Napisane przez: torlin | 01/07/2010

4 lipca 1610 roku

Trzeba przyznać, że jest to rocznica, i do tego okrągła, z którą nie wiadomo co robić. 4 lipca 1610 roku Żółkiewski rozniósł Szujskiego i De la Gardiego i właściwie powinniśmy rozpływać się w komplementach. Wspaniałe zwycięstwo wojsk polskich, zdobycie (a raczej zajęcie) Moskwy, Polska Wielka, Silna, Jak Błyskawica. Ja nie mówię nie. Ja nie jestem przeciwny wspominaniu chwały polskiego oręża, szczególnie że my Polacy uwielbiamy wszystkie honorowe porażki. Ja też w łezką w oku wspominam swoje młode lata, jak rozczytywałem się w bitwach, mogłem na pamięć wymieniać szczegóły wydarzeń. Ale…

Tak jak decyzja Konrada Mazowieckiego o sprowadzeniu Krzyżaków ma reperkusje po dzień dzisiejszy, tak polityka wschodnia Zygmunta III Wazy odbija nam się czkawką do dnia dzisiejszego. Wprawdzie Edwar Dana słusznie mi zarzucił, że moja krytyka Zygmunta dotycząca puszczenia samopas polskich magnatów jest z gruntu fałszywa: „Zygmunt przymykając oko na udział swych poddanych w dymitriadach zrobił to samo, co Elżbieta I. Zrobił tak jak robiła ona udzielając koncesji piratom na rabunek hiszpańskich konwojów”. Czyli jakby im się udało podporządkować Rosję, to ja bym tego nie napisał. Coś w tym jest.

Ale mimo wszystko powtarzam i będę powtarzał, to za Zygmunta nastąpił regres polskiego parlamentaryzmu, demokracji, to za jego rządów skończył się złoty wiek wielkiego kraju, zasobnego, ludnego, rozwijającego się we wszystkich dziedzinach. To za jego rządów rozpoczął się wiek wojen, klęsk, w ciągu 100 lat Polska z wielkiego mocarstwa zamieniła się w karła.

Bitwa ta ma dla mnie jeszcze jedno skojarzenie, to wiecznie polskie występowanie w roli Dawida wobec Goliata. Już w Bitwie pod Kircholmem Polaków było trzy razy mniej (3.500 wobec 11.000 Szwedów), tak samo w Naszej Bitwie (Polaków 7.000, a Rosjan 35 – 40.000). Ile razy to mogło się udawać?

Jednakże zapraszam wszystkich na Bitwę do Warszawy, będzie mnóstwo emocji, ale chyba Polacy znowu zwyciężą 🙄

Ps. Wszystkim się myli 1610 rok z 1612, Rosjanom również.

Reklamy

Responses

  1. Przy Was (torlinie&co.) to ja jestem prosty sympatyk historii, który wie, kto i z kim gra ale nie ma pojęcia, kto w ataku, a kto w obronie… Jak się Was podczytuje (historia, malarstwo, origami, haft riszelje, sztuka układania rymów w sonecie itd), to lepiej wymownie pomilczeć. Mnie się zdaje, że prócz wymienionych przez Ciebie przyczyn polit.-militar. karłowacenia, są jeszcze te inne. Cudne! Dzięki Wazom mamy Królową Polski i katolicyzm ludowy, ksenofobię z megalomanią, I jeśli król z synami kupczył tronem, to czymże jest patriotyzm? Jeśli po niemczyźnie rozpanoszyła się francuszczyzna, to widać dwór tak już z natury ma, że sobie… A co ja się tu będę napinał…
    Mnie bardzo uwiodła wyczytana kiedyś myśl, że póki byli w kraju innowiercy, póty rzymski apostolski musiał wspinać się na wyższe poziomy w dyskursie, miast tylko procesje z obrazami po rynku odprawować. Paralelnie do schizmatyków, że gdyby ich nie było, nie byłoby przecież i kanonu, no bo jak?
    Tyś admirator unii, to jak znalazł: byłem kiedyś na piwnicznym potkaniu z p. Parysem (taki kiedyśny polityk), który mówił, że jemu unia marzy się taka, siaka i owaka. I żeby jej symbolem był pomnikowy król Waza, który z krzyżem w ręku nad ta europą… No skecz był niemożliwy!

  2. Dzięki Ci wielkie Iżyku, zostałeś jako jeden z nielicznych ze mną. O Zygmuncie mam jak najgorsze zdanie. A sama bitwa? No cóż, jest to jedno z naszych rozdwojeń cywilizacyjnych, z jednej strony nieprawdopodobne wprost zwycięstwo, z drugiej… w końcu, jakie my mieliśmy interesy pod Kłuszynem, przecież on leży w połowie drogi pomiędzy Smoleńskiem a Moskwą.

  3. Witaj, temat ciekawy no i atrakcyjnie podany – z przyjemnością obejrzałem rekonstrukcję ataku. Ja uwielbiam takie patetyczne ale i bezsensowne ludzkie wysiłki. Na przykład jestem milośnikiem linii obronnych z bunkrów, których nikt nie atakowal, bo można je bylo ominąć. W związku z tym jestem też milośnikiem wygranych bitew i kampanii z których nic nie wynikało. Malo tego, zwycięstwa przekuwano pracowicie w klęski. To jest właśnie to podobieństwo między historią Polski i Hiszpanii. Oczywiście poszczególne fakty odbiegały od siebie w obu krajach. No ale ostateczny wymiar klęski był całkiem podobny. Dla mnie to ma swój urok – dlatego nieźle mi ostatnio w Polsce. Czuję się jakbym z piękną kobietą tańczył walca na tonącym Tytaniku. To bardzo dekadenckie ale i podniosłe uczucie – jak budzący resztkę emocji powiew śmierci, że użyję tak wyświechtanego porównania.
    Pozdrawiam

  4. Wybacz Torlinie, ale ja chyba wyrosłem z tej fascynacji bitwami.

  5. Mamy bardzo podobne poglądy na świat – Kartko. I jest to jednocześnie odpowiedź Logosowi, ta notka nie jest o bitwie, jak słusznie zauważył Wojtek, ale o dzisiejszych odniesieniach do niej, historycznych, politycznych. A z historycznych – przede wszystkim o epoce.
    No cóż, nie można wszystkim dogodzić 😀

  6. O batalijej samej żem już ongi u siebie popełnił dwunocia, bom się w jednej pomieścić nie poradził.
    http://wachmistrz.blog.onet.pl/O-kluszynskiej-batalii-czyli-k,2,ID242150281,n
    http://wachmistrz.blog.onet.pl/O-kluszynskiej-batalii-czyli-k,2,ID242926438,n
    gdziem na równi z hussaryi oceną wysoką przedkładał dyplomatyczne Żółkiewskiego sukcesy.
    Ze słów tamtejszych powtórzę:”… ku husaryi samej nawracając, pewnym, że mimo onego effectu wyśmienitego… byłożby to i może pod wodzem inszym do dokazania, przeciem gotów o zakład iść, że z ŻADNĄ INNĄ jazdą we świecie, by to możliwe nie było… co, paradoksem okrutnem, przyszłych naszych klęsk i zarzewiem się stało. Wiktoryja bowiem kłuszyńska, w pięć lat po kircholmskiej odbyta, ugruntowała w Polszcze całej przekonanie powszechne (przypominam porzekadło ówcześne: „Ubi hussaria, ibi victoria”), że nie masz jazdy nad husarię, a onych walor tak wielgi, że ich niemal przeciw dowolnie licznemu przeciwnikowi słać można… temuż i po części nasze przyszłe w liczbie wojska słabości, temuż piechoty małe poważanie, nareście i we strzelbie niedostatki…
    A przecie już w tejże bitwie widzieć było rozumnemu, że starczyło spłachcia płotu ordynaryjnego, by sparta oń zaciężna piechota godzin kilka umiała husarzom czoła stawić… że bez piechoty kilku secin i owych dwóch działek, co krok w błocie grzęznących, niczego by przeciw onym Żółkiewski pewnie i nie dokonał…”
    Osądu nad Sigismundem żeśmy widzę niemal jednego, co się natomiast dysproporcyj przytoczonych tyczy, to z czasu niejakiego podejrzewać poczynam, że antecessores nasi owych husarzów i pancernych naszych mięli za coś tak extraordynaryjnego, że nie nazywając tego doktryną, jako dziś Amerykańce całej teoryi obudowali wkoło wojowania siłami szczuplutkiemi wojsk specyalnych i uderzeń precyzyjnych, przecie iście tegoż samego realizowali w praktyce…
    Kłaniam nisko:)

  7. No więc ja Torlinie napisałem o moim dzisiejszym odniesieniu do podobnych bitew.

    Wogóle, wbrew moim (bardzo wczesno-) młodzieńczym fascynacjom militariami i batalistyką wszelkiego rodzaju, moja postawa i poglądy ewoluują stopniowo w kierunku optowania za rozbrajaniem wszelkich militarystycznych i nacjonalistycznych potworów (z których zbyt często czynimy jakieś patetyczne widowiska… jak np. widoczne jest to – i słyszalne – w załączonym przez Ciebie clipie, czy choćby zabawy starych koni „w wojnę” – mam na myśli wszystkie te zabawne rekonstrukcje dawnych bitew…).

    PS. Niby drobiazgi, ale jednak znaczące: lawety armatnie wiozące parę prezydencka na Wawel trąciły mi groteską, śmieszą mnie te obecnie wszystkie te napuszone wojskowe defilady, a nawet irytują tzw. „salwy honorowe”. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak bardzo jeszcze jesteśmy społeczeństwami (kulturami) przepełnionymi militaryzmem (a tak wcale nie musi przecież być – wbrew pozorom, bez tego wszystkiego doskonale można by się było obejść).

  8. Pozwól Torlinie, że coś jeszcze dodam: z tych całych obchodów, które szykują się na polach grunwaldzkich na 600-lecie bitwy, najbardziej mi się podoba to, że zakończą się one (na tychże polach) gigantyczną dyskoteką na kilkadziesiąt tysięcy osób.
    Nie wiem, czy jest to zamierzone, ale dla mnie będzie to niczym jeden wielki „pomarańczowo”-quasi-surrealistyczny happening – taka wspólczesna odpowiedź dawnym militarystycznym narodowym szaleństwom 🙂
    Pozdrawiam

  9. Samą bitwę przypomina magazyn historyczny (dla młodzieży?) „Mówią wieki”. Przypomina na okładce napisem: „Kłuszyn 1410” 😀

    PS.
    Czy tylko mnie interesuje ta sztampowa muzyka filmowa do odmalowania atmosfery bitwy?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: