Napisane przez: torlin | 27/04/2010

Powrót z wakacji

Wyjazd był fantastyczny, udany, z piękną pogodą, mnóstwem niespodzianek, ale też z przykrą sytuacją, którą w sposób dramatyczny pokazuje powyższy obraz (zdjęcie z Internetu, a nie mojego autorstwa).  W Górach Izerskich zgubiłem aparat fotograficzny.

Włóczyłem się po Dolnym Śląsku, najpierw wędrowałem z Geografem po Karkonoszach z noclegiem w schroniskach, mnóstwo śniegu, część szlaków przetartych, część zamknięta. Doszliśmy do stacji radiowo – telewizyjnej, lecz w drodze powrotnej Mój Towarzysz postanowił pójść tzw. „mokrą drogą” do Schroniska pod Łabskim Szczytem, co sprawdziło się w oryginale. Z wodą cieknącą z butów poszliśmy na dół do schroniska „Kamieńczyk”.

Po rozstaniu z Geografem postanowiłem sam przejść Góry Izerskie w drodze do Świeradowa Zdroju. Po przedarciu się przez 1/3 trasy zorientowałem się, że nie ma szans, abym dokądkolwiek dotarł, ale też nie widzę jakiegoś innego mądrego celu, mam mokre buty, jestem zmęczony i na domiar złego zgubiłem aparat fotograficzny. „Uratował” mnie przygodny turysta (jedyny, jakiego spotkałem), który zabrał mnie do Jakuszyc i stamtąd samochodem do Jeleniej Góry do Kartki.

Następnego dnia zrobiliśmy z Wojtkiem wspaniałą wyprawę, pojechaliśmy szynobusem do Zapory Pilichowickiej (zdjęcie u góry) i stamtąd brzegiem Bobru prawie 20 kilometrów do Jeleniej Góry, zwiedzając po drodze cztery zapory budowane jeszcze przed I Wojną Światową przez Niemców. Następnego dnia pojechaliśmy do Świeradowa Zdroju, udało nam się wynająć apartament za śmiesznie niskie pieniądze, włóczyliśmy się po okolicy, a jednego dnia pojechaliśmy do Zamku Czocha, w którym kręcone były takie filmy jak: „Gdzie jest generał?”, „Tajemnica twierdzy szyfrów” czy „Wiedźmin”. Z naszych włóczykijowskich peregrynacji została mi w pamięci Czerniawa-Zdrój będąca uzdrowiskiem od końca XVIII wieku, a teraz jako dzielnica Świeradowa łapiąca dotacje unijne jako opuszczona przez Boga i ludzi osada – napis na tablicy o dotacji Unii: „2009 rok – uwodociągowanie Czerniawy-Zdroju”. Po pierwsze – nie ma takiego słowa, po drugie – wodociąg? Dopiero w 2009 roku?

Po posiedzeniu dwa dni u Cioci w Lubaniu i utuczeniu mnie jak kapłona pojechałem do Wrocławia. Nelu – to jest przepiękne, cudowne miasto, ze wspaniałą architekturą (nie mówię tylko o Ostrowie Tumskim czy Wyspie Piaskowej), czułem się jak prowincjusz, pierwszego dnia zrobiliśmy trasę rowerem dookoła Wrocławia, między innymi po wałach, ale przejeżdżając również przez ścisłe centrum, następnego cały dzień włóczyłem się po zabytkach i pływałem stateczkiem po Odrze . Moim Gospodarzom było mało i zafundowali mi jeszcze „Wrocław by night”. Zazdroszczę Ci włodarzy miasta.

Tak że przeszedłem zachodnią część Karkonoszy, część Gór Izerskich, zwiedziłem Jelenią Górę, Szklarską Porębę, Świeradów Zdrój, Lubań Śląski i Wrocław, nocowałem zarówno w apartamencie, w schronisku jak i w bursie gimnazjum, jadałem śniadania ze „szwedzkiego stołu” w eleganckiej restauracji jak i w stołówce gimnazjalnej. A wróciłem sobie luksusowo Intercity via Poznań. Dziękując moim Kumplom wakacyjnym obiecuję większą dynamikę blogową.

Advertisements

Responses

  1. Witam! 😀

    Właśnie zajrzałam , bo byłam pewna ,że będzie nowy wpis 😉

    Szkoda ,że nie ma zdjęć, a towarzysze podróży też nie robili żadnych zdjęć?…
    Wygląda na to ,że wycieczka była bardzo udana i z przygodami 😀

    Co do wodociągów, no cóż , mój brat w domku pod Krakowem, w średniowieczu bogate miasto, które z biegiem czasu zredukowało się do wsi – miał wodę z pompy ;D)))
    I też „uwodociągowanie” – nastąpiło dopiero w 2009 roku :D)))
    Tak to jest, jak się mieszka w dużym mieście – stolicy , w oderwaniu od reszty kraju! …

    Ps.
    I wcale mnie nie śmieszy, jak na wsiach pracownice, z MOP-su , potrafią odebrać rodzicom dziecko z powodu (sic!) braku bieżącej wody !!!
    A przecież jeszcze nie tak dawno ich rodzice , byli chowani w takich warunkach zarówno w miastach , jak i na wsiach.
    Wystarczy prześledzić kamienice czynszowe, kran na podwórku i ubikacja też. ;D)))

    Pozdrawiam!

  2. Julu – robili, ale ja nie mam w tym momencie czasu pozałatwiać tego. Obiecuję poprawę.

  3. Część Torlinie
    Cieszę się, że dotarłeś do domu w dobrym humorze. Dokumentację gdy tylko spakuję prześlę Ci do skrzynki.
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Fajnie ci:)

    Ja w sumie przez najbliższe 2 miesiące nigdzie nie wyjadę, a w lipcu to pewnie do Dojczlandu:), jak co roku trza się dokształcać i kontakt z językiem utrzymywać.

    pzdr

  5. Wrócił nasz podróżnik , że Wojtek zadowolony wiem od dawna , okazuje się że Torlin też , a Geograf ….

  6. Dobry wieczór.

    Hm. Gospodarza nie ma w domu?
    Poczekam.

  7. Przepraszam! Ja mieszkam w aktualnej stolicy Polski (Warszawa) i nie jestem uwodociągowiony. Co wy na to?

  8. Obiecanki – cacanki, obiecałem „większą dynamikę blogową”, ha ha, tymczasem wczoraj pracowałem od 7 do 10 wieczór, a dzisiaj mnie złożyło. Ja muszę być na jutro zdrowy. Wszystkim bardzo dziękuję za odezwanie się. Grzesiowi i Laurze obiecuję, że będę do nich zaglądał.
    Tes Tequ!
    Na Warszawę spoglądam coraz bardziej surowym okiem. Warszawa w dalszym ciągu nie ma gospodarza, na każdej ulicy, na każdym placu jest nie tak, jakby człowiek chciał. A na obrzeżach to jest tragedia, beki jeżdżące z nieczystościami, telefony na słupach, u mnie zrobiono na ulicy odwodnienie, ale nie zrobiono studzienek, bo nie ma pieniędzy. Ot – proza życia. Biedne miasto.
    Na śmierć zapomniałem przywitać Elfenlied, zostały do mnie przy poprzednim wpisie skierowane tak miłe słowa. Bardzo dziękuję, witam i miło mi, że jesteś.

  9. Tak się cieszę, że wróciłeś i tak się cieszę, że spodobały ci się Karkonosze i Izery 😀
    Jeszcze bardziej mnie cieszy, że spodobało ci się moje ukochane miasto – Wrocław. Bo troszkę się obawiałam, że stwierdzisz przesadę w tym, co ja od czasu do czasu wypisuję, ale tak bardzo lubię Wrocław, że każdą okazję wykorzystuję, aby się czymś pochwalić… nie SIĘ tylko WROCŁAW!!!
    To fakt. Mamy udanych włodarzy.
    Sami ich wybieramy 😆

  10. Witaj Torlinie – Wszyscy tęsknią do normalności.
    Czyli fantastycznych podroży, górskich wędrówek i miejskich spacerów.

  11. Torlin przez chwilę zawitał w stolicy wielkopolski 🙂

  12. Dolny Śląsk kusi wielu innymi atrakcjami – bo nie ma takiego drugiego „Dolnego Śląska” – tu jest cysterska potęga – Lubiąż (z Willmannem) i Henryków od „pierwszego zdania po polsku”, Kłodzko z twierdzą, Milicz ze stawami rybnymi tworzonymi już w średniowieczu, Świdnica z kupiecką dumą i niezwykłej urody Kościołem Pokoju – podobnie jak Jawor z takimż Kościołem, Trzebnica umiłowana przez św. Jadwigę. I Lądek – najstarsze uzdrowisko, i Bystrzyca Kłodzka z jedyną taką panoramą miasta, i dominium Marianny Orańskiej – dzielnej księżnej, co poradziła sobie z tworzeniem potęgi posiadania bez pana męża (Międzygórze, Stronie Śląskie, Kamieniec Ząbkowicki itd.), i Wałbrzych – niedocenione miasto „przyklejone” do zamku Książ – lista jest otwarta, bo Dolny Śląsk jest absolutnie niepowtarzalny. Daje rozległą perspektywę historyczną i geograficzną. Dolny Śląsk to jest potęga, jak wielka tajemnicza Księga do długiego studiowania, z takimi tajemnicami do odkrycia jak zamek Czocha – cudo, prawda? Pozdrawiam z okolic Czarnej Góry.
    PS Dzięki za powitanie. Zachęta do zapoznania się z 3-letnimi zasobami Twojego bloga przy dzisiejszym tempie życia cofnie mnie niejako w zamierzchłą przeszłość… Miło będzie zadziwić się ponownie tym, co już, w natłoku zdarzeń, zapomniane. Pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: