Napisane przez: torlin | 17/12/2009

„Zmowna” usterka i dezinformacja

Pracuję w firmie mającej bardzo dużo wspólnego z najnowszymi produktami, nazwijmy to elektryczno – elektronicznymi urządzeniami powszechnego użytku. I zauważam nasilanie się pewnego procesu, urządzenia psują się jak na komendę tuż po przekroczeniu granicy gwarancji. Żeby były to jednostkowe przykłady, czy proces powolny, ale jest to wysyp w telewizorach, empetrójkach czy czwórkach, nagrywarkach i DVD, pralkach, ekspresach do kawy, żelazkach, czajnikach, zmywarkach czy lodówkach. Jeszcze komputery i laptopy trzymają się, monitory. Wygląda to na zmowę producentów. I 1 listopada trafiłem na fascynujący artykuł we „Wprost” na ten temat, okazało się to jednak prawdą.

Ale sprawa z punktu widzenia ekonomiczno – społecznego nie jest taka prosta, jakby się na pozór wydawała. Większość tych urządzeń po dwóch do pięciu latach będzie nienowoczesna, ludzie młodzi (lub tak się czujący) będą chcieli te urządzenia zmienić na nowsze, nowocześniejsze, szczególnie że teraz wynalazki zasypują nas właściwie każdego dnia. Oczywiście inna sytuacja jest z pralką czy lodówką, inna zaś z empetrójką. Inna rzecz, że ilość elektronicznych śmieci przeraża wprost, ludzkość powinna zacząć chronić naszą planetę przed tym niekontrolowanym procesem – podstawową odpowiedzią jest jednak chyba obowiązkowy (dotyczący i producentów i klientów) recykling.

Ale co ludźmi, którzy nie są bogaci, nie chcą mieć po pięciu latach nowego telewizora, marzą (i wspominają) czasy rosyjskiej Wiatki czy czeskiego Tamata, rosyjskiego Mińska (co ja za głupoty wypisuję 😦 ) czy polskiego Polara? Może tak producenci podzieliliby produkty na pięcio- i piętnastoletnie?

Ale argumentacja ekonomiczna firm jest jednak porażająca prawdą. I co z tego, że będziemy produkować towary z piętnastoletnią gwarancją? Mamy pracowników, dostawców, firmy współpracujące i podwykonawców, my musimy bez przerwy produkować, taki jest współczesny świat. I ja ich też trochę rozumiem.

A za tym idzie oszukiwanie klientów. I znowu wspaniały artykuł, tym razem w „Przekroju”, o oszustwach (i dezinformacjach świadomych) w infoliniach szeregu firm, banków, ubezpieczycieli, a ja bym dodał i instrukcjach obsługi, umowach, zalewanie nas nowinkami, powodując chaos informacyjny (ciągłe wysyłanie do mnie informacji przez Play o taryfie 29 groszowej za minutę, z której ja … nie mam prawa skorzystać).

Ja się trochę nie dziwię ludziom starszym, że mają tego dość. Nie jestem wielbicielem poprzedniego systemu, ale tego rodzaju praktyki były natychmiast piętnowane.  I nastąpi już niedługo (a może już nastąpiła) rzecz straszna dla społeczeństwa, jego pęknięcie, na ludzi zachwyconych nowym światem i jego organizacją, i ludzi niedostosowanych, zagubionych, wykorzystywanych.

Reklamy

Responses

  1. Piszesz: „Ale co ludźmi, którzy nie są bogaci, nie chcą mieć po pięciu latach nowego telewizora, marzą (i wspominają) czasy rosyjskiej Wiatki czy czeskiego Tamata, rosyjskiego Mińska (co ja za głupoty wypisuję ) czy polskiego Polara?”

    A co z bogatymi, którzy nie chcą mieć po pięciu latach nowego telewizora?

  2. To sobie Tes Tequ wymienią moduł za cenę 3/4 nowego telewizora + koszt przyjazdu specjalisty i będą mieli stary.

  3. Hmm… czyli nadchodzi kres mojego odtwarzacza mp3, które sprezentowałam sobie na święta dwa lata temu:(
    Ciekawe, czy te ukryte wady mają tylko produkty tańsze, czy też sprzęt ze średniej i górnej półki?

  4. Torlinie, to wynika ze zmiany paradygmatu pojmowania produktu. Wielu z nas nie zdążyło się jeszcze do tego przyzwyczaić, ba większość nie ma pojęcia, że taka zmiana nastąpiła i żyje w ułudzie, że nabywając żelazko, nabywa żelazko lub że kupując aparat forograficzny dokonuje sensownej inwestycji nabywając dostosowany do swych potrzeb aparat. Ten świat odszedł niespostrzeżenie w niebyt w latach 90- tych wraz ze śmiercią tych korporacji które nie pojęły czym jest globalizacja. To co obecnie kupujemy jest złudzeniem, rodzajem iluzji wykreowanej przez speców od marketingu. Kupujemy złudzenie wyboru, prawo do korzystania (przez nader ograniczony czas) z pomysłu, rozwiązania technicznego. Pomysł jest zapakowany w opakowanie z frazesów, stereotypów, aluzji i sztucznie wygenerowanych emocji. Sam przedmiot, jego funkcjonalność i haptyczna obecność stał się dodatkiem, w zasadzie hamującym rozwój gospodarczy bo każde nabycie przedmiotu niszczy zapotrzebowanie i przeszkadza w generowaniu zysku. Dobry produkt (dla gospodarki) to taki, który ucieszy nabywcę i zepsuje się po upływie okresu gwarancji.

    Możesz spokojnie zweryfikować tę teorię obserwując np, strukturę kosztów powstania produktów. Np. w przypadku butów NIKE koszta marketingu przekroczyły już 50% ceny produktu finalnego. 30% to marża pośredników i sprzedawców, 15% to cena kosztów innych producenta (produkt design, logistyka, rozwój nowych technologii, koszty biurokracji koncernu i tym podobne). W 5% mieści się koszt robocizny i materiału.

    W produkcie finalnym mamy jedynie 5% kosztów bezpośrednio związanym z wytworzeniem produktu. Drobny, łatwy do pominięcia margines. Gdyby ludzie zgodzili się aby ubierać na nogi spoty reklamowe można by było z tych upierdliwych drobiazgów zrezygnować.

  5. Ja z rzeczy użytkowych ufam tylko mojemu szwajcarskiemu scyzorykowi. Mam go chyba ze 20 lat, noszę w kieszeni i nigdy mnie nie zawodzi. Użeranie się z psującym, byle jak wykonanym sprzętem jest dobijające. Buty markowe, które kupiłem na ostatnią podróż miały wytrzymać min 4 tys kilometrów a starły się już po 2 tysiącach. W dziurawych wróciłem do kraju. Nawet wojskowe rzeczy (np bojówki), które kiedyś były trwałe ostatnio się od razu rozsypują. Nie wiem jak oni mogą wojny prowadzić ubrani w taką tandetę.Na dokładkę nie mam serca by się użerać z producentami w ramach reklamacji. To trochę jakby się człowiek wykłócał z oszustem. Więc cierpię przez tę bylejakość.
    Pozdrawiam serdecznie

  6. Nie wiem, czy akurat zmowa… Sam przymierzam się do zakupu samochodu, w związku z czym sięgnąłem po prasę motoryzacyjną. I tam czytam podobne rzeczy. Owszem, obsługa w ASO, terminowa wymiana, przeglądy, itp. ma działać. Ale i westchnienia mechaników, typu: „Nowe mercedesy nie są już tak długowieczne jak dawne…” I obok tłumaczenie ekonomiczne — po co dawać lepszą blachę i solidniej budować samochody, skoro to oznacza koszty, a usterki pojawią się dopiero po zakończeniu gwarancji? (Drugim składnikiem ma być rosnąca komplikacja i elektronika. Nie, że części są kiepskie, ale że po prostu więcej rzeczy może się popsuć.)

  7. Nie wiem, co napisać, to Telemachu i PAKu, po prostu bardzo Wam dziękuję za komentarze. Z tym, co napisał Telemach skojarzyło mi się stwierdzenie jednego z szefów firmy związanej z komórkami, że niedługo już telefony będą miały taką ilość dodatkowych funkcji, że same rozmowy telefoniczne będą za darmo, tak jak właściwie już są same telefony.

  8. Witam Cię serdecznie Elenoir!
    Niestety, po tym co widzę, dotyczy to wszystkiego, i z górnej i z dolnej półki. Szczególnie bolesne jest to przy markowym sprzęcie.
    Cześć Kartko czyli Wojtku!
    Cieszę się, że wpadłeś. Właściwie zgadzam się z Telemachem, nastąpiła zmiana w świadomości i mentalności producentów. Albo się zgodzimy na to i przyzwyczaimy, albo odpadniemy.
    Idę do roboty.

  9. Torlinie. Co to oznacza, że albo sie zgodzimy na to i przyzwyczaimy, albo odpadniemy. Szczególnie pytam o to „odpadniemy”.

  10. Torlin pisze: Niestety, po tym co widzę, dotyczy to wszystkiego, i z górnej i z dolnej półki. Szczególnie bolesne jest to przy markowym sprzęcie.

    Markowym sprzęcie?

    Wszystko jest produkowane w tej samej fabryce przez chińskie dzieci i więźniów. Różni się tylko naklejką naklejaną w pakowalni i opakowaniem.

  11. ➡ czy jest toto sprawne czy do dupy to i tak nie ma to wiekszego znaczenia.
    rzecz jest i tak martwa ❗

  12. W uzupełnieniu do wpisu Telemacha.
    Jestem byłym koneserem sodowej, który w obecnych czasach stał sie listkiem figowym usprawiedliwiajacym istnienie przemysłu kokakolowego. Drzewiej jako konsument sodowej czułem sie równorzednym partnerem producenta. Mogłem wybierac smaki soków, rodzaj musztardówek, ba – gdy cos mi nie odpowiadalo przechodziłem do kolejnego saturatora.
    Obecnie mam pozorne uczucie większego wyboru, oraz swiadomość, że wazniejsza od indywidualnego konsumenta jest strategia firmy, wizje prezesów i ogóle rozwiazania logistyczne. Przy czym ja i sodowa jesteśmy jedynie błahym usprawiedliwieniem wizji, stratgii i planów. Łeee, az mi sie odbiło.

  13. Mąż mojej koleżanki twierdził, że do sodowej koniecznie należy zjeść świeżego ogórka.
    Odbija się po tym wprost zachwycająco 😆
    ;
    Ostatnio miałam dylemat… kupić nową maszynę do szycia, czy dać do naprawy starego Singera, wyprodukowanego przez polskiego Łucznika, na licencji. Poczytałam trochę w internecie i okazało się, że teraz wszystkie maszyny są produkowane w Chinach. Singer i Łucznik takoż. Opinie użytkowników były dla tych nowych cacek druzgocące. Udałam się więc ze staruszką do zakładu z tradycjami – naprawa i sprzedaż maszyn do szycia, gdzie już kiedyś swoją maszynę naprawiałam. Pan mi szczerze odradził zakup nowej, powiedział, że ta moja jest na oryginalnych częściach, solidna i niezawodna, po naprawie o wiele lepsza od tych nowych, których on nawet do napraw nie przyjmuje. W ogóle!
    Sensowna maszyna musi kosztować od 1500 zł wzwyż. To ja takiej nie potrzebuję, bo już nie szyję sobie sukienek i garsonek, tylko coś tam naprawiam, albo szyję proste rzeczy.
    Zresztą ta moja, kiedy ją przed latu nabywałam była aktualnie na rynku najdroższa.
    Jest już naprawiona i nie będę kupowała żadnej tandety. Maszyna ma szyć, a nie wyglądać prześlicznie. Mam ją od 1980 roku i tylko dwa razy była naprawiana. Pierwszy raz po ponad 20 latach od nabycia, a szyłam kiedyś bardzo dużo.

  14. Ja tu w robocie do 22, a tu niespodzianka – Nela w oczekujących, Noir w spamie. No więc – do roboty. Kolejno odlicz! Najpierw Panie!
    Nelu!
    Tak jest ze wszystkim, ja mam np. pralkę Whirpoola, ma chyba z 10 lat, jeszcze made in Sweden, jest niezniszczalna. A kuchnię mam 2 lata, już są problemy z zapalaniem, gaśnie mi ogień bez powodu.
    Noir!
    Chodziło mi o to, że bez względu na wiek musimy się podporządkować, kupować nowości, zmieniać bez przerwy wszystko wraz z rozwojem technologii i techniki. Jeżeli odpadniemy, to będziemy jak ci emeryci, których nie stać na pralkę, że o telewizorze nie wspomnę.
    Tes Tequ!
    Ciutkę przesadziłeś.
    Arcadiusie!
    Rzeczywiście: psy, konie, ryby i gęsi nie są produkowane w Chinach
    Piotrusiu!
    Mówisz o gruźliczance czy o syfonie?

  15. Tak właśnie jest Torlinie!
    Moja kuchenka gazowa jest z wrocławskiego Wrozametu, nazywa się ‚Ewa” i jest brązowa. Tylko taki kolor emalii w tym czasie występował we wrocławskim kombinacie. Nie ma iskrowników przy palnikach, zapala się momentalnie, nie trzeba przytrzymywać pokręteł, daje się regulować do niewiarygodnie małego płomyka we wszystkich palnikach, piekarnik z termometrem na szybie piecze wyśmienicie. Nie jest piękna, ale o wiele wygodniejsza w obsłudze od tych nowych, z bajerami. Stoi sobie bezpretensjonalnie, schowana w kąciku i nie zamienię jej na inną, bo jest po prostu najlepsza. Zrobiona w stanie wojennym – chyba stąd jej kolorek maskujący 😉
    A pralka Siemens służy mi już ponad 15 lat i nic jej jeszcze nie było! 😀
    Stary „Polar” miałam chyba równie długo i po naprawie oddałam koleżance, która jeszcze ze trzy lata w niej prała.
    Kiedyś to był ale sprzęt!!!

  16. Nelu!
    Ale to se ne vrati 😉

  17. E tam syfon, ewentualnie ten elitarny ładowany nabojami gazowymi.
    Szef kontroli jakości w znanym, międzynarodowym koncernie to najlepsza posada jak przytrafiła sie znajomemu. Przybijał pieczatki jak leci, a i tak liczba zwrotów nie przekraczala załozonego procentu. Wreszcie przyszla kryska – wysłali caly samolot bubli. Przez tydzień chodził skulony jakiś w obawie przed awanturą i zwolnieniem. Nic mu sie nie stało, gdyz koncern był ubezpieczony na taką ewentualność. Po kilku miesiacach pilności wszystko wróciło do normy.

  18. Tak, to ja odpadłam, bo nie gonię i jest mi z tym dobrze ;D

    -Staram się usprawniać na tyle i dostosowuje stary sprzęt by działał i tak się dzieje !..

    -Co do tej elektroniki, to pamiętam jak kolega odwoził nas jakimś nowoczesnym amerykańskim wozem nad morze Bałtyckie i gdzieś w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego (ta elektronika padła) nikt z mechaników nie miał pojęcia jak to naprawić, tak musiał być odholowany do dealera, gdzie zostały wymienione podzespoły.

    -Co do modnej coli i innych tego rodzaju płynów to nie lubię, ja z przyjemnością wróciłam do klasycznych soczków domowej roboty 😉

    – Natomiast tęsknie do pełnoziarnistej kawy , takiej mielonej , tęsknię do tego zapachu i ciągle mam wrażenie ,że te liczne „kawy” w sprzedaży detalicznej to nie są prawdziwe kawy… ;(

  19. Dzięki, Julu, każdy z nas nosi jakieś obrazy, zapachy, wspomnienia z dzieciństwa. Mnie na przykład „prześladuje” zapach razowego chleba, po który wysyłała mnie ciotka na wakacjach na Suwalszczyźnie do sąsiedniej wsi drogą przez las. dawniej wszystko było bardziej naturalne.
    Ps. Oczywiście po chleb, a nie po zapach 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: