Napisane przez: torlin | 22/02/2010

Mit i motywacja

Mój kumpel Marcin na najwyżej położonej stacji kolejowej w Europie (linia kolejowa Albula/Bernina należąca do Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO).

Ponieważ jestem turystą niezależnym, wyjeżdżającym samodzielnie, a nie z biurem podróży, zawsze interesowałem się inspiracją ludzi podobnych do mnie do tego typu podróży. Pomijając całą kwestię piękna podróży kulturowej jest jeszcze moment, mgnienie, obraz, chęć, coś, co woła i zaprasza. Dla jednego (czyli dla mnie) jest to znalezienie się na stacji kolejowej Bernina w Szwajcarskiej Gryzonii na wysokości 2.328 m, inny chce zobaczyć na własne oczy tablicę w marokańskiej Zagorze „Tombouctou 52 jours” (52 dni z karawaną wielbłądów do Timbuktu), znaleźć się w bazie alpinistycznej pod Mount Everestem na wysokości 5.300 metrów, zobaczyć na własne oczy arcydzieła impresjonizmu w Muzeum d’Orsay, tryptyk Michaela Pachera w Kościele Farnym w St. Wolfgang (to znowu ja), przejść się po dachu Piazza del Duomo w Mediolanie czy zobaczyć drewniane meczety w Bohonikach i Kruszynianach wędrując śladami polskich Tatarów i ich kultury. Czasami jest to notatka w prasie, opowieść znajomego, kartka w książce, scena w filmie dokumentalnym. I sam nie wiesz kiedy, myśl ta zalęga się w twojej głowie i to już jest pewne – musisz tam pojechać, zobaczyć to na własne oczy.

Olimp – zdjęcie stąd

Ja rozumiem wędrówki śladami Blooma, Wołodyjowskiego czy bohaterów „Ziemi Obiecanej”, najczęściej byli to bohaterowie z krwi i kości, a nawet jeżeli byli bohaterami książkowymi, to byli najczęściej usytuowani w ówczesnej rzeczywistości w sposób nie do rozpoznania. W końcu Dublin tak wyglądał 16 czerwca 1904 roku, Romeo i Julia mogli mieszkać w swoim przepięknym mieście, a Jampol i Chreptiów były autentycznymi stanicami w dawnej Rzeczypospolitej. Ale dla mnie fenomenalne jest zwiedzanie obszarów ze względów na właśnie tego rodzaju skojarzenia – przypomniało mi się po ostatnim spotkaniu ze znajomym, który w zeszłym roku był w Grecji.

– „Słyszałem, że wlazłeś na Olimp?”

– „Tak, nie jest to trudna góra, ale bardzo tam chciałem być”.

– „Tak, a dlaczego?”

– „Bo tam mieszkają bogowie”.

Reklamy

Responses

  1. Nie pamiętam który podróżnik to powiedział:
    dlaczego podróżuję?
    spróbowalibyście wytrzymać w domu z moją starą….

  2. Zeenie!
    Wywiad z podróżnikiem:
    – Dlaczego wchodzisz na góry?
    – Bo lubię.
    – A dlaczego schodzisz?
    – Bo muszę.

  3. A propos
    zeen

    Są tacy którzy motywowani mitem wychodzą nocą na Łysą Górę.

    Potem takiemu podróżnikowi nic nie straszne.

  4. „Potem takiemu podróżnikowi nic nie straszne.”
    .
    Zwłaszcza że na Łysej Górze stoi klasztor i można tam dojechać samochodem. Nawet w Noc Świętojańską…
    .
    Ja to czuję odmiennie. Kiedyś trochę to inaczej wyglądało, ale dziś dla mnie wartością samą w sobie jest bycie w górach. Nie wejście na jakiś wymarzony szczyt czy znalezienie jakiegoś niezwykłego miejsca, lecz sama wędrówka, codzienne rozbijanie namiotów, rozpalanie ogniska, chodzenie po wodę itp.

  5. Pawle!!!

    Ja chciałem „oszukać”, „puścić w maliniak” tych którzy nie czytają przewodników turystycznych 😀

    Ech!

  6. A tam:

  7. bo Łysych Gór u nas dostatek 🙂

    http://www.zumi.pl/namapie.html?qt=&loc=%A3ysa+G%F3ra&Submit=Szukaj&cId=&sId=

  8. „Ja chciałem oszukać, puścić w maliniak tych którzy nie czytają przewodników turystycznych”
    .
    To wyślij ich na Sobótkę. Mit taki sam.

  9. W pobliżu mojego Polskiego letniego domu (może 500 m) było tradycyjne sobótkowe miejsce.

    Przyjeżdżam ci ja 3 lata temu celowo przed Janem, a tam, na tym świętym miejscu stoi żelazny krzyż. Proboszcz postawili.

    Wystraszył uczestników. Przenieśli się 2 km dalej.

    Wracając nocą chciałem skrócić drogę. Wpadłem w jakieś kolczaste zarośla. Wyszedłem z nich antyklerykałem.

    😀

  10. Tak to dobra motywacja , ja tez chcę na Olimp, bo tam bogowie mieszkali ;D

    Zdaje się ,że chrześcijanie ich przegnali , a może i nie , jak się patrzy na kościelne malowidła?…

    Ja jeszcze chce nad wodospad „Niagara”, a to ze względu na film o tym tytule i boginie ekranu, chyba nie jest zdetronizowana?…

    Pozdrawiam, myślę ,że te moje marzenia jestem w stanie zrealizować , ale wcale się nie spieszę ;)))

    Najpierw „Praga”, ale takie chodzenie po niej wg. przewodnika z bloga M.Szczygła 😀

  11. Przed wielu, wielu laty, po weselu mojego kuzyna, wczesnym świtem wyruszyłam z braciszkiem na spacer w sukience ze złotym paskiem i wizytowych letnich sandałkach na obcasach!!! Z tymi sandałkami w ręku wyszłam na Łysą Górę = Św. Krzyż!!!
    Cudownie się szło po suchej, aksamitnej drodze. Droga Królewska jakby nie było.
    Był koniec lipca, gorąco, powietrze na górze drżało przed oczami. Posiedzieliśmy chwilkę na kamieniach gołoborza – jakie to malutkie!
    I wróciliśmy na bosaka do Słupi Nowej. Towarzystwo się właśnie zabierało za śniadanie. To my też!!!

  12. Witaj Torlinie!Piękna pasja i masz szczęście,że ją realizujesz.
    A tu jedno z moich doświadczeń: otóż poznałam przypadkiem młodego podróżnika, z zawodu kustosza w naszym Muzeum.(Ostatimi laty , jakoś straciłam Go z oczu.)To pasjonat, jak Ty!Opowiedział mi,że pewnego roku zapragął zwiedzić Nepal i to w najbardziej odludnej jego części.Dołączył do ekipy himalaistów i tak z nimi wędrował, aż pewnego dnia dotarli do zabitej deskami wioski, gdzie raz na jakiś czas docierala cywilizacja w postaci samolotu zrzucającego zaopatrzenie, głównie sól.
    Kobiety pracujące w polu na widok przybyszów- uciekły.Po chwili pojawił się naczelnik wioski, sędziwy pan w podartym mundurze wskazującym na weterana II wojny.Znał angielski. Od słowa do słowa :-aa Polak?Warszawa- powiedzial i dodał radośnie k… a stolica!
    Zaproszony do wioski znajomy przegadał z tym Gurkiem,walczącym pod Monte Cassino, znającym Polaków dwie noce!
    Od znajomego kupiłam, bo nie mogłam przyjąć w prezencie przecudny nóż Gurków i miedziano- mosiężną bransoletkę.
    Przepraszam za przydługi wpis.

  13. Ja przeczytałem art w GW o szlaku do Santiago – że to ekstremalne psychicznie i fizjologicznie doświadczenie i że rózni dziwni ludzie tam chodzą, i bankierzy i córy Koryntu. Przeczytałem i o nim zapomniałem ale po kilku miesiącach mi się przyśnił. Potem ta myśl wracała aż mną owladnęła. No i pojechałem – pierwszy raz w życiu na samotną wyprawę, bez znajomości hiszpańskiego i bez jakiegokolwiek przygotowania – po 20 latach siedzenia za biurkiem. Gdy po trzech przesiadkach wysiadłem w Jaca w Pirenejach byłem zbyt zmęczony by się nad sobą zastanawiać. Ale gdy następnego dnia ugrzęzłem za kostki w błocie (od trzech tygodni tam lało) a potem co chwila musiałem zdejmować buty i spodnie by przeleźć przez wezbrane strumyki załamalem się i „Pomyślałem coś ty chłopie zrobił”. No ale później endorfiny się w mózgu wyzwoliły i zaczęła się ekscytująca włóczęga.
    Tak więc art w GW i sen były moją inspiracją do działań, ktore przewartościowały mi całe życie
    Pozdrawiam

  14. Jeśli lubicie góry, to nie będziecie mogli się oprzeć górze tej:

    http://swiatowid.bloog.pl/id,4977438,title,WONDERLAND-PARADISEczyli-lato-na-Mt-Rainier,index.html

    Bez wątpienia – jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie! 🙂

  15. Nelu! Edwarze! Pawle!
    A co zrobiono z Górą Św. Anny? Jaką szosę poprowadzono?
    Ps. dla osób nieznających tematu – przez Górę Św. Anny poprowadzono autostradę A-4, która przepołowiła Park Krajobrazowy.
    Julu!
    Jeżeli chcesz zwiedzać miasto w sposób kulturowy, to daruj sobie przewodniki po największych zabytkach, wybierz tylko te, które Cię autentycznie interesują. A poza tym znajdź w przewodniku coś, co Cię zafascynowało i spróbuj tam dotrzeć sama, jak ja np. w Wiedniu szukałem domu Hundertwassera, z biletem 24-godzinnym i planem miasta. Szczygieł to jest dobry kierunek.
    Babko!
    II WŚ obok bestialstwa, zbrodni i śmierci miała też niesamowite chwile w sensie pozytywnym. Ale to jest temat na inne opowiadanie.
    Wiesz co Wojtku, ja jestem wędrownikiem troszeczkę innego rodzaju, ja nie idę pieszo. Wydaje mi się, że moje fascynacje rozbudził Edward Gierek, puszczając nas do Demoludów, no więc w pierwszą wyprawę pojechałem przez Pragę, Brno, Bratysławę, Budapeszt, Szeged, Arad, Sofię, Płowdiw, Burgas, Warnę, Bukareszt, Kluż, Miszkolc, Koszyce do domu. I taka włóczęga mi pozostała.
    Logosie!
    Pomijając piękno zdjęć i samej góry jedno mnie zastanowiło. Ludzie chodzący po Górach Skalistych opowiadali mi, że są to niebezpieczne wyprawy, chodzi się grupowo, bardzo często z bronią, że najgroźniejsze są grizzly i pumy. A drugie – że jest mało tras do wędrówki. A tutaj na zdjęciach widzę krajobrazy typu alpejsko – tatrzańskiego, małe dziewczynki, wydeptane ścieżki, nastrój beztroski i swobody. Prawda pewnie jest gdzieś pośrodku.
    Do wszystkich – strasznie pozazdrościłem koledze pomysłu, pojechał specjalnie do Danii zdobyć najwyższy szczyt tego państwa. Czy to nie wspaniały pomysł? Ale zawsze pozostała Holandia. 😀
    Taka wyprawa jest niesamowita, kiedy jesteś bez samochodu, przejazdy jakimiś lokalnymi PKSami, senne dworce, w końcówce często kilkukilometrowa wędrówka.

  16. „Są to niebezpieczne wyprawy, chodzi się grupowo, bardzo często z bronią, że najgroźniejsze są grizzly i pumy.”
    .
    Ciekaw jestem, jaka jest statystyka strat w starciu człowiek-grizzly… A zwłaszcza człowiek-puma. Ta ostatnia to przecież kot kalibru naszego rysia,może ciut większy.
    Zjadłem zęby na chodzeniu po Karpatach rumuńskich, gdzie podobno roi się od bardzo niebezpiecznych niedźwiedzi brutalnych (tfu, brunatnych). To ten sam gatunek co grizzly, tylko inna odmiana regionalna. Nie widziałem nawet kawałka niedźwiedzia, co najwyżej tropy i odchody. Raz widziała go przez chwilę moja żona z odległości jakichś 300 m, ale ja nie zdążyłem, bo akurat patrzyłem w inną stronę.
    A przepraszam, widziałem w Rumunii niedźwiedzia. Na przełęczy z ruchliwą szosą i parkingiem. Włóczył się koło samochodów, szukając jakichś odpadków na śniadanie.
    Generalnie zagrożenie dla ludzi ze strony dzikich zwierząt drapieżnych to w większości mity.

  17. Nawiasem mowiąc, w rumuńskich górach żyje gatunek drapieżnika niebezpieczny dla turystów, zwłaszcza samotnych: canis familiaris.

  18. Zapomniałem napisać, że pojechał on do Danii do Yding Skovhøj, a nie na Wyspy Owcze, gdzie jest najwyższy szczyt.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Yding_Skovh%C3%B8j
    Wataha dzikich psów potrafi zachowywać się jak wilcza.

  19. Gorzej niż wilcza, bo psy w przeciwieństwie do wilków nie czują respektu przed człowiekiem.
    I wcale nie muszą być zdziczałe. Jeden z bardzo niewielu przypadków, kiedy w górach miałem autentyczne poczucie zagrożenia, to było wtedy, kiedy na pustej połoninie w górach Godeanu obskoczyła nas (byłem tylko we dwójkę z żoną) szóstka rosłych psów pasterskich, a ich gospodarzy nie było widać nawet na horyzoncie. Dobre dwieście metrów cofaliśmy się ostrożnie, wymachując na wszystkie strony kijami, zanim pieski doszły do wniosku, że przestaliśmy zagrażać owcom. Obchodziliśmy potem ten fragment grzbietu uciążliwymi trawersami.
    Anka nie zgodziła się już więcej jechać tylko we dwoje w rumuńskie góry.

  20. „Ludzie chodzący po Górach Skalistych opowiadali mi, że są to niebezpieczne wyprawy, chodzi się grupowo, bardzo często z bronią, że najgroźniejsze są grizzly i pumy.”

    To jest mit, Torlinie… Oczywiście, że spotkanie z niedźwiedziem może być niebezpieczne, ale spotkanie np. pumy jest niesłychanie rzadkie.
    A po amerykańskich górach chodzi się dużo – w grupach i solo.

    „A drugie – że jest mało tras do wędrówki.”
    A to jest jeszcze większy mit, Torlinie.
    Nigdzie indziej na świcie nie ma tak dokonale utrzymanych szlaków, jak w Ameryce Północnej – i w takiej ilości. (Dla przykładu: w samym tylko parku Yellowstone – który nota bene leży na terenie Gór Skalistych – jest ponad 1,5 tysiąca km. tzw. „maintained trails” (czyli utrzymywanych, doglądanych szlaków).

    Najwspanialsze trasy górskie (jeśli chodzi o kontynent Am. Płn. znajdują się – i to jest nie tylko moje zdanie – w parku narodowym położonym na granicy Stanów Zjednoczonych i Kanady, zwanym Waterton-Glacier.)

    * * *
    Spotkania z grizzly mogą być groźne (niemal każdego roku zdarzają się wypadki śmiertelne, a niedźwiedzi jest coraz więcej.)
    Jeśli chce ktoś przeczytać o tym, jaką przygodę przeżyłem (na szczęście 😉 ) w spotkaniu z grizzly, to zapraszam tutaj:

    http://logosamicus.bloog.pl/id,3661046,title,URSUS-ARCTOS-HORRIBILIS,index.html

    Jest jeszcze dość niersamowita historia, którą opowiedział nie tak dawno w swoim dokumencie pt. „Grizzly Man” słynny reżyser niemiecki Werner Herzog:

    http://logosamicus.bloog.pl/id,3674063,title,GRIZZLY-MAN,index.html

    Polecam i pozdrawiam

  21. Tak myślałem, że Logosie się odezwiesz. Dzięki. Po takich „sprawozdaniach” Pawła i Twoich nikt nie pójdzie na żadną połoninę i w góry. 😀

  22. Ależ ja właśnie jak najgoręcej namawiam wszystkich do chodzenia w góry 🙂 :

    http://logosamicus.bloog.pl/id,4950161,title,NATURA-PIEKLO-CZY-RAJ,index.html

    http://logosamicus.bloog.pl/id,3436740,title,CATHARSIS,index.html

    http://logosamicus.bloog.pl/id,4966733,title,BUTY,index.html

    Mam nadzieję, że mi wybaczysz te linki 😉
    Na usprawiedliwienie mogę mieć tylko to, że jednak łączą się one (bardzo) z tematem Twojego wpisu.
    Pozdrawiam

  23. Nic nie musisz się usprawiedliwiać, wszyscy są bardzo serdecznie przyjmowani w moim blogu.
    Julu!
    Nie odpowiedziałem Ci na wpis pod „Wznieśmy sztandary”, przyjąłem po prostu z sympatią do wiadomości to, co napisałaś.

  24. A nie wszyscy wiedzą na przykład, że najwyższą górą województwa mazowieckiego jest Altana w Ziemi Szydłowieckiej, mierząca całe 408 metrów. Piękny pretekst wyjazdu do Ziemi Radomskiej.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Altana_%28g%C3%B3ra%29

  25. A co powiesz o odwiedzaniu Baker Street przez turystów, którzy doskonale wiedzą, że wymyślona przez Doyle’a postać nigdy tu nie mieszkała?
    O oglądaniu stóp Matki Boskiej odciśniętych w miejscach na pewno za życia przez nią niewidzianych?
    Potrzeba mitu silniejsza jest od głosu rozumu;)
    Bo mit porządkuje świat, bo podlega interpretacji, bo pozoruje jakiś ład wśród chaosu, bo… nie chcę wyliczać. Któż nie szukał świętego Graala? Nie właził na Mont Blanc, by mocować się z Bogiem? Nie śniłeś o księżniczkach? :))

  26. Defendo!
    Też z chęcią zobaczyłbym Baker Street, ale niestety w życiu go (dom) nie zobaczę. Nie zobaczę, bowiem nie znoszę języka angielskiego, nie znam go, na wycieczki zorganizowane nie jeżdżę, a w Anglii z wyjątkiem angielskiego nikt nie zna żadnego innego języka (z wyjątkiem imigrantów). Anglia jest dla mnie zamknięta. Niestety.
    Ale na szczęście Alpy leżą w niemieckiej strefie językowej 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: