Napisane przez: torlin | 27/08/2010

Nadopiekuńczość

Zdjęcie stąd

Ależ Radecki, Twój komentarz wspaniale wpisuje się w temat. Jak pomyślę o swoich młodych latach, to moi rodzice jawią się jako osoby kompletnie nieodpowiedzialne. Mój marsz na Krakowskie Przedmieście w wieku lat 16, jazda na rowerze po całym mieście mając 11 lat, wskakiwanie do tramwajów po drugiej stronie skrzyżowania i wyskakiwanie na następnym, jeżdżenie na winogrona. Dopóki nie doniósł ktoś o tym mojemu ojcu, który mnie wziął na stronę i wymógł na mnie obietnicę, że… będę wskakiwał do ostatniego pomostu ostatniego wagonu. Solennie mu to przyrzekłem. Miałem 17 lat, jak pojechałem na swój pierwszy stop, i do tego bez namiotu, z małą ilością pieniędzy, na bardzo długo, bo prawie na miesiąc. I moi rodzice nie umierali z przerażenia.

My jesteśmy teraz absolutnie nadopiekuńczy, dbamy nawet o dorosłe dzieci, wszędzie widzimy niebezpieczeństwa, zagrożenia, pułapki, chcemy swoje latorośle bronić przed złem i nieszczęściem tego świata. Tylko, że robimy im krzywdę, rosną niesamodzielne, nieumiejące sobie dawać radę w życiu, oczekujące ciągłej opieki (chociażby psychicznej) rodziców.

Dlatego tak podoba mi się to, co robią Amerykanie, tam praca w młodym wieku jest normalką, młodzież ma swoje pieniądze, swój świat, na który zarobili. Inna rzecz, że z punktu widzenia ekonomicznego w USA istnieje duża podaż pracy dla nastoletnich chętnych, szczególnie preferowana jest praca sezonowa, o wiele łatwiej jest zatrudnić młodego pracownika niż w Europie. W Stanach również częściej młodzi ludzie się szybko usamodzielniają, gdy tymczasem w Europie nawet czterdziestoletnia progenitura potrafi siedzieć w domu u rodziców i jadać zupki u mamusi. A ta na widok jakiejkolwiek panienki szepcze na ucho swojemu synkowi, że nikt tak nie potrafi zadbać o niego jak ona, a tamta przecież nic nie potrafi.

Ja sam miałem burzę mózgów z żoną, jak dzieci poszły do liceum. Aby pojechać w kierunku centrum musiały przejść przez Puławską bez świateł (po trzy pasy jezdni w każdym kierunku rozdzielone paskiem betonu), zdecydowaliśmy jednak, że będą chodziły same. Jednak nie wytrzymałem i najpierw zrobiłem im małe szkolenie. To samo było w czasach moich dziecięcych wakacji, opisywałem już w moim blogu, że jeździłem kiedyś w lipcu każdego roku do dworku swojego wuja na Suwalszczyźnie, mieliśmy tam całkowitą swobodę, wokół lasy, bagna, mnóstwo jezior. I nikt mnie nie kontrolował, nie bał się, że utonę, zabłądzę.

Teraz moje dzieci są już dorosłe, ale postanowiłem, i tego się będę trzymał, że cokolwiek powiem, doradzę, wtrącę się, to tylko na wyraźną prośbę osoby zainteresowanej. I to się sprawdza, moje dzieci naprawdę przychodzą po radę. Ale wtedy, gdy jej potrzebują, a nie, gdy mnie się wydaje, że powinienem się wtrącić.

Reklamy

Responses

  1. Spotkałem się z teorią, że dziecko tym jest cenniejsze i podlega gruntowniejszej opiece, im dzieci jest mniej.
    Prezentowano to, jako zależność między kulturami (Europa, zasadniczo małodzietna, za to dbająca o dzieci i Chiny — wielodzietne w przeszłości, ale o niskiej cenie ludzkiego życia), ale chyba to zależność szersza. Spada dzietność, to i opiekuńczość wzrasta.
    Natomiast kwestia edukacji ekonomicznej, to chyba nie wprost sprawa opiekuńczości; raczej różnicy realiów i kultur.

  2. Hm. Nadzwyczajnego nadopiekuństwa nie przeżyłem.

    Na tyle na ile pamiętam traktowałem to, jako oczywistość, bo znani mi rówieśnicy także byli najpierw wolnymi bachorami, a potem wolnymi młodzieńcami.

    Mało tego. Po pierwszych zatrzymaniach zauważyłem u rodziców dyskretną dumę, że synek psoci Czerwonym, a kiedy ściągnąłem na wakacyjny dom rodziców rewizję, ojciec i matka nadęli się dumą jak balony. Ojciec zręcznym manewrem uchronił przywieziony przeze mnie pakiet bibuły.

    Kto wie czy takie zachowania rodziców nie wynikały z faktu, że ich młodość to była Generalna Gubernia i wczesny PRL . Statystyka ryzyka wyraźnie przemawiała na korzyść środkowego PRL.

    Wyskakiwanie z tramwaju, naruszanie godziny policyjnej i wbijanie sobie szpilek za paznokcie by wytrzymać ból i nie sypać w śledztwie (matka) to był ich autostop.

  3. @pak4
    Lekko bym to zmodyfikował.

    „Dziecko tym cenniejsze, im więcej trzeba wydać na jego wychowanie”

    Niedawno w money.pl czytałem taki artykuł:
    arrow: „Od kołyski do magistra dziecko kosztuje pół miliona złotych”

    Być może nie da się tym wytłumaczyć wszystkich aspektów nadopiekuńczości, ale…

  4. Torlinie!
    Przywołałeś przykład Amerykanów.
    Świetny!
    A ja bym jeszcze wrócił do edukacyjnego aspektu praktyk, czy nawet szerzej, pracy młodocianych.
    USA to najpotężniejszy kraj na Świecie m. in. pod względem rozwoju nauki i technologii.
    Myślę, że jedno z drugim ma istotny związek.

  5. „Ja sam miałem burzę mózgów z żoną…”
    🙂

  6. „My jesteśmy teraz absolutnie nadopiekuńczy, dbamy nawet o dorosłe dzieci, wszędzie widzimy niebezpieczeństwa, zagrożenia, pułapki, chcemy swoje latorośle bronić przed złem i nieszczęściem tego świata. ”
    torlinie
    Umyka nam w tych porównaniach nader dużo. Różnica pomiędzy NAMI a pokoleniem naszych rodziców jest istotna. Kto przeżył okupację, bombardowania, ucieczkę i utratę całego dobytku i egzekucję przed oknem (a nasi rodzice ewentualnie to przeżyli) mógł mieć pewne trudności z dostrzeżeniem potwornego niebezpieczeństwa wynikającego z przechodzenia przez ulicę.

    Z drugiej strony MY żyjemy w rzeczywistości w której media wnoszą nam do domu wszelkie nieszczęścia świata. Są one wszechobecne, obojętnie czy jest to pedofil w Brazylii, podpalacz na Martynice, sadysta w Korei czy strzelanina na ulicy w Meksyku. Zyjemy w niebezpiecznym i przerażającym świecie bojąc się o nasze dziecko, „bo przecież wczoraj znów w TV mówili”. A to że chodziło o Islandię? Nieważne.

    Statystycznie to żyjemy bezpieczniej niż kiedyś. Ogólna porcja zbrodni i okrucieństwa, z którą jesteśmy konfrontowani przez media rośnie i sprawia że permanentnie się boimy. Handlarze strachem o to dbają. No i przekłada się to na nadopiekuńczość w stosunku do dzieci.

  7. O ile rodzice widzą że dziecko jakoś sobie radzi, to zwykle z wiekiem dają mu coraz więcej przestrzeni. Ale jeśli na przykład od małego z takim brzdącem się siedzi nad lekcjami i w porę nie da się mu przestrzeni, żeby sam się przekonał czym to ewentualne lenistwo skutkuje, to otrzymujemy patologiczną sytuację, w której ojciec daje synowi-już-studentowi szlaban na wyjścia dopóki nie poprawi zaległych egzaminów. I taki syn jest nieszczęśliwy, bo czuje się zniewolony. I ojciec czuje się źle, bo widzi jak syn reaguje, ale z drugiej strony nie ma odwagi zostawić go samego, bo mu się cały czas wydaje, że musi tego syna co krok popychać do przodu. Trudno jest więc być rodzicem 🙂

    A w kwestii nadopiekuńczości: kiedyś dzieci to była naturalna konsekwencja małżeństwa. Teraz ludzie najpierw chcą zdobyć pewną sytuację zawodową i finansową, żeby „móc sobie pozwolić” na posiadanie dziecka. I dziecko staje się TOWAREM luksusowym – a o taki towar trzeba dbać, żeby przypadkiem korozja z otoczenia go nie zjadła.

  8. Podobnie jak Telemach uważam, że lęki ktorym podlega społeczeństwo są najczęściej wydumane i z tych lękliwych iluzji wywodzi się nadopiekuńcze podejście do dzieci. Druga sprawa, że dzieci robione najczęściej w beztroskich okolicznościach stają się w pewnym momencie dla rodziców czymś w rodzaju inwestycji – zabezpieczenia na przyszlość. Więc są traktowane jak kosztowne precjoza na które czycha zło calego świata. To często jest widoczne w programach interwencyjnych mediów. Np władze zamykają szkołę a rodzice krzyczą do kamer, że dzieci mają zostać na miejscu bo gdy się zaczną włóczyć to sie przyzwyczają, w końcu wyjadą i „kto będzie na nas pracował”. Tak więc nadopiekuńczość wynika w dużej mierze z egoistycznego lęku rodziców przed starością. Trzeci powód nadopiekunczości to poprawność polityczna, która infantylizuje mlode pokolenia. Przykładem są batalie prawne i medialne o prawo do odbywania np ryzykownych rejsów oceanicznych przez nastolatki. Ostatnio czternastolatka toczyła przez dwa lata wojnę z biurokracją pedagogiczną i mediami o prawo do odbycia takiego rejsu
    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/14_latka_w_samotnym_rejsie_dookola_swiata_152854.html
    Jest to smieszne, bo dziewczyna urodziła się na jachcie i lepiej się na nim czuje niż na ziemi. Poza tym skoro płynąc może bez problemów 70-cio latek to czemu nie bystrzejsza od niego zapewne 14-sto latka. Moim zdaniem bardziej kształcące i wychowawcze są dwa lata na jachcie niż odgniatanie tyłka w ławce nudnej szkoły.
    Jednym słowem współczesne podejście do dzieci napompowane jest jak balon idiotyzmami i obłudą. Takie mamy zakłamane czasy.
    Pozdrawiam

  9. Tę ostatnią radę, jako że dzieci jeszcze nie mam, stosowałem zawsze do młodszego brata. Czasem coś mu sam doradzałem, ale zawsze tylko jeden raz, nie posłuchał – jego sprawa. Zwykle żałował, że nie posłuchał.
    Rozmawiamy na różne, poważne tematy i widzę, że brakiem narzucania się z radami uzyskałem dobre rezultaty i zyskałem autorytet.

  10. pewnego dnia „wyprowadzilismy” sie od naszych dzieci, syn na uniwerku, corka wlasnie po maturze wiec my stare pokolenie w walizki dobytku troche i w nogi do nowego mieszkania 😀

    i co? poradzili sobie, maja „pelen wypas” (karmia nas gotowanym bo cale Wohngemeinschaft przy kuchni stoi)

    ” Statystycznie to żyjemy bezpieczniej niż kiedyś.”
    jak napisal telemach i to prawda prawdziwa 😀

  11. Zgadzam się częściowo z opinią Telemacha,ale:
    Ostatnio na Wybrzeżu zaginęło(dziewczyna w Sopocie),i zginęło dwóch chłopców (obaj zamordowani).Współczuję Rodzicom i nie dziwię się tym z nich, którzy trzęsą się ze strachu o swoje odchowane już dzieci.
    Myślę,że nastolatki i okołodwudziestolatki bardziej są zagrożone ostatnimi czasy, czyha na nich więcej niebezpieczeństw niż na małolaty.
    Rodzic, który przeżyje taką taumę, jeśli ma inne jeszcze dzieci- do końca swoich dni będzie się trząsł nad nimi, jak osika.
    Potem się dziwimy, że co drugi dorosły, to „dziecko-piernik”.

  12. Przeczytałem co do słowa, własnym oczom nie wierząc. Wielkie Dzięki. Ale ja jestem po 14 godzinach pracy i ledwo siedzę, postaram się jutro coś naskrobać.
    Tes Tequ – nie obrażaj się, nie miałem nic złego na myśli.

  13. Wachmistrzówna ma osobliwą zdolność przyciągania do siebie wszelkich pokręconych, jurodiwych, zagubionych i szukających własnych dróg w świecie, w którym narkotyki wszelkiej maści indoktrynacje (nie mówię nawet o sektach, ale o wszelkich nawiedzonych choćby w rodzaju wegetarian). Za naszych czasów narkotyki były egzotyką z zagranicznego filmu… Nie wspomnę już o znikomości ruchu drogowego… Dlatego ja znam doskonale, co znaczy o dziecko swoje drżeć nieustannie i bynajmniej się za przeczulonego nie mam…
    Kłaniam nisko

  14. Bardzo bym nie chciał, by mój komentarz zrobił się wielgaśny. Wszystkim strasznie dziękuję i muszę przyznać, że właściwie ze wszystkimi się generalnie zgadzam.
    I z HotChili w obydwu jej punktach, a z pierwszego punktu mam w rodzinie przykłady (niestety niedobre),
    I z Babką, ale bardzo dużo zależy od wychowania, moja znajoma pozwalała swoim córkom właściwie na wszystko, i nic je nie zdemoralizowało, nie sprowadziło na złą drogę,
    I z PAKiem, ja wiem, że brzmi to strasznie, ale utrata jednego dziecka z jedenastu też jest bólem dla rodzica, ale trochę mniejszym, niż śmierć jedynaka. Autentyk – lekarze po śmierci jedynaka mówią matce: „Pani sobie zrobi następne, to jest najlepsze lekarstwo”,
    I z Edwarem, jak widzisz, ja też nie przeżyłem nadzwyczajnego nadopiekuństwa,
    I z Radeckim, który zgadza się ze mną 😀
    Całkowicie się zgadzam z Telemachem, a Twój akapit o okupacji spowodował, że głupio mi się zrobiło. Nigdy o tym w tym kontekście nie pomyślałem, a jest to bardzo rozsądna myśl,
    I z Kartką, chociaż swoboda dana dzieciom kończy się czasami „niefortunnie”
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_dzieci%C4%99ca
    I z Jurgim, bo jak napisałem, taką samą metodę stosuję wobec swoich własnych dzieci,
    I z Rysberlinem,
    I z Wachmistrzem, bo „cudaków” jest całe mnóstwo: wegetarian, weganistów, łysych, okularników, z tatuażem, długowłosych, brodatych, zwolenników rapu, buddystów, animistów i zwolenników chińskich ręczników w pasy,
    I właściwie jedynie nie zgadzam się z Iżykiem. Bo wtedy to nie była dyskusja, nie było kłótni, my wspólnie zastanawialiśmy się na głos – co zrobić? Wydawało mi się, że powiedzenie „burza mózgów” lepiej odda ten stan niż dyskusja, bo nie było tutaj żadnej wymiany poglądów.

  15. @Wachmistrzu!
    Wachmistrzówna mi bardzo bliska i to nie tylko z powodu zamiłowania do wszelkiej zwierzyny, nadmiernej empatii itd.Panna W.jest poprostu osobą wrażliwą, a to echa która dzisiaj
    utrudnia życie na zewnątrz, szczególnie tym, w których domach te cechy pielęgnowano.
    Za moich czasów, a moja uczelnia miała opinie zdemoralizowanych jednostek, ta „demoralizacja” polegała na słuchaniu chłopców z Liverpoolu,twistowania do białego rana w piwnicach Zbrojowni, nieco innych strojów, bardziej barwnych,a najbrzydszym slowem było g…o.Mieliśmy bardzo zszarganą opinię w Gdańsku i okolicy! :wink:Nawet bratnia Szkoła Muzyczna takiej nie miała.
    A jednak te uczelnie wydały , takich jak:Jacek Fedorowicz, Konstanty, a dzisiaj już i Gaba Kulka,
    „Trubadurzy „z Rysiem Poznakowskim i wielu innych.
    Dziś mojąc panienki w wieku Wachmistrzównej, zatykam uszy!Takich „wiąch” nawet chlopcy nie puszczają.
    Zastanawiam, się gdzie tkwi klucz, do przywrócenia poprawności polszczyźnie?
    I reszcie…
    Po części w mediach,ale to nie wszystko!
    Obserwuję okoliczną młodzież i taki obrazek: chłopak na oko lat 23, wraca z pracy i do domu niesie zgrzewkę piwa i chipsy.To jego cały obiad i cała rozrywka.Coś się spaskudzilo w systemie!
    Przepraszam Torlina , za post po jego podumowaniu, ale temat był, jak rzeka Pozdrawiam 🙂

  16. Aleszszsz….
    Mje się rozchodziło o tę taką zupełnie niewinną, bo niezamierzoną, amfibolię, że:
    1. sam miałeś,
    2. miałeś mózgów burzę,
    3. tych mózgów burze miałeś z żoną
    No amfibolię miałeś i tyle. Tylko tyle. Bo reszta jest okej.
    Ja, jeśli miałbym się nie zgadzać, to z diagnozą Kartki, że:
    a. nadopiekuńczość jest zjawiskiem społecznym, a nie, jak mniemam, kompletnie indywidualnym,
    b. dzieci („robione najczęściej w beztroskich okolicznościach” – a znasz jakieś inne? 🙂 ) stają się z egoistycznych pobudek inwestycją w emeryturę
    c. nadopiekuńczość jest jakoby jakąś pochodną popr. polit.

  17. Cześć Iżyku
    Myślę, że masowość występowania zjawisk indywidualnych nadaje im wymiar społeczny. Z kolei powszechna opinia społeczna wpływa na zachowania indywidualne.
    Owszem znam przypadki robienia dzieci w sytuacji przymusowej. Seks nie zawsze ma beztroski wymiar
    Poprawność polityczna czy społeczna określa, ogranicza, ujmuje w karby zachowania ludzkie poprzez ograniczenia językowe. Podałem przykład 14 letniej dziewczyny, ktorej biurokracja pedagogiczna blokowała możliwość odbycia rejsu. Istotą problemu było poprawne politycznie nazywanie jej dzieckiem.

  18. Czołem Kartko.
    Nie chciałbym zanudzić, więc na skróty… Nadopiekuńczość to relacja (problem) pomiędzy dzieckiem i jego najczęściej lekko trzepniętą mamusią, gdzie jej święte prawo i dobra intencja oraz owo „trzepnięcie” produkjują niedorajdę, mazgaja a czasem socjopatę.
    Żeby przyjąć, że jest to problem społeczny, trzeba najprzód wykazać, że faktycznie jest to już problem społeczny. Jest? Ja się nie czepnę Ciebie, gdy napiszesz, że myślisz, „że masowość występowania zjawisk indywidualnych nadaje im wymiar społeczny”. Oczywiście, że nadaje i gdy wpiszę nadopiekuńczość w gugiel, to wyskoczy 82 tys. stron. Wymiar jest, ale czy jest problem? To pierwsza moja i to przemożna wątpliwość.

    Dalej: ja się nie czepnę, gdy napiszesz:
    „Z kolei powszechna opinia społeczna wpływa na zachowania indywidualne”.
    Tzn? Twierdzisz, a właściwie stwierdzasz (stwierdzasz?) społ. akceptację dla zjawiska nadopiekuńczości? Ja widzę coś odwrotnego (fora i choćby ta dyskusja powyżej) i uwazaj, bo jesli się tu ze mną zgodzisz, to popadniesz w sprzeczność.

    Dalej i nawiasem: dzieci ominiemy ale jesli seks ma nie mieć beztroskiego wymiaru, to co to za seks? 😉

    Dalej: społ. może sobie inwestować w przyszłe pokolenia i emerytury ale czy robią to rodzice?! Wydaje mi się to być mocno wątpliwe i trochę takie „niezręczne”. Hej, tam u góry! Czy któreś z Was chciało mieć dziecko, aby zabezpieczyć się na starość? 🙂 Może przy zamykaniu gminnej szkoły ktos tak woła, ale czy jest to wynikiem nadopiekuńczości, która z kolei jest wynikiem egoistycznego lęku rodziców przed starością?
    Dzieci są winne rodzicom opiekę na starość, ale… e tam…
    Dalej:poprawność polit. to juz sobie i Tobie daruję. Natomiast dobrze jest, że 14latkowie nie mogą sobie pływać po świecie do woli. Nie dobrze, że 70latkowie mogą sobie kierować po drogach do woli.
    🙂

  19. Szanowni Panowie Kartka i Iżyk,
    Ja tylko dwa zdania, bo tu już kilometry opinii popłynęły 🙂

    Problem społeczny, to problem, który jest istotny dla pewnej grupy osób, który utrudnia im funkcjonowanie w społeczeństwie lub powoduje wykluczenie z niego. I tak problemy emerytur są problemem społecznym, alkoholizm jest problemem społecznym. Nadopiekuńczość nim nie jest.

    Zaciekawiona przypadkiem 14latki zapytałam znajomych posiadających patenty różne na pływanie po jeziorach, morzach (bo ja się nie znam) i powiedzieli, że to nie jest rozsądne jednak, że ona popłynęła/popłynie. Z drugiej strony – 70 lat to absolutnie nie jest wiek, który przekreśla z możliwości prowadzenia samochodu 🙂

    I na koniec jeszcze @ Iżyk
    Nadopiekuńczość to wcale nie trzepnięte matki, bo ja akurat znam więcej przykładów nadopiekuńczych ojców 😉 więc nie wiem czy bym tak mocno z płcią łączyła.

  20. Szczęśliwie Torlin odtrąbił zakończenie tego męczącego tematu.
    Chilli
    2. Masz rację-żadnej wojny płci. Po błyskawicznej burzy mózgów, którą odbyłem sam ze sobą, „trzepnięte matki” podmieniam na „trzepniętych ojców”. I choć mózg mi to podpowiada, to w środku się burzę 😉
    1. Masz rację. 70tka to absolutnie nie jest jeszcze ten wiek! 76? A może 82? No dobra – ja tam akcent kładę na „do woli” i dlatego przesunąłem na koniec zdania. 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: