Napisane przez: torlin | 31/01/2010

Z cyklu: sztuka najbardziej wyprowadzająca mnie z równowagi

Napisałem kiedyś, że sztuka nowoczesna momentami – moim zdaniem – jest bezwartościową szmirą, która jak celebryta jest znana dlatego, że jest znana. I dotyczy to wielokrotnie bardzo znanych nazwisk. Chciałbym, abyście koniecznie przeczytali komentarz Tadka Kuranda piszącego w blogu Defendo. Bardzo mądre są jego przemyślenia.

Od momentu kupienia Wielkiej Encyklopedii Powszechnej (czyli, jeżeli chodzi o tom 4, od 1964 roku) nie daje mi spokoju obraz Joana Miró pt. „Skrzydła ptaków muskające księżyc w locie ku gwiazdom”, z Galerii Maeght w Paryżu. Mija 46 lat, a ja nie mogę zrozumieć, dlaczego w Wielkiej Encyklopedii tego rodzaju obraz znajduje się na kolorowej wkładce (takie czasy) dotyczącej sztuki hiszpańskiej. Po jednej stronie jest El Greco, Diego Velázquez, Bartolomé Esteban Murillo i Francisco Goya, a po drugiej są trzy obrazy: Pabla Picassa, Salvadora Dali i właśnie powyższy.

Prześladuje mnie ten obraz, przepraszam za nędzne zeskanowanie, ale nie mogłem go znaleźć w Internecie, a z encyklopedii tak wyszło jak wyszło.

Dla mnie taki obraz maluje kilka tysięcy biznesmenów lub pracowników na nudnych konferencjach, mających do dyspozycji tzw. kolorowy długopis (kiedyś przed laty był on bardzo popularny, w jednym długopisie było nawet siedem różnych kolorowych wkładów)  i kawałek białej kartki.

Ja wiem, że o każdym dziele malarskim można powiedzieć, jak to ukryte są głębokie znaczenia obrazów i jakie wspaniałe myśli miał artysta podczas tworzenia, i trzeba być prawdziwym znawcą malarstwa, aby go zrozumieć – ale ja głośno krzyczę: „Król jest nagi”.

——————————————

Aneks czyli dodatek

Postanowiłem odpowiedzieć Wam wszystkim szerzej, i to właśnie w notce, bo tu jest wygodniej.

Z powodu permanentnego ostatnio braku czasu moje wpisy są momentami skrótowe, ja rzucam poszczególne swoje myśli „na papier” i nie zawsze jest to składne i wytłumaczalne. Ja ciągle i bez przerwy tłumaczę, że mój blog to jest jedynie uzewnętrznienie moich pragnień, miłości kulturalnych, przeczuć, obserwacji, złości. Telemachu, nigdy on nie miał być encyklopedią zawierającą jedynie słuszne teksty, sformułowane, przedyskutowane, uzgodnione – w wersji kanonicznej. Jak mnie coś gniewa lub cieszy – staram się o tym pisać.

W moim wpisie są dwie rzeczy istotne: to, że mnie ten obraz denerwuje od 40 lat i co pewien czas wyjmuję Encyklopedię i patrzę się na niego i ogarnia mnie coraz większa złość (normalne to to nie jest :D), ale ważniejsza jest druga, w podstawowej notce widać za delikatnie zarysowana. I to nie chodzi tylko o malarstwo, dotyczy to także rzeźby, muzyki, architektury, design, mody, teatru, filmu, ale zatrzymajmy się w takim razie póki co przy malarstwie. Jest dla mnie rzeczą zrozumiałą, że malarze w pewnym momencie postanowili odejść od malowania fotograficznej rzeczywistości w stronę przedstawiania wrażeń i sugestii. Przecież to wszystko się zaczęło od impresjonistów, których sztuka zaliczana jest jako pierwszy etap właśnie malarstwa nowoczesnego (a wielu mówi: „ jako ostatni etap sztuki zrozumiałej” :D). Ja naprawdę nie muszę być zgodny z artystycznym i encyklopedycznym podejściem do sław, ja mam prawo powiedzieć, że sztuka kogośtam jest pusta (tak jak piszę o filmach Kieślowskiego, że są puste jak wydmuszki). W powodzi prac genialnych, dających wiele do myślenia, które zastanawiają, jest wiele, o których ja mówię, że to krytycy autorytatywnie stwierdzili, że dzieło jest genialne i Schluß. W sztuce wielokrotnie coraz trudniejszej do zrozumienia przemycane są „dzieła” przypominające piękną bajkę „bo król jest nagi”. Nietoperzyca pokazała moim zdaniem piękny obraz Katarzyny Rakowskiej – Milanowskiej „Koncentracja czasoprzestrzeni”. Wspaniały. Naprawdę.

I w pewnym momencie do dzieł zaliczanych do arcydzieł zaczyna się dodawać nowe pozycje: pani obierająca ziemniaki w Zachęcie, Kozyra ustawiająca zwierzęta w formie piramidy, Rajkowska robiąca perfumy z pochwy, Abakanowicz ustawiająca ludzi bez głów. Do tej grupy zaliczam też genialnego malarza amerykańskiego, którego obraz pod tytułem „Genitiv” postanowiłem dać w swoim blogu. Wydaje mi się, że genialnie sparodiowała to Nonsensopedia na stronie poświęconej Malewiczowi z jego słynnym kwadratem..

Ja rozumiem, że już kiedyś dyskutowaliśmy na ten temat w moim poprzednim blogu, ochrzaniony wtedy byłem przez Dorę (Dorotę Szwarcman). Poczytajcie sobie.

Advertisements

Responses

  1. a mnie się ten kot podoba 😀

  2. Jejku, Hoko, rzadko ostatnio widziany Gościu, gdzie Ty tu widzisz kota?

  3. Ciekawość Torlinie podsuwa mi pytanie:

    http://www.abcgallery.com/M/miro/miro36.html

    Czy ten obraz bardziej Ci „leży” niż ten który umieściłeś w notce?

    Jeśli tak to dlaczego?

  4. Moje myśli, jako ignorantki sztuki przez duże „S”. 🙂

    Dobrze ,że podałeś tytuł i autora. 😀

    Tytuł, bo określa co ten obraz przedstawia a autora bo sobie można poszukać na googlach, do jakiej kategorii, malarstwo tego malarza można zaliczyć, według jakiś tam kryteriów , wymyślonych przez rzeczoznawców. ;D

    Nie od dzisiaj wiadomo, że każdy autor ;
    – miał to na myśli ,
    – krytycy sztuki co innego,
    – a widzowie jeszcze co innego widzą.

    I tak jest z całym naszym światowym dorobkiem cywilizacyjno – kulturalnym ;))))

    Rzeczy nazwane , nie zawsze przedstawiają zgodnie z nazwą i to nie tylko kwestia, doboru słownictwa.

    Myślę ,że autorzy , tak malarze , jak i inni twórcy np. pisarze mają z tego powodu świetną zabawę.

    Pozdrawiam!!!

    Ps.
    Bo i tak wszystko sprowadza się wg. mnie do jedynego , wymiernego, globalnego kryterium na tym świecie ; do – pieniędzy!!! ;D)))

  5. Torlinie
    W sztuce najważniejsze jak dla mnie jest to czy ja ją czuję i jak odbieram .Spójrz na ten obraz http://artandbusiness.onet.pl/3354,6,5,galeria.html?MASK=295717 choć są to jaskrawe kolory mnie ten obraz uspokaja .Sprawa finansów to chyba jednak drugorzędna sprawa , bo mamy ich zbyt mało ( jak na Picassa) albo zbyt dużo ( w końcu można jelenia na rykowisku też podziwiać )

  6. witam !!!

    jedno trzeba przyznac konsekwentnie odmawiasz

    „wspolczesnej sztuce” prawa bytu 🙂

    piszesz sztuka ,a pokazujesz obraz,a wiec malarstwo,piszesz wspolczesna ,a pokazujesz
    co najmniej 50-letni obraz Mirò

    sztuka to nie tylko malarstwo,a „wspolczesna” to w zadnym wypadku Mirò,ktory zaliczany jest( czy
    kazdy to rozumie-to inna sprawa) do klasyki!

    „prawdziwie” wspolczesna sztuke mozna zobaczyc
    tutaj

  7. albo w kolekcji > a href=”http://de.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Christian_Flick_Collection”>tego pana

    (przyklady mi znane)

    tekst p.Kuranda nie dziwi mnie,mozna bowiem
    pytania o „rzeczywista” wartosc (tu malarstwa)
    zadawac przy kazdym malarzu,czy obraz „Adele Bloch-Bauer” Klimta wart jest 100 000 000 € ?
    znam kilka prac Sasnala,uwazam je za ciekawe

    pozdrawiam 🙂

    p.s. przerwa spowodowana usterkami technicznymi

    🙂 😀

  8. tego pana

    sorki 🙄

  9. Nistety nie znam się na malarstwie. Ale mam swoje upodobania. Na przykład nie rozstaję się z ładnie oprawioną fotografią Charlesa Bukowskiego – gdzie nie mieszkam to wieszam go na ścianie sypialni. Mam wrażenie, że Charles dobrze na mnie wpływa. Nawet gdy mam doła to lubię z nim czasem pogadać. Oto moja ulubiona fotografia – http://www.sticks-stones.net/images/charles2.jpg
    Pozdrawiam

  10. Rysiu
    z pospiechu chyba coś żle wstawił , chyba mu o to chodziło
    http://de.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Christian_Flick_Collection
    albo o to
    http://www.friedrichchristianflick-collection.com/_WWW/collection/index.php?l=en
    Rysiu , tak 😉

  11. A ja Miro będę bronić 🙂
    Tych symboli, łuków, gwiazd, przeczuwanych muśnięć. Miro malował obrazy impresjonistyczne, kubistyczne, ale jest mistrzem linii.
    Można dotknąć księżyca, jeśli się jest ptakiem, jesteśmy ludźmi, nie umiemy muskać – chcemy zawłaszczać.
    Miro sugeruje, że warto wrócić do czasów niewinnych, kiedy gwiazda była tajemnicą, czyimś losem zaklętym w blask, a księżyc rządził naszym życiem tak samo, jak robi to po dziś dzień, ale niewielu już to pojmuje.
    Znak najprostszy, rozumiany przez Pigmejów, Wietnamczyków, Aborygenów i Francuzów. Kolor nasycony i oczywisty. I popatrz, Torlinie, jak Miro widzi światło księżyca – niezwykle, dla niego on płonie.
    Warto wracać do źródeł, żeby napić się „wody żywej”. Miro chce, żebyśmy wrócili – żeby w rozpędzonym świecie miast, maszyn, ścigających się szczurów dostrzec poezję, choćby tę powstającą w notatnikach, podczas nudnych konferencji. Podświadomie jej potrzebujemy, nosimy w sobie – to właśnie Miro-magik odsłania, jakby i nas obnażał. Może dlatego tak niepokoi?;)

  12. Sama „uprawiam sztukę” z zawodu i z zamiłowania.Nie zawsze jest to kasa.Z własnego doświadczenia wiem,że stworzyłam prace z którymi bym się nie rozstała,jak z ukochanym kotem, czy psem, choć nie obwieszam nimi mieszkania.Wisi tylko jedna i wymieniam co jakiś czas.Największą zaś przyjemność sprawiało mi zawsze, kiedy mój wytwór trafił do muzeum lub w tzw. dobre ręce, gdzie nowy właściciel czuł się z nim dobrze.
    Wyobrażacie sobie, jak by się czuł autor tych prac sprzed 100 czy 60 lat, kiedy je sprzedal za grosze, a dziś na aukcjach ceny sięgają milionów dolarów?
    Mnie to nie dotyczy,ale pewnie by mnie nagła iniespodziewana ..krew zalala.Pozdrawiam Torlina.

  13. Ogarnęła mnie pewna bezradność. Torlinie, przecież to nie jest sztuka współczesna. W międzyczasie zmarły już wnuki tych, którzy pamiętają ostatnie podrygi zamierzchłych (toczonych jakieś nieomal 100 lat temu) sporów o to jak bardzo niefiguratywne może być malarstwo.
    Torlinie – walczysz z zakurzoną klasyką wiszącą nad kanapotapczanem drobnomieszczanina w wieku podeszłym.
    W międzyczasie nie tylko okazało się, że król wielokrotnie zdjął i znów włożył kolorowe gacie. W międzyczasie okazało się, że monarchię zastąpiono innym systemem, a król leży na plaży naturystów i jego nagość nikogo nie oburza bardziej niż golizna księgowej Maliniak.

  14. Moja odpowiedź musi być obszerniejsza i w formie aneksu do wpisu. Pracowałem caluteńki weekend od rana do wieczora i dzisiaj też. Jak tylko będę mógł, to to zrobię. Ten cholerny brak czasu, ale dziękując wszystkim obiecuję, że ja sprawy tak nie zostawię 8)

  15. nietoperzyco,dziekuje!!!! 😀

    wpis z poprawnymi limkami wyglada powazniej

    innych przepraszam 😳

    🙂

  16. Z podziękowaniem.
    Wszystkim odpowiadam w formie załącznika (aneksu) w podstawowym tekście notki. Zapraszam do góry.
    Osobno do Defendo. Niestety, nic mi się nie kojarzy. Pięknie to napisałaś, ale ja niczego takiego nie odczuwam, dla mnie ten obraz mógłby się nazywać „Król Jagiełło z niewolnicą po wjeździe do Malborka”.

  17. Torlinie, poruszyłeś temat, który jest niewyczerpany. I wraca co jakiś czas prowokując duskusje, które właściwie kręcą się wokół jednego: czy sztuka współczesna to jest hucpa, czy też nie.

    Otóż odpowiedź jest moim zdaniem prosta: sztuka współczesna jest zarówno hucpą, jak i hucpą nie jest… A wszystko to zależy od konkretnego przypadku.
    Także od: sposobu interpretacji, wrażliwości, gustu, upodobań, szczerości doznania, pewnej uczciwości i rzetelności w podejściu do tematu, intelektualnej sprawności… Jednym słowem: od subiektywizmu, który nota bene chce aspirować do obiektywizmu… stąd zresztą te wszystkie związane ze współczesną sztuką nieporozumienia.

    Co w tym wszystkim wydaje mi się najważniejsze?
    Otóż to, by starać się rzeczywiście współczesną sztukę (mam na myśli konkretnych artystów i ich konkretne dzieła) zrozumieć, poświęcić jej uwagę, przemyśleć, przeanalizować… i dopiero później zdobyć się ewentualnie na jakiś osąd, wyrażenie swojej opinii. I dopiero po takim uczciwym podeściu do sprawy można stwierdzić, że coś – nie jest, ale właśnie (strong>wydaje się być – puste, głupie, brzydkie i bezsensowne.
    Według mnie, tylko opinia oparta na takich przesłankach, ma swoją wagę.

    Muszę Ci napisać, że o niektórych „dziełach” sztuki współczesnej mam zdanie zupełnie podobne do Twojego. Ale akurat nie napisałbym tego o Juanie Miro. Zresztą, czy nie zauważyłeś tego, jak mimo wszystko ten jego obraz mocno zadziałał na Ciebie?… Tak mocno, że wracasz do niego po 40-tu latach z okładem?
    A mnie się on podoba… I choćby dlatego nie mogę napisać, że jest pusty (tak jak nie mogę napisać, że puste jak wydmuszki są filmy Kieślowskiego… gdyż wiem, jak bogatych przeżyć mogą one dostarczyć – chociaż pamiętam zarzuty niektórych krytyków, że przypominają one czasami „celofanowe świecidełka”, i wydaje mi się, skąd takie zarzuty mogą się brać. Przy okazji, jeśli to kogoś interesuje, zapraszam do przeczytania mojego tekstu o filmach Kieślowskiego, gdzie ten problem rozpatrzone jest głębiej:

    http://logosamicus.bloog.pl/id,4337311,title,KIESLOWSKI,index.html )

    No widzisz jakie to wszystko jest względne: dla mnie np. zestawienie Murilla z Goyą jest czymś niewydarzonym: przesłodzony i sentymantalny Murillo z jednej strony VS. gwałtowny, drapieżny i zbuntowany Goya.
    Ty się zachwycasz „Koncentracją przestrzeni” Katarzyny Rakowskiej-Milanowskiej, a u mnie wywołuje ona lekkiego zeza i rozmywa wzrok.
    (Co nie znaczy, abym zaraz pisał, że Pani Milanowska-Rakowska jest kompletnym beztalenciem i bazgrze okropne bohomazy.)

  18. Logos
    to co napisałeś jest mi bardzo bliskie .W obcowaniu ze sztuką ( każdą ) ważne jest nasze podejście i nasze odczucia. Malarstwo musi do mnie przemawiać , może drażnić , uspokajać , intrygować .Ja do nie dawna uważałam ,że jaskrawe kolory w malarstwie drażnią mnie , a okazało się że to nie prawda .Mam obraz ( nie ważny autor) o intensywnym nasyceniu barw , a gdy jestem zdenerwowana on mnie uspokaja i gdy patrzę na niego za każdym razem dostrzegam cos nowego .Zdecydowanie malarstwo trzeba czuć

    Torlinie
    powinieneś zastanowić się nad tym co Logos napisał , ten obraz „działa ” na Ciebie skoro od tylu lat wracasz do niego , a może mała reprodukcja i powieś go gdzieś w domu , zobaczymy co się stanie ……

  19. W sumie L.A. masz rację, bardzo lubię Twoje wpisy. Dzięki.
    Nietoperzyco!
    Jak mnie obraz denerwuje, to po co mam go wieszać. Nieskromnie powiem, że też mam kolorowe długopisy i sam go sobie namaluję.

  20. Torlinie
    potraktuj to jako eksperyment, a nuż wynik zaskoczy Cię ……albo narysuj coś tymi kolorowymi długopisami …..a my ocenimy;)

  21. Bo z malarstwem , czy rzeźba Proszę Państwa jest tak, jak mawiała Pierwsza Dama Polskiej Tkaniny Prof.Magdalena Abakanowicz( prace w wielkich muzeach całego świata)- „nie narzucam widzowi swojego zdania- sam musi zdecydować co widzi”.
    Może zatem Hoko widzi kota,ale już się nie zgodzę z autorem,że to Jagiełło wiodący brankę do Malborka.Nie brał jeńców!Pozdrawiam.

  22. Brał. Piękne branki.

  23. Dzień dobry tutaj! Defendo tak ładnie tutaj mówiła o obrazku, że trudno nie ulec jej słownym pieszczotom.
    Choć Moro nie zaskakuje – bo uczepił się jakiejś jednej, rozpoznawalnej metody twórczej i na tym się najbardziej skupił żeby być rozpoznawalnym nie na treści przekazu – to jednak jest w swojej twórczości zadziwiająco skuteczny. Jest oryginalny i rozpoznawalny. Tak samo skuteczny jest Duchamp. Forma muszli pisuaru może się nazywać muszlą koncertową, jedno co trzeba sobie wyobrazić to skalę obiektu i skalę skojarzeń. Czy to jest genialne dzieło? – Jeśli się na takie określenie zgodzimy to owszem.

    Trzeba sobie coś wyobrazić, „doobrazić” do tego to czego nie ma na obrazie. Reszta obrazu Miro jest w wyobraźni Defendo. Bez niej obraz nie jest skończony. Tak to już jest, że te same dzieła jednym ludziom się podobają a innym nie. Dzieło i odbiorca to jak dwa pasujące do siebie kawałki puzzli.
    Krytycy sztuki, opisując dzieła, zachowują się jak adwokaci. Bronią wartości, nawet jeśli ich tam nie ma, lub trudno się ich dopatrzeć. Można przecież tak długo wpatrywać się w puste miejsce aż coś się zobaczy. Prawda?
    Defendo nie opisuje dzieła Miro ale opowiada o tym co widzi. Swoją urokliwą opowieścią skłania nas do tego, że podążamy za jej myślami choć uważamy, że to nieprawda o czym ona mówi. W końcu skłonni jesteśmy jej uwierzyć, jej wrażliwości, wyobraźni, jej subtelnej i abstrakcyjnej myśli, poezji.
    Ale bez Defendo ten obraz znó staje się szmirą, jakimś beznadziejnym gniotem, pozbawionym, sensu, talentu, przekazu, formy, myśli, rzetelności, rzemiosła i watrości… itd.

  24. Wielkie dzięki Tadku, za Twój komentarz u mnie, za komentarz u Defendo. Witam Cię serdecznie i mam nadzieję, że będziesz zaglądał. Wspaniałe są te Twoje wpisy.

  25. Torlinie, to przyjemność mówić, kiedy kto słucha z uwagą, a jeszcze lepiej rozmawiać i słuchać.
    Opowiem o czymś z czego wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy. To a propos odbioru dzieła, czyli do rzeczy.
    Wciąż pojawiają się informacjach o różnych konkursach, a to na malarstwo, grafikę, logo, layout, pomnik.
    Ja w wielu konkursach uczestniczyłem, ale też byłem jurorem, więc mówię to na podstawie swoich doświadczeń.
    Wyobraźcie sobie taką sytuację, kiedy np. na legnicki konkurs „Satyrykon” napływa 3500 rysunków tysiąca autorów z 70 krajów świata. Limit prac do przyjęcia to 200, pięć nagród i wyróżnień. Komisja składa się (złóżmy) z 7 osób.
    Rozpuśćcie teraz te osoby po sali gdzie na podłodze leży 3500 obrazków i zastanówcie się czy to jest możliwe, że ci ludzie wskażą na te same prace? Nie! To nie jest możliwe. totolotek.
    Czy ci ludzie wybiorą tę, która się nazywa „grand prix”? I nagroda, II nagroda, II nagroda, wyróżnienie, itd.?
    Taki wybór z zastosowaniem metod demokratycznych nie jest możliwy.
    Podałem akurat przykład Satyrykonu, bo kryterium jest jasne bez dookreślania – ma to być satyra.

    Tak sobie myślę, że mój ukochany, secesyjny Bruno Paul se swoją genialnie rysowaną satyrą społeczną drukowaną w „Simplicissmus”odpadłby na wstępnym etapie weryfikacji w takim konkursie jak Satyrykon. Satyra nie musi być przecież śmieszna. Coś się w naszych czasach jednak porobiło z kategorią „śmieszne”. Kiedy oglądam te nasze kabarety i zastanawiam się z czego się ludzie śmieją, to mam wrażenie że mają potrzebę śmiać się z byle czego.

    Bruno Paul rysował podobnie jak nasz Sichulski.

    Przepraszam, że tak rozrzucam myśli.

    Czasem, kiedy pokazuję komuś tekę swoich rysunków to mam okazję porozmawiać o swoich pracach. To są bardzo pouczające dla mnie rozmowy. Raczej się nie zdarza żeby różne osoby wybierały sobie tę samą pracę. Muszę tu zaznaczyć, że ja mam także swoje ulubione, ale to nie są te same.

    Ten obraz Miro jest bodaj najczęściej reprodukowanym. Nie myśleliście dlaczego?

  26. Teraz tak sobie pomyślałem o twórczości Miro i przypomniał mi się taki genialny ruski dowcip o facecie, który pracował w fabryce wózków dziecięcych. Akurat urodziło mu się dziecko, więc postanowił z fabryki wynosić części w kieszeniach i w domu taki wózek zmajstrować.
    Wyobraźcie sobie, że jak by z tymi częściami nie kombinował to zawsze wychodził mu nie wózek tylko karabin maszynowy.
    Z Miro tak samo.

  27. Tadku
    bardzo obrazowe przedstawiłeś swoje myśli , dzieło i człowiek dwie częsci puzli .Wyobraznia -bez niej nie wyobrażam sobie istnienia , to coś wiecej niż wiedza.Wiedze można mieć ogromną , ale jeżeli nasza wyobrażnia nie widzi dla niej zastosowania , to wiedza jest „0” warta i tak samo ze sztuką . Logos mówi ,że w „Koncentracji czasoprzestrzeni” dostaje zeza a ja w tą czasoprzestrzeń czuje się wciagnieta , jestem w niej .
    Z pokora mówię ,że nie spotkalam się z Twoimi pracami , ale poszukałam w internecie i jesli „Z uśmiechem maluje się lepiej ” jest Twoje to do mnie przemawia podwójnie : 🙂 i kwiatem ( mam nadzieję ,że to mak ) widok wielce krzepiący

  28. Nietperzyco, czaso-przestrzeń. Ten obraz, o którym wspomniałaś na mnie działa drażniąco. Pewnie dlatego, że jego twórca – moim zdaniem – źle go zatytułował. Niepotrzebnie spłycił anegdotę, przesłanie tego obrazu próbując ją „unaukowić”. Zwiększył dystans do dzieła do tego stopnia, że treść powiewających, kolorowych wstęg stała się zabiegiem czysto formalnym, technicznym ale skoro tak to oczekiwałbym choćby większej precyzji wykonania, bo wtedy autor osiągnąłby element zaskoczenia.

    Mój rysunek „z uśmiechem maluje się lepiej” powstał dla zabawy Miał być anegdotą, ale też ćwiczeniem pewnej techniki. Anegdota dotyczyła tajemniczych uśmiechów. Zażartowałem z Mony Lizy i jej tajemniczego uśmiechu. Wiesz, dla mnie rysowanie to są czary i proroctwa, poza tym, że gadulstwo. Moje woodoo.

    Tego samego dnia kiedy pozwoliłem sobie zażartować z Mony Lizy postanowiłem obciąć gałąź w ogrodzie, która zbytnio przesłaniała kwiaty. Obcięta gałąź spadając z wysoka uderzyła mnie w twarz wybijając mi tego samego zęba, którego raczyłem pozbawić Monę Lizę. ;/
    Teraz ona śmieje się ze mnie tak jak ja śmiałem się z niej.

  29. Kiedy Apolinare szedł na wojnę, przyjaciel malarz namalował jego portret, z dziwnym białym okręgiem na skroni, nad uchem.
    Apolinare długo nie powalczył ponieważ na froncie został trafiony odłamkiem właśnie w to miejsce zaznaczone kółkiem na portrecie.
    Stąd na zdjęciach widuje się go z zabandażowaną głową.

  30. Tadku
    Apollinaire jest dla mnie za bardzo depresyjny , jedyny wiesz jego , który lubię to „Fotografia” i wiesz komponuje sie do Twojego” Z uśmiechem maluje się lepiej ” .
    Twój uśmiech pociąga mnie jak
    Mógłby pociągnąć mnie kwiat
    Fotografio jesteś brązowym borowikiem
    Z lasu
    Którym jest jej piękno
    I są w nim biele
    Światło księżyca
    W spokojnym ogrodzie
    Źródlanych wód zawziętych ogrodników
    Jesteś fotografio jak dym bijący z żaru
    Którym jest jej piękno
    W tobie
    Fotografio
    Są omdlałe dźwięki
    Słychać w nich
    Śpiew z deklamacją
    Fotografio jesteś jak cień
    Słońca
    Którym jest jej piękno

    Odnośnie Apollinaire to przypominam sobie jego małe rysunki -wiersze .Natomiast patrząc na obraz jako zdecydowany amator wiem ,że ja muszę go „czuć ” ,on musi do mnie „mówić „.Do tej pory nie patrzyłam na obraz jako na całość czyli to co widzę na płótnie plus jego tytuł , może to błąd , spróbuję teraz zrobić tak , jestem ciekawa swoich własnych odczuć

  31. Nietoperzyco, proponuję inny eksperyment.
    Spróbuj narysować nic a potem to nazwij. Np. „nic”.
    Natkniesz się na dziwną zależność, bo choć rysunek będzie ten sam, i taki sam, to zacznie się wokół niego pojawiać coraz więcej słów.

    Ja to już chyba pisałem u Defendo, o moim przyjacielu mieszkającym w Niemczech. Zadzwonił do mnie pewnego dnia podekscytowany i prosił żeby mu wytłumaczył dlaczego w galerii w Kolonii wisi białe zagruntowane płótno z ołówkiem narysowaną pośrodku czarną kropeczką. Pod obrazem jest karteczka z tytułem, nazwiskiem autora i ceną – 20 000 EURO!
    Spytałem, czy zapamiętał inne dzieła?
    – Nie!
    – No więc wszystko jest OK. Dzieło spełniło swoje zadanie. Miało wyraźny, łatwy do zapamiętania przekaz i poruszyło swoją treścią bardziej niż inne dzieła wiszące w tej galerii. Wręcz nawet przyćmiło je.

    „Powiesiłem” w którejś galerii swoją grafikę, pani galerzystka chce ustalić ze mną cenę tej grafiki. Mówię, że 1000 zł. Bo po odjęciu wszystkich kosztów pozostanie mi 450 zł zarobku, a to chyba nie jest dużo?
    Galerzystka powiedziała, że moje 1000 złotych to z jej narzutem 1500 zł, a to już sporo, jak na grafikę.
    Wtedy całkiem poważnie zaproponowałem podniesienie wartości dzieła i cenę 10 000 zł.

    Możliwe, że ranga galerii by wzrosła, gdyby galerzystka zgodziła się na moje manipulacje dotyczące wartości dzieła.
    Nie zgodziła się, i ja to doskonale rozumiem.

  32. Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Nawet sobie nie wyobrażacie, ale ja jestem inny niż przed dyskusją. Zrozumiałem, że to, co dla mnie jest arcydziełem, dla innych może być bezwartościowym zbiorem linii i kolorów. Pamiętam naszą dyskusję o „Bitwie pod Grunwaldem” Wyspiańskiego, dla mnie jest to genialna parodia Matejki, dla innego może to być bezsensowna plątanina linii.

  33. Tadku
    mam nadzieję , że nie będziesz miał do mnie pretensji , ale wpis na naszym blogu Babki z Gdyni okrasiłam Twoją grafiką

  34. Tadku
    rano się śpieszyłam , więc napisałam o tym co najważniejsze .Tereaz się odniosę do sytuacji w galerii i Twojej propozycji podniesienia ceny .Ja bym tak samo zrobiła.Nie znam się na rynku dzieł sztuki , ale myślę ,że znane galerie w ten sposób wypromowały i siebie i twórców.Każdy kto idzie do takiej galerii czuje prestiż i myśli sobie niewielu moze pozwolić sobie na to – jestem wybrańcem .Ten mechanizm obowiązuje w innych dziedzinach również .Moja koleżanka poczuła się kiedyś żle, klient dał jej do zrozumienia ,że jej wynagrodzenie jest wygórowane , dzwoni do mnie i opowiada , ja zaś ze spokojem mówię : gdy przyjdzie nastepna osoba powiedz cenę x2 , efekt -cena zaakceptowana .Ja takie osoby nazywam niedowartościowane , one muszą się dowartościowywać mówiąc właśnie : prawnik mój , doradca mój , wiesz ile oni mnie kosztują i rosnie ich ego .
    Życzę Ci by Twoje prace sprzedawały się za tyle ile czujesz ,że powinny
    ps. Nie znalazłam Twojej strony w internecie , za słabo szukałam czy jej rzeczywiście nie ma

  35. Ja też jestem ciekaw.

  36. Nietoperzyco, nie mam swojej strony w internecie bo tak to już jest, że szewc chodzi bez butów 😉
    Przez wiele lat funkcjonowałem jako prasowy rysownik-cartoonista, oprócz tego redaktor techniczny, grafik itd. więc na zajmowanie się propagowaniem swojej twórczości czasu nie miałem.
    To miłe mieć taką świadomość (kiedy czasem zdarzy się) że mój rysunek zobaczy w gazecie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Bardzo zaskoczony byłem mając w rękach książkę o grubości cegły, w której poświęcono moim rysunkom politycznym z czasów „Solidarności” i stanu wojennego w Polsce, cały rozdział. Książka nosi tytuł „Śmiech na trudne czasy”, autorem jest prof. Wojciech Polak z Uniwersytetu Toruńskiego. Sporo o mnie jest też w książce wydanej przez PWN „Prasa bezdebitowa na Dolnym Śląsku” autorstwa Szczepana Rutki.

    Pracuję obecnie nad sporą, swoją wystawą na temat rocznicy „Solidarności” – wyłącznie moje rysunki. Wystawa będzie prezentowana na wrocławskim Rynku. Będzie wydany katalog.

    Z czegoś trzeba też żyć, więc zajmuję się projektowaniem. Gdzież bym miał czas na mozół swojej internetowej autoprezentacji? Pewnie to zrobię… ale kiedy?

    Z tym rośnięciem tego to bym nie przesadzał ale opowiem taką historyjkę. Pewna firm,a ogłosiła konkurs na swoje logo. Popracowałem nad tym i konkurs wygrałem. Zostałem zaproszony na rozmowę z zarządem tej firmy. Zaproponowano mi, że za logo nie zapłacą ale za to dostanę zlecenia na całą obsługę reklamową tej firmy, projektowanie katalogu, gadżetów, ulotek i całego corporate profile.
    Powiedziałem, że się zgadzam, choć trochę się dziwię tej propozycji zamiany, bo to chyba lepiej zatrudnić do tego kogoś kto udowodnił, że jest najlepszy? Jednak, traktuję swoje logo jako pracę. Sprzedając logo świadczę pracę.
    Tak samo kiedy sprzedaję swój rysunek, biorę za to pieniądze, bo dla mnie to jest praca.
    Zaproponowałem więc oddanie tego logo za darmo pod warunkiem, że pan prezes popracuje u mnie w ogródku za kwotę 3500 zł. To będzie tyle i tyle roboczogodzin. Ta moja propozycja pana prezesa zamurowała, bo zrozumiał to jako wyrażenie przeze mnie braku szacunku dla jego osoby. Oczywiście stanęło na tym, że mi zapłacono, ale tych zleceń na całościową reklamę firmy już nie dostałem.
    Co się stało? Zobaczyłem, że mojej pracy nikt tam nie ceni tak jak swojej, choć wygrałem konkurs.
    Twórcę traktuje się jakby to co robi, było jakąś czynnością fizjologiczną. To jest dar, więc coś co, w przekonaniu większości ludzi nic mnie nie kosztuje. Usiadł i namalował w godzinę, kiedy inni prędzej by zdechli tylko próbując. Nikt nie chce wiedzieć, że ja ciężko pracowałem nad swoimi umiejętnościami już w przedszkolu. To była moja pasja i obsesja już od dzieciństwa.
    Tu też trzeba mozolnie ćwiczyć dniami i latami, popadać w ciężkie depresje z powodu twórczej niemocy, nieumiejętności, niezdarności.

    Nietoperzyco, tu nie o ego chodzi. Ja bym nie powiedział, że wzrosło moje ego. To raczej dbałość o prestiż – mój i klienta, jestem człowiekiem do wynajęcia. Wykonałem zadanie ale nie stałem się przez to kimś innym. Może raczej doświadczonym o to jedno, ale po jednej robocie przychodzi następna i tak w kółko.

    Wiesz, są w mojej tece grafiki, które tworzyłem po kilka lat. To się może wydawać dziwne po co ktoś to robi, nie licząc na zysk, bo przecież nie ma gwarancji, że sprzeda?

    Rysowałem, je dla siebie, z ciekawości, a kiedy już zacząłem to musiałem skończyć, jednak stawiałem sobie tak trudne zadania, że wciąż wracałem i odkładałem.

    Leonardo, Mona Lizę malował przez 30 lat. W końcu namalował siebie, autoportret.

  37. Dorzucę do tej swojej wypowiedzi (dla osłody 😉 jeszcze swój aforyzm, który pewnie zabrzmi jak chińskie przysłowie:

    Nie wyzbierasz wszystkich liści.

  38. Miro? Bez znaczenia jest na ile obraz jest skomplikowany technicznie. Wartością jest w tym przypadku zaprezentowanie takiej konstrukcji ideowej, która choć prosta i oczywista odwołuje się do wartości ogólnych w taki sposób, że jej odbiorcy w jakiś sposób zyskują.
    Są to działania wyjątkowe o niepowszednim znaczeniu. Można patrzeć na palec wskazujący niebo, ale też można patrzeć na to, co pokazuje ten palec. Jest to do rozważenia przez każdego, kto patrzy.

  39. Tadku
    poszukam książek o których wspominasz i z przyjemnoscią poczytam.Może w koncu wybiorę sie do Wrocławia , uważam go za cudowne miejsce i uda mi się obejrzeć Twoją wystawę .Absolutnie nie dziwie się ,że pewne prace rysowałeś wiele lat , ja choć pracuje w bardziej ulotnej materii , wykonuje pracę a następnie muszę mieć czas by ta praca poleżała parę dni , chce miec pewnośc ,że wszystko co zrobiłam , zrobiłam dobrze .
    Odnosnie cenienia pracy i wkladu w nią to sprawa rzeczywiście wyglada tak jak piszesz .Ludzie raczej nie potrafią sobie wyobrazić ile nie raz czasu poświeca się na daną pracę .Często słyszy się : co to dla niego .Myślę ,że to szerszy problem bo w naszej ( polskiej) świadomości nie ma przekonania ,że płaci sie za wiedzę , którą nabylismy i nabywamy przez całe zycie .W moim przekonaniu nie ma takiej umiejetnosci , której nie trzeba doskonalić i pogłebiać .Moja praca musi mi dawać oprócz wymiaru materialnego satysfakcę .Bez tego nie potrafię pracować .
    Odnosnie ego w moim poprzednim komentarzu coś żle napisałam .Mi chodziło własnie o takich ludzi jak wspomniany Pan Prezes , to dla mnie ludzie niedowartościowani, niespełnieni . Przypadkowo znależli się na miejscach na których są i podnoszą swoje ego mówiąc : wiesz ile kosztuje mnie mój doradca , prawnik czy też jak w Twoim wypadku : wiesz kto jest autorem mojego logo , jego Twoja praca nobilituje .To są dla mnie ludzie niedowartosciowani , bez potencjału intelektualnego , oni nic nie wymyslą , oni mają tylko pieniadze i troszkę wiedzy , ale nie mają wyobrażni i nie wiedzą co z tą wiedzą zrobić .
    To ja też dorzuce choć pewnie nie dla osłody a dla zrozumienia tego co piszę anegdotę :
    Skokrates oczekując w wiezieniu poranka swojej egzekucji, słyszał, jak jego współwiezień opiewał piekną pieśn.
    Sokrates błagał go, żeby go nauczył tych słów.
    ” Dlaczego?” zapytał śpiewak.
    „Żebym mógł umrzeć znając jedną rzecz więcej”, padła odpowiedź wielkiego człowieka

  40. A obraz Miro , mogłabym jego reprodukcję powiesić w domu ,ale byłoby to tylko nic nie znaczące tło .Ten obraz nie posiada jak dla mnie tego „czegoś ” co działa na mnie i zmusza do zastanowienia i refleksji. Dziś spróbuje namalować NIC , ciekawe co to będzie

  41. Nietoperzyco, dodam do „Twojego” Sokratesa Saint-Justa, który oczekując na śmierć pod gilotyną wraz z Dantonem i innymi, w więzieniu, uczył się języka angielskiego. Kiedy wyprowadzano go na ostatnią drogę, zagiął rożek kartki słownika, z którego uczył się słówek, w tym miejscu, kiedy mu przerwano.

  42. Nietoperzyco, bardzo proszę – możesz rozpowszechniać moje dzieła, ale pamiętaj o tym, że z nazwiskiem autora każdy utwór ma większą wartość. Proszę, zawsze dopisuj kto jest autorem.

  43. Tadku
    ja mam pewne spaczenie , zawsze gdy wypowiadam nie swoje słowa podaje autora .Gdy umieściłam Twoją pracę również napisałam kto jest autorem , choć przyznaję nie pod grafiką . Babka z Gdyni ,zapytała czy poinformowałam Cię o tym ( poinformowałam) .Myślę ,że wszystko wytłumaczyłam i dla jasności nad grafiką umieściłam nazwisko autora .U nas zarówno Babka z Gdyni jak i Małgosia to Tobie pokrewne dusze artystyczne , musze zachęcić je do napisania czegoś w tej materii .
    Niestety nie wychodzi mi z rysowaniem NIC , zawsze wychodzi mi COŚ

  44. Nietoperzyco, nic się nie stało, ja tylko napomknąłem o pewnej elegancji, kiedy się coś cudzego publikuje.
    Pod tym względem jestem – poprzez liczne doświadczenia – bardzo wrażliwy na tym punkcie.
    Wyobraź sobie taką sytuację: telefonuje do mnie w nocy redaktor naczelny gazety. Tadek koniecznie dostarcz natychmiast do redakcji to zdjęcie z Wrocławskiego rozpieprzonego do funfdamentów Rynku, to świetna ilustracja do artykułu. Ok, wygrzebałem z archiwów i „na sygnale”, taksówką dotarłem do redakcji, zostawiłem gdzie trzeba zdjęcie i tą samą taksówką wróciłem do poduszeczki.
    Następnego dnia kupuję gazetę w kiosku. Patrzę i oczom nie wierzę! Pod moim zdjęciem podpis: fot. J. Sosnowski.

    Inną rzeczą jest traktowanie twórców w Polsce, w kontekście np. mojej zgody na udostępnianie moich (przecież) utworów.
    Bo!
    Cokolwiek twórczego ustalimy – podlega ochronie. Nasza wola (nawet najwyraźniej przedstawiona) może nie mieć żadnego znaczenia. Możemy przenieść autorskie prawa majątkowe na kogoś innego, ale nie możemy przekazać ich do domeny publicznej. Do domeny publicznej utwory przechodzą po określonym czasie, już po naszej śmierci. A jak już przejdą, to do kranika przyczepia się Fundusz Promocji Twórczości, którym dysponuje minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego. Na podstawie art. 40 ustawy:

    Producenci lub wydawcy egzemplarzy utworów literackich, muzycznych, plastycznych, fotograficznych i kartograficznych, niekorzystających z ochrony autorskich praw majątkowych, są obowiązani do przekazywania na rzecz Funduszu (…), wpłaty wynoszącej od 5 % do 8 % wpływów brutto ze sprzedaży egzemplarzy tych utworów. Dotyczy to wydań publikowanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

    Gdyby zatem istniała możliwość zrzeczenia się autorskich praw majątkowych (utwór nie korzystałby z ochrony autorskich praw majątkowych) – ktoś kto chciałby z tego komercyjnie skorzystać (chciałby sprzedać egzemplarze), to musiałby kasę odprowadzać. Dlaczego? A jeśli ja nie chciałbym, by ktokolwiek musiał dzielić się z państwem swoimi przychodami opartymi na mojej twórczości?

    Myśl o możliwości zrzeczenia się autorskich praw majątkowych stawia na głowie aktualnie obowiązujący system ochrony praw autorskich. Wszędzie zresztą mowa jest o ochronie tych praw. Nie uwzględnia się potencjalnej chęci autora, który może mieć ochotę (i to nie pod wpływem środków psychotropowych, nie w stanie niepoczytalności, etc.) na to, by każdy mógł z konkretnego utworu korzystać w dowolny sposób.
    Pomimo szokujących informacji na temat tego ileż to twórcy zarabiają, zawsze są pod twórczość podpięte różnorodne instytucje, które (tak naprawdę) nie wiadomo co robią.

  45. Niby nic a jednak coś.

  46. Na razie, nasze „młode państwo” jest na etapie afery „jednorękich bandytów”, bo traciłoby na kasynach państwo, kiedy jednak tracą twórcy, to problem jest drugorzędny, bo to państwo na tym zarabia.

  47. Tadku
    mam nadzieję ,że się dobrze zrozumieliśmy .Mimo ,iż Twoje grafiki są dostępne w internecie , poinformowałam Cie o tym , wg mnie tak wypadało .Ja sama nie chciałabym by ktoś wypowiadał moje słowa i udawał ,że są jego .Jak napisałam rynek sztuki jest mi słabo znany , ale wszystko co sygnujemy swoim nazwiskiem ma swoja cenę , bez względu na zawód .Ja cenię sobie swoje nazwisko i wiedze , która posiadam , bo nikt mi tego nie podarował , sama doszłam do tego , choć nie zawsze było łatwo .
    Nie mam zdania co do praw autorskich , ale sądzę ,że sam twórca powinien mieć decydujący glos w tej sprawie .Co zaś się tyczy instytucji , które sie podczepiają pod twórców i sztukę , to przecież nie nowość .Zastanawiam sie jak to możliwe ,ze ludzie miast obcowania ze sztuką i naturą , wybierają relacje z komisji hazardowej i wycieczki do supermarketów , ale może to minie .Jedno co nie mija , ze smutkiem konstatuje , ludziom wciąż potrzeba nowych igrzysk

  48. Jakie to proste! W naszej Konstytucji własność jest święta ponoć. Jest to zdobycz francuskiej rewolucji. Przeszliśmy też przez październikową wszakże! I wciąż wszystko nam się miesza. Zapewne, dlatego tak trudno nam czasem zrozumieć jak Twoja własność staje się wspólna. Twoimi podatkami także zasilane są partie polityczne, które w Twoim przecież interesie kreują prawo własności.
    Spróbuj coś ukraść w hipermarkecie. Zrób tak, żeby Cię złapano – na wydrę. Dopiero wtedy zrozumiesz kim jesteś. Wolność, równość, sprawiedliwość? Nie pamiętam czy było, lub mogłoby być coś jeszcze? O tempora o moris!
    Ten cwaniak Kant, wybierał sobie to co w nim i nad-ludzkie, jako usprawiedliwienie swojego bytu w zgodzie ze społecznością. Niema w jego filozofii krzyku, tylko usprawiedliwienie dla siebie… ale przecież też (i poprzez to) przyzwolenie dla tego co czynią inni.

  49. Broń Boże, to co powiedziałem nie jest wyrzutem w Twoją stronę. To tylko pretekst, żeby to powiedzieć co powiedziałem.

  50. Wracam do poprzedniego – dla porządku. Spadkobiercy praw majątkowych z tytułu własności intelektualnej do reprodukcji obrazu Miro nie dostaną nawet jednej złotówki, ale wszyscy, którzy reprodukują jego dzieła w Polsce i czerpią z tego tytułu korzyści muszą odprowadzić do skarbu Państwa 5-8% z zysku. Tzw. prawo martwej ręki.

    Moje wywody mają charakter ogólny. Staram się propagować pewne zasady, nie czepiając się. Opisuję tylko świat, w którym żyjemy. Tak jak potrafię zrobić to w 5-8 minut.

  51. A te bezsilne komisje służą tylko temu żeby pokazać nam, jak bardzo jesteśmy bezsilni.

  52. Tadku
    roześmiałam się po przeczytaniu ” wydry” i broń Boże (…) ja bym Cię o takie rzeczy nie podejrzewała .Często nas nosi (przynajmniej mnie) i też robię takie wypady .Choć Kant duży nacisk kładł na logikę i powinien mi być bliski popełniał ten sam bład co inni , żeby dojść do „drzwi” logiki najpierw trzeba znaleźć odpowiedź, a logika nam tylko ją potwierdzi. Myśl, idea, nauka nie zaczyna się od logiki tylko zawsze na niej kończą nie przypisujmy jej egoistycznych i zimnych cech bo tak w istocie nie jest.
    To co wygłosiłeś aż prosi się o cytat z Tischnera : w spowiedziach inteligenckich jest mało czynu, a dużo hałasu, nie zabił, nie ukradł, nie kłusował, tylko ciągle uważał, żeby być bez winy. Niekiedy ma się wręcz pokusę poradzić: „No to zabij! Wtedy będziesz miał jasność”
    ps. na wydrę ,nie próbowałam , ale wszystko przede mną 😉

  53. Tadku
    ja rownież się nie czepiam , to tylko wymiana poglądów.Zdziwiona jestem ,myslalam ,że prawo martwej reki odeszło w zaświaty , toć to prawo feudalne .Teraz zaczełam się zastanawiać czy ja Ci nie muszę zaplacić za Twoja grafikę na naszym blogu , ale doczytałam szybko ,że:
    bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z utworu pod następującymi, spełnionymi łącznie, warunkami:

    •utwór został już rozpowszechniony;
    •korzystanie ma charakter własnego użytku osobistego, a więc dla własnych, prywatnych potrzeb, w żadnym razie natomiast dla osiągnięcia zysku;
    •korzystanie obejmuje krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego
    i poczulam się spokojniejsza , jak tak dalej pójdzie zaczne zagłebiać materię praw autorskich

  54. Rzeczywiście, pewnym problemem są tu:
    powinowactwo,
    związek osobisty,
    stosunek towarzyski
    pokrewieństwo.
    Które uprawniają do korzystania z prawa martwej ręki.
    W Twojej sytuacji, aby mieć możliwość czerpać korzyści z moich dzieł po mojej śmierci możliwa jest jedynie zależność będąca „stosunkiem towarzyskim”, lub też „związkiem osobistym”.
    Jak zauważyłaś nie ma tam ani słowa o uczuciach.
    Tak czy owak, powinnaś się spieszyć żeby zostać moją kochanką i spełnić te dwa warunki, bo obawiam się, że ustawodawca nie przewidział rozwiązań w przypadku nekrofilii, lub uczuć powstałych post mortem. Pokrewieństwo duchowe zdecydowanie wymyka się wszelkim regulacjom prawnym i nie masz co liczyć na wyrozumiałość sądów.

  55. Zapewne nie pamiętasz tego wydarzenia z bodaj 1992 roku, kiedy to J. Urban ogłosił na łamach nie, że nabył od spadkobierców prawa własności do „Mazurka Dąbrowskiego” i „Roty”.
    Wstrząsnęło to całą Polską. Odbyła się narodowa debata, czy to jest możliwe i czy to nie naród stał się właścicielem tych utworów? Za każde publiczne ich odtworzenie należałoby spadkobiercom zapłacić, a trzeba zdać sobie sprawę z tego, że są to najczęściej odtwarzane utwory w naszej ukochanej Ojczyźnie, więc działałyby jak kopalnia złota dla właściciela praw do nich. Na szczęście był to blef, ale… wcale nie taki niedorzeczny.

  56. Droit de suite to prawo twórcy dzieła i jego spadkobierców do otrzymania wynagrodzenia z tytułu kolejnych odsprzedaży oryginałów dzieł. Tłumaczy się to tym, że jeśli dane dzieło jest po latach odsprzedawane z zyskiem lub w inny sposób robi na nim interes – artysta lub jego spadkobierca również powinni również na tym zarabiać. Nie jest rzadkością, że w momencie sprzedaży pracy – twórca nie uzyskuje korzyści odpowiadających rzeczywistej wartości dzieła… Prawo do droit de suite można chyba tłumaczyć faktem, że wielu artystów zdobyło uznanie dopiero po swojej śmierci.

    Droit de suite po raz pierwszy zostało zastosowane w 1920 roku we Francji. Powstało wówczas dla wyrównania dysproporcji między pojedynczym zyskiem osiąganym przez artystę, który jako pierwszy sprzedaje swoje dzieło, a potencjalnym zyskiem kolejnych właścicieli, uzyskujących po pewnym czasie o wiele wyższą cenę w związku z np. ze wzrostem renomy danego twórcy.

    Instytucja droit de suite funkcjonuje w Polsce oraz w większości krajów europejskich. Na jej podstawie artystom oraz spadkobiercom przysługuje prawo do wynagrodzenia w wysokości 5% dokonanych odsprzedaży danego dzieła sztuki. Jednak realizacja tych przepisów jest szczególnie trudna. Wynika to z wielu nieścisłości. Po pierwsze, z braku dokładnie określonych podmiotów odpowiedzialnych za odprowadzanie opłat oraz podmiotu uprawnionego do uzyskiwania informacji o dokonanych sprzedażach dzieł sztuki oraz odpowiedzialnego za pobranie, zarządzanie i podział środków dla artystów. Nie bez wpływu pozostają również problemy dotyczące samej atrybucji dzieł, badania ich autentyczności itd. Z drugiej strony, dzięki instytucji droit de suite artyści mają zapewniony udział w zyskach właścicieli dzieł sztuki. Jest to argument przemawiający za słusznością tej ustawy, jednak w Polsce w dalszym ciągu mało kto wie o jej istnieniu…

  57. Najlepiej zarabiający martwi artyści na świecie to (o ile nic się nie zmieniło) Elvis Presley i John Lennon.

  58. Witam Cię Prawniku i bardzo dziękuję za wspaniały komentarz.
    Nietoperzyco i Tadku!
    Oczywiście w blogu trudno mówić o korzyściach majątkowych (chyba, że znajdzie się chętny na odpłatny baner – czy przedstawienie Twojego rysunku jest wtedy korzyścią majątkową związaną z tym rysunkiem? Sam nie wiem). Ja ze swej strony staram się zawsze dawać link do stron, skąd wziąłem zdjęcie, reprodukcję, przy artystach współczesnych podaję autora. Nie możemy bowiem przesadzić w drugą stronę, że nic nie można bez wiedzy, bez zgody.

  59. Można przecież nie znać autora prezentowanego dzieła i tym się tłumaczyć. Jednak pod względem prawnym nieznajomość właściciela rzeczy nie zwalnia od przestrzegania prawa.
    W powodzi informacji, z jaką mamy dziś do czynienia bardzo trudno „wyłapać” nadużywanie praw autorskich, ponieważ prezentacja dzieł odbywa się na bardzo wielu poziomach a pochodzą z bardzo wielu źródeł. Nawet powoływanie się na źródła nie jest sposobem na wiarygodność.
    Jak już wiemy z wpisu Prawnika, prawa regulujące zasady prawne obrotu i udostępniania dzieł pochodzą z lat dwudziestych, kiedy możliwości kontroli publikacji i obrotu dzieł sztuki były daleko prostsze niż dzisiaj (poprzez niewielką skalę ich obrotu).
    Już wtedy powstało kulawe prawo a nie wiem nic o tym żeby w tym przypadku było kiedykolwiek nowelizowane.

    Jeśli zaczniesz zarabiać na swoim blogu pieniądze, to dotyczą Ciebie te same zasady, jakim podlegają wydawcy.

    Załóżmy taką fantastyczną sytuację: skoro moje wypowiedzi są dostępne na tylko Twoim to jego popularność stała się ogromna w porównaniu z tym jaka była zanim zacząłem się tu prezentować. Załóżmy, że ilość odwiedzających to miejsce wzrosła do 100 000. Każdy odwiedzający wpisuje swoje dane, pozycjonujące go w zakresie wieku, wykształcenia, zainteresowań, itd.
    Twój blog staje się wtedy bardzo interesującym przekaźnikiem informacji a zatem poważnym medium reklamowym. Twoja baza danych i możliwości reklamowe bloga to jest towar i może być przedmiotem handlu. Ja jestem okładką, koniem pociągowym tego Twojego bloga i najbardziej przyciągającą jego treścią. Masz więc żywotny interes w tym, żeby mnie nie stracić.

    W branży reklamowej pracuję już dobrze ponad 20 lat i zetknąłem się z wieloma przypadkami takich działań, jakie powyżej opisałem.

    Przykładowo, komunikator GG przyniósł jego twórcy wielki majątek, choć nie był to jedyny tego rodzaju komunikator funkcjonujący na rynku, ale miał 2 500 000 uczestników a ich populacja uczestników rozrastała się jak na drożdżach.

  60. Bazy danych również są świetnym towarem.

    Kiedyś na zlecenie pewnego pisma komputerowego opracowywałem bazę danych dotyczącą 20 000 prenumeratorów. Przypuszczam, że ta baza została wielokrotnie sprzedana. Wtedy nie było jeszcze ustawy o ochronie danych osobowych.
    To treść pisma komputerowego i upusty cenowe dla prenumeratorów spowodowały wielkie nagromadzenie informacji o czytelnikach.

    Gdyby należało się zalogować do Twojego bloga podawszy wcześniej informacje o sobie to taka baza praktycznie wpisywała się sama. Jedyny kłopot to weryfikacja ich prawdziwości.
    Nawet jeśli wymagasz podanie swojego bloga to niekonieczne muszę podać prawdziwy mail. Przypuszczam, że nie płacisz za funkcjonowanie swojego bloga prowiderowi bo najprawdopodobniej wykorzystuje on Twojego bloga do zbierania informacji.

  61. Przypadek faceta, który handluje z niemieckim rządem danymi niemieckich obywateli lokujących swoje „oszczędności” w szwajcarskich bankach, jest też arcyciekawy.
    Jedna rzecz mnie tylko w tym zastanawia, bo rząd niemiecki narusza prawo kupując te dane, wbrew zasadzie, że nie można dochodzić prawa naruszając prawo.

  62. Bazy danych
    Uważajcie na wszelkie konkursy, krzyżówki, losowania, darmowe cosie, zapytania telemarketerów, itp. Przyślij kartę zgłoszenia a weźmiesz udział w losowaniu samochodu.

    Wiem przy okazji jak praktycznie wyglądają takie losowania.

  63. Tadku
    tak jak powiedziałeś dura lex sed lex , to co zrobił niemiecki rząd zapewne bedzie kwestionowane przez prawników stron .Upadł nastepny mit ,że państwo nie wykorzystuje przeciwko obywatelom informacji uzyskanych nielegalnie .Mówi sie ,że nasz wymiar skarbowy nigdy nie idzie sprawdzać na donosy , ależ oczywiście ,że idzie w 99% .Złosliwy sąsiad to najlepsze żródlo informacji .
    To co napisałeś o wzroście popularności blogów z uwagi na osoby na nich piszące to rowniez fakt .Choc większości zdaje się to niemożliwe każdą rzecz mozna wycenić .Nie tylko towar sprzedajemy , ale również myśl , twórczość oraz przyszłość , choć niektórym to nie mieści się w głowie.Obecny kryzys jest właśnie tym sprzedawalismy przyszłość bez polisy ubezpieczeniowej .
    Jedno jest pewne zainspirowało nas do rozmowy malarstwo a juz biegniemy inna ścieżka i to mi sie w rozmowie najbardziej podoba , byleby te wszystkie ściezki dązyły do drogi główej

  64. Prawnik
    zwięzle i treściwe przedstawienie sprawy .Nie pierwszy raz jako państwo wolimy pisać ustawy i przepisy „gnioty” anizeli korzystać ze sprawdzonych mechanizmów .To chyba nasze kompleksy daja o sobie znać , uwazamy ,ze jak tam nie ma pierwiastka „polskosci” to przepis do niczego .
    Przy okazji naszej wczorajszej rozmowy znalazłam „rarytas ” podatkowy z tym zwiazany
    http://www.is.gdansk.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=9518&Itemid=146

  65. Prawniku
    przepraszam,ze wyszło tak oficjalnie , ale to pospiech niedzielny

  66. Torlinie
    moze nasza dyskusja to materiał na Twój nastepny post

  67. Nietoperzyco, mam swoje lata doświadczeń ale wciąż mam wrażenie, że pookrągłostołowe układy będą nas jeszcze trapić przez stulecia. Bo tak jak widać kończą się alianse z bandytami, złodziejami, czerwoną mafią, itd. – Wszystko będzie kulawe i zawze będziemy (oni) mówić, że Polska to Polska a świat to świat, zatem prawo będziemy tworzyć od początku świata.
    Przypomniała mi się wypowiedź w sejmie Zofii Grzyb, która była posłanką z ramienia Ligi Polskich Rodzin w czasie stanu wojennego. Otóż ta dziwna osoba powiedziała coś, co zamurowało wszystkich w celi (słyszałem to w więzieniu z kołchoźnika). Powiedziała mniej więcej, że wyroki sądowe orzekane w sprawach dysydentów nie powinny być rażąco sprzeczne z kodeksem.
    Tak sobie zawsze potem myślałem, że to była wypowiedź kogoś kto uczestniczył w formułowaniu prawa w Polsce, stąd zapewne to jej spostrzeżenie? Jednak to „rażąco sprzeczne” daje do myślenia. Prawo nie jest prawem w Polsce dla wszystkich jednakie, a rażąco twarde jest nie dla tych, którzy „coś mogą”.
    Jaruzelski, Kiszczak i inni mają się świetnie bo właśnie coś mogli i to nie zbóje ale prawnicy mozolą się jakby tu luki prawne wykorzystać.

    Polski poseł za jazdę po pijanemu dostaje wyrok w zawieszeniu, bo to Polska właśnie, a dowiadujemy się, że szwedzka posłanka za wykorzystanie parlamentarnej karty płatniczej w sklepie spożywczym straciła immunitet.

    Demokracje i prawo są jak przyzwoitość, jeśli się już raz straciło honor i godność to już potem wszystko jest bez grzechu a przyzwoitości nie jak nie było tak ma.

    Adam Michnik będzie bronił jak niepodległości Jaruzelskiego, bo nieprzyzwoicie lansował tego zdrajcę po okrągłym stole.
    Przepraszam najmocniej, namiestnik Jaruzelski nie był zdrajcą bo musiałby zdradzić interesy ZSRR, a przecież był i jest wobec nich lojalny.
    I tak sa wsiom.

  68. Zwróćcie uwagę na to choćby, że nazwa czołowej polskiej partii „Prawo i Sprawiedliwość” sugeruje, że to są dla Polaków dwie różne rzeczy, i nie jest tak, że jedno z drugiego wynika i powtarzanie tych dwóch pojęć w jednej nazwie nie jest przypadkową tautologią. To jest przekonanie, że właśnie to nie jest to samo, a nawet dwie różne rzeczy bez związku!

  69. nietoperzyco,Tadku

    niemiecki rzad stara sie zaspokoic spoleczna potrzebe „sprawiedliwosci” Wilhelm Tella-zabrac tez bogatym i dobrac sie do suwerennosci malego
    europejskiego panstwa (oczywiscie szwajcarzy graja niewiniatka i udaja ze nie wierza w to ze te miliardy
    w ich bankach przechowywane to czesto i gesto
    „brudne” pieniadze)

    w dobie kryzysu ekonomicznego kazda nawet nie do konca z prawem zgodna akcja jest lepsza i latwiejsza niz prawdziwe reformy:igrzysk i chleba

    🙂

  70. Powiedzenie „jak w szwajcarskim banku” zawsze miało sens odwrotny do pewności. Nie zapominajmy o procesach z bankami szwajcarskimi w sprawie o odzyskanie zdeponowanych tam przed II Wojną Światową żydowskich majątków. Dopiero przed kilku laty szwajcarskie banki przyznały się do tego, że takie konta istnieją. Bardzo przecież im było na rękę przez ponad 50 lat ukrywać ten fakt przed wszystkimi. Nie zapominajmy też, że Szwajcaria tak naprawdę to nie była państwem neutralnym i należała do państw osi, szwajcarskie fabryki pracowały pełną parą dla hitlerowskiej machiny wojennej.
    Brudne pieniądze w szwajcarskich bankach to także pieniądze zrabowane przez hitlerowców, komunistów i wielu innych im podobnych.

    Inną rzeczą jest też to, że informacja o ujawnieniu niemieckich właścicieli kont może być zwykłą prowokacją.

  71. Rysiu
    ale Wilhelm Tell , był Szwajcarem , to co on w Niemczech robi , kłusuje .Poza tym martwi mnie czy Twój rząd strzela tak celnie jak Tell , czy też to jabłko jest takie duże jak http://www.2-x-trem.de/Bilder/computer/Wilhelm%20Tell.JPEG

  72. Tadku
    mi bardzo bliskie sa słowa Tołstoja :możemy powiedzieć o człowieku, że bywa częściej dobry niż zły, częściej mądry niż głupi, częściej energiczny niż apatyczny, i na odwrót; ale będzie nieprawdą, jeśli powiemy o jakimś człowieku, że jest dobry albo mądry, a o innym, że jest zły albo głupi. A my zawsze w ten sposób dzielimy ludzi. I to jest niesłuszne. Ludzie są jak rzeki: woda jest we wszystkich jednakowa, wszędzie ta sama, ale rzeka bywa wąska, szeroka, spokojna, czysta, zimna, mętna, ciepła. Tak samo bywa z ludźmi. Każdy człowiek ma w sobie zalążki wszystkich ludzkich cech; czasami ujawnia te, czasami znów inne; bywa nieraz zupełnie do siebie niepodobny, pozostając jednakże wciąż sobą
    ja w każdym człowieku staram sie odnaleźć ta dobrą stronę , bo nie do mnie należy piętnowanie , krytykowanie człowieka .Na historię wolę patrzeć spokojnie , a bieżąca historia spaczona jest polityką , pewnie dopiero następne pokolenia beda w stanie merytorycznie ocenić to co się stało .Myśmy w tej Polsce żyli i przez pryzmat własnych doświadczeń ją oceniamy.
    Wpisanie na sztandary słów : prawo i sprawiedliwość , jest bałwochwalcze i sugeruje ,że ludzie Ci nic nie rozumieją .Odkąd istnieje ludzkość ludzie definiowali na nowo i rozprawiali o prawie i sprawiedliwości .Dla mnie te pojęcia są niedoprecyzowane i za każdym razem coś od siebie dodaję .W istocie w prawie jest nadzieja , że to co złe zostanie dostrzeżone ,a w sprawiedliwości groźba – nieuchronnego losu .Inna sprawa co my jako istoty rozumne z tymi pojęciami robimy na własny użytek .Mysle ,że Kaczyński wymyślając ( aprobując ) ta nazwę widział Johna Wayna z rewolwerem , za dużo się westernów biedak naoglądał w dzieciństwie .
    Każdy kto nie ma pomysłu na swoje zycie marzy by zostać posłem , przecież to nic trudnego : nie potrzeba wykształcenia , mądrości , nie trzeba pracować , trzeba tylko błyszczeć .Coraz częściej jest nawiedzonych , którzy myślą ,że zmienia świat tak jak zmieniają kanały tv siedząc w fotelu .Ci zaś , którzy najgłośniej mówią o zasadach , jednocześnie dają nam do zrozumienia i pokazują to ,ze te zasady ich nie dotyczą , tylko nas .Tak czy inaczej za ten stan rzeczy my jesteśmy odpowiedzialni i nikt tej odpowiedzialności z nas nie zdejmie

  73. Torlinie, mam wrażenie, że przekopiowałeś przemówienie Jarosława z internetu. Przyznaj się!

  74. Tadku!
    Po pierwsze bardzo Cię proszę o nieprowadzenie rozmów politycznych w tym blogu. Zastanawiałem się, czy Cię nie wyciąć, ale doszedłem do wniosku, że po prostu poproszę Cię o to. Ten blog jest apolityczny i jest całkowity zakaz rozmów na bieżące tematy polityczne, a więc w żadnym kontekście nie mogą się ukazać (oczywiście w sensie politycznym, a nie np. twórczym) takie nazwiska jak Jaruzelski, Kiszczak, Kwaśniewski, Wałęsa, Kaczyński czy Urban. Bardzo Cię proszę o spełnienie mojej prośby.
    A po drugie – nie przekopiowywałem żadnego przemówienia.

  75. Torlinie
    choć nie wiedziałam o Twych zasadach , nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności , wymienilam raz nazwisko na K , więcmusze razem z Tadkiem wypić …….cykutę 😦

  76. Nic nie musisz pić, to jest tylko moja prośba. Zawarta jest od pierwszego wpisu w „Informacjach o mnie” u samej góry. Pzdr

  77. Torlinie, doskonale rozumiem co masz na myśli i chętnie się do tego dostosuję. Poprawiaj mnie kiedy tylko uznasz to za stosowne, nawet dla samej tylko poprawności.
    Chcę tylko zaznaczyć – wcale nie próbując się tłumaczyć ze swojej wypowiedzi – że nie mówiłem o polityce tylko o przyzwoitości. Można by tylko snuć rozważania kiedy co się zaczyna, a gdzie kończy, gdzie jest, a gdzie nie. Możemy się też umówić, że nie mówimy prawdy i jednocześnie nie kłamiemy.
    O polityce wspomniałem jedynie w przypadku dowcipu o facecie, który pracował w fabryce wózków dziecięcych, ale było to tak dyskretnie wplecione w rozważania o sztuce, że nawet teraz nie czuję, żebym popełnił jakieś fo pa, lub nadużył Twojej gościnności.

    W domu powieszonego nie rozmawiamy o sznurze. Jest to zasada bezdyskusyjna. Proponowałbym rozmowę o wszelkich aspektach tej zasady, bo świat wcale nie jest taki jakbyśmy chcieli go widzieć i także zasadą jest nie upierać się zawsze przy swoim.

    Powiem to jako zawodowy satyryk: Jakoś nikt powieszonego nie pyta o czym można rozmawiać w jego domu.

  78. DIDASKALIA – FAUX PAS

    Kraje afrykańskie: Uścisk lewą ręką.

    Kraje arabskie, Półwysep Indyjski, Bliski Wschód, Azja Południowo-Wschodnia: Pokazywanie podeszew swoich butów albo dotykanie kogoś nimi (równoznaczne z uznaniem kogoś za brud lub pył, ponieważ podeszwami stąpa się po ziemi).

    Chiny: Dawanie komuś zegarka w podarunku. Lokalne przesądy traktują to jako odliczanie sekund do śmierci obdarowanego. Inna interpretacja wyjaśnia, że zwrot „podarować zegarek” to po chińsku „song zhong”, co również może oznaczać „uczęszczać na pogrzeb”.

    Europa Centralna: Podawanie dłoni do uścisku z założoną rękawiczką (nie dotyczy kobiet).
    Europa Zachodnia: Użycie bidetu w roli sedesu (częsta gafa osób po raz pierwszy odwiedzających Europę).

    Indie: Dotykanie jedzenia lewą ręką (w Indiach nie używa się papieru toaletowego, lewa ręka służy do podmywania się).

    Japonia:
    Kłanianie się wyżej niż osoba starsza lub o wyższym statusie społecznym.
    Chowanie wizytówki pRzed przeczytaniem nazwiska

    Polska, Rumunia, Rosja, Słowacja, Czechy, Węgry, Serbia, Estonia: Dawanie komuś parzystej liczby kwiatów. (Parzystą liczbę kwiatów przynosi się na czyjś pogrzeb lub grób)

    Skandynawia: Spóźnianie się. Ludzie w krajach nordyckich zazwyczaj przychodzą punktualnie na umówione spotkania, na autobus itp.
    Szwecja: Noże jako prezent nie są niczym dziwnym, podczas gdy w krajach skandynawskich taki podarunek jest uważany jako „przecięcie przyjaźni”.

    Tajlandia: Stawanie na banknotach albo monetach – jest na nich twarz króla, który jest obiektem czci.

    USA: Rozmawianie na tematy polityczne w przypadkowej rozmowie. W wielu krajach rozmowa o polityce podczas rozmów towarzyskich i pogawędek jest popularna, natomiast w Stanach Zjednoczonych poruszanie tych kwestii jest w normalnej rozmowie uznawane za nieprzyzwoite. Pogoda albo sport są lepszymi tematami do rozmowy.

    Wielka Brytania: Pokazywanie liczby 2 przez podnoszenie dwóch palców z grzbietem dłoni zwróconym ku odbiorcy. Jest to równoznaczne z pokazaniem środkowego palca. Podnoszenie dwóch palców z grzbietem dłoni zwróconym w innym kierunku niż odbiorca jest całkowicie akceptowane.

    ITD

  79. Cykuta? Nie lepsza marysia?
    Nietoperzyco, nie pij tego świństwa bo to szkodzi na wątrobę, lepiej jakiś likierek na wesołość.
    Ja schrupałbym tę szarlotkę z Gdyni, nawet jeśli jest starą babą.
    A ten tekst o muzeum twarzy opatrzony jakąś pieczątką, podaj maila to dostaniesz grafiki bez śmieci. Tekst by mi się podobał do mojej wystawy, ale jak tu uwieść autorkę?

    O polityce nie będziemy gadać bo wiadomo, że władza deprawuje, więc nie ma o czym gadać! Będziemy gadać kiedy deprawuje dzieci, np ustawowo każąc im się uczyć różnych niebywałych bzdur.

    Duchowo natomiast:
    A ostatnio Benedykt coś mówił (słuchałem wczoraj w radiu) o tym, że trzeba zrobić porządek z duchownymi pedofilami, którzy stali się już jak wrzód na… łonie KK. Szczerze Ci powiem, że odetchnąłem. Uszło ze mnie całe to sprężone powietrze. Alleluja! Nareszcie każdy chierarcha przyłapany na pedofilstwie zostanie zesłany na banicję do jakiejś wiejskiej parafii. Bardzo mnie to cieszy, że po tylu stuleciach dopiero szesbasty Benedykt wydał taki edykt, że został ten problem zauważony .

  80. Słyszałem ostatnio taki dowcip o peedofilu, który poszedł do nieba a tu przed bramą św. Piotr zagrodził mu drogę: mówi, oj Panu Bogu by się nie spodobała twoja tutaj obecność. Pedofil na to: Ale ja do Dzieciątka Jezus….

  81. Tadku
    przepraszam ,że dopiero teraz , ale tylko dwie ręce mam i…….wyobrażnię .Ja stale mam tak jak w opisanym przez Ciebie wydarzeniu nocnym z wiezieniem grafiki taksówką , podobno jestem jak pogotowie ratunkowe .
    Moj email , Torlin Ci przesle a ja z góry dziękuje za wszystko co otrzymam .Chciałbyś poderwać Babkę z Gdyni …no , no to byłby nielada wyczyn .Na poważnie to plastyk( jakoś forma żenska mi tu nie pasuje) z zacieciem do gobelinów i równie cietym językiem , no i co najważniejsze gotuje pierwsza klasa , paluszki lizać , wiec z tą cykutą poczekam troszkę

  82. Dlaczego? Mnie plastyczka bardzo odpowiada, tak jak pisarka, rzeźbiarka, dentystka, a nawet anestezjolożka.

  83. Toperzyco. Nie? Nie jest facetem ta Babkatka z Dyni?
    Z tymi odmianami to dziwna sprawa i nie rozumiem dlaczego tak nam trudno te odmiany przechodzą przez usta?
    Niektóre odmiany oczywiście nabierają zupełnie innych znaczeń np. w przypadku sekretarz – sekretarka, ale wiele brzmi dziwnie np. profesor -profesorka, bo ma wyraźnie czeskie brzmienie, a redaktor-redaktorka buntowniczo.
    Moja przyjaciółka Basia Piegdoń – redaktor naczelny wrocławskiej „Gazety Wyborczej”podpisywała się właśnie „redaktorka naczelna” buntując się przeciwko uzusom.
    Najtrudniej chyba jest walczyć z uzusami w języku polskim.

  84. Ta powyższa moja wypowiedź wymaga uzupełnienia, i stąd anegdota, bo uznano ją za wojującą feministkę, którą wcale nie jest. Wojowała jedynie z dziwactwami języka.

  85. Tadku
    bez nie ? to ja jestem do niczego 😉
    Formy wypowiedzi są w istocie zastanawiajace .Czyż sekretarka nie brzmi odrobinę gorzej niż sekretarz , jesli do tego ma się w pamięci sekretarzy królewskich .Artysta plastyk brzmi dumnie a plastyczka …., ale to chyba nie kwestia języka , a naszego nastawienia

  86. No dobrze: artystka plastyczka, artystka malarka, artystka tkaczka itd, ale w sporcie takie rzeczy zdecydowanie dzielą się na męskie i kobiece:
    panczenistka, wioślarka, biegaczka, młociarka (nie mylić z młocarnią), bokserka (w grupie brzmi to zabawnie), ale kłopot już z ciężarówką i ciężarowcami, oszczepniczka, biathlonistka, szczypiornistka, tenisistka, łuczniczka, szybowniczka… itd

    Taktoperzyco: traktorzystko, tramwajarko, kominiarko, inżynierko, doktorko, budowlanko, górniczko, gitarzystko, perkusistko…. grzechem byłoby powiedzieć „przepiękna wio… wiolą… wiolączelistooooo.

    Nikomu, kto uczy się języka polskiego nie wytłumaczysz dlaczego tak?

    Mój kolega wykładający język polski dla studentów obcokrajowców wiele razy opowiadał mi o swojej pracy ze studentami, którzy logikę jednego języka próbują przełożyć na logikę innego i wychodzą z tego takie łamańce, że wszyscy mają ubaw po pachy.
    Kiedyś miał grupę afrykańczyków, którzy mogli się ze sobą porozumieć tylko po polsku bo nie mówili w podobnych językach.
    Np. Na którymś spotkaniu integracyjnym któryś ze studentów się spóźnił i chcąc się popisać swoją znajomością języka polskiego powiedzial: cieś, kto słychać? Otrzymał odpowiedź: Nić podobnego!

  87. Najzabawniejsza anegdota chyba z Łodzi. Jeden z afrykańskich studentów miał odmienić: „Ja noszę kalosze”. I odmienił: „Ja noszę kalosze”, „Ty nosisz kalosisz”, „On nosi kalosi”, „My nosimy kalosimy” itd.

  88. Oj Torlinie, to jest takie stare, że przedszkolaki przy tym zasypiają słuchając tego nie tylko w Łodzi.
    Lepiej skonsultuj się ze swoją kosmetolog, albo lekarzem lub rarmaceutą.
    Mój lekarz domowy to kobieta a farmaceuty mężczyzny nie widziałem od wieków.

  89. Wielu ludzi w Polsce uważa, że w Afryce mieszka murzynek Bambo i wszyscy ludzie o czarnej skórze mówią w tym samym języku.
    Bardzo interesujący program o buszmennach zrobił Wojciech Cejrowski. Szczególnie ciekawy był temat dotyczący języka, którego my nie znamy. Czasem słyszymy w radiu, że ktoś mówi coś w obcym języku i przyłapujemy się na tym, czy jest to szwedzki czy norweski, a może fiński albo węgierski… może estoński? (fiński i węgierski z jednego pnia)
    Buszmeński okazuje się bardziej precyzyjny bo urozmaicony przez całą game dookreśleń wyrażanych cmokaniem i czymś co trudno opisać. Zwyczajnie trzeba to usłyszeć. Dla buszmena język polski może się wydać bardzo prymitywny. Pal licho Mickiewicza! Zresztą to Litwin, nawet nie wiem czy nie zaciągał po litewsku.

  90. czy „sztuka” jest warta duzych pieniedzy….

    http://www.zeit.de/2010/07/Giacomettti-Skulptur-Auktion

    pozdrawiam 🙂

  91. Rysiu
    to jest problem , czy kazdy z nas nazwie to sztuką? W końcu może być rózna sztuka ….np. mięsa.Zastanawiać może nieraz za jakie , kwoty sprzedaje sie sztukę , ale …Dawniej artysta był na „utrzymaniu” mecenasa .Teraz musi „utrzymac” się sam .Ile w sztuce jest sztuki a ile snobizmu , nigdy się nie dowiemy , wszak sztukę każdy z nas odbiera indywidualnie.Istnieje takie zjawisko jak moda , nagle jakiś artysta staje sie modny , nie wiadomo czemu, a za chwile o nim zapominamy .Czy to sztucznie wykreowana popularnośc przez media dla zbicia kapitału , nie wiem , moze Tadek coś wiecej na ten temat wie

  92. Tadku
    zapomnialam o tym edykcie Benedyktowym , ciekawa propozycja : zesłanie na wieś.Tylko czy na tej wsi będą ludzie czy tylko ………barany

  93. Nietoperzyco, tam też będzie hipokryzja.

  94. Rysberlinie, pozwól że powiem wszystkim o czym mówisz:

    Po trwającej osiem minut licytacji w słynnym aukcyjnym domu Sotheby’s w środę za ponad 65 mln funtów (ponad 104,3 mln dol.) sprzedana została naturalnej wielkości brązowa rzeźba szwajcarskiego rzeźbiarza Alberta Giacomettiego zatytułowana „Idący człowiek I”.

    Wyceniana przed aukcją na zaledwie 12-18 mln funtów figura zakupiona przez anonimowego licytującego przez telefon nabywcę stała się tym samym najdroższym dziełem sztuki w historii. Wcześniej tytuł ten należał do sprzedanego sześć lat temu w Nowym Jorku obrazu „Chłopiec z fajką” Pabla Picassa, za który zwycięzca licytacji zapłacił o 100 tys. dol. mniej.

    Zdaniem branżowego pisma „The Art Newspaper” wysoka cena wynika z niewielkiej dostępności rzeźb szwajcarskiego artysty. Żyjący w latach 1901-66 Giacometti oprócz rzeźby zajmował się także malarstwem i grafiką. Jego twórczość określano jako surrealistyczną i ekspresjonistyczną.

  95. Jak już mówiliśmy wcześniej o prawie „martwej ręki”, spadkobiercom należy się z tej kwoty ok 4 550 000 funtów. Nie wiemy czy spadkobiercą w „jakiś sposób” nie jest kupujący i nie wiemy też o jaki interes chodzi. Ten kto kupił jest anonimowy i przebił licytację przez telefon. OK, wszystko co zgodne z prawem jest dozwolone. Dla kogoś kto przykręca śrubki w fabryce po 8 godzin dziennie przez 30 lat wydaje się to szokujące, ale dla kogoś kto „nie używa drobnych”, różnego rodzaju operacje polegające na kupnie i sprzedaży mają zupełnie inny poziom (dla nas może niepojęty) abstrakcji. Pieniądz jest czystą abstrakcją, kiedy go nie brakuje.
    Powiem coś o bogactwie.
    Wczoraj był tłusty czwartek. Gdybym bogaty to kupiłbym i zjadł 100 pączków, ale że jestem biedny to zjem jednego. Bardzo bym się zdziwił gdyby jakiś bogacz też zjadł jednego.
    Teraz pomyślcie o Dodzie, tek, której nie lubicie.
    Polubicie ją kiedy Wam powiem, że jest „warta” 150 000 000 zł. Nabierzecie do niej szacunku, kiedy zrozumiecie, że stała się bogata przed trzydziestką.
    Doda nie jest kimś wyjątkowym na tym rynku i te parę funciaków to nie jest ruina dla kogoś kto to kupił ale kapitał, taki sam jak Mona Lisa. W kapitał trzeba inwestować.

  96. Tadku
    hipokryzja jest wszędzie ..niestety .Tak jak edykt nią jest .
    Odnosnie aukcji , mnie w sprawie interesuje jak ustala sie wartośc dzieła.
    Im mniej dostępne usługi tym droższe , rozumiem że to przeklada się również na sztukę .Boję się pomysleć co by było gdyby Picasso namalował tylko trzy obrazy , ile by kosztowały

  97. Tadku
    mnie cięzko zszokować .Na inwestycjach i ryzyku sądze ,że znam się nie najgorzej .To ,że Doda jest warta tyle a tyle , to też nie nowość.Rynek zapłaci za to co się dobrze sprzedaje , a ona póki co się sprzedaje , VIp-y zawsze były w cenie , choć wiadomo ,że tu termin „ważności” jest istotny.Oczywiście możemy potraktować tą rzezbę jako inwestycje , ale nikt na dzień dzisiejszy nie określi stopy zwrotu na tej inwestycji , a wskażnik może okazać się ujemny

  98. OK, Nietoperzyco, skoro znasz się na na ryzyku i inwestycja to domyślam się, że jestem kimś właściwym jako cel dla takiej osoby jak Ty. Można we mnie sporo zainwestować a i ryzyko duże 😉
    Ja myślę, że rynek pierwotny jest „zatkany” bo jakoś trudno mi znaleźć jakiegoś współczesnego, żyjącego geniusza. Dzieła Twórców nieznanych, lub mniej znanych nie są tak policzone, jak dzieła sław więc mają mniejszą wartość lub żadnej. Mówimy o dziełach jak o nominałach.
    A teraz się zabawmy w inwestora. Wyobraź sobie, że kilka lat strawiłem na poszukiwaniu na aukcjach i w prywatnych kolekcjach rzeźb Giacomettiego. Artysta znany ale mało płodny w dziedzinie rzeźby. Znanych jest 20 jego rzeźb. Gdybym je wszystkie wykupił, po 3-5 tys. dolarów za sztukę to za kwotę, coś ponad, 100 tys dolców miałbym komplecik. Załóżmy, że chcę na tym zarobić. Wystawiam jedną z nich na słynnej aukcji – właśnie Sotheby. Mam kumpli finansistów i innych takich, których mogę podstawiać w licytacji. Licytuję sam siebie. Nie wiem ile % Sotheby bierze zw aukcję przedmiotu i od jakiej wartości. Nie wiem jakie są zasady, kiedy kupujący i sprzedający po aukcji dogadują się na inną kwotę. Zakładam, że ja jestem zarówno kupującym, jak i sprzedającym. Często w aukcjach uczestniczą pośrednicy, np. kancelarie adwokackie, oraz osoby anonimowe znane jednak giełdzie, więc wiarygodne.
    Reasumując:
    Wydałem 100 000 dolców na 20 rzeźb Giacomettiego. Załóżmy, że drugie 100 000 wydałem na figurantów, nagłośnienie w mediach i opłaty (jeśli sam coś od siebie kupuję to za to nie płacę podatku?)
    Sam sobie za jedną rzeźbę zapłaciłemnp. 15 milionów funciaków…. za jedną rzeźbę ze swojej kolekcji. Mniam. To powiedz mi teraz ile jest warta reszta tej mojej kolekcji, kiedy będę po kawałku wystawiał ją na sprzedaż?
    Jest jak chciałaś: inwestycja, ryzyko i potężny zysk!

  99. Tadku
    jesli wszystko napisze to będzie to sprzedaż moich usług , gdyż m.in z tego żyje, a nie wiem czy stać Cię na korzystanie z nich 😉
    Oczywiście ,że zapłacisz PCC , absurd , owszem ale takie są reguły
    Ile jest warte dzieło sztuki czy dla przykładu firma , która generuje obroty rzędu 60 miliardów dolarow i posiada aktywa na poziomie 300 mld dol ? Moga być warte 1 zł. Bo to rynek decyduje , a nie wycena w ksiegach czy specjalisci.Na temat wypromowania artysty i jego dziel ja już pisałam i podejrzewałam ,że właśnie taki mechanizm jaki opisałeś jest często wykorzystywany
    Inwestycja , ryzyko i potęzny zysk =życie
    Chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewałeś.

  100. nietoperzyco,Tadku

    wartosc jest wzgledna !!!

    Torlin obdzieli Was nagroda za wielodniowa,ciekawa
    dyskusje 🙂

    p.s. chetnie posiadalbym Sasnala,ale cala kase
    wydalem na Herta Müller 🙄

  101. Rysiu
    nagroda 😳
    odnośnie Sasnala rozumiem ,ze mówimy o wartość bezwzglednej czyli ilośći szelaszczących papierków w Twoim portfelu inwestycyjnym do ilości niezbednej by udać się do galerii 😉

  102. Nietoperzyco, masz rację – pieniądz ma wartość wirtualną i kiedy mówisz o „szeleszczących papierkach” to znaczy, że jest fizyczny i trzeba go nosić w walizkach. W przypadku firmy wycenianej na np. miliard w aktywach to może niewiele znaczyć zanim nie pozna się obciążeń bo rzeczywiście może być warta 1 $ po zbilansowaniu wszystkich składników.

    Podobała mi się wypowiedź naszego krezusa L. Czarneckiego, o którym mówiono, dla ilustracji start poniesionych przez naszych biznesmenów, że stracił (nie pamiętam) pół miliarda na akcjach Getin Banku. Odpowiedział, że to nie takie myślenie, bo bank należy do niego a on jest właścicielem większości akcji, więc stracił tylko wirtualnie, i tak naprawdę to nie są pieniądze.

    Zasada, że towar wart jest tyle ile się za niego zapłaci nadal działa i radzę się tego trzymać, żeby rozumieć czym wartość. Relacje między popytem i podażą regulują właściwości wartości, i oczywiście jest to zmienna. Zmienna w czasie i podlegająca wielu zasadom. Sprytni ludzie potrafią z małych rzeczy zrobić majątek.
    Rzadkie znaczki pocztowe, numizmaty, i wiele innych rzadkich przedmiotów (tu akurat w historii kultury) mają ogromną wartość w proporcji do swojej wartości początkowej.

    Np. złoty luidor noszony w surducie przez Napoloeona „na szczęście” podczas wszystkich bitew będzie wart milion razy więcej niż taki sam z epoki bez żadnej historii.

    Próbowałem to powiedzieć w poprzednim wpisie: rzeźba Giacomettiego p0rzed akucją Sotheby kosztowała 3000 $ a po 15 milionów funtów.
    Jeśli dzięki tej operacji wzrósł popyt na pozostałe dzieła to zysk jest niebywały.

    Maska Agamemnona wydobyta w ruinach Troi przez Schlimana jest bezcenna. Nie wiemy kto ją
    zrobił ale wiemy komu się ją przypisuje. Kto wie czy to nie jest mistyfikacja?
    Wiele kopii skarbów rzekomo wydobytych przez złodziei grobów faraonów krąży po świecie i co jakiś czas wypływają na powierzchnię jako oryginały.
    Biblioteki są wypełnione publikacjami z tej dziedziny. Blog nie wytrzymuje takiej ilości tekstu, więc to tylko hasła, które mają obudzić wyobraźnię.

  103. Tadku
    ja nie wiem czy my nagrode dostaniemy od Torlina czy nas nie przegoni , może zajrzysz do nas tam też da się „oddychać” .
    Popełniasz bład juz na poczatku , wycena aktywow finansowych firmy nie ma nic wspólnego z wartością firmy , a to najprościej oznacza ,że firma moze posiadać ogromny majatek bez obciążeń , a ja ją sprzedam za 1$

    Przy opisanym zysku na dzieła Giacomettiego , powiem tak , jednoskowy zysk był duzy w perspektywie czasowej może być ujemny , wiesz co to aukcja holenderska
    Kurcze znowu daje darmowy wykład 😀

  104. Nietoperzyco, wszystko można sprzedać z a 1 $. Wszystko zależy od kontekstu, czyli po co się to robi.

    Od Torlina nie dostaniemy nagrody bo wszystkie rozmowy powyżej 1$ to już polityka.

  105. Tadku
    to stary dowcip , podrózuje dwoch Żydów pociagiem .Jeden głęboko wzdycha , a drugi na to : o polityce chcesz znowu rozmawiać

  106. Nietoperzyco, proszę bardzo. Pytają posła o jego stan majątkowy. Wykazuje 10 000 zł, ale po miesiącu sprzedaje dzieło Giacomettiego za 100 000 000 funtów, a to dzieło znalazło się w jego posiadaniu jako spadek po prababci. Warte, w jego rozumieniu funta kłaków a teraz warte nieco więcej.
    Być może też tak należałoby rozumieć relacje być i mieć? Rozumieć też, dlaczego coś kosztuje tyle ile kosztuje?

  107. ale miało nie być o popolityce, więc mówimy o prawie spadkowym i tym kiedy się coś ma, a kiedy nie.

  108. Tadku
    jedno jest istotne , ja nie kwestionuje cen za dzieła artystów.Można zastanawiać się nad ich wartością czy nie jest przeszacowana , ale tylko w relacjach poznawczych . Gdybyśmy chcieli zbudować model kosztorysu za np.rzeźbę Giacomettiego ,jakie stawki ustalilibyśmy za czas przepracowany i co by to oznaczało? W końcu samo dzieło mógł wykonywać w tydzień , ale prace przygotowawcze mogły trwać lata .Jakie przyjąć współczynniki do takiego kosztorysu, pamiętając że każdy kosztorys jest kwestia umowna pomiędzy stronami .Tak jak transakcja kupna-sprzedaży dzieła ( nie ważne przez duże czy male „d”)
    Jeśli ktoś ( w domyśle wiemy o kogo chodzi , by Torlin nie krzyczał) ma takie dzieło w swoim zbiorze , to powinien mieć również świadomość tego co ma .Człowiek nie jest „małpą ” by powiedzieć nie wiedziałem .Nie wiem czy czytałeś „Łuk tryumfalny” Remarque .Jest tam scena gdy główny bohater dostrzega w ubikacji dzieło chyba Picassa i zastanawia się jak to możliwe ,że wisi ono bez ramek w takim miejscu , nie ubezpieczone , ale jeszcze bardziej zastanawia się jak to możliwe ,że człowiek posiadający takie dzieło żyje w podrzędnym hoteliku .To były dobre dylematy na tamte czasy , ale dziś , gdy wystarczy tak nie wiele by wiedzieć …..nie można wg mnie tłumaczyć się : nie wiedziałem to zbyt infantylne.
    Na temat prawa spadkowego nie będę się wypowiadać publicznie , jeśli będziesz miał problemy w tej dziedzinie daj znać , ale nie na „wizji”

  109. Jeszcze z innej beczki , nie wiem czy czytałeś podesłany przez Jackobskiego artykuł o lokomotywach .Mnie wcale nie dziwi ,że to kobiety , stały za tym pomysłem , bo zeby coś takiego uratować trzeba miec ogromną wyobrażnię 😉 prawda !!

  110. Toperzyco, nie znam dzieła Jackobskiego! Skoro nie znam to wiele nie tracę, jak ten co w kiblu trafił na dzieło Picassa.
    OK, jeśli mamy pędzlować ten wątek, to, ostatnim dziełem Van Gogha był portret jego lekarza (psychiatry), który uznał go dzieło za bohomaz wariata i zatkał nim okienko w kurniku.
    Tak naprawdę to nic nie ma sensu zanim sami temu sensu nie wymyślimy, nic nie ma wartości zanim sami nie powiemy co warte.
    Teraz rozprawiamy o różnych sytuacjach, kiedy rzeczy, nie zmieniając się, stają się inne.

  111. Wartość kurnika psychiatry podskoczyła o 100 000 razy!
    A propos prawa spadkowego, to wciąż czekam, aż nasz parlament zacznie debatować o genetyce w tym aspekcie. Parytety w sejmie przyjęły się demokratycznie niemalże bez dyskusji. Choć mowa o demokracji i równym uprawnieniu to z demokracją i równouprawnieniu nic wspólnego to nie ma.
    W spadku po przodkach mam albo więcej niż inni albo miej niż inni. Top zależy z kim próbuję się równać. Powinienem przecież dostawać dodatek za brak rozumu, albo za dostatek rozumu.
    Pomysł na to aby stworzyć parytet polegający na tym aby w sejmie zasiadało tyle samo głupców co mędrców też byłby idiotyczny bo każdy głupi chce i a nawet myśli, że jest mądry.
    Ja jestem za tym, żeby uchwalić parytet dla bezpłciowych również…. a pederaści, a lesbijki?
    Miało nie być o polityce a ja tu o lesbijkach…. przepraszam. Wyrwało mi się.

  112. poprawka …. nie o lesbijkach ale o głupocie miało być!

  113. Tadku
    jednym słowem, chyba bliska by Ci była myśl naszego prakseologa trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da
    Odnosnie Jackobskiego chodziło mi o ten , artykuł http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,37650,5071849.html
    to tak apropo dziewczyn .Mnie wcale nie dziwi ,że to dziewczyny , stały za tym pomysłem , bo zeby coś takiego uratować trzeba miec ogromną wyobrażnię prawda !!
    Moze sie przeniesiemy pod nowy wpis Torlina , jesli nas nie przegoni 😉

  114. Toperzyco, Torlin jest małoaktywny w tej piaskownicy i marudzi, że te foremki mu się nie podobają, ale przecież nie nawet mówi jakie mu się podobają i nawet nie zachęca do niczego.

    Pamiętam takiego Borysa z przedszkola. Nikt nie chciał się z nim bawić. Nie pytaj dlaczego. ;(
    Torlin mówi, że łazi po górach, mógłbym nawet z nim porozmawiać o Krzysztofie Wielickiem albo o Alku Lwowie (których poznałem), ale Dla Torlina ten blog sam sobie cieknie, jak jaki ściek.
    OK. Przenieśmy się gdzieś indziej.

    Jedyna dla mnie pociecha, że Ciebie wygrzebałem z tego piachu, trochę otrzepałem i…. może się nadasz ;)))))

  115. Toperzyco, czy ten „nasz” prakseolog to Kotarbiński?

  116. Tadku
    oczywiście 🙂

  117. Toperzyco, a propos tego dzieła Picassa w w kiblu w jakimś podrzędnym hoteliku, to gdybyś bywała w ośrodkach wypoczynkowych FWP zauważyłabyś na ścianach wiszące tam w pokojach i na korytarzach oryginały dzieł, obecnie znanych twórców o których obecnej wartości kierownicy tych ośrodków nie mogliby mieć pojęcia. Wtedy miały one wartość dzieł sztuki kupowanych „z metra”. Rynkową wartość miały mniejszą niż reprodukcje sławnych dzieł. Sam chciałem „podmienić” grafikę na swój rysunek (nie pamiętam już autora tej grafiki – 20 lat temu) ze ściany wiszący w pensjonacie FWP w Kudowie, ale powstrzymała mnie żona (historyk sztuki).
    Jako uczeń szkoły średniej chciałem też za pieniądze zarobione na wakacjach na budowie kupić kilka grafik Gielniaka bo były śmiesznie tanie nawet na kieszeń licealisty. 30 lat temu portretów Witkacego nikt nie cenił zbyt wysoko a przetrwały li tylko z przyczyn sentymentalnych, za akwarele Nikifora nikt nie dałby złamanego grosza, a teraz….

    Korzystajcie więc z okazji, póki możecie! Macie za mną kontakt dosłowny, w szerokim tego słowa znaczeniu. Myślcie o tym, że taka okazja jak ja i moja twórczość przeleci Wam migiem koło nosa. Potem będziecie mówili: no gdyby człowiek był wtedy mądrzejszy, to by wiedział co zrobić.
    Dokładnie na tym chyba to wszystko polega.
    Ja się staram być wartościowym twórcą i to Wam mogę zapewnić, że nie wyprodukuję kitu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: