Napisane przez: torlin | 04/02/2010

Wpis krótki, acz treściwy

Od dawna fascynowało mnie powiedzenie: „Litwo, ojczyzno moja” jak to napisał po polsku pewien Białorusin. Z jednej strony wszystkie odrębności kulturowe poszczególnych regionów dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów uważamy za część składową wspólnego dziedzictwa, z drugiej zaś wiemy świetnie, że wspólnota kulturowa ziem dawnej Rzeczpospolitej nie była wspólnotą etniczną i nigdy tak faktycznie nie wchłonęła ziem wschodnich. To był zawsze miejscowy koloryt, lokalna odrębność. Tworzyły one zestaw autostereotypów kulturowych powtarzanych bardzo konsekwentnie. Te „wstawki” białoruskie Orzeszkowej, ukrainizmy Sienkiewicza, ta „Święta Żmudź” Pola, jeszcze w końcu XIX wieku o pannach na wydaniu pochodzących z ziemiańskich dworów z Ukrainy Naddnieprzańskiej i z Podola mawiano w Warszawie „hoże Ukrainki”.

W dawnych wiekach nie raziły słowa „Litwo, ojczyzno moja”, gdyż kłopoty ze świadomością typu „gente Lithuanus – natione Polonus” (gens , gentis – ród, naród, szczep) zaczęły się dopiero wtedy, gdy odrzucił je narodowy, nacjonalistyczny ruch litewski.

Reklamy

Responses

  1. Piękny wpis Torlinie, i ta wspaniała bogata Pogonia!
    Parę lat temu do Muz. w Malborku wykonywałam
    Chorągiew litewską, oraz drugą o nazwie „Słupy Gedymina!
    Te ostatnią ktoś ukradł!-)))
    „Skąd Litwini wracali”?
    A serio za Litewską kulturą przepadam, już nie wspomnę,że z Wieszcza naszego do dzisiaj na pamięć znam fragmenty „litewskie”.
    „Stary Budrys , trzech synów, tęgich, jak on Litwinów…” itd.Pozdrawiam

  2. „kłopoty ze świadomością typu „gente Lithuanus – natione Polonus” (gens , gentis – ród, naród, szczep) zaczęły się dopiero wtedy, gdy odrzucił je narodowy, nacjonalistyczny ruch litewski.”

    To jest ciekawe spojrzenie na problem tożsamości. Byłbyś skłonny przenieść ten sposób myślenia np. na wielkopolan w pierwszej połowie XIX wieku? Władze w Berlinie widziały w nich Prusaków, co prawda polskiej proweniencji i na dodatek (o zgrozo) katolików, ale poza tym całkiem równoprawnych współpoddanych i współobywateli. Gdyby tylko nie ten narodowy, nacjonalistyczny ruch polski….

  3. Babko!
    Nazwa Litwa dla Polaka jest tak samo nostalgiczna jak nazwa „Kresy”. My nie możemy patrzeć na Litwę obojętnie, nam jest oczywiście przykro, że Litwini podważają sens Unii, ale mają do tego prawo. Tak jak my mamy prawo do własnych wspomnień i skojarzeń.
    Spływamy rzeką Marychą
    https://torlin.wordpress.com/2009/06/02/intymny-kontakt-z-marycha/
    Komandor rajdu: „Jacek, na którym brzegu jemy śniadanie?”. „Oczywiście, że na litewskim”.
    Telemachu!
    Ale w gruncie rzeczy między nami nie ma różnic, ponieważ i Ty i ja piszemy o XIX wieku, tych szalonych czasach, w których wykluwały się narody w stanie czystej kanoniczności – jeżeli tak można powiedzieć. Tymczasem ani w Starożytności, ani w Średniowieczu, ani w Renesansie sprawy narodowościowe nie były tak ostro stawiane. Oczywiście było „soczewica koło miele młyn”, ale mieszkali koło siebie Polacy, Niemcy, Rusini, Ormianie (i oczywiście Żydzi, ale ich sytuacja była troszeczkę inna). Nikt od Kopernika nie żądał deklaracji narodowościowej, chyba zdziwiłby się. To dopiero w XIX wieku…

  4. Ale mamy XXI wiek i deklaracje narodowościowe jakby po trochu odchodzą w cień…

  5. Cóż tu mówić, są narody, cóż są ludziska, jakby nie było…cóż było nie było, ale by było… cóż, jak was niema to czy ja jestem cóż.

  6. Do dzisiaj spotyka sie 100% zlitualizowanych ludzi, którzy przy spisie podają narodowość polską. Często ma to związek z religią, gdyż z tego co mi opowiadano w dużej części kościołów katolickich msze nadal są odprawiane po PL

  7. PAKu! Nareszcie! Chyba najbardziej jest to odczuwalne na Śląsku Cieszyńskim. Jeżeli nie nastąpi żadna katastrefa, to Cieszyn już niedługo będzie jednym miastem.
    No masz Edwarze rację aczkolwiek nieprawdaż albowiem nie wiem czy.
    Napoleonie. Mazurzy nosili polskie nazwiska, a pytani mówili że są Niemcami.

  8. Nazwiska? 😀

    Do domu moich dziadków zakwaterował się w czasie okupacji oficer Wermachtu, zresztą z pułku, który kontynuował tradycję dziadkowego.

    Nastąpiła wzajemna prezentacja. Panowie oficerowie podając sobie ręce przedstawili się sobie wzajemnie.

    Na dźwięk nazwiska dziadka fale Dunaju uśmiechnęły się do słońca, a wzgórza nad Wiedniem pozieleniały.

    Słysząc nazwisko okupanta Wisła stanęła na chwilę a lwie paszcze na Salwatorze otworzyły gęby.

  9. Miedzy wejściami w blogi czytam Russia: People and Empire, 1552-1917 Geoffrey’a Hosking’a.

    ISBN 0-674 – 78118 – X

    Książka dostępna także w Internecie

    http://books.google.se/books?id=IJRlCuCJmKYC&pg=PR1&lpg=PR1&dq=%22Russia:+People+and+Empire,+1552-1917+%22&source=bl&ots=5sDzWqtS1G&sig=RVlEoyZKVXCALsQCH3yiTQLV8Hk&hl=sv&ei=1wdsS5OeDZPw-Qbj1IT9Aw&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=4&ved=0CB0Q6AEwAw#v=onepage&q=&f=false

    Już na początku natrafiam na fragment, w którym Hosking wyjaśnia anglosaskiemu czytelnikowi dla nas klarowną różnice między Rus a Rossiia.

    Tezą jego jest, że Rossiia – imperium zniewoliła Ruś, że Rosja stanęła Rusi na drodze do rozwoju narodowego, na drodze do uformowania się narodu dając w zamian nie w pełni rozwinięty kaleki nacjonalizm Rosyjski. Nie miejsce tu by dalej referować lekturę.

    Chcę was zainteresować inną sprawą. Hosking powołując się na Vaprosy Istorii nr 11.1953 pisze, że słowo Rosja to zlatynizowana forma słowa Ruś i prawdopodobnie przyszła do państwa Moskiewskiego z Polski.

    Co o tym sądzicie?

  10. Ale to jest prawda, słowo „Rosja” jest zdaje się od XVI wieku. Nazwa „Ruś” jest przypuszczalnie szwedzką nazwą „Routsi”.

  11. To dobrze Torlinie. Miałem też taką nadzieję. Nie miałem też pretensji.

    Mnie tylko trochę drażni ta przedziwna (ugruntowana przez XIX wiek) optyka, optyka której Ci nie zarzucam, lecz z którą wciąż się spotykam. Według niej spolonizowany Białorusin mieszkający na Litwie (którą traktuje jako swą ojczyznę) był, jest i będzie (bo musi być) Polakiem, przecież Wielkie Księstwo Litewskie to też „Polska”. Lojalność Litwinów wobec Korony – to patriotyzm. Dążenia do własnego państwa – to zdrada. Mieszkańcy Litwy mają obowiązek bronić polskości do ostatniej kropli krwi, inaczej są nacjonalistami. A to jest be.

    Natomiast lojalność stojącego na czele Wielkiego Księstwa Poznańskiego Antoniego Henryka Radziwiłła wobec Prus – to rety, straszna zdrada. Mieszkańcy WKP mają przecież obowiązek obrony polskości do ostatniej kropli krwi. Inaczej są zdrajcami.

    Dla mnie ukrywa się za tym myśleniem o kresowych narodach pewna obłuda. Gdy my polonizujemy Litwinów, Łotyszy, Rusinów, Tatarów i Łemków – to pięknie.
    Gdy nas germanizują – to straszne i niesprawiedliwe. A przecież (przynajmniej) do 1831 roku Prusy były tak samo wielonarodowym i wielokulturowym państwem jak onegdaj Rzeczpospolita.

  12. Brak mi w tem rozróżnienia, które najprościej u Niemiaszków dojrzeć… Mają oni bowiem i „Heimat” i „Vaterland”, czego na polski nawet i przełożyć ciężko… Przyjmijmyż, że ten Heimat to „Ojczyzna domowa”, ta którą się chłonie pacholęciem będąc, z sąsiedztw najbliższych, z ludzi spokrewnionych lub zaprzyjaźnionych… Ojczyzna w rozumieniu Vaterlandu będzie tu czemś abstarkcyjnem, wydumanem, co nie znaczy że obcem i niekochanem, ale to Heimat zawsze sercu najbliższy. I gdy Mickiewicz, epigon wielokulturowej Rzeczypospolitej pisze „Litwo, Oiczyzno moja…” to opisuje swój Heimat, co mu nie przeszkadza snuć konceptów ułożenia zasad dla dla przyszłego Vaterlandu wolnego…
    Kłaniam nisko:)

  13. Kiedyś włączyłem się w dyskusję na jednym ze śląskich blogów na temat autonomii Śląska. Ciężka próba. To paradoksalne, że łatwiej mi było rozmawiać z ludzmi z RAS-iu, bez ogródek i twardo deklarującymi się jako Ślązacy a nie Polacy aniżeli z tzw „Wielko Polakami” czy zwolennikami Polski mocarstwowej (?) trzymającej z centrali wszystko twardo za gębę. Zresztą za samą próbę normalnej rozmowy a autonomistami okrzyknięty zostałem renegatem. Ciekawe doświadczenie
    Pozdrawiam

  14. Telemachu!
    Nie możesz mi robić zarzutu z „wielkopolaka”, bo ja taki nie jestem. W dawnej Polszcze było miejsce i dla Ormianina, Niemca, Żyda, Olendra, Szkota czy staroobrzędowca. Ale zrozum, to jest problem który pozostaje w ludzkich umysłach, tak jak u mnie litewski brzeg. Przecież ja nie staram się kolonizować Litwinów, ja się cieszę, że mogę wylądować na ich brzegu bez kontroli granicznej.
    Wachmistrzu!
    U nas jest to samo, ale niedokładnie. Polska (Heimat) to jest dawna Korona, Vaterland to są ziemie utracone: Lwów, Wilno.
    Kartko!
    Zawsze ciężka jest rozmowa z ekstremami.

  15. Torlinie, to jakieś nieporozumienie. Jestem jak najdalej od zarzucania Ci czegokolwiek. Po prostu odnotowuję rozpowszechnniony (ale na szczęście nie u Ciebie) automatyczny atawizm.

  16. “To dopiero w XIX wieku…” (narody poczuły się narodami).

    Poczucie wspólnoty plemiennej może i było czymś dobrym, ale w czasie, kiedy z lasu mogli wypaść z maczugami “obcy” i wziąć w jasyr nasze żony, siostry i córki, by się jeszcze bardziej rozmnożyć, częstując się przy tym naszymi zapasami żywności.

    Nie wiem… więcej złego czy dobrego wynikło w historii z poczucia “narodowej jedności”? Chyba jednak więcej złego…

    Mówią, że dzięki całej tej rzeźni w czasie I wojny światowej dorobiliśmy się własnego niepodległego państwa.
    Otóż, gdyby to ode mnie zależało (i miałbym na to jakiś cudowny wpływ), to nie wahałbym się ani minuty poświęcić naszą dumną „narodową tożsamość: (czytaj:“polskość”) w zamian za uratowanie życia tym milionom nieszczęśników, którzy np. wytruli się pod Verdun. Nie wspominając o tym, że pewnie dzięki zapobieżeniu tej jatce nie byłoby także zrujnowanej w połowie XX-go wieku Europy, następnych kilkudziesięciu milionów trupów, komór gazowych i Auschwitz.

    Z tych i innych względów nie za bardzo podobają mi się te wszystkie herby, flagi, hymny, msze i modły za WszechPolskę… i to nie tylko z powodów estetycznych.

  17. Chybaśmy się nie zrozumieli, Torlinie. Ty rozprawiasz o pewnych w sumie dość świeżej daty archetypach, ja o tym skąd się wzięły. Każdy ma swój Heimat i swój Vaterland, a z punktu widzenia Mickiewicza to byłoby dokładnie odwrotnie: Litwa jako Heimat uczuciowy, Rzeczpospolita (nie Korona) jako Vaterland dojrzałego twórcy i polityka. Swoistym nieszczęściem, czy jak kto woli szczęściem niemałą część literatury narodowej stworzyli nam ludzie z dzisiejszej Litwy, Białorusi czy Ukrainy, a talent na miarę Mickiewicza, Wańkowicza, Miłosza czy Sienkiewicza (choć ten już kresowiak chyba tylko po przodkach tatarskich) to potrafi swojej tęsknoty narzucić czytelnikowi i wpoić mu, źe to i jego tęsknoty, choćby ów nawet w dolinie Issy w życiu nie był…
    Kłaniam nisko:)

  18. „Z tych i innych względów nie za bardzo podobają mi się te wszystkie herby, flagi, hymny, msze i modły za WszechPolskę… i to nie tylko z powodów estetycznych.”

    Logosie, ja mogę się pod tym podpisać. Właśnie w takiej formie.

  19. Dzięki za poparcie, Telemachu.

    PS. Wiesz, że takimi oświadczeniami wkładamy palec między drzwi?

  20. witam !!!

    Logosie, ja tez jak i telemach z sympatia odnosze sie do cytowanego zdania.
    o palce jestem spokojny jestesmy u Torlina 🙂

    pozdrawiam kazdego 🙂

  21. Torlinie, no gdzież ten patriotyczny odpór?
    Sam chętnie wysłuchałbym kontrargumentów (a tak, jak na razie – po dołączeniu rysberlina – mamy tylko skromny triumwirat 😉 )

  22. L.A.!
    Jaki odpór? Toż my jesteśmy dumni z tego. Cytat z „Siedliska” – „Ja mam tatarskich przodków”. Nie ukrywam, że jak będę mógł zbadać swoje DNA, to zapytam o swoją przeszłość. Skąd moi przodkowie znaleźli się na Podolu? Skoro moje nazwisko jest znane na Rusi od XIV wieku , to to jest przecież okres powstawania szlachty z rycerstwa. Skąd Polak o tak czysto polskim nazwisku na Rusi w tym okresie? Odpowiedź jest prosta – moi przodkowie nie byli Polakami.
    Dawna Rzeczpospolita jawi mi się jako państwo niesłychanie barwne, oryginalne, wielokulturowe. I chciałbym, aby teraz też taka była. Mnie ksenofobia jest całkowicie obca (no – może trochę przesadziłem, nie przepadam za gettami arabskimi, tureckimi i murzyńskimi w miastach Zachodniej Europy), ale od Portugalii po Mołdawię, Gruzję czy Armenię – proszę bardzo.

  23. Torlinie
    Te getta, o których piszesz to współczesna rzeczywistość, też zresztą częściowo zmitologizowana.

    Rzeczpospolita, ta nie z monografii historycznych, to baśń.

    Patrzymy na nią w oddalenia. Nie czujemy zapachu, nie czujemy strachu. Zastał wydestylowany sentyment, sentyment czysty wyborowy.

  24. Między drzwi gdzie inni wkładali palce, ja wstawię nogę 🙂 Jestem chyba zupełnym dziwadłem, bo nigdy nie porwał mnie patriotyzm w stylu sienkiewiczowskim. Tamtych bohaterów oceniałam od początku raczej źle i nie mogłam się nadziwić, skąd tyle entuzjazmu dla tak w sumie marnych postaci, najemników wiszących u pańskiej klamki, ludzi gotowych w każdej chwili zaprzyjaźnić się z najgorszym wrogiem , aby przy pierwszej nadarzającej się sposobności zdradzić go a nawet zabić. Począwszy od eposów rycerskich mnie się ci rycerze nie podobali i moja ocena ich bohaterstwa była bliższa pogardy, niż podziwu, a już jako wzorzec cnót rycerskich?
    Kto na miły Bóg mógł posłużyć za taki wzorzec?
    W której fazie swego bujnego życia?
    Z czego mamy być dumni – z obrony Częstochowy, czy ze spalenia Wołmontowicz?
    W czym Brunhilda była gorsza od Izoldy? i t.d….
    Nie miałam łatwo z panią od polskiego 😉
    Cezary Baryka też nie zdobył mojego uznania…
    Chyba już jasne jest, dlaczego zostałam starą panienką 😀

  25. Nelu
    absolutnie nie wiadomo .Rozmawiając ostatnio z osoba wobec , której tworzylismy fanclub , chcę Ci powiedzieć ,że ona odczytał Sienkiewicza nie jako poważne dzieło a jego bahaterow jako wzorce ,tylko jako kpine i ukazanie w krzywym zwierciadle naszych bohaterow i życia w Polsce.Zatem Twoja Pani od polskiego może powinna być z Ciebie dumna 🙂

  26. Żeby to było takie proste…

    A może, gdyby pod Verdun nie wytruło się milion nieszczęśników, to wogóle nie byłoby nas na świcie?
    Albo… mówilibyśmy po chińsku? 😉

    Takie „gdybanie” to prowadzi nas chyba ad absurdum.

    Czasem odnoszę wrażenie, że jednak jakaś Siła pcha nas przez to wszystko, bo inaczej sami moglibyśmy się nie przepchać.
    I że z Dobra może wynikać Zło, tak samo jak ze Zła – Dobro.
    Ale (na szczęście?) i tak nie mieści się nam to w głowie, choć wszelkimi sposobami usiłujemy to sobie w głowie zmieścić 😉

  27. No to dobranoc 😀

  28. Dobranoc Nelu, Ty naprawdę nie lubisz Sienkiewicza?
    Edwarze!
    Każdą epokę historyczną można przedstawić w sposób lekko bajkowy, a można też w formie niesłychanie realistycznej. Pozostanie nam bród, smród, choroby, śmierć, nienawiść i strach. W Rosji nie można było przejechać samotnie z jednego miasta do drugiego, bo było 100 % pewności, że Cię znajdą, zabiją i ograbią. W Polsce też pewnie nie było lepiej. Ludzie tak śmierdzieli, że dzisiaj w życiu nie moglibyśmy koło nich siedzieć, śmierdziała również żywność tuszowana „pieprzno i szafranno, mościa panno”. Czy rzeczywiście tylko o tym powinniśmy pisać? Czy przypadkiem nie jest to temat dla książek typu „Życie codzienne w …”.
    L.A.
    Pamiętaj o starej zasadzie: „Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”. Chińczycy to bardzo mądry naród.

  29. Wachmistrzu!
    Ale to chyba dotyka każdego i każdy naród. Anglicy zawsze tęsknili za Indiami, dla Anglików to była ich perła w koronie. Francuzi za Indochinami czy Algierią. Jakbyśmy pojechali do doliny Issy

    to może poczulibyśmy olbrzymie rozczarowanie. Wszystko to jest przetrawione przez nasze myśli, uczucia, pamięć, duszę, rozum i nostalgię. Przecież jak czytamy „Memuary” Przybory widzimy zupełnie inną Wileńszczyznę niż Cywińska. Niechcący ten komentarz jest świetnym uzupełnieniem tekstu do Edwara. To jaka była ta Wileńszczyzna? Taka jak u Makuszyńskiego czy taka jak u Konwickiego? To zależy od nas.

  30. Torlinie
    ja nie lubię Sienkiewicza , to nie moja „bajka”.Owszem chyba wszyscy w odpowiednim wieku( ktory minął) chcemy czytać ksiązki o prawdziwych bohaterach , ale jest tyle wspaniałych pozycji, jak mawia Rysiu 🙂 , dajmy odpocząć Sienkiewiczowi

  31. Torlin!
    Lubię, lubię, ale już do niego nie wracam, jakoś mi już nie leży. To lektura wczesnej młodości. Opowieść jest barwna i porywająca, na kolejnych filmach śmiałam się i płakałam… Jędruś! Ran twoich niegodnam i t.d., albo „Panie pułkowniku Wołodyjowski!” No ale dalej szło to właśnie przekorne nicowanie charakterów i wartości człowieka i powstawał galimatias w głowie, kłótnie z rodzonym wujkiem i nie lekkie przejścia z polonistką. Omal mnie na ustnej maturze złośliwie nie oblała!

  32. Zapewne znasz i niezbyt a propos, ale jakoś rzuciło mi się w oczy:
    Jedynym jasnym promykiem wśród rozpętanych żywiołów nad Polską w 1939 było zachowanie się Litwinów. Niemcy nakłaniali rząd Smetony do zajęcia Wilna, lecz Litwini zachowali lojalność, a prasa litewska pisała z sympatią o Polsce. Aż do 10 września oczekiwano druzgocącej kontrofensywy wojsk polskich.
    Apoloniusz Zawilski Bitwy polskiego września, Znak 2009


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: