Napisane przez: torlin | 07/03/2010

Nowoczesność w świecie zabytków – w odpowiedzi Telemachowi

Po pierwsze – przepraszam za milczenie, sprawy techniczne i zapracowanie.

Telemachu – moim problemem są wątki w dyskusji pod moimi wpisami. Jeżeli dyskusja schodzi na tematy poboczne, mnie to nie przeszkadza, mówię tylko z uśmiechem, że komentarze są niesterowalne i nieprzewidywalne. Co innego, jeżeli ktoś usiłuje mi udowodnić, że ja nie mam racji, tylko że ja tak naprawdę nie napisałem ani słowa na ten temat. Powiem Ci szczerze, i nie gniewaj się za te słowa, ale piszesz w sposób demagogiczny. Mógłbym tak słowo po słowie, zdanie po zdaniu udowadniać, że ja tego nie powiedziałem, tego nie napisałem, o tym w ogóle nie pomyślałem. Cały Twój komentarz jest walką z czymś, co nazywasz torlinowym sposobem myślenia, tymczasem – dalibóg – o tym w moim wpisie nie ma ani jednego słowa.

U mnie nie ma ani jednego słowa, że należy budować dla mieszkańców zabudowę wysoką (w Polsce buduje się dla ludzi niską, wysokie to są biurowce). Co ma nierozgrzebywanie krakowskiego Rynku do Galerii koło Dworca? Jaki to ma związek? Przecież ja o Galerii nie pisałem ani jednego wyrazu. Nie wiem, jak to jest z Dreznem, ale (co już Ci Wojtek napisał) most jest w gruncie rzeczy koło Wrocławia – a tak w ogóle, to jaki mamy wybudować? W stylu Mostu Karola? Przecież to są tereny zalewowe, most jest długi.

A już najgorszy do skomentowania jest ostatni akapit, bo ja w ogóle nie wiem, z kim Ty dyskutujesz? Ze mną? Czy ja chcę zalać świat betonem?

Dlatego tak mi ciężko dyskutować o tych sprawach, gdyż ja mam umiarkowane poglądy, jestem za, a zarazem przeciw, jak mawiał mój ulubiony Klasyk. Mam wrażenie, jakbym rozmawiał z fundamentalistą, na zasadzie „nie – bo nie”. Telemachu – przykład Szwajcarii ma się nijak do problemów Polski – Szwajcaria ma autostrady. Polska musi wybudować sieć autostrad, chociażby ptaki miały latać innym korytarzem, a żabki kumkatki miałyby wynieść się do sąsiedniego stawu. To jest podstawa rozwoju Polski, bez tego będziemy jechać samochodem lub koleją do Wrocławia 6 – 8 godzin. A autostrady nie schowasz, możesz najwyżej ją „uekologicznić”, co nasze firmy próbują robić, sądząc po wkładkach autostradowych w pismach. Już w czasach gierkowskich trasę do Gdańska zbudowano na wiadukcie, aby zwierzęta mogły przechodzić pod spodem, a Wisłostradę koło Lasku Bielańskiego zbudowano nie na skarpie, a na dwóch niezależnych wiaduktach.

Jestem – jak wiesz – wielkim wielbicielem historii, zabytków, przyrody. Ale my musimy żyć, rozwijać się, bo jeżeli zamkniemy się w skansenie, to ulica Mazowiecka wyglądałaby dzisiaj tak:

A tak à propos Mazowieckiej – ten budynek (zdjęcie tytułowe na samej górze) jest uznawany jako jeden z najlepszych przykładów nowoczesnego budownictwa „wpisanego” w zabytkowe kamienice. Jest to Mazowiecka 11 – siedziba Związku Polskich Artystów Plastyków. Jeżeli chodzi o Tamkę, to ja napisałem, że nie jestem wielbicielem architektury tego budynku szopenowskiego, ja wiem, że budynek ten staje na miejscu starej kamienicy, ale z drugiej strony (dosłownie) znajduje się takie cudo.

My musimy Telemachu wypośrodkowywać. Miasto musi się rozwijać, nie może zamykać się w skansenie. Nie można nas porównywać z państwami zachodnimi, bo oni mają autostrady, linie metra, szybkie koleje, wielkie lotniska. Trzeba za każdym razem rozpatrzyć, czy zachowanie za wszelką cenę zabytku nie przynosi wielkich strat mieszkańcom. Takim przykładem jest fabryka Norblina w Warszawie, której mur od dziesięcioleci blokuje możliwość zbudowania drugiej nitki ulicy Prostej i jedna z najważniejszych tras w stolicy jest wiecznie zakorkowana.

Ja na szczęście nie muszę się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, moi Kochani Blogowicze będący ze mną od dawna wiedzą, że takiego wielbiciela zabytków i przyrody trudno znaleźć. Ale nie mogę zgodzić się z tezą, że „Pozwala to na rezygnację z (…) brutalnej rozbudowy autostrad na potrzeby blaszanej lawiny, a (jest to wymóg – dop. wł) elementarnej uczciwości wobec pokolenia naszych dzieci i ich dzieci”. Otóż Telemachu nie, i jeszcze raz nie. Będąc uczciwym wobec dzieci i wnuków musimy wybudować autostrady, koleje i lotniska.

PS. Mnie Galeria krakowska nie razi, wręcz rzekłbym, że pasuje do Dworca Głównego. Trzeba koniecznie dodać, że okolice Dworca były tak przerażające pod względem brzydoty i szpetoty, że nie wiem, czy nie lepiej, że jest Galeria.

Reklamy

Responses

  1. Bardzo dobrze, że JEST Galeria – Krakowska Galeria na miejscu urbanistycznego śmietnika.

    Powiem więcej. 😀

    Jest w Warszawie wyklinany Centralny. Niby to brzydkie. Tyle ze ja dobrze pamiętam jak wyglądały warszawskie prowizorki komunikacyjne.

    Pamiętam koszmarne drewniane schody i szopy.

    Pamiętam przyjemność, z jaka wchodziło się do nowo otwartej hali.

    Tak, spsiało to niebawem, ale tę chwilę, krótką chwilę doznania „nowoczesności” i krakowskiej zawiści pamiętam i ….:D

    Z anachronicznych dyskusji przypomnę wojnę francuską o Wieżę Eiffla, no te krakowskie sukiennice. Jak one by wyglądały gdyby nie kolejne przebudowy i modernizacje?

  2. Ad vocem do poprzedniego wpisu , wszystko jest możliwe gdy tylko się odrobinę pomysli
    przed:

    po:

    Szwajcarii drugiej nie chciałabym , bo już budowalismy drugą Japonię , Irlandię 😉 moze wystarczy budować po prostu Polskę

  3. Witajcie
    Dzisiejszy temat Torlina jest na esej a nie na krótką wypowiedź. Trudno całą problematykę wyczerpać w kilku zdaniach.
    W Hiszpanii szlak pieszy mający kilkaset lat przez góry prowadzi najczęściej obok albo pod autostradami krajowymi. To jest niesamowite uczucie gdy idzie się ścieżką górską kilkadziesiąt metrów pod autostradą i słyszy się nad głową głuchy stuk przejeżdżających konwojów ciężarówek. Wokół nienaruszona przyroda, średniowieczne, kamienne krzyże przydrożne i kaplice z początków ubiegłego tysiąclecia. Betonowe słupy autostrad obrastają bluszcze, wokół płyną potoki – po prostu dwa światy w koegzystencji. A potem wdrapujemy się na górę i ciężko dysząc patrzymy na piękno świata a gdzieś kilkaset metrów pod naszymi nogami przez tunele przebijają się kolejne konwoje ciężarówek. Te dwa odrębne światy tworzą nową jakość, która mnie nie razi. One się ze sobą nie kłócą, nie tworzą jakiegoś denerwującego chaosu. Lubię związek ambitnej stylistycznie i technologicznie nowoczesności z klasycznym pięknem przyrody czy starej architektury. Byle to mówiło o ambicji ludzi, o ich wizji świata. Mnie dobija siermiężność, chaotyczne i byle jakie klecenie – tworzenie jakiegoś małego, bezpiecznego, smrodliwego światku wokół siebie.Ograniczają mnie, stresują sklepy-baraki, kościółki sześć na dziewięć, pomniczki dołująco-depresyjne, piernikowe urzędy, nowobogackie plomby w starej zabudowie straszące jak złoty ząb w ruskiej szczęce. A wszystko to zalepione szmatami reklamowymi i maziajami udającymi graffiti. I psie gówna pod nogami. Polska tonie w szarzyźnie, jakimś dołującym uśrednieniu w dół. Wydaje mi się, że czas najwyższy na impuls do zmian nie tylko w polityce ale właśnie w kształtowaniu środowiska. Ludzie upodabniają się do niego. Jeśli wokół siebie będą mieli to co najlepsze z tradycji a równocześnie symbole ambitnej wizji przyszłości zupełnie inaczej będą myśleć i żyć. Ale to samo się nie zrobi – ktoś musi pokazać, że można. Po prostu potrzeba odwagi.
    Ale się rozpisałem … Bo leży mi to na sercu.
    Pozdrawiam

  4. …i na co te swary glupie,
    przeciez i tak zginiemy w zupie;)
    pozdrowienia sloneczne!

  5. Torlinie, myślę, że się zupełnie nie zrozumieliśmy. Odbrałeś moje uwagi jako kwestionowanie Twej racji. I tego też się (szczerze powiedziawszy) obawiałem. Nie chodziło mi o rację. Ale po kolei:

    1. Moja krytyka nie dotyczy ani Twojej osoby ani też prezentowanych przez Ciebie obiektów. Ona miała być (w zamierzeniu) refleksją na temat pogubienia ludzkiego, które znajduje (moim zdaniem) wyraz w niemożności całościowego spojrzenia na wspólne dobro które co Niemcy nazywają „Kulturlandschaft” (dyskusja jest trudna bo w języku polskim nie posiadamy nawet odpowiednika tego terminu, a co dopiero dorobku wielopokoleniowej debaty z nim związanej – powinno nas to zastanowić). Na utracie hierarchii ważności, na widzeniu wszystkiego osobno. Polska jest krajem zniszczonym, estetycznym pobojowiskiem, na którym rządzi wypadkowa gustu nuworysza i pomysłowej ambicji chłoporobotnika. Nie jest dobrze.

    2. W entuzjastycznym sposobie przedstawiania nowych wizji i projektów (zwróć uwagę, lajtmotiwem twego poprzedniego wpisu była myśl: gonimy ale jeszcze za wolno) widzę osobiście poważne niebezpieczeństwo: odwraca ten radosny entuzjazm (w moim przekonaniu) uwagę od tego co najistotniejsze, np. od rzeczy które można by uporządkować stwarzając zręby ładu architektonicznego i przestrzennego, Ładu wynikającego z poszanowania tradycji, potrzeb (może nie tylko potrzeb ego burmistrza, lecz np. też przyszłych pokoleń?), refleksji nad kierunkiem naszego przyszłego rozwoju?

    3. Niepokoję się, że prestiżowe projekty i imponujące obiekty zaimplementowane w brzydotę, przeciętniactwo i chaos przyczynią się do petryfikacji tego stanu rzeczy. Myślę, że wpierw należałoby posprzątać – w głowach, przepisach, poglądach. Argument, że Galeria Kraków jest sto razy lepsza niż to co było na tym miejscu przedtem zupełnie mnie nie przekonuje – nawet jeśli tak jest (a jest, bo pamiętam jak było). Miejsce w którym wyrosła było kolosalną szansą miasta na lokalizację tego, czego Ci aż tak brakuje np. centralnie położonego muzeum historii i prehistorii Krakowa, lub hal wystawowych lub nawet podziemnej hali widowiskowej. Nb. czy naprawdę campus UJ nie potrzebuje terenów na ekspansję? Szansę tę bezpowrotnie zaprzepaszczono lokalizując komercyjnego molocha w odległości 80 metrów od Plant. Czy tandetne centrum handlowe (które za 20-30 lat zamieni się w ruinę)w otulinie jednego z najbardziej urokliwych miejsc w Europie jest naprawdę wszystkim na co nas stać?

    4. Mam dziwne przeczucie, że nasze „gonienie” jest owczym pędem w kierunku, z którego inni (w międzyczasie) wracają potężnie rozczarowani. I boli mnie to, że z radością chcemy mieć te same problemy co inni, zamiast sobie ich oszczędzić. Boli mnie brak spójnej wizji przestrzennego rozwoju dla poszczególnych regionów naszego kraju, boli mnie myślenie, gdzie alternatywą do pstrokacizny, tandety blokowisk i bud oraz dziurawych gościńców mają być większe i bardziej błyszczące budy, szersze lecz równie koszmarne trakty. Boli mnie budowa autostrady Kraków-Berlin podczas gdy pociąg potrzebuje 12 godzin aby pokonać dystans który TGV pokonuje w ciągu 2 godzin a ICE potrzebuje dwie i pół. Mam wrażenie, że w pędzie do łatwych rozwiązań pomyliły nam się priorytety

    5. Prześladuje mnie (czasem) przeczucie, że niewiele się różnimy w braku wyobraźni od pokolenia naszych rodziców i dziadków – oni odbudowali Warszawę uzyskując budulec z rozbiórki średniowiecznych i renesansowych prerełek architektury w tuzinach małych miasteczek Dolnego Sląska, Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego. Nie byli w swym zaślepieniu w stanie pomyśleć 60 lat do przodu – i mamy teraz kompot tam gdzie mogłoby być cudownie.

    6.Wiesz – czasem myślę o Twych zachwytach nad aragońskł Torlą. Pojechałeś i zakochałeś się w niej, bo żaden miejscowy burak (jak np. na Costa Brava) nie zdążył tam postawić koszmarnych silosów dla turystów, Tesco obok kościółka byłoby niewątpliwym urozmaiceniem, Galeria Handlowa w perspektywie sfotografowanej przez Ciebie uliczki z pewnością zaparłaby miejscowym (w swoim czasie) dech. Hiszpanie w pędzie do nowoczesności zniszczyli (przez kolejne dekady względnej prosperity) nieodwracalnie część swego kraju, zamienili wybrzeża w blokowiska i teraz się tego wstydzą. Zbyt późno nauczyli się że dużo i szybko i nowocześnie to jeszcze nie wszystko – na szczęście takie zapomniane w swym czasie regiony jak aragońska prowincja korzystają z doświadczeń regionów dla których jest już za późno. Nie sądzisz, że my moglibyśmy uczyć się na ich błędach?

    7. Nic a nic mi nie przeszkadzają autostrady. W Szwajcarii, gdzie mieszkałem sobie dość długo – wcale mi nie przeszkadzały. Nie rozumiałem do końca wielu z mych szwajcarskich przyjaciół którzy marzyli aby było ich mniej. Coraz mniej. Tak było do momentu, w którym opracowywałem koncepcję marketingu turystycznego dla regionu Chur – uświadomiłem sobie dlaczego Amerykanin z Los Angeles albo Japończyk z Tokio jest gotów przywieść siebie i swe pieniądze do Szwajcarii. Bo nie może już patrzeć na betonowe piekło wielopasmowych autostrad.

    Polska jest mi bardzo bliska mimo iż znakomitą większość życia spędziłem poza jej granicami. Jest krajem infrastrulturalnie zacofanym i estetycznie zniszczonym. Paradoksalnie upatrywałbym w tym naszą największą szansę. Wystarczy abyśmy sobie zadali kilka ważnych pytań, ustalili czego nie chcemy, a czego chcieć nie ma sensu, przypatrzyli się doświadczeniom innych. To nieprawda że alternatywą do nowoczesności i postępu jest skansen. Jest jeszcze droga polegająca na myśleniu, planowaniu i rozwoju całościowej wizji przed rozpoczęciem poszczególnych inwestycji, na ustaleniu od czego należy zacząć i gdzie zamierza się skończyć. Myślę, że nie możemy sobie pozwolić na dynamiczny rozwój bez uprzedniego uporządkowania hierarchii wartości, stworzenia sensownego prawodawstwa dotyczącego ładu przestrzennego. Dynamiczny rozwój w imię rozwoju jest nader kosztownym wariantem. A my po prostu jesteśmy na to zbyt biedni.

    Potraktuj proszę moje uwagi nie jako krytykę Twej osoby lecz jako zaproszenie do wspólnej dyskusji. Jeśli możesz.

  6. Acha Torlinie, jeszcze jeden drobiazg. Piszesz, że jesteś wielkim zwolennikiem tradycji, przyrody, zabytków.Pomyślałem sobie, że to nas chyba różni, bo ja nie jestem. Z drugiej strony, uświadomiłem sobie, że moje ględzenie o „całościowym planowym pojmowaniu ładu przestrzennego” jako fundamentu tego, co anglosasi zwą cultural habitat, a niemieckojęzyczni „Kulturlandschaft” i nadanie temu pojęciu absolutnego priorytetu przed poszczególnymi imponującymi obiektami – może z polskiej perspektywy nie być czytelne.

    Pomysł (wcale nie nowy) polega na tym, aby przestać widzieć osobno przyrodę, krajobraz, tradycję, zabytki, architekturę mieszkalną, infrastrukturę – lecz aby zacząć widzieć całość na którą się składają, całość wymagającą prognozowania, pielęgnacji, delikatnych zmian, harmonijnego, obliczonego na potrzeby przyszłych pokoleń, a przede wszystkim dobrze przemyślanego rozwoju. Niech Cię proszę nie zmyli to co znajdziesz tutaj:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Cultural_landscape

    (porównaj zresztą obszerność tego wpisu z jego polskim odpowiednikiem). Chodzi o zdolność pojmowania i traktowania całokształtu naszego dziedzictwa (a zatem całego kraju) w tych kategoriach. Z takiego myślenia dopiero dają się wyprowadzić (konieczne) ograniczenia, priorytety, hierarchia ważności inwestycji. Bardzo mi takiego myślenia w naszym kraju brakuje. Naszymi emocjami rządzi często frustracja „wiecznie spóźnionych” na postęp. I dlatego zalewamy granitową kostkę lepikiem smołowym, wycinamy aleje w imie bezpieczeństwa ruchu (bo ludzie ważniejsi), brukujemy wsie kolorowym polbrukiem, zastępujemy czerwone tradycyjne pokrycia dachśw na Mazurach bloachodachówką koloru pistacjowych gaci lub dachówką papową koloru świateł sygnalizacyjnych. Dlatego umieszczamy plastikowe okna w chłopskiej chałupie, a bar szybkiej obsługi z szyldem wielkości boiska do koszykówki w rokokowej kamieniczce. Dlatego jesteśmy krajem betonowych ogrodzeń, koszmarnej architektury sakralnej wg. upodobań proboszcza, daltonistycznie orientalnej, postmodernistycznej okrutnie zdobionej tandety w budownictwie mieszkalnym. Z jednej strony podkreślamy naszą dumę z tradycji i umiłowanie zabytków – z drugiej nie pojmujemy, że istnieje coś takiego jak charakter ulicy, osiedla, dzielnicy i że warto czasami rozpasaną wyobraźnię lub pęd do przerzeźbienia podporządkować aby to uratować, ocalić. Nie pojmujemy (w większości), że całościowy obraz miejscowości nie jest własnością chwilowych władz, a zwnętrzny wygląd budynku własnością właścicela posesji. Nie rozpatrujemy wysokości planowanego domu w powiązaniu z tym jak będzie się prezentowała „skyline” z odległości 5 km i czy barokowa wieża pobliskiego kościoła na tym nie ucierpi.

    Bardzo trudny temat, ale warto rozmawiać. A przede wszystkim pytać innych, porównywać doświadczenia, zaznajamiać się z tym co robią i czego unikają inni. Na to jest jeszcze czas. I trzeba (aby miało to sens) robić to przed planowaniem i budowaniem. Nie sądź proszę, że wiesz czego potrzebują nasze dzieci i wnuki – i w jakiej kolejności. Byłem świadkiem w zach. Europie , jak wchodzące w życie pokolenia zaczęły w latach 80tych przeklinać swych rodziców i dziadków za to co pozostawili. A ci przecież chcieli tak dobrze, nowocześnie, szybko, sprawnie…
    Nasze dzieci (również w Polsce) nie będą ukształtowane przez socjalistyczną biedę i wyrzeczenia. One porównają irlandzkie i szkockie miasteczka, skandynawski ład architektoniczny, szwajcarski krajobraz, ocienione aleje Flandrii, kręte dróżki w Tyrolu, architekturę południa Francji lub Niemiec – z tym co my mamy zamiar im zgotować. I – czego się obawiam – wcale nie będą nam wdzięczne za autostrady łączące poszczególne obszary architektonicznego koszmaru pogrążonego w przestrzennym chaosie.

    Przepraszam, rozpisałem się. Już nie będę:

  7. Galeria Krakowska jak każda inna, ale robienie z fasady rusztowania pod banery reklamowe wydaje się być niszczeniem przestrzeni.
    Dla mnie przykładem możliwości współistnienia różnorakich stylów jest zabudowa Wiednia.

  8. Telemachu sądzę, że budowa atostrad moze postępowac równolegle z opracowywaniem loklanych planów zagospodarowania.
    Jak wieść gminna niesie spory procent terenów zurbanizowanych planów takich nie posiada – nie posiada nawet potrzeby, by takie plany opracować.

  9. Jak dla mnie, to rzecz przypomina nie tak dawną dyskusję o języku i zapożyczeniach u Adama Szostkiewicza.
    Czyli: nowości — tak! Ale nie bezkrytycznie. To, że stawia się im opór służy dobrym wyborom. Bo dobry wybór wymaga dyskusji, przemyślenia, a czasem nawet rezygnacji.

  10. Piotruś

    Zaraz, zaraz.

    Co złego jest w reklamie?

    Sztuka użytkowa.

    Taka jak kiedyś polichromie, freski i rzeźby na ścianach kościołów, jak witraże i świętych obcowania, wrogów pogromy, apoteozy miasta czy suwerena.

    Ma też reklama niebanalną zaletę – jest tymczasowa. Co dzień możemy zobaczyć coś innego i inaczej.

    Dziś na fasadzie błazen cieszy tłumy popem czy rapem, jutro kobieta bezboleśnie goli nogi a mężczyzna głowę, pojutrze na odwrót. Kurczaki tańsze niż zwykle i pamiętaj ubezpiecz się.

    Reklama, jeśli dobra, zachęca do działania, do kupowania i wybierania tego, co zrobił ktoś inny, uspołecznia.

    I pytanie. Jaką funkcję miały i mają Fasady od ich zarania do dziś?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: