Napisane przez: torlin | 12/08/2010

Rzecz nienazwana nie istnieje

I wydawało się, że romantyczne, mickiewiczowskie „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” w XXI wieku odeszło w niebyt, w przestrzeń pozarozumową. Ale czy naprawdę? Czy przypadkiem nie siedzą w nas dawne wierzenia, które dziś podświadomie traktujemy jako archetyp?

Słowo od początku ludzkości miało tajemną moc. Czyż „Księga Rodzaju” nie mówi o tym? „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy. A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!” Słowo wypowiedziane ma sprawczą moc.

Bo zawsze wierzymy, że istnieje to, co jest nazwane. A nie istnieje to, co nienazwane. W tym momencie kłania się nam w pas Ferdinand de Saussure ze swoją koncepcją strukturalną, że każde określenie, wyraz jest znakiem, przy czym signifie  jest rzeczą, pojęciem określanym, a signifiant oznacza graficzny lub dźwiękowy znak określający. Jedno bez drugiego nie istnieje, jeżeli istnieje signifiant, to znaczy, że ta rzecz istnieje, chociażby nie istniała. I na odwrót,  signifie istnieje tylko wtedy, kiedy ma odwzorowanie w dźwięku lub w piśmie, jeżeli signifie nie ma odpowiedniego signifianta, ta rzecz nie istnieje, chociażby w rzeczywistości istniała.

I tu wchodzimy na grunt magii językowej. Torlin, tyś racjonalista, bezbożnik, liberał, wolnomyśliciel – będziesz nam teraz o magii opowiadał?

Tak, ponieważ to, co wymyślił de Saussere, stosowała już ludność pierwotna. Słowo ma sprawczą moc, to co nazwane – istnieje. A to, co nienazwane – nie istnieje, chociażby istniało w rzeczywistości. Wypowiadając dane słowo przywołujemy nazwaną rzecz, w sposób magiczny boimy się związku pomiędzy wypowiedzianym wyrazem, a wywołanym przez niego zjawiskiem. Wszyscy badacze dają przykład niedźwiedzia (w rzeczywistości miedźwiedź, prasłowiański medvēdis – jedzący miód), jest to zwierzę najbardziej groźne dla człowieka, przed którym właściwie nie ma ucieczki, bardzo szybko biega, jest bardzo silne, wspina się po drzewach i świetnie pływa. A zgodnie z zasadą, co nienazwane – nie istnieje, albo nie zostanie przywołane, unikano wymawiania jego nazwy i w końcu o niej zapomniano. Robiły to wszystkie ludy, zastępując prawdziwą nazwę (przypuszczalnie arktos)  podróbkami określającymi (rosyjski miedwiedź, niemiecki Bär czy angielski bear oznaczający „bury, szary”, czy wreszcie litewski lokys (lokis), tyle co „kudłaty” lub „liżący”). Napisałem wszystkie ludy, kiedy z niedźwiedziem robiły to przede wszystkim ludy północy, południe poprzez arktos – ursus – orso (oso, ours, urso) zachowały dawną nazwę.

Całą tę notkę napisałem po wczorajszej rozmowie z dawno niewidzianym znajomym. Przy standardowych procedurach rozmowy padło pytanie o moją żonę, na to odpowiedziałem, że zmarła w zeszłym roku na tę straszną chorobę. A na to znajomy: „dlaczego normalnie nie powiesz, że zmarła na raka”?

Jak miałem mu powiedzieć, że rzecz nienazwana nie istnieje, lub nie zostanie przywołana. W XXI wieku?

Reklamy

Responses

  1. W kulturze współczesnej, to nawet dzieją się takie cuda, że znaczący występuje bez znaczonego (czyli nośniki treści nie odnoszą się już do czegoś, co faktycznie istnieje) .. pan de Saussure dziś byłby trochę zagubiony w rzeczywistości 🙂

  2. O jezu… 3y, może 5ęć tematów w jednym wpisie… Może stąd, żeś Ty (wbrew Wolterowi) więcej w cudzych ogródkach uprawą zajęty, niz u siebie podlewasz? (Sorry Nela – u mnie politykę karczuję, bo sam nawożę gdzie indziej 😉 )
    „Uczeni w piśmie” i uczeni w interpretacji „uczonych w piśmie” mówią, ze PanaBogowe „rzekł” i „nazwał” nie sa żadnym wypowiadaniem i nazywaniem, tak jak „uczynił” nie znaczy, ze cokolwiek czynił. Tak jak, gdy się go pewien gość zapytał kim jest, przedstawia się „jam jest, który jest”, a wcale to nie znaczy „nie twoja sprawa”, tylko jestem tym, którego byt nie jest „własnością”, a „istotą”. Dużo by tu jeszcze…
    O jezu… To nie jest temat-rzeka, tylko Amazonka, że drugiego brzegu nie widać! Protagorasa człowiek miarą wszechrzeczy – istniejących, że isnieją itd
    Platona łączenie idei konia i ptaka w pegaza
    Nominalizm i reizm w sporze o uniwersalia (choćby Abelard)
    Ockham ze swoją brzytwą na zbędne pojęcia
    Berkeley’a: esse est percipi, gdzie „być” znaczy być postrzeganym
    I Frege, który swoim „zin unt bedojtunk”choć niemiec, zapłodnił całą bryt. szkołę analit. na wieki…
    Ja samym tym wstępem się uuumęczyłem, a Ty tak rach, ciach i po temacie?!

    „Czy przypadkiem nie siedzą w nas dawne wierzenia, które dziś podświadomie traktujemy jako archetyp?”
    Nie, nie siedzą. Język skonstruowany jest tak, jak nasze myslenie i myślimy jego pojęciami. Nie można inaczej. Gdy rozejrzę się wokół mnie, to wsztstko ma swoją nazwę – dłoń, palec, zegarek itd, a gdy wreszcie znajduję rzecz, któa nie wiem jak się nazywa, natychmiast łapię się na tym, że jest ona… nieważna! Język, jak myślenie, mamy zwrócone na zewnątrz i stąd te problemy z liryką. Do niej i świata tzw. przeżyć wewnętrzych mam czucie, dlatego „raka” nie przywołujesz (wyrazy, torlinie) i dlaytego nie chcesz mówić, jak to był łaskaw rzec Twój znajomy”normalnie”. To sa dwa porządki rozum+język i uczucia+ … Język’prim?

    Jest anegdota, ze Największy Językoznawca orzekł czasu swego, że bez języka to z myśleniem ani rusz. Wtedy najstarszy z akademików, co mu juz na życiu nie zależało, przełamał nieśmiałośc i rzekł, że się w pełni zgadza, jednak intryguje czy należy zatem przyjąć, ze niemowa nie myśli? Zachmurzyło się wiadome lico i odrzekło, że się takimi głupotami nie zajmuje. Jego geniusz jest w tym, ze anglicy 200 lat zmarnowali, sadząc, że można go zbadać „uwspólnić” i w ten sposób zakończyć wszystkie problemy ideologiczne, polityczne i moralne. 🙂 Się okazuje, że za wszystkimi naszymi wyborami stoi pierwszy odruch, a potem już tylko jesteśmy konsekwentni w wywodzie.
    O jezu… Sam po tematach latam! No to na koniec z tym niedźwiedziem: a ja czytałem u samsonowicza że niedźwiedź to nie „jedzący miód”, tylko „wiedzący (gdzie) miód”. ?
    Daruj bałagan

  3. dopiero przetarłem oczy. Oczywiście nominalizm i realizm, nie reizm.
    Choc zarazem kotarbiński i jego” są tylko rzeczy i relacje między nimi” („reizm” własnie) tez tu pasuje.

  4. Chili! Iżyku!
    Cały tekst miał być poświęcony unikaniu pewnych wyrazów z powodu magii językowej. Po powiedzeniu „powodzenia na egzaminach” nie można odpowiedzieć „dziękuję”. Ja jak zwykle się trochę rozpisałem, ale wydaje mi się, że za dużo znalazłeś w moim tekście. Tam tego wszystkiego nie ma.
    Jeżeli chodzi o niedźwiedzia, wziąłem ten opis z „Wielkiego Słownika etymologiczno – historycznego” Krystyny Długosz – Kurczabowej, PWN, Warszawa 2008 – hasło „miód”.

  5. Uhm… No tak, faktycznie… Teraz dopiero widzę, że nic tam nie widzę. No to odszczekuję, czego wcale nie nagęgałem.

  6. Tę magię słowa bardzo dobrze widać w religiach indyjskich, które od początku są właśnie na słowie oparte (tam słowo nie było „u Boga”, ale samoistne, to z niego dopiero bogowie); Śiwą (=łagodny) nazwano jedno z najgroźniejszych starych bóstw, niszczącego burzowego Rudrę (=ryczący). Jego boska małżonka Durga (=groźna) nazywana jest dziesiątkiem nazw określających; Kali (=czarna), Parwati (=górska, bo to córka króla Himalajów), itp. I bóstwa lokalne, zwł. boginie chorób, wzywane są określeniami mającymi im przypominać (lub wręcz nakazywać) łagodność, przyjazność, dobroć. Tak, moc słowa jest niezmierzona!

  7. No właśnie, maru. O to moje odszczekane gęganie mi chodziło… U nas (pisze „u nas” ale jestem ateistą) słowo tez nie jest u boga. Jakże zresztą miałoby „u boga” być, skoro „bogiem było słowo”? To jest 2 tys. lat zastanawiania się nad sensem i księgi rodzaju i jana, którego przywołujesz.
    Na początku był plan, pomysł, scenariusz, idea, czy jak tego nie nazwać. To cholerne „słowo” wszystko psuje i zaciemnia przez wieloznaczność pojęcia „logos”. Grecy, a przecież to oni, że tak se pozwolę, „uczłowieczyli” pewną zupełnie peryferyjna religię podsuwając jej po dwóch wiekach gotowy neoplatonizm. Jest u góry jakiś ktoś, co się sam tak sobie jakoś myśli i co nie wymyśli, to się w ciało przyobleka, aż powstaje cała drabina stworzenia. On ma w sobie taką np. ogólna ideę niedźwiedzia, a na łez padole zaraz zjawia się takie coś, co nie wiadomo czy je miód, czy wie (gdzie) miód… 😉 .
    Ba, nawet ów logos to on, sam On, który zstąpił, by połączyć niebo z ziemią, bo jak wiemy, do czasu jego przyjścia tam u góry było zamknięte. Pasuje jak ulał do dziś, a gimnastyka szarych komórek i walka na słowa o to „słowo” wciąż trwa. I dobrze.

  8. Ja tam od wersji, że świat powstał przez Słowo wolę mało znaną wersję, że powstał z boskiego Śmiechu. };D

    Warto zauważyć, jak tabu niewypowiadania jest wciąż aktywnie używane. Pewna grupa posłów uparcie odmawia wymawiania imienia i nazwiska Janusza Palikota, określając go naokoło „posłem z Lublina” etc (może powinni go po starosłowiańsku nazwać „wiedzącym, gdzie wetknąć szpilę”?).

    I jeszcze ładny cytat z poezji, dokładnie z piosenki śpiewanej przez Joannę Kondrat (nie wiem, kto jest autorem słów):
    „Rzeczy nienazwane
    mówią głośniej,
    rzeczy niewidziane
    malują się same”.

  9. Mnie jest bardzo trudno zarówno polemizować z Iżykiem, jak i komentować Jego wpisy, może rzeczywiście przykład biblijny jest nienajlepszy, ale w końcu funkcjonuje w polszczyźnie „Słowo ciałem się stało” i „Na początku było słowo”. I nawet, gdyby to tylko zostało źle przetłumaczone, pozostanie wśród nas jako powiedzenie o znaczeniu kulturowym. To jest tak jak z przekładem Ireny Tuwim, Winnie-the-Pooh zawsze dla Polaka zostanie Kubusiem Puchatkiem.
    Maru – dziękuję.
    Jurgi – ja jestem zwolennikiem teorii, że Pan Bóg tworząc Wszechświat spojrzał przerażony na to, co zrobił, następnie roześmiał się, machnął ręką i powiedział do siebie: „Pójdzie na rozkurz, niech sam teraz dba o siebie”.

  10. Kiedyś pewnej mojej polemice z księdzem dałem tytuł „Pan Bóg śmieje się patrząc na to z wysoka” i właściwie to zdanie oddaje mój stosunek do Boga – niezbadane są jego wyroki, ponieważ duszą go na nasz widok paroksyzmy smiechu. Z tego punktu widzenie nie ma sensu unikanie przywoływania wywołujących lęk zdarzeń ich nazwami. No bo skoro On się śmieje patrząc na nasz podół łez to nie ma powodu by się go lękać. Więc nie ma co zakładać, że jeśli na raka mówimy rak to akurat On nam tego raka ześle. Może zesłać albo nie zesłać – zależy jaki ma humor. Tak więc nie co się szczypać tylko trzeba nazywać sprawy po imieniu. Tym bardziej, że to zajęcie satysfakconujace z tej racji, że deprymuje lękliwych, którzy boją się najmniejszych komplikacji w tej beznadziejnej wegetacji nazywanej pompatycznie życiem.
    Pozdrawiam

  11. Podoba mi się Torlinie Twój wpis, ale oczywiście nie zgadzam się z tytułową tezą, że to co nienazwane, nie istnieje.
    (No chyba sam w to nie wierzysz, prawda? 🙂 )

    Zresztą, przypominam sobie naszą rozmowę na ten temat – bodajze u Dru i u Komerskiego – gdzie każdy wyłuszczył już swoją opinię na ten tamat. Nie jestem więc pewny, czy jest sens się powtarzać.

    Lecz zgadzam się: słowo może mieć moc niezwykłą; słowo może uleczyć, słowo może zabić; i – tak, tak! -słowo może powołać do życia to co nie istnieje… choćby tylko w ludzkiej świadomości, w przestrzeni mitycznej – stąd jego „magiczne” właściwości.
    Mowa ludzka (a tym samym język) rzeczywiście jest czymś niesamowitym, by nie nazwać tego… „magicznym” 🙂

  12. Komentarz Logosa o słowach, które mogą zabić przypomniał mi pewną historie dotyczacą mistrzów niebezpiecznych słów czyli księży. Byłem kiedyś świadkiem kłótni księdza z nadzorcą robotników. Ksiądz chcial natychmiast „pożyczyć ” robotnika do jakiś prac na plebani a nadzorca z racji robót ktore prowadził u kogoś zupełnie innego nie mógł tego zrobić i odmawiał. Wtedy ksiądz w złości rzucił – „Obyś umierał w samotności”. Nadzorcę sparaliżowało, poczułem jak się boi. Co najlepsze jeden z robotników nie czekając na zgodę przełożonego poszedł potulnie za księdzem.
    Śmierć w samotności – ciekawe źródło lęku. Tym bardziej ciekawe, że z reguły się umiera w poczuciu psychicznej samotności.
    Pozdrawiam

  13. Logosie!
    Tak z drugiej strony… Sądzę, że w historii naszych blogów zostało chyba wszystko powiedziane, a i skład moich komentatorów się zmienił. Tęsknię za Komerskim, Dru’ i Hoko, Napoleon się czasami odzywa. Ja chciałbym, abyś zrozumiał moje podstawowe pytanie – dlaczego ja, nowoczesny człowiek XXI wieku, niewierzący w różnego rodzaju gusła i mity, boję się wypowiedzieć słowo. Bo czuję podświadomie, że jak je wypowiem, to ta choroba przyjdzie.
    Już nie wiem Kartko, czy to czytałem, czy mi ktoś to opowiadał. W pewnej knajpce w Szkocji, ale nie pubie, pewien podpity młody człowiek powiedział w złości kelnerce, co zrobi z jej intymną częścią ciała. Dziewczynę sparaliżowało, musiało ją wziąć pogotowie, lekarze stwierdzili typowe objawy jak po gwałcie.

  14. Torlinie Twój blog niezmiennie ciekawy ..

    a po Lasku Kabackim ciągle biegasz? spacerujesz? …

  15. Ty Jolinku to pojawiasz się i znikasz.
    Ciągle biegam i spaceruję.
    Dzięki za komplementy.
    Pozdrawiam serdecznie

  16. ciągle jestem w niedoczasie .. czytam hurtowo i potem komentarz już nieaktualny ..

    miłego dnia .. 🙂

  17. Iżyku, pozwolę sobie się nie całkiem zgodzić 🙂
    Ja lubię to określenie „słowo było u Boga” – ono wskazuje wyraźnie na hierarchię. I wcale tez mi nie przeszkadza samo słowo słowo – wcale nie zaciemnia logosu, nie! Właśnie go wyjaśnia. Słowo, język, pojęcie, idea, myśl – to wszystko w tym worku. I myśl ta i pojęcie i słowo pochodzą od Boga. Musi pomyśleć tę ideę, by się jej odbicie zmaterializowało. Tę aktywność myślo-stwórczą nazywa się „wypowiadaniem”. Bo tak jak idea musi być określona, by istniała, tak i słowo jest konkretne, pełne, skończone – odróżnialne od innych słów. I tylko pomyślana dobrze idea może mieć swoje słowo, i tylko pomyślany dobrze (bez reszty), wypowiedziany wyraźnie byt może zaistnieć. To znaczy dokłądnie to, co w tytule notki Torlina!
    A różnica w stosunku do mitologii indyjskiej jest taka – tam słowo mówi się samo. Nie ma Boga-wymyślacza-wypowiadacza. Dlatego tam trudniej przyłożyć grecki logos (choć się to czyni nieraz) – to słowo jest bardziej dźwiękiem, a nawet jeszcze bardziej – wibracją. Tyle tylko, że wibracją znaczącą, senso-twórczą. Co wywibruje, to zaistnieje. Niektórzy współcześni fizycy, ci od teorii strun, polubiliby tę koncepcję. 🙂

  18. maru 😉 To, oczywiście, wszystko przez Torlina! Na Twoja niecałkowitą zgodę zgadzam się całkowicie. Zwłaszcza, ze nie zamierzam bronić poglądu, którego nie wyznaję. Tym bardziej zestawiać go z Indiami, o których nie mam bladego, a nawet woli, by tę zielonkawa bladość pojęcia rozjaśniać. Grekowie, co wymyslili filozofię, to oni wszystko tak bardziej na rozum… A taki Ind, to sam (sama?) wiesz – słonko przygrzewa, ryż dochodzi, babka się w ognisku dopala, a on moczy te chude nogi w świętym Gangesie… Czy to jest… Nawet samo użycie pojęcia filozofia jest kłopotliwe, dlatego częściej mówi się, czy mówiło, o „nurtach myśli indyjskiej”, a co dopiero o logosie?! Ale niech tam-mnie pasuje. Z zastrzeżeniem, ze jak jest o „wibracji znaczącej, senso – twórczej” to mi na mysl przychodzi zaraz poezja, a z nią też ma bladość zielonkawą… Chyba, że chodzi o zaklęcie?! A, to co innego! To wtedy tak, wtedy zgoda. Gdyby on to zatytułował był np: „Jak zamknę oczy, to się nie boję” albo „O klątwie, omenie i mocy sprawczej słów”, a potem wywodził, że ludzie wierzą, że od samego gadania rzeczy się dzieją itd. Ale on rzucił, że rzecz nienazwana nie istnieje i wodził na pokuszenie po księgach rodzaju i o niedźwiedziu jeszcze, przez co dostałem gwałtownego ataku skojarzeń i zupełnie się zagapiłem, żeby go nie wywoływać… Ale czego się spodziewać po bezbożnym liberale, co nie? 😉
    Teorii strun tez wprawdzie osobiście nie poznałem, ale słyszałem o niej sporo dobrego

  19. Torlin – zgłosić się na rozstrzelanie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: