Napisane przez: torlin | 08/11/2010

Warszawa w 1892 roku czyli dwa moje życia

Tak jak pisałem, jestem w trakcie lektury książki Stanisława Milewskiego „Codzienność niegdysiejszej Warszawy” („Iskry” 2010)  i postanowiłem zrobić taki mały eksperyment. W przyszłym roku kończę 60 lat, postanowiłem napisać trochę krytycznie o Warszawie z okresu dwa razy dłuższego niż moje życie, czyli sprzed 120 lat. 2011 odjąć 120 daje 1891, czyli prawie rok odejścia z prezydentury Warszawy Sokratesa Starynkiewicza (1892). A czyta się to jak bajkę, postanowiłem zacytować kilka zdań bez swojego komentarza, bo wydaje mi się on zbyteczny.

  1. „Ludność jest skupioną w domach gęściej niż w innych wielkich miastach. Brak ogrodów, parków i placów wolnych. Skutkiem gorączkowego ruchu budowlanego w znacznej części mieszkań panuje wilgoć. Około 50.000 ludzi mieszka w suterenach, zwykle niemożliwych. Braknie dobrej wody do picia, w studniach jest ona zazwyczaj zanieczyszczona. Z wodociągów korzysta 1/3 domów, z kanalizacją połączono jedynie 173 domy. 61 domów wcale ustępów nie posiada” – „Tygodnik Powszechny”- 1891 r.
  2. „47 % mieszkań w Warszawie (głównie w suterenach i na poddaszu) stanowiły w 1891 roku lokale jednoizbowe, a ich lokatorzy stanowili 41 % wszystkich mieszkańców”.
  3. „Nocne ciemności na ulicach Warszawy nazywano jedną z plag egipskich”. Starynkiewicz podpisał wprawdzie kontrakt gazowy i udało mu się zainstalować 7.000 latarń gazowych, ale była to kropla w morzu potrzeb. To samo dotyczyło podłączania budynków do sieci gazowych, kamienicznicy bronili się jak mogli.
  4. Mimo przeprowadzenia kanalizacji dominującym zapachem w Warszawie był fetor, smród, mimo że była to epoka postlindley’owska, woda w dalszym ciągu nie nadawała się do picia, w dalszym ciągu istniał odkryty rów „cloaca maxima”, odprowadzająca na Woli odpady garbarskie i z rzeźni odkrytym dużym rynsztokiem.
  5. Mięso było dzielone, a zwierzęta zabijane w rzeźniach w takich warunkach, że ludność umierała na najrozmaitsze choroby.
  6. Średnia długość życia w Warszawie w 1898 roku wynosiła 33 lata.
  7. Straszne wykorzystywanie seksualne kobiet pracujących w domach

Ale dwa zdania podobały mi się niesamowicie

  1. Julian Heppen „Kurier Warszawski” – 1891 rok – „A przecież są ludzie, którzy pamiętają, jak na Nowym Świecie, tam, gdzie dziś teatr letni Wodewil się mieści (…) rosło zboże wkoło dworku”
  2. Broszurka kolportowana w Warszawie w 1900 roku: „Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia polskiego rolnictwa oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”.

Cała książka jest pełna rysunków Franciszka Kostrzewskiego, pisałem o nim dwukrotnie TU (o zawodach warszawskich) i TU ( o samym Mistrzu), wspaniały rysowniczy typów warszawskich, cudownych scenek. Spróbowałem zeskanować kilka z nich, które mi się najbardziej podobały.

To jest niemożliwe, od tych opisów minęło 120 lat.

Reklamy

Responses

  1. „Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia polskiego rolnictwa oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”

    To bym chciał zobaczyć na własne oczy!

  2. Grafiki – okładki nie ma Jurgi w książce, cały stosowny akapit brzmi: „Varsavianiści powołują się często na broszurę, która ukazała się na samym końcu XIX wieku, w 1900 roku; była równie spóźniona, co zacietrzewiona. Nosiła tytuł „Kanalizacja itd” W ten sposób broniło się lobby rolniczo – ogrodnicze, te środowiska bowiem od wieków czerpały pożytki z „warsiawskich” gnojów, wywożąc je i użyźniając swe pola i ogrody”.

  3. Torlin

    Moskwa,Londyn,Paryż chyba nie wiele lepiej wyglądał?
    A molestowanie wtedy i teraz bardzo wiele było jest i będzie. libido a niektóre tylko na to czekają lub nawet same doprowadzają do takich sytuacji a póżniej „ofiary!!” szef kolega i dopisać można kogo się chce.

  4. Do rysunku
    Wydawanie obiadu toż w latach 30 mieliśmy takie sceny.
    Ten ” pomiot szatana USA”

  5. W nawiązaniu do owej osławionej kanalizacyi tom jej akurat szczęśliwym posiadaczem, com Lectorom Miłym wystawiał sub die 6 Decembrii Anno Domini 2006, w dowód czego pozwolę sobie tu odsyłacza pomieścić:
    http://wachmistrz.blog.onet.pl/Kanalizacya-miasta-Warszawy-ex,2,ID153970461,n
    Jest i okładka skanowana i cytata obszerne, przy tem myśl wyłożona pryncypalna i z tem mam tu właśnie frasunek, Torlinie Drogi, bo rzecz z roku 1900 i tam kanalizowanie miasta się wystawia jako rzecz dopiero zamierzoną i przyszłą, Ty zaś jej na rok 1891 datujesz… Nigdym od varsavianów nie był specyalistą, tedy rzeczy nie rozstrzygnę, aliści dociec byłoby może warto…
    Kłaniam nisko:)

  6. Opis przypomina opisy miast hiszpańskich w tym samym okresie. Średnia wieku również 33 lata co Polskę i Hiszanię pod koniec XIX wieku plasowało w europejskich stanach dolnych. W tym co cytujesz Torlinie wybijają się na plan pierwszy sprawy sanitarne czyli brak kanalizacji i odkryte kanaly ściekowe. W Hiszpanii i południowych Włoszech kronikarze wiele miejsca poświęcali natomiast zwyczajowi wylewania odchodow przez okna. Co prawda pozbywano się zawartości nocników i kubłów o kreślonych porach. No ale przyjezdni nie znający obyczajów często idąc po nocy mieli przykre przygody.
    Mnie ten opis nie zaskakuje, bo pamietam ( przełom 60-tych i 70-tych lat) ulice bez kanalizacji w miasteczkach centralnej polski i te roje czarnych, tłustych much ktore się nad nimi unosiły.
    Pozdrawiam

  7. Ale mi Wachmistrzu przyjemność zrobiłeś. To cymesik nad cymesikami, to jest ten dreszczyk po krzyżu chodzący. Wspaniałe. Ale mimo wszystko dreszcz przerażenia chodzi po plecach, jak się to czyta. Już pomijam spisek teutoński, Rosjan, Niemców i Żydów (i w takich momentach żałuję, że prowadzę blog apolityczny), ale bardziej chodzi mi o te odchody. Ludzkie są nieprawdopodobnie groźne dla ludzi, wymagają zachodu, bardzo silnego przemrożenia. Odchody zwierząt innych niż roślinożerne nie powinny być nigdy kompostowane, podobnie jak odchody ludzkie i zwierząt domowych.
    Jeżeli chodzi o kanalizację, to Prus był znakomitym reportażystą i bardzo dużo wiadomo: po wizycie Aleksandra II w 1879 r. i jego zgodzie na zbudowanie wodociągów i kanalizacji przed Petersburgiem Starynkiewicz rozesłał wiadomość do wszystkich gazet z prośbą o dyskusję. Pod koniec 1881 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Komitetu Budowy Kanalizacji i Wodociągów, a roboty rozpoczęły się w październiku 1883 roku. W 1888 roku sieć kanalizacyjna liczyła 27 kilometrów na 33 ulicach, a 1890 zbudowano w sumie 42 km tuneli kanalizacyjnych. Afera się zrobiła, jak postanowiono przekopać Ogród Saski.
    Zdzisławie!
    Starynkiewicz był rosyjskim nacjonalistą, on chciał, aby rosyjskie miasto Warszawa było nowoczesne. Interesował się nią również po dymisji, ale my naprawdę powinniśmy go zachować we wdzięcznej pamięci. Wielkie miasta Europy to kanalizacja I polowy XIX wieku, ale tak nowoczesna wyprzedzała Warszawę zaledwie o jakieś 15 lat.
    O wykorzystywaniu wolałbym nie pisać, bo to są straszne historie, świetnie to pokazał w swym arcydziele Wajda, w „Ziemi Obiecanej” (a to lata 80. XIX wieku).
    Kartko!
    Ja obsesyjnie powtarzam, że dla mnie jest szokiem, że dwa moje życia (i prawie Twoje), i tak się świat zmienił. Chociaż – mógłbym ze śmiechem powiedzieć, że u mnie w dalszym ciągu kanalizacji nie ma 😀 ).

  8. Torlinie, u mnie też nie ma. Szambo jest – ale w przyszłym roku za unijną kasę mają pociągnąć.

  9. W bardzo pachnący temat nas Torlin wpuścił.
    Na temat „Torlinowej Wa-wy”,z lat 1880 tom się zdrowo ubawiła, ponieważ Autor pisze,że w przyszłym roku dopiero mu stuknie 60-tka. 😉
    Stolica bez kanalizacji,?
    Zbadać należy przyczyny, bo Krzyżacy, kiedy w Malborku zamek budowali już tam mieli i kanalizację i doskonałe UWAGA: do dziś działające ogrzewanie podłogowe. A różnica w latach spora!
    Wachmistrz, jakby zechciał pewnie by rzecz fachowo wyjaśnił.
    *Torlinie niech Cię ręka boska broni przed upolitycznieniem bloga!
    Będziesz miał takie szmbo, o jakim Ci się w najkoszmarniejszych snach nie śniło!!

  10. Babko!
    Jest olbrzymia różnica pomiędzy skanalizowaniem zamku, a miasta. W zamku wystarczy, że działa siła ciążenia i są odpowiednie rury, tymczasem w mieście idzie to w miarę poziomo. Taką kanalizację wielkie miasta zafundowały sobie na początku XIX wieku, ale ścieki były odprowadzane wprost do rzeki. Zmienił wszystko inż. Joseph Bazalgette, kogo ciekawi, niech sobie poczyta
    http://www.mt.com.pl/archiwum/mt_5_07_2.pdf
    Starynkiewicz budował już według nowego projektu – na tym przykładzie widać, jak trzeba korzystać z renty opóźnienia.

  11. 1892? Zastanawiam się czy znane Ci są dane statystyczne dotyczące przynależności wyznaniowej mieszkańców Warszawy w ostatniej dekadzie XIX wieku? Jeśli się do tego doda konwertytów i zasymilowanych (którzy w stytystyce jako osoby wyznania mojżeszoewego na pewno nie występują), to robi się nader dziwnie. Ciekawe światło rzuca również na podawane statystyki dotyczące analfabetyzmu fakt, że nauka czytania i pisania była w szkołach kachalnych obowiązkowa, a uczestnictwo w nauce dla dzieci wyznania mojżeszowego (ze względów religijnych) obowiązkowe.

    Autor broszury wskazujący na judaistyczny spisek jako źródło marzeń o kanalizacji miałby więcej czytelników gdyby dał swe dzieło przetłumaczyć na jydisz. 😉

  12. Zatem datacyja wiadoma, co mnie z kolei w zadziwienie wprawia, jakiż tej broszury cel, skoro rzecz już po herbacie… Insza, że owo w Krakowie tłoczone, widno autor znał, że w Warszawie post factum by się może jeno na śmieszność wystawił… Rad jestem, żem takiej uciechy był przyczyną:) A skoro Ex libris Wachmistri Waszej Miłości w początkach nieznanem to pozwolę sobie tych archiwaliów polecić serdecznie, bo tam niejedna się znajdzie perełka:)
    Kłaniam nisko:)

  13. Ambaras na obrazku jest bardzo królewiacki.

    Jest rok 1891.Więc przez otwarte okno w zależności skąd wieje wiatr docierają zaprzeszłe echa leśne z Podlasia albo od podnóży Gór Świętokrzyskich.

    Ostrzeżenie, jakie Pani z obrazka kieruje do panienki z okna nie jest bezzasadne.
    Pani z doświadczenia wie, co to ambaras.
    Pani jest osobą oczytaną – czyta jak widać książki. Obstawiam, że czyta Deotymę.

    Jako osoba oczytana wie Pani jak narracje o panienkach takich jak Marysia się kończą.
    O Marysi, bowiem odwołując się do statystyki możemy powiedzieć, że jest typową dla ówczesnej Warszawy przedstawicielką służby domowej a szerzej personelu zatrudnionego w usługach.

    Z tej typowości wynika, że na pewno jest szlachcianką.

    Jej rodzinna legenda mówi, że dziadek był w powstaniu i dlatego stracił skromniutki, ale jednak majątek.

    Marysia tyra, ale pani wie o jej pochodzeniu i trudnej sytuacji egzystencjalnej. Trudność polega na tym, że Marysia, jako szlachcianka pieczętuje swa cnotę klejnotem i byle jak i za byle kogo za mąż wyjść nie może.

    W tamtą zaborcza noc jedynym wyjściem dla Maryś było wypaść z okna w ramiona
    przechodzącego właśnie strażaka też szlachcica np. z Bródna.

    Pani już się to zdarzyło. Służyła u niej niejaka Marcysia.

    Marcysia oczywiście wypadła z okna w męskie ramiona. Tu pojawił się ambaras. Marcysia wpadła w ramiona stójkowego.

    Ambaras był duży dla patriotycznej matrony, choć nie ma złego, co nie może okazać się lepszym niż się z początku wydaje.

    Stójkowy okazał się być nie tylko stójkowym, ale również zagrodowym spod Łap.

  14. A może w tej książce szło o Warszawę koło Biłgoraja? 🙂

  15. Uprzedzam,że wszelkie kpiny ze „stolycy” mogą się fatalnie zakończyć 🙂
    Od dawien dawna uważam Kraków za stolicę, choć na Wawel już chyba nie pójdę.
    *dana_1
    Stójkowy licho zrabiał, więc dorabiał , jako zagrodowy.Może się wolał spotkać z jakąś kozą w zagrodzie, niż mieć na karku Marcysię ?:smile:

  16. Babko i Dana!
    Czasami naprawdę lepiej jest mieć kozę w domu, niż zrzędliwą i kłócącą się kobietę 😀
    Ubogie szlachcianki najczęściej zostawały nauczycielkami i guwernantkami, służbą raczej nie, to zarezerwowane było dla niższych warstw społecznych. Chociaż służba też dzieliła się na kategorie, najwyżej stali kamerdynerzy.
    W owych latach stójkowi i stróże to były „straszne” zawody, stójkowi byli najczęściej na usługach tych, których mieli śledzić, a stróże zaprzedawali się policji politycznej i nawet właściciele się ich bali. Jak straszna była rusyfikacja widać chociaż na przykładzie, że pilnowano nawet, aby na pogrzebach wieńce nie były niesione karawanem i czy mowa pogrzebowa jest zgodna z tekstem zatwierdzonym.
    Telemachu!
    Cd. rusyfikacji – pisze Jan Stanisław Bystroń w „Warszawie” – „w 1891 roku Apuchtin przeprowadza rewizję ochronek w Towarzystwie Dobroczynności, nakazując usunięcie dzieci powyżej lat siedmiu, zabraniając używania książek i kajetów i w ogóle nie dopuszczając jakiegokolwiek nauczania (…). W 1900 roku ogłoszono zakaz nauczania po domach dzieci przychodzących z różnych domów i to nawet nauczycielstwu mającemu patenty urzędowe (…). Nie można więc się dziwić, że Warszawa jest w tym czasie smutnym miastem analfabetów, spis z 1882 roku wykazuje 55 % ludności, która w ogóle w żadnej szkole nigdy się nie uczyła i 48 % zupełnych analfabetów (nie wnikam w układ procentowy Bystronia – dop. Torlin). Do szkół uczęszcza 1/5 ogółu dzieci”. Dopiero czytając takie informacje można potwierdzić, że powstanie w 1905 roku zakończyło się sukcesem.
    Jeżeli chodzi o układ narodowościowy to Bystroń pisze, że: „Ich ilość (Żydów) wzrasta szybciej niż ludności chrześcijańskiej. W 1864 roku ludność żydowska stanowiła 32,6 %, dochodząc w 1914 roku do 38,1 %”.Obliczając średnią matematyczną, to wychodzi, że w 1891 roku było ok. 35,3 % ludności żydowskiej. Oprócz tego ludności rosyjskiej było 5,5 %.
    Hoko!
    Warszawy są jeszcze dwie w województwie pomorskim i jedna w wielkopolskim.
    Wachmistrzu!
    Mnie się zdaje, że to jest inwestycja na lata budowy, to że część wybudowano nie oznacza, że należy poddać się bez walki. Jak tylko będę miał czas, nie omieszkam zajrzeć.
    Dzięki wszystkim.

  17. Chcesz Torlinie całkiem poważnie?

    Tak, guwernantkami zostawały szlachcianki, ale nie takie jak Marysia.

    Marysia jest szlachcianką, której przodkom jeszcze konstytucja 3 maja odebrała prawa polityczne, a nowe rządy szlachectwa na ogół nie potwierdzały.

    Piszę o masie drobnej szlachty, która stanowiła trzon chrześcijańskich migrantów do szybko rozwijającej się Warszawy.

    Oni wyprzedzili chłopów, o co najmniej dwa pokolenia. Mimo biedy dziedziczyli pewien handicap kulturowy. Wcześniej byli zdolni do mobilności.

    To oni weszli do rzemiosła, do kelnerstwa, oni stanowili większość służby hotelowej i domowej.

    Symbolicznym przykładem mogą tu być przodkowie Dmowskiego.

  18. A ja Wam mówię, że do Warszawy koło Biłgoraja żadna inna nie ma startu, ot co. Wiem, bo widziałem. 🙂

  19. Edwarze!
    Ja stale czytam, że Konstytucja 3 Maja zabrała prawa polityczne szlachcie – gołocie (czyli nieposiadającej ziemi), ale w tekście samej Konstytucji nijak nie mogę tego znaleźć. Przy swoim stwierdzeniu opierałem się raczej na wspomnieniach czytanych i swojej rodziny.
    Hoko!
    Bo pewnie żadnej innej nie widziałeś, to jak możesz w takim razie porównywać? 🙂

  20. Torlinie

    1.Masz rację. Prawa gołoty ograniczyło wcześniejsze (1790) postanowienie Sejmu Czteroletniego
    dotyczące ordynacji sejmików.

    Torlinie

    2.Wiele wskazuje na to że wyście są z Posesjonatów. Solidarność posesjonatów z gołotą czy nawet z zagrodową szlachtą bywała wątpliwa.

    Gdyby nie było problemu nie było by „Nad Niemnem”.

    Trochę to było tak jak u Żydów. Ci niekoniecznie ochrzczeni ale głęboko zasymilowani niezbyt identyfikowali się z ortodoksami czy z ubogimi chasydami.

    Uboga szlachta prawnie i obyczajowo coraz bardziej odstawała od uznanej przez zaborcę szlachty właściwej. Rósł dysonans kulturowy.

    Twoi przodkowie, prawdopodobnie ci bardziej odlegli (pradziadowie) wyparli ubogich braci w klejnocie z narracji familijnej.

  21. W moim prawie podwarszawskim mieście, te sutereny i poddasza jednoizbowe, to były aktualne aż do II wojny światowej !…
    Potem bum na mieszkania , to lata 50-te i 60-te.
    Jak ludzie cieszyli się z tych swoich własnych klitek :D))))

    Jak podjęłam I pracę, przed studiami 😀
    ( początek lat 80-tych) to w biurze pracowało jeszcze I pokolenie , że tak powiem dzieci pani Dulskiej z Jej mentalnością.

    Matko do dziś nie zapomnę, jak jedna czy druga na papierosku w ubikacji , czy kącie na korytarzu opowiadała, że jej mamusia ( żona niskiego urzędnika państwowego na kolei , (no ale w kryzysie miał stała pracę;) miała dziewczynę ze wsi do ciężkiej pracy domowej.
    Któraś z nich miała za męża lekarza, a ta druga , kołtuńskim zwyczajem zwracała się do Niej w pracy ( zajmowała posadę w charakterze referentki do wszystkiego 😀 ), pani doktorowo (sic!).
    dulszczyzna , jak nic!…
    Co do „„Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia polskiego rolnictwa oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”
    Mam wrażenie ,że to ciągle aktualne, może nie w tym kontekście, tylko bardziej ogólnie, że co kryzys w Polsce, co jakim nieudacznikom nie wyjdzie i musi płacić społeczeństwo , to zawsze znajdzie się winnych .Najpierw były to „komuchy”
    hihihiih… a teraz , jak ludzie z powrotem bez pracy albo na czarno bez zabezpieczeń socjalnych znowu winni Żydzi. 😦
    nie dziwię się , że w końcu powiedzieli i ,że Polacy to mają we krwi. Nawet wśród moich bliskich, niby postępowi i etc… ale jak się wkurza , to WINNI ŻYDZI!!!
    ( Krąg zamknięty )

    Bardzo ciekawy temat, ja z kolei w TV oglądałam kryzysowe czasy przed samą wojna , tez z W-wy.

    Długaśne kolejki do pośredniaka za pracą na godziny , na dniówkę ! …
    Wstęp na basen 2 zł. 1godz. opłata i tygodniówka dla rodziny (wielodzietnej też 2zł)

    W noclegowni mogli tylko przespać , za opłata (sic!) bezdomni , jak mieli papiery w porządku. Jak któryś działał w partii socjalistycznej , to był bez szans.

    Tak… a teraz wszyscy mówią, jakie to były świetne czasy , jak wszystkim było dobrze, wszyscy mieli służących za grosze i etc…

    Jednym słowem przed wojna sama arystokracja i inteligencja bogata była. ;D))))

    Pa!

    Ps.
    Świat się zmienia, technika się zmienia , tylko ludzie a ściśle ich mentalność się nie zmienia. 😦

  22. Sorry,żeby nie być gołosłowną 😉
    Jakie to ciągle aktualne ?..
    –> http://youtu.be/WbyYXVOTX-s
    Fajna pioseneczka.
    tutaj wyjaśnienie .:D
    „Gospodarka polska powiązana z gospodarką światową odczuła dotkliwie spadek koniunktury. W Polsce, podobnie jak w niektórych innych krajach o strukturze rolno-przemysłowej, kryzys nie zakończył się w roku 1933, lecz trwał dalej. Za koniec recesji w Polsce można uznać dopiero rok 1935, mimo że kryzys przemysłowy zaczął przełamywać się już w roku 1933. W listopadzie 1929 r. wprowadzono tzw. zwroty ceł przy eksporcie zboża. Rząd polski wykazał także inicjatywę w zorganizowaniu tzw. Bloku Agrarnego, w którego skład obok Polski weszły państwa takie jak: Bułgaria, Czechosłowacja, Jugosławia, Rumunia i Węgry. Wiele firm przeszło na własność państwa, ponieważ nie były w stanie spłacić kredytów uzyskanych od banków rządowych. W rolnictwie polskim kryzys powodował przede wszystkim spadek cen artykułów produkowanych i sprzedawanych przez wieś. Największy regres miał miejsce w górnictwie i przemyśle ciężkim, tj. w działach stanowiących o potencjale gospodarczym kraju. Wydobycie węgla kamiennego w roku 1932 było o 27% niższe niż w roku 1928, produkcja stali zmniejszyła się o 61%, zaś rudy żelaza aż o 89%! W tej sytuacji poszczególne branże zmniejszały zdolność produkcyjną. I tak w przemyśle górniczo-hutniczym zmalała ona w latach 1929-1933 o 13,1%, we włókienniczym o 14,2%, w metalowym o 13,9%, w cukrowniczym o 13,5%.”
    I może , parafrazując „Wesele” , co tam panie w świecie słychać, czy Chińczycy dobrze się mają ?…

    Bo u nas ciągle to samo 😉

    Sorry za te moje wkręty. Jak chcesz możesz wywalić .

  23. Jula ma rację! Nie ma u nas potomków dawnych służących, cieciów i wyrobników. Wszyscy, albo prawie wszyscy mają albo herbowych przodków – te majątki pozostawione za Bugiem!!! – albo też takich, co to zajmowali pierwsze piętra w secesyjnych kamienicach… Tylko skąd tyle obrazów bosych i obdartych golców na fotografiach i obrazach z tamtych szczęśliwych lat, kiedy to babcia /pani z pierwszego piętra!/ oddawała pranie praczce i miała dziewuchę do sprzątania i obierania kartofli, bo przyprawiała osobiście 🙂
    Bywało, bywało…
    Gdzie są dzieci tych dziewuch i parobków?

  24. A w życiu nie wywalę Julu. Ja specjalizowałem się w gospodarce przedwojennej Polski, tak że tematy nie są mi obce. Przyczyn kryzysu i trudności przy wychodzeniu było wiele. Ja już wiele razy pisałem, że dla takich ludzi (z miasta i ze wsi) socjalizm był błogosławieństwem, dawał darmowe lecznictwo i edukację, ale przede wszystkim dawał szansę. I wielu z tych młodych ją wykorzystało.
    Nelu!
    Ależ są, tylko nie mówią na ten temat.
    Edwarze!
    „Ja jako posesjonat” występowałem do 1864 roku, kiedy to car w swojej nadmiernej łaskawości raczył nam zabrać wszystko i przekazać „to wszystko” przodkom człowieka, który jest moim idolem politycznym i człowiekiem bardzo przeze mnie szanowanym, więc nie napiszę, o kogo chodzi.

  25. @Jula
    po wojnie zlikwidowano analfabetyzm i potomkowie parobków i służących mieli szansę( punkty za pochodzenie) dostać się na studia, w przeciwieństwie do dzieci”kulaków”, czy obszarników.
    Zabawne , taka mnie dzisiaj naszła refleksja:
    Dalekim moim przodkiem jest senator sygnatariusz Konstytucji 3-Maja( podpis nr.5 po Małachowskim).Jego portret do niedawna wisiał w Wilanowie.
    A 100 lat później Jego potomkowie dalsi i bliźsi byli tylko w najlepszym wypadku ubogą szlachtą
    zaściankową.
    Ich młodzież nie miała szansy na wykształcenie.
    Szczytem bylo skończenie gimnazjum.
    Jestem dopiero d r u g i m pokoleniem z tej linii, które skończyło studia.
    Ale mój Tata musiał uciec z zagrody,dawać w Warszawie korepetycje,żeby się utrzymać i wreszcie przyjąć stypendium Marynarki Wojennej,żeby skończyć inżynieryjną szkołę Wawellberga& Rotwanda.
    Nie wszystko jest takie proste.
    Myślę,że w zaborze austro-węgierskim było mimo wszystko znacznie lepiej.Nie studiowałam statystyk,ale t a m chyba wykształconych chłopskich ( conajmnie ze średnim) dzieci było znacznie więcej.Pozdrawiam.

  26. @Torlinie, to i tak jestes szczęściarzem w kweisti odzyskiwania mienia.
    Nasze rodzinne mieszkanie zostało przehandlowane w zadziwiający sposób:
    Obecny właściciel kupił w Australii od jakiejs umierajacej w domu starców kobiety prawo do 1/2 spadku.Mimo zaangażowania prawnika 14 rodzin straciło przedwojenne mieszkania, które chcieli wykupić od miasta.
    Odpowiednie wpisy w księgach wieczystych zostały wydarte!!
    Sąd żadał nazwiska nowego właściciela, ale jak je podać skoro posługuje się dwoma, dwoma paszsportami i zmienianym co chwila adresem
    różnych hoteli w Sydney?
    Rządzi prze stale zmienianych pełnomocników.
    Możnaby się procesować z miastem,ale po co?
    To dopiero jest zagwozdka!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: