Napisane przez: torlin | 06/08/2010

Krótka pamięć narodu

W 2002 roku. w plebiscycie organizowanym przez BBC Winston Churchill został uznany najwybitniejszym Brytyjczykiem wszech czasów. Na pewno nie był postacią tuzinkową, nawet przeciętny Polak potrafi powiedzieć coś na temat II Wojny Światowej i właśnie Winstona. Trochę bardziej wykształcony wspomni o reportażach z wojny burskiej i o tym, że dostał literacką nagrodę Nobla. Za co? No – to jest trudniejsze. Tymczasem wspomnienie o Gallipoli powoduje wytrzeszcz oczu. A co to za cudo? A tak, to „cudo” było jedną z największych kompromitacji „najwybitniejszego Brytyjczyka”.

Nie chcę, aby mój blog zamieniał się w Wiki, kto chce, niech sobie sam poczyta TU. Ale warte podkreślenia są „zasługi” Winstona w klęsce przy opanowywaniu półwyspu Gallipoli. Jako Pierwszy Lord Admiralicji był wielkim zwolennikiem interwencji wojskowej w Turcji podczas I Wojny Światowej. Turcja jako sojuszniczka Niemiec zablokowała Bosfor i Dardanele dla floty rosyjskiej i odblokowanie tych cieśnin było rzeczywiście sprawą ważną, a na to nałożyło się przekonanie Winstona, że Turcy są „chorym krajem Europy” i wystarczy sama Royal Navy i 50 tysięcy wojska, aby pokonać przeciwnika. Na domiar złego przeforsował oddanie dowództwa Ianowi Hamiltonowi, którego poznał na statku podczas wojny burskiej. Hamilton był bohaterem wielu bitew, ale jako człowiek świeżo uszlachcony nie miał takiej mocy politycznej, jak jego mentorzy Kitchener i Churchill, i został po prostu wyrzucony z teatru zachodniego na rubieże wojny. A tam po prostu nie dał sobie rady, nie miał doświadczenia z wojskami desantowymi.

Od początku wszystko było nie tak. Anglicy i Francuzi podchodzili do przyszłej operacji z takim lekceważeniem, że nie trudno było o błędy. Wywiad na terenie Turcji właściwie nie istniał, rozpoznanie lotnicze było szczątkowe, Anglicy nawet nie wiedzieli, że bateriami nadbrzeżnymi zawiadywali Niemcy. Churchill forsował wojnę dardanelską przy użyciu floty, gdyż duża część jego statków była tak przestarzała, że właściwie zasługiwała na przerobienie jej na żyletki, nie nadawała się na Front Zachodni i gdzieś trzeba było ją użyć.

A tak nawiasem mówiąc – wojska angielskie: Cejlończycy, Hindusi, Sikhowie, Karaibowie, Nowofundlandczycy, Gurkhowie i … Żydzi.

Nie chcę zamieniać się w szczególarza (jak mówił Kwinto o komisarzu Przygodzie) i opowiadać o każdej akcji, ale to, co tam się działo, to wołało o pomstę do nieba. Trałowce do rozminowywania były nieopancerzone z cywilami jako załogami, nie zauważono, że w nocy trałowiec turecki rozmieścił nowe miny i trzy okręty alianckie wyleciały w powietrze, zrezygnowano z powtórnego ataku flotą, gdy tymczasem Turkom skończyła się amunicja. Postanowiono zaatakować półwysep piechotą (ale nie morską), świeżo sformowaną 29. Dywizją Piechoty i Królewską Dywizją Morską i … przygotowywano się do tej operacji miesiąc. Brawo, Panie Winstonie, oczywiście Turcy świetnie się do tego ubezpieczyli, zostali dozbrojeni przez Niemców i świetnie poustawiani pod względem logistycznym. Tymczasem Anglicy nie mieli okrętów desantowych, żołnierze gnieździli się w strasznych warunkach, nie byli przeszkoleni w desantach morskich, na plażach zostali wprost zdziesiątkowani.

Na drugiej plaży było jeszcze gorzej, wylądowały tam wojska australijskie i nowozelandzkie sformowane w zespól o nazwie ANZAC (Australian and New Zealand Army Cors) po krótkim przeszkoleniu w Egipcie. Masakra tych oddziałów do dzisiaj jest Dniem Pamięci w tych dwóch państwach.

Podczas całej operacji zginęło lub zostało rannych 400 tysięcy osób, u Aliantów zabitych było 44 tys., rannych 97 tys., u Turków zabitych było 86 tys., a rannych 164 tysiące. Po tym wszystkim Winston podał się do dymisji, gdyż wszystkim było wiadomo, że klęskę trzeba zaliczyć na jego konto.

Jednak nie przeszkodziło to uznać go za najwybitniejszego Brytyjczyka. Łaska tłumów na pstrym koniu jeździ.

Reklamy

Responses

  1. Torlinie, poczytalem o Winstonie i wpadka z Gallipoli byla jedna z nielicznych w jego karierze. Uczestniczył w tłumieniu rozmaitych powstań i wojnach – zwykle mu wychodziło. Nie mowiąc już o II wojnie swiatowej. Tak więc Aglicy wykazali rozsądek powierzając mu rządzenie krajem w trudnych wojennych latach. Jak również było rozsądne, że go nie wybrali tuż po wojnie. Jednym slowem wojna wojną a pokój pokojem – podoba mi się takie podejście zakladające, że kombatanci nie powinni rządzić tylko snuć wspominki w jakiś klubach seniora.
    Dzięki za przypomnienie Winstona – szczególnie ujmuje mnie, że palił i wlaściwie caly czas był pijany. Zresztą gdyby był trzeźwy to zamęczyła by go depresja na ktorą cierpial. Przypadłości Churchila – pijanstwo i nikotynizm – podważają poprawne politycznie oczekiwania społeczeństw współczesnych wobec przywódców. Cieszy mnie to bo tez zwalczam poprawne politycznie stereotypy.
    Pozdrawiam

  2. Bardzo lubię Twoje komentarze Kartko, właściwie całkowicie się z Tobą zgadzam. Ale…
    Ten region Europy Churchill nazywał „miękkim podbrzuszem Europy” i miał na jego punkcie małego hopla. I Gallipoli nic go nie nauczyło. W 1943 roku Churchill zdecydował o zajęciu Dodekanezu i tak tym wnerwił Niemców, że go z tych wysp wyrzucili.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_Dodekanez_1943
    Nie ma szczęścia Winston do podbrzusza 😀

  3. Pamięć narodów jest nie tyle krótka, co baaardzo wybiórcza.

  4. Tu się z Tobą zgadzam.

  5. No proszę. Wszystkich udało się wpuścić w ten kanał? I poszli? Gratulacje, Torlinie, szczere gratulacje.
    W roku 2002 organizowanym przez zbiorową pamięć ostatni z piastwowskiej dynastii Kazimierz został, jako jedyny spośród polskich władców nazwany Wielkim. Napewno nie był postacią tuzninkową i nawet przeciętny polak wiem że murował polskę, czy cos takiego. Tymczasem wspomnienie o Płowcach powoduje nie tylko wytrzeszcz ale i łzawienie oczu. A co to za cudo?
    A tak, to „cudo” było jedną z największych kompromitacji „nawiększego króla”
    Nie chcę, aby mój wpis zamienił się w Wiki i kto chce, niech sobie sam poczyta o tu:
    http://www.najakiejsstronieokaziu.com
    lub tu:
    http://www.plowceimysleniamanowce.edu
    i jeszcze:
    http://www.jaktorlindrukuje.org
    Ja tylko powiem, że nie chcę zamienić się w szczególarza i Kazimierz spiepszał z pola bitwym aż miło. Nadto dodam, że uwodził księżniczki, damy, panny, a nawet zwykłe, za przeproszeniem, baby! Ha! Czy dacie wiarę, że nie mógł zmajstrować syna?!
    Jednak nie przeszkodziło to uznać go za najwybitniejszego brytyjczyka. O!Pardzią… polskiego króla. Łaska tłumów jeździ na łysej kobyle. A może na szarym końcu?
    To był pastisz i liczę na poczucie. Myśl zaś jest taka, że Twój tekst jest zamknięty. Na początku są dwa zdania bez zarzutu, a na końcu dwa zdania ironii. Wśrodku zaś trzymasz worek, w tym worku kota i jeszcze tym kotem obracasz. 🙂
    Obznajomiłem sie z Galipoli u ciebie i u Wiki i juz wiem, jaki to obciach być brytolem. Obciach to dopiero być polakiem. Takiego króla nazwać wielkim?! Obciach, a łaska tłumów jeździ na burej suce!
    Hę? 🙂

  6. Moim problemem są niechodzące Twoje linki Iżyku. A pastisz znakomity.
    Jedynym moim usprawiedliwieniem jest to, że spieprzać z pola pod Płowcami kazał mu jego ojciec Władysław Łokietek. Życie jego syna było ważniejsze od zwycięstwa nad strażą tylną Krzyżaków.

  7. Dodam, że przed każdą bataliją, której wynik był niepewnym, do dni kilku przódzi nawet i rozstawnych szykowano koni dla władcy, jesli by onemu uchodzić przyszło. Nie inaczej przecie było i pod Grunwaldem, gdzie miało to Jagielle pomóc ujść z życiem. I podług mnie to o zapobiegliwości świadczy, nie tchórzostwie, i w tem przypadku iście Łokietka, nie zaś Kazimierza. A odziedziczywszy chudoby wątłej, zostawiając zaś dziedziny, z którą nie sposób się sąsiadom nie liczyć, iście starczy by nazwanym być Wielkim… Winstonowi zaś bym jeszcze i przypisał zagładę pancerników na Pacyfik bez eskorty posłanych, upadek Singapuru bezmyślnie fortyfikowanego jeno od morza i jeszcze parę grzechów inszych, ale za Dunkierkę samą czapki uchylam…
    Kłaniam nisko:)

  8. Wygląda na to ,że liczy się spuścizna i ostateczne zwycięstwo w największej bitwie jaka była II światowa , to tak statystycznie ! … ;D

    Podoba mi się to zdanie „… że kombatanci nie powinni rządzić tylko snuć wspominki w jakiś klubach seniora.”

    Jak by w Polsce moim zdaniem było pięknie , gdyby Ci wszyscy „politycy posolidarnościowi ” , spotykali się w zgodzie w takim klubie a nie nadal jątrzyli i kłócili się o władzę i pieniądze z coraz i tak biedniejszego kraju. ;D)))

    Oglądałam sobie kabareton i zwróciło moja uwagę kolejne jakże trafne i dowcipne zdanie;

    ” W czasie II wojny światowej naród był w Polsce a rząd za granicą a obecnie rząd jest w Polsce a naród za granica” … :(((

  9. Podoba mi się, że tekst Torlina zmusił czytających w tym mnie do odświeżenia wiadomości o Winstonie. Sam odświeżam aktualnie wiadomości o Charlesie de Gaulle – mam nadzieję, że skłoniłem moich czytelników również do odświeżenia najnowszej historii Francji. Na innym znajomym blogu ożywiona dyskusja o Zapatero (modnym ostatnio w Polsce) Juanie Carlosie i Aznarze. Czyli znów garść inspiracji do przemyśleń politycznych. Myślę, że ta perspektywa, która powoli się przeciera jest ważna, bo pozwala Blogowiczom wydostać się z krajowej nory intelektualnej mozolnie wykopywanej w ostatnich latach przez polityków i publicystów. Na mnie to w każdym razie wpływa inspirująco. Dzięki Torlinie za przypomnienie sylwetki Winstona.
    Pozdrawiam

  10. Miło mi Kartko!
    Ja jednak rozróżniałbym Winstona Od Charlesa. Wielka Brytania miała prawo być w pierwszej Trójce, jej potencjał militarny i polityczny podczas II Wojny Światowej był niekwestionowany (chociaż nie umywał się do ZSRR i USA). Ale Francja? To był karzeł i militarny i wojskowy, od 1943 roku Polska miała większą armię niż oni, Francuzi dysponowali jedynie jedną armią (1 Armia Jeana de Lattre de Tassigny) i kilkoma dywizjami. Dla jednej z nich Patton musiał zatrzymać swoje oddziały, aby Francuska 2 Dywizja Pancerna gen. Leclerca mogła „zdobyć” Paryż. Tak nawiasem mówiąc, od kiedy to dywizje pancerne najlepsze są do zdobywania miasta? Pic i fotomontaż.
    Z punktu widzenia Francji okazał się jednak być wielki, doprowadził do tego, że Francja dostała własną strefę okupacyjną i z Trójki zrobiła się Czwórka.

  11. Piszę o osobowościach i talentach politycznych Torlinie. Trzeba być KIMŚ żeby z takiego piasku jak Francja po wojnie bicz ukręcić. I wyprowadzic na takie zacne panstwo.

  12. Kartko!
    Ależ ja to podkreśliłem w ostatnim akapicie.
    Julu!
    Już się skończyła emigracja, nowi nie wyjeżdżają. Każde państwo przeżywa exodus swoich obywateli, bo każdemu się wydaje, że gdzieś indziej jest lepiej.

  13. Tu sami erudyci się wypowiadają, a ja wróciłam w świetnym humorze z koncertu brawurowego zespołu romskich muzyków, grających na gitarach, akordeonie, kontrabasie, skrzypkach, blaszanych bańkach, drewnianych łyżkach i czymś tam jeszcze. Śpiewali żywiołowo, z zapałem, publiczność się wyklaskała do syta i podrygiwała na krzesełkach. Takie koncerty letnie bardzo lubię 😀
    Co ciekawe – zespół składał się z muzyków bez wykształcenia muzycznego, pochodzących z dwóch maleńkich wiosek; węgierskiej i słowackiej. Zebrali się razem i występują grając naturalną, cygańską muzykę, żadne tam czardasze operetkowe. A swoją muzykę określają właśnie, jako cygańską. Twierdzą, że Romowie są w Budapeszcie a oni są Cyganami.
    Dwie Cyganki w zespole… jedna tańczyła na bosaka przez cały czas występu, ładnie się poruszała, druga chyba ze 100 kg żywej wagi miała wspaniały głos. Co ciekawe… wszystkich członków zespołu na zakończenie przedstawiono i coś o nim powiedziano a o tej tańczącej tylko podczas występu, po brawurowo odtańczonym tańcu z partnerem powiedziano tylko, że to żona tego tancora. Przy prezentacji ani słowa 😆
    Gdzie jest Kazimiera Szczuka???
    ;
    Torlin!
    Jeśli uznasz, że ta notka nie pasuje do tego tematu, to ją przepakuj w bardziej przystające miejsce.
    Dobranoc!

  14. Uwielbiam Cię Nelu!
    Dobranoc.

  15. „Już się skończyła emigracja, nowi nie wyjeżdżają.”
    To tylko ci się wydaje Torlinie , że już nikt nie wyjeżdża.

    Bo z mojego miasta, nie stolicy i owszem „exodus” trwa nadal.

    Żyjemy chyba w innych ” światach” , chociaż w jednym niby kraju 😉

  16. i jeszcze ,żeby nie być gołosłowna, że jednak nie żyjemy wszyscy na zielonej wyspie, to przytoczę cyferki, bo one nie kłamią ;D)))
    „Lepiej bajdurzyć o zielonej wyspie i o tym jak to Polska jest pokazywana za wzór innym. Liczby nie kłamią i dopiero z ich zestawienia wynika ponury obraz stanu naszych finansów publicznych.
    Deficyt finansów publicznych w każdym roku rządzenia Donalda Tuska jest bliski 7% PKB czyli kwoty około 100 mld zł. Dług publiczny na koniec 2007 roku ok 520 mld zł ale już na koniec 2009 roku blisko700 mld zł. Na koniec 2010 roku będzie bliski 800 mld zł. Koszty obsługi tego długu około 40 mld zł rocznie. Ten gwałtowny przyrost długu dokonuje się mimo wręcz drenażu dywidend z państwowych spółek i gwałtownej wyprzedaży majątku państwowego w tym najcenniejszych jego składników.
    W roku 2009 przychody z tej wyprzedaży wniosły około 12 mld zł w 2010 mają wynieść 25 mld zł, podobna wielkość mają osiągnąć w 2011 roku. Nie są ujawniane i w konsekwencji zaliczane do długu wszystkie zobowiązania Skarbu Państwa. Same zobowiązania Krajowego Funduszu Drogowe wynoszą już blisko 20 mld zł i rosną w tempie 10 mld zł rocznie,nie uwzględnia się zobowiązań Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (jest zadłużony w bankach komercyjnych i wobec budżetu przynajmniej na kilka miliardów złotych ) Narodowego Funduszu Zdrowia (pozwy szpitali wobec NFZ na setki milionów złotych) ani przechwycone środki Rezerwy Demograficznej w wysokości 7 mld zł.
    Mimo zamiecenia pod dywan tych kilkudziesięciu miliardów złotych zobowiązań, polski dług publiczny na koniec roku 2009 według Komisji Europejskiej wyniósł już 51% PKB (wg ministra finansów tylko 49,9% PKB), a na koniec 2010 roku wyniesie blisko 57%PKB (czyli przekroczy II próg ostrożnościowy z ustawy o finansach publicznych).
    Znajomy prowadzi „mały biznes” i tylko szkoda mu pracowników, bo rzuciłby to w cholerę, inwestując np. w „apartament”, nad morzem i to niekoniecznie Bałtyckim a sam by leżał do góry brzuchem 😦

  17. Julu!
    To był już polityczny wpis, a ja takie kasuję bez pardonu. Powyższa wyliczanka ma bardzo luźny związek z moim jednozdaniowym komentarzem. Bardzo Cię proszę, nie rób tego.
    O zmniejszeniu liczby wyjeżdżających świadczą gołe i nagie liczby, ale jestem zbyt zmęczony, aby teraz szukać miejsca, gdzie ja to czytałem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: