy się, np. Ceynowa wśród Kaszubów, Miarka na Śląsku czy Kętrzyński na Mazurach.
    4. I wierzę – i bardzo chciałbym wierzyć – że duży wpływ na przebudzenie się świadomości narodowej Polaków miała praca organiczna (u podstaw) społeczników: zakładanie bibliotek, klas szkolnych, akcje uświadamiające, czasopisma kulturalne.
    A na koniec dodam, że ja zawsze obok Sienkiewicza stawiam Matejkę, ma on równe prawa.

  12. Cóż, chyba iście przyjdzie mi o tem szerzej popisać, tu jeno uwag kilka… Z punktem trzecin mi się zgodzić najpełniej, aliści jeśli o ofiarności tych włościan w 1920 stających prawić, to Galicja po równi z Wielką Polską stanęły, gdzie ani tego nie zaznano zjawiska, ani owych folwarczków na skutek powstania upadłych… Za to tu najpełniejsze były druku swobody, tu działał i Stojałowski i Stapiński, autentycznego tworząc ruchu ludowego. Co się Matejki tyczy, to onego wpływy by można i owszem odnieść, ale tam, gdzie go oglądać można było, a reprodukcje na wieś docierające to jednak kropla w morzu…
    Kłaniam nisko:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: