Napisane przez: torlin | 21/08/2010

Pozazdrościłem Kartce

Usiadł wygodnie na asfalcie. Sierpień 1970 roku dobiegał końca, słońce dopiekało jednak jeszcze mocno. Dzisiaj wypadło, że z ich czwórki on siedział najbardziej wysunięty do środka jezdni. W końcu jak jest człowiek na autostopie, a tu od 4 godzin nie było żadnego samochodu, to nie pozostaje nic innego, jak zagrać w kości, w tzw. szkołę. A jedyna płaska nawierzchnia to asfalt. Wyjątkowo mu nie szło, mimo wielu rzutów rezerwowych kombinacje 2 x 4 i 3 x 3 za nic nie chciały wyjść. Ale co tam… jestem w końcu – pomyślał –  na autostopie, usiłujemy we czwórkę zrobić najbardziej nieprawdopodobną trasę w podróży dookoła Polski – Gdańsk – Suwałki, w poprzek Mazur.

Z oddali usłyszał dźwięk motoru. Znowu motocyklista, rozbijają się po całym kraju, jeżdżąc za szybko, na pewno ponad stówą. Po tak wąskiej drodze. Zaczął machać ręką, aby tamten przejechał mu za plecami, i aby go nie potrącił. Motocyklista zwolnił, jakby się zawahał, w końcu zatrzymał się. – Jacek? To ty? Jurek?

Napłynęły wspomnienia.

Był marzec 1968 roku, byliśmy obydwaj uczniami X klasy liceum im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie, obydwaj świetnie wiedzieliśmy, co się dzieje od kilku dni w Warszawie, postanowiliśmy jednak pomóc studentom i pójść w Krakowskie Przedmieście. Na środku jezdni stała polewaczka i usiłowała dosięgnąć studentów gromadzących się dookoła kolumny Zygmunta. I gdy już nam się wydawało, że przedarliśmy się do całej grupy, z Senatorskiej wyszedł szpaler milicji, szli rzędem waląc pałkami o tarcze jak legioniści rzymscy. Nie mieliśmy dokąd uciec, wpadliśmy do pierwszych drzwi i za wszelką cenę usiłowaliśmy je zamknąć. Milicjanci napierali z jednej strony, a my trzymaliśmy z drugiej. Po puszczeniu drzwi jak w kiepskiej komedii milicjanci się powywracali, a my pobiegliśmy w górę schodami. I na samej górze wciągnęła nas do środka pani w średnim wieku, wyszła do biegnących milicjantów i zablokowała im ciałem wejście. – Dawać mi tu natychmiast tych gówniarzy. – Jesteśmy pracownicami Narodowego Banku Polskiego, nic nie zrobicie tym chłopcom, to są przecież dzieciaki, jak panu nie wstyd. Facet zdurniał. Stał z podniesioną pałką nad kobietą, która się w ogóle go nie bała. W końcu opuścił pałkę, wystękał: – Bardzo panią przepraszam, zawrócił na pięcie i zbiegł po schodach.

Musisz przyznać Jacku, że nasze bohaterstwo było nieprawdopodobne? Jak je porównać z bohaterstwem tej kobiety? Ale w końcu i tak nas ukarali tymi przeklętymi praktykami robotniczymi. A teraz siadajcie mi za plecami, po dwóch przewiozę was do najbliższej osady, żebyście mieli się gdzie przespać. – Która dwójka jedzie pierwsza?

Reklamy

Responses

  1. niesamowite 🙂

  2. No Torlinie – ale przygody! Wcześnie zacząłeś potyczki z państwem. Moje odbywaly się 14-15 lat później ale ich dramaturgia była podobna. Polegało to jak w Twoim przypadku najczęściej na ganianiu się z zomo i poszukiwaniu bramy – pasjonujace zajęcie, gdy człowiek jest młody. Fajna historia a to spotkanie na drodze to już naprawdę niesamowite
    Pozdrawiam

  3. Jak wspomnienia to ja też cos napiszę co prawda nie z tych „walczących” i z lat młodzieńczych,ale uważam ze dosyć charakterystyczne dla Polaków.
    Moja wyprawa na „zgniły zachód” późny Gierek.
    Ja żona i jej siostra z córką,jedziemy do Francji,na zaproszenie i jak to Polak wstąpił do piekieł po drodze mu było. Jechaliśmy przez Austrię (Alpy) Niemcy( Monachium Augsburg) póżniej powrót przez Holandię (Amsterdam) i tam to spotkanie.
    W Amsterdamie szukaliśmy Campingu wreszcie trafiliśmy na zatoką.Była to sobota na campingu tłok recepcja w barze mnóstwo pijących (ostro) jakoś sie dogadaliśmy i otrzymujemy placyk pod namiot. Ja jako mężczyzna zajmuję się stawianiem kobiety krzątają sie przy urządzaniu i posiłku.
    Zauważyłem,że jakiś mężczyzna z sumiastym wąsem przygląda sie nam.
    Po chwili po polsku zwraca sie do mnie na ty,zostaw kobiety niech popracuja a my pójdziemy na piwo.
    Nie bardzo chciałem ale uległem zona mnie tylko ostrzegała bo to cyganie.
    Okazuje sie ze tych cyganów polskich jest kilkanaście rodzin.
    Na pytanie jak to sie stało ze sa razem otrzymałem odpowiedz tego typu o ten to jest z Neapolu ten z z Francji ten tam tez z jakiegoś miasta na zachodzie i na wosne czuja potrzebę ruszenia w swiat i spotykają się jada dalej razem dołączają inni i tak powstaje ich tabor.
    Każdy z nich mial pieniadze i to sporo widzialem portfele rożne waluty, Na pytanie jak zarabiają otrzymalem odpowiedz handel (dywany itp.)
    Holandia PRL i cyganie na campingu i polskie rozmowy a głównie im chodzilo czy nie mam na sprzedaż kiełbasy.
    Ciekawa była ich rada co zabrać z Polski by mieć pieniadze na pobyt na zachodzie. Ale to może innym razem.
    Pozdrawiam

  4. Noooooooooo Napoleonie! I miał człowiek wtedy niepełne 19 lat, a w marcu 1968 miałem 16 lat i 4 miesiące. Wtedy na studia się szło mając niepełne 18 lat, jak ktoś się urodził po 1 października.
    Kartko!
    A z pałką miałem niestety później kontakt, ale to było przed Politechniką. Trzy dni nie mogłem ruszyć ręką, Mama mnie ubierała.
    Zdzisławie!
    Dziękuję, fajna historia.

  5. Wiesz Torlinie że ja z moimi przyjaciółmi z zazdrością mówimy o czasach przełomu, mając oczywiście na uwadze okropieństwo tamtych czasów?

  6. Nie mam takich doświadczeń, jak autorzy powyższych postów.W 68 roku na Wybrzeżu niewiele można się było dowiedzieć z oficjałek.
    Ale przykre wspomnienia z 70 roku i z czasów stanu wojennego( w tym ze stanu wojennego jedno śmieszne, jak to czasem bywa w dramatycznych sytuacjach).
    Z okna meszkania w centrum widziałam, jak stoczniowcy?demonstranci ?niosą na drzwiach ciało „Janka Wiśniewskiego”( w rzeczywistości nazywał się Godlewski) Zasłabłam.
    **
    Kilka lat później natrafiłam na kontrdemonstrację
    pochodu 1- majowego pod urzędem miasta.Panicznie boję się tłumów, a 10 osób, to dla mnie już tłum.
    Nie chcąc się dać „wessać” szarpnęłam zamknietą na klucz bramę pierwszą od urzędu miasta. Wywaliłam zamek, taka była siła mojego strachu!
    W środku stało dwóch zaskoczonych i zgłupialych ubeków .Przeskoczyłam obok nich na tyły
    kamienicy i tam doczłapałam do Kamiennej Góry.
    Nogi miałam, jak z waty.
    ***
    Z okien naszego ówczesnego mieszkania widywałam wszystko, co działo się w naszym mieście.Siłą rzeczy, jako strachliwa płeć przeciwna- nie mam takich doświadczeń jak Wy.
    Ale nie żałuję.
    Dziś po latach nadal uważam,że rok 70 na Wybrzeżu znacznie był dramatyczniejszy, niż czas stanu wojennego.Pozdrawiam.

  7. Na pogonie z milicją byłam już nieco za poważna, więc takich wspomnień nie mam, ale….
    Z koleżanką ze szkolnej ławy, znacznie po szkolnych czasach wdrapałyśmy się na szczyt Kościelca. Droga wąziutka, szczyt wielkości biurka i na tym szczycie spotkałyśmy znajomego!!!
    ;
    A mistrz ksylofonu i marimby grał ku naszemu zaskoczeniu Bacha, Beethovena, Mozarta a także muzykę flamenco i weselne melodie żydowskie…
    Na ogromnej marimbie!!!
    We własnym opracowaniu – transkrypcji 😀
    Wyglądał zaś jak Jacek Wójcicki u Olgi Lpipińskiej „Ojżesz ty Mojżesz!!!” tylko o kilka lat i kilogramów starszy. Koncert wart zaliczenia, ale nie żeby zaraz kupować płytę, choć była 😉
    Za tydzień ostatni koncert z letniej serii 😦

  8. O jakich praktykach robotniczych piszesz?

  9. Za moich sudenckich czasów”praktyki robotnicze” to były praktyki np.studentów architektury i arch.wnętrz na budowach.Miniowało się kratki, mieszało cement, jednym słowem pod okiem majstrów uczyło się tego co oni robią codziennie.
    Odbywałam też praktykę jako projektant w Miastoprojekcie w Krakowie, w fabryce mebli w gościcinie( obecnie Kolse).Mam dwie specjalizacje( wnętrza i tkanina).Nieraz było zabawnie!
    Po latach np.skojarzyłam,że praktykę elektryka( przykręcanie gniazdek) odbyłam pod okiem byłego Prezydenta RP -L.W. na budowie Szkoły Muzycznej w Gdańsku.Był wtedy mlodym elektrykiem , lubił dziewczyny.
    Kiedy nic nie było do roboty- wlegiwaliśmy się w słoneczny dzień na rusztowaniach ( praktykanci, bez Prezydenta) 😉
    Te praktyki odbywalo się oczywiście w czas wakacji..
    Miło wpominam te czas i nabrałam ogromnego szacunku dla pracy fizycznej,

  10. *Gościcienie
    ** i „Klose” 😳 Przepraszam Autora.

  11. „Usiadł wygodnie na asfalcie…, wyjątkowo mu nie szło…, z oddali usłyszał…” No proszę, ze skromności wspomina w trzeciej osobie. I to po literacku?! Jakbyś chciał na sekretarza, to zaczniemy tak:
    Asfaltia est omnis divisa in tres partes itd, tylko „wyjątkowo mu nie szło” zmienimy na „szło mu jak zwykle, czyli wyjątkowo” 🙂
    Co sie zaś tyczy tego, czego tyczyć winno, czyli bohaterstwa… U nas Gustaw zmienijacy sie w Konrada to banalny real. Konrad w Niechcica? – kompletna fikcja literacka.

  12. Miałem dobre praktyki robotnicze – w rozlewni win tzw jaboli. Upojna praca …

  13. pozazdroscic, pozazdroscic !!! 🙂

    z marca `68 pamietam znikniecie mojego (dzieciecego) fryzjera, pojechal……..a z nim inni…

    z szalenczych pomyslow „auto stop” (oczywiscie z ksiazeczka) to zawody kto dojedzie lako pierwszy
    do krakowa i z powrotem, ale przez warszawe,
    wroclaw…..(ze szczecina, to sie wie 🙂 )

    lub jedziemy paka do gdanska i tam kto pierwszy
    do zakopanego

    jadalo sie w barach mlecznych za 2-3zl, a spalo gdzie dalo…..

    i tylko raz (przejechalem tysiace kilometrow) trwalem godzinami na drodze pomiedzy wetlina
    a ustrzykami, noc tuz, tuz, wilki w lesie a ja samotnie na asfalcie……. udalo sie jednak. jak widac 😀

    mlodosc

  14. Babka z Gdyni pisze: „Te praktyki odbywalo się oczywiście w czas wakacji..
    Miło wpominam te czas i nabrałam ogromnego szacunku dla pracy fizycznej,”

    Ciekawy byłem odpowiedzi Torlina. Też odbywałem takie praktyki – „na taśmie produkcyjnej” w warszawskiej Róży Luksemburg (produkcja żarówek) i w Kasprzaku (magnetofony). Prezydenta nie spotkałem, ale także „nabrałem ogromnego szacunku dla pracy fizycznej”.

  15. Babce z Gdyni i Tes Teqowi odpowiadam wpisem. Zapraszam.
    Iżyku!
    Ja miałem wtedy 16 lat.
    Rysberlinie!
    Auto – stop! Cudowna sprawa, warta opisania. Mój największy stop – do granicy tureckiej i z powrotem.

  16. @Tes Teq, jednak jestesmy „koledzy” mimo różnic!W tych zakładach im. Róży Luksemburg obywałam staż, kiedy już pracowałam (moja pierwsza praca) , jako projektant w Morskiej Radiowej Obsłudze Statków.
    W niej też spotkałam się po raz pierwszy z obwodami drukowanymi.Pozdrawiam.

  17. Autostopem przejechałam z Czorsztyna do Szczawnicy i to w strachu przed wyimaginowanym „Zbójem Madejem”.Zabrał nas kierowca pick-upa,ale przed Czorsztynem nagle skręcił w las i kiedy zwalniał- wyskoczyłyśmy z koleżanką.Kryjąc się po rowach dotarłyśmy do Szczawnicy.Przedtem ten kierowca nas dogonil pytając:”panienki, czemu uciekły? Ja tylko po szefową do leśniczówki podjechałem” 😉

  18. Babka-pyszna historia 🙂
    Torlinie
    Ja czytać umię, a chwilami to troszku nawet rozumię.
    Uwaga o Konradzie i niechcicu miała dac wyraz takiemu mojemu ogólnemu zatroskanemu namysłowi nad tym, owym i wszystkim 😉
    Az się zadumałem. Z mocnych wspomnień to mam takie jedno, jak otwieramy okna by rzucać krzesła, a Pan Dziekan tym swoim cichym głosem prosi,żeby jednak włączyć opcję „rozum”, bo „gówno osiągniecie”, a On znów krwi na schodach itd.

  19. Babko, opowieść do skonsumowania!!! Szczery śmiech!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: