Napisane przez: torlin | 27/12/2009

Wigilia, opłatek, życzenia

Zdjęcie stąd

Ostatnio w blogu Pana Kuczyńskiego odbyła się olbrzymia dyskusja na temat Wigilii. Właściwie wszyscy byli zgodni, że ten dzień w Polsce, na Litwie i na Słowacji wyróżnia się w Europie, że właściwie nigdzie nie cieszy się taką estymą, wręcz kultowością. Można to oczywiście tłumaczyć religijnością naszego narodu, ale ja od dawna zastanawiam się nad własnym stosunkiem do tego Naszego Święta.

To jest mimo wszystko zastanawiające. Mawar tłumaczy to podskórną moją religijnością, ja kulturowością, że należy to do polskich zwyczajów i ja się temu podporządkowuję. Ale to jest wszystko za mało, to nie tłumaczy mojej emocjonalności, to musi być coś więcej. Dlaczego ja zareagowałem taką złością i oburzeniem, jak hierarchowie zezwolili na jedzenie mięsa podczas Wigilii, dlaczego ja powiedziałem rodzinie, że mięso na stole wigilijnym będzie po moim trupie. Dlaczego dzielenie się opłatkiem, potrawy wigilijne, atmosfera Świąt, choinki, przebranego Mikołaja dla dzieci, eleganckie ubranie, biały obrus, prezenty, są dla mnie tak ważne. Skoro nie jestem wierzący, to czym dla mnie jest opłatek. Osoba wierząca odpowiada sobie na to pytanie bez trudu, a co ja mam powiedzieć? Co dla mnie symbolizuje opłatek?

Ja mam podejrzenia, że Wigilia jest dla mnie Świętem Mojej Rodziny, dniem, w którym czujemy wzajemny związek, uczucia nas wiążące, a opłatek jest jakby potwierdzeniem więzów łączących poszczególne osoby. Ja bardzo starałem się (staraliśmy się z żoną), aby nasze dzieci się kochały (spełniło się), jestem bardzo szczęśliwy, że moja córka z synową są wielkimi przyjaciółkami. Mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu – może z dalszą, bo z najbliższą na szczęście się to w moim przypadku nie sprawdza.

PS. Moja dwuletnia wnuczka Ola, córka w końcu inżyniera projektującego silniki odrzutowe, pokazuje swoje zainteresowania na co dzień w zabawie, istnieją tylko lokomotywy (ciuch – ciuch), samochody (brum – brum) i samoloty. Z klocków buduje się jedynie garaże, drogi i tory kolejowe, a misio i lala są dobre tylko wtedy, jak się mieszczą w lokomotywie. Mamy zabawę niesamowitą.

Advertisements

Responses

  1. I ja z życzeniami przybieżałam – cieszcie się sobą!
    Ale ciesz się i osobno;)

  2. 😯 Co jest religijnego w postnych potrawach, choince i eleganckim ubraniu na Wigilii? 😯

    (No dobrze, emoty zdumienia są trochę na wyrost, bo tak się zwykle religijność ujmuje, a to że nie ma w tym ani Boga, ani teologii, a wręcz przeciwnie 😉 , nie powinno dziwić.)

    To, o czym piszesz, to potrzeba emocjonalna. Nie powiem, że dotykająca wszystkich… Choć wielu. I jeszcze podkręcana przez media. Nie jest tu ważna sama Wigilia, czy religijność — raczej ‚misterium przejścia’ — mija rok, mamy uroczyste spotkanie rodzinne, do tego cała otoczka z muzyką, jedzeniem, itp. Takich świąt zapewne większość potrzebuje.

    (Zresztą, Boże Narodzenie podobno jest popularne w Japonii, gdzie chodzi praktycznie tylko o otoczkę, bo przecież zwyczaje religijne są zupełnie inne.)

  3. to chyba po prostu Twoja tradycja rodzinna … dlatego się tego trzymasz …

  4. To jest trochę więcej Jolinku, niż sama tradycja rodzinna, To jest jakichś związek z dawnymi czasami, przodkami, więzią rodzinną o wiele silniejszą niż dzisiaj.
    Defendo!
    Całym sercem jestem z Tobą.
    Ja wiem PAKu, czy moja potrzeba jest podkręcana przez media? Chyba nie o to chodzi. Dla mnie to jest Święto autentycznie rodzinne, wśród absolutnie najbliższych.

  5. Z światecznymi pozdrowieniami dla wszystkich. Piotruś
    Torlinie Mawar sie myli to wiara czyni cuda nie religijność. Wbrew temu co piszesz osobie wierzacej jeszcze trudniej o odpowiedz na stawiane przez Ciebie pytania. Co wspolnego z Chrzescijaństwem ma choinka, szopka i sianko po obrusem.
    Niech oplatek symbolizuje ci wysiłek wielu rąk dla wielu serc.

  6. Myślę ,że Wigilia, to obyczaj silnie zakorzeniony w każdej rodzinie.
    Od jak dawna?… To zależy co?…
    Choinka na przykład w większości polskich rodzin dopiero od międzywojnia 😉
    I zgadzam się ,że jest to piękne spotkanie rodzinne, chociaż powoli z takich ,czy innych przyczyn ulega zmianie 😦
    Ludzie wyjeżdżają z kraju za pracą , społeczeństwo zaczyna się mieszać kulturowo i następuje zmiksowanie bardzo różnorodnych zwyczajów, obyczajów ;D
    Ps.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego naj…
    z Nowym Rokiem!

  7. @pak4: Gdyby Torlin był podkręcany przez media, to by opisał swoje emocje związane z bieganiem po hipermarketach w pogoni za wypasionymi prezentami.

    @Torlin: Z rodziną, to najlepiej wychodzi się na dworzec kolejowy. 🙂

  8. Julo!
    Jedna z moich znajomych nie mogła ze względu na pracę przyjechać do Polski i spędzili wieczór wigilijny… razem przed komputerem, jedząc, rozmawiając, jedno w Irlandii, drugie w Polsce. Jak się tylko chce, to i rak będzie rybą. (Dla osób młodych – jest to słynny fragment przedwojennego rozporządzenia. Ma ono źródło w prawie podatkowym okresu międzywojennego. W ustawie o państwowym podatku dochodowym były przepisy regulujące zasady opodatkowania z hodowli ryb. Zapomniano jednak wymienić inne zwierzęta wodne, które mogą być przedmiotem obrotu, np. raki. Polska była wówczas czystym krajem, rozwijała się hodowla raków. Organy podatkowe uznały, że na użytek ustawy podatkowej można raka potraktować jak rybę. Ale decyzje organów administracyjnych uchylał Naczelny Trybunał Administracyjny. Wówczas minister skarbu, który miał uprawnienia do wydawania rozporządzeń w sprawach podatkowych wydał rozporządzenie, że na użytek podatku dochodowego rak jest rybą.)
    Piotrusiu!
    Masz dużo racji, chrześcijaństwo otoczyło się tak dużą ilością symboli, niemających nic wspólnego z Chrystusem. Ale to nie moja bajka.
    Tes Tequ!
    Biegać, to ja biegam po Lesie Kabackim (dobrze, że wczoraj zdążyłem, jak było ładnie, teraz znowu u mnie śnieg pada). A na dworzec to wychodzę już tylko ja, nikt inny nie jeździ koleją, samochodziarze paskudni 😀

  9. Nadrabiam zaległości czytelnicze 🙂

  10. Ja mam to samo Torlinie, ale tylko od momentu rozpoczęcia czytania fragmentu ewangelii do zakończenia spożywania i włączenia światła w celu wręczenia prezentów…później to już jakoś zwyczajnie

  11. Torlin – Nie jesteś odosobniony w takim tradycyjnym świętowaniu Wigilii i Wielkiejnocy. Mam bliskich znajomych, którzy z uwagi na własne przekonania nie zawarli ślubu kościelnego. Z uwagi na szacunek dla rodziców, ochrzcili jednak swego syna – jestem jego chrzestną 🙂
    Synek był wychowywany w duchu ateizmu, ale trafił na dziewczynę z religijnej rodziny, z własnej woli przyjął komunię, przystąpił do bierzmowania i wzięli ślub kościelny. Mają trójkę fajnych dzieciaków. W domu moich znajomych zawsze święta były spędzane u rodziców, z typowymi, przynależnymi akcentami. Koleżanka wygotowywała wszelkie tradycyjne potrawy i bardzo dbała, aby nie zabrakło żadnego elementu, związanego ze świętowaniem.
    Niejednokrotnie ich z odrobinką złośliwości podpytywałam; po co wam to? Jakie ma dla was znaczenie? Odpowiadali, że ma ogromne i nie tylko o sprawienie przyjemności babci chodzi.
    Tradycja, atmosfera rodzinna, policzenie się przy stole pięknie zastawionym i spożycie tych tradycyjnych potraw, to nie to samo, co imieniny, czy niedzielny obiadek. To jest jakaś ciągłość kulturowa, podkreślenie własnej przynależności.

  12. Dzięki Nelu, widzę, że mnie rozumiesz.
    Napoleonie!
    Prezenty! U nas jest „autentyczny” Mikołaj.
    Quake’u!
    Zapraszam serdecznie. Zwracam Ci uwagę na mój komentarz cztery miejsca wyżej, powinien Cię zainteresować.

  13. Piotruś napisał pieknie to nie religijność a wiara czyni cuda .Nie wazne w co wierzymy, ja jako agnostyk też wierzę choć wątpie .Co zaś się tyczy kolacji Wigilijnej to z pewnością tradycja , ale dla mnie tradycja są obiady kazdego dnia , bo wtedy wszyscy sie spotykają i to jest dla mnie ważne

  14. Chrześcijańskie obrzędy zawierają wiele, choć daleko nie wszystkie, jak i inne religie, uniwersalne przesłania, które po dokładniejszym zbadaniu, okazują się zakorzenionymi od czasów przed Chrystusem.
    W tym obyczaju wyrosłem, jak większość tutaj i też mam do niego duży sentyment.
    A jego uniwersalne przesłania mam w sercu i ten obyczaj jest zgodny z jego zawartością. O!

  15. Nietoperzyco!
    Widzisz, nie zawsze tak można, a powiedziałbym wręcz – prawie nigdy. U nas w rodzinie prawdziwe obiady rodzinne były w soboty, niedziele i święta. W dzień powszedni nie.
    Zeenie!
    Ładnie powiedziane.

  16. Torlinie, Ty mi nie gładź, tylko sie ze mna wódki napij…

  17. Torlinie
    tak na mnie krzyknąłeś , ze mi nic innego nie pozostaje jak powiedzenie ,że dla mnie obiady to pora spotykania się wszystkich by razem pobyć i porozmawiać wyniosłam to z rodzinnego domu , nie ważne co sie je czy pije ( może warto z zeenem wódki się napić 🙂 , ale jesli dobrze pamietam Ty raczej za trunkami nie przepadasz )


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: