Napisane przez: torlin | 20/12/2009

Miasta Wyklęte

Ja świetnie wiem, że Polacy „śladami” uwielbiają jeździć dwiema trasami: bohaterów literackich, prawdziwych i zmyślonych oraz po ziemiach wiktorii Wojska Rzeczypospolitej. Nie ma to jak pojechać do Kamieńca Podolskiego, poszukać wałów Chreptiowa czy przedrzeć się przez granicę Republiki Naddniestrzańskiej, aby zobaczyć Raszków lub ujście Jahorlika do Dniestru, najdalej na południe wysunięty punkt I Rzeczypospolitej (przez wiele lat rzeczka ta stanowiła granicę polsko – turecką). Pojechać śladami Mickiewicza, Słowackiego, „Nad Niemnem”.

Ale zastanawia mnie, czy turyści pojadą do Miast Wyklętych, czy sama nazwa nie odstręcza od wizyty, „moja noga nigdy w tym mieście nie postanie”. Ja nie mówię tylko o przegranych bitwach: odwiedzaniu wsi Piławce, o szukaniu wsi Kożmin i pojechaniu do Korsunia. Bo to jest śmieszne. Ja mówię o rzeczach strasznych, będących cierniem w naszej duszy. Mnie się ciągle wydaje, że są nazwy, które my wyrzucamy z pamięci współczesnej, a pamiętamy jedynie sprawy historyczne.

Takim miejscem geograficznym wyklętym turystycznie jest wieś Targowica. Ona w świadomości polskich podróżników nie istnieje, nikt nie chce zobaczyć, jak wyglądało miejsce zdrady tysiąclecia. Wprawdzie tam nie ma nic ciekawego, ale w Raszkowie też nie ma, i do tego nie można przedostać się przez granicę, trzeba cudy wyprawiać (mówię o granicy ukraińsko – naddniestrzańskiej). Przekopałem Internet i znalazłem jedno (słownie jedno) sprawozdanie ze współczesnej Targowicy ( nie mówię o Targowicy nad Styrem niedaleko Łucka, bo to jest Wołyń i temu jest poświęcona cała fascynująca domena ).

Tymczasem ta Targowica to jest Ukraina Naddnieprzańska, a więc ani Podole, ani Wołyń. I do tego jednego opisu nie można się dostać, pdf sygnalizuje mi błąd, musiałem wejść przez HTML. A mówimy o stronach Gazety Kleczewskiej – nawet linku nie umiem dać.

„Targowica leży jeszcze 45 kilometrów na wschód od Humania. Jest to duża, ludna wieś (2,5 tys. – dop. wł.) o przeszło 650 – letniej tradycji. Mieszkańcy żyją spokojnie w jednakowych, szarych domkach, krytych eternitem. W środku wsi na dość znacznym kopczyku posadowiony został niedawno pomnikowy Kozak. Ogromny mężczyzna podparty na szabli, z wygoloną głową ozdobioną charakterystycznym czubem, z marsowym obliczem lustruje biegnącą obok przelotową szosę… Ma on chyba(?) prezentować siłę ludu ukraińskiego, dodawać otuchy mieszkańcom Targowicy – może właśnie przed polskimi, demonicznymi zaszłościami historii. Jednak polskie akcenty pokutują w tej historycznej miejscowości bez przeszkód: wstąpiliśmy do malutkiego budynku, który okazał się być urzędem pocztowym. A tam jak u nas: proszki do prania, kosmetyki– w większości polskie”. W 2002 roku otwarto ten właśnie pomnik Kozak – obrońcy Ojczyzny „- ukraiński zbiorowy obraz rycerza, odważnego, honorowego, bezgranicznie wiernego ziemi ojczystej (patrz zdjęcie). Ale jak byście nasunęli myszkę na oryginalne zdjęcie, to się Wam by ukazał oryginalny podpis pod zdjęciem „Сірко в Торг.” (ja nie mogłem, bo mój Corel „nie czyta” języka ukraińskiego). A to paskudy Ukraińcy, robią sobie szutki. Pomnik niby jest zbiorowy, a tymczasem naprawdę (w zbiorowej świadomości) jest to pomnik Iwana Sirko, a zapoznaliśmy się z nim w moim blogu – to on właśnie pisał słynny List do Sułtana. Bo on go pisał właśnie w Targowicy.

Żeby się dostać do Targowicy trzeba przejechać przez Humań. Następna nazwa kojarząca się przeciętnemu Polakowi z Apokalipsą. Do Humania też nie pojechałby pies z kulawą nogą, gdyby nie Park „Zofiówka”. Pisze facet z Kleczewa: „Park ma, bagatela, 164 hektary i został założony 213 lat temu na polecenie owego Szczęsnego Potockiego, aby umilić życie jego trzeciej żonie, pięknej Greczynce o imieniu Sofia. Mieli nasi magnaci gest, pozbawieni natomiast byli skrupułów. W parku są piękne alejki, romantyczne domki a nawet podziemna, wodna trasa, którą można pokonać specjalnymi łodziami. Jedyny nasz, polski akcent, jaki zachował się tam do naszych czasów, to piękna sentencja wyryta na skale, którą cytuję w całości:

„Strać tutaj pamięć nieszczęść i przyjm szczęścia wieszcze. A jeśliś jest szczęśliwym, bądź szczęśliwszym jeszcze””.

Zakochany był Potocki że hej, ale trudno mu się dziwić, uznawano Zofię za najpiękniejszą kobietę Europy, przeczytajcie o niej notkę w Wiki, jak to się przechodzi od sprzedanej kurtyzany do kochanki Ludwika XVIII i księcia Potomkina. Ale nam Humań kojarzy się do dzisiaj z nieludzkim bestialstwem i wydaje mi się, że gdyby nie Park, to kot z kulawą nogą by do tego miasta nie wjechał turystycznie. Sama nazwa odstrasza. Wołyń (od rzezi wołyńskiej) na szczęście jest zbyt ogólną nazwą.

Wolę pojechać poszukać Kłuszyna. W końcu w Kłuszynie urodził się Jurij Gagarin 😀

Advertisements

Responses

  1. Torlinie, może to trochę nie ma temat, ale powiem ci, że mnie śmieszy, a nawet trochę razi, zapał, z jakim polscy turyści szukają za granicą NASZYCH pamiątek, choćby najskromniejszych. Mnie na takiej Ukrainie znacznie bardziej fascynuje to, co tam jest ukraińskiego, nawet wtórnie ukraińskiego. Takie współczesne przejawy budowania świadomości narodowej, jak pomnik Kozaka ze zdjęcia, interesują mnie bardziej niż, powiedzmy, zdewastowany, były kościół katolicki czy groby z polskimi napisami na cmentarzu, nie mówiąc już o miejscach czysto symbolicznych, jak właśnie Targowica czy Cecora, gdzie nawet nie ma co oglądać.
    Nawiasem mówiąc, nie ma i zdaje się nigdy nie było miejscowości Koźmin. Wojska Jana Olbrachta poniosły klęskę w Lasach Koźmińskich na południe od dzisiejszych Czerniowiec. A i sama klęska była druzgocąca tylko w legendzie. Pospolite ruszenie wpadło w panikę, ale regularne oddziały królewskie opanowały sytuację.

  2. Drogi Pawle!
    Paradoksalnie masz rację, i jej nie masz. Bo w generaliach ja się z Tobą zgadzam i nigdy w życiu nie przeprowadzałem wyprawy „śladami”. Ale rozumiem ludzi chcących zobaczyć na własne oczy miejsca opisywane w „Panu Wołodyjowskim” czy „Nad Niemnem”. Przecież to jest szaleństwo ogólnoświatowe, że jedynie Bloomsday wspomnę i najnowszy „Kod” naszego Leonarda.
    A pragnę zauważyć, że jest to przy okazji świetna zabawa, dotrzeć do miejsca, o którym się jedynie słyszało, ale jak tam dotrzeć? Kiedyś próbowałem znaleźć głazowisko „Bachanowo” na Suwalszczyźnie. W Wiedniu łaziłem za projektami Hundertwassera.
    Chciałbym zobaczyć ruiny Okopów Świętej Trójcy
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Okopy_%C5%9Awi%C4%99tej_Tr%C3%B3jcy, a w ogóle z chęcią bym się przejechał wzdłuż całego Dniestru, ale z powodów politycznych jest to teraz niemożliwe.
    Ps. A Koźmin jest
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%BAmin_%28Ukraina%29

  3. Torlinie, to nie jest kwestia racji lub jej braku. Ktoś tak lubi – jego sprawa. Mnie jeżdżenie jakimiś „śladami” nie fascynuje.
    Chodziło mi zresztą o coś trochę innego: o polonocentryzm polskich turystów, który odbieram jako coś mało sympatycznego. Zamiast ciekawości innego narodu i jego kultury – poszukiwanie śladów polskości. Podejrzewam, że niejeden z takich ludzi patrzy zarazem krzywym okiem na Niemców, którzy to samo robią na Śląsku czy Mazurach.
    Zaś co do Koźmina – jeśli istnieje, to musi być bardzo małym przysiółkiem albo zmienił nazwę. Zanim napisałem, co napisałem, z czystej ciekawości siedziałem dłuższą chwilę nad mapą obwodu czerniowieckiego 1 : 200 000. Nie ma go tam. Nie znalazłem go również w ukraińskim internecie.

  4. Ja jakoś tak tego nie odbieram, dla mnie to jest to samo, co przejście śladami Hannibala przez Alpy, będąc w Tanganice poszukać śladów wioski murzyńskiej Udżidżi koło Kigomy, będącej świadkiem spotkania Davida Livingstone’a z Henrym Stanley’em czy poszukanie Sarmisegetuzy. Dla mnie najważniejsze, że ludziom się chce, przygotować się, pojechać, poszukać, nie leżą plackiem przy hotelu przy basenie. A i rozwija to znakomicie. Oczywiście nie można przesadzać, szukanie Somosierry będąc w Hiszpanii uważam za żenadę.
    Teraz jeżeli chodzi o Koźmin, w polskiej Wiki (adres powyżej) znajdujesz po lewej stronie wersję ukraińską
    http://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%B0%D0%BB%D1%8F_%D0%9A%D1%83%D0%B7%D1%8C%D0%BC%D0%B8%D0%BD%D0%B0,
    następnie kopiujesz współrzędne geograficzne
    48°9′50″ пн. ш. 26°1′30″ сх. д.,
    likwidujesz bukwy
    48°9′50″ 26°1′30″
    i to wklejasz w „Przeszukaj mapy” w:
    http://maps.google.pl/
    Pokrętłem myszy sobie możesz przybliżać i oddalać. Jak widzisz jest, i w ukraińskiej Wiki, i na mapie.
    Pozdrowienia

  5. No rzeczywiście, jest. Widziałem na mojej mapie miejscowość Wala Kuźmina, ale skojarzyło mi się to z jakąś bohaterką Walą, od której nazwano wieś zgodnie z sowieckim zwyczajem (Wala, czyli Walentina Kuźmina to całkiem pospolite nazwisko rosyjskie). Nie przyszło mi do głowy, że to rumuńskie Valea Cosmin. Istnieje więc potok (w spolszczeniu) Koźmin i wieś Dolina Koźmina, której jednak w XV wieku raczej nie było. Wtedy była tam tylko droga biegnąca leśną ciaśniną, na której Mołdawianie zastawili zasadzkę.
    Somosierrę akurat chętnie bym odwiedził, ale ze względu na moje zainteresowania historią wojen, a nie ze względu na polską legendę tego miejsca.
    A w Sarmisegetuzie byłem. Nawet w dwoch różnych.

  6. Sarmisegetuza – mam pomysł na notkę. ®

  7. To ciekawe, że mimo krwawych walk z oddziałami polskimi wchodzącymi w skład armii Napoleona cieszymy się w Hiszpanii szacunkiem i uznaniem czego nie można powiedzieć o Francuzach, których Hiszpanie traktują raczej pogardliwie. Miłkowski i Machcewicz w „Historii Hiszpanii” piszą: „W kampanii hiszpańskiej [Napoleona] brały też udział oddziały polskie: 4 pułki Legii Nadwiślańskiej pod dowództwem gen Józefa Chłopickiego, 3 pułki piechoty Księstwa Warszawskiego oraz pułk szwoleżerów włączony do Gwardii Cesarskiej. [ …] 30 listopada 1808 roku brawurowa szarża polskich szwoleżerów dowodzonych przez Jana Kozietulskiego przełamała pozycje hiszpańskie w wąwozie Samosierry w górach Guadarrama i otworzyła [Napoleonowi] drogę do Madrytu. […] Polskie oddziały uczestniczyły też w zwycięskiej bitwie pod Tudelą na prawym brzegu Ebro. […] Postępy wojsk francuskich hamowała zacięta, wielomiesięczna obrona Saragossy(w jej oblężeniu brały udział pułki nadwiślańskie) i Gerony, bez których opanowania Francuzi nie mogli ustanowić swej kontroli nad Aragonią i Katalonią. Mimo heroicznej obrony (dowodzący nimi Alvarez de Castro i Palafox stali się od razu hiszpańskimi bohaterami narodowymi) oba miasta zostały zdobyte w 1809 roku”. Przez miejsce upamiętniające obronę Saragossy wchodziłem z Carlo i jego kumplem(kompani w wędrówce) do miasta i wcale nie mieli do mnie żalu o stare dzieje.

    No ale nie zawsze było na noże. Blisko 20 lat później w trakcie wojny karlistowskiej „po stronie rządu walczył dziesięciotysięczny korpus złożony z angielskich ochotników […] jak również kilkutysięczna, przetransportowna z Algieru, francuska Legia Cudzoziemska. W jej składzie znajdował się 600 osobowy batalion polski, złożony z emigrantów – powstańców listopadowych. […]. Z sił tych utworzono odrębny polski pułk ułanów, który wyróżnił się w licznych starciach, poniósł ciężkie straty w bitwach pod Huesca i Barbastro. Ułanów włączono w skład armii hiszpańskiej gdzie służyli do końca wojny a po jej zakończeniu wchodzili w skład pułku Lusitania stacjonującego w Madrycie i pełniącego służbę w Pałacu Królewskim”. Moim zdaniem lepszej emerytury najemny żołnierz nie mógł już sobie wysłużyć. Państwowa robota, bary i pełne temperamentu dziwki – to prawdziwa Floryda dla kombatantów listopadowej klęski.
    Pozdrawiam

  8. „To ciekawe, że mimo krwawych walk z oddziałami polskimi wchodzącymi w skład armii Napoleona cieszymy się w Hiszpanii szacunkiem i uznaniem czego nie można powiedzieć o Francuzach, których Hiszpanie traktują raczej pogardliwie.”
    .
    Pewnie dlatego, że my dla współczesnych Hiszpanów wciąż jeszcze jesteśmy czymś egzotycznym, a Francuzów od zawsze znają jak zły szeląg.

  9. Myślę Pawle, że mają wiele sentymentu dla nas również z okresu wojny domowej i naszego udziału w Brygadach Międzynarodowych. Jeden z bardziej znanych sevillskich śpiewaków flamenco przyjął z tego powodu nawet przydomek artystyczny „El Polacco”. Z czystym sercem mogę na podstawie swoich doświadczeń, że mamy tam dobrą opinię. Polska nowa emigracja jest lubiana i oceniana jako serdeczna, solidna i pracowita. Również Polacy, których tam spotkałem sprawiali wrażenie zadowolonych z życia.
    Pozdrawiam

  10. A z Hiszpanią w temacie notki kojarzy mi się Guernica. Czy ktoś jeździ do niej tylko z powodu nalotów, zobaczyć most na rzece Oka?

  11. Tobie Gospodarzu i Wam czytajacym i piszacym

    Pogodnych Swiatecznych Dni i Pomyslnosci w 2010 !

    🙂 😀 😆

  12. Byłem w Guernice ale muszę Ci powiedzieć Torlinie, że mam nie najlepsze wrażenia. Bardzo się nastawiłem, nawet skróciłem pobyt w atrakcyjnym Bilbao/Bilbo żeby nasycić się Guerniki klimatem i napisać jakiś fajny tekst. Tyle tylko, że schronisko z pozoru otwarte – brak jakiejkolwiek informacji o zamknięciu – okazało się zamknięte. Zanim się o tym dowiedziałem zdążyłem stracić kilka godzin na łażenie i rozpytywanie. Więc ani baskijskiego świętego dębu nie zobaczyłem ani innych miejsc pamięci. Tyle, że się napiłem piwa i napatrzyłem na starych basków w beretach. Potem musiałem grzać piechotą pod górę chyba z 10 kilometrów do wiochy z najbliższym schroniskiem. Tak więc wyszło trochę jak na Ukrainie.
    Pozdrawiam

  13. Nie byłem.
    A z Hiszpanii JA CHCĘ DO TORLI!!!!!

  14. To ja już wiem gdzie jest Twoja Torla. To niedaleko Jaca od którego rozpocząłem w 2004 roku moje pierwsze camino (od Jaca drogą aragońską do Pamplony wzdłuż Pireneji a potem camino francuskim. Jaca też jest bardzo pięknym warownym miasteczkiem.
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: