Napisane przez: torlin | 01/12/2009

Upadek ikony mojej młodości

Na moich oczach, w ciągu mojego życia, nastąpił upadek brydża. To nieważne, czy są jeszcze turnieje sportowe, czy ktoś zagra sobie partyjkę w miłym towarzystwie. W stosunku do mojej młodości nastąpił upadek jednej chyba z najważniejszych ikon moich młodych lat, należącej do celebry inteligencji, jej stylu życia. Brydż stanowił niesłychaną atrakcję szczególnie w latach 60, pozwalał na wielogodzinną rozrywkę w gronie znajomych, w miłym towarzystwie, przy jednak umysłowych zagadkach i (nawiązując do dyskusji u Pana Waldemara Kuczyńskiego) w oparach tytoniu.

Nigdy nam się nie opłacało siadać do jednego robra, grało się całą noc i zazwyczaj była nas piątka, jeden (w każdym robrze inny) był tzw. wychodzącym. Ale lenić to on się nie miał prawa, oprócz siusiu musiał podolewać trinków, zrobić potrzebującym kawy/herbaty, porobić dalej kanapki na Wielką Przerwę, wysypać popielniczki i przewietrzyć pomieszczenie (przy oczywistych protestach zebranych). Były to całe spotkania towarzyskie, wejść do takiej grupy nie było łatwo.

I dzisiaj to zabrzmi archiwalnie, ale byliśmy wtedy motorem nowoczesności w brydżu w dwóch sprawach. Pierwszy to był rodzaj zapisu. Wszyscy starsi grali wg tzw. zapisu polskiego, tzn. czyli kara za wpadkę szlemikową lub szlemową była równa premii za zrobienie. Dla młodzieży przyzwyczajonej do zapisu międzynarodowego zapis polski był beznadziejny, w nim można było bronić się bez przerwy nie ponosząc właściwie żadnych konsekwencji. Starsi zarzucali systemowi międzynarodowemu, że właściwie nie potrzeba grać, wystarczy pokazać karty, nie ma żadnego ryzyka, gdyż kary za wpadkę są tak dotkliwe i niszczące, że wszyscy boją się zaryzykować.

Toczyliśmy również bój językowy. Inteligencja przedwojenna i mieszkańcy dużych miast używali nazw: piki, kiery, kara i trefle. Tymczasem szczególnie na uczelni pojawiła się dość duża gromada ludzi mówiąca: czerwień, dzwonek, wino i żołądź. Ile ja się namęczyłem, żeby to zapamiętać, ciągle te nazwy mi się myliły, uważaliśmy to za kompletnie nienowoczesne. Zamiast być zwolennikiem staropolskich nazw „maści kolorów” ja byłem za francuszczyzną. Ot – błędy młodości.

Nikt ze znanych mi młodych nie gra w brydża, nie umie i nie chce. Mój syn grywa  w szachy, ale brydż go nie pociąga. A przecież jeszcze niedawno był to styl życia.

Reklamy

Responses

  1. Styl i zarazem snobizm pewien, choć tego akurat snobizmu bym w pozytywnym pojmował znaczeniu… Sam żem nigdy nie grywał, bom w towarzystwie wolał czas na pogwarkach i śpiewach między szklenicami przepędzać:), aliści pomnę jak za skautowskiej mej młodości żem miał w druzynie ananasów takich czterech, co to poradzili i robra założyć w przerwie w marszu, ot byle gdzie, nawet i na gościńca poboczu… 🙂 Ongi gdyśmy koleją żelazną peregrynowali to i konduktor się dosiadł na czwartego za nic mając obowiązków swoich…
    Kłaniam nisko:)

  2. Dzięki Wachmistrzu za wspomnienia, ale że nie widzę Twojego komentarza pod poprzednim moim wpisem, to zdziwionym wielce. Wydawało mi się, że utrafiłem w Twój historyczny punkt widzenia.

  3. Bom poczynał zaległości nadrabiać od tegoż końca, gdzie się Twój blog odmyka… Com miał rzec tom i dołożył; tu jedynie dodam, że to co się co roku na grunwaldowym odprawuje polach już jest poniekąd takim świętem ludowym, którego bym ani spsować pragnął jakie temu odgórne, państwowe przydając znaczenie; dysputy w komentarzach kilkudziesięciu ani mi zdrowia, ani czasu prześledzić, osobliwie, że pobieżnie przejrzawszy widzę, że owa dysputa na jaki Berdyczów już wiedzie…
    Kłaniam nisko:)

  4. P.S. Nawiasem to ilości i zapału komentujących zazdraszczam:))

  5. Wachmistrzu!
    Taka jest uroda komentarzy, są one niesterowalne, ale w tym jest cały ich urok. Po dyskusji o Berdyczowie może ona zejść na Juliusza Słowackiego lub Powstanie Listopadowe. A w sprawie wizytujących Ty też do ostatnich nie należysz 😉
    Ps. ja bym brydża snobizmem nie nazywał, może modą. Nas naprawdę interesowała gra, a ona do najgłupszych nie należy.

  6. Torlinie,
    jestem przekonany, że gdybyś grał do dziś, miał grono do brydża, z którym w miarę regularnie byś grywał, nie uważałbyś, że nastąpił upadek brydża.
    On był, jak piszesz, ikoną TWOICH młodych lat, niekoniecznie czyjichś innych. A i z tą inteligencją też bym sie miarkował, miewała liczne inne zainteresowania.
    Na początku lat ’70 uczestniczyłem w życiu grupy młodzieży grającej często w brydża. Była to zbieranina głównie uczniów szkół średnich, nielicznych studentów a o przynależności do wspomnianej warstwy mozna było mówić w przypadku niewielu z nich. Była moda, trend, się grało. Minęła moda, zmieniły się zainteresowania – się nie gra. A po tylu latach -= zmieniło się wszystko.
    A brydż wciąż taki sam 😉

  7. A ja myślałem, że chodzi o Chylińską 😉
    Co do adremu, to brydż był dla mnie zawsze jakimś potworem, który straszy liczeniem, planowaniem i dziwnymi nazwami. Co dziwne te same rzeczy wcale mnie nie odstraszają (a wręcz przeciwnie) od szachów.
    Ale coś mi się wydaje, że gdyby Torlin wykazał minimum ochoty, to i czterech – pardon – trzech, podobnych zapaleńców by znalazł. W końcu brydż to nie dinozaur i masa ludzi w to grywa…

  8. Torlin
    Pięknie ,że napisałeś o brydżu Brydż to cała epoka.U mnie w domu (rodziców) grano prawie zawsze,pamiętam jako dziecko,że z wypiekami na twarzy patrzyłem jak dorosli grali (i sie kłócili, dlaczego nie dorzuciłaś, itp.)
    Gra ta była połączona ze spotkaniami towarzyskimi ( w trakcie kolacja)Ja w wieku juz młodzieńczym jeszcze przed maturą nauczyłem się grać i wykorzystywano to niby do nauki przed maturą spotykaliśmy się i grali (grupa była liczna) niektórzy naprawdę się uczyli i mieli obowiązek mówić nam co przerobili i na co zwrócić uwagę przy powtarzaniu tematu.
    Już w dorosłych latach z okazji różnych świąt np. imienin robiło się dwa spotkania rodzinne i imieniny brydżowe.
    Towarzystwo brydżowe było liczne, mieliśmy kilka 5-ek.
    Niestety następców było coraz mniej (mimo ze moje dzieci grały ale współmałżonkowie już nie i tak już nie ma spotkań brydżowych. Tylko jeszcze stare pokolenie (ci o jeszcze żyją) grają przynajmniej raz w tygodniu.
    Ale zdarza się że w trakcie licytacji czy rozgrywki pada pytanie to jakie jest atu i ile gramy.
    Piękne czasy licytacja i rozgrywka.
    Pozdrawiam

  9. Czwórka do brydża.
    Trójka do skata
    Dwójka do szachów.
    Jedynka do komputerowego pasjansa.
    Osobista obserwacja stopniowego zaniku więzi spolecznych.

  10. w karty grać uwielbiam, w cokolwiek. z kuzynka ciupałyśmy w remika i tysiąca, mogłyśmy całymi dniami. zawsze chciałam grac w brydża, grało się u mojej ciotki w domu, ja tylko podglądałam, bo za młoda do gry byłam. tam się popijało i popalało w dużych ilościach. i zawsze było strasznie głośno. suma summarum w brydża grałam raz w życiu, strasznie mi się podobało, ale nikt ze znajomych nie umie lub nie lubi. szkoda.

  11. Torlinie drogi, błagam nie weź tego za jaką zawiść trywialną, bo jeśli mię memoryja nie zwodzi, toś chciał ongi odstąpić i sam żem Cię namawiał byś tego nie czynił… I wielcem rad temu, że Ci się tak i z Lectorami pofortunniło, a mnie racz przebaczyć melankolijną i krzynę konstatacyję faktu prostego, że Wachmistrza się czytuje, ale nie komentuje… W każdem razie komentarzy idących w dziesiątki pod notą jedną to mi się może ze trzy, czy cztery razy za rok ostatni zdarzyło…
    Kłaniam nisko:)

  12. Piękne komentarze, bardzo Wam dziękuję.
    Najpierw do wszystkich, ShyJa i Zdzisław właśnie napisali to, co ja niezdarnie usiłowałem przekazać. Gra w brydża była całą ceremonią, spotkaniem towarzyskim, wyżerką i wypitką, spotkaniem intelektualnym, że o używkach nie wspomnę. Sama myśl o spotkaniu brydżowym sprawiała już ludziom przyjemność, możliwość konwersacji, chęć rzucenia bon motem. Gospodynie piekły ciasta, robiły różne smakowitości, Gospodarz „zabezpieczał” alkohol. Grało się na specjalnych stolikach wyściełanych zielonym suknem tzw. brydżowych.
    Problemem nie jest zebranie czterech osób, bo takie to by się znalazły. Problemem jest stare powiedzenie brydżystów, że dla jednego robra nie opłaca się siadać do stołu, brydż jest grą maratończyków, trwającą wiele godzin, wtedy sprawia największą przyjemność. A dzisiaj nikt na to nie ma czasu.
    Komerski!
    To Ty jesteś? Ja Cię już wykreśliłem z Sage’u, to i nie zaglądałem. Co się z Tobą działo? Muszę do Ciebie zajrzeć, może prowadzisz dalej stany. Jesteś po prostu za młody i ominęła Cię ta epoka. Największą sławę brydż miał za czasów braku telewizji (lub ciekawych programów) i braku innych atrakcji.
    Tak Piotrusiu – masz rację. 😉
    Wachmistrzu!
    Prowadząc tak specjalistyczny blog, dając wielokrotnie bardzo długie teksty – musisz zdawać sobie sprawę, że potrzebni są Tobie zapaleńcy tacy jak Ty. A takich nie ma zbyt wielu. Ja w każdym razie czytam i staram się komentować, ale czasami nie wiadomo, co napisać.
    Zeenie!
    Nie mów, grała inteligencja, spotkania brydżowe „na roberka” były niesłychanie popularne przed wojną na przykład wśród ziemiaństwa, aptekarzy, mecenasów, księży proboszczów. Przypomnij sobie np. „Ziemię Obiecaną”, tam zapewne grano w wista, a to jest poprzednik brydża.

  13. Torlinie, żyję, żyję. Faktycznie miałem… ekhem… przerwę w pisaniu, ale już się odnalazłem. A co do wieku, to chyba brydż nie jest grą wyłącznie dla starców. Chyba jednak kwestia gustu bardziej… 🙂
    No i nadal nie wiem, czemu nie można dziś „zabezpieczać” alkoholu, namówić gospodyni na upieczenie ciasta… Rzecz w towarzystwie… A będzie wpis o szachach?:)

  14. No jak się odnalazłeś, to bardzo się cieszę, bo przepadałem za Twoimi wpisami. Wiek ma znaczenie, bo jak mówiłeś masz pomiędzy 30 i 40, a to znaczy, że w najgorszym razie wszedłeś w dorosłość w okresie powstania nowej Polski. Były już wtedy inne atrakcje, powiedzmy sobie szczerze, takie spotkania brydżowe zabijały nudę, brak właściwie jakichkolwiek rozrywek. Teraz masz tego nadmiar.
    Będzie. Tylko kto to wie – kiedy?

  15. Na szczęście minęły czasy zakłamania i obłudy. Żeby się nachlać nie trzeba umawiać się na brydża. 🙂

  16. Dobrze Tes Tequ, że dałeś uśmieszek.

  17. I jeszcze jedno Tes Tequ, moje komentarze u Ciebie są zatrzymywane z napisem „komentarz zatrzymany przez filtr antyspamowy – nie zostanie dodany”.

  18. Nie wiem jak jest teraz, chyba i teraz tak bywa… Choć rzadziej. W każdym razie, gdy byłem studentem zostałem pospiesznie do brydża (nie miałem w domu tradycji brydżowych) przyuczony, a to ze względu na problem tego czwartego w pociągu…

    Może dodam, że gra cieszyła się zrozumieniem PKP — koledzy potrafili spojrzeć pani konduktor głęboko w oczy i powiedzieć, że mają nadzieję, że nie będą musieli przerywać gry i wyciągać biletów 😀

  19. PAKu – Pyszna anegdota.
    Mój kolega – „Że też się Pani chce chodzić po pociągu w tak trywialnej i banalnej sprawie jak bilety. Są rzeczy ważniejsze.”

  20. Bodajże u Samozwaniec żem przed laty czytał humoreski o brydżystach, gdzie przy licytacji emocyje takiego sięgnęły zenity, że zawał powalił jednego z graczy. No i gdy już po wszytkiemu karetka nieszczęśnika zabrała, wśród płaczów i ogólnego przygnębienia, jeden z graczy podniósł karty owego nieboraka i z politowaniem rzekł ” I z czym też szanowny nieboszczyk licytował trzy piki?”
    Kłaniam nisko:)

  21. Brydż w pociągu miał jeszcze jedna zaletę czasami za wcześnie przyjeżdżało sie do stacji docelowej.
    Poker też miał licznych zwolenników i to nie tych zawodowców ale w tzw płotkach znałem kilku potrafili zarobić na skromne życie ( w akademikach).Do takich należał Edward Stachura w czasach KUL-owskich bo tam studiował ,a przynajmniej byl przyjęty na filologie francuską

  22. No tak, widzę, że Przedmówcy już powiedzieli chyba wszystko, co było do powiedzenia 🙂 Pozostaje mi tylko zgodzić się z komentarzem zeena (01/12/2009
    godz. 13:33).

  23. witam !!!!!!

    tez grywalem

    namietnie,dniami calymi i nocami do mleczarza

    (dzwonek po niewystawina butelke znaczyl koniec awantur i gry)

    grywam do dzisiaj czasami,ale juz bez tej namietnosci

    moda byla (za zeenem) pozostala tylko na regale
    ksiazka Seiferta „Brydz nowoczesny”
    rok wydania 1959
    naklad 20 000+250 egz (sic)

    brydzowe 8) pozdrowienia

    😀

  24. Dzięki wszystkim i polecam też nawiązanie do mojego wpisu w blogu Pana Waldemara Kuczyńskiego w wykonaniu Szczesiula
    http://kuczyn.com/2009/11/28/nowe-pole-3/#comment-87176

  25. Torlinie,
    gratuluję tematu – widzę, że to strzał w dziesiątkę!
    W serce… i w głowę 😉
    I okazja, by powspominać.
    Nawet imć Pana Wachmistrza żeś rozruszał – mimo, że w co inszego on grywał 🙂

    Tak, owe karciane imprezy przeminęły z wiatrem (czyli z wiekiem). Lekka melancholia się w człowieku ściele.
    Ale tych „oparów tytoniowych”to jakoś mi nie żal.

  26. Torlin pisze: I jeszcze jedno Tes Tequ, moje komentarze u Ciebie są zatrzymywane z napisem ‚komentarz zatrzymany przez filtr antyspamowy – nie zostanie dodany’.

    Moje też! Na przykład identyfikator „d e b t o r” – pisany razem – się nie podoba.

  27. Ach, Amicusie, wspomnienia.
    Ale z drugiej strony w życiu nie zamieniłbym dzisiejszych czasów na tamte. Zanudziłbym się na śmierć.
    Tes Tequ!
    powinni wprowadzić również filtr antyspazmowy. 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: