Napisane przez: torlin | 24/10/2010

To miał być mój debiut filmowy

To ja w stroju swobodnym, z miną nietęgą, bo jedyna porażka podczas tej wyprawy to karawana. Ja nie umiem tak rozłożyć nóg, myślałem, że mnie na tym dromaderze rozerwie. Oprócz tego wielbłąd był leniwy i szedł wolniej niż karawana. Porażka.

Jeszcze nigdy nie próbowałem zainstalować filmów w moim blogu, ale trzeba koniecznie popróbować. No i popróbowałem, i póki co nic z tego nie wynikło. Blog nie widzi tego systemu czy co. Syn nie miał czasu mi pomóc, powiedział, że jutro – no, co się odwlecze…

Teraz odpowiem na wszystkie pytania i wątpliwości moich Wielce Szanownych Gości Blogowych, będę tylko opisywał równolegle zdjęcia. Ja fotografowałem nie tylko zabytki. Na zdjęciu są młode Beduinki, mieszkające w pokojach wykutych w skałach, nazywają ich troglodytami. Na początku myślałem, że to jest cepeliada, ale oni naprawdę tam mieszkają, w pokojach są dywany, telewizory, kanapy, zegary, jest antena satelitarna, a żeby to udowodnić dziewczęta przyniosły mi tornistry. Ale nie można powiedzieć, że chodzą do szkoły, bo mikrobus po nie przyjeżdża. W środku pomieszczeń jest chłodno.

Nelu!
Na Saharze w Tunezji pod koniec października jest 27 stopni, a do tego jeszcze dzień wcześniej padał deszcz i okolica była mokra. Moi towarzysze podróży wyszli w czarnych okularach, przygotowani na najgorsze, po chwili się uspokoili.

Miasto zbudowane przez Spielberga dla filmu „Gwiezdne wojny”, mimo konserwacji wpadające w ruinę.

Kartko!
Takie wyprawy są bardzo popularne, najczęściej albo swoim, albo wynajętym samochodem. Musisz pamiętać, że Tunezja jest cywilizowana do połowy, dalej na południe nawet Tunezyjczycy się nie zapuszczają. Jak to mówił mój przewodnik: „oni nas nie lubią”. Z drugiej strony ten Spielberg, góry Atlas, „Głowa wielbłąda” są bardzo blisko granicy z Algierią, stąd posterunki wojskowe.

Oto kilka z – chyba – piętnastu plastyczek, które przygotowywały w ribacie w Susa scenografię na jakąś uroczystość państwową (Ribat – obronny zameczek w obrębie mediny).

Babko!
A dla Ciebie wschód słońca na słonym jeziorze Szatt al-Dżarid, ma ono kilka tysięcy kilometrów kwadratowych, jest w depresji (to dawna zatoka morska), a przez sam środek przeprowadzili Francuzi groblę, po której mkną teraz samochody.

Na zdjęciu zrobionym z dachu magazynu z ciuchami i dywanami widać Wielki Meczet w mieście Kairuan, do którego niestety nie mieliśmy dostępu (do Meczetu, a nie do Kairuan). Jest to czwarte miasto islamu na świecie, po Mekce, Medynie i Jerozolimie, a dla wierzącego Araba jeszcze z tego powodu ważne, że siedmiokrotne odwiedzenie Kairuan jest równoznaczne z odwiedzeniem Mekki, co jest jednym z obowiązków muzułmanina.

Edwarze!
Bezpośredniego związku nie ma, ale żywotny dziadek może przekazał równie żywotne geny…
I na koniec Kartagina, ale tam są same ruiny, to tylko taki obrazek poglądowy.

Zachwycony byłem Tunisem, sukiem, pięknymi bulwarami, ale to może innym razem.

Logosie, Ty mnie zdopingowałeś do dania nowej porcji zdjęć – Dzięki. Pozdrawiam Tes Teqa, a muszę Ci powiedzieć, że mam jeszcze tyle marzeń. Ale Sahara była jedną z nich.

Quake’u! W Tunezji również pada 😀

Advertisements

Responses

  1. A ja nie mam pytań, tylko raduję się Twoją radością.

    A Twój wielbłąd pewnie nie uważał na szkoleniu motywacyjnym dla personelu karawan. 🙂

  2. Dziękuję bardzo Torlinie za ten wschód słońca, dawno mi nikt czegoś tak cudnego nie dedykował- (nie licząc psów,ale one wołają:”pobudka”!!)
    Wszystkie zdjęcia piękne !!
    A spotkałeś prawdziwych Tuaregów?
    Serdecznosci.

  3. Babko!
    Podczas przejazdu karawaną ukazał się w galopie na koniu facet w błękitnej szacie i turbanie na głowie zasłaniającym twarz, krzyknął coś do przewodnika i pogalopował dalej. Trudno jest jednoznacznie orzec, pragnę tylko zwrócić Ci uwagę, że Tuaregowie są ludem berberyjskim, a te dziewczęta właśnie były Berberyjkami. Inna sprawa, że upał fatalnie działa na urodę kobiecą, te dziewczęta mają 13 i 17 lat. W Tunezji edukacja do pełnoletności jest obowiązkowa.
    Tes Tequ!
    Jednym z moich marzeń był przejazd przez pustynię w autentycznej karawanie. Mój opiekun Azis, znakomicie mówiący po polsku, bo studiował w Polsce w latach gomułkowskich, tłumaczył mi, że mniej doświadczonym jeźdźcom w daleko jadącej karawanie daje się baktriany (wielbłądy dwugarbne), ale że to jest nudne, nużące i mało ciekawe. „Pół godziny w jedną stronę ci wystarczy” – mówił. I miał rację. Aż za wielką.

  4. Ciekawe te zdjęcia.

    Czekam na film, jak się wstawia youtubki, to wiem, ale filmy inne to pewnie bardziej skomplikowane.

    Czyli mówisz, że ta jazda na wielbłądzie to nic specjalnego?

    A Tunezja piękna na tych zdjęciach.
    ja w tym roku w NIemczech Marokankę bardzo sympatyczną poznałem.

    pzdr

  5. Torlin
    Tylko pozazdrościć.Ja ciągle marzę o podróżach, ale pozostaną marzeniami, chętnie oglądam, słucham i czytam innych.
    W młodszych latach coś tam zwiedzałem. I w czasie tych podróży miałem dwa najradośniejsze dni, gdy wyjeżdżałem i gdy wracałem.
    Najlepiej na własnych śmieciach.
    Tunezja na pewno ciekawa, ja jednak interesowałem się bardziej Marokiem.
    Co do Ciebie, mam nadzieje ze nie zmienisz linku na np. Beduin?
    I jeszcze w twej naturze tkwi nomada DNA, by chyba wskazała, co w Tobie więcej Europejczyka czy właśnie nomady.
    Myślę, że EDD ma też coś z nomady.
    Pozdrawiam

  6. „Pół godziny w jedną stronę wystarczy”. Zdanie genialne w swej prostocie. Doskonale oddające istotę różnicy między turystyką a podróżą czy wędrówką.

    Tunezyjczyk ma u mnie 5+.

    Kiedyś niebacznie zwierzyłem się pewnemu Rosjaninowi z chęci wycieczki koleją Transsyberyjską aż do końca.

    Popatrzył na mnie z litością i powiedział prawie to samo tyle, że półgodzina była półdobą.

    Zdzisławie

    Pewnie, że ja z nomadów.

    Ktoś powiedział: Wszyscy ostatecznie pochodzimy od chłopów.

    Zwróć uwagę na to snobistyczne „ostatecznie” dodane do oczywistości.

    Są jednak od tej oczywistości wyjątki. Niektórzy pochodzą od pastuchów. Czuję się potomkiem pastuchów, czyli nomadów. Zawsze to wygodniejsza pozycja niż być potomkiem Kaina rolnika.

    A Torlin? Hm, może i on od Abla.

  7. Zdzisławie! Edwarze!
    Ale ja wiem, że jestem z nomadów. Odkryto, że gen rozkładający laktozę mają właśnie potomkowie pasterzy, a ja bez 1/2 litra mleka dziennie nie istnieję.
    Grzesiu!
    Na moje filmy nie ma się co zapalać, bo moja kamerka jest jednocześnie aparatem fotograficznym, jest malutka i leciutka, w związku z tym każdy najmniejszy wstrząs ręką burzy obraz. Ale dla mnie jest w sam raz. Do wieczora, będę próbował z synem.

  8. No i wszystko prawie jasne ja też bez mleka nie mogłem istnieć teraz trochę gorzej (cukrzyca ) ale co jakiś czas śniadanie mleczne .
    Pochodna od mleka (kumys ) też nie od macochy.
    Teraz warto ustalić z których nomadów? Azjatyckich,tych od Attyli,czy od Czyngis-chana Chana czy z Wizygotów (afryka Sycylia) i Polska ale to by była dopiero ciekawa historia rodu rodziny.
    Czytałem że w jakiejś dolinie Alp szwajcarskich,duża część populacji tejże doliny ma w okolicach kości ogonowej znamię,która poza tą doliną występuje podobno w Mongolii.
    A historycznie Mongołowie nigdy w tych okolicach nie byli?
    Podobnie z grupą krwi u Tuaregów,to sa zagadki. Licze ze na tym blogu trochę więcej się dowiem,są tu spece.

  9. Nomadowie zacni!
    Wyrzymałość Wasza podróżnicza zapewne z tego mleka pochodzi, a dla mnie ono od niemowlęcia niedostępne w czystej postaci(mogę jogurt,zsiadłe, może być kumys).
    Ale konie arabskie uwielbiam, jeździłam na nich, to wspaniałe wytrzymałe zwierzęta, a do człowieka przywiazują się, jak pies.
    Napisałam nawet kiedyś na ich cześć wierszyk( do poczytania” na padoku”),który zamieszczono w biuletynie koni arabskich
    Bardzo nas tu pięknie uraczyłeś i mam nadzieję uraczysz jeszcze Torlinie opowieściami.Dzięki!

  10. A ten berberyjski jeździec w błękitnej szacie pewnie mi się przyśni dzisiaj!Zawsze mnie fascynowali, zwłaszcza faceci z zakrytą twarżą 😉
    Z bakrtianem miałam niemiła przygodę w oliwskim zoo, przechylił się za ogrodzenie, capnął mnie za łydkę i nie chcial puścić.Przy okazji mnie opluł!
    No tak- jednym dzieki ich silnej woli i zapałowi piękne( mimo niszczącego upału)-Berberyjki innym pozostało chodzić do zoo 😡
    Chociaż po ostatnim filmiku z małpą, którym mnie Wachmistrz uraczył muszę się chyba ograniczyć do @@@ oglądanych w pobliżu.

  11. Torlin!
    Serdeczności za te piękne widoki 🙂
    Ja jednak zupełnie nie z nomadów. Dzieciństwo moje psuła straszna owsianka z Unrry na tłustym mleku od krowy, co to we wojnę była nam karmicielką. Do dziś pamiętam te kożuchy i zęby zrośnięte szczelnie. I tatę z łyżką i determinacją w oczach! Alternatywy nie było!!!
    Dziś już tylko jogurt, kefir i to bez dodatkowych bzdetów. Czysty. Ale co to jest wobec wspomnienia zsiadłego mleka, które na talerzu pękało, tworząc góry i wąwozy a do tego kartofle ze skwarkami albo gryczana kasza. Cud!
    To już nie wróci. Mleko z kartonu się nie zsiądzie 😦

    Wprawdzie osobiście nic mi do tego, ale jednak odczuwam pewien niepokój, kiedy sobie o tym wielbłądzim grzbiecie i twoich doznaniach myślę…
    Dobrze się czujesz???

    Dobranoc.

  12. Bo z wielbłądem to trzeba ostro… 🙄

  13. Wielbłąd zdominował wspaniały wpis Torlina!
    Faktycznie trzeba z nim ostro (z wielbłądem!).
    Przytaczam anegdotę z kół teatralnych, nie dam słowa, czy prawdziwa!

    Kalina Jędrusik, gdzieś w Egipcie, obowiązkowa fotka na wielbłądzie. Kolega fotografujący do Kaliny: „Wyprostuj się”!
    Wielbłąd posłuchał, Kalina – spadła, 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: