Napisane przez: torlin | 07/05/2010

Romansik epoki

Opowiadał mi pewien Polak z Kanady, że pewne małe, senne miasteczko w USA leżące na brzegu pustyni postanowiło w jakiś sposób się wypromować. Zrobiono burzę mózgów, ale nic interesującego w tej mieścicie nie tylko nie było, ale trudno było sobie wyobrazić, co to by mogło być. I w pewnym momencie pewien młody człowiek raptem powiedział na głos: „Zróbmy bramę na pustynię”. Zebrani zaśmieli się, bo na tę przeklętą pustynię można nie tylko wejść w dowolnym miejscu, ale po co w ogóle tam włazić. Ale dał radę ich przekonać – bramę piękną, dużą zbudowali. Po trzech latach stały 2 pensjonaty, doprowadzono szeroką drogę, a turyści na wielbłądach przemierzali ustalone trasy turystyczne. Opowiadał mi to wszystko, aby mi udowodnić, jak Amerykanie są przedsiębiorczy i jak z niczego potrafią zrobić coś.

Gdańsk razem z Weimarem i Weroną postanowił zostać mekką zakochanych par podróżniczych i stworzyć razem z partnerami „Miasta miłości”. Romeo i Julia, Goethe i Lotta oraz Kopernik i Anna Schilling  – kiedyś te trzy pary łączyła wielka miłość, dziś siły łączą miasta, w których kwitło ich uczucie. Werona, Weimar i Gdańsk mają się stać celem zakochanych. Niby każdy pretekst jest dobry, w końcu bramę na pustynię też można było postawić, mimo że jest to bez sensu. Ale…

Ja się czepiam. Bez sensu, bez dowcipu, mam za złe. Należy mnie uciszyć. Ale jakie to słynne romanse? No jeszcze Romeo i Julia – to się zgadzam. Ale Goethe i Lotta? Po pierwsze, to nie Lotta, a Charlotte Buff, Lotta to jest unieśmiertelnienie Charlotte w literaturze światowej. A po drugie tam nie było żadnego romansu, Goethe jedynie zakochał się w 18-letniej pannicy, mającej zaraz wyjść za mąż i po trzech miesiącach wyjechał. Ja wiem, czy to jest jedna z najważniejszych par miłosnych? Jeszcze w Polsce nie daj Boże nastąpi Efekt Wertera!

A trzecia? Anna Schilling  i Kopernik? Że mieli romans jest to dowiedzione, gdyż rozmawiał na ten temat z Kopernikiem najpierw biskup warmiński Maurycy Ferber, a później jego następca Jan Dantyszek, Kopernik rzeczywiście za wszelką cenę nie chciał się pozbyć swojej gospodyni, ale czy to był romans epoki?

Wszystko wybuchło podczas remontu najstarszego ceglanego budynku w Gdańsku, zbudowanego w 1451 roku w stylu gotyckim, jedynie częściowo zniszczonego w czasie II wojny światowej, po której przywrócono mu niemal dokładnie poprzedni wygląd. Podczas kolejnego remontu do piwnic budynku weszli archeolodzy, znaleźli w nich fragmenty fajek, drobne monety i fragment zniszczonego kufra z datą „1539” i inicjałami „A.S.”. Z drugiej strony zbutwiałej deski widniało imię Anna i mocno zamazane nazwisko, prawdopodobnie „Schilli..”. Ja jestem wprawdzie niewierzący, ale czy romans kanonika z własną gospodynią jest promocją miasta?

A Zgorzelec nie chce być gorszy, Goethe znowu zakochał się w 18-latce i dzisiaj grób Wilhelminy Herzlieb stanowi jedną z atrakcji Miejskiego Cmentarza w Görlitz. Ale to mało, o tej miłości z Lottą będzie kręcony film, zapraszam wszystkie swoje czytelniczki do Zgorzelca na casting. Powiedzcie mi same, czy to nie jest cudowne ogłoszenie? Rozczulające: „Filmowcy poszukują szczupłych i niewysokich osób (wzrost do 190 cm)”.

Czy naprawdę nie było słynniejszych romansów, że wspomnę chociażby o Pani Walewskiej, Izoldzie, Pani Hańskiej, Annie Austriaczce, Hrabinie Cosel, George Sand, Delfinie Potockiej czy Dagnie?

Reklamy

Responses

  1. W czasie któreś z wizyt Polsce jadąc z Warszawy ku Bieszczadom rzuciła mi się w oczy tablica:

    WITAMY W BRZOZOWIE BRAMIE DO BIESZCZAD.

    Zdziwienie nasze było wielkie.

    Pisze „nasze”, bo zdziwiłem się i ja, i moja towarzyszka podróży Pani GPS.

    Już Bieszczady?

    Przecież kiedyś na Ustrzyckim wzgórzu Laworta ktoś mi tłumaczył, że to wzgórze to jeszcze nie Bieszczady tylko cos innego. Nie wiem czy miał rację.

    Wiem jednak ze z Brzozowa do Bieszczad jeszcze kawałek. Sanok w swej dumie tak się nie określa. Dopiero Lesko też Brama i Ustrzyki także.

    Ile tych Bram do Czorta?

    Wtedy to właśnie zrodziła się w mojej głowie myśl że przecież ten Brzozów na wzgórzu mógłby za Polską Weronę robić.

    Czemu nie?

    Wielki choć przelotny romans, którego echo dotarło nie tylko do Krakowa i Wilna, nie tylko rozeszło się po całej Jagiellońskiej Wspólnocie od Warmii do Kijowa, ale słychać było o nim w Rzymie Juliusza III i jego następców.

    Anuchna z Brzozowa i Stanisław Orzechowski!!! Anuchna i renesansowy intelektualista, bojownik o prawo do seksu dla katolickiego kleru a przede wszystkim dla siebie.

    Cóż z tego, że Anuchna jakoś znikła potem z życia Stanisława. Że jej miejsce w księżym łożu zajęła inna, którą kochał w Przemyślu i okolicy. Czy Brzozów i Przemyśl muszą wiernie stać na gruncie monogamii?

    Pomnik Anuchny na Rynku w Brzozowie to by było coś. Klęczy kamienna Anuchna i z miłością patrzy za oddającym się w stronę Przemyśla Stanisławem kanonikiem.

    Nawet jakby radni brzozowscy wykazali się zdolnością do naturalnych asocjacji to Brama by z tego być mogła, albo i Wrota.

    Brzozów – Wrota Anuchny. Bez pieszczotliwych zdrobnień i sztucznego infantylizmu. Wrota z całą powagą, na jaką ten aspekt życia zasługuje.

    A Przemyśl?
    Miałby też swoją Bramę, Bramę Magdaleny, w którą monumentalnie wchodziłby z piórem gęsim w ręku mądry kanonik.

  2. Nie jestem pewien, ale chyba kanonik mógł mieć w ówczesnych czasach żonę.

  3. Sprawa wysoce sporna jeśli był wyświęconym na kapłana.

    Czym innym było posiadanie prebendy czy też prawa do dochodów z racji nadaneg urzędu kościelnego czyli czegoś w rodzaju dzisiejszego stypendium.

    Patrz: Jan Kochanowski proboszcz. Proboszcz bo pobierał dochody z pobostwa w Zwoleniu.

    ——————————

    Zakładam, że dla czytelnicy Torlina wiedzą wiele o Stanisławie Orzechowskim.

    Nie mniej dla tych, którzy chcieliby o nim poczytać w Internecie podsyłam link z cytatem dla zachęty:

    „Przyroda ubrała kobietę we wszystkie ponenty naszych zmysłów. Kazała nam kochać ją i pożądać. Posiada ona więcej ponęty, niż my rozumu, więcej piękności, niż my udanego spokoju, którym się bronimy, aby się nie dać porwać marzeniom.”

    http://www.przemysl24.pl/ludzie/stanislaw-orzechowski.html

    „Dziaduski (biskup przemyski nękający Orzechowskiego) obawiając się mas wzburzonej szlachty, stojącej murem za Orzechowskim, musiał uciekać z Przemyśla do Brzozowa.”

    Ech, chciałoby się by uciekł tam w ramiona porzuconej Anuchny.

    Czemu nie? Dowodów, że tak nie było nie znajdziemy.

  4. Nie zdziwiła mię dążność ku temu, by za wszelką cenę jakiej poczynić atrakcji by grosz i turystów ściągnąć ku sobie, bo to rzecz dziś tak powszechna, że już jeno najbardziej skrajne exempla może jeszcze jakiego zgorszenia budzą… Zdziwiło mię, że to Gdańsk właśnie umyślił, który przecie nad podziwienie bogato w atrakcje wszelkie strojny i sztucznie wydumanych, zdałoby się, mu nie trza… A jednak…
    Kłaniam nisko:)

  5. Dzięki Edwarze, to nie tylko widać Amerykanie i Gdańszczanie wymyślają.
    Napoleonie!
    To są czasy reformacji, kanonicy byli tak pewni, że wejdą konkubinaty i małżeństwa, że się z tym w ogóle nie kryli. Jego pechem było to, że zarówno Ferber jak i Dantyszek byli fundamentalistami katolickimi, antylutrami.
    Wachmistrzu!
    Trochę mnie zdenerwowała ta promocja miasta, to w wypadku Gdańska jest bez sensu, ani on się nie kojarzy z Kopernikiem, ani z miłością (może do Gdańska), ani nie podoba mi się ławeczka, na której mają siedzieć Anna i Mikołaj (na szczęście po obu stronach – ale co to za miłość). Dlatego jestem taki surowy.

  6. Torlin!
    Nie marszcz czoła! Bo ci tak zostanie 😦

  7. Zastanawiało mnie po prostu czy Kopernik miał tzw kanonikat świecki.

  8. A tam…
    Najważniejsze są nasze romanse! 🙂

  9. Nelu!
    W moim wieku to już gorzej raczej być nie może 🙂
    Napoleonie!
    Nie wiem.
    LA
    U mnie romanse albo się skończyły, albo jestem w przerwie. Jeszcze nie wiem 🙂

  10. Może, może!!!
    Wszystko przed tobą, pod warunkiem, że poczekasz 😉

  11. Mam wątpliwości czy należało by wartościować romanse np na słynne, ważne, historyczne, bloche itp. W zasadzie o sile romansu coś mogą powiedzieć tylko romansujący. Czasem romans trwający ledwie jedną noc pozostawia wspomnienia romasującym na całe życie. Czasem romans platoniczny, nie skonsumowany wydaje się ważniejszy aniżeli te ociekające żadzą.
    Wydaje mi się również, że tendencja marketingowa o której pisze Torlin może zbanalizować romanse. Rozumiem – jedno miasto milości z ciekawymi patronami-kochankami. No ale np 100 miast! To staje się nudne. No a nuda przecież głównie zabija romanse.
    Pozdrawiam

  12. Generalnie Kartko masz rację, mnie bardziej chodziło o to, że są romanse przyciągające turystów i takie, które nikogo nie obchodzą. I nie decyduje o tym siła romansu, miłość platoniczna, jedna noc czy późniejsze małżeństwo. Decyduje o tym siła – ja wiem, jak to nazwać? – plotki, anegdoty, skandalu, mitu? Kopernik do tej grupy po prostu nie należy.

  13. To zależy kto opowie romans.

    Czy był to Shakespeare, czy powiedzmy Jerzy Broszkiewiecz.

  14. No ale co z tą plotką, że Kopernik był gejem?
    A może to nie plotka i on tak na dwie (hm… conajmniej) strony? 🙂

    PS. W każdym razie takie coś było rozpuszczane tu i ówdzie (np. przez Telemacha, o ile dobrze pamiętam).

    PS2. A gdzie dokładnie ta amerykańska pustynia z wielbłądami? Bo ja na żadnej amerykańskiej pustyni nigdy wielbłąda nie widziałem 😦

  15. Logosie
    Na obrazie ilustrującym romans Kopernika faktycznie jakby astronom z niechęcią odsuwał twarz od tej sympatycznej dziewczyny co mogłoby potwierdzać to o czym piszesz.
    Torlinie
    A może przez to co nam wbito w szkołach do głowy widzimy Kopernika jako nudziarza, którego kochance co najwyżej można współczuć. Pamiętam te nudne czytanki.
    Nawet ten romas księdza i gospodyni – przyznasz, że to banalna historia.
    Ale gdyby tak specjaliści od wizerunku się nim zajęli to kto wie. Ksiądz, gej z kochanką, gwiazdy – z tego można by było niezlego celebrytę stworzyć.
    Pozdrawiam

  16. Edwarze!
    Nie tylko, kto opowie. Są romanse słynne epoki, dla przykładu z moich czasów najulubieńszych: Boya z Ireną Krzywicką i Zosi Pareńskiej z Witkacym – które dzisiaj już mało kogo wzruszają.
    LA!
    Ja się zawsze zastanawiałem, czy podawać tę historyjkę opowiedzianą przez tego Kanadyjczyka. Ja się go wtedy nie spytałem, nawet sam usiłowałem wyguglać to miejsce – może on i to sobie zmyślił. Ale brzmi ładnie.
    Kartko!
    Po pierwsze gratuluję, wreszcie nie musiałem Cię wyciągać ze spamu. Może Łotrpress się wreszcie zlitował nad Tobą (i nade mną). Ocieplenie wizerunku? Jestem za.

  17. Ponieważ nie wszyscy zaglądają do blogu PAKa, to pozwalam sobie – na zasadzie kopiuj i wklej – przedstawić swój komentarz do wpisu autora:
    „Może to trochę i nie na temat, ale tak na zasadzie skojarzenia.
    Ostatnio w dwóch polskich serialach pokazano księży, muszę powiedzieć jako niewierzący, że ukazani są oni z sposób sympatyczny, normalny i dobry aktorsko. Ale ja nie o tym. W tych samych serialach występują gospodynie księży: Marta Lipińska jako Michałowa w „Ranczu” i Kinga Preis jako Natalia w „Ojcu Mateuszu” – to są dopiero pyskate baby, naprawdę, trzeba mieć chrześcijańską cierpliwość, żeby takie jędze trzymać na plebanii. Ale aktorstwo!!! I Lipińskiej i Preis!!! Pierwsza klasa.

  18. A Babcia Józia z „Plebanii”?

    😀

  19. Przykro mi, nie oglądam, nie widziałem ani jednego odcinka.

  20. Widziałem kilka juz dość dawno. Konsultantem był tego serialu był:
    Uwaga, uwaga! Sympatyczny duchowny KS. STANISŁAW BARTMIŃSKI.

    Myślę że nie będzie wielkim grzechem jeśli w tym wolnomyślicielskim blogu, ja Nick nie katolicki, zamieszczę niewielki tekst o tym właśnie księdzu.

    Tekst jest ze na strony internetowej parafi w Krasiczynie (tam gdzie jest jeden z ważniejszych zabytków kultury staropolskiej).

    Zamieszczam by dla spokoju sumienia przywołać pozytywny przykład kapłana. Jest takich wielu. Za prawdziwość opisu ręczę wirtualnie głową.

    „Podczas długoletniego proboszczowania w Krasiczynie zajmował się – obok codziennej działalności administrowania parafią – m.in. :
    Organizowaniem na plebanii wielu serii rekolekcji zamkniętych i oazowych, kolonii dla młodzieży z kraju i za granicy, dzieci internowanych i niepełnosprawnych ze Śląska.

    Budową kościoła w Tarnawcach, odbudową w Chołowicach i remontami pozostałych kościołów w Krasiczynie, Korytnikach i Mielnowie, oraz kapliczek w Śliwnicy i Komarze, odnowieniem kilku okolicznych cmentarzy.

    Organizowaniem dożynek parafialnych, w latach 1987 – 1990 jednych z pierwszych w diecezji, a nawet w kraju, licznych kiermaszy z darów otrzymywanych z zagranicy, rozwijaniem różnych form życia społeczno-kulturalnego:

    Współorganizował Sympozja, ( np. w Przemyślu z okazji 1000-lecia chrztu Rusi-Ukrainy, czy 40-lecia, a potem 50 lecia śmierci kard. Sapiehy) W Krasiczyńskim Zamku, czy GOK-u wystawy, koncerty,„wspólne kolędowanie”, przeglądy zespołów, Imprezy te były współorganizowane z różnymi instytucjami w Przemyśla i Krasiczyna, głównie GOK-iem i dyrekcją Zamku krasiczyńskiego

    Od 1989 r redaguje „Wieści Krasiczyńskie” wydał też kilka książek i broszur: „Pracowite lata”, „Śliwnica” oraz przewodniki po Krasiczynie i okolicy.

    Jest też konsultantem znanego serialu „Plebania”, przez co Krasiczyn stał się bardzo znany i popularny w Polsce.

    Za te prace władza duchowna odznaczyła go godnością kanonika w r. i prałata.
    Wiele z tych akcji zdobywało znaczny rozgłos w prasie i środkach przekazu, przynosząc proboszczowi kilka nagród:. np. Nagrodę Polkulu w r. 1991.

    [u] Za odnowienie cmentarza żydowskiego „dyplom uznania za zasługi dla ochrony dziedzictwa kultury żydowskiej w Polsce z rąk ambasadora Izraela w dniu 1.07 2001 ,[/u]

    Został „Człowiekiem Roku 2001 w kategorii „Osobowość Roku 2001”, otrzymał nagrodę „Podkarpackiego Dziennikarza Roku 2003”, jako redaktor „Wieści”

    Natomiast za działalność na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego otrzymał nominację do „Nagrody Pojednania, ustanowionej w 2000 r. przy okazji budowy Ekumenicznego Domu Pomocy Społecznej w Prałkowcach przyznawaną przez międzynarodową kapitułę, złożoną z ludzi polityki, nauki i kultury z Polski i Ukrainy.

    Po raz pierwszy „Nagrody Pojednania” wręczono we Lwowie w 2001 r. w obecności papieża Jana Pawła II, w czasie jego wizyty na Ukrainie. Pierwszymi laureatami zostali prof. Iwan Wakarczuk, rektor Uniwersytetu Lwowskiego oraz prof. Jerzy Kłoczowski prezes Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie.

    Proboszcz przegrał nieznacznie z prof. Kłoczowskim.

    Rada Gminy przyznała mu w r. 2006 tytuł „Honorowego Obywatela Krasiczyna”.”

  21. Kłoczkowski to przecież szycha jakich mało 😉

  22. Hm, ja cenię go sobie jako historyka.

    Z ciekawością przeczytam uwagi krytyczne o Kłoczowskim jako historyku.

    Jesli zaś idzie o stylistykę cytowanej notki to jest taka jaka jest.

  23. Czytałem Europe Słowiańską oraz Dzieje chrześcijaństwa polskiego i bardzo sobie cenię jego pracę. Wiadomo że Europa Słowiańska z uwagi na czas w ktorym powstawała zawiera kilka opinii, które „wyszły z użycia”, ale to przecież normalna kolej rzeczy 😉 Pod względem warsztatu nie śmiem oceniać 😉

  24. napoleonidzie

    Rozumiem. Szło o dezaktualizację pewnych opinii.
    To chyba przypadłość wszystkich ktorzy coś tam na pismie zostawiają.

    😀

  25. Z przykrością stwierdzam, że mam umysł nieskażony znajomością problemu 😀
    Ale dziękuję bardzo.

  26. Jakiego problemu Torlinie?

  27. Nie słyszałem ani o Bartmińskim ani o Kłoczkowskim.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: