Napisane przez: torlin | 04/07/2010

Ponętne warszawianki

Typy warszawskie. Ja jestem wielbicielem dawnej Warszawy, ze wszystkimi jej pięknymi cechami i ułomnościami. Zainteresowanych tematem wysyłam uprzejmie do dwóch moich wpisów, w WordPressie i w Interii, jest tam dużo ciekawych rysunków. Ciągle się zastanawiam, jak w przeciągu 100 lat mogły zajść takie zmiany we wszystkich właściwie  dziedzinach życia, w ciągu życia jednego człowieka, trochę dłużej żyjącego Do takich elementów wywróconych do góry nogami jest moda, pozwoliłem sobie zeskanować satyryczne rysunki z przełomu wieków, dla mnie jest to bardzo ciekawe.

Anonim, rok 1875

Arkadiusz Mucharski, „Rozsarowane warszawianki” – 1882 (Wachmistrzu, co oznacza słowo „rozsarowane”?)

Anonim, rok 1877

Anonim ……..„Ponętna warszawianka”, rok 1911

I na zasadzie uśmiechu pokazuję po raz wtóry w moim blogu wspaniały rysunek Józefa Rapackiego „Kościarka”

Reklamy

Responses

  1. Tak teraz mi przyszło do głowy, że może słowo „rozsarowane” pochodzi od Sarah Bernhardt.
    Oprócz tego ŁotrPress tak mi niechcący rozmieścił komentarz, że słowa „ponętna warszawianka” można odnieść i do kościarki 😦

  2. Dwudziestolecie to okres fascynujący chyba pod każdym względem. Choćby literackim, czy językowym.
    Swego czasu kupiłem za dosłownie grosze reprint słownika wyrazów bliskoznacznych z tamtego czasu. Pasjonujące jest porównywanie go z językiem współczesnym.

  3. Przyznać przyjdzie, zem słówka nie dość, że nie znał, to ni u Lindego, ni u Brucknera, ni u Niedźwieckiego czy Reczka nie nalazł był… Dumałżem chwili, czy aby się rzecz od „rozsaczyć” nie bierze, gdzie to ni mniej, ni więcej rozsadę znaczyło roślin, co by sobie wzajem słońca i deszczu nie zabierały, a co by nawet i przy tych kapeluszach mogło mieć niejakiego sensu..:) Ale twój domysł względem wpływu pani Bernhardt zda mi się słuszniejszym… Tylko, czy w 1882 roku mogła mieć już takiego wpływu na modę w odległej Warszawie?
    Kłaniam nisko:)

  4. Powiem Ci Jurgi, że jakiego okresu z pierwszej połowy dwudziestego wieku nie wezmę, to jest to czas fascynujący. Mówimy o dwudziestoleciu, a fin de siècle? A futuryści?
    Wachmistrzu!
    Tak się zastanawiam, może na megalomanię Polaków wpłynął ślub syna Sarah z polską księżniczką Marią Jabłonowską, tylko nie wiem, kiedy on się odbył. Obydwoje urodzili się w latach 1863 – 64, czyli w 1982 mieli 18 – 19 lat.
    Nie wiem.

  5. Torlinie
    Na jednym z rysunków jest tragiczna sytuacja. Myślę o kobiecie ściśnietej gorsetem – tzw talia osy. Ten rysunek nie jest satyrycznym przejaskrawieniem. One faktycznie potrafiły sobie masakrować organy ściskając się gorsetem. To równie drastyczne jak powstrzymywanie wzrostu stóp Chinek przez bandazowanie. Masochizm kobiet mnie zaskakuje.
    Pozdrawiam

  6. Jak czytałem, były przypadki łamania dolnych żeber dla uzyskania owej talii. Straszne.

  7. Kartko i Krasnov!
    Były to oczywiście straszne decyzje, szczególnie że w wieku XIX i na początku dwudziestego nie podejmowano decyzji samodzielnie, tylko pod wpływem środowiska. Ale popatrzmy dzisiaj – kobiety – modelki wycinają sobie dolne żebra, kobiety przewiercają sobie uszy, chodzą na wysokich obcasach w zbyt szczupłych butach. A czasami przymus jest banalny, jakieś dwa – trzy lata temu była moda na chodzenie w lecie w długich dżinsach przez kobiety bez względu na temperaturę otoczenia. I mężczyźni chodzili w krótkich szortach, a kobiety w długich. I widziałem piękną scenkę w Parku Powsińskim, gdzie na kocu opalały się na słońcu trzy dziewczyny, bez biustonoszy opalały sobie plecy, ale były obowiązkowo w długich dżinsach. A było 35 st. w cieniu.
    Moda jest straszna bez względu na epokę.

  8. Regularnie odwiedzam Twój blog.
    Stąd wiem, ze jestes młody, piękny i bogaty.

  9. Torlinie
    A najlepsze jest, że to tylko problem kobiet. Nie znam facetów, którzy nawet w męskim, szowinistycznym formułowali by takie oczekiwania wobec kobiet – np, by wycinały sobie żebra albo ściskały się gorsetami. To są ich imaginacje.
    Pozdrawiam

  10. Dzięki Piotrusiu!
    Kartko!
    Ja bym więcej powiedział, mężczyzna będzie błagał swoją wybrankę, aby nic takiego nie robiła. Jak mu się podoba kobieta, to z takimi piersiami, jakie ma, z takim obwodem talii czy ud i z takimi nogami. Nic nie musi poprawiać. Tymczasem kobiety – zauważyłem – są wiecznie niezadowolone, ciągle coś by poprawiały.

  11. Jeszcze moja babcia nosiła gorset 😯 ❗
    Choć nie był on tak straszliwie ciasny i ładnie podtrzymywał biust, ale te fiszbiny!!!
    Oglądałam to cudo zdobne w niebieskie atłasowe kokardki, ba! nawet zmierzyłam 😉
    Sama uwielbiałam wysokie, bardzo wysokie obcasy. Potrafiłam w takich bucikach biegać, spiesząc się do tramwaju, a jedne to były tak wysokie, że mogłam stawiać tylko malutkie kroczki…
    Teraz chodzę w wygodnych człapciach – za uroki młodości trzeba zapłacić, ale zawsze się zatrzymuję przed wystawami z ładnym obuwiem.
    Pomarzyć – dobra rzecz 🙂
    Za cholerę jednak nie mogę zrozumieć, jak można sobie zrobić tatuaż, który pozostanie na całe życie??? Albo ponabijać ćwieki w powieki, nos, brodę i gdzie tam jeszcze fantazja podpowie… W tym akurat przodują panowie.
    Ja się zawsze wzdrygałam na samą myśl, że mogłabym się na własne życzenie trwale kaleczyć. Nigdy nie miałam kolczyków.

  12. Nela
    Tatuaż nie jest okaleczeniem, to po prostu symboliczny wzór na skórze. To coś osobistego, w zaden sposób nie ograniczającego sprawności organizmu. To próba intymnego odróżnienia się od innych ludzi, bo tzw dziara najczęściej nie jest eksponowana. Nie piszę tu oczywiście o tych wytatuowanych od góry do dołu facetach z subkultur. Równie dobrze możesz wymalować sobie wzór na skórze farba. To coś pierwotnego, bardzo osobistego. Trudno to jednoznacznie określić
    Pozdrawiam

  13. Tu się Kartko z Tobą w pełni nie zgadzam. Tatuaż jest okaleczeniem (jeżeli skaleczeniem nazwiemy każde przerwanie skóry, to tatuaż jest mnóstwem mikroskaleczeń). Chociaż rzeczywiście nie można go porównywać z deformacjami.
    Teraz Nelu wymyślono wspaniałą rzecz, tatuaż schodzący wraz z naskórkiem (ale jest on odporny na mycie). Pokazywanie tatuaży kojarzy mi się z pokazywaniem ran, a to z kolei przypomina mi jedną z największych scen filmowych: „Zabójcza broń” i pokazywanie sobie nawzajem ran i postrzałów.

  14. Chi,chi… 🙂
    No i wyszło, że Kartka jest we wzorki, torlin nie ma, a nela boi się dziur.
    Moda to jest rzecz zdumiewająca i mikroskopom wciąż umykająca. Niby, jako zjawisko, dobrze zapoznana (wszystkie czasy, środowiska i kultury), a wciąż nieprzewidywalna, niczym niewieście dąsy z chimerami i w nich może większości jej zmienności należałoby upatrywać? 😉
    Mnie od zawsze zawsze jakoś tak rozbrajał ten wewnętrzny paradoks mody. Jeśli służy ona (poza oczywistą funkcją podkreślania urody, zwiększania powabu itp.) chęci sezonowego wyrażenia, czy raczej zaakcentowania swej niepospolicie nietuzinkowej indywidualności, to im więcej samiczek (dobrze kombinuję?) podda się „sezonowości”, tym szybciej skończy się sezon. Hm. Znaczyłoby, że przymiotnik „modny” w genach ma kod na „demode”? Byłbyż zatem, że tak sobie pojadę, to pierwszy przypadek, że „moda” bez żadnego przymiotnika jest obarczona contradictio in adiecto? Nie zabawne?!
    Łatwo mi to, bo sam gniję w zepsutej abnegacji, ale takiej bez przesady…
    Popper, jeden z moich ulubieńców, uważał, że tatuaż jest przejawem współczesnego trybalizmu i coś w tym pewnie jest na rzeczy, ale nech tam. Tyle że tatuaż jest wieczny. Gdy młoda ładna pupa ma w okolicach pupy różyczkę… Widziałem też mocno pokąsane przez nielitościwy czas lelije i chryzantemy, na których oklapnięte różyczki chylą się na obwisłym pergaminie. Zawołałbym: dziewczyny! Starość się nie skrada – ona do was pędzi, dlatego już dziś inwestujcie zaniechaniem w urodę przemijania!
    Jak widzę u mojego najstarszego tę „sztangę” w brwi… Brrr!
    P.S. Tytuł Twojej odsłony, Torlinie, skojarzył mi się z zupełnie innymi stronami w internecie. aż z ciekawości, ile wyskoczy bezpruderyjnych ofert, wklepałem w gugla te „ponętne warszawianki”… Hm, jesteś na pierwszym miejscu.

  15. Tak Iżyku, mam tatuaż ale go nie eksponuję. Ukryty jest pod odzieniem, na ramieniu zasłonietym zwykle rękawem koszulki. Decyzję o jego zrobieniu podjąłem w wieku dojrzałym i nie miało to większego związku z modą. W tych czasach zmuszony byłem do noszenia uniformu służbowego – koszula, krawat, marynara – co mnie w sposób przykry upodabniało do grupy z którą się w żadnej mierze nie identyfikowałem a nawet wręcz przeciwnie. Decyzja o zrobieniu tatuażu wzmocniła mnie psychicznie i przełamała poczucie niechęci do samego siebie, którą zaczynałem odczuwać z powodu konieczności przebywania w tym otoczeniu. Później okazało się, że nie jestem jedyny – pod marynarami i garsonkami niejedna „dziara” się kryła. W moim przypadku tatuaż nie był więc kwestią mody ale podkreśleniem w sensie psychicznym, na swój własny użytek indywidualizmu w warunkach termitiery czy mrowiska. Zaznaczam, że nigdy nie żałowałem podjetej decyzji i czuję się z wzorkiem na ramieniu bardzo dobrze.
    Pozdrawiam

  16. Iżyku!
    Ja się nie boję zastrzyków, ani krwi pobierania, ale kolczyki, i inne wkłucia dla ozdoby jakoś mi murzyństwem – dziś niepoprawnym politycznie – pachniały. Klipsy nosiłam, owszem 😀
    A zawsze się panicznie bałam gąsienic i pająków 😯

  17. Iżyku!
    bardzo ciekawe są Twoje wywody i Twoja dyskusja z Nelą i Kartką. Ale…
    1. Moda ma moim zdaniem dwa znaczenia, moda na zasadzie kreacji wielkich projektantów i moda na ubiory i zachowania wychodzące właściwie z ulicy, z różnych środowisk, najczęściej samorzutnie. W pierwszym przypadku – masz rację – przypomina to trochę oksymoron, to co się nosi tego lata może występować tylko u nielicznych wybrańców, jak będą to nosić wszyscy, będzie to już démodé. Co innego jest z modą ulicy, za moich młodych lat to się nosiło wąskie spodnie u dołu, to szerokie, długie włosy z przedziałkiem po środku. Moda na coś wybucha najczęściej bez żadnej przyczyny, i bez powodu gaśnie, wypala się.
    2. Tatuaż – moim zdaniem – nie ma nic wspólnego z trybalizmem, gdyż nie łączy właścicieli w jakieś grupy. Bardziej jest to związane z buntem wobec rodziny, środowiska, niechęcią do innych ludzi, świadomym szokowaniem Świetnym przykładem była dziewczyna z żelazem w nosie, policzku i wargach, która na podkoszulku na plecach miała napisane „Ty też jesteś dziwny” (inna miała: „Ja też ciebie nie lubię”). Tak postępują osoby o niskiej samoocenie, z kompleksami niższości, odgraniczające się od innych murem.
    3. Wydaje mi się, że osoby szukające odpowiednich stron lub chętnych osób nie używają słowa „ponętne”. 😀

  18. Torlinie
    Nie masz racji z tatuażami. Mogą oznaczać przynależność do grupy. Przypomnij sobie git ludzi i język tatuaży, którym się posługiwali. Członkowie gangów, formacji wojskowych, subkultur upodabniają się do siebie za ich pomocą.
    Masz natomiast rację, że tatuaż lub jakieś wbitki mogą być oznaką niskiej samooceny i kompleksów. Mogą ale nie muszą.
    Tatuaż wcale nie musi byc eksponowany jako powód dumy bądź chęć zaszokowania. Może być osobista, intymną sprawą
    Pozdrawiam

  19. osobisty, intymny tatuaż no no no… 😉
    POZDROWIENIA Z KONSTANTYNOPOLA 😆

  20. Troszku mnie nie było, to już nie będę podtrzymywał tego trybalizmu, skoro Kartka zrobił to za mnie i którego wcześniejsza termitiera bardzo tu pasuje. Jako rewers.
    Ponętne… Hm… przemyślę.

  21. „POZDROWIENIA Z KONSTANTYNOPOLA”.
    To jest dopiero przywiązanie do tradycji. 😀
    Cudownych wrażeń i … sprawozdania po powrocie.
    Iżyku!
    Tak jak napisałem, dla mnie to nie jest trybalizm.

  22. 🙂 Az nie wiem, torlinie, czy mnie po prostu nie podpuszczasz… 😉 No to pofiglujmy…
    izyk napisał dosłownie tak:
    „Popper, jeden z moich ulubieńców, uważał, że tatuaż jest przejawem współczesnego trybalizmu i coś w tym pewnie jest na rzeczy, ale nech tam.” – (pierwszy raz chyba cytuję sam siebie, żeby móc się sobą podeprzeć), z czego wytłuścić należy (nie umiem wytłuścić) „jest przejawem”. „Bycie przejawem” jest tylko byciem przejawem i nie jest tożsame z tym, czego przejawem jest, prawda?
    Tak jak np. dym jest przejawem np. spalania gałązek w ognisku np. podczas urlopu w gorcach, Beskidzie makowskim czy Małym, ale nie jest samym ogniskiem. Albo zaciśnięte iżykowe zęby są przejawem iżykowej zawistnej zazdrości o te Gorce ale nie są z tą gorcową zazdrością tożsame… Prawda?
    Jeśli przyjmiemy, a do tego namawiam, że iżyk za Popperem miał na myśli tylko przejaw, to Torlinowe „nie” pójdzie rykoszetem, ponieważ, nikt tu nie twierdzi, ze tatuaż jest trybalizmem. Zwróć, że i kartka mówi, że zacytuję:
    „Torlinie
    Nie masz racji z tatuażami. Mogą oznaczać przynależność do grupy. Przypomnij sobie…” itd, a wytłuszczam „mogą oznaczać” i pozwolę sobie mieć przy tym nadzieję, że moje „są przejawem” i jego „mogą oznaczać” maja zbliżoną konotację.
    Muszę jeszcze jedno, czyli wytknąć Ci popędliwość w argumentowaniu, by nie powiedzieć w imputowaniu 😉 Ja wcale nie zamierzałem sprowadzać tatuaży do trybalizmu, ale dlaczego Ty zdajesz się sprowadzać trybalizm do tatuaży. By łatwo takiej tezie zaprzeczyć? No sam przeczytaj Torlina:
    „2. Tatuaż – moim zdaniem – nie ma nic wspólnego z trybalizmem, gdyż nie łączy właścicieli w jakieś grupy.” Mam nadzieję, że tam wyżej jakoś wynika, że posiadanie fuzji nie przesądza o przynależności do PZŁ. Za to przynależność do PZŁ zazwyczaj przejawia się posiadaniem, lub po kartkowemu – może oznaczać posiadanie fuzji. Tak jak sznyty, dziary, dres i ogolony dekiel,mogą być przejawem trybalizmu. Mogą i tylko tyle, że mogą. Dlatego odwołanie do zupełnie skromnej ciekawostki o poglądzie Poppera zakończyłem niejednoznacznym : „i coś w tym pewnie jest na rzeczy, ale nech tam”
    No to teraz Ty się męcz 🙂

    Owszem, przykład dziewczyny jest ciekawy, ale
    na coś zupełnie innego.

  23. Drogi Iżyku!
    Popędliwość mówisz… Męczę się z przyjemnością…
    Ja strasznie boję się, żeby moi rozmówcy nie czuli się urażeni i baczę na każde słowo. Otóż ja napisałem, że „dla mnie to nie jest trybalizm”. I koniec.
    Ja nie napisałem, a wiem, że w odczuciu wielu osób jest, ja nie twierdziłem, że Wojtek nie twierdził tego, co twierdził.
    Piszesz: „Ja wcale nie zamierzałem sprowadzać tatuaży do trybalizmu, ale dlaczego Ty zdajesz się sprowadzać trybalizm do tatuaży”. Otóż ja niczego takiego nie sprowadzam, jedynie twierdzę, że MOIM ZDANIEM trybalizm nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek tatuażami z wyjątkami podanymi przez Kartkę, czyli git-ludzi, struktur przestępczych i gangsterskich. Normalny tatuaż tworzy grupę jak dziewczyny w dżinsach ją tworzą. Ja po prostu nie zgadzam się z Twoim zdaniem podstawowym i do niego właściwie mój protest należałoby odnieść: „tatuaż jest przejawem współczesnego trybalizmu”. I niestety, Drogi Iżyku, niestety, Twoje „są przejawem” i jego „mogą oznaczać” nie mają zbliżonej konotacji. W pierwszym przypadku jest jednoznaczność, w drugim warunkowość.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: