Napisane przez: torlin | 09/08/2010

Mały lokalik

Och! Pomyliłem się – to nie to zdjęcie.

Zdjęcia stąd i stąd

Ten problem istnieje od wieków, a podejrzewam, że nawet w starożytności też doskwierał obydwu stronom. A treść problemu brzmi – siedzenie godzinami w lokalu przy jednej potrawie i blokowanie miejsca dla innych. Skojarzyło mi się to, gdy przeczytałem artykuł w Gazecie.

Sprawa jest właściwie na logikę nie do rozwiązania. Z jednej strony klient ma prawo kupić szklankę „Nałęczowianki” i siedzieć przy niej i 5 godzin, a restaurator nie ma prawa go wyrzucić. Z drugiej zaś – jest to jego interes, on ma zarabiać na handlu i usługach, taka osoba siedząca mu to uniemożliwia. Jak to wypośrodkować?

Moja ciocia powtarzała, że jak nie wiesz, jak się zachować, to zachowuj się przyzwoicie. Miałem taką sytuację na słynnym Placu w Wenecji. W jednej z kawiarni czy restauracji rozpoczął się koncert mojego życia, fortepian i saksofon, jazz w najpiękniejszym wykonaniu przez 5 godzin. Siadłem w knajpce, kupiłem cappuccino, później torcik, słuchałem w wygodnym fotelu, ale po godzinie sam poczułem się nieswojo. Nikt mnie nie wyganiał, ale wiedziałem, że to, co robię, jest niestosowne. Poszedłem siedzieć na twardych, kamiennych ławach.

Ale czy można zapisać to w ustawie? Czy można określić dokładnie, co wolno klientowi, a co restauratorowi? O jedzeniu rzeczy przyniesionych oczywiście nie ma mowy, z punktu widzenia ekonomicznego działalność restauratora jest sprzedażą usług. Powiem szczerze, że jest jeden specyficzny rodzaj „lokalu”, w którym w tych sprawach jest bardzo dużo awantur i pretensji. Mówię o górskich schroniskach turystycznych, właściciele schronisk bronią się przed obcym jedzeniem jak mogą, takim pięknym przykładem jest blokowa cena wrzątku, który np. Niemcy u siebie doprowadzili do absurdu. Większość turystów ma własne jedzenie, część właścicieli wygania turystów na zewnątrz, część pozwala jeść w środku.

Można spróbować znaleźć analogię. Np. facet wchodzi do budki telefonicznej (ha, ha, rozważamy sprawę teoretycznie) i dzwoni z komórki. Mnie się wydaje, że nikt nie będzie uważał moje zachowanie za dziwne, gdy zacznę łomotać w drzwi i krzyczeć: „Panie, dzwoń sobie z komórki na zewnątrz, to jest dla ludzi dzwoniących normalnie”. „A kiedy mnie tu wygodniej, nie wieje”.

Oczywiście inaczej wygląda sprawa przy dużych lokalach, z mnóstwem stolików, zupełnie inaczej w małym, kilkustolikowym lokaliku (to samo dotyczy schronisk). Patrząc na to z punktu widzenia ekonomicznego restaurator wynajmuje miejsce, stolik, klientowi w konkretnym celu, jest to niepisana umowa pomiędzy sprzedającym usługi, a je kupującym. Nie każdy patrzy na to z tej perspektywy, tak jak nie wszyscy wiedzą, że kupując bilet autobusowy podpisujemy umowę i właściwie najpierw powinniśmy się z nią zapoznać.

Advertisements

Responses

  1. Exemplum z budką nietrafne, bo tam przecie iście do działania z przeznaczeniem dochodzi niezgodnego. W traktierni przecie o to idzie, że coś tam jednak zamawiamy, choć mało… I podług mnie to mieć restaurator wpisane powinien w ryzyko zawodowe i od wymówek się wstrzymać, tegoż znając, że klient poirytowany jeden dziesięciu zadowolonych przewyższy, bo dwudziestu nagada jak go potraktowano podle… Co do mnie, to choć zjadam extraordynaryjnie chyżo i zazwyczaj na współbiesiadników długo jeszcze czekać schodzi, to nie ścierpiałbym, by mi kto nad talerzem stał i poganiał… Noga by tam moja nie postała więcej…
    Schroniska górskie to rzecz insza i tradycyją się wiodą ze schronisk prawdziwych, gdzie jaki ubożuchny wędrowiec na dnia koniec zawitał i wrzątku miał darmo, zasię reszty z sobą nosił. Starczy dwaniejszych poczytać spominków Wawrzyńca Żuławskiego czy inszych, gdzie byłaż to im niejako misja i na toż ich Towarzystwo utrzymywało Tatrzańskie… Znam ja, że i tak bywało, że była jaka sala jedna dla gości lepszych, co płacili, zasię jaki od kuchni zatyłek dla taterników i młodzi niezasobnej, gdzie bez wygód, przecie w cieple i bez deszczu za kołnierz kapiącego zjeść mogli…

  2. Torlin
    A czy jak grzecznie uciekłeś na kamienną ławeczkę to widziałeś jak tłum szczęśliwych ludzi rzuca się na Twoje miejsce? 🙂

    Powiem tak: restauratorzy liczą się z tym, że są klienci którzy przyjdą tylko na wodę/kawę/herbatę – to jest wkalkulowane w cenę nie tylko tej wody/herbaty itd, ale w ogóle wszystkich potraw które można zamówić. Co z takim delikwentem który siedzi nad pustą szklanką zrobić? No restauracje stosują różną politykę. Jedni mają nachalnych kelnerów, którzy co pięć minut będą przychodzić i pytać, czy podać coś jeszcze. Inni powiedzą, że „mamy nadzieję, że smakował Panu posiłek. Jeśli już nic więcej Pan nie zamawia, to przyniosę rachunek, bo mamy następnych gości do tego stolika”. Jeszcze inni ze smutną miną powiedzą, że jest im przykro, ale za 10 minut zaczyna się rezerwacja na ten stolik.. generalnie to zależy bardzo od renomy restauracji i kultury obsługi.

  3. Pomyliłeś się pisząc, że się pomyliłeś! Pierwsze zdjęcie jest w porządku…

  4. Torlinie, z moich doświadczen wynika, że trzeba szukać lokali w których można posiedzieć nie zamawijąc wciąż kolejnych piw. Odpadają zony turystyczne typu opisana przez Ciebie Wenecja. Podobnie jest we wszystkich tego typu miejscach – gorące krzesła, jesz i spadasz. Nie lubię takich miejsc, unikam ich, więc mnie ten problem nie dotyka. A gdy już tam trafię to wolę sobie poleżeć na jakimś murku albo posiedzieć na schodach aniżeli znosić natręctwo personelu a co gorsza wywindowane na głupich turystach ceny.
    Natomiast poza zonami przecież są normalne knajpy. Za granicą wystarczy obserwować gdzie wysiaduje ludność tubylcza – gra w karty, romansuje, plotkuje itp. To gwarancja spokoju i sensownych cen. Można tam wysiadywać godzinami choć myślę, że nad wodą mineralną byłoby to trudne.
    Co do schronisk to mam inne obserwacje (zaznaczam, że nie znam schronisk niemieckich). Zwykle coś do żarcia niosę w plecaku, więc zamawiam kawę, herbatę, piwo do popicia. Popijam więc kupionym swoje jedzenie i nigdy mnie nie spotkała żadna wymówka ze strony personelu.
    Pozdrawiam

  5. Pomyłka? Errare humanum est! Człowiekiem jestem! I się z tego cieszę. 🙂

  6. HotChili!
    Właściwie nie bardzo wiem, co Ci napisać. Masz generalnie rację. Ale…
    Ludzie są różni. Masz przykład z Gazety, ta pani poszła na dół po kanapki, bo w tej restauracji jest za drogo. Ale w niej siedziała. Ile razy widzę przysiadających się ludzi w ogródkach np. Mc Donalda czy innych firm. Mnie to przypomina moje czasy stopowe, gdzie się wchodziło po cichu do motelu lub sanatorium, aby się wykąpać.
    Wachmistrzu i Kartko!
    Zupełnie inaczej wyglądają schroniska w Polsce, a inaczej w krajach alpejskich. Tam to są przedsiębiorstwa turystyczne mające na celu zarobek, jedno ze schronisk w ogóle było kuriozalne – najtańsze spaghetti, makaron pomazany sosem kosztował 20 Euro, facet pilnował, aby nikt nie jadł swojego nie tylko wewnątrz, ale i na tarasie. Wrzątek u niego kosztował 1,7 Euro.
    Tes Tequ i Jurgi!
    Bo zapomniałem podpisać zdjęcia 😉
    „Klientki knajpki w drodze na posiłek – 1/2 szklanki Nałęczowianki niegazowanej, ponieważ się odchudzają”.

  7. Torlinie, bym mu chyba rzucił ten makaron w twarz.

  8. Torlin
    Ja nie znam restauracji w której możesz siedzieć nie zamawiając niczego, albo w których pozwolą Ci jeść własne jedzenie jak zamówisz napój. Nawet takich knajp nie znam, w glupiej Coffee Heaven, jak zauważą, że ktoś nie ma nic zamówionego, to wypraszają (widziałam takie przypadki). McDonald’s to z kolei już inna bajka i bym w temacie restauracji nie umieszczała, ha ha ha 🙂

  9. Ups! Pomyłka!
    😉

  10. HotChili!
    Mimo wszystko ogródek McDonalda jest tak samo ogródkiem firmowym, jak każdego innego konkurenta. Nasz stosunek emocjonalny do danej firmy w tym wypadku nie ma najmniejszego znaczenia.
    Kartko!
    Szczególnie po 15 godzinach marszu, nie mając innego alternatywnego rozwiązania. Renta miejsca.
    Napoleonie!
    Miło, że wpadłeś z omyłkowym załącznikiem.

  11. Torlin
    Tylko że McDonald’s to nie restauracja, a fast food. Nie ma tam kelnerów, którzy mają swoje strefy ze stolikami z których dostają napiwki. Jednym słowem: pracownicy nie mają motywacji, żeby coś z tym robić, a z drugiej strony jak widać interes na tyle dobrze idzie, że firma nic z tym nie robi (jedynie uregulowali kwestie toalet w niektórych lokalach i można korzystać tylko z paragonem). Tak więc ja bym się o nich nie martwiła.. czasami tylko naiwnie się łudzę, że stanie się cud i znikną zanim moje dzieci powiedzą, że chcą tam iść 🙂

  12. Właśnie wróciłem z Gorganów. Tam w ogóle nie ma schronisk i problem znika.

  13. Chili!
    Wszystko jest dla ludzi, i McDonald też. Trzeba tylko umieć z tego korzystać. Ja raz na pewien czas też trafiam.
    Lupinie!
    Powiem Ci szczerze, że już w taką dzikość niechciałoby mi się jechać. Potrzebuję jednak chociaż odrobinę luksusu, jak ścieżka, możliwość spotkania innych turystów i dostęp do wody nie tylko w formie źródełka.

  14. A mnie się właśnie w taką dzikość chce. Kwestia gustu. Jedni szukają gór szczególnie pięknych, wysokich i efektownych, nawet jeśli zagospodarowanych, a dla mnie najważniejsze jest samo przebywanie w górach, możliwie bezludnych. Codzienny rytm zakładania biwaku, palenia ogniska, chodzenia po wodę do źródełka… I jak najdłużej bez kontaktu z cywilizacją. Uprawiam taką turystykę od trzydziestu lat i właściwie prawie wyłącznie w Karpatach, trochę w górach Bałkanów. W Alpy jakoś mnie nie ciągnie.
    Muszę dla porządku dodać, że dzikość w Gorganach odchodzi w przeszłość. Tak może było dwadzieścia lat temu, kiedy byłem tam po raz pierwszy (dokładnie – w 1988 roku). Ostatnio pojawiła się tam dość bogata sieć szlaków, całkiem fachowo wyznakowanych. Turystów na tych szlakach jak najbardziej się spotyka. Na a grzybiarzy i jagodziarzy to się sporo kręciło i dawniej. A niedaleko Przełęczy Tatarskiej powstał gigantyczny i wciąż się rozwijający ośrodek narciarski Bukowiel. Strasznie psuje krajobraz.
    Natomiast rasowych schronisk turystycznych rzeczywiście nie ma (przed 1939 rokiem było kilkanaście).

  15. Rozmawiałam kiedyś przez komórkę w budce telefonicznej. Trochę dlatego, że komórka mi się właśnie rozładowywała (na wszelki wypadek podałam rozmówcy numer automatu z budki), a trochę dlatego, że na zewnątrz był straszny hałas. Nikt do drzwi nie łomotał, w końcu teraz prawie wszyscy mają komórki 🙂

  16. Witam Cię Jesienio!
    Tak czasami wychodzi. Ja w oczach mam obrazek sprzed wielu lat, jak na furce siedział biznesmen w garniturze, białej koszuli i krawacie obok woźnicy, a furka ciągnęła jego bezawaryjnego Mercedesa.

  17. Piękne! Dziękuję za miłe powitanie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: