Napisane przez: torlin | 24/08/2010

Praktyki uświadamiające

Zdjęcie stąd.

Najpierw zdziwiłem się pytaniem Tes Teqa, że nic o nich słyszał, później się zdziwiłem, że brał w nich udział, bo zdaje się jest ode mnie o wiele młodszy. Mój interlokutor wyśmiewa się z Babki z Gdyni, że ona pisze: „Miło wspominam ten czas i nabrałam ogromnego szacunku dla pracy fizycznej”,, ale tymczasem – Drogi Tes Tequ – ja uważam, że praktyki te miały olbrzymi wpływ na moją osobowość. Żebyś zrozumiał, muszę napisać o tym szerzej.

Koniecznym do podkreślenia jest fakt, że koledzy z mojego rocznika szli na studia będąc jeszcze bardzo młodymi ludźmi. Szkoła podstawowa i średnia była liczona razem, dlatego pisałem „obydwaj byliśmy uczniami X klasy”, było 7 lat podstawówki i 4 liceum, czyli razem 11. Za nami szła reforma przedłużająca szkołę podstawową do 8 lat, czyli tzw. pusty rok. Nie zmartwiłem się w związku z tym, że nie dostałem się na uczelnię, bo wiedziałem, że w następnym roku rocznik, który na logikę powinien zdawać na studia, przejdzie dopiero do 4 klasy liceum, a studia będą puste. Znalazłem się na drugim miejscu pod kreską ilości przyjętych. Ponieważ jednak moja sprawa była wielką niesprawiedliwością napisałem odwołanie, które uczelnia (SGPiS) rozpatrywała trzy miesiące i o pozytywnym wyniku dowiedziałem się od ojca z poste restante w Gródku nad Dunajcem. Dlaczego o tym piszę? Bo przez kilka miesięcy gnębiono mnie na uczelni, dlaczego nie byłem na praktykach zerowych. Dlatego w Wiki jest błąd, nie od początku lat 70., gdyż już w 1969 roku praktyki te były.

A dlaczego uważam, że praktyki te miały olbrzymi wpływ na moją osobowość? Tes Tequ, miałem ukończone 17 lat, jak przyszedłem na studia, 18 kończyłem dopiero w listopadzie, tymczasem od razu na początku dostałem szkołę myślenia ekonomicznego. Zacznę od drugich moich praktyk – budowa Stegien w Warszawie. Oto, co mnie ukształtowało:

1. ziemia zabrana pod osiedle była obsiana zbożem, pewnego dnia zjawili się ludzie z maszynami, wycięli całe zboże w biały dzień i wywieźli. Jak się spytałem majstra, dlaczego nikt z kierownictwa nie reaguje odpowiedział, że budowie zboże niepotrzebne.

2. Pierwsze dwa tygodnie praktyk zajmowaliśmy się noszeniem półproduktów. Brama była oddalona od magazynu jakieś 200 – 300 metrów i prowadziła do niego wygodna asfaltowa szosa, jednak wszystkie półprodukty były wyładowywane przy bramie, a my je nosiliśmy do magazynu piechotą.

3. Drugie dwa tygodnie kopaliśmy wodociąg, chociaż obok stały koparki. Po skręceniu wodociągu z jednej strony został zamontowany kurek 15 cm nad ziemią, drugi koniec został w ziemi. Pod koniec robót majster wepchnął gumowy przewód w koniec będący w ziemi podłączając w ten sposób „instalację” do wody, poszedł na drugą stronę, odkręcił kurek, powiedział: „O! Cieknie!”, zamknął kurek, wyjął wąż i kazał – już na szczęście koparkom – zasypać cały „wodociąg”. Ja kiedyś po latach poszedłem z dziewczyną i znalazłem ten – zardzewiały już – kurek prowadzący do nikąd.

Moje pierwsze praktyki miały też olbrzymi na mnie wpływ. Budowaliśmy wtedy domy przy ul. Geodetów na warszawskiej Ochocie. Trwała budowa osiedla, kopano wielkie doły, olbrzymie ciężarówki wywoziły ziemię i piasek. Nam majster kazał wozić 200 metrów piasek taczkami i wyrównywać piwnice w nowowybudowanych budynkach. Dostaliśmy na to 4 dni. Część z nas, w tym ja (nie ukrywam), złapała się za taczki, a na to nasz kumpel Tadzio powiedział: „Poczekajcie, ja muszę najpierw pomyśleć”. Myślał chyba z 5 minut i wymyślił. Poszedł na sąsiednią budowę, skąd kierowcy wywozili piasek, załatwił ciężarówki i materiał ten został nam wysypany pod okienka piwniczne. I wszyscy byli zadowoleni, kierowcom liczyły się kursy za miasto, kiedy tak naprawdę przejechali 200 metrów, my zrobiliśmy robotę w kilka godzin, budowy działały w ten sposób szybciej.

To dla tak młodego człowieka – Tes Tequ – była naprawdę szkoła myślenia ekonomicznego, to właśnie ta rzeczywistość ukształtowała całą rzeszę późniejszych znakomitych ekonomistów od Balcerowicza po Borowskiego.

Reklamy

Responses

  1. Jak wszystko w Peerelu takoż i te praktyki miały podtekst ideologiczny, by przymusić inteligenckie dzieci, by się skalały pracą stricte fizyczną… I jak zawsze w Peerelu rzecz się potrafiła wynaturzyć w swoją własną karykaturę, gdzie przyszli intelektualiści poznawali bezsens tej pracy i brak jakiegokolwiek szacunku dla jej wyników… Może gdzieś i te praktyki zaowocowały tak masowym buntem wobec absurdu w początku lat 80-tych? Co do mnie, to miałem szczęście… Nasze praktyki organizował „Żaczek” i początkowo żeśmy wiedzieli tylko tyle, że to jakieś roboty ziemne. Pocieszaliśmy się, że przynajmniej zarobimy jako tako… Roboty ziemne okazały się wykopaliskami archeologicznymi, co dla przyszłego historyka było doświadczeniem wprost bezcennym…:)
    Kłaniam nisko:)

  2. No widzisz Wachmistrzu, to z nami jest jak z tymi dwoma kolegami, którzy poszli do wojska. Jeden nauczył się remontować samoloty odrzutowe, a drugi uszkodził sobie nogi służąc w jednostkach wartowniczych.

  3. ja bym powiedział, że z ministrów najlepiej metody z tamtej epoki stosuje Rostowski. A że z autopsji nie pamięta, to musiał się skubaniec na jakichś specjalnych kursach doszkalać.

  4. Jak już pisalem, praktyki robotnicze odbywalem w rozlewni win krajowych tzw jaboli. Już na początku praktyki wprowadzono zakaz wynoszenia z rozlewni tych win w butelkach. No ale wina były konieczne nocami, bo część praktykantów pracowala w mniej atrakcyjnych miejscach. Dlatego wynosiliśmy dla nich te wina w słoikach po ogorkach konserwowych. Taki słoik wypelniony żółtawym płynem nawet naturalnie wyglądał. W akademiku ludzie siedzieli do późna w nocy nad tymi słoikami tak jakby wyżarli z nich ogorki i czekali niewiadomo na co. Pamiętam, że pierwszy raz spotkałem się z tak długotrwałym i dekadenckim opilstwem.
    Pozdrawiam

  5. praktyki, wkopki (ziemniaki, buraki cukrowe !!!),
    czyny „spoleczne” – to bylo zycie 😀

  6. Wykopki @rysiu 😉 też mnie nie ominęły,ale już jako opiekunkę.Nie tyle były to wykopki,ile „wyrywki”.Moje chłopaki, nocami dewastowali śliwkę jakiejś babci, która mieszkała w pobliżu.
    W końcu kobiecina przniosła wiadro śliwek z prośbą,żeby może nie niszczyli Jej sadu.
    Kazałam im zjeść wszystko!!Chyba do dzisiaj, choć stare konie- nienawidzą śliwek, w każdym razie wtedy deklarowali ,że nigdy więcej.

  7. Torlinie! Spytałem, ponieważ chciałem wiedzieć, o czym mówisz, kiedy piszesz o praktykach robotniczych. Model tych praktyk zmieniał się z czasem, więc chciałem ustalić płaszczyznę dyskusji. Spróbuj rozważyć następującą hipotezę: Nie każde pytanie TesTeqa jest zaczepką lub atakiem.

    Tak, jak pisałem w poprzednich komentarzach, odbyłem praktyki robotnicze „na taśmie” w wieku 19 i 20 lat. W ten sposób dowiodłem sobie, że potrafię sam na siebie zarobić, co dodało mi pewności siebie. Moja praca nie była bezsensowna – zależała od niej produkcja żarówek i magnetofonów. Ludzie „na taśmie” byli premiowani w zależności od wielkości produkcji, więc dopingowali się do dobrej roboty, żeby nie występowały zatrzymania taśmy. To działo się w PRL-u!

  8. Wachmistrzu!

    Piszesz: „Jak wszystko w Peerelu takoż i te praktyki miały podtekst ideologiczny, by przymusić inteligenckie dzieci, by się skalały pracą stricte fizyczną…”

    Moim zdaniem to była całkiem niegłupia koncepcja.

    Piszesz: „I jak zawsze w Peerelu rzecz się potrafiła wynaturzyć w swoją własną karykaturę, gdzie przyszli intelektualiści poznawali bezsens tej pracy i brak jakiegokolwiek szacunku dla jej wyników.”

    Jak każde uogólnienie, Twoje twierdzenie można obalić jednym przykładem – w tym przypadku przykładem opisanym przeze mnie w poprzednim komentarzu. Podczas praktyk poznałem istotę pracy fizycznej, jej sens i nabrałem do niej szacunku.

  9. No? Będzie ciekawie. Choć nie pytany, to nie mogę sie (daruj TesTequ) wstrzymać. 🙂
    1. Wiem, że prawo obala się sprzecznym z nim przykładem ale uogólnienie? 😉
    2. „Moim zdaniem to była całkiem niegłupia koncepcja.” Hm. Aż się gubię w domysłach – co było niegłupią koncepcją: praktyki, podtekst ideologiczny, czy „przymuszanie inteligenckich dzieci, by się skalały pracą stricte fizyczną” 😉
    3. Pamiętam jednego z ideologów, który twierdził, że w państwie socjalistycznym o uspołecznionej gospodarce nie tak jest ważna „ekwiwalentność” i co robotnik otrzymuje za pracę, ale jaki sie w jej procesie staje. Czyżbym po latach miał to wreszcie zrozumieć? Czym jest istota pracy fizycznej, co jest jej sensem i co to znaczy, że nabrałeś do niej szacunku? 😉
    A tak w ogóle to nie wiem o czym mówicie, bo nie praktykowałem. Uciekając przed wojskiem przepracowałem 3 m-ce w prześwietnej Warszawskiej Fabryce Pomp, co mi zaliczono. No i pochodzenie…

  10. @iżyk:

    1) Uogólnienie jest uznaniem czegoś za bezwzględnie (bez wyjątków) obowiązującą prawdę. Jeśli ktoś pisze „zawsze”, to nie dopuszcza wyjątków. Podanie jednego wyjątku obala całe twierdzenie.

    2) Niegłupią koncepcją było przedstawienie młodemu człowiekowi rzeczywistości innej od tej, która jest mu znana. Śmieszą mnie argumenty o ideologicznym podtekście wszystkiego. Zapewne nie jeździsz pomiędzy Warszawą a Śląskiem „Gierkówką” ani Centralną Magistralą Kolejową – wszak zostały zbudowane z ideologicznych jeno powodów – na chwałę Gierka i jego ekipy, no i oczywiście nierozerwalnego sojuszu z ZSRR. 🙂

    3) Sensem pracy – nie tylko fizycznej – jest działanie ku pożytkowi drugiego człowieka, który Cię za to wynagradza (materialnie lub niematerialnie). Wiedząc, jak to jest zasuwać przez 8 godzin „na taśmie”, szanuję tych, którzy wybrali taki sposób na życie oraz ich pracę. Oni nie są gorsi od tych, którzy stukają wymuskanymi paluszkami w klawiatury komputerów w klimatyzowanych biurach z widokiem na Wisłę.

    4) Piszesz: „A tak w ogóle to nie wiem o czym mówicie, bo nie praktykowałem. Uciekając przed wojskiem przepracowałem 3 m-ce w prześwietnej Warszawskiej Fabryce Pomp, co mi zaliczono. No i pochodzenie…”

    Mam nadzieję, że po moich wyjaśnieniach temat stał Ci się nieco bliższy.

    Ja przed wojskiem nie uciekałem (w życiu staram się przed niczym nie uciekać) i stawiłem czoła temu wyzwaniu – jak każdemu innemu. To też była niezła szkoła w dziedzinie stosunków międzyludzkich i odpowiedzialności za bezpieczeństwo niesfornych podwładnych.

  11. Były” praktyki” i” praktyki”
    Jedne ogłupiały na innych coś sie zrobiło dla siebie.
    Przykład jabŁcaki i śliwki.
    J miałem praktykę dwa razy nic nie robiłem (zreszta nie sam bylo nas trzech)Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi Łąkowa.Kręcono wtedy film (Jakubowska Chyba o Świerczewskim) my mieliśmy praktyke w dziale zdjęć kombinowanych filmowano miniatury samolotów ktore bombardowały,praktyka byla miesięczna w tym czasie miało byc kręcone te zdjęcia bez aktorow. Nic nie nakręcono mu siedzielismy i puszczaliśmy te samolociki na pochyłej konstrukcji uwieszone na drucie i na roleczkach pikowały w dół.
    Ot i cała praktyka.Nawet nie pamiętam czy cos nam zapłacili?
    Druga praktyka to w wydawnictwie w dziale graficznym przy opracowaniu instrukcji obsługi wraz z przekrojami części urządzeń.Ciekawa ale tu nam nie dano nic do roboty tylko kazano sie przyglądać .
    Tak ze mnie praktyki nic nie przyniosły kompletna strata czasu ,nawet na wino sie nie zarobiło.
    Pozdrawiam

  12. TesTequ zaczepno-obronny 🙂
    Ciekawe, bo ja „uogólnienie” rozumiem jako jakąś większość przypadków, szukanie pewnej prawidłowości, reguły itp. Do „bez wyjątków” jest prawo, uważam, ale to już wachmistrz sam musiałby, co miał i o co mu szło. To po primo.
    Po wtóre: rozumiem, że przedstawianie młodemu człowiekowi, jak żyje i pracuje proletaryat uważasz za niegłupie. Coś w tym jest, tylko czy uniwersytecka i politechnicka młodzież wyszła z tego jakoś uduchowiona? Doceniła edukacyjna rolę praktyk? Przypuszczam,że wątpię, ale to ja przypuszczam, i ja wątpię. Jesteś pierwszą osobą, którą uważa, że to miało sens i fakt ten sam w sobie jest cenny. Żadnej ironii.
    Mnie też śmieszy nadmiar ideolo, dlatego nie wierząc siadam i wigilią sie objadam. Gierkówki, faktycznie, nie używam, bo mi z mazur to chyba w żadną stronę nie po drodze. Gdyby jednak mi przyszło, to ciepło pomyślę o sojuszu 🙂
    Tertio: Sensem wszelkiej pracy jest interes i jak zmienisz „ku pożytkowi” na „w interesie”, to się zgodzimy i wtedy wartościujący pożytek będzie taki bardziej neutralny. Wtedy nie trzeba będzie wspominać o klimatyzacji, wymuskanych paluszkach (to jakieś ad personam?) i widoku na wisłę.
    Uważam, że jako pomysł na społeczeństwo ten ustrój był nienaturalny i przez to głupi, a praktyki były tego przejawem. Jedno, co jednak chyba zdołał zrobić, to w oparciu o ikonę człowieka z podwiniętymi rękawami u steru wmówić paru milionom ludzi, ze praca fizyczna jest cnotliwsza, robotnik potęgo jest i basta, a inteligent ssie i pasożytuje. Ten sam robotnik przewrócił potem ustrój, a uświadomiona moc jeszcze i dziś pozwala górnikom wystukac kilofami podwyżki, bo klasy robotniczej nikt nie ruszy. A ci, co „Żywią y bronią” się nie obronili.
    No i dla czwartego: w życiu wciąż uciekam od rzeczy przykrych, wyzwania łukiem omijam, a „niezłe szkoły” staram się przeczekać. Pracą fizyczną nie gardzę ale też nie przeceniam. Taki typ…
    Dzięki za przybliżenie tematu 😉

  13. No proszę. Na secundo odpowiedział Zdzisław w tzw. międzyczasie. Samolociki… 🙂

  14. 1) Uogólnienia pozostawmy na boku, bo dość już pikseli na nie zużyliśmy. 🙂

    2) Piszesz: „tylko czy uniwersytecka i politechnicka młodzież wyszła z tego jakoś uduchowiona? Doceniła edukacyjna rolę praktyk? Przypuszczam,że wątpię, ale to ja przypuszczam, i ja wątpię. Jesteś pierwszą osobą, którą uważa, że to miało sens i fakt ten sam w sobie jest cenny.”

    Jeśli ludzie nie wyciągnęli wniosków z praktyk, to ich strata. Znam wiele osób, które z trudem teraz wiążą koniec z końcem, bo nie wyciągają wniosków. Ja wyciągnąłem i dziś śmieszą mnie telefony z banków, których przedstawiciele proponują mi kredyty…

    3) Możemy zmienić „ku pożytkowi” na „w interesie”. Zgadzam się, że ustrój PRL zarówno w teorii, jak i praktyce (która do teorii miała się jak pięść do nosa 🙂 ) był bez sensu. I ja z tego spostrzeżenia wyciągnąłem konstruktywne wnioski. Żeby móc prowadzić własną firmę musiałem po studiach ukończyć kurs w Izbie Rzemieślniczej i jakoś korona mi z głowy nie spadła, a znam osoby, które gotowe były rozpocząć głodówkę, żeby zaprotestować przeciwko tej oczywistej głupocie.

    4) Całkiem obca jest mi filozofia „w życiu wciąż uciekam od rzeczy przykrych, wyzwania łukiem omijam, a „niezłe szkoły” staram się przeczekać.” Ja rzeczy przykre likwiduję, wyzwania podejmuję, a z „niezłych szkół” wyciągam wnioski.

  15. Witam!
    Ja tu raczej nie komentuję, tylko czasem podczytuję, ale tym razem zrobię wyjątek, aby poprzeć TesTeq-a.

    W moim mniemaniu koncepcja praktyk jest świetna i powinniśmy wręcz do niej wrócić.

    Oczywiście byłoby świetnie, gdyby udało się uniknąć tych wszystkich patologii, ale nawet jeśli nie, to i tak warto.
    Bo to świetna metoda edukacji jest.

    Pozdrawiam
    Radecki

    PS. Ja miałem praktyki w „Unitra-Polkolor” w Piasecznie. Chwalę sobie do dziś, pomimo, że były gdzieś pośrodku.

  16. Nawiązująć do postu Wachmistrza; podziwiam!
    Wachmistrz wszystko umie przekuć na pożytki!!:wink:
    ps.mnie praktyki coś dały.Po tej w fabryce mebli, onegdaj naprawiłam szuflady i odnowiłam starą zabytkową toaletkę (jeszcze moich Rodziców).Potrafię też zreperować to i owo,zamontować gniazdko itp.Wiem,ze to niekobiece,ale…oszczędzam pieniądze, czas i nerwy.
    Mam dwa zeszyciki na tzw.”fachowców” jeden dla dobrych i drugi pt.”Tych nigdy nie wołać”!Polecam samotnym paniom, które nieświadome dają się wrabiać w partactwo i koszta.

  17. Po pierwsze chciałem powitać Radeckiego. Bardzo mi miło, że wpadłeś.
    A co do samej dyskusji? Mnie osobiście praktyki nic nie dały, zresztą wychodzi to świetnie z opisów w notce. Ale czy młodzież nie robi sobie sama „praktyk”? Myślę o wolontariatach. Oglądam z namiętnością filoManna „Szansę na sukces” i tam jedna z dziewcząt powiedziała, że chce zostać lekarką, pójdzie do Akademii Medycznej, ale teraz chce jeździć karetką jako wolontariuszka. Ja przypuszczam, że i z życia i z zawodu sporo się tam nauczy.

  18. Torlinie
    Nawet uwzględniając ironiczny charakter Twojej notki, wyciągnąłem z niej wniosek, że jednak owe praktyki dały Ci coś 😉
    I to wcale za mocno ciągnąć nie musiałem.

    Młodzież robi sobie praktyki sama.
    Też to zauważyłem.
    Wcale daleko nie musiałem szukać, mój syn zaorał w tym roku jakieś 5 hektarów ziemi.
    Sam z siebie i za friko – nikt mu nie kazał.
    Miałem bardzo mieszane uczucia, zwłaszcza, że to 12-latek dopiero, ale to chyba jest dobre.

    Jeśli mielibyśmy zrewolucjonizować i unowocześnić nasz system kształcenia, to w pierwszym rzędzie należałoby pójść w tą stronę.

    W naszej kulturze jest tendencja do trzymania dzieci (także tych dwudziestoparoletnich) pod kloszem.
    Potem kończy taki studia, idzie do pracy i…
    przez pierwszy rok uczy się pracować.
    Bo tego akurat go nikt nie nauczył.

    O to mniej więcej mi chodziło.

    Ale z tematu zlazłem okropnie.
    No to już się pożegnam na razie.

    Pozdrawiam
    R.

  19. Gdy ktoś nie pracował do ukończenia studiów, to te parę latek do emeryturki też jakoś dociągnie.

  20. Torlinie, temat wpisu ma dla mnie walor jedynie historyczny 😉

  21. @Piotruś
    Mocno uproszczę teraz, ale…

    Emeryturki, w obecnym modelu, wypłacane są w ten sposób, że ci co pracują płacą podatki, a te wypłacane są emerytom jako emerytura.
    Ponieważ:
    1. dzieci rodzi się coraz mniej
    2. ludzie żyją coraz dłużej
    to nie uciekniemy od wydłużenia okresu czynnej pracy w życiu człowieka.
    Obecnie robi się to głównie poprzez podnoszenie progu przejścia do wieku emerytalnego.
    Na ogół dobrowolne.

    Ale życie ludzkie ma dwa końce.
    Można, a może nawet należy, naruszyć tą dolną granicę?

    Pozdrawiam
    R.

  22. Emerytura? Zapomnijcie! Żyjcie tu i teraz!

  23. Quake’u!
    Może jest on i historyczny, ale już dawno mój wpis nie wzbudził takiej aktywności moich Czytelników i Komentatorów. Za co bardzo dziękuję.
    Tes Tequ!
    Wymuszam na Tobie od dawna obiektywność. Za każdym razem wydaje mi się, że piszesz swoje komentarze z punktu widzenia prywatnego przedsiębiorcy, który odniósł sukces. Ale zauważ, że nie wszyscy są biznesmenami, nie wszyscy chcą pracował dłużej i nie wszyscy mają odłożone prywatne środki na starość. Powinno być – moim zdaniem – tak jak proponuje Tusk – nie ma żadnych ograniczeń wieku pójścia na emeryturę, każdy sam o tym decyduje.

  24. Torlin.
    Jak napisałem były i sa praktyki i praktyki są emerytury i emerytury.
    Wszystko jest „przypadkiem” i praktyka i emerytura. zależy gdzie sie bylo w danej chwili.Nie ma równości czy to w komunizmie demokracji, nawet u Pana Boga
    Pozostaje zachować tylko zdrowy rozsądek i być życzliwym.
    Jeden lubi pączki drugi salceson,czy przez to gorszy,lub lepszy.
    Cieszmy sie z życia i ze coś sie w tej Polsce zmienia,oby na lepsze.
    Pozdrawiam,
    specjalnie Babkę z Gdyni za te zeszyciki z „fachowcami”

  25. Torlinie!To byla bardzo pouczająca dyskusja.Dzięki!!
    @Zdzisław_! 🙂

  26. Torlinie!

    A z jakiego punktu widzenia mam pisać komentarze, jak nie ze swojego? Mam się wypowiadać jako Torlin?

    To skandal, że składki emerytalne są kradzione przez państwo, a potem powstaje problem z wypłatami. To skandal, że w wieku emerytalnym nie można pracować, bo zabiorą emeryturę. I dlatego uważam, że odkładanie na starość radości życia nie jest dobrym pomysłem.

  27. @TesTeq

    Się dołożę.

    To skandal, że nasze prawo i system edukacyjny praktycznie uniemożliwia pracę zarobkową dzieci i młodzieży!

    Oj, chyba pojechałem…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: